rozwińzwiń

Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens

Okładka książki Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens autora Niklas Ekdal, 9788397351882
Okładka książki Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens
Niklas Ekdal Wydawnictwo: Kampania Mediowa biografia, autobiografia, pamiętnik
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
audiobook
Tytuł oryginału:
HUR JAG DOG - OCH FICK KLART FÖR MIG HUR ALLT HÄNGER IHOP
Data wydania:
2025-04-11
Data 1. wyd. pol.:
2025-04-11
Język:
polski
ISBN:
9788397351882
Tłumacz:
Agata Teperek
Długość:
10 godzin 15 minut
Lektor:
Michał Białecki
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens



książek na półce przeczytane 867 napisanych opinii 605

Oceny książki Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens

Średnia ocen
6,5 / 10
4 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens

avatar
43
9

Na półkach:

Szczerze mówiąc nastawiałam się na coś innego. Jest to bardziej przegląd popkultury, niż książka o walce z depresją. Tym bardziej, że to nie była depresja z powodu przemyśleń na temat sensu życia, tylko w wyniku uderzenia w głowę. Są o depresji i samobójstwie znacznie lepsze książki, które dotykają w istocie tego problemu. Piszę to z pozycji osoby cierpiącej na przewlekłą depresję.

Jeszcze to wciskanie w każdym rozdziale Davida Bowie, który zmarł na raka, a nie popełnił samobójstwa, nie wiem czy autor ma tą świadomość.

Szczerze mówiąc nastawiałam się na coś innego. Jest to bardziej przegląd popkultury, niż książka o walce z depresją. Tym bardziej, że to nie była depresja z powodu przemyśleń na temat sensu życia, tylko w wyniku uderzenia w głowę. Są o depresji i samobójstwie znacznie lepsze książki, które dotykają w istocie tego problemu. Piszę to z pozycji osoby cierpiącej na przewlekłą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16712
3163

Na półkach: ,

Jakoś podświadomie wiedziałam, że to dobry wybór i książka okaże się perełką.
'Jak umarłem” to ważna i odważna książka – nie tylko dla osób mierzących się z kryzysem psychicznym, lecz także dla czytelników reportażu, którzy chcą zobaczyć drugą stronę zawodu dziennikarza. To świadectwo, że nawet najbardziej doświadczeni obserwatorzy świata mogą zostać złamani przez to, co niewidzialne. Lektura trudna, momentami bolesna, ale potrzebna – bo przywraca godność mówieniu o depresji i samobójstwie bez sensacji, za to z głęboką uczciwością.
Jednym z najistotniejszych wymiarów „Jak umarłem” jest skupienie na znaczeniu psychologicznym i filozoficznym samobójstwa. Autor nie traktuje go wyłącznie jako aktu rozpaczy ani klinicznego objawu choroby, lecz jako problem egzystencjalny – pytanie o granice wolności, sens cierpienia i prawo jednostki do decydowania o własnym istnieniu. W tym sensie książka wpisuje się w długą tradycję refleksji filozoficznej, gdzie samobójstwo jest nie tylko końcem, lecz także dramatycznym pytaniem zadanym światu. Dużo uwagi poświęca się różnym epizodom terrorystycznym, aktom przemocy tak w Szwecji, na dalekim Wschodzie, w Stanach Zjednoczonych, na Bałkanach kreśląc nie tylko tło polityczne, ale i wymiar jednostkowy tych tragicznych wydarzeń.

Na kartach reportażu pojawiają się dywagacje o artystach i politykach, którzy odebrali sobie życie – nie po to, by tworzyć katalog tragicznych biografii, ale by pokazać, jak często publiczny wizerunek siły, geniuszu czy sprawczości maskuje wewnętrzną pustkę. Autor przywołuje postaci kultury, dla których śmierć stała się ostatnim aktem kontroli nad własną narracją. W tym kontekście szczególnie wymowna jest figura Marilyn Monroe – ikony, której życie zostało sprowadzone do mitu, a cierpienie spłycone do estetycznej kliszy.

Autor krytycznie odnosi się także do literackich zawłaszczeń tej postaci, zwłaszcza do zafałszowanej, obsesyjnej i przytłaczającej biografii Marilyn autorstwa Joyce Carol Oates, wskazując, jak łatwo cudza depresja staje się materiałem narracyjnym, pozbawionym empatii i prawdy. To ważny moment książki, w którym pada pytanie o etykę.
„Jak umarłem” to książka wymykająca się prostym definicjom: nie jest klasycznym reportażem, nie jest też w pełni autobiografią. To raczej intymna relacja z granicy życia, napisana przez szwedzkiego dziennikarza – uznanego obserwatora światowych konfliktów i przełomowych wydarzeń historycznych – który po latach opisywania cudzych tragedii zostaje zmuszony do spojrzenia w najbardziej osobisty mrok.

Autor, znany z chłodnej precyzji i reporterskiej dyscypliny, tym razem kieruje wzrok do wewnątrz. Opisuje własną próbę samobójczą nie jako sensacyjne wydarzenie, lecz jako proces rozpadu: powolne wyczerpywanie się języka, sensu, poczucia sprawczości. To książka o tym, jak człowiek „umiera” długo przed faktycznym aktem – psychicznie, emocjonalnie, społecznie. Tytuł nie jest metaforą na wyrost, lecz precyzyjnym zapisem stanu, w którym życie trwa już tylko siłą inercji.

Szczególnie poruszający jest kontrast między przeszłym zawodowym doświadczeniem autora a jego bezradnością wobec własnej depresji. Człowiek, który widział wojny, rewolucje i katastrofy, który potrafił nazwać cierpienie innych, okazuje się bezbronny wobec własnego bólu. Książka obnaża mit odporności korespondenta wojennego – pokazuje, że długotrwała ekspozycja na przemoc i ludzką krzywdę nie hartuje, lecz stopniowo drąży psychikę.

Jakoś podświadomie wiedziałam, że to dobry wybór i książka okaże się perełką.
'Jak umarłem” to ważna i odważna książka – nie tylko dla osób mierzących się z kryzysem psychicznym, lecz także dla czytelników reportażu, którzy chcą zobaczyć drugą stronę zawodu dziennikarza. To świadectwo, że nawet najbardziej doświadczeni obserwatorzy świata mogą zostać złamani przez to, co...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
98
90

Na półkach:

To szczególnie mocna lektura dla mężczyzny i o mężczyźnie. O tym, który nie płacze, bo nikt go nie nauczył jak. O tym, który nie prosi o pomoc, bo przecież "powinien sobie radzić". O tym, który nie mówi, bo nie wie komu i po co.

To nie jest poradnik. To lustro. I być może jedyna rzecz, której wielu mężczyzn dziś naprawdę potrzebuje – by poczuć, że nie są z tym sami. Że jeszcze nie jest za późno.

Upadek męskości nie polega na tym, że mężczyźni dbają o siebie, są delikatni, wrażliwi czy różnorodni. To nie fakt, że noszą krem pod oczy, mają partnera, nie znają się na samochodach czy nie wywiercą dziury w ścianie.
Upadek męskości polega na tym, że coraz mniej rozmawiają. Że milczą zamiast powiedzieć o swoim bólu, zagłuszają lęk, ignorują kryzys. Nie sięgają po pomoc, a potem... umierają w samotności.

„Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens” to książka, która nie daje spokoju. Nie dlatego, że szokuje, ale dlatego, że nazywa rzeczy po imieniu, w świecie, który wciąż udaje, że nie widzi.
To opowieść o depresji i o samotności. Bo depresja to przecież często nic innego jak nowe imię dla samotności, tej głębokiej, cichej, nierozpoznanej. Ze sobą, z własnymi myślami, z natłokiem myśli, których nie da się zatrzymać.

To szczególnie mocna lektura dla mężczyzny i o mężczyźnie. O tym, który nie płacze, bo nikt go nie nauczył jak. O tym, który nie prosi o pomoc, bo przecież "powinien sobie radzić". O tym, który nie mówi, bo nie wie komu i po co.

To nie jest poradnik. To lustro. I być może jedyna rzecz, której wielu mężczyzn dziś naprawdę potrzebuje – by poczuć, że nie są z tym sami. Że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

128 użytkowników ma tytuł Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens na półkach głównych
  • 65
  • 61
  • 2
15 użytkowników ma tytuł Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Café Groll Jan Štifter
Café Groll
Jan Štifter
Współczesna literatura czeska nie jest tą, po którą sięgam jako po pierwszy wybór, ale jeśli coś wychodzi spod pióra Jana Stiftera, to czytam w ciemno, bez upewniania się, czy nie popełniam czytelniczego błędu. Intuicja nie zawiodła mnie i w przypadku „Cafe Groll”. Choć jest to krótka powieść to zadziwiająco gęsta literacko. Stanowi ona spojrzenie na świat, którego zwykle nie pokazują ani podręczniki historii, ani sentymentalne opowieści o Europie początku XX wieku. Dlaczego? Bo Jan Stifter prowadzi czytelnika do Czeskich Budziejowic roku 1920 – miasta po wojnie, miasta odbudowującego swoją tożsamość, ale też miasta pełnego cichych dramatów, pożądania i samotności. A wszystko to widziane oczami młodego lekarza, Rudolfa Slívy, który zamiast otworzyć wymarzony gabinet, trafia do miejsca, gdzie ciało i dusza pokazują swoje najciemniejsze barwy – ściślej do domów publicznych. Już sam punkt wyjścia ma w sobie coś powieściowego w najlepszym znaczeniu –Stifter nie wybiera drogi oczywistej. Zamiast kariery medycznej w sterylnym gabinecie, jego bohater obejmuje nadzór nad dziewczętami pracującymi w burdelach. To inny rodzaj medycyny, inny rodzaj odpowiedzialności. I inny rodzaj świata – taki, w którym ludzie wciąż jeszcze dźwigają traumę Wielkiej Wojny, a jednocześnie próbują wypełnić pustkę życiem, namiętnością, dotykiem. Lekarz ma pełnić funkcję techniczną, niemal urzędniczą – ale szybko okazuje się, że żadnego z tych kontaktów nie da się sprowadzić do procedury. Właśnie w tym tkwi największa siła „Cafe Groll” - Stifter pokazuje zwykłość niezwykłego miejsca. Dom publiczny nie jest tu ani moralną przestrogą, ani pornograficznym widowiskiem. To społeczny mikrokosmos – kobiet, które kochają, nienawidzą, tęsknią i marzą, a jednocześnie mężczyzn zagubionych, przerażonych własnymi pragnieniami. W tym świecie Rudolf uczy się nie tylko fachu, ale i samego siebie. Dominującym tematem tej powieści staje się nie erotyka, bo namiętność obecna jest w powieści w sposób organiczny, ale intymność – ta autentyczna, nieudawana. Stifter tworzy bohaterów z krwi i kości, ale jego dziewczęta z burdeli nie są tłem erotycznych uniesień, lecz pełnoprawnymi postaciami, których losy poruszają i pobudzają wyobraźnię. To literacki portret kobiet żyjących poza marginesem społecznym, ale nie poza marginesem człowieczeństwa. To Rudolf – naiwny, wrażliwy, trochę zbyt szlachetny na czasy, w których przyszło mu żyć – staje się przewodnikiem czytelnika. Jego spojrzenie na czas i miejsce łączy ciekawość z nieśmiałością, profesjonalizm z empatią. To bohater, który dojrzewa nie dzięki wielkim deklaracjom, ale dzięki codziennym spotkaniom, rozmowom, dotykowym śladom cudzych historii. I w tym względzie Stifter czaruje detalem – spojrzeniem, tknięciem dłoni, światłem gazowych lamp odbijającym się od ciemnych korytarzy Cafe Groll. Powieść jest napisana oszczędnie, lecz z elegancją, w której czuć atmosferę środkowej Europy tuż po wojnie. Styl Stiftera przypomina najlepsze tradycje czeskiej prozy: nieco melancholii, nieco ironii, dużo czułości wobec ludzkiej słabości. Autor pokazuje, że świat domów publicznych może być przestrzenią upadku, ale także tego, co w człowieku najcieplejsze - troski, poświęcenia, pragnienia bycia dostrzeżonym. Choć objętościowo „Cafe Groll” nie jest książką monumentalną, emocjonalnie robi wrażenie pełnowymiarowej powieści. Stifter wykorzystuje każdy akapit, by budować atmosferę i charakter swojej powieści. Polecam tę powieść, bo urzeka subtelną i pełną empatii prozę, kreacją bohaterów, którzy nie pozwalają o sobie zapomnieć, odwagą w pokazaniu świata zwykle skrytego za zasłoną hipokryzji. To mała książka o wielkiej intymności.
Pink Mag - awatar Pink Mag
ocenił na94 miesiące temu
Dlaczego kochamy seryjnych morderców Monika Stasiuk
Dlaczego kochamy seryjnych morderców
Monika Stasiuk Stefan Sawicki
Czy często sięgacie po książki popularnonaukowe? Przyznam się bez bicia, że ja rzadko sięgam po nie. Po sięgnięcie po audiobook "Dlaczego kochamy seryjnych morderców?" autorstwa Moniki Stasiuk Stefana Sawickiego skłonił mnie sam jego tytuł. Od dawna zastanawiam się nad tym tematem. Co skłania kobiety, że chcą oddać swoje serca prawdziwym potworom? Przecież oni z zimną krwią odbierają życia innym ludziom, często w sposób bardzo makabryczny. Ja lubię zaglądać w ich umysły i dowiadywać się, co ich skłoniło do podjęcia tak drastycznych kroków. Dlaczego ciemna strona przyciąga mocniej niż jasna? Na te i wiele innych pytań związanych z tym tematem próbowali odpowiedzieć Monika Stasiuk i Stefan Sawicki. Czy im się to udało? Po części tak. Ten audiobook idealnie nadaje się dla wszystkich fanów True crime. Znajdziecie tutaj mnóstwo ciekawostek, o których zapewne nie wiedzieliście. Chociażby dotyczących baśni, które tak bardzo uwielbiamy czytać naszym dzieciom. Nie zdawałam sobie sprawy, ale w baśni "Jaś i Małgosia" mamy do czynienia z kanibalizmem.  Niektóre momenty tego audiobooka były przerażające i zmroziły mi krew w żyłach. Po wysłuchaniu tego audiobooka pozostaje czas na refleksję na temat, chociażby tego, czy w każdym z nas siedzi ukryty morderca, który przy spełnieniu określonych warunków, może wyjść na powierzchnię. Autorzy podeszli do tematu w rzetelny sposób. Nie odpychają od siebie czytelników, a wręcz ich przyciągają. Czy wy też fascynujecie się potworami?
mommy_and_books - awatar mommy_and_books
ocenił na726 dni temu
Kłamstwo bladej twarzy David Crow
Kłamstwo bladej twarzy
David Crow
😳Nie sądziłam, że jeszcze w tym roku trafię na taką książkę. Historię, która całkowicie przeorała mnie emocjonalnie i wywróciła na drugą stronę. Pozycję, która udowadnia, że prawdziwe jest stwierdzenie, że to życie pisze najbardziej traumatyczne scenariusze. Myślę, że nawet pisarz z bardzo pokręconym umysłem nie doświadczyłby swojego bohatera tak mocno, jak życie naznaczyło Davida - autora tej książki. 🎈Już pierwsze zdanie jest znaczące - ojciec mówi do trzyipółletniego dziecka, że muszą pozbyć się matki. Później jest tylko gorzej. Wyobraźcie sobie. Amerykańska rodzina w rezerwacie Indian Nawaho. Jej głowa - ojciec, o ogromnym poczuciu własnej wyższości, potomek dumnych Indian Czirokezów, który twierdzi, że zrobi ze swojego pierworodnego mężczyznę - między innymi przywiązując pięcioletnie dziecko do drzewa sznurem. Matka - zupełnie nieprzystosowana społecznie, z ogromną ilością zaburzeń psychicznych, które tylko podsyca jej mąż. Do tego czwórka dzieci i codzienność wypełniona przemocą, okrucieństwem i specyficzną grą psychologiczną stosowaną przez ojca. To książka, której nie sposób ocenić - bo to realna historia. Autobiografia. Ale warto zwrócić uwagę na to, jak ogromną nadzieję niesie życiorys Davida. Mógł się poddać - tym bardziej, że ojciec chwalił jego wybryki balansujące na granicy prawa, a jednak zawalczył o siebie. To prawda, że wielu traum jeszcze nie przepracował i być może nie przepracuje ich nigdy. Ale w jego przypadku naprawdę niewiele brakowało, by całkowicie się stoczyć. Jeśli czujecie się na siłach, by przeczytać książkę o grze pomiędzy katem a ofiarą - o destrukcyjnej rodzinie, jakich niestety wiele, zwłaszcza w biednych dzielnicach, gdzie problemy rodzą kolejne przeciwności i tak zamyka się błędne koło beznadziei, to bardzo Was do tego zachęcam. To książka o sile rażenia godnej bomby atomowej, ale czasem warto sięgnąć po coś tak mocnego, by zobaczyć, jak bardzo komfortowe i uprzywilejowane jest nasze życie.
chabrowaczytelniczka - awatar chabrowaczytelniczka
oceniła na75 miesięcy temu
W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie? Madhumita Murgia
W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie?
Madhumita Murgia
Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się, że będę jej słuchać z taką skrupulatnością. Autor poświęcił ogrom czasu, by zebrane materiały i rozmowy uczynić przystępnymi, a jednocześnie odkryć przed nami obszary, które pozostają niewidoczne w dobie powszechnej dystrybucji rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Lektura wymaga pełnego skupienia – opisy bywają tak szczegółowe, że łatwo zgubić wątek początkowy, a każdy element przedstawionych historii ma kluczowe znaczenie dla zrozumienia całości. Szokujące jest to, jak wiele teoretycznych zagrożeń zdążyło się już ziścić. Często słyszymy ostrzeżenia dotyczące publikowania zdjęć w sieci, ale tutaj dostajemy konkretne, drastyczne historie. Autor opisuje losy kobiet, które – w ramach odwetu za odmowę randki – padły ofiarą technologii deepfake. Ich twarze wklejano w filmy pornograficzne, co w krajach globalnego Południa stało się początkiem dramatycznej walki o bezpieczeństwo i godność. W miejscach, gdzie prawa kobiet są ograniczone, skutki takich działań są dewastujące. Drugim, niezwykle istotnym i przemilczanym obszarem, jest proces „uczenia” AI. Okazuje się, że za algorytmami nie stoją wyłącznie inżynierowie z Doliny Krzemowej, ale rzesze słabo opłacanych pracowników z krajów trzecich: - Są oni zatrudniani przez długi łańcuch pośredników, co pozwala gigantom technologicznym zdjąć z siebie odpowiedzialność. - Ich zadaniem jest oznaczanie najbardziej brutalnych, rasistowskich i seksistowskich treści. - Wielogodzinna ekspozycja na takie obrazy skutkuje u nich realnymi symptomami PTSD (zespołu stresu pourazowego). To przerażające, że obok nowoczesnych technologii rozwija się współczesne niewolnictwo, ukryte pod płaszczem cyfrowego postępu. Książka daje szeroką perspektywę i pokazuje oczywiste zjawiska w bardzo nieoczywistym świetle. Jestem ciekawa, czy nagłaśnianie problemów istniejących w „cieniu AI” doprowadzi do ich ograniczenia, czy też postęp technologiczny wygeneruje kolejne, jeszcze trudniejsze do opanowania kryzysy. To lektura niezwykle cenna, otwierająca oczy na zmiany, które już teraz kształtują naszą rzeczywistość.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na919 dni temu
Polska na prochach Arkadiusz Lorenc
Polska na prochach
Arkadiusz Lorenc
Czy Wy też macie wrażenie, że żyjemy w kulturze „tabletki na każdą okazję”? Ten post będzie o książce, która sprawia, że po jej zamknięciu zaczynasz inaczej patrzeć na szafkę z lekami w domu swojej mamy czy babci. Przeczytałam „Polskę na prochach” dawno i do teraz mam w uszach echo rozdziału o „babciach chodzących po ścianach”. ​ ​To nie są historie z mrocznych zaułków. To cicha epidemia w kapciach, historie staruszek, które leki przepisane na 2 tygodnie... biorą od 20 lat. Często w tajemnicy przed rodziną, często dzięki lekarzom, którzy wypisują recepty „pod stołem”, dla świętego spokoju. Prawda wychodzi na jaw dopiero w szpitalu, gdy odstawienie pigułek powoduje bezsenność i tak silne objawy odstawienne, że lekarze od razu wiedzą, że mają do czynienia z uzależnieniem. ​Już na studiach patrzyłam na wizyty specjalistów, m.in. psychiatrów, z przerażeniem. Widziałam i widzę mechanizm „szybkiego plastra”. ​15 minut- tyle czasami trwa diagnoza depresji czy zaburzeń lękowych. ​Totalny brak planu- leki są wprowadzane i odstawiane bez należytej opieki. Lata na chemii- to, co miało być wsparciem doraźnym, staje się „protezą” na dekady. ​ ​Oglądałam serial Zabić ból o kryzysie opioidowym w USA i chociaż był dobry, to mnie nie zaskoczył. Utwierdził mnie tylko w decyzji, dlaczego od lat nie mam w domu kablówki. Nie chcę patrzeć na bloki reklamowe, gdzie w każdej przerwie serwuje się nam „lek na wszystko”. Na smutek, na nogi, na brak energii, na wątrobę. Ciekawe, co musiałoby się stać, żeby ludzie się obudzili. Przemysł farmaceutyczny ratuje życie, wiem i szanuję to wielkie osiągnięcie nauki. Jednak dokładnie ten sam przemysł jest też gigantycznym biznesem, który nie zawsze ma na celu nasze dobro. To bolesna lekcja, że świat nie zawsze jest dobry (to mój odwieczny ból duty i rozkmina dlaczego ludzie po prostu nie mogą być dobrzy),a intencje tych, którzy sprzedają nam „szczęście w kapsułce”, bywają różne.
mom_the_reader - awatar mom_the_reader
ocenił na724 dni temu
Reformacja 2.0. Czy Kościół w Polsce przetrwa? Tomasz P. Terlikowski
Reformacja 2.0. Czy Kościół w Polsce przetrwa?
Tomasz P. Terlikowski
Od dawna obserwuję drogę przemiany jaką podąża Terlikowski. To niezwykle ciekawe, i radujące mnie, obserwować jak z pozycji fundamentalisty przechodzi do coraz bardziej bliskiego nauce Chrystusa nurtu. Cieszy mnie, że Terlikowski wreszcie dojrzał by przyznać, że polski kościół katolicki, zbudowany jest na kłamstwie. Ciekawe czego zabraknie Terlikowskiemu szybciej - życia czy odwagi - by stanąć w prawdzie i przyznać, że nie tylko polski katolicyzm ale generalnie cały katolicyzm zbudowano na manipulacji nauką Chrystusa? Ta xiążka pokazuje, że wbrew swoim zapewnieniom Terlikowski jest już poza katolicyzmem. To, że żaden zakłamany hierarcha nie wykluczył oficjalnie go z kościoła katolickiego, Terlikowski zawdzięcza roli wentyla bezpieczeństwa jaką odgrywa, bo dzięki niemu hierarchowie katoliccy mogą mówić o wewnętrznym pluralizmie w kościele. Jeśli Terlikowski uważa, że jego uwagi wywołają ferment, który przyczyni się do zmiany katolicyzmu na lepsze to gratuluję mu samopoczucia. Odnośnie xiążki, Terlikowski wyraźnie pokazuje, że główną myślą polskiego katolicyzmu, tego hierarchicznego i celebryckiego, jest utrzymanie się przy korycie nawet za cenę nadchodzącego upadku chrześcijaństwa w Polsce. Zgodnie z zasadą "po nas choćby potop". Dla wszystkich chrześcijan, nie tylko katolików, musi to być smutna konstatacja.
The_Core - awatar The_Core
ocenił na91 miesiąc temu
Jak doradzałem dyktatorom. Wspomnienia PR-owca najgorszych ludzi na świecie. Phil Elwood
Jak doradzałem dyktatorom. Wspomnienia PR-owca najgorszych ludzi na świecie.
Phil Elwood
Instagram, TikTok - @mood.readerka YouTube - @hania_and To jedna z tych książek, które bardzo bym chciała, aby były fikcją. Jednak wszystko co opisał Phil Elwood w swojej książce “Jak doradzałem dyktatorom” niestety jest prawdą. I ciężko mi uwierzyć, że świat działa właśnie w taki sposób. Phil Elwood to PR-owiec najgłośniejszych nazwisk ze świata polityki i nie tylko. Czytając książkę dowiecie się, jak pomagał Kaddafiemu, al-Asadowi czy jak to się stało, że Katar został gospodarzem Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 2022 roku. Oraz wiele, wiele więcej. Nie zabraknie też informacji z życia prywatnego autora - a przede wszystkim tego, jak tak stresująca praca wpłynęła na jego zdrowie psychiczne i relacje z innymi ludźmi. Jestem wdzięczna za tę część książki, bo pozwoliła lepiej zrozumieć realia tego zawodu. Praca pod ciągłym stresem, lękiem, ciągła dyspozycyjność i wykonywanie bardzo niebezpiecznych zleceń odbiły się na zdrowiu PR-owca. Zdecydowanie polecam dawkować sobie rozdziały książki - ja przeczytałam ją w ciągu praktycznie 24 godzin i zostawiła mnie z bardzo negatywnym obrazem tej branży i działania świata, polityki, samych państw oraz dziennikarstwa. Ale może to właśnie o to chodzi? Aby nie przechodzić obok tego obojętnie i nie tłumić emocji (złości, gniewu, poczucia niesprawiedliwości),które w nas wzbudza. Bo ja chciałam wierzyć, że wszystko co opisuje autor dzieje się w filmach i książkach, a nie jest znaczną częścią rzeczywistości, która koniec końców, dotyczy nas wszystkich. Książka zostawiła mnie z lękiem, dlatego jeśli czujesz, że nie masz na niego miejsca, lepiej po nią nie sięgaj.
Mood Readerka - awatar Mood Readerka
oceniła na77 miesięcy temu
Autyzm. Poradnik dla rodziców i opiekunów. Jak rozpoznawać autyzm i wspierać osoby w spektrum Joanna Stalka-Jarska
Autyzm. Poradnik dla rodziców i opiekunów. Jak rozpoznawać autyzm i wspierać osoby w spektrum
Joanna Stalka-Jarska
Może dzięki tej książce jakiś rodzic bądź terapeuta zrozumie że krzyk i kary to najgorsze co możemy zrobić dziecku w spektrum, że układ nerwowy takiego dziecka jest inaczej zbudowany i inaczej odbiera świat, inaczej przetwarza to co go spotyka. Gdy krzyczymy, karzemy bądź nie daj Boże uderzymy dziecko z autyzmem jego umysł się zamyka, nic do niego nie dociera , a samo dziecko oddała się od nas. Gdy jest narażone na wyżej wymienione działania przewlekle powoduje to, że nie mamy postępów, wręcz może prowadzić do regresu bądź stałego zamknięcia się w sobie takiego dziecka i utraty kontaktu z nim na długo o ile nie na zawsze. Pamiętajmy że te dzieci są niezwykle wrażliwe też na ironię, sarkazm oraz ton wypowiedzi, choć go nigdy nie zrozumieją bo ich umysł nie ma tej zdolności, to czują ból gdy kierujemy do nich słowa w ten sposób. Jedyne co może nam i naszym dzieciom pomóc to tak trudne do osiągnięcia spokój, cierpliwość i dużo szczerej bezwarunkowej miłości. W codziennym życiu jest o to trudno, ale warto i tylko takie podejście może dać nam progres, a przy dłuższej pracy przebudzenie dziecka i możliwość jego funkcjonowania w społeczeństwie. Takie podejście wymaga od nas samych ogromnej pracy nad naszymi emocjami. Jednak tylko ona w dłuższej perspektywie może dać nam spokój w codzienności i szczęście oraz lepsze funkcjonowanie naszego dziecka.
Shadowhunters - awatar Shadowhunters
ocenił na94 miesiące temu

Cytaty z książki Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens