Trwoga przed śmiercią ustępuje wraz z zainteresowaniem życiem. Można się jednak obawiać, że lekarstwo stanie się trucizną i że łagodzące skutki wątpienia okażą się bardziej szkodliwe niż wszystkie inne niedole. Ponieważ dotyka ono bycia w jego totalności, w jego duszy i ciele: ,,Będąc na początku narzędziem czy metodą, sceptycyzm, stając się fizjologią, rozpanoszył się we mnie w końcu jako przeznaczenie ciała, instynktowna zasada, choroba, z której nie umiem się już wyleczyć ani na którą nie potrafię umrzeć'', wyznaję Cioran. Wątpienie tkwi w nas tajemnie niczym choroba. Nie nabywa się go, ono się objawia. Pielęgnujemy od zawsze obecną dyspozycję, która jest cechą wyróżniającą pewną ludzką kategorię: ,,człowieka, który wie''. ,,Czaiło się w nas zawsze, byliśmy mu przeznaczeni. Nikt nie wybiera braku wyboru''. To temperament determinuje skłonność do wątpienia, rodzica zawrotu głowy. Nie jest ono atakiem z zewnątrz, lecz wrodzonym bólem, który przyjmuje kształt przeznaczenia: ,,bynajmniej nie myje wybieramy, raczej wpadamy w nie''.
Nie neguje dla samej negacji, ale w imię intelektualnej ascezy: ,,Sceptyk poszukuje niepewności, zapytywania bez końca''. Jako siła demistyfikująca odpowiada on ,,treningowi wydziedziczania'', ,,znosząc przesąd za przesądem'', i wymusza dyscyplinę myślenia nabytą za cenę wyzbycia się złudzeń: ,,Obiektywizm naszych ocen rośnie odwrotnie proporcjonalnie do złudzeń, jakie jeszcze żywimy''. Nie ma prawdziwego poszukiwania bez fermentu czujnego niepokoju.
Odróżnia on jednak Boga od wiary religijnej, wobec której żywi tylko pogardę: pozbawia nas ona obcowania z naszymi otchłaniami. W ,,Zarysie rozkładu'' potępia ten z instytucjonalizowany absolut przeżywany w narkotycznej pewności: jest ona tylko ,,pretekstem do wykręcania się od problemów'', ,,bezrobociem duszy, której brak niepokojów'', ,,konsolidacyjnym nonsensem''. Okazuje się największą rezygnacją z naszej prawdy i równa się błogiemu i bezrefleksyjnemu ateizmowi: ,,Zaniknięcie w Bogu równa się utonięciu świadomości''. Wszelka postawa afirmatywna usuwa zasadnicze pytania i oznacza śmierć duchową. Niemożliwa jest świadomość bez negatywnej praktyki, oto przekaz, którego nieustannie dostarcza lektura Ciorana. Głoszona przez św. Pawła ,,religia bez znaków zapytania'' jest sposobem na utwierdzenie się w pewności absolutu, która oślepia na relatywność, dyskredytuje ją, a nawet usuwa. Tchórzliwie odtrąca gorszące aspekty rzeczywistości. Bóg teologów rezyduje na antypodach Boga filozofów, określanego przez niekończące się pytanie, do którego chętniej odnosi się Cioran, Bóg religii utwierdza śmierć ducha.
,,Niezgoda z rzeczami to najoczywistszy znak duchowej żywotności. Jej triumfalną kulminacją jest niezgoda z Bogiem''. Cioran czyni z buntu praktykę w wysokim stopniu duchową[...].
Jak więc się dziwić, że nienawiść i blasfemia zamieniają się w miłość i modlitwę, że zbawienie polega na wyegzorcyzmowaniu tej nienawiści? Bóg jest adwersarzem, którego trzeba wyzwać na pojedynek i przeciw któremu zastosować należy najbardziej wymyślne duchowe techniki. ,,Ożywcza bezbożność'', bez której zduszone by zostały duchowe cnoty. Blasfemia zakłada zresztą niewyznaną wiarę: odważylibyśmy się pałać takim gniewem i działać tak przemyślnie, gdyby wychodziło o fikcję? W tym samym czasie, gdy staramy się go zanegować, skłaniamy się ku istnieniu Boga, którego ,,nie sposób kochać inaczej, jak tylko nienawidząc go''.
Sam bóg należy do przestrzeni iluzji, w której odbijają się zwodnicze refleksy. Jest owocem życiowego popędu do tworzenia fałszu, by przetrwać, by wymknąć się ,,zabójczemu banałowi prawdy''. Bóg zawiera remedia na rozpacz, którą wywołuje, dzięki władzy przemieniania nicości, do której budzi. Wystarczy zlekceważyć absurdalne debaty nad jego domniemanym istnieniem i nadać mu funkcję. Bóg, do którego Cioran się odwołuje, ,,nie istnieje''. Jest punktem zbiegu wewnętrznego oglądu. Inaczej mówiąc, okazuje się jedyną szansą na dialog w pełni nicości. Urzeczenie tym Bogiem, w którym Cioran widzi nieotwartą pokusę, wypływa z faktu, że jest on wiatykiem w samotności: ,,spośród wszystkich możliwych obcowań wybraliśmy najłatwiejsze – z Bogiem, by mieć z kim gawędzić bądź spierać się''. ,,Tylko o Bogu możemy myśleć jako o naszym rozmówcy''.
Cioran mówi o Bogu często z potrzeby posiadania obiektu godnego razów jego negatywnej żarliwości. Bóg łączyłby się więc z pracą negatywności i spokrewniał z funkcją umysłu. Gorzej, stawałby się zwykłą metaforą. Wszelako najwyższa nierzeczywistość, do której nas wzywa, doprowadza nas do najwyższego poznania, do nocy niewiedzy, która gwałtownie odsłania błahość wszelkiej spekulacji: ,,Bóg jest tym, co trwa nadal mimo oczywistości, że nic nie jest warte pomyślenia''. Głębia takiej deklaracji sprawia, że zapominamy o masie afirmacji niewczesnych, nazbyt bałkańskich. Jest ona, moim zdaniem, najbardziej natchnioną z definicji, jakie kiedykolwiek zostały podane. Natchnioną przez samego Boga? Kto wie?
Ponieważ ukazuje ona odwrotną stronę czasu, odwrotną stronę świata, ma takie same objawicielskie możliwości jak ekstaza; jedna i druga pochodzące z tej samej zasady, polaryzują metafizyczną drogę, reprezentując przeciwne krańce świadomości: między Nudą i Ekstazą zachodzi całe nasze doświadczenie czasu. Jeśli przyjmiemy, że czas wypełnia dystans między świadomością a światem, to ekstaza owo pęknięcie znosi, podczas gdy nuda je powiększa. awantaże świętości.złudzenie niż ubiegać się o awantaże świętości.
Łatwo nam zrozumieć szczególną wrażliwość Ciorana na stan, będący dla niego uduchowioną wersją spleenu, który dotyka go osobiście. To te same nieprzeniknione przez bożą łaskę ciemności, których jest obsesyjnym piewcą; niech pleni się nuda, którą uznaje za ,,stan wyższy'', za zasadnicze doświadczenie, bez którego nie może się zacząć metafizyczny postęp. Istotnie, nuda umożliwia rozbicie pozornych form i konfrontowanie nas ze źródłową nicością; świadomość funkcjonująca w pustce w coraz większej mierze spotyka już tylko samą siebie. Bez przedmiotu nie celu, przybiera postać wieczności bez perspektyw, dokładnej antytezy wieczności, w której projektuje się ekstaza. Ekstaza Ciorana jest negatywna, co potwierdza przedwczesne doznanie nudy, doświadczonej w wieku pięciu lat jako objawienie, jako ,,iluminacja rażąca jak grom''. Nie prowadzi ono do uszczęśliwiającego zachwycenia, lecz do rozczarowania odpowiadającego piekielnej wieczności upadłego świata, nieskończoności bez tajemnicy. Z nudy rodzi się paradoksalne poczucie, że jesteśmy wyrzuceni z czasu w jego czeluść: ,,Nuda to rozbrzmiewające w nas echo rozdzielającego się czasu... objawienie pustki, wyczerpanie się tej obłąkańczej bredni, która podtrzymuje – lub wymyśla-życie...''.
Być rozczarowanym to wypaść z czasu i z perspektyw na przyszłość.
Wiedza istotna przysługuje bytom skonfrontowanym z porażką. Strzeżmy się zazdrościć szczęśliwym krótkowidzom: ,,Pospolitość najbardziej zdradza to, że stara się uniknąć rozczarowań''. Olśnienie, ,,rozczarowanie rażące jak grom'', plasuje się na antypodach euforii. Rozczarowanie zyskuje natomiast inicjacyjną godność ,,pierwotnego olśnienia''. Rozczarowywać stanie się misją oświeconego myśliciela: ,,tylu mamy jeszcze ludzi do oszukania''. Z niepodrabialnym humorem dedykuje on swe hymny ,,nieodpartemu rozczarowaniu'', jedynemu, które nie rozczaruje, suwerennemu w tym upadłym świecie. Nadaje mu, jako najwyższej prawdzie doświadczenia mistycznego, wybitną godność, która podnosi je samo do rangi doświadczenia metafizycznego.
By doznać fundamentalnych objawień wystarczy ,,porażka'': ,,Porażka jako coś zawsze istotnego, odsłania nas samym sobie, pozwala nam widzieć samych siebie tak, jak widzi nas Bóg; tymczasem sukces oddala nas od tego, co w nas i we wszystkim najgłębsze''. Każąc nam dotknąć pustego sedna bycia, którego osoba społecznie aktywna stara się nie widzieć, porażka daje nam dostęp do ,,postrzegania lichoty wszystkiego wyniesionego do rangi wizji, przeżycia mistycznego'', jasne jest bowiem, że ,,wszelka forma niemocy i porażki niesie, w porządku metafizycznym, coś pozytywnego''.
Musil nie mówi niczego innego: ,,człowiek świadomy to człowiek zdewastowany''. Ostateczny etap tej drogi to spotkanie z melancholią. Poręcza ona w pewien sposób jego autentyczność.
Czym jest melancholia, jeśli nie świadomością dotkniętą przez największą przenikliwość, gdy staje się oczywiste, że niczego nie można zobaczyć, a absolut tożsamy jest z nicością. Anioł melancholii ,,widzi Nicość tego, co jest'', zauważa Roger Munier, komentując słynną rycinę Dürera. Anioła spotkało najbardziej radykalne, najbardziej ostateczne rozczarowanie, to, które niszczy samo źródło nadziei. Głębokie wątpienie usuwa wszystkie punkty orientacyjne, miesza kategorie. Analiza Muniera jest na tyle adekwatna do naszej wypowiedzi, że ponownie cytuję jego słowa: ,,widzi we wszystkim mieszaninę bytu i nicości, nie może ani wierzyć w byt, ani wyznać, czym jest dla niego nicość''. Nic nie będzie już mogło zrehabilitować w jego oczach tego, co nieodwracalnie splamione jest nicością. Co ważniejsze, gdy byt traci swe prerogatywy, nicość traci też własne, stąd to niezdecydowanie nie do pokonania, w którym zanurzona jest tak ,,choroba mimo braku choroby''.
Melancholik w każdej rzeczy odkrywa śmierć, prześwietla rzeczywistość, w rozkwitającym ciele dostrzega trupa, traci zdolność do przynależenia do życia. Doświadcza trudności z ,,akceptacją świata jako takiego''. Odkrywszy defekty bytu, podkopuje nawet pewności, jakie fundował na nicości. Z tej sytuacji nie ma wyjścia: ,,Melancholia niczego nie pozostawia poza spoza swym zasięgiem; dotyka zarówno niebios, jak i ziemi'', kontynuuje Munier. Do czego jakby odnosi się Cioran: ,,Jałowość egzystencji udzielałaby się esencji? Dotykamy tutaj źródła smutku, który zasadniczo towarzyszy melancholii. Jeśli unieważnia on świat, unieważnia również zaświaty, i rozumiemy, że jednym z jego składników jest ateizm. Dewastuje on pole boskości otwarte przez doświadczenie mistyczne i wzywa do jedynej metafizyki, do przerażającego poczucia istnienia, które wszystko pogrąża w ruinie.(...).
Melancholia prowadzi do podwójnego rozczarowania: ani byt ani nicość nie istnieją. Jej ofiara porusza się w życiu niczym widmo w upiornej rzeczywistości. Pod wpływem melancholii rozprasza się świat przedstawień, czysta pustka ukazuje się spojrzeniu pozbawionemu punktu zaczepienia. Sam podmiot zapuszcza się na te bagna negacji, gdzie znikają wola i pragnienie. Brak pragnień i apatia to dola melancholika, który wyklucza się z normalnego świata. Jest na wewnętrznym wygnaniu, którego nikt nie podejrzewa, gdyż umie on żyć jak wszyscy, tak nawykł do udawania i poruszania się równoległe na dwóch płaszczyznach bycia. Jedynie bystry umysł umiałby dostrzec w nim lunatyka: ,,Można żyć tak samo jak wszyscy inni, a jednocześnie ukrywać w sobie <
Cioran, jak cała tradycja chrześcijańska, do której się odnosi, nie omieszkał połączyć melancholi ze smutkiem zalewającym duszę wygnaną z boskości. Kojarzona z acedią mnichów, rozciąga się pod piórem Ciorana orszakiem określeń: lipomania, neurastenia. Zdarza mu się jednak odróżniać melancholię od smutku i kłaść nacisk na bezprzyczynowość tej pierwszej. Smutek, który jest tylko produktem, byłby jej postacią nieczystą i zdegradowaną. Jako taki może uchodzić za uczuciową manifestację stanu metafizycznego. Zanieczyszczenie jednego terminu drugim jest jednak nieuchronne i często się je myli. Jakkolwiek by było, i smutek, i melancholia charakteryzują się darmowością. To ,,bezkształtny ból'', choroba ,,mimo braku choroby''. Smutni jesteśmy bez powodu, smutek ,,jest''. Uzasadnia go jedynie samo jego istnienie. Jak więc wyjaśnić go inaczej niż jako defekt właściwy organizmowi od narodzin? ,,Jeśli bodaj raz byłeś smutny bez powodu, to byłeś nim – nieświadomie – przez całe życie'', zauważa Cioran.
Pójdźmy dalej. Melancholia dosięga nie tylko jednostkę, ale i całą ludzkość. Jest nam wrodzona, stanowi rezultat początkowego pęknięcia, jeśli wierzyć ,,Zarysowi'': ,,Smutek sięga aż korzeni naszej zguby... jest poezją grzechu pierworodnego''. Stąd już tylko krok, by uznać ją za istotę samego człowieka. Cioran stawia go bez wahania: ,,Neurastenia; ona jest tym dla człowieka, czym boskość dla Boga''. Pochodząca ze świadomości, która wyodrębnia ze świata zwierzęcego, jest ona przeciwna naturze, nieznana zespolonemu z nią zwierzęciu, specyficzna dla królestwa ludzkiego, gdyż jak ona pozbawiona podstawy.
Melancholia nabiera wymiaru metafizycznego, jakiego zwykle się jej odmawia ze względu na jej czysto uczuciowy charakter. Pojawiają się dwie konsekwencje: jest ona niezbędna do poznania siebie; nie ma rozwoju duchowego bez bolesnego stwierdzenia nicości inherentnej wszystkim rzeczom. Nie ma na nią lekarstwa, gdyż pozbawiona jest przyczyny: nie można wyleczyć się z siebie, ze swej istoty. Nigdy nic nie będzie mogła jej usunąć, a uwalniamy się od niej jedynie zamykając oczy bądź ją pogłębiając. Wystarczy popchnąć dalej jej logikę, by przemienić smutek w ukojenie. Jeśli redukuje ona wszystko do nicości, to zaciemnia zarazem śmierć i trwogę, odsłaniając tym samym pole pogodnej równowagi. Oto wnioskowanie Rogera Muniera z książki, którą cytowaliśmy. Niekiedy bardzo bliski Cioranowi, radykalnie różni się od niego tym, że wyciąga z doświadczenia niebytu ostateczne konsekwencje i nimi żyje. Cioran tylko je przeczuwa, gdy analizuje warunki wyzwolenia: ,,Jego [doświadczenia pustki] przedmiotem i celem jest zredukowanie do nicości i życia, i śmierci, po to jedynie, był uczynić je znośnymi''.
Jego jedyna ambicja zgodna jest z naukami mędrców Wschodu: ,,Nauczyć się być zagubionym'' czy też ,,wprawiać się w byciu niczym''. Marzy nie o gruzach, które przypieczętowałyby ruinę wyczerpanej cywilizacji [nie dajmy się zwieść dosłownemu wyrazowi tego dzieła], ale raczej o próżni, w której zniknęłoby jego ja i która pozostawiłaby go ,,równie wydziedziczonym i również żałosnym jak Bóg''.
Ale jako prawdziwy sceptyk, zatwardziały i skazany na nieustanną przenikliwość, Cioran nie ulega pokusie pełni i odrzuca pławienie się w komforcie otchłani jako ,,domator zawrotów głowy''. Z zaświatów docierają do niej jedynie przebłyski. Należąc do rasy obudzonych, wdraga się przed gnuśnością i przyjmuje bez zastrzeżeń ten tragiczny i niepojęty los, który plasuje człowieka świadomego ,,między nudą i ekstazą''. Rozdartemu między zgrozą bycia a przywiązaniem do bycia, między pokusą unicestwienia a ,,pokusą istnienia'', Pozostaje tylko wstyd z powodu swego szalbierstwa. Niekomfortowe zaiste położenie – ujawnić złudzenia naszej ludzkiej przygody, nie mogąc ich jednakże odrzucić. Ten, który myśli ,,nie'', zdradza poprzez prosty fakt, że żyje, nieodparte ,,tak'' dla życia. Zarazem upojony i trzeźwy, jest godną pożałowania sprzecznością. ,,Każda istniejąca błahostka już zakłada niewyjawioną wiarę''. Jeśli chce obstaje przy swym stanowisku, grozi mu dogmatyzm, którego nie oddali inaczej niż wyprowadzając ze swych zasad ostateczne konsekwencje. Sam pogrzebie swoje wątpliwości:
,,Tyle lat spędzonych na zgłębianiu naszych ogłoceń, by dobyć z nich zasadę naszej wiedzy! A przecież powinniśmy się nauczyć myśleć na przekór naszym wątpliwościom i naszym pewnościom...''.
Pirron nie był rozgoryczony ani nie był mizantropem– był mędrcem. I znajduję u Ciorana, kiedy oświadcza, że szuka ,,w wątpieniu lekarstwa na niepokój'', oznaki jego pokrewieństwa z antycznym myślicielem; jego odrzucenie zaangażowania, fanatyzmu, jego niezdecydowanie i pociąg do samotności. Nie można sobie jednak wyobrażać, że taka dyspozycja gwarantuje szczęśliwość. Niezdolność do uniesień jest jej dojmującym przeciwieństwem, gdyż nie przyznajemy sobie ,,monopolu na rozczarowanie'', nie ryzykując znalezienia się w ,,zimnym piekle smutku''. Ten, kto ,,wydostał się z mroku'', nie jest na zawsze szczęśliwy uchyliwszy zasłony Mai. Nowoczesny sceptyk, dręczony nostalgią za nieskończonością dziedziczoną po chrześcijaństwie, może żyć pirronizmem już tylko na sposób tragiczny, A od kiedy era podejrzeń zniszczyła nasze pewności, czujemy po nich ból jak po utraconych kończynach.
Ponieważ życie jest niszczeniem, mamy dostęp do jego istoty dzięki negacji siebie. Człowiek zakłócający bezwład bytu narusza jego porządek przez negację. Będąc jedynym, który wprowadza nicość w serce życia, osiąga najwyższy punkt świadomości dzięki swej zdolności do autodestrukcji.
Czym jest melancholia, jeśli nie świadomością dotkniętą przez największą przenikliwość, gdy staje się oczywiste, że niczego nie można zobaczyć, a absolut tożsamy jest z nicością. Anioł melancholii ,,widzi Nicość tego, co jest'', zauważa Roger Munier, komentując słynną rycinę Dürera. Anioła spotkało najbardziej radykalne, najbardziej ostateczne rozczarowanie, to, które niszczy samo źródło nadziei. Głębokie wątpienie usuwa wszystkie punkty orientacyjne, miesza kategorie. Analiza Muniera jest na tyle adekwatna do naszej wypowiedzi, że ponownie cytuję jego słowa: ,,widzi we wszystkim mieszaninę bytu i nicości, nie może ani wierzyć w byt, ani wyznać, czym dla niego jest nicość''. Nic nie będzie już mogło zrehabilitować w jego oczach tego, co nieodwracalnie splamione jest nicością. Co ważniejsze, gdyby traci swe prerogatywy, nicość traci też własne, stąd to niezdecydowanie nie do pokonania, w którym zanurzona jest ta ,,choroba mimo braku choroby''. Melancholik w każdej rzeczy odkrywa śmierć, prześwietla rzeczywistość, w rozkwitającym ciele dostrzega trupa, traci zdolność do przynależenia do życia. Doświadcza trudności z akceptacją świata jako takiego. Odkrywszy defekty bytu, podkopuje nawet pewności, jakie fundował na nicości. Z tej sytuacji nie ma wyjścia: ,,Melancholia niczego nie pozostawia poza swym zasięgiem; dotyka zarówno niebios, jak i ziemi'', kontynuuje Munier. Do czego jakby odnosi się Cioran: ,,Jałowość egzystencji udzielałaby się esencji?'' Dotykamy tutaj źródła smutku, który zasadniczo towarzyszy melancholii. Jeśli unieważnia on świat, unieważnia również zaświaty, i rozumiemy, że jednym z jego składników jest ateizm.
,,Zajmowanie się wyłącznie tym, co nas dotyczy'', to zstępowanie ku głębiną subiektywności, to oparcie życia na introspekcji, odrywającej człowieka od źródeł życia, gdyż jej dziełem jest radykalna separacja porządku wewnętrznego i zewnętrznego, owocująca nieuśmierzalnym doświadczeniem obcości, na równi egzystencjalnej i metafizycznej. Cioran stwierdza ze stanowczością godną Amiela: ,,Myśleć to podkopywać, podkopywać samego siebie'', własnym doświadczeniem pragnie pokazać, ,,jak bardzo ryzykuje się, myśląc o sobie samym''.
... ponieważ upodobanie do samobójstwa jest jedynie oznaką wewnętrznej wolności, prawdziwą godność zyskuje ono tylko jako potencjalne. Sygnalizuje ono wyższy stopień świadomości niż przejście do aktu, które by mu zaprzeczyło. Dlatego też Cioran nigdy nie popchnął nikogo do faktycznego zamachu na swoje życie; wręcz przeciwnie szermuje ideą samobójstwa jako najskuteczniejszym środkiem na wyperswadowanie pragnienia autodestrukcji:
,,Ten, kto nigdy nie brał pod uwagę samobójstwa, zdecyduje się na nie znacznie szybciej niż ten, to myśli o nim bez ustanku''.
Droga do wyzwolenia prowadzi przez bezosobistość, przez ,,ustanie przygody z ego''. Najlepiej jest ćwiczyć się w stawaniu się niczym, by ,,zdruzgotać pojęcie bytu'' i oszczędzić sobie samobójstwa, które traci sens, gdy martwe jest pragnienie posiadania imienia. Ten, kto uwolnił się od swego przywiązania do życia, kpi z idei usunięcia się. Nie straciliśmy jeszcze upodobania do życia, jeśli dręczy nas wciąż samobójczy popęd. Co każe przyznać rację Schopenhauerowi, czyniącemu z samobójstwa ostatni przejaw woli życia, świadczący wciąż o pragnieniu życia, którego chcemy się pozbyć. Woli tak silnej, że staje się ona nie do zniesienia i nie waha się uciec do ostatecznych środków, by o sobie zapomnieć. Aplikujemy sobie śmierć fizyczną, jeśli nie mogło się dokonać samobójstwo metafizyczne, które położyłoby kres despotycznemu ego. Wszystkie refleksje Ciorana nad samobójstwem prowadzą do tego samego wniosku. Obsesja samobójstwa, która przenika jego dzieła, musi zostać uchwycona na drugim poziomie: tak manifestuje się świadomość wolności, która byłaby kulminacyjnym punktem przenikliwości i zastępowałaby w zasadzie faktyczną śmierć: ,,Żyję tylko dlatego, że jest w mojej mocy umrzeć, kiedy mi się zachce; gdyby nie Idea samobójstwa, dawno już bym się zabił''. Rodzaj mądrości, która, w obliczu równoważności życia i śmierci, z góry kontempluje, suwerennej obojętności, koleje egzystencji:
,,Obsesja samobójstwa to właściwość człowieka niezdolnego już ani do życia, ani do śmierci, którego uwaga nigdy nie odrywa się od tej podwójnej niemożności''.
Cioran odnajduje w sobie tylko jedną cechę, przyznaje sobie tylko jeden tytuł: obcego. Dopracował się go, zgłębił i wszystko tłumaczy się u niego przez tę fundamentalną świadomość. Uznaje się za metojka, opiewa przewagi wygnania i w pełni aprobuje tę kondycję nieprzynależenia do wspólnoty. Chce być obcym dogłębnie, ażeby nie osiąść na żadnej ziemi i mieć zawsze na względzie ulotność ludzkiego życia. Wygnanie geograficzne, jakie sobie narzuca, żłobi w nim egzystencjalną niedolę. Świadomy byt ludzki, wyrzucony z pierwotnej pełni, upada w czas, z którym nie może się wszak pojednać, wciąż dręczony nieuleczalną nostalgią. Dramat ludzkiej świadomości katapultowanej w historii, w ten czas wygnania, który oznacza śmierć duchową człowieka i wydaje go koszmarnemu doświadczeniu stawania się.