cytaty z książek autora "Michał Paweł Markowski"
Gdy biedny rusza w świat, może stać się obieżyświatem, ale nie kosmopolitą. To wśród biedoty i tak niewytłumaczalna ekstrawagancja, bo pusty portfel (i nieznajomość języków) łatwiej żeni się z nacjonalizmem niż z chęcią obejrzenia wodospadu Iguazú.
Polityka tożsamości jest obosiecznym orężem w wojnie biednych z biednymi.
Świat po drugiej wojnie otworzył się na globalny przepływ ludzi, tyle że nie wszystkich, bo większość jednak siedzi z musu w domu. Podobnie rzecz ma się z Unią Europejską. Wydaje się nam, że wszyscy w Europie czują się jak w domu, ale przychodzą wybory i pół kraju głosuje za polityką lokalnej wioski.
Choć chcemy widzieć romantyzm wyłącznie jako epokę buntu i uniesień, był on w swej istocie głęboko zachowawczy. W Polsce Pan Tadeusz, poręczny materiał dowodowy w procesie beatyfikacji zaścianka, pokazuje dosadnie, jak rozkładają się akcenty: Hrabia, jedyny „obywatel świata" w poemacie, przedstawiony jest jako idiota, który dopiero z czasem, pod wpływem zdrowego wiejskiego powietrza i patriotycznej idei, odzyskuje zgubiony rozsądek i staje się „prawdziwym" Polakiem.
Co do mojej religii, to jeszcze się waham. (...). Trudna sprawa, bo ja w nic nie wierzę. W siebie tylko wierzę! (Patrycja Pustkowiak).
Dla sprawnego badacza język jest jak brama umysłu. Ma tendencję do znoszenia kontroli. Mówi o nas więcej, niż byśmy chcieli. Jeśli jeszcze połączy się go z gestami, mimiką, całą sferą niewerbalną, to człowiek momentami staje się niemal przeźroczysty. (Jolanta Antas).
Człowiek, który cierpi trochę, potrzebuje innych do uczestnictwa w jego cierpieniu, ale kiedy cierpi naprawdę, to staje się zwierzęciem, które nie może dzielić swojego bólu z nikim.
Życie mijało go, natężając i gasnąc”. To wprawdzie o Zamoylle, ale także o samym pisarzu. Wieczna starość Iwaszkiewicza polegała na tym, że nieustannie rozmijał się z życiem, życie się z nim rozmijało, to natężając jego pragnienia, to gasząc. Iwaszkiewicz nigdy nie żył, nigdy się w życiu nie umościł, lecz tylko do życia się rwał lub z niego usuwał, pozostając zwykle poza nim. Jego życie, jak to widać choćby z Dzienników, z listów, ale też z powieści opowiadań, w których zawsze wpisywał samego siebie (nie zawsze tam gdzie się tego spodziewano), nigdy nie było c a ł k i e m j e g o życiem i choć bardzo pragnął się z nim pojednać, zawsze mu się gdzieś wyślizgiwało. „Bolesny brak formuły dla własnego życia i dla życia w ogóle dolegał mu dotkliwie, fizycznie jak ból głowy” (to także z Pasji błędomierskich). Iwaszkiewicz chyba nigdy nie znalazł formuły dla własnego życia i obchodził je niejako z dwóch stron: niebywałych natężeń i intensywności oraz dotkliwego gaśnięcia. Zewsząd, tylko nie od środka. „Wiem, jak by szczęście smakowało, gdybym je posiadał”. To samo mógłby powiedzieć o życiu: wiem jak by wyglądało, gdybym je rzeczywiście miał.
Gorzka mantra Iwaszkiewicza: jestem sam i nikt mnie nie rozumie, między mną i światem tkwi szklana tafla. (...) Iwaszkiewicz całe życie jest samotny. W Stawisku żyje raczej o b o k rodziny, nie z n i ą, i wcale go ta osobność nie raduje. Bo samotność Iwaszkiewicza nie jest j e g o samotnością, samotnością z wyboru, lecz efektem opuszczenia. "Ale dlaczego ja jestem zawsze sam, to dla mnie pytanie? Mam żonę, dzieci, wnuki, siostry, tak zwanych przyjaciół... i zawsze jestem sam w teatrze, sam w kinie, sam w restauracji". Na czym jednak ta samotność polega? Na tym, że nikt się Iwaszkiewiczem nie interesuje. "A co ja czuję, to tak samo nikogo nie obchodzi, jak i to, co ja robię, nad czym pracuję, jakie mam klęski, czy sukcesy". Iwaszkiewicz co chwilę robi w Dziennikach histeryczny łuk, by zwrócić na siebie, choćby samemu sobie, uwagę.
Miłość nie wymaga wyjaśnień, jest sama dla siebie usprawiedliwieniem, po prostu istnieje. (Bohdan Czeszko).
Jedni nazywają ten szczególny przedmiot - pojemnik z moczem, w którym zanurzono krucyfiks - dziełem sztuki, inni się przed tym bronią. Kto ma rację i, przede wszystkim, czy zwaśnione strony mówią o tym samym przedmiocie? Czy istnieje „obiektywny" sposób orzekania o tym, kto ma rację, a kto nie?
Od przyjęcia tej przesłanki - rzeczywistość albo jest ludzka, albo nie ma jej wcale - wszystko się w tej książce zaczyna i na niej się opiera - drogą dedukcji - większość przedkładanych tu pomysłów.
Mówię jedynie, że zgubna okazuje się aksjologizacja polityki, czyli oparcie jej na języku wartości odłączonym od społecznych negocjacji, a więc -sensu.
Kłamstwo to stan podwójnej świadomości. Kłamca zna prawdziwy stan swojej świadomości, ale go nie ujawnia. Innymi słowy wie, kiedy kłamie. Mija się z prawdą celowo. Człowiek zakłamany gubi się w swoich kłamstwach. Traci tę podwójną świadomość. (Jolanta Antas).
Nie chodzi o to, czego się chce, a jak coś wygląda i jakie wzbudza reakcje. (Patrycja Pustkowiak).
W czym się zgadzam z Arendt? W tym, że rzeczywistość (choć nie świat, o czym za chwilę) wyłania się, z ludzkiego gadania, i w tym, że jest ona wynikiem uzgodnienia między podobnymi punktami widzenia, z czego wynika i to, że nieuzgodnione ze sobą punkty widzenia należą do innych rzeczywistości.
(...) zobacz w jakim kierunku poszły media. Fenomen pasków informacyjnych zaczął mnie przerażać, kiedy okazało się, że nie wystarczy zaprosić gościa do studia i uważnie słuchać, co ma do powiedzenia. Dziś trzeba jeszcze wytłuszczać jego słowa na pasku. Tak jakby ludzie nie rozumieli, co mówi i co mają zapamiętać. (Jolanta Antas).
Kto przedkłada dyskurs wartości nad dyskurs sensu, wybiera też moralność przeciwko działaniu i symbolikę przeciwko ustawodawstwu. Dyskurs wartości jest znacznie łatwiejszy do przyjęcia niż wysiłek zmiany rzeczywistości, łatwiej też o jałmużnę niż o zmianę polityki gospodarczej, która mogłaby podnieść poziomi życia żebraka.