cytaty z książek autora "Ada Moncrieff"
Od jakichś sześciu dni z grudniowego nieba nad Londynem mżył deszcz przetykany śniegiem, chłoszcząc od czasu do czasu gradem tych śmiałych - albo głupawych - ludzi ciągnących chodnikami w pogoni za najlepszymi prezentami bożonarodzeniowymi.
Gazeta jest jak żywe, oddychające zwierzę...
Kierował się dewizą, którą chętnie dzielił się ze swoimi pracownikami: dobry dziennikarz nie powinien się nigdy przejmować, że brodzi w szambie, by zdobyć gorący materiał, bo od tego ma dobra żonę, żeby w domu sprała z niego brudy.
Przyszło jej do głowy, że Boże Narodzenie rzeczywiście wydobywa z ludzi to, co w nich najlepsze.
Donald zaczął krążyć wokół nagrobków zalegających scenę, a jego wygląd świadczył, że wcielił się już w nieziemską istotę, z drżącymi kończynami, ale twarzą spokojna i pogodną.
Jego kroki były jednak dziwnie niepewne, jakby wciąż brodził w śniegu. Przeszedł między nagrobkami, pochylając się nad jednym i chwytając jego brzegu.
Czuła dziwne podniecenie wywołane koniecznością natychmiastowej reakcji, działania, jednocześnie wiedząc, że nic nie może zrobić. Coś wewnątrz niej krzyczało, że jest już za późno, że jest już za późno, że Robert tak po prostu nie zemdlał. Że był już martwy.
Nerwy jej nie puściły, umysł miała krystalicznie czysty.
Miała świadomość, że powinna do niego podejść i uspokoić jakoś tego starszego człowieka. Przed chwilą umarł na jego oczach przyjaciel, a teraz został tu sam z obcą kobietą. Mogła go przynajmniej objąć krzepiąco ramieniem.
Dla inspektora Marklowa sarkazm czy ironia były obcym żywiołem, którego starał się unikać.
Ten człowiek mówił, co myślał, a myślał, co widział; nie bawił się w subtelności i nie przejmował nadto konsekwencjami.
Starając się, by nikt jej nie zauważył, Daphne przemknęła jak duch korytarzem, przy którym znajdowały się garderoby.
W kącie ustawiono choinkę, która zdążyła już stracić większość igieł. Drzewko spoglądało z niewątpliwą melancholią na zebranych ludzi.
Z jego twarzy biła dobra wola i jakaś bydlęca samoświadomość, której wrażenie wzmacniały jego szczególnie długie rzęsy. Włosy miał nadzwyczajnie złote, oczy modre, a do tego dołeczki w nieskazitelnie alabastrowych policzkach.
Ofiary zatrucia doświadczają biegunki, mdłości, lecz nie są to objawy alarmujące. Tymczasem toksyny atakują wątrobę, aż przestaje działać.
Znów poczuła energię lokomotywy gotowej do drogi. Jednak ta elokwencja i pewność siebie mogły ją wyprowadzić na ślepy tor, jeśli nie skoncentruje się i nie zobojętnieje na wpływ dżinu.
Narastała w niej ekscytacja. Czuła, że owszem, może odkryć prawdę. Więcej nawet - że już zaczęła ją odkrywać.
A z jej ograniczonego doświadczenia wynikała jedna lekcja: gdy ktoś jest głodny i nie w sosie, zwykle bywa uczciwy i niezbyt czujny. Było to jednak teraz bez znaczenia.
Lilian jest agentką teatralną, która wie wszystko: kto jest kim i co jest czym.
Rozeźlona i zdziwiona, wybudzona bólem głowy jęknęła ponownie. Zepchnęła z siebie pierzynę i usiadła na łóżku. Czerwone wino nigdy jej nie służyło.
Bukiety ledwo się już trzymały, a w powietrzu czuć było zapach stojącej wody. Niektóre płatki opadły, zaśmiecając dywan.
Nie dało się zaprzeczyć absurdalności tej sytuacji. Daphne nie mogła nazwać żadnej pojedynczej emocji, jaką odczuwała; była jednocześnie zbulwersowana i wstrząśnięta; niezdolna uwierzyć w to, co się działo. Była też koszmarnie zmęczona i wciąż czuła się nie najlepiej.