cytaty z książek autora "Franciszek Blachnicki"
Przyjaźń powstaje wtedy, gdy przez dialog dokona się wymiana tego, co jest głęboko w sercu każdej osoby.
Uwierzyć w miłość Boga - znaczy żyć miłością.
Piękny jest człowiek, który potrafi dziękować.
Na spotkanie z Chrystusem możemy iść tylko w postawie otwartej ku braciom w postawie MIŁOŚCI.
Ta zasada jest w Kościele od początku: w liturgii nie można dowolnie niczego zmieniać. Formę liturgii, jej treść, sposób sprawowania, nawet w najdrobniejszych szczegółach, określa Kościół, a wszyscy w Kościele są zobowiązani do sprawowania liturgii w duchu posłuszeństwa.
Liturgia uobecnia posłuszeństwo Chrystusa i nie można sprawować liturgii godnie i we właściwym duchu, jeżeli się jest poza posłuszeństwem. Nic tak bardzo nie sprzeciwia się istocie liturgii jak brak posłuszeństwa, jak pewna subiektywna dowolność, stawianie własnego odczucia ponad tradycję, ponad wolę Kościoła, tak wyraźnie określoną w dokumentach, w przepisach liturgicznych.
W chwilach tej pokusy Chrystus jest z nami. On już zwyciężył w naszym imieniu. Jeżeli oprzemy się na Nim, na Jego słowie, wtedy i my będziemy zdolni odrzucić i zwyciężać wszystkie te pokusy.
Co Bóg chce nasm przekazać przez Kościół, przez dany obrzęd, znak liturgiczny? [...]
W starych tekstach liturgicznych w języku greckim jest takie wyrażenie: "logike thesia" – to znaczy ofiara rozumna, jakby prześwietlona światłem prawdy. Rozum ma pierwsze zadanie do spełnienia w liturgii, żeby z danym znakiem związać określoną treść, odczytać pewną prawdę. To jest po prostu warunek właściwego uczestnictwa w liturgii, bo jeżeli nie wiemy, o co chodzi, nie rozumiemy znaku, liturgia stanie się magią. Nic tak bardzo nie zabija ducha liturgii jak właśnie bezmyślność, która prowadzi do formalizmu, do rutyny – wtedy owocność liturgii jest właściwie unicestwiona.
Liturgia domaga się najpierw wysiłku rozumu, żeby światło przekazane w jej znakach, w symbolach, zajaśniało najpierw w naszym umyśle, a podporządkowanie się potem tym treściom, tym formom jest już aktem osoby, aktem wolnego zaangażowania. Jest to zaangażowanie godne osoby, czyli zaangażowanie rozumne dzięki światłu, a nie angażowanie się pod wpływem instynktu, jakiegoś lęku czy szacunku w coś, co jest irracjonalne, niezrozumiałe – takie zaangażowanie przypomina religie prymitywne, pogańskie, gdzie liturgia jest sprowadzona do poziomu magii, gdzie nie chodzi o zrozumienie, tylko o zastosowanie pewnych rytów, obrzędów, które same w sobie mają sprawić określone skutki.
Jest to niesłychanie ważne, abyśmy w całej formacji liturgicznej położyli u podstaw tę zasadę metodyczną (światło-życie), która wszędzie obowiązuje, ale szczególnie (o tym może mało myślimy) właśnie w liturgii. To nie tylko słowo Boże jest światłem, które musi stawać się życiem (słowem życia), ale liturgia musi w tym znaczeniu stawać się liturgią życia – liturgią żywą, której towarzyszy zaangażowanie osoby.
Należy pielęgnować mistagogię, nie tresurę liturgiczną, nie ćwiczenie ceremonii liturgicznych. To też gdzieś ma swoje miejsce, ale wszystko to musi być mistagogią, czyli wprowadzaniem w misterium. Świat znaków liturgicznych, zwłaszcza sakramentalnych, to jest właśnie misterium zbawienia. Człowiek jako osoba musi w nie wejść poprzez rozum i poprzez wolną akceptację, przez posłuszeństwo.
U podstaw odprawiania liturgii dowolnie, według własnego uznania, według własnego rozumienia i często przy wielkiej ignorancji leży zwyczajna niewiedza – nie chciało się człowiekowi przestudiować zagadnień, przebadać, jaka jest historia, jaki sens, jaka symbolika z tym się wiąże, i teraz samego siebie czyni ostateczną instancją. Potem się narzeka na soborową odnowę liturgii, że wszystko jest nie takie, jak powinno być, i następuje, ciekawa reakcja – rzucanie się w przeciwną skrajność. Ludzie przyzwyczajeni jeszcze do dawnego porządku liturgii, do posłuszeństwa obowiązującego sprawujących liturgię, zaczynają oczywiście krytykować tę dowolność – na pewno słusznie. Szukają jednak ratunku w powrocie do starych form.
Chrystus włącza nas przez swojego Ducha w swoją postawę [proegzystencji] i dzięki temu nasze życie chrześcijańskie jest mocno wkorzenione w historię, w to, co się dzieje wokół nas. Jest to życie chrześcijańskie zaangażowane, a nie życie, które człowieka jak gdyby wyłącza ze spraw doczesnych, czyni go w świecie nieobecnym. Jest to dynamiczna koncepcja życia chrześcijańskiego. Ta dynamika wyraża się w ewangelizacji, a także w podejmowaniu różnych inicjatyw wyzwolenia człowieka. Chrześcijaństwo obecne w procesach wyzwoleńczych, w problemach aktualnych dla danej epoki jest konsekwencją przyjęcia obrazu Chrystusa Sługi.
Jeżeli pojmiemy Kościół jako przedłużenie tajemnicy namaszczenia Duchem Świętym, jeżeli Duch Święty jednoczy nas z Chrystusem, Zbawicielem i Panem, to wtedy już nie możemy mieć pasywnej koncepcji życia chrześcijańskiego. Wtedy życie chrześcijańskie jest misją. Konsekwencją takiej chrystologii, takiego spojrzenia na Kościół jest stwierdzenie Soboru, który przypomina, że cały Kościół jest misyjny. Cały Kościół we wszystkich swoich członkach jest podmiotem misji, tej samej misji, jaką Chrystus otrzymał i przekazał Kościołowi, jaką kontynuuje przez Kościół. Cały Kościół jest ewangelizacyjny. [...] Tu jest przyszłość Kościoła; jeżeli Kościół nie stanie się misyjny, ewangelizacyjny we wszystkich swoich członkach, będzie Kościołem wymierającym. To jest rzeczywistość, na którą patrzymy dzisiaj. W wielu krajach katolickich Kościół wymiera. Coraz mniej ludzi wierzy, praktykuje, bo nie jest możliwe zachowanie wiary, jeżeli człowiek nie dzieli się nią z innymi, jeżeli chrześcijanin nie stoi w służbie dzieła ewangelizacji, w służbie misji Kościoła.
Jezus został wywyższony w zmartwychwstaniu, dlatego że stał się posłuszny, że się uniżył. To jest tajemnica paschalna Chrystusa.