cytaty z książek autora "Magda Louis"
Winda nie działała średnio trzy miesiące w roku. Niby wyprodukowana w Niemczech, a dziadowska była zupełnie po polsku.
A po cóż to tak się obrzucać niepotrzebnymi zwierzeniami? Tajemnica zawsze jest ciekawsza!”.
Egoistka była ze mnie potworna, ledwie panowałam nad swoimi szpetnymi cechami charakteru.
– Mężczyźni są z reguły tchórzliwi – powiedziałam z przekonaniem. – Jak nie muszą, to nie mówią.
(...) moja matka nie należała do wylewnych kobiet, więcej nawet, była zimna jak kawał kry, co płynie po rzece na wiosnę.
– A co ludzie powiedzą? – westchnęłam. – Mój Boże, jak się ma tyle lat co ja i jest się o krok od sądu ostatecznego, to osądy ludzkie naprawdę nic nie znaczą.
Jego pieniądze, jak każde duże pieniądze, przyciągały różnych ludzi, bardziej lub mniej znanych, a mój syn ubolewał nad tym, że to nie do niego się garną te znane twarze, ale do jego fortuny.
Było mi przez chwilę przykro, że taką niewinną decyzją zmartwiłam swoje dobre dzieci. Słowa o śmierci nie robiły na mnie wrażenia. Na śmierć czekałam już od jakiegoś czasu jak na pociąg, który się wprawdzie spóźnia, ale już go zapowiadają przez megafon.
Słowa „kocham” nie wypowiadało się na polskiej wsi, kiedy byłam mała. Było to słowo tajemnicze, zastrzeżone dla poetów, ludzi dobrze urodzonych, eleganckich pań i panów z miasta. Nie wyobrażałam sobie, że można by go było używać ot tak. Na wsi ludzie co najwyżej „byli za sobą”, a potem się zaraz żenili, o miłości nikt nie wspominał.
Ja ze swej strony zapewniłam, że moja forma wręcz wyśmienita. Skłamałam, nie przyznałam się, że mnie chroniczne zmęczenie prześladuje, jak szybko pochylałam się ku ziemi. Życie wyciekało ze mnie jak krew z rannego zwierzaka.
Coś było niepokojącego w tym pośpiechu, z jakim działała, zdawało mi się, że ten cały ożenek to raczej ucieczka od czegoś niż podróż dokądś.
Czerpała jakąś przedziwną satysfakcję z faktu, że jej się nie wiedzie, a jej brat wszystko, czego dotknie, zamienia w złoto. Obnosiła tę swoją niezaradność finansową niczym trofeum, napominając otoczenie, że nie trzeba wielkich pieniędzy, żeby być szczęśliwym.
Jej teściowa, ze świeżą ondulacją na siwych włosach, robiła wrażenie osoby dawno zmarłej, lecz dzisiaj zmartwychwstałej. W opinii Poli miała sto lat, obnosiła dumnie twarz pokrytą pajęczyną. Gdyby miała wnuki, straszyłaby je przed snem samym tylko wyglądem.
Światło świec sprzyjało kobietom, bezlitosna jasność poranka ujawniała ich prawdziwy wiek, zasmucając miliony pań na całym świecie.
Pola w wieku czterdziestu ośmiu lat czas zaliczała do najcenniejszych towarów, miała pełną świadomość jego przemijania.
Nie sądziłam, że na stare lata moja tolerancja zostanie wystawiona na próbę. Przecież co innego wypowiadać się w towarzystwie na temat równości, zapewniać przy okazji spotkań rodzinnych, że nie ma się absolutnie nic przeciwko Żydom, Murzynom, muzułmanom, homoseksualistom i ateistom, a co innego pochwalić wybór wnuczki, która chce udowodnić, że istotnie rasistką nie jest.
Wszyscy huczą, że czarni to tacy ludzie jak my, że geje są zwykłymi obywatelami, że niepełnosprawni są wśród nas, ale nikt nie chce, żeby czarny czy homoseksualista był jego sąsiadem, mało, nawet Ukraińca czy Wietnamczyka sobie nie życzą w swoim mieście, nie mówiąc już o Cyganach czy Żydach.
– Teraz są inne czasy, pani Tosiu! – mówił jasno i rzeczowo. – Ja osobiście nie mam żadnych uprzedzeń rasowych, wprost w głowie mi się nie mieści, jak ilość pigmentu w skórze może świadczyć na niekorzyść człowieka.
Bo ja bym przyklasnęła wszystkim mieszanym małżeństwom, szczerze, bez mrugnięcia okiem, ale nie temu mojej wnuczki.
– Jak to jest, pani sąsiadko – Jacek odezwał się nagle całkiem przytomnie – że jedni sobie żyją w luksusie, nie chorują, szampana żłopią, ładne dzieci płodzą, a inni mają przesrane od urodzin do śmierci? Bez dnia wytchnienia. Kto tym rządzi?
Kiedy wyjechał, zrobiło mi się bardzo smutno, bo zdałam sobie sprawę, że oto zaczął się proces oddalania, nasze drogi już nigdy się nie zejdą. Zaczynaliśmy swoje dorosłe życia, podążając w dwóch różnych kierunkach, innym krokiem mieliśmy iść przez świat, inne mieć tęsknoty i potrzeby.
Wszystko, co dostawałam od Poli, chomikowałam w rękawiczce, którą mi kiedyś sprezentowała. Dominowało myślenie mojej mamy, że „czarna godzina” może przyjść w każdej chwili, a przezorny człowiek musi być na nią gotowy.
Byłam przekonana, że osoba wypowiadająca słowo miłość podejmowała poważne zobowiązanie, składała deklarację, z której wycofać się niełatwo. Dziś wszystkie media zachęcają nas do używania słowa miłość. (...) Z tego szastania słowem nie wynikało jednak nic dobrego. Straciło całą magię i moc, nie znaczyło wiele, czasami w ogóle oznaczało tylko jakieś nieokreślone bliżej, chwilowe przywiązanie jednej osoby do drugiej.
Kiedy odchodzą rodzice, teściowie, pokolenie wyżej, nasz własny proces starzenia nagle przyspiesza. Zaczyna brakować tej poduszki bezpieczeństwa, warstwy ochronnej, z wolna rodzi się świadomość zbliżającej się własnej śmierci, tego, że wszystko, dobre czy złe, może człowieka w życiu minąć, tylko nie śmierć.
Wydawanie dziecka na świat jest czymś pięknym w książkach czy rozmowach, w rzeczywistości to wielka męka, ból, pot, łzy zmęczenia, złość na matkę naturę, że nie podsunęła innego rozwiązania. Waldemar śmiał się głośno, kiedy pytałam, dlaczego kobieta nie mogłaby wysiadywać jaja jak kura zamiast nosić dziecka w brzuchu.
Przypadek to jednak wielki, silny stwór, jak mu potrzeba, czasem znów lekki jak motylek, kiedy mu się o delikatność rozchodzi. Przebiera się, przemieszcza, wszystkimi rządzi, wodzi nas za nosy, od prawa do lewa.
Pomyłkę można popełnić, ale nie można w niej tkwić, pouczała mnie w liście.
Coś się kończy, coś się zaczyna, strumienie czasu płyną – powiedziała z nostalgią w głosie. – Śmierć z życiem zawsze mija się w drzwiach.
Zamartwianie się było jednym z najbardziej czasochłonnych oraz wycieńczających zajęć emeryta.
Nie da się ani dzieci, ani wnuków kochać tak samo. Nie mówię, że jedno dziecko kocha się mniej, ale z pewnością kocha się je inaczej wbrew temu, co twierdzą wszystkie matki świata. To samo dotyczyło wnucząt.