Austriacki pisarz, dziennikarz i polityk żydowskiego pochodzenia. Od 1996 do 2004 poseł do Parlamentu Europejskiego.
W latach 1970–1975 studiował chemię i farmację na Uniwersytecie Wiedeńskim. Przez rok uczył chemii w szkole średniej, następnie do 1980 pracował w firmie farmaceutycznej. Zajął się później działalnością dziennikarską, pisał dla "Der Spiegel" (m.in. jako korespondent w Nowym Jorku),"Männer Vogue", "Der Standard", "Süddeutsche Zeitung" i "Stern". W 1995 osiadł w Chicago, a trzy lata później przeprowadził się do Los Angeles.
Opublikował też około 15 książek, w tym kilka pozycji dla dzieci. Na język polski przełożono m.in. "Kainowe dzieci. Rozmowy z potomkami hitlerowców" ("Czytelnik", Warszawa 1989),cykl wywiadów z dziećmi działaczy nazistowskich.
W 1996 i 1999 z listy Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) był wybierany do Parlamentu Europejskiego. Był deputowanym niezrzeszonym, pracował m.in. w Komisji Kultury, Młodzieży, Edukacji, Mediów i Sportu. W PE zasiadał do 2004.
Znamię Kaina. Niezwykła książka. Nie jest to kolejne spojrzenie wprost. Na losy Żydów, Cyganów, Polaków czy nazistów, którym nie poświęcić czytelniczego czasu po prostu nie wypada, bo historia zobowiązuje. Książka oddaje głos drugiemu pokoleniu nazistów. Pokolenie dzieci więziennych komando, katów i strażników zaczyna mówić, uwalnia prawdę, spowiada się przed Żydem osieroconym przez ich ojców. Niekiedy cisną słowem w ojca w odwecie jak serią z karabinu, innym razem bronią etosu papcia w bamboszach. Jedno jest pewne. Ofiarą nazistów są również ich własne dzieci.
Cieszę się, że poznałem tę książkę, choć, Bogiem a prawdą, nie potrafię zrozumieć, po co powstała. Potrafię (celnie, jak się okazuje) przewidzieć, jakie traumy pielęgnują w sobie dzieci nazistów, jakimi metodami próbują wymazać bądź umocnić przeszłość swoich rodziców, jak (nie)odnajdują w sobie piętna Kaina.
Seria wywiadów, czytana w wersji audio przez troje lektorów, pozwala dość prosto zorientować się w kolejnych przejściach i w "who is who", dla celów poznawczych - jak najbardziej.
By jakoś zakończyć - myślę, że ciekawsze byłoby badanie psychologiczno-statystyczne dotyczące tak obciążonych ludzi. chociaż bowiem ich historie są barwne i już tylko przez to warte poznania, pozostawiają swego rodzaju intelektualny (?) niedosyt.