[...]
Ziarno należy siać równomiernie, a wino pić z umiarem.
[...]
Myśli tworzą się z podobną prędkością i intensywnością, co słowa.
[...]cz.1/6
Im głębiej w las, tym… głębiej w las. Sajmonella nie miał już nawet siły na językowe wygibasy.
[...] cz.1/7
Zawsze jednak jakiś rudy musiał coś zepsuć — choćby i rudy lis.
[...]
Trzeba pracować mądrzej, a nie ciężej.
[...]cz.1/8
Jak łatwo było rozbujać wyobraźnię, jakże podatni byli ludzie na lęki. Z jaką wprawą doszukiwali się od razu najgorszego. Jak mocno i łatwo pragnęli sensacji, nawet podświadomie. Nic dziwnego, że dobro miało się ostatnio kiepsko, skoro wyboru dokonywano najchętniej z dwojga „złego”.
[...]cz.1/ 14
Zaczynał chyba naprawdę lubić taki styl życia, ciągle na ekscytującej krawędzi, pełen władzy nad życiem i śmiercią. Pełen kontroli. Czuł się jak pomniejszy bóg. Wcześniejsze wątpliwości i rozterki pobrzmiewały teraz słabym echem jakby zupełnie cudzej melodii, uniesione przez wiatr przeszłości daleko poza horyzont. Poza zasięg wzroku i sumienia.
[...] cz.2/1
Wiedza to względem niektórych charakterów niemiłosierna bestia. Grafitowy Dziedzic łatwo padał zaś ofiarą jej manipulacji. Świadomość ciągów przyczynowo- skutkowych rodziła w nim zawsze pragnienie działania. Odnoszenia się do rezultatów.
[...] cz2/1
Z rodziną, wedle przysłowia, wychodzi się dobrze tylko na obrazach.
[...] cz.2/1
To mógł być naprawdę dobry dzień, gdyby nie musiał wyjeżdżać. Tak bardzo nie lubił wyjeżdżać. Bardziej nawet, niż wracać.
[...] cz.2/3
—Czasu mało, a kawa stygnie.
[...] cz.2/5
Przedsięwzięcia te często nie były do końca legalne, ale zawsze intratne. Gdzie zaś nieuczciwy dobrobyt, tam często szczodra ręka.
[...] cz.2/6
Przez nadszarpnięty zębem czasu próg budynku wytoczył się na czworakach jeden ze ścigających. Smagły wojownik Grupy Melingera pojawił się tuż za nim niczym cień, potężnym ciosem buzdygana niemal pozbawiając nieszczęśnika głowy. Wychodząc z chaty, przeszedł po zakrwawionym ciele jak po czerwonym dywanie w pałacowym przedsionku. Po dwóch pozostałych bandytach pozostała tylko cisza.
[...]cz.2/7
Element zaskoczenia zadziałał na korzyść fajtera, choć wcale nie musiał. Zanim zszokowane pchnięciem ostrza serce doznało zawału, zamykając powieki rzezimieszka, zdążył on jeszcze zobaczyć, jak jego oprawca znika w ciemnym tunelu, a chwilę później cztery cienie suną jego śladem. I szczur… a może szop? Bandyta osunął się z kolan na zimną posadzkę, nie rozstrzygnąwszy tej kwestii na czas.
[...] cz2./9
—Słyszałem, że nie przychodzicie z pustymi rękoma. Cieszę się, że mogę za was wyrzucić śmieci. A twoi znajomi to? — Dyavol obrzucił wystudiowanym uśmiechem resztę grupy.
—Znajomi — wtrąciła z równie szerokim uśmiechem Bramelinia.
—No tak, oczywiście. Kubeczek kawura? A może czegoś słabszego?
—Dzięki Dżimi, ale czas nagli — odparł szorstko Paladynowicz, szybko się jednak zreflektował. Bądź co bądź, na razie potrzebowali jeszcze Spiecslużby.
Na mróz wołano tam pieszczotliwie, żeby od niego nie zwariować. Był jak nielubiany członek rodziny - jakoś trzeba było z nim żyć.
Niósł wilk razy kilka — mruknął Sajmonella z satysfakcją,
wstępując w krainę widm. — Przyszedł czas i na wilka.
Ludzie woleli nie wiedzieć, jakim sposobem bliskie urodzenia dziecko zakopane razem ze zmarłą matką dwa metry pod ziemią wydobywało się z niej na świat. Z matki i spod ziemi. Podobno pożerały swoje niedoszłe rodzicielki, wysysając jakoś wartości odżywcze przez pępowinę, do samego końca, do sucha - jak wampiry krew. Były to jednak tylko chore domysły i legendy powtarzane po karczmach - nikt nigdy nie zbadał tej kwestii, nikt nie odkopywał zwłok. W każdym razie nikt normalny.