cytaty z książek autora "Lluís Prats"
Obiecuję ci, obiecuję ci to uroczyście, Hachiko, że w tym domu nigdy nie zabraknie dla ciebie ciepłego mleka.
Mimo to Hachiko nie tracił nadziei. Wiedział, że profesor wróci. Być może pojechał innym pociągiem albo tego dnia nie pojechał na uczelnię, albo być może... Rzecz w tym, że wiedział, że profesor wróci, ponieważ obiecał mu to uroczyście.
(…) czasami wolimy żyć w nieświadomości. Czasem prawda bardzo boli.
Nazwiemy go Hachiko.
- Hachiko? - odpowiedziała szybko Yeako, przerażona otwierając oczy. A dlaczego Hachiko? Skąd wziąłeś to imię?
- Co ono oznacza? - zapytała ojca Chizuko.
- Widziałyście jego łapy? - zakrzyknął profesor. - Są koślawe. Przypominają hachi, cyfrę osiem!
Tamtej nocy profesor nie poszedł spać, dopóki nie usłyszał, że Hachiko spokojnie oddycha, zadowolony po wypiciu kolejnej miski cieplutkiego mleka. Miał nadzieję, że następnego dnia pies obudzi wszystkich, szczekając z radości i głodu.
- Lubisz to? - zapytał, kiedy szczenię patrzyło na niego z zesztywniałym z zimna karkiem. - Obiecuję ci, obiecuję ci to uroczyście, Hachiko, że w tym nigdy nie zabraknie dla ciebie ciepłego mleka.
Profesor Ueno wyszedł do ogrodu, gdzie Hachiko patrzył na gwiazdy. Usiadł obok psa i zaczął go głaskać. Noc była czarna i rześka, ale tak jasna, że można było dostrzec tysiąc gwiazd, które tańczyły w ciemności. Widzisz, jak plejady świecą na niebie?
- Nie jesteś już dzieckiem, profesorze Eisaburo. Masz pięćdziesiąt trzy lata. Jak możesz się tak opiekować psem?
Zaśmiał się pod nosem. Wydawało mu się to więcej niż urocze, że Hachiko na niego czeka każdego dnia na stacji Shibuya, kiedy wracał z Tokio.
Pies zawsze był na miejscu i czekał na swojego pana w drzwiach stacji dwadzieścia pięć po piątej po południu. Wydawało się, że jego sierść stroszyła się, kiedy widział profesora. Wtedy schodził po schodach i oferował swój grzbiet profesorowi, aby otrzymać od niego klepnięcie. Profesor często go też wtedy pozdrawiał:
- Dobra, smyku, Hachiko. Tęskniłeś za mną?
- Kiedy wrócę po południu, pójdziemy na spacer. Obiecuję ci to uroczyście, Hachiko. Słyszysz mnie? Uroczyście. Ja i ty, sami, zgoda? Poczekaj na mnie tutaj, jak zawsze. Do zobaczenia!
Profesor pozdrowił go ręką, a ślepia Hachiko śledziły go ze smutkiem, dopóki nie zamknęły się drzwi za profesorem. A potem pies pozostał tam sam, cicho.
Hachiko czekał później na swojego pana na placu stacji, ale na próżno. Tego popołudnia profesor nie wrócił.
- Jego właściciel zmarł cztery lata temu i odtąd pies czeka na niego codziennie - odpowiedział Ibuki, upijając łyk herbaty z filiżanki. - Przychodzi tuż przed piątą i zostaje aż do wpół do szóstej albo szóstej. Potem odchodzi i tak aż do następnego dnia.
Pasażerowie wychodzili na peron i Hachiko wyciągnał łeb w ich kierunku, by zobaczyć profesora. Ale ani tego dnia, ani żadnego z następnych nie usłyszał laski ze srebrnym szpicem dzwoniącej o ziemię. Mimo to Hachiko nie tracił nadziei. Wiedział, że profesor wróci. Być może pojechał innym pociągiem albo tego dnia nie pojechał na uczelnię, albo być może... Ale rzecz w tym, że wiedział, że profesor wróci, ponieważ obiecał mu to uroczyście.
-Przepraszam, jestem profesorem Yamamoto, kolega zmarłego profesora Ueno i zastanawia mnie, czy nie był to ten...
-Tak - odpowiedział pan Sato. - To jest Hachiko, pies profesora.
-I ile czasu minęło, odkąd tutaj przychodzi?
- Półtora roku
- Co?
-To, co pan słyszy. Od półtora roku ten pies czeka na swojego pana, prawda, Hachiko?
Dwa dni po incydencie Hachiko pojawił się na stacji z nową obrożą, na której widniał grawer: WŁASNOŚĆ PANA EISABURO UENO I STACJI SHIBUYA.
Historię Hachiko przekazywano z ust do ust i ludzie obserwowali go z czymś pomiędzy zaciekawieniem, zaskoczeniem i podziwem wymalowanym na twarzach. Jego imię zrobiło się tak znane, że nawet reporter z "Yomiuri Shinbun" zaszedł na stację Shibuya, by poznać jego historię z pierwszej ręki. Przez kilka dni przepytywał ludzi i tydzień później ukazało się zdjęcie na jednej stronie działu społecznego z takim oto tytułem: "Historia wiernego psa: Hachiko".
I tak rozpoczynał się nowy rok, a Hachiko rozpoczynał nowy dzień, nowy miesiąc, nowy rok w ten sam sposób. Kiedy nadchodziła noc i wracał pod stary wagon, kładł się między żelaznym traktem, zamykał ślepia i śnił. Śnił o spacerze, który odbywał po parku Yoyogi; fantazjował o motylach i profesorze Eisaburo, kwitnących wiśniach i piosenkach, które jego pan intonował wesoło. Śnił o nim przede wszystkim - o profesorze, który pozdrawiał Hachiko wyciągniętą dłonią i mówił, by na niego tam poczekał, w Shibuya, aż wróci. To dodawało mu sił i odwagi, by iść dzień po dniu na stację, kiedy nadchodziła chwila czekania.
Kiedyś jego pan powiedział, że ci, którzy potrafią wyróżnić się w sztuce ikebany, mają jedną wspólną cechę i wszystko, co widzą jest kwiatem, a wszystko, o czym śnią, to księżyc. A profesor, wszyscy to wiedzieli, nigdy się nie mylił. Natomiast Hachiko, chociaż nie miał cierpliwości do układania ikebany, śnił o księżycu.
Hachiko otworzył ślepia i nie mógł uwierzyć w to, co miał przed sobą. Czekał dziesięć lat, by się z nim ponownie spotkać. Ale w końcu tutaj jest, na stacji! Profesor Eisaburo Ueno, jak już wiedział Hachiko, nie zapomniał o nim. I był tam, właśnie wysiadł z tego pociągu powstałego z zadowolenia, nadziei i snu. Hachiko próbował się skarżyć, ale nie ośmielił się niczego powiedzieć, kiedy zauważył znajomą dłoń, która głaskała jego futro.
- Chodźmy, chodźmy - wyszeptał do niego profesor Ueno. Tak, dzisiaj będziesz mógł mnie odprowadzić i wsiąść do pociągu. Już ci obiecałem, że kiedyś wejdziesz ze mną, pamiętasz? A uroczyste obietnice się spełniają.
Profesor Eisaburo podpisał więc protokół, po czym zrobił rzecz, którą nie sądził, że kiedykolwiek zrobi wziął zwierzę w ramiona. I zdziwił się od razu, że pies tak mało ważył."Chyba ma mniej niż dwa miesiące”myślał, tym samym schlebiając szczeniakowi, który był w rzeczywistości starszy.