cytaty z książek autora "Jędrzej Kitowicz"
Nie mogę pominąć i tego, lubo mam za bajki i gusła, że Polacy wierzyli mocno, iż między hajdamakami wielu się znajdowało charakterników, których się kule nie imały. Powiadali z przysięgą nieraz, że widzieli hajdamaków zmiatających z siebie kule, które w ich twarz albo piersi trafiły, że wyjmując takie kule zza pazuchy, nazad na Polaków odrzucali. Dla czego nasi, zabobon zabobonem przemagając, robiąc kule na hajdamaków lali je na pszenicę święconą, to już taka kula chwycić się miała hajdamaki.
Ciasta także francuskie, torty, pasztety, biszkopty i inne, pączki nawet – wydoskonaliło się to do stopnia jak najwyższego. Staroświeckim pączkiem trafiwszy w oko mógłby go podsinić, dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku znowu się rozciąga i pęcznieje do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska.
Nie zważano także na urodę; mógł pod temi znakami służyć i stać w szyku garbaty i jednooki.
(…) z tej mnogości oficerów urosło przysłowie: „dwa dragany, a cztery kapitany”.
(…) żołnierze do ognia nigdy nie byli egzercytowani, bo Rzeczpospolita na proch nic nie dawała i żaden też generał nie chciał jej w tem zastępować, chyba pod jaki festyn albo akt pogrzebowy.
Prawa bowiem polskie nie tak są surowe w egzekucyji, jak w osnowie; instancyje, respekt na urodzenie i familiją, a czasem skłonne do miłosierdzia serce sędziego rygor prawa determinują do łagodniejszej sentekcyi.
Za Kobielskiego biskupa w łuckim konsystorzu nie był, tylko jeden patron, który stawał na obydwu stronach. Co przywodził na poparcie jednej, to znowu zbijał stawając od drugiej. Śmieszna rzecz była, kiedy on w sprawie rozwodnej z racyi impotencyji, broniąc męża, o taki defekt przez żonę oskarżonego, dowodził, że ma, i znowu mówiąc od żony, że nie ma.
Musztry do tego lub innych ćwiczeń żołnierskich nie znało wojsko polskie, oprócz tych dwóch tempów w przysłowiu częstem, w używaniu rzadkiem będących: nabij, zabij! A jeżeli w jakiej chorągwi była mustra i egzercerunki, to nie z regulamentu wojskowego, ale z ochoty i fantazji pana porucznika, chorążego lub namiestnika, który miał gust w rzemiośle wojskowem.
Skoro hetman litewski Radziwiłł wymyślił mundury, obaczywszy koronne wojsko, iż ta sukienka żołnierska więcej ma szacunku u Sasów niż najbogatsza obywatelska, co tchu się wzięli wszyscy do mundurów.
Najeżdżali ci hajdamacy szlacheckie dwory, wsie i miasta nawet, nikomu nie przepuszczając, kogo tylko zrabować mogli; na śmierć, prawda, najechanych rzadko kiedy zabijali, chyba z szczególnej osobistej zemsty sługi, chłopa albo Żyda, do hajdamaków zbiegłego.
Oprócz zaś w istotnej służbie znajdujących się przy regimentach oficerów miała Polska co niemiara tytularnych generałów, majorów, generałów adyjutantów Jego Królewskiej Mości, buławy wielkiej, buławy polnej, koronnej, litewskiej, pułkowników w wojsku koronnem, pułkowników w wojsku Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Od połowy jakoś panowania Augusta III z dziesięciu kompanij zrobiono dwadzieścia, podzieliwszy jedne na dwie; a to dlatego, żeby było więcej placów do promocyji szlachty; nie starano się albowiem o powiększenie sił narodowych, tylko o powiększenie honorów i pożytków szlachty.
Staroświeckim pączkiem trafiwszy w oko mógłby je był podsinić, dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku, znowu się rozciąga i pęcznieje jak gąbka do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska.
Oprócz orderu polskiego (…) były w Polszcze używane ordery zagraniczne, cesarskie i hiszpańskie złotego runa, francuskie, moskiewskie, angielskie i inne rozmaite; nareszcie krzyżyki małe, jedwabiem na sukni wyszywane, które mają być zwyczajne w Rzymie, o których Włosi, przez swawolę zrobili przysłowie: pur non pisiare”, aby go nikt nie oszczał, czyniąc aluzją do muru, na który gdy w jakiem miejscu znęcą się przechodzący Włosi wypuszczać urynę, właściciel muru robi tam krzyż z napisem: „per amorem dei nolite pisiare”, tym sposobem zapobiegając dalszej ruinie muru, a więc przez traudykcyją, gdy na kim widzą krzyżyk wyszywany, mówią: przypiął sobie krzyż, aby go nikt nie oszczał.
To było największym zamiarem owego traktamentu i ukontentowaniem gospodarza, kiedy słyszał nazajutrz od służących, jako żaden z gości trzeźwo nie odszedł, jako jeden, potoczywszy się, wszystkie schody, tocząc się kłębem, przemierzył, jako drugiego zaniesiono do stancyji jak nieżywego; jak ów zbił sonie róg głowy o ścianę; jak tamci dwaj skłóciwszy się pyski sobie powycinali; jako nareszcie ten jegomość, chybiwszy krokiem, upadł w błoto, a do tego ząb sobie o kamień wybił.
Jaki tedy trunek w której prowincyji panował, takim się raczono, i była to już zła kompanija, zła uczta, kiedy się nie popili, kiedy gość twardo pożegnał się z gospodarzem; taki szlachcic, co taką trzeźwość zachowywał w domu swoim, niewielką miał estymacyją, niewiele wart był w kompaniji i pospolicie nazywano go Francuzem, moderatem, wędzikiszką.
Dobre czasy, pokój ciągły, obfitość wszystkiego, całą myśl obywatela rozrywkami i uciechami zajmowały, ile gdy zrywane raz wraz sejmy nikogo nie wabiły do zatrudnienia się około dobra publicznego.
Najwięksi panowie, senatorowie, hetmani, w polskim stroju chodzący, używali wiechcia do butów, i była to funkcyja służących co dzień kłaść panu w buty świeże wiechcie, strzygąc słomę w miarę buta.
Lecz ta różnica dworków szlacheckich od chałup chłopskich tylko służyła w Mazurach, w województwach bowiem wielkopolskich chłopi, sołtysi i Holendrzy mają porządniejsze dworki niż drobna szlachta mazowiecka.