Początek Karolina Janowska 5,9

ocenił(a) na 46 lata temu Sprawa nie jest prosta. Zwłaszcza jeśli bierze się do ręki książkę, która wyszła z wydawnictwa jakim jest Novae Res. Z wielu względów jest mi przykro, bo to chyba podobny przypadek jak Dragonus Cracovus, o którym zresztą pisałam kilka miesięcy temu.
No, ale do rzeczy.
Nie dałam rady
Przyznaję od razu — nie dałam rady doczytać książki do końca. Mój czytnik pokazuje 48% i wydaje mi się, że to w zupełności wystarczy. Można oczywiście uznać za zupełny brak profesjonalizmu z mojej strony fakt pisania recenzji bez znajomości zakończenia książki, ale! Po pierwsze, z nieznanych mi powodów, Opowieści… umieszczono w gatunku fantastyka, choć trzeba naprawdę dużo dobrej woli żeby się tam dopatrzeć choćby śladów magii, o niesamowitych wydarzeniach czy zwierzętach nie wspominając. W rzeczywistości dostajemy do rąk próbę opowiedzenia historii życia Galvana, którego czytelnicy zainteresowani historią podbojów Imperium Rzymskiego, szybko zidentyfikują jako Wercyngetoryksa. W książce jego imię zostało zmienione z pewnych powodów, czy słusznie to już inna sprawa. Drugim bohaterem jest Juliusz Cezar i jego droga do władzy. Także jeśli ktoś ma dobrą pamięć to z lekcji historii przypomni sobie jak to wszystko dalej się potoczyło.
Bo kolejny zarzut może wydać się dość absurdalny, jednak kontekst jest tu ważny. Ustaliliśmy już, że to książka bardziej historyczna niż fantastyka. To ten rodzaj lektury, w której autor postanawia udowodnić jak wiele wie. Karolina Janowska ma niewątpliwie ogromną wiedzę na temat Celtów, historii starożytnej, Imperium Rzymskiego i kultury przełomu er. Ja za to jestem archeologiem z wykształcenia i prawie umarłam z nudów. Nie chcę absolutnie niczego ujmować Janowskie, ale na wszystkich bogów dlaczego? Dlaczego musimy wiedzieć, że jakieś celtyckie zwyczaje wywodzą się z obrzędów greckich, że słowa z tego języka pochodzą od innych cywilizacji, a poszczególne pomieszczenia w willi Cezara nazywają się tablinum czy triclinium, skoro to w żaden sposób nie wpływa na fabułę? Zwłaszcza, że te ostatnie nie są nawet specjalnie opisane, więc nie wiemy właściwie czym się różnią od siebie i jesteśmy zmuszeni wnioskować to z kontekstu. Z drugiej strony wymienia nazwy takie jak Albion czy Gergowia nie wyjaśniając ich geograficznego położenia, co kompletnie zaciemnia odbiór i tylko najwytrwalsi czytelnicy sięgną choćby po wikipedię, w celu sprawdzenia.
Trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto bierze do ręki tę książkę, zmylony gatunkiem, zupełnie nie zainteresowany historią i musi brnąć przez takie opisy.
Domyślam się dlaczego te rzeczy się wydarzyły, ale zanim o nich opowiem to jeszcze jedna sprawa. Autorka używa przedziwnych przymiotników czy w ogóle opisów do sytuacji, które tego w ogóle nie wymagają. Czarownica, którą jedna z bohaterek oskarża o rzucanie uroków, nazywa urokliwą. Kiedy dwóch mężczyzn rozmawia na trywialne tematy, narrator nazywa je oględnymi tematami. Juliusz Cezar stoi na statku, wypływa w jakąś podróż, a Janowska serwuje nam opis “Stojąc na pokładzie, na szeroko rozstawionych dla utrzymania równowagi nogach”. Każdy chyba jednak zdaje sobie sprawę, że nie da się na statku stanąć inaczej żeby się nie przewrócić. A moim ulubieńcem zostało zdanie “Mrok zapadał szybko po zachodzie słońca”.
Dlaczego tak?
Może więc podzielę się z wami moimi przemyśleniami na temat tego, dlaczego ta książka wyszła jak wyszła. Jeśli ktoś czytał mój tekst o Dragonus Cracovus to pewnie już się domyśla, zresztą trochę wskazówek upchnęłam powyżej. Ale nie owijając w bawełnę — Novae Res to nie jest wydawnictwo, z którego ktokolwiek powinien korzystać, w jakikolwiek sposób. Bez względu na to czy jako czytelnik czy autor chcący opublikować swoją książkę. Wybaczcie ostre słowa, ale to, pożal się Boże, wydawnictwo powinno się zaorać i zalać wapnem i zapomnieć, że w ogóle istniało.
Żadna oficyna szanująca swoich czytelników i autorów nie pozwoliłaby na to aby publikacja poszła do druku w takim stanie jak Opowieści celtyckie. Pomijam błędy, przecinki i braki w tekście, co do których nie mam wystarczającej wiedzy. Tu problemem, jak zwykle przy wydawnictwach vanity, jest redaktor. Bo widzicie, gdyby redaktor był dobry i rzetelny, to powiedziałby Janowskiej, że w książce jest za dużo niepotrzebnych i trudnych słów, że mrok zawsze przychodzi po zachodzie słońca, że czarownica jest raczej przerażająca niż urokliwa w tym kontekście. Ale żeby nie być gołosłowną, sprawdziłam kto dokonywał redakcji i korekty — edytorka.eu. Jak sobie poczytacie to zobaczycie, że owszem tak, robią te wszystkie rzeczy, ale przede wszystkim dla publikacji naukowych.
I resztę możecie sobie dopowiedzieć sami.
Jest to kolejny przykład na to, że nie można napisać książki ot tak, poprawić przecinki i już, samo się zrobi. Chyba, że jest się Jackiem Dukajem, wtedy jasne. Bo napisanie książki to nie jest prosta sprawa, to orka, pot i łzy. Nie można ufać każdemu kto, biorąc od was pieniądze, obieca, że wyda waszą pracę.
Novae Res, powinno się wstydzić, że pozwoliło zakopać dobry pomysł i lekkie pióro Karoliny Janowskiej, pod stertą bzdurnych decyzji.
Powrót do przeszłości
Mam nadzieję, że autorka zmieni wydawcę i ktoś jej pomoże, bo naprawdę pisze lekko, a potrzebuje pomocy żeby ujarzmić wszystko co chciałaby przekazać. Jak narazie to zafundowała mi powrót do przeszłości i czasów kiedy czytałam fanfiction w ilościach nieprzyzwoitych. Długo szukałam w głowie co przypominają mi Opowieści i to jest dokładnie to — fanfiction. Tylko zamiast postaci ze znanych książek, dostajemy bohaterów historycznych. Tu się nawet ilość seksu i jego opisów zgadza ze średnią występującą w fanowskich tworach. Totalnie nie moja bajka, ale doceniam.