cytaty z książek autora "Sally Hepworth"
(...) są tylko dwie mądrości, jakie warto po sobie zostawić. Na wszystko, co ważne, musiałam ciężko zapracować. Nic z tego, co ważne, nie kosztowała ani centa.
Problem w tym, że teściowa szalenie łatwo może popełnić błąd. Jest nieskończona lista niepisanych reguł: być zaangażowaną, ale nie dominować, wspierać, ale nie przesadzać, pomagać przy wnukach, ale nie dyrygować, służyć mądrością, ale nie podsuwać rad.
Norah skinęła na kelnera, który czaił się w pobliżu.
– Czego pani sobie życzy?
– Lobotomii – odparła Norah. – Niech będzie podwójna.
Kelner uśmiechnął się złośliwie.
Synowie zawsze widzą w matce to, co najlepsze. Córki widzą ją prawdziwą. Jej wady i słabości. Dostrzegają, kim nie chcą być. Widzą matkę dokładnie taką, jaka jest - i za to ją nienawidzą.
Przecież od tego są rodzice, żeby ich obwiniać za wszystkie życiowe problemy!
Uświadamiam sobie, że tylko teściowa z synową mogą toczyć regularną wojnę, nawet nie podnosząc głosu.
Najgorszą częścią każdej randki, jak powiedziała Neilowi na ostatniej sesji – znacznie gorszą niż seks, jeśli do niego doszło – była rozmowa. Wydawała się nie tylko nudna, ale też bezcelowa, zważywszy na fakt, że gdyby kiedyś mieli zostać partnerami życiowymi, to najprawdopodobniej spędziliby następne trzydzieści lub czterdzieści lat na gapieniu się w ekran telewizora albo komórki w przyjacielskim milczeniu.
Żyjesz sobie swoim życiem, pochłonięta trywialnymi, codziennymi stresami, gdy nagle dopada cię potężny, pełnowymiarowy kryzys.
Mogłabym napisać dużo, ale są tylko dwie mądrości, jakie warto po sobie zostawić. Na wszystko, co ważne, musiałam ciężko zapracować. Nic z tego, co ważne, nie kosztowało ani centa.
- Złość to maska, za którą kryje się smutek - wyjaśniła mi Janet. - Z moich doświadczeń wynika, że w dziewięciu przypadkach na dziesięć, gdy jest się życzliwym dla rozgniewanych ludzi, to oni się uspokajają i wtedy można się dowiedzieć, o co im naprawdę chodzi.
– Wiemy, że się starałaś – powiedziała Norah, występując naprzód. – Próbowałaś nas izolować, upokarzać, straszyć… .
Adopcja osoby dorosłej jest niezwykła, ale się zdarza.
- Wyglądasz jak żaba lotnik - mówię, po czym zakładam swoje. - A ja?
- Jak tęczowa żaba lotnik.
Uśmiecham się.
Taka dziewczyna jak ty zasługuje co najmniej na Toblerone.
Chcę czuć, że jestem warta miłości, i nie bać się pokochać kogoś w zamian.
Nie uważała tego za przykry obowiązek. Rutyna sprzątania dawała jej poczucie celu, które trudno było opisać.
Jeszcze nigdy nie byłam na terapii, ale chyba nie tak to zazwyczaj wygląda. Może to jeden z tych terapeutów, którzy stosują metody niekonwencjonalne, aby wywołać określony rezultat – na przykład
nie proponuje pacjentowi krzesła, bo uważa, że kiedy człowiekowi jest niewygodnie, to szybciej przechodzi do rzeczy?
Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
W realu nie stosuje się przemocy, żeby radzić sobie z uczuciami.
– Zawsze każecie mi się wyluzować – powiedziała, uruchamiając samochód. – A kiedy w końcu to robię, obie świrujecie.
Media uwielbiają zestawienie bajkowej wiejskiej posiadłości z okropnościami, które się tam wydarzyły. Uwielbiają też wszystko, co dotyczy dzieci z rodzin zastępczych.
Mam wrażenie, jakbym znalazła się w alternatywnym wszechświecie.
Nie poszła się bawić, rzecz jasna. Jessica była dzieckiem grzecznym i ułożonym, ale podsłuchiwać umiała równie dobrze jak każde inne.
Myśl o fizycznej manifestacji jej cierpienia miała w sobie coś perwersyjnie pociągającego.
Dorastając w atmosferze niedostatku, nabrała skłonności do, nazwijmy to, oszczędnego operowania środkami.
– Lubisz dzieci? – zapytał ją Kevin z wyraźnym ożywieniem.
– Nie – odparła. – Lubię psy.
– Ten dom to chlew – powiedziała. – Nikt nie pójdzie spać, dopóki nie będzie wypucowany na błysk.
....Są ludzie, którzy rzucają się innym na ratunek, i tacy, co zrobią wszystko, by ocalić siebie....
Przy tamtej okazji coś zrozumiałam. Są ludzie, którzy rzucają się innym na ratunek, i są tacy, co zrobią wszystko, by ocalić siebie. Ollie nie zamierzał utopić Nettie, po prostu zadziałał instynktownie. Podobnie jak ona. Moje dzieci pokazały mi, kim są.
– Czy rozmawiam z panią Alicią Connelly?
– Jeśli jest pani windykatorem, to nie – odparła Alicia. – A jeśli wygrałam na loterii, to tak.