cytaty z książek autora "Lauren Roberts"
Ludzie nie rodzą się silni, to życie czyni ich silnymi.
Zawsze będę ratował ci życie, łudząc się, że pozwolisz mi w nim pozostać.
Nigdy nie zapominaj, że twój umysł to broń, musi być równie ostry, jak twój sztylet.
Niech cię lekceważą. Niech nie zwracają na ciebie uwagi, póki sama nie będziesz chciała, by cię dostrzegli.
(...) pokonanie jakiegoś lęku nie oznaczało jeszcze, że kiedy ponownie trzeba stawić mu czoła, jest przyjemnie.
Być może nie trzeba mieć mocy, by być potężnym.
,,Jaki jest twój ulubiony kolor?
Obróciłem ją, żeby dać sobie więcej czasu do namysłu. Nigdy nie zastanawiałem się nad ulubionym kolorem. Nie wydawało mi się to ważne
Aż spojrzałem w oczy w kolorze oceanu i uznałem, że mogę w nich utonąć.
Aż spojrzałem w oczy w kolorze najgorętszego płomienia i uznałem, że mogę stanąć dla niej w ogniu.
Aż spojrzałem w oczy w kolorze nieba i uznałem, że mogę latać.
Nigdy nie myślałem o tym, jaki jest mój ulubiony kolor, bo nie widzałem niczego, co zasługiwałoby na ten tytuł. Aż do teraz
-Niebieski.".
- Przynajmniej dotrzymałaś obietnicy. Przeżyłaś wystarczająco długo i wbiłaś mi nóż w plecy.
- Chyba przeceniasz miłość - oznajmiłem wprost.
- Nie da się przeceniać czegoś, co jest bezgraniczne.
- Czy zawsze będziesz nagrodą, za którą bezskutecznie gonię?
Zgromiłam go spojrzeniem.
- Właśnie tym dla Ciebie jestem? Trofeum?
Kai pokręcił głową:
- Oj, skarbie, trofeum sugerowałoby, że je wygrałem, zdobyłem, zasłużyłem na nie - Nachylił się bliżej, a w jego oczach zobaczyłam uwielbienie. - Będziesz moja, tylko jeśli sama tego zechcesz.
Prędzej dla ciebie zginę, niż znajdę coś innego, dla czego warto żyć.
Tam, gdzie płomień, tam zawsze jest cień.
Była nieodłączną częścią mnie.
Nie możesz być nikim, gdy dla kogoś jesteś wszytskim'.
Była ucieleśnieniem złej decyzji. Siostrą niebezpieczeństwa i namiętności. Cienką linią między zbawieniem a zgubą.
I czułem, że tonę.
Uczucie, którym darzyłem Paedyn, było destrukcyjne. Ta dziewczyna trzymała w dłoniach moje serce. W każdej chwili mogła je zmiażdżyć, a ja i tak bym jej podziękował za ten dotyk.
Ja trzymałem jedynie jej buty.
- Paedyn (...) Powiedz mi: jak chcesz, żebym się do ciebie zwracał? - wyszeptał.
- A jak ty chciałbyś mnie nazywać?
- Chciałbym móc mówić, że jesteś moja.
- Do jutra, Azer.
Wreszcie odwrócił się i ruszył przez salę, a ja patrzyłam, jak się oddala.
- Zrobisz coś dla mnie, skarbie? - rzucił jeszcze przez ramię.
- Co takiego?
- Obiecaj mi, że będziesz żyła wystarczająco długo, by wbić mi nóż w plecy.
Roześmiała się głośno.
- Taki jest plan, książę.
– Poza tym wydaje mi się, że mówiłaś, że zwykłe "dziękuję" wystarczy.
– Tak, "dziękuję" wystarczy, ale nie wyrównuje rachunków.
Istnieje różnica między słabością a wrażliwością.
Moja piękna Pae, co ty ze mną zrobiłaś?
- Co się stało po tym, jak bezczelnie wyniosłeś mnie z sali jak dupek, mimo że mogłam pomóc?
Kai wybuchł śmiechem.
- Chyba zapominasz kim jestem, Gray.
- Proszę o wybaczenie, Wasza Wysokość. Co się stało jak bezczelnie wyniosłeś mnie z sali jak królewski dupek?
- Powiedzmy, że to jakiś postep.
Bo o wiele przyjemniej zachwycać się kimś, gdy ta osoba to odwzajemnia.
Była diablicą.
Była boginią
Była zgubą w ludzkiej postaci.
Moją zgubą.
To świadomość, że możesz nie dożyć jutra popycha do robienia rzeczy, których pożałujesz, jeśli jednak przeżyjesz. Turniej wcale nie miał budować więzi, a jednak tak się stało. Odkrywaliśmy przed sobą kawałki duszy. Mieliśmy być przeciwnikami, a wyjawialiśmy sobie nawzajem, co może nas zranić o wiele bardziej niż jakakolwiek broń.
- Strasznie dużo tych środków ostrożności jak na jedną Zwyczajną.
- Myślę że oboje doskonale wiemy, że nie ma w tobie nic zwyczajnego.
Byla ogniem, którym chciałem się poparzyć. Była morzem, w którym chciałem utonąć.'
-Kai.
- Obiecałaś, że będziesz moją zgubą - wyszeptałem i przysunąłem głowę do niej tak blisko, że usłyszałem, jak gwałtownie wzięła oddech. - Więc udowodnij, że nie kłamałaś.
[...]
- Udowodnij - powtórzyłem niskim głosem. - Nienawidź mnie, jakbyś mnie pragnęła. - Złapałem jej podbródek, czując, jak jej oczy płoną. - Zrujnuj mnie.
Nasze usta się zderzyły.
Pieniądze nie śmierdzą, a biedacy nie są wybredni. Nie obchodzi ich, czy ukradną je komuś, kto ma gorzej od nich.
- Obiecałaś, że kiedy będę trzeźwy, będę mógł cię dotknąć.
Zatkało mnie, a kącik jego ust uniósł się w półuśmieszku. Nie spodziewałam się, że to powie, że zapamięta obietnicę, którą złożyłam pospiesznie podczas poprzedniego balu.
Nachylił się, a jego usta znowu znalazły się milimetry od moich
- Tylko, że ja przy tobie nigdy nie jestem trzeźwy, Pae. Upajam się każdym kawałkiem ciebie.
Brakowało mi słów. Zaniemówiłam zaskoczona, że ten chłopak tak wiele czuje. Że darzy mnie tak silnym uczuciem.
-Jeśli cię pocałuję, naprawdę pocałuję, tak jak od dawna tego pragnę, czy skończę ze sztyletem przy gardle? - Jego głos był zachrypnięty, a spojrzenie zachłanne.
Powoli uniosłam rękę i pstryknęłam go w czubek nosa.
Teraz to ja się zatrzymałam, chcąc zapamiętać uśmiech, którym mnie obdarzył.
- Chyba będziesz musiał mnie pocałować i sam się o tym przekonać.
Była ucieleśnieniem złej decyzji. Siostrą niebezpieczeństwa i namiętności. Cienką linią między zbawieniem a zgubą.
I czułem, że tonę.