-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać207 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać11
Przewrotne życie - wygraj książkę „Wiem, że tu jesteś"
Elsa zapada w śpiączkę. Wypadek w górach sprawił, że najprawdopodobniej już nigdy się nie przebudzi. Do jej szpitalnego pokoju przez omyłkę trafia Thibault. Zaczyna opowiadać, dlaczego nie jest w stanie razem z mamą odwiedzić brata. To początek książki Wiem, że tu jesteś, która właśnie ukazała się w polskich księgarniach. Mamy do rozdania 5 egzemplarzy tej powieści.
Po wypadku w górach, który pogrążył ją w śpiączce, Elsa nie czuje już ani zimna, ani głodu, ani strachu. Dla kobiety wszystko jest już skończone. Nigdy się nie obudzi.
Tymczasem Thibault nie może się pogodzić ze świadomością, że jego brat potrącił śmiertelnie dwie dziewczynki. Nie potrafi przekroczyć progu sali, w której ten leży.
Pewnego dnia po odwiezieniu matki do szpitala Thibault wchodzi przez pomyłkę do sali Elsy. Przysiada na chwilę, żeby się zdrzemnąć. Nie ma obawy, że Elsa w tym stanie go wyda. Milczenie staje się wszakże kłopotliwe, nawet w obecności osoby, która pozostaje w śpiączce. Dlatego mężczyzna zaczyna mówić − nie oczekując odpowiedzi.
I chociaż lekarze, przyjaciele i rodzina dawno stracili wiarę, że Elsa kiedykolwiek powróci do żywych, Thibault buduje z nią relację. Czyżby sam był aż w tak silnej rozpaczy? A może dostrzegł w niej coś, czego nikt nie widzi?
UWAGA! KONKURS
Życie jest niezwykle przewrotne, jedna chwila może zupełnie zmienić nasze postrzeganie i priorytety. Tak było w przypadku obu bohaterów książki „Wiem, że tu jesteś”. Czy pamiętacie sytuację, która wyraźnie wpłynęła na Wasze późniejsze postępowanie? Czy przeczytaliście lub zobaczyliście coś, co Wami wstrząsnęło? A może za sprawą jakiejś osoby postanowiliście w swoim życiu coś zmienić? Podzielcie się swoimi przeżyciami.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Na Wasze prace (teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami) czekamy do 11 listopada – zamieszczajcie je w dyskusji pod tym tekstem.
Regulamin konkursu znajdziecie tutaj.
Powodzenia!
Tagi i tematy
komentarze [63]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Linna
Melloniasta
NAtia
mar2604
Monika
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Linna
Melloniasta
NAtia
mar2604
Monika
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Co mną wstrząsnęło sytuacje kiedy dowiaduje się,że pracodawca obiecuje pracę, jest zainteresowany, a potem jak dowiaduje się o chorobie pracownika to wówczas pojawiają się łzy i stawiam sobie pytanie: Co spowodowało tą zmianę, czy woli lepszą zdrowszą osobę, która może nie mieć doświadczenia?
Odpowiedź nasuwa się jedna: Wolał tą osobę, która posiada doświadczenie i urodę modelki.
Moje życie nabrało pozytywnych barw, kiedy moja wykonywana przeze mnie praca była doceniona.
Kiedy pracuje się w innym zawodzie jest inaczej, ponieważ ta nowa praca potrafi człowieka zmienić. Można małymi krokami realizować i spełniać się w nowym zawodzie, uczyć się od innych lub dzielić się doświadczeniem, opowiadać o swoich pasji, życiu. Wtedy czujemy, że to jest to. Mamy w sobie to coś. Kwestia zaufania, dobrej relacji sprawi, że pojawi się uśmiech kiedy osiągniemy cel na małym szczeblu gałązki sukcesu.
Co mną wstrząsnęło sytuacje kiedy dowiaduje się,że pracodawca obiecuje pracę, jest zainteresowany, a potem jak dowiaduje się o chorobie pracownika to wówczas pojawiają się łzy i stawiam sobie pytanie: Co spowodowało tą zmianę, czy woli lepszą zdrowszą osobę, która może nie mieć doświadczenia?
Odpowiedź nasuwa się jedna: Wolał tą osobę, która posiada doświadczenie i urodę...
Miłość,bol i radość że w końcu mam go przy sobie. A potem niedowierzanie i ogromny strach o jego zdrowie i życie... Moje patrzenie na świat zmienił mój malutki synek.
Miłość,bol i radość że w końcu mam go przy sobie. A potem niedowierzanie i ogromny strach o jego zdrowie i życie... Moje patrzenie na świat zmienił mój malutki synek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Każde wydarzenie wpływa m nasze życie. Niektóre jednak są bardziej znaczące niż inne i przewtracaja nasze życie do góry nogami. Tak było również w moim przypadku.
W dzieciństwie każdą chwilę spędzałam z kuzynka. Byłyśmy nierozłączne. Kasia była dla mnie nie tylko rodzina, ale również przyjaciółką.
Niestety niedawno znalazła sobie chłopaka. Od tego czasu nie spędzamy ze sobą czasu, nawet nie rozmawiamy. Dla niej Kuba stał się całym światem.
Ta sytuacja uświadomiła mi jak mało czasu poświęciłem bliskim. Rodzina i przyjaciele często są przez nas niedoceniani i zauważamy dopiero ich brak. Od początku całej sytuacji z Kasią, każda wolna chwilę poświęcam rodzinie i przyjaciółką, bo wiem, że nie ma nic ważniejszego od nich.
Każde wydarzenie wpływa m nasze życie. Niektóre jednak są bardziej znaczące niż inne i przewtracaja nasze życie do góry nogami. Tak było również w moim przypadku.
W dzieciństwie każdą chwilę spędzałam z kuzynka. Byłyśmy nierozłączne. Kasia była dla mnie nie tylko rodzina, ale również przyjaciółką.
Niestety niedawno znalazła sobie chłopaka. Od tego czasu nie spędzamy ze sobą...
Trwałam pogrążona w jakimś dziwnym marazmie. Życie biegło zdecydowanie za szybko, narzuciło szybkie tempo za którym szaleńczo próbowałam nadążyć. Jak robot wykonywałam sumiennie, niemal perfekcyjnie, swoje obowiązki. Uparcie dążyłam do celu po trupach, wciąż podążając za doskonałością. Szalona wędrówka w nieznane była podniecająca, ale też wyczerpująca. Pamiętam jednak, co sprawiło, że postanowiłam zmienić swoje życie. To była śmierć. Tragiczny wypadek, którego byłam świadkiem. Ta osoba była jak ja, była tak bardzo podobna do mnie, że przez chwilę miałam wrażenie, że to ja umieram. Ten sam styl bycia, ta sama praca, te same poglądy i pogoń za marzeniami, to samo tempo życia. Jej śmierć była jak uderzenie pioruna. Trzask i nagle jej nie ma. Koniec historii. Nie zapamiętam jej jako wspaniałego, ambitnego, inteligentnego człowieka. W pamięci na zawsze została wyryta do połowy pusta butelka Jacka Danielsa i tabletki rozsypane na nocnym stoliku. I jej ciało na kanapie, spokojne, ułożone do wiecznego snu. Nie chce tak skończyć. Moja historia musi mieć inne zakończenie.
Trwałam pogrążona w jakimś dziwnym marazmie. Życie biegło zdecydowanie za szybko, narzuciło szybkie tempo za którym szaleńczo próbowałam nadążyć. Jak robot wykonywałam sumiennie, niemal perfekcyjnie, swoje obowiązki. Uparcie dążyłam do celu po trupach, wciąż podążając za doskonałością. Szalona wędrówka w nieznane była podniecająca, ale też wyczerpująca. Pamiętam jednak, co...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wydawało mi się, że mam przyjaciółkę. Taką od serca, której mogę wszystko powiedzieć. Wydawało mi się, że ona mnie lubi, a ja ją. Kilka razy w pewnych chwilach zrobiła coś, co mnie zraniło. Kilka razy mnie zraniła. A jednak zawsze jej wybaczałam, zawsze, gdy prosiła o pomoc, jej pomogłam. Zawsze dla mnie ona była na pierwszym miejscu.
"Przyjaźniliśmy się" od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Siedziałyśmy razem do końca gimnazjum. Później ja wybrałam liceum, ona technikum. Lecz nadal potrzebowała mojej pomocy w nauce matematyki. Pomagałam, poświęcałam swój czas, bo w końcu się przyjaźniliśmy się.
Wiedziałam, że na studniówce jej chłopak się oświadczył. Wiedziałam, że na wakacjach będzie ślub. Nie zaprosiła mnie. Nie powiem, że mnie to nie zabolało, bo byłby to fałsz. W końcu przyjaciół się zaprasza, a ona robiła duże wesele i wcale tam nie była tylko rodzina. Ale cóż, pokazała jak mnie lubi.
Później, jakby nigdy nic, potrafiła nadal do mnie napisać z prośbą o pomoc. Pomogłam. Jednak teraz nie pomogłabym, bowiem...
Trzy lata temu zachorował mój tata na raka. Ona się o tym dowiedziała, i od razu do mnie napisała. Pytała się, co u mnie. Chciała, bym jej wprost powiedziała o chorobie taty. Ja tego robić nie chciałam.
Od tamtej pory nie piszemy ze sobą. A ja już bardzo dokładnie dobieram przyjaciół. Nie daję się wykorzystywać, bo w przyjaźń to relacja obustronna. Tego się nauczyłam.
Wydawało mi się, że mam przyjaciółkę. Taką od serca, której mogę wszystko powiedzieć. Wydawało mi się, że ona mnie lubi, a ja ją. Kilka razy w pewnych chwilach zrobiła coś, co mnie zraniło. Kilka razy mnie zraniła. A jednak zawsze jej wybaczałam, zawsze, gdy prosiła o pomoc, jej pomogłam. Zawsze dla mnie ona była na pierwszym miejscu.
"Przyjaźniliśmy się" od pierwszej klasy...
Jakiś czas temu, poznałam na jednej ze szkolnych uroczystości chłopaka. Wydawał się bardzo miły i zabawny. Był rok starszy, przystojny i chodził do szkoły mundurowej. Wszystkie dziewczyny zazdrościły mi tej znajomości. Codziennie spotykałam się z nim przed lekcjami. Byłam zauroczona jego osobą. Jednak któregoś dnia zauważyłam w jego zachowaniu coś, co mnie zaniepokoiło. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że przez cały czas mnie okłamywał. Okazało się, że jest on głęboko uzależniony od środków odurzających. Byłam załamana i nie wiedziałam co robić. Chciałam mu pomóc, ale on nie dawał mi takiej możliwości. Po długiej rozmowie z przyjaciółką zrozumiałam, że to nie był chłopak dla mnie. Zerwałam z nim kontakt. Ta sytuacja sprawiła, że moje życie całkowicie się zmieniło. Obiecałam sobie, że nigdy nie dotknę żadnych używek.
Jakiś czas temu, poznałam na jednej ze szkolnych uroczystości chłopaka. Wydawał się bardzo miły i zabawny. Był rok starszy, przystojny i chodził do szkoły mundurowej. Wszystkie dziewczyny zazdrościły mi tej znajomości. Codziennie spotykałam się z nim przed lekcjami. Byłam zauroczona jego osobą. Jednak któregoś dnia zauważyłam w jego zachowaniu coś, co mnie zaniepokoiło. Po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A było to w liceum. Czas, kiedy człowiek może już wsiąść w samochód i wziąć odpowiedzialność za życie tych niewinnych przechodniów, ale jednocześnie nadal radośnie wcina mamine obiadki i.. cieszy się z każdego zastępstwa w szkole (no chyba, że już wpadł w przedmaturalny szał).
Tak, ja nie jestem wyjątkiem od tej reguły, więc choć oceny miałam nie najgorsze, z uśmiechem na twarzy powitałam panią wchodzącą do sali zaraz za nauczycielką. Tutaj chyba muszę zacząć się streszczać ze względu na owe 1500 znaków. Więc: wspomniana pani okazała się córką naszej wychowawczyni, mieszkającą w Dubaju (tak, tak, w DUBAJU) i pracującą w jakiejś międzynarodowej firmie. Pozwolę sobie zwizualizować to w następujący sposób – szczena mi opadła. Ale do rzeczy. Tak naprawdę chodzi o to, co przekazano nam w trakcie krótkiego wystąpienia – żeby gonić marzenia. Tak, wiem, banał. Ale poczekajcie. Ta kobieta pomyślała sobie pewnego dnia: „Dlaczego by nie iść na studia do Warszawy?”. Nie wiem, czy te słowa trafiły do kogoś poza mną, ale we mnie coś wtedy.. pękło? Co prawda do stolicy nigdy mnie nie ciągnęło, ale Kraków… Kraków uwiódł mnie już przy pierwszym spotkaniu. Tutaj muszę coś wtrącić – studiować miałam w Łodzi. I kropka. Nie że rodzice mi kazali czy coś w tym stylu. Po prostu odległość. Ale po tym spotkaniu w mojej głowie zaczęło pojawiać się pytanie: dlaczego nie Kraków? No dlaczego nie Kraków...?
I oto jestem. Pozdrawia studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego :)
A było to w liceum. Czas, kiedy człowiek może już wsiąść w samochód i wziąć odpowiedzialność za życie tych niewinnych przechodniów, ale jednocześnie nadal radośnie wcina mamine obiadki i.. cieszy się z każdego zastępstwa w szkole (no chyba, że już wpadł w przedmaturalny szał).
Tak, ja nie jestem wyjątkiem od tej reguły, więc choć oceny miałam nie najgorsze, z uśmiechem na...
Byłam swego czasu chodzącym stresem. Rodzice wysyłali mnie na zawody oraz namawiali na publiczne występy w szkole, abym przyzwyczaiła się do stresu i panowała nad nim. Niestety w grudniu potrafiłam się stresować, że w LUTYM mam zawody! Dzień przed nie spałam, nie jadłam. Gdy byłam starsza stresowałam się, że jadąc pociągiem wysiądę na złej stacji, nie będę umiała otworzyć drzwi, że ktoś na kim mi zależy nie zda egzaminu. Stresowało mnie prawie wszystko, aż do momentu gdy na obozie sportowym poznałam bliżej dwóch kolegów. Jak to powiedzieli "sprali mi mózg", używali dosyć popularnego, ale brzydkiego zwrotu "Miej... a będzie Ci dane". Zadziałało. Po 10 dniach ich częstego towarzystwa wróciłam do domu odmieniona - tak stwierdziła moja mama, że się zmieniłam. Na pytanie "Czy lepiej czy gorzej?" odpowiedziała, że lepiej. I wiecie co? Wszystko zaczęło się układać.
Byłam swego czasu chodzącym stresem. Rodzice wysyłali mnie na zawody oraz namawiali na publiczne występy w szkole, abym przyzwyczaiła się do stresu i panowała nad nim. Niestety w grudniu potrafiłam się stresować, że w LUTYM mam zawody! Dzień przed nie spałam, nie jadłam. Gdy byłam starsza stresowałam się, że jadąc pociągiem wysiądę na złej stacji, nie będę umiała otworzyć...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
SŁOWA MOGĄ RANIĆ
Kiedy byłam dzieckiem, byłam nieświadoma wielu spraw. Dopiero z wiekiem zrozumiałam, co to znaczy, ze mój ojciec jest chory. Zawsze miałam z nim dobry kontakt, byłam ukochana córeczką tatusia. Nawet, gdy miał gorszy dzień był dla mnie wyrozumiały… aż do czasu.
Przez to, że jest przewlekle chory, ma depresję. Chodził do psychiatry od ponad 20lat. Brał leki, ale sam je odstawił. Uważał, że czuje się po nich zbyt otępiały.
To był błąd. Miał wahana nastroju, wybuchy gniewu.
Pewnego dnia, kilka dni przed wizytą na badaniach kontrolnych był bardzo zdenerwowany. Powiedział zbyt wiele. Nigdy nikt mnie tak nie uraził. NIGDY nie spodziewałam się, że usłyszę z jego ust takie słowa skierowane do mnie. Zamarłam. Nie pamiętam zbyt wiele po tym. Musiałam pójść do mojego pokoju. Leżałam tam zwinięta w kłębek, otępiała. Nie wierząc w to.
Wstydzę się przywołać jego słowa.
Nie rozmawialiśmy 3tygodnie, do czasu gdy mama powiedziała żebym zaczęła to robić. Powiedziała, że mam jednego ojca i że on nie potrafi przeprosić. Było niezręcznie.
Po roku dowiedziałam się, że on NIE PAMIĘTA TEGO.
Nie powiedziałam mu jakich słów użył, tylko tyle, że czuje się zraniona.
Przeprosił. Pierwszy raz.
Dalej jest nieświadomy. Czasami czuję do Niego obrzydzenie. Jednak go kocham, jest moim jedynym ojcem i nie wiem jak długo ze mną zostanie.
Nauczyło mnie to by być silną i wyrozumiałą. Czasami czuję się pozbawiona empatii, trudno jest mi współczuć i pocieszać innych, a w innych sytuacjach staję się podporą.
SŁOWA MOGĄ RANIĆ
Kiedy byłam dzieckiem, byłam nieświadoma wielu spraw. Dopiero z wiekiem zrozumiałam, co to znaczy, ze mój ojciec jest chory. Zawsze miałam z nim dobry kontakt, byłam ukochana córeczką tatusia. Nawet, gdy miał gorszy dzień był dla mnie wyrozumiały… aż do czasu.
Przez to, że jest przewlekle chory, ma depresję. Chodził do psychiatry od ponad 20lat. Brał leki,...
Pamiętam dzień, w którym poznałem pewnego chłopca. Zaczynając tę znajomość nie miałem do niego zbyt pozytywnego nastawienia. Z grzecznym uśmiechem słuchałem o tym, co miał do powiedzenia. Dobrze zachowałem w pamięci końcówkę wstępu do jego opowieści. Była to najnudniejsza część wypowiedzi, dlatego nie wiem czemu to ją własnie najlepiej zapamiętałem. Jej treść dotyczyła w dużej mierze jego imienia. W głowie wyryły mi się między innymi anegdotki dotyczące właśnie jego pochodzenia i problemów, których było sprawcą w jego młodości. Nie ukrywam, że bardziej jednak zainteresowała mnie część, w której dowiedziałem się czegoś nowego o wolności. Owe nowe fakty nie dawały mi spokoju przez następne tygodnie. Podobnie jak autorski cytat, który jakby od niechcenia wplótł gdzieś w środek swojej historii. To właśnie on - osoba, co do której nie miałem wielkich oczekiwań zmieniła całe moje życie. Pozwoliła uczyć bycia szczęśliwym z samym sobą, otworzyła oczy na inne drogi, rozwiązania. Pokazała w jaki sposób doskonalić swoje wnętrze i dostrzegać proste rozwiązania, których nikt nie chciał zobaczyć. Na zawsze pozostanę mu wdzięczny, że z jego pomocą znalazłem ścieżkę, którą chcę iść przez całe swoje życie. Zadbam też, by w przyszłości nauczyć moje dzieci jak szukać i kreować ich własną.
Pamiętam dzień, w którym poznałem pewnego chłopca. Zaczynając tę znajomość nie miałem do niego zbyt pozytywnego nastawienia. Z grzecznym uśmiechem słuchałem o tym, co miał do powiedzenia. Dobrze zachowałem w pamięci końcówkę wstępu do jego opowieści. Była to najnudniejsza część wypowiedzi, dlatego nie wiem czemu to ją własnie najlepiej zapamiętałem. Jej treść dotyczyła w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOd zawsze kocham zwierzęta, ale nigdy jakoś bardziej nie zastanawiałam się nad tym co oznacza "testowane na zwierzętach", albo jak zwierzęta są przetrzymywane i co się z nimi robi. Oglądając pewnego dnia filmiki na youtube, trafiłam na kanał pewnej dziewczyny, która w swoich filmach często porusza kwestie zwierząt. Otworzyła mi ona oczy na to jak na prawdę często traktowane są zwierzęta i, że to niestety najczęściej my nieświadomie się do tego przyczyniamy. Kupujemy mięso w marketach, ale nie wiemy czy te zwierzę cierpiało, było całe życie w klatce, a prawdopodobnie w wielu przypadkach tak właśnie było. Do teraz oglądam filmiki tej youtuberki i dzięki niej staram się jak najbardziej ograniczać mięso, ale wiadomo, że nie jest to łatwe. Staram się też nie kupować niczego testowanego na zwierzętach.
Od zawsze kocham zwierzęta, ale nigdy jakoś bardziej nie zastanawiałam się nad tym co oznacza "testowane na zwierzętach", albo jak zwierzęta są przetrzymywane i co się z nimi robi. Oglądając pewnego dnia filmiki na youtube, trafiłam na kanał pewnej dziewczyny, która w swoich filmach często porusza kwestie zwierząt. Otworzyła mi ona oczy na to jak na prawdę często traktowane...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNiedawno miałam okazję wziąć udział w wykładach związanych z mediami, a tematem przewodnim było hasło ,,Jak pisać?”. Nie ukrywam, że z ogromnym zapałem i entuzjazmem uczestniczyłam w zajęciach. Szczególnie dobrze zapamiętałam zdjęcie, które było częścią jednego z zadań. Mniejsza o treść. Na zdjęciu było dziecko. Czarnoskóre, z rączkami i nóżkami jak patyki, wszędzie na ciele były widoczne kości pod cienką skórą. Dziecko klęczało skulone na ziemi, raczkami obejmowało swoją główkę. Widać, że było wygłodzone, osłabione, poddało się. I wyczuł to sęp, który był widoczny obok bezbronnej istotki. Dumny, z ostrym dziobem i rozpostartymi w geście zwycięstwa skrzydłami. Górował nad tym dzieckiem, sprawiał, że było ono jeszcze mniejsze i bardziej bezbronne. W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, ile dzieci na świecie umiera z powodu nędzy, głodu, odwodnienia i braku miłości. Pomyślałam sobie wtedy, jaką jestem szczęściarą, że urodziłam się w takim kraju i takiej rodzinie jak moja. Inni nie mieli tego szczęścia. Przez to jedno wydarzenie, moje życie się zmieniło. Prawie o 180 stopni. Co miesiąc staram się pomagać innym finansowo, ale i fizycznie być przy potrzebujących. Zostałam również wolontariuszką w sierocińcu. ,,Nie możemy pomóc każdemu, ale każdy może pomóc komuś”
Niedawno miałam okazję wziąć udział w wykładach związanych z mediami, a tematem przewodnim było hasło ,,Jak pisać?”. Nie ukrywam, że z ogromnym zapałem i entuzjazmem uczestniczyłam w zajęciach. Szczególnie dobrze zapamiętałam zdjęcie, które było częścią jednego z zadań. Mniejsza o treść. Na zdjęciu było dziecko. Czarnoskóre, z rączkami i nóżkami jak patyki, wszędzie na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zawsze kochałam zwierzęta. Mam tak skomponowaną wrażliwość, że nie mogę nawet myśleć o tym, że gdzieś na świecie jakiemuś psu dzieje się krzywda.
Był taki czas, że wciąż trafiałam na artykuły o katowanych kotach, głodzonych psach i chociaż nie chciałam tego czytać, to jakoś internet sam mnie "znajdował". Któregoś dnia czytając wiadomości na jednym z portali informacyjnych zobaczyłam drastyczne zdjęcia okropnie poranionego małego jelonka (nie będę wdawała się w szczegóły, bo do dziś to przeżywam). Jelonek nie przeżył, ja się przeokropnie rozpłakałam i pomiędzy jednym chlipnięciem, a drugim powiedziałam mężowi, że od dziś nie jem mięsa i chcę pomagać zwierzętom, bo nie jestem psychicznie przygotowana na to, żeby bezczynnie znosić ich krzywdy.
Było to rok temu. Od tamtego czasu zmieniłam dietę, biorę udział w zbiórkach posłań, kołder na zimę, gości ślubnych poprosiliśmy o karmę dla zwierząt z jednego z pobliskich schronisk. Chociaż nie mogę poświęcić temu dużo czasu, bo mam swojego psa i dużo pracy, ale robię co mogę.
Spytacie czy warto zamiast butów kupić bezdomnemu psiakowi lek? Czy warto wyrzec się boczku dla ideologii niezabijania?
Otóż warto! Odkąd pomagam czworonogom internet zasypuje mnie tylko historiami z happyendem. O adoptowanych kotach, odratowanych psach.
Kiedy kilka dni temu przypadkiem natrafiłam na film o lwach uratowanych z cyrku, które pierwszy raz zobaczyły sawannę, odwróciłam się do męża i powiedziałam "Widzisz, karma wraca".
To prawda i to jest cudowne, kochani!
Zawsze kochałam zwierzęta. Mam tak skomponowaną wrażliwość, że nie mogę nawet myśleć o tym, że gdzieś na świecie jakiemuś psu dzieje się krzywda.
Był taki czas, że wciąż trafiałam na artykuły o katowanych kotach, głodzonych psach i chociaż nie chciałam tego czytać, to jakoś internet sam mnie "znajdował". Któregoś dnia czytając wiadomości na jednym z portali informacyjnych...
Jeżeli jest coś co zmieniło moje życie, jak i mnie, jest to wyjazd z polski. Nie wspominam czasu z przed wyjazdu za dobrze. Przeprowadzka z miejsca na miejsce, w swoim życiu miałam ich już dziewięć, a nawet nie jestem pełnoletnia.
Może się wydawać, co to jest dziewięć przeprowadzek, ale dla dziecka które nie ma nawet dwunastu lat jest to dużo. Patologiczna rodzina, ojciec pijak. Zawsze kiedy rodzice się kłócili, leżałam w łóżku i słuchałam, błagałam tylko by jej nie uderzył.
Wtedy kiedy wszystko zaszło za daleko mama wyjechała. Zostawiła mnie z tym draniem i młodszą siostrą. Może to i nawet dobrze, nauczyłam się wtedy wielkiej odpowiedzialności, w końcu ktoś musiał się opiekować mała 3-latka.
Później dopiero po roku matka zabrała nas do siebie. Nie byłam szczęśliwa, wcale nie chciałam wyjeżdżać tak samo jak i nie chciałam zostać. Kiedy wreszcie się to stało, zaczęłam się zmieniać. Nauczyłam się inaczej postrzegać świat. Wydoroślałam. Zmieniłam się o 360 stopni. Ojciec dał mi lekcje życia(w złym znaczeniu oczywiście), której już nigdy nie zapomnę i chyba do końca będę miała niechęć do alkoholu, co jest akurat dobre. Może też i wyjazd bardzo mną wstrząsnął, bardzo dużo zmienił w moim życiu, sprawił że straciłam wiarę w sobie, nadzieję na lepsze jutro oraz chęci, ale na pewno nie tęsknię za tym co było kiedyś. Teraz nie wyobrazam sobie powrotu do kraju i teraz naprawde moge podziekowac mamie za to ze wtedy wyjechala. Dziekuje Ci mamo z calego serca.
Jeżeli jest coś co zmieniło moje życie, jak i mnie, jest to wyjazd z polski. Nie wspominam czasu z przed wyjazdu za dobrze. Przeprowadzka z miejsca na miejsce, w swoim życiu miałam ich już dziewięć, a nawet nie jestem pełnoletnia.
Może się wydawać, co to jest dziewięć przeprowadzek, ale dla dziecka które nie ma nawet dwunastu lat jest to dużo. Patologiczna rodzina, ojciec...
Wstrząsnęła mną lektura książki "Kobieta w Berlinie". Uświadomiła mnie, że w Niemczech też żyli ludzie tacy jak my, mający plany, rodziny a tu nagle dramat.
Czytając czułam cierpienie bohaterki, miałam poczucie niesprawiedliwości, bo w końcu nikt nie jest winny, że w rodzinie miał kogoś okrutnego, żaden z nas nie wybiera sobie czasu w jakim przychodzi mu żyć. Sama nie znoszę jak ktoś wydaje opinie na podstawie czynu osoby na którym cierpią wszyscy. Wiem z własnego doświadczenia, kiedy w liceum przez pewne osoby, które z lekceważeniem podchodziły do nauki został wydany przez to wyrok na wszystkich. Klasa "x" jest okropna, nie uczy się, dziewczyny się malują itd. Jednak to nic z porównaniem cierpienia tej kobiety i pozostałych mieszkańców. Kiedy zamknęłam ten pamiętnik dziękowałam opatrzności za spokojne życie, los nieznanej bohaterki zapisał się w mojej pamięci.
Wstrząsnęła mną lektura książki "Kobieta w Berlinie". Uświadomiła mnie, że w Niemczech też żyli ludzie tacy jak my, mający plany, rodziny a tu nagle dramat.
Czytając czułam cierpienie bohaterki, miałam poczucie niesprawiedliwości, bo w końcu nikt nie jest winny, że w rodzinie miał kogoś okrutnego, żaden z nas nie wybiera sobie czasu w jakim przychodzi mu żyć. Sama nie...
Połowa 2008 roku.
Mimo że studentka dwóch kierunków to ogłupiona i ślepa przez medialną papkę, którą na co dzień serwują w telewizji. Z poglądami wykreowanymi przez telewizję i cyrk polityczny. Bez perspektyw na samodzielne myślenia. Tylko zakorzenione schematy, pragnienie rzeczy, które telewizja wmawia że są nam potrzebne. Lecz nie zawsze można sobie na nie pozwolić przez co człowiek nie jest w stanie osiągnąć promowanego w mediach "szczęścia".
I tak trafia w moje ręce pierwsza książka, którą przeczytałam bo miałam na nią ochotę a nie że musiałam ( np. do szkoły ).
Przekonuję się że czytanie książek jest naprawdę fascynujące kiedy wybiera się pozycję, które dopowiadają Tobie. I dla każdego to będzie inny gatunek ( nie można tu oceniać co się komu podoba, każdy wybiera indywidualnie ).
I tak poznaję świat inny niż do tej pory. Uwalniam się do telewizji, polityki i pragnień rzeczy nieosiągalnych.
Całkowicie rezygnuje z medialnej rozrywki i informacji na rzecz przepięknego świata literatury i swojej wyobraźni.
Po 8 latach oduczyłam się myślenia schematami, oceniania ludzi i ich życia przez perspektywę statusów społecznych, posiadanych rzeczy czy wykonywanego zawodu. Ważne to co myślą na prawdę i jakimi są ludźmi.
Nie ograniczam się do tego co narzuca nam i to w tak brutalny sposób telewizja i media.
Książki i świat literatury uczyniły mnie wolną a co za tym idzie szczęśliwą.
Podsumowując, kiedy w 2008 roku odkryłam magię czytania zmieniłam swój świat i siebie w oazę spokoju.
Połowa 2008 roku.
Mimo że studentka dwóch kierunków to ogłupiona i ślepa przez medialną papkę, którą na co dzień serwują w telewizji. Z poglądami wykreowanymi przez telewizję i cyrk polityczny. Bez perspektyw na samodzielne myślenia. Tylko zakorzenione schematy, pragnienie rzeczy, które telewizja wmawia że są nam potrzebne. Lecz nie zawsze można sobie na nie pozwolić przez...
- Nie zapinaj. Przecież będziemy jechać tylko pięć minut. To blisko.- Powiedział do mnie Patryk.
Nie posłuchałam go.
Zapięłam.
***
Ale moja bliska koleżanka z pracy kiedyś nie zapięła.
Nie zapięła i teraz nie chodzi.
Smutne.
Przykre.
Prawdziwe.
Dobra, poukładana kobieta.
Wspaniała matka i kochająca żona.
Do końca życia skazana jest na poruszanie się na wózku.
A mogła tego uniknąć.
Wystarczyłoby, żeby zapięła wtedy pasy.
Ale tego nie zrobiła.
Ten wypadek zmienił całe jej życie, choć to nie była jej wina.
To pijany kierowca z dużą prędkością jechał w jej samochód.
Ale konsekwencje tego wypadku ponosi ona.
I swojej decyzji.
Decyzji, która czasem wydaje się taka błaha, taka nieistotna, może mieć ogromny wpływ na ludzkie życie.
***
Staram się uczyć na błędach innych ludzi.
Nie zawsze mi się to udaje.
Ale w tym przypadku wiem, że każdorazowo zapinając pasy bezpieczeństwa w samochodzie decyduję o swoim życiu.
- Nie zapinaj. Przecież będziemy jechać tylko pięć minut. To blisko.- Powiedział do mnie Patryk.
Nie posłuchałam go.
Zapięłam.
***
Ale moja bliska koleżanka z pracy kiedyś nie zapięła.
Nie zapięła i teraz nie chodzi.
Smutne.
Przykre.
Prawdziwe.
Dobra, poukładana kobieta.
Wspaniała matka i kochająca żona.
Do końca życia skazana jest na poruszanie się na wózku.
A mogła tego...
Osoba, której pojawienie się w moim życiu zmieniło absolutnie wszystko. Przewartościowało cały świat. Odwróciło do góry nogami światopogląd, sprawiło, że stałam się innym człowiekiem. Chyba każdy ma kogoś takiego, po spotkaniu z którym stwierdził, że nigdy już nic nie będzie takie samo jak wcześniej. Ja takiego człowieka spotkałam 17 maja 2012 roku o godzinie 8:50. Wtedy bowiem wtedy po raz pierwszy nabrała powietrza w płuca i krzyknęła na cały głos: „JESTEM!” moja obecnie niemal pięcioletnia córeczka Emilia. Do dziś każdy dzień z nią uczy mnie czegoś nowego, przynosi śmiech i radość, niejednokrotnie zmieszane ze łzami zmęczenia i bezsilności. Ale wiem, że nie wyobrażam już sobie życia bez niej, bez tego całego chaosu i zgiełku, który nieodmiennie towarzyszy macierzyństwu. W momencie porodu bowiem na świat przychodzi nie tylko dziecko, rodzi się także MATKA – zupełnie nowe wcielenie kobiecości, człowieczeństwa i osobowości.
Osoba, której pojawienie się w moim życiu zmieniło absolutnie wszystko. Przewartościowało cały świat. Odwróciło do góry nogami światopogląd, sprawiło, że stałam się innym człowiekiem. Chyba każdy ma kogoś takiego, po spotkaniu z którym stwierdził, że nigdy już nic nie będzie takie samo jak wcześniej. Ja takiego człowieka spotkałam 17 maja 2012 roku o godzinie 8:50. Wtedy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKończąc gimnazjum trzeba pomyśleć o tym, co chciałoby się robić w przyszłości. Jako piętnastolatka myślałam o przyszłym zawodzie w kategoriach pieniędzy i wygody. Miała to być informatyka. Przed samym końcem roku na jakimś spotkaniu rodzinnym wydawałoby się, że takim samym jak zawsze, temat zszedł na II wojnę światową. Wszystko krążyło wokół osoby pradziadka, którego niestety nigdy nie poznałam. Pradziadek walczył w II Korpusie Polskim przy boku gen. Andersa. Oddał całe serce dla kraju, który później rządzony przez komunistów pokruszył je bezlitośnie na milion kawałków. Po wylaniu wielu łez słuchając jak płakał czytając książkę od historii mojej babci zaczęłam bardziej interesować się historią Polski. Poznałam wielkie i heroiczne osób takie jak mjr Raginis, Inka czy Pilecki. Każdy z nich wywarł na mnie ogromny wpływ z każdym z nim bardzo chciałabym zamienić słowo, wymienić się poglądami oraz podziękować. Uświadomili mi, że chce służyć Polsce. Wiedziałam, że w moim mieście powstaje nowe liceum mundurowe, które obiecało pielęgnować historię oraz kształtować postawę patriotyczną, więc od razu pobiegłam złożyć tam papiery. Swojej decyzji nie żałuje. Gdyby nie ta historia skończyłabym w zwykłym szarym liceum dalej nie wiedząc, co chcę robić. Dziś codziennie mam okazję spotykać wielkich ludzi, żywych bohaterów, którzy udowadniają, że warto walczyć o swoje marzenia. Chciałabym zostać żołnierzem. I jeśli będzie taka potrzeba stanę w obronie Polski nie ważne, za jaką cenę.
Kończąc gimnazjum trzeba pomyśleć o tym, co chciałoby się robić w przyszłości. Jako piętnastolatka myślałam o przyszłym zawodzie w kategoriach pieniędzy i wygody. Miała to być informatyka. Przed samym końcem roku na jakimś spotkaniu rodzinnym wydawałoby się, że takim samym jak zawsze, temat zszedł na II wojnę światową. Wszystko krążyło wokół osoby pradziadka, którego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
wrzesień 2010
Byłam zbuntowaną nastolatką. Wagarowałam, kłóciłam się z rodzicami. Bez perspektyw, bez planów na przyszłość. Złość rozpierała mnie, a ja nie umiałam nad nią zapanować. Siedziałam w ostatniej ławce pod oknem, w bluzie z kapturem, z założonymi rękami, huśtając się na krześle. Potwornie zła na cały ten system, który nakazywał mi siedzieć na tych zajęciach, choć wcale tego nie chciałam. Zauważyłam, że idzie w moją stronę, więc nastawiłam się jeszcze bardziej bojowo.
- Lubię, gdy ktoś ma w sobie taki bunt. - powiedział, po czym wrócił na swoje miejsce, kontynuując lekcję. Nie było w tym ani trochę kpiny. Zaintrygował mnie. Obserwowałam go. Zaczęłam słuchać, co mówi. Okazało się, że gada z sensem.
wrzesień 2012
Wiedziałam, że siedzi w swojej sali i pije kawę. Zapukałam, i od razu pociągnęłam za klamkę.
- No witam, witam, co tam słychać? - powitał mnie uśmiechem
- Słabo, ciśnie na biologii do tej matury - powiedziałam rzucając torbę na ławkę.
- Zawsze, kiedy masz dość, pamiętaj o co walczysz.
- Już zawsze będę o tym pamiętać.
wrzesień 2010
Byłam zbuntowaną nastolatką. Wagarowałam, kłóciłam się z rodzicami. Bez perspektyw, bez planów na przyszłość. Złość rozpierała mnie, a ja nie umiałam nad nią zapanować. Siedziałam w ostatniej ławce pod oknem, w bluzie z kapturem, z założonymi rękami, huśtając się na krześle. Potwornie zła na cały ten system, który nakazywał mi siedzieć na tych zajęciach, choć...
Każde, nawet najmniejsze wydarzenie może zmienić nasze życie. I tylko my decydujemy czy chcemy swoje życie zmienić na dobre czy nie. W życiu każdego człowieka pojawia się pewna chwila, chociażby sekunda, która sprawia, że zmieniamy swój pogląd na wszystko i wszystkich. Po tym wydarzeniu możemy zrozumieć pewne rzeczy i zyskać mądrość tym samym zmieniając swoje życie na lepsze, ale możemy też się poddać i stracić wolę walki.
Chwilą, której nigdy nie zapomnę i która zmieniła moje życie jest tak naprawdę obejrzenie jednego, krótkiego filmu. Gdy zaczęłam go oglądać nie wiedziałam, że aż tak on a mnie wpłynie. Film opowiadał w dużym skrócie o dziewczynie, która straciła swoją młodszą siostrę w tragiczny sposób.
Oglądając go wylałam miliony łez. Po zakończeniu poszłam do pokoju mojej młodszej siostry i po prostu ją przytuliłam. Nie wiedziała o co chodzi, ale odwzajemniła uścisk.
Kłóciłyśmy się całe dzieciństwo, mimo iż oczywiście ją kochałam. Nie potrafiłam jednak znaleźć z nią wspólnych tematów i zainteresować.
Gdy zrozumiałam, że mogłabym ją stracić zupełnie inaczej spojrzałam na wszystko. Moje życie bez tej kruchej, małej dziewczynki straciłoby sens.
Od tamtej pory bardzo się zżyłyśmy i teraz nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Jest moją przyjaciółką, siostrą, opoką w najtrudniejszych chwilach.
Każde, nawet najmniejsze wydarzenie może zmienić nasze życie. I tylko my decydujemy czy chcemy swoje życie zmienić na dobre czy nie. W życiu każdego człowieka pojawia się pewna chwila, chociażby sekunda, która sprawia, że zmieniamy swój pogląd na wszystko i wszystkich. Po tym wydarzeniu możemy zrozumieć pewne rzeczy i zyskać mądrość tym samym zmieniając swoje życie na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejByła religia. Ksiądz puścił nam film. Był on o narkomanie. Facet opowiadał, jak Bóg wyleczył go z 11-letniej narkomani w czasie nie dłuższym niż 5 minut. Opowiadał, jak popełniał przestępstwa, żeby zdobyć narkotyki, jak musiał pobierać śmiertelną dawkę, żeby przeżyć, jak się obudził i zobaczył, że rana na nodze od wkucia jest zropniała, a na ranie siedzi szczur i je jego nogę, jak wiedział, że umiera. W końcu spotkał dawną znajomą, która powiedziała mu, że zabiera go na imprezę,tak naprawdę zabrała go na rekolekcje, gdzie poznał księdza, z którym o dziwo nawiązał dobry kontakt. Zaczął mu opowiadać swoją historię. Po paru dniach przez głod narkotyczny chciał wyjechać. Ksiądz powiedział, że zanim pojedzie wszyscy razem się za niego pomodlą, bo taki jest zwyczaj. Poszedł. Wszyscy złapali się za ręce. Powiedział wtedy " Boże,jeśli naprawdę istniejesz, to daj mi wiarę, bo ja już w nic nie wierzę " Zaczął się trząść i odczuwał dziwne ciepło. . Nie trwało to 5 min. Po tym czasie wszystkie objawy psychiczne i fizyczne 11-letniej narkomani po prostu zniknęły.Człowiek, który jak mówił sam "miał gdzieś nawiedzonych Jezusków" zaczął później płakać przy czytaniu biblii. Teraz szczerze wierzy w Boga, ma rodzinę i mieszka w górach co zawsze bo jego marzeniem. Cud - tyle mogę powiedzieć. Przecież ten człowiek umierał! Na religii byłam jak zaczarowana.To tak mną wstrząsnęło, że przez długi czas mówiłam tylko o tym i chętniej chodziłam do kościoła.
Była religia. Ksiądz puścił nam film. Był on o narkomanie. Facet opowiadał, jak Bóg wyleczył go z 11-letniej narkomani w czasie nie dłuższym niż 5 minut. Opowiadał, jak popełniał przestępstwa, żeby zdobyć narkotyki, jak musiał pobierać śmiertelną dawkę, żeby przeżyć, jak się obudził i zobaczył, że rana na nodze od wkucia jest zropniała, a na ranie siedzi szczur i je jego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Osoba wyjątkowa. Jedna na milion. Dla mnie. Osoba, która chwyta za rękę, prowadzi przez życie, przebijając się przez tłum szarych monotonnych i samotnych dni - pokazuje palcem jak żyć. Mówię o mojej jedynej najwspanialszej miłości. Mężczyźnie, który całkowicie odmienił moje życie. Osoba, która nauczyła akceptować siebie, spełniać marzenia, nie stać w miejscu, podejmować szalone decyzje i przede wszystkim – być szczęśliwym. A w zamian za to wszystko oczekuje tylko jednego – mojej obecności przy swoim boku, aż do końca naszych wspólnych dni.
Jedna impreza, która była mi pisana. Impreza na której odnalazłam swoją drugą połówkę. Zaiskrzyło. I iskrzy do dzisiaj. Porzuciłam swoje smutne, szare, dotychczasowe życie, przeprowadziłam się na drugi koniec Polski i w końcu zaczęłam żyć tak, jak od zawsze pragnęłam. Jeszcze dwa lata temu nie uwierzyłabym, że będę w tym miejscu, gdzie jestem teraz. Mój mężczyzna sprawił, iż przestałam się bać spełniać własne marzenia i podejmować ryzyko. A jak wiadomo, bez ryzyka nie ma zabawy :) Dzięki niemu porzuciłam wszystkie kompleksy, które towarzyszyły mi od dziecka. On kocha mnie taką jaka jestem, więc i ja zaczęłam. Chciałam być szczęśliwa i jestem. A moje szczęście budzi się codziennie obok mnie z uśmiechem na twarzy. Miłość odmieniła moje życie do takiego stopnia, że sama nie mogę go poznać. Tego wszystkiego, co mój kochany dla mnie zrobił nie da się zapomnieć już nigdy. Bo nie da się zapomnieć tego, jakie życie jest piękne..
Osoba wyjątkowa. Jedna na milion. Dla mnie. Osoba, która chwyta za rękę, prowadzi przez życie, przebijając się przez tłum szarych monotonnych i samotnych dni - pokazuje palcem jak żyć. Mówię o mojej jedynej najwspanialszej miłości. Mężczyźnie, który całkowicie odmienił moje życie. Osoba, która nauczyła akceptować siebie, spełniać marzenia, nie stać w miejscu, podejmować...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa mnie wpłynęło kilka zdarzeń, które zmieniły mnie całkowicie. Pierwsze zdarzyło się w dzieciństwie, a mianowicie zostałam pobita przez ojca, ale nigdy nie pozwoliłabym skrzywdzić młodszej siostry czy też mamy. Drugim wydarzeniem był wypadek kilka lat później, w którym zostałam potrącona i od tamtej pory straciłam możliwość dalszego rozwoju sportowego, gdyż kolano zostało poważnie uszkodzone. Trzecim wydarzeniem był wypadek w którym byłam pasażerką. Pijany kierowca uderzył w nasze auto. Trafiliśmy z chłopakiem do szpitala z wieloma obrażeniami, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że stracilismy dziecko, które we mnie dopiero rosło i mieliśmy plany, a wszystko zostało zrujnowane w jeden dzień. Nie żałuję żadnego wydarzenia, bo dzięki nim stałam się silniejsza i wiem, że życie jeszcze nie raz pokrzyżuje mi plany, ale warto żyć, bo po mimo złych chwil są także i dobre o które warto walczyć.
Na mnie wpłynęło kilka zdarzeń, które zmieniły mnie całkowicie. Pierwsze zdarzyło się w dzieciństwie, a mianowicie zostałam pobita przez ojca, ale nigdy nie pozwoliłabym skrzywdzić młodszej siostry czy też mamy. Drugim wydarzeniem był wypadek kilka lat później, w którym zostałam potrącona i od tamtej pory straciłam możliwość dalszego rozwoju sportowego, gdyż kolano zostało...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGdy miałam 6 lat. Mój ojciec zniknął. Mama nic nie mówiła, tylko cichutko płakała. Gdy nadeszły wakacje mama spakowała nas i powiedziała, że jedziemy do taty. Co mnie zdziwiło, bo przecież go nie ma, wiec jak jedziemy do niego? Okazało, że mój ojciec ukrywał się przed policja jakieś 100 km od naszego miejsca zamieszkania. Wakacje u niego były bardzo fajne, rozpieszczał nas a ciocia Helena (jego nowa przyjaciółka) była dla nas miła. Kiedy nadszedł już czas powrotu do mamy, ojciec postanowił nas odwieźć do domu. Gdy byliśmy blisko naszego mieszkania. Zatrzymała nas policja, tatę położyli na masce samochodu i zakuli w kajdanki. Później przez pięć lat ojca nie miałam, zniknął za kratami celi. Do dziś mam problem z nawiązywaniem kontaktów z mężczyznami. Zawsze się boję, że odejdą jak mój ojciec, który koniec końców zmarł, gdy miałam 15 lat. Życie jest przewrotne i często płacimy za błędy naszych rodziców.
Gdy miałam 6 lat. Mój ojciec zniknął. Mama nic nie mówiła, tylko cichutko płakała. Gdy nadeszły wakacje mama spakowała nas i powiedziała, że jedziemy do taty. Co mnie zdziwiło, bo przecież go nie ma, wiec jak jedziemy do niego? Okazało, że mój ojciec ukrywał się przed policja jakieś 100 km od naszego miejsca zamieszkania. Wakacje u niego były bardzo fajne, rozpieszczał nas...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Kiedyś, to był rok 2000-czny i wtedy wszystko się zmieniło.Wtedy gdy ten rok
trwał nie wiedziałem o tym,że będzie on dla mnie przełomowy.Czy ktoś by wtedy
uwierzył,że runął stary świat a ja dostałem nowe wszystko?A co się stało spyta ktoś.Mógłbym napisać ,że to tak jak u nastolatka...lecz tego było
zbyt wiele.Bo i nie spełniona miłość,i z tego powodu rezygnacja ze studiów,nieporozumienie z ojcem i niemal całym światem i na dodatek(nikt tego
nie zrozumie)milczenie Boga.I wtedy trafiłem na książkę "Listy do brata"
Vincenta van Gogha.I odtąd van Gogh stał się moim "starszym bratem".To jak
żył zawarte było już we wstępie:"wiadomo zatem że był to wielki artysta
a ponad to artysta przeklęty,że był nieszczęśliwy,obłąkany,samotny,
szlachetny,nie zrozumiany i samobójca,że nigdy nie sprzedał ani jednego
obrazu,że przez całe życie utrzymywał go dobry brat Theo,że był nowatorem w gustach wcale nie nowatorskich."A tym samym tyle samo nieszczęść i tyle
samo otuchy.Czytałem,była końcówka lata.Niebo zaczęło przybierać odcienie
szarości a słonce rzucało matowy blask...tyle pamiętam.Książka ta była otuchą.Dzięki niej nie byłem sam...miałem "starszego brata".I tak teraz
wspominam tamten czas i postać Vincenta.Teraz jest podobnie ,gdy mam
jakiś problem.Mniejszy bądź większy sięgam po "Listy..."w całości lub
we fragmencie.I znów zaczyna się spotkanie z moim starszym bratem-Vincentem.
Kiedyś, to był rok 2000-czny i wtedy wszystko się zmieniło.Wtedy gdy ten rok
trwał nie wiedziałem o tym,że będzie on dla mnie przełomowy.Czy ktoś by wtedy
uwierzył,że runął stary świat a ja dostałem nowe wszystko?A co się stało spyta ktoś.Mógłbym napisać ,że to tak jak u nastolatka...lecz tego było
zbyt wiele.Bo i nie spełniona miłość,i z tego powodu rezygnacja ze...
Gdy w moim życiu dzieje sie gorzej, gdy jest mi ciężko i jestem przesiąknięta problemami i złym nastrojem, wtedy przypominam sobie o książce (raczej dla dzieci) pt."Pollyanna". Dziewczynka o tytułowym imieniu stara sie we wszystkim dojrzeć coś pozytywnego i dobrego. Jest to bardzo trudne a los i ją wystawia na próby. Pomimo tego Pollyanna szuka dobra i sprawia, że ludzie koło niej są bardziej zadowoleni i bardziej potrafia docenić to co mają. Ona zmienia ich a oni później wspierają w trudnych chwilach ją. Może to książka stricte dla dzieci, jednak nie sposób sie nie zgodzić, że jej koncepcja jest genialna i warta naśladownictwa. Szukanie we wszystkim pozytywu jest bardzo trudne, ale to sprawia że możemy poczuc się choć troche lepiej i możemy dawać wsparcie innym.
Gdy w moim życiu dzieje sie gorzej, gdy jest mi ciężko i jestem przesiąknięta problemami i złym nastrojem, wtedy przypominam sobie o książce (raczej dla dzieci) pt."Pollyanna". Dziewczynka o tytułowym imieniu stara sie we wszystkim dojrzeć coś pozytywnego i dobrego. Jest to bardzo trudne a los i ją wystawia na próby. Pomimo tego Pollyanna szuka dobra i sprawia, że ludzie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoże to wydać się to wam dziwne, ale moje życie odmieniło obejrzenie serii filmów pt. "Piła". Dla większości ludzi są to filmy przepełnione przemocą i krwią, a dla mnie są to filmy z drugim dnem. Filmy, które mówią o docenianiu życia i cieszeniu się każdym jego aspektem-choćby najbardziej błahym, jak na przykład picie szklanki wody. Zacząłem doceniać życie, bo jest ono ulotne i może skończyć się w ułamku sekundy, w najmniej spodziewanym momencie. Dla mnie seria ta jest serią psychologiczną, a nie thrillerem. Pozdrawiam.
Może to wydać się to wam dziwne, ale moje życie odmieniło obejrzenie serii filmów pt. "Piła". Dla większości ludzi są to filmy przepełnione przemocą i krwią, a dla mnie są to filmy z drugim dnem. Filmy, które mówią o docenianiu życia i cieszeniu się każdym jego aspektem-choćby najbardziej błahym, jak na przykład picie szklanki wody. Zacząłem doceniać życie, bo jest ono...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejw 2001 roku trafiłam na porodówke. To był najszczesliwszy okres mojego życia, można powiedzieć że stale unosiłam się nad ziemią. kochający mąż stałe zapewniający mnie o swej miłości i nasze pierwsze dziecko w drodze. wszystko z ciążą przebiegało dobrze. leżąc na sali w nocy, pikał monitor do 1.20, o 1.21 piszczał. tyle pamietam- tunel,światło, ciepło -śmierć kliniczna. cesarskie cięcie- udało się, ja i syn po 2 tygodniach bez szwanku wyszliśmy że szpitala. w grudniu minie dokładnie 15 lat, przeżyłam coś mistycznego i od tego momentu doceniam każda chwilę, każdy dzień. ta bliskość tragedii zbudowała mocną, kochającą się jeszcze bardziej rodzinę, która ma pokorę przed życiem.
w 2001 roku trafiłam na porodówke. To był najszczesliwszy okres mojego życia, można powiedzieć że stale unosiłam się nad ziemią. kochający mąż stałe zapewniający mnie o swej miłości i nasze pierwsze dziecko w drodze. wszystko z ciążą przebiegało dobrze. leżąc na sali w nocy, pikał monitor do 1.20, o 1.21 piszczał. tyle pamietam- tunel,światło, ciepło -śmierć kliniczna....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej