cytaty z książek autora "Friedrich Kellner"
15 kwietnia 1940
Ludzkość odetchnęłaby z ulgą, gdyby Hitlera już nie było. Bezrobotny, który przywędrował tu z Austrii (Adolf Hitler), chce zapanować nad światem. Pięciu
zdrowych zmysłów nie wystarcza, żeby pojąć, jak to możliwe, że cały naród niemiecki daje się bezwolnie prowadzić do rzeźni. 80 milionów ludzi wierzy w cuda, które nie mogą się zdarzyć. Jak to się skończy? Mam niejasne poczucie, że dotarliśmy do punktu zwrotnego.
26 stycznia 1941
Jaki miły spokój zapanował w komunikatach Wehrmachtu. Goebbels odpoczywa. Albo
duma o nowych czynach. Ten Mefisto ma sporo na sumieniu. Jeśli przyjrzeć się bliżej, to w ogóle nie ma sumienia. A więc także skrupułów. Ten wielki podżegacz do wojny z Anglią wciąż jeszcze nie jest bankrutem. Osobliwe towarzystwo. Mogą robić, co
chcą, albo tego nie robić. Nikt nie pociąga ich do odpowiedzialności. Göring może bezkarnie utrzymywać, że żaden wrogi lotnik nie zagrozi obszarowi Ruhry. Goebbels mógł wykrzykiwać w lipcu 1940, że amerykańska pomoc dla Anglii przychodzi „za późno”. Nazywał Anglików kompletnymi szaleńcami, ponieważ wciąż nie chcieli przyjąć do wiadomości, że ponieśli klęskę. Tak mówił w 1940 roku.
Każdy Niemiec musi tego wysłuchiwać z wiarą. Nikomu, żadnej jednostce, nie wolno wyrazić własnej
opinii. To straszny naród. Wszystkie dobre cechy i zdobycze duchowe minionych stuleci odrzucił precz i pobiegł za szczurołapem i jego świtą.
20 listopada 1941
Co roku, kiedy zima daje o sobie znać i ludzie częściej przesiadują w domach, narodowosocjalistyczna prasa pod wodzą Goebbelsa rozpoczyna swoją mściwą kampanię przeciwko Żydom. „Żydowskiego wroga” trzeba wytępić. Czy to przyniesie
nazistom spokój? Chodzi wszak tylko o skierowanie uwagi na kozła ofiarnego, ażeby naród niemiecki nie naprzykrzał się przypadkiem sprawcom wszystkich okropieństw panom z NSDAP.
Ludzie o gnuśnych umysłach w niemałej liczbie padają oczywiście ofiarą tego chytrego oszustwa.
1 stycznia 1942
1 stycznia 1941 – czyli przed rokiem – „führer” wystosował apel do narodowych socjalistów i towarzyszy partyjnych (do mnie się nie zwraca!) oraz rozkaz dzienny dla Wehrmachtu.
Nie chcę tu – nie jest to moje zadanie – rozprawiać się z zawartością tych apeli:
z przeinaczeniami, z kłamstwem i półprawdą, ze szkalowaniem innych narodów. Niech zrobią to osoby bardziej kompetentne. Interesują mnie natomiast akty uwielbienia i zarozumialstwa, a także przepowiednie tego „największego wodza w dziejach
powszechnych”, jakim na oczach świata uczyniła go propaganda pod kierownictwem Mefistofelesa – Goebbelsa.
Wracam do apelu z 1 stycznia 1941: „Na tej wojnie nie szczęście zwycięża, lecz nareszcie prawo”, „Pan Bóg jak dotąd łaskawie patrzył na naszą walkę. Nie opuści nas także w przyszłości”. W rozkazie dla Wehrmachtu powiada się: „Rok 1941 pozwoli
dokonać dzieła: przyniesie największe zwycięstwo w naszej historii!”.
Rok 1941 właśnie minął. Nie przyniósł nam prorokowanego największego zwycięstwa w naszej historii. Tej wojny Niemcy nie zdołają wygrać za pomocą chełpliwych frazesów i gróźb. Jeśli już pominąć to, że była ona przegrana, zanim się
zaczęła.
Das Schwarze Korps”, 16 października 1941, nagłówek: Bramy zostały otwarte:
„I powiadam wam, jeśli wyruszymy do walki zimą, to führer także zimę zmusi, aby nam sprzyjała; to będziemy przygotowani na śniegi i mrozy; to führer wykorzysta okropności zimy na zgubę przeciwnika, tak jak zmusił morze i pustynię, by się z nim
sprzymierzyły”. A w innym miejscu: „(Hitler) zawsze zaskakiwał nas tym, jak pewnie roztrząsał nawet rzeczy całkiem nieważkie; jak suwerennie panował nad każdą możliwością; jak radził sobie z każdą niespodzianką, gdyż po prostu nie może być
takiej niespodzianki, przed którą by się nie zabezpieczył”.
Wszelka walka z takimi frazesami jest daremna. Należy tylko głęboko żałować, że ich autor nie musi stanąć na pierwszej linii frontu wschodniego. Przypuszczam, że po dwudziestu czterech godzinach złorzeczyłby zimowemu niebu, nie szczędząc
najstraszliwszych przekleństw pod adresem swego „nieomylnego” führera. Niestety jest tak, że wszyscy admiratorzy wojny i pełni zachwytów lokaje Hitlera siedzą sobie w ciepełku – i męczą, i dręczą nieszczęsny naród. Aż nadejdzie godzina zemsty.
Narodzie, obudź się!
5 marca 1942
To, co każdy wykwalifikowany pracownik – jeśli oczywiście zachował odrobinę zdrowego rozsądku – natychmiast uznałby za trafne rozwiązanie, ślepi
narodowosocjalistyczni nadludzie odkrywają dopiero po upływie niemożliwie długiego
czasu. A dlaczego tak się dzieje? Bo nikomu z podwładnych nie wolno nic powiedzieć.
Tu sprawuje się rządy (i to jakie), a reszta popaprańców niech trzyma gębę na kłódkę!
W okręgu sądowym Gießen jest szesnaście sądów rejonowych. Teraz nagle wystarczy jedna kartoteka – do tej pory musiało ich być szesnaście. To się nazywa „państwo führera”. Pod skrzydłami wszechmocnego wodza dzieją się zadziwiające
rzeczy. Już dziś można współczuć temu, kto będzie musiał uprzątnąć kiedyś tę kupę gnoju.
Tymczasem jednak wesoło działamy dalej! Trzeba wyprodukować jeszcze więcej smrodu.
19 września 1940
Okręgowy Urząd Gospodarczy oznajmia: „Sprawa węgla, która minionej zimy (1939/40) była głównie problemem transportowym, zimą 1940/41 stała się
w gospodarce węglowej – zwłaszcza ze względu na zwiększone zobowiązania eksportowe – problemem ilościowym”.
Nie trzeba wielkiego daru przewidywania, by przepowiedzieć, że zimą 1941/42 sprawa węgla będzie zarówno problemem transportowym, jak i ilościowym. Wszystko to zawdzięczamy naszemu führerowi. Tą formułką kwituje się każdy sukces. W obliczu niepowodzeń nie może być inaczej. Odpowiedzialność pozostaje ta sama.