cytaty z książek autora "Beata Nowosielska"
Wydaje nam się, że jesteśmy silni i otwarci. Niestety, w obliczu zagrożeń stajemy się tchórzami, a raczej ofiarami własnej niedoskonałości.
Tylko nie mów nikomu, kto do ciebie przyszedł!
Jeszcze nie pora, jeszcze nie czas - cicho sza!
Wiosna wybuchła całą swoją okazałością, zieleń pięknie przystroiła miasto, które obudziło się do życia.
Tylko nie mów nikomu, kogo zabiłeś! Jeszcze nie pora,
jeszcze nie czas - cicho sza!
Raz, dwa, trzy... Szeryf utonął we krwi!
Świat jeszcze nie wie, co artyści tworzą, jeszcze nie wie, co go czeka, jeszcze jest szczęśliwy i wolny, ale gdy tylko plan Spencera zostanie ukończony i obrazy ujrzą światło dzienne, gdy tylko opuszczą bezpieczne artystyczne pracownie i zawisną, by dumnie zdobić ściany Nowej Galerii, wszystko zacznie się zmieniać.
To nie są zwykłe obrazy - to przeznaczenie, przed którym nie ma ucieczki. To już się dzieje, nic tego nie jest w stanie zatrzymać...
Daje ludziom to, czego oczekują, a nawet jeżeli mija się z prawdą, robi to, bo oni tego chcą. Po prostu zaspokaja ich potrzeby. Jednak wbrew pozorom Spencer nie jest bogiem - jest złem, najgorszym koszmarem. Bezwzględny i bezlitosny jest tym, który zszedł na ziemię, by ja zniszczyć. Jest diabłem.
Tylko nie mów nikomu, co malujesz...
Jeszcze nie pora, jeszcze nie czas - cicho sza!
Raz, dwa, trzy... Obrazy są pełne krwi!
Próbujesz mierzyć się za mną? Naprawdę? Posłuchaj uważnie. Owszem, spłaciłeś jeden dług, ale od naszego pierwszego spotkania długi się namnożyły i niestety życia ci zabraknie, by spłacić je wszystkie.
Tylko nie mów nikomu, że znasz prawdę!
Jeszcze nie pora, jeszcze nie czas - cicho sza!
Obrazy... No właśnie! Piekielna sztuka - to jest najlepsze określenie!
Jedno się udało - odwołał ślub. Koszt jednak był zbyt wysoki... No cóż, wszystko ma jakąś cenę!
Niedziela przywitała go deszczem. Szare ołowiane niebo nie zapowiadało dobrej pogody. "Może to i dobrze - myślał - może to lepiej, bo jak się nie uda, to przynajmniej niebo będzie płakało".
Tylko nie mów nikomu, jakie macie plany...
Jeszcze nie pora, jeszcze nie czas - cicho sza!
Był tak blisko, a jednocześnie znów tak daleko. Nie było mu dane rozmyślać nad swoją klęską, upadkiem i zemstą.
Droga do piekła. Znali już ten widok, wiele razy śnił im się po nocach. ON wrócił i nie jest już snem, lecz jawą.
Nie był już najprzystojniejszym mężczyzną. Przybrał swoją prawdziwą postać - rogatego, zgarbionego, porośniętego szczeciną diabła z kopytami i ostrymi, poskręcanymi pazurami oraz rogami. Wydzielał swój naturalny zapach, czyli odór siarki i zgnilizny.
Przesłaniem tego obrazu jest przestroga, która z całą mocą uświadamia nam, że w dniu apokalipsy nikt nie otrzyma żadnej pomocy, zagłada będzie bezwzględna i nieodwracalna.
Jesień w Atlancie jest magiczna, temperatura spada, ale słońce wciąż mocno grzeje, drzewa w tym czasie stroją się w najwytworniejsze szaty, aby godnie pożegnać świat gasnący wraz z nadejściem mrozów.
Majestatyczności jesieni dodaje poranna mgła, która snuje się wszędzie, tworząc tło dla budzącego się dnia.
Nie mów nikomu, że tu jestem, jeszcze nie pora,
jeszcze nie czas... Cicho sza!
Wiedział, że będą kłopoty. Niestety, nawet we śnie nie potrafił nic zmienić. Od tego dnia Spencer zamieszkał z nim na zawsze.
Łzy to był jedyny objaw jej sprzeciwu, niestety nikt ich nie widział.
Nie zastanawiała się, kim jest i czego tak naprawdę od niej chce, nie myślała o tym, dokąd idą, po prostu chciała z nim iść w nieskończoność. Po raz pierwszy czuła się bezpieczna. Niech ta chwila trwa.
Nie budźcie mnie ze snu... Jeszcze nie teraz...
Niech się śni...
Urodziła się jako dziecko "kwiatów" - ludzi wolnych i szczęśliwych. Jej rodzice pragnęli żyć inaczej, nie mieli stałego adresu, nie chcieli mieć domu ani mieszkania.
Mia była cichym i niekłopotliwym dzieckiem, wystarczyło ją przewinąć i nakarmić. Nawet gdy nie spała, nie grymasiła, nie płakała - jakby czuła, że nie zawsze miał się nią kto zająć. Dopóki leżała grzecznie w kołysce, nie była żadnym kłopotem.
Nagle cały strach ją opuścił, uwierzyła, że warto żyć, mając u boku kogoś takiego jak Spencer. Nie zastanawiała się, kim jest i czego tak naprawdę od niej chce, nie myślała o tym, dokąd idą, po prostu chciała z nim iść w nieskończoność.
Powinien wstać i wyjść, ale coś go powstrzymywało, cos kazało mu siedzieć w fotelu. Powietrze zrobiło się jakieś gęste, jakby lekko falowało, wydawało się, że wszystko delikatnie drży. Ten stan trwał dosłownie kilka sekund.
Cena była wysoka, w zasadzie najwyższa z możliwych. Życie za życie.