cytaty z książek autora "Hannah Arendt"
Kłopot z Eichmannem polegał na tym, że ludzi takich jak on było bardzo wielu, a nie byli oni sadystami ani osobnikami perwersyjnymi, byli natomiast - i wciąż są - okropnie i przerażająco normalni. (...) ...ów nowy rodzaj przestępcy (...) popełnia swoje zbrodnie w okolicznościach, które właściwie nieomal uniemożliwiają mu uświadomienie sobie lub poczucie, że czyni coś złego.
Niczym liść miotany podmuchami historii, przefrunął (...) w szeregi marszowych kolumn Tysiącletniej Rzeszy, która przetrwała dokładnie dwanaście lat i trzy miesiące. W każdym razie nie wstąpił do partii z przekonania, nigdy też nie zdołała go ona przekonać - ilekroć pytano go o powody tej decyzji, powtarzał zawsze te same, żenujące frazesy o traktacie wersalskim i bezrobociu. Jak powiedział przed sądem, polegało to raczej na tym, że "Partia jak gdyby połknęła go wbrew wszelkim oczekiwaniom i bez żadnej wcześniejszej decyzji. Stało się to nagle i bardzo szybko". Nie miał czasu, a tym bardziej szczerego zamiaru, żeby uzyskać odpowiednie informacje; nie znał nawet programu partii, nie czytał nigdy Mein Kampf. Kaltenbrunner zapytał go: "A może być wstąpił do SS?", a on odpowiedział "Czemu nie?". Tak właśnie się to odbyło. W tej sprawie nie było prawie nic więcej do dodania. (wyd. 2010, s. 45)
Jedynie dobro posiada głębię i może być radykalne.
Ale mogę przyznać Ci się do czegoś jeszcze, że mianowicie zło wyrządzone przez mój własny naród smuci mnie bardziej niż zło wyrządzone przez inne narody.
Zło jest dlatego banalne, że można go nie dostrzegać, można o nim nie myśleć, można je mnożyć w nieskończoność, koncentrując uwagę na czymś innym.
Żadna (...) rewolucja, choćby najszerzej otwierająca swoje podwoje przed masami biedoty, nie została nigdy zainicjowana przez te masy, żadna też nie była wynikiem powszechnego buntu - niezależnie od szerzącego się w danym kraju niezadowolenia, a nawet konspiracji.
Ci zbrodniarze nie byli sadystami ani mordercami z natury. Przeciwnie, podjęto systematyczne wysiłki celem pozbycia się wszystkich tych osobników, którzy czerpali fizyczną przyjemność ze swego zajęcia.
Problem polegał zatem na tym, jak przezwyciężyć u tych ludzi nie tyle wyrzuty sumienia, ile raczej zwierzęcą litość, którą odczuwają wszyscy normalni ludzie w obliczu cierpień fizycznych. Sztuczka, jakiej użył Himmler – który najwyraźniej sam był dotknięty tymi instynktownymi reakcjami – była bardzo prosta i przypuszczalnie niezwykle skuteczna: polega ona na zwróceniu owych instynktownych odruchów niejako w przeciwną stroną i skierowaniu ich przeciwko sobie.
Tak więc zamiast wykrzyknąć: Cóż za potworne rzeczy zrobiłem tym ludziom! – zbrodniarze ci potrafili powiedzieć: Cóż za potworne rzeczy musiałem oglądać, wykonując swe obowiązki. Jak ciężkie było brzmię na moich ramionach.
Można utrzymywać, że nie chodzi już o poszczególnego człowieka, pojedynczą istotę ludzka na ławie oskarżonych, lecz raczej o naród niemiecki w ogólności lub antysemityzm we wszystkich jego formach, o całą nowożytną historię, bądź o naturę człowieka i grzech pierworodny - aż w efekcie końcowym obok podsądnego miejsce na ławie oskarżonych zajmie (...) cały rodzaj ludzki. Jeśli oskarżonego traktuje się jako symbol (...) to logika wymaga, byśmy skłonili czoła przed twierdzeniem wysuniętym przez Eichmanna (...), że mianowicie postawiono go przed sądem, bo potrzebny był kozioł ofiarny (...) ze względu na wszystko (...) na antysemityzm i rządy totalitarne, jak i rodzaj ludzki i grzech pierworodny.
...zupełne oderwanie od rzeczywistości i (...) bezmyślność mogą spowodować większe większe spustoszenie niż wszystkie złe instynkty razem wzięte (...).
To prawda, że uważam obecnie, iż zło nigdy nie jest "radykalne", a tylko skrajne i że nie posiada ono żadnej głębi ani jakiegokolwiek demonicznego wymiaru. Może ono wypełnić i spustoszyć cały świat, bo rozprzestrzenia się jak grzyb porastający powierzchnię. "Urąga myśli", jak napisałam, gdyż myśl próbuje dotrzeć na pewną głębokość, sięgnąć do korzeni, w momencie zaś, gdy zajmie się złem, jałowieje, bo dotyka nicości. Na tym polega 'banalność zła'. Jedynie dobro posiada głębię i może być radykalne.
Żadna [...] rewolucja,
choćby najszerzej otwierająca
swoje podwoje przed masami biedoty,
nie została nigdy zainicjowana przez te masy,
żadna też nie była wynikiem powszechnego buntu - niezależnie od szerzącego się w danym kraju niezadowolenia, a nawet konspiracji.
Opinia publiczna zaciemnia wszystko (cytat z Heideggera).
W polityce i w sporach politycznych nie ma chyba nic gorszego niż automatyczne reakcje myślowe, biegnące po utartych szlakach ideologii; wszystkie te ideologie pojawiły się wraz z wybuchem lub w następstwie rewolucji. (...)nasz język polityczny(...)daje się jednoznacznie wywieść z XVIII-wiecznych rewolucji, a nasza terminologia polityczna pozostaje u źródeł rewolucyjna. Główną zaś cechą tego nowożytnego, rewolucyjnego słownictwa zdaje się stanowić to, że posługuje się one zawsze parami przeciwieństw: konserwatyzm-liberalizm, prawicowy-lewicowy, reakcyjny-postępowy.
Historycy wskazywali na dość oczywiste podobieństwa między radami, a średniowiecznymi gminami, szwajcarskimi kantonami, angielskimi agitators z XVII wieku.
Tam bowiem, gdzie wiedza przestaje iść w parze z działaniem, umiera wolność.
Wszystkie programy partyjne, choćby najbardziej rewolucyjne, były bowiem "gotową receptą" wymagającą nie działania, lecz wykonania: trzeba je tylko "energicznie zrealizować" jak zadziwiająco wnikliwie zauważyła kiedyś Rosa Luxemburg. Dziś wiemy, jak szybko te teoretyczne przypisy zawodziły w praktycznym wykonaniu. Lecz (...) zasadniczy rozdźwięk między ekspertami politycznymi, którzy "wiedzą", a ludem, który ma tę wiedzę stosować w praktyce, polega na nieuwzględnieniu zdolności zwykłego obywatela do działania i formułowania własnych poglądów. (...) Tam bowiem, gdzie wiedza przestaje iść w parze z działaniem, umiera wolność.
Nieszczęścia nie biorą się stąd, że źli ludzie robią złe rzeczy, tylko stąd, że zwykli ludzie tolerują zło.
wszyscy jesteśmy tacy sami, to znaczy jesteśmy ludźmi, w taki sam sposób, że nikt, nigdy nie jest taki sam, jak ktokolwiek inny, kto żył, żyje, lub żyć będzie.