cytaty z książek autora "Kazimierz Kyrcz jr"
... spieprzenie czegoś na dzień dobry jest dziecinnie proste, a naprawienie tego bywa niewykonalne.
Woń była niezwykle specyficzna, ostra jak dym, ale i słodkawa. [...] tak muszą pachnieć kwiaty na samym dnie piekła.
... mężczyzna bez brzucha jest jak niebo bez gwiazd.
Najchętniej wyszedłby ze swojej głowy, gdyby tylko miał dokąd pójść.
Cóż, w policji nie dyskutuje się z przełożonym, chyba że komuś nie zależy na dodatku służbowym.
Ponoć w życiu dostajemy nie to, czego chcemy, lecz to, o czym myślimy. Trzeba więc myśleć pozytywnie.
... ostatnio czytał o badaniach amerykańskich naukowców, ktorzy udowodnili, że poziom agresji u kobiet jest wprost proporcjonalny do wielkości ich piersi.
W pięknym kraju położonym nad Wisłą i kilkoma innymi pomniejszymi ściekami, załatwienie pewnych formalności bywa nader kłopotliwe. Nie dotyczy to jednak osób dysponujących gotówką. Głupie tysiąc złotych wystarczyło, by od ręki otrzymać dyplom poświadczający ukończenie kursu kaskaderskiego
Wpatrywała się w ich stare fotografie, szukając w twarzy męża oznak nadciągającej choroby. Czy może coś przeoczyła? Jakiś sygnał ostrzegawczy, znak, cokolwiek. Czy na pewno nie mogła nic zrobić? Ta rozterka zjadała ją od środka, wysysała kolory z otocznia.
Gdyby tylko wiedziała. Gdyby wcześniej wiedziała, co się stanie. Czy wtedy mogłaby odwrócić zły los?
Czy próbowała się leczyć?
Owszem próbowała. Dwa razy była nawet na spotkaniach AA. Jednak panujące tam pijackie biadolenie wywoływało u niej większe torsje niż mieszanie piwa ze spirytusem.
Zacisnąłem szczękę i policzyłem w duchu do dziesięciu. Oto największy pożytek, jaki wyniosłem z nauki matematyki.
Rozmroziłem lodówkę. Zmroziłem browar. Wszystko gra i śpiewa.
Dobrze mieć sojusznika, kogoś, na kogo możesz liczyć. Kogoś, kto cię ochroni. Choćby
dziecko. (...).
Kształt nie może ostygnąć,bo wchłonie go chaos.Musi ewoluować.Nie widzę jednak w ludziach tej Mocy, tego co Stanisław Szukalski nazywał Twórczynem,a Aleister Crowley Wolą.
-Krzysztof "Korsarz" Biliński.
Ząbkowane ostrze wbiło się aż po rękojeść. Krew wydostawała się na zewnątrz z nieprzyjemnym bulgotem, obwieszczając światu wyrównanie rachunków.
Niekoniecznie krzywd.
Niekoniecznie wszystkich.
Jeszcze przez godzinę dzielimy się powietrzem nad kawiarnianym stolikiem, rozmawiając o tym, kim jesteśmy, czy raczej - w moim przypadku - kim wolałbym być, gdyby starczyło mi odwagi.
Mogli go zgwałcić, uciąć mu fiuta albo wbić wykałaczki do uszu.
Mogła zgasić pożar w zarodku. Oczywiście. Nie uczyniła tego jednak, urzeczona potęgą czerwonego króla. Nie ona pierwsza i nie ostatnia dała mu się zauroczyć. Tak właśnie dowiedziała się, że lubi ogień.
Byłam prawdziwą artystką, a sztuka nie uznaje granic, nacji ani żadnych ograniczeń.
Audiencja w ich prywatnym słowniku oznaczała rozmowę niecierpiącą zwłoki,
Zazwyczaj zresztą ze zwłokami w jakiś sposób związaną.
Odetchnął z ulgą.
Przedwcześnie.
Brodząc w mroku, czuł się właśnie zawłaszczony, napełniony i przesiąknięty pierwotnymi instynktami, którym ludzkość nadała imiona, a które są zbyt potężne, by dać się zaszufladkować.
Można sobie planować, ile wlezie, a w najmniej spodziewanym momencie i tak wkracza Cesarz Chaos i wszystko idzie w odstawkę.
Mancini wiedziała, że nigdy nie należy brać niczyich słów za pewnik.
Nadkomisarz pocierał czoło tak mocno, jakby próbował zanurzyć palce w mózgu i wyłowić z niego umykające skojarzenia.
Ich relacje ochłodziły się do tego stopnia, że pytanie "dojdę, czy nie dojdę?" w przypadku Henryka zazwyczaj dotyczyło wątpliwości, czy zdąży do toalety.
Za kępą krzewów stał naczelnik kadr. Zwykle sztywny jak nieboszczyk, tym razem zdobył się na życzliwy uśmiech, a nawet zagadał po ludzku.
Przecież to nie Wigilia, pomyślał za zdziwieniem Bednarski. Pewnie chce coś ugrać.
Bednarski przypomniał sobie o drinku o nazwie Znikający Punkt. Do kieliszka wódki dodawało się kroplę eteru i chlust! Jedna lufa wystarczała, by zniknąć nawet największego twardziela. Nigdy tego nie pił, lecz w towarzystwie prokurator Anety Beniaminek ta wizja stała się co najmniej kusząca.
Na niebie błyszczało kilka gwiazd, ale nie dostrzegł żadnej przelatującej komety. Czego zresztą się spodziewał? Zastępów aniołów obwieszczających światu jego ostateczny upadek?
Bartosz jadł właśnie omlet z pomidorami, gdy w radio poleciało "I Just Called To Say I Love You" w wykonaniu Steviego Wondera.
Ciekawe, co Stevie by pomyślał, widząc, że wcinam rozmemłane jajka, słuchając jego największego hitu?
Nic - odpowiedział sam sobie. Gość jest ślepy.