-
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać10 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać120 -
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2
Konkurs! Szajba w akcji: Detektywistyczna seria, która uczy patrzeć uważniej
Mamy coś w sam raz dla młodych detektywów! Zapraszamy do konkursu, w którym do wygrania są egzemplarze książki „Agata Szajba. Tajemniczy klucz”. To nowa seria dla najmłodszych pełna zagadek londyńskich korytarzy. Już teraz możesz wygrać tę wciągającą przygodę dla Twojego dziecka!
Kropka
„Agata Szajba. Tajemniczy klucz”, Lena Jones
Wydawnictwo: Kropka
Cykl: Agata Szajba (tom 1)
O książce
Czy trzynastolatka może odkryć sekrety, które od lat skrywa Londyn?
W książce „Agata Szajba. Tajemniczy klucz” Lena Jones zaprasza młodych czytelników do świata pełnego zagadek, ukrytych przejść i detektywistycznych wyzwań.
Agata Sheibley, znana wszystkim jako Szajba, jest detektywką odkąd tylko pamięta – brakowało jej jedynie prawdziwej, dużej sprawy. Gdy pewnego ranka w drodze do szkoły staje się świadkiem tajemniczego wypadku, jej życie zmienia się na zawsze. Na nadgarstku potrąconej starszej kobiety dziewczynka zauważa zagadkowy tatuaż przedstawiający klucz. To drobny szczegół, który otwiera drzwi do zupełnie nowej rzeczywistości.
Śledztwo prowadzi Agatę do ukrytej strony Londynu – miasta mrocznych korytarzy, tajnych przejść i sekretów pilnie strzeżonych przez tych, którzy pociągają za sznurki. Co oznacza symbol klucza? Kto naprawdę rządzi Londynem? I czy Szajba zdąży połączyć wszystkie tropy, zanim wydarzenia wymkną się spod kontroli?
„Agata Szajba. Tajemniczy klucz” to pełna napięcia opowieść detektywistyczna dla młodszych czytelników, łącząca dynamiczną akcję z inteligentnym humorem i błyskotliwą bohaterką. To książka, która wciąga od pierwszej strony i nie pozwala o sobie zapomnieć – jak dobra zagadka, która domaga się rozwiązania.
„Agata Szajba. Tajemniczy klucz” to idealna propozycja dla czytelników 9+, którzy kochają tajemnice, zagadki i bohaterów myślących nieszablonowo.
Ta historia jest jak myśl, która wpada do głowy i natychmiast rozpycha się łokciami – nie da się jej zignorować. Taki właśnie powinien być dobry kryminał – okraszony młodzieńczą bystrością, inteligentnym humorem i z lekkim mrugnięciem w stronę twórczości Agaty Christie. Ta książka ma to wszystko. Tylko ostrzegam, po jej lekturze możesz zacząć podejrzliwie patrzeć na świat. I bardzo dobrze!
Magdalena Brudnicka, Mama Basi Czyta

Szajba w akcji! Detektywistyczna seria, która uczy patrzeć uważniej
Agata Sheibley – dla znajomych po prostu Szajba – od zawsze ma nosa do zagadek. Widzi to, czego inni nie zauważają, zadaje pytania, które nikomu innemu nie przyszłyby do głowy, i nie potrafi przejść obojętnie obok tajemnicy. Brakuje jej tylko jednego: prawdziwej sprawy. Takiej, która zmusi ją do wyjścia poza bezpieczne schematy.
Los szybko spełnia to życzenie.
Podczas drogi do szkoły Szajba staje się świadkiem wypadku. Pomagając starszej pani, dostrzega na jej nadgarstku dziwny tatuaż z kluczem. A od kluczy – jak wiadomo – zawsze coś się zaczyna. Ten jeden symbol uruchamia lawinę zdarzeń, które zaprowadzą Agatę do podziemnego Londynu, pełnego tajemnic, ludzi działających w cieniu i historii, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego.
Wplątana w działania Strażników – enigmatycznej grupy czuwającej nad miastem od pokoleń – Szajba szybko przekonuje się, że nie każda prawda chce zostać odkryta. A zaufanie bywa równie niebezpieczne jak niewiedza. Czy klucz otwiera drzwi do rozwiązania zagadki, czy raczej do problemów, z którymi jedna nastolatka nie powinna się mierzyć?
„To dziwne – znajdujemy się tak głęboko pod ziemią, lecz świat tutaj wciąż żyje. Mam wrażenie, że wkroczyliśmy do środka żywej istoty – do ciała samego Londynu. Jedziemy dalej – tunelami oświetlonymi i ciemnymi, wyłożonymi cegłą i plastikiem, tunelami, które buczą i skrzypią pod naporem ukrytej, niewidocznej siły, tunelami równie cichymi jak powierzchnia Księżyca. Parę razy wydaje mi się, że w mroku ktoś się porusza, a wtedy zamieramy, ale ostatecznie nikogo nie dostrzegamy.”
Seria „Agata Szajba”, której pierwszy tom ukaże się na początku lutego nakładem wydawnictwa Kropka, to młodzieżowy kryminał z przygodowym zacięciem i lekkim, inteligentnym humorem. Opowieść o ciekawości świata, odwadze zadawania pytań i uważnym patrzeniu na ludzi – bo, jak pokazuje Szajba, każdy coś ukrywa, a każda ulica ma swoją historię.
To książki, które wciągają bardziej niż scrollowanie telefonu i zostawiają czytelnika z myślą, że może warto spojrzeć na swoje miasto trochę uważniej.
Miasto, które milczy. Dziewczyna, która słucha.
„– A niby czemu mam pani ufać? Skąd mam wiedzieć, że jest pani po właściwej stronie tego, co się dzieje? Śmieje się. – Dlatego, że nie pomoże ci nikt inny. – Nachyla się bliżej kamery. – Prawda jest taka, że możesz stąd wyjść i udawać, że ta rozmowa w ogóle nie miała miejsca, ale wtedy będziesz zdana wyłącznie na siebie. A uwierz mi, ludzie, którzy cię śledzą, są znacznie bardziej bezwzględni niż ja. To, co widziałaś… Cóż, to był zaledwie początek. – Dlaczego mówi mi pani to wszystko? – pytam. – Dlaczego wasza tajna organizacja miałaby zawracać sobie głowę jakąś tam trzynastolatką? Profesorka nie odpowiada.”
Przeczytaj pierwszy rozdział książki „Agata Szajba. Tajemniczy klucz”
Wygraj I tom nowego detektywistycznego cyklu dla najmłodszych
Wraz z Wydawnictwem Kropka mamy dla Was 3 egzemplarze książki „Agata Szajba. Tajemniczy klucz”.
Pytanie konkursowe:
Każdy detektyw marzy o odkryciu wielkiej tajemnicy.
Jaką zagadkę chciał(a)byś rozwiązać jako detektyw lub detektywka? Opisz, co jest tajemnicą, jakie ślady prowadzą do rozwiązania i co można dzięki temu odkryć.
Wasze odpowiedzi mogą mieć maksymalnie 1500 znaków ze spacjami.
Konkurs trwa od 28 stycznia do 3 lutego.
Czekamy na wasze odpowiedzi!
Zapraszamy do zapoznania się z regulaminem konkursu TUTAJ.
Już teraz mozecie kupić książkę „Agata Szajba. Tajemniczy klucz” TUTAJ.

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Kropka.
komentarze [36]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Joanna
CzytamBoNieMusze
Fruda87
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
Joanna
CzytamBoNieMusze
Fruda87
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Podjęłabym się arcyintrygującej sprawy pt "Gdzie się podziały pieniądze z Komunii?" Trudna sprawa, bo minęło ponad dwadzieścia lat, niektórych świadków już nie ma na tym padole. Ślady? Film wideo kręcony kamerą, zdjęcia robione polaroidem i zezania świadków... Co można dzięki temu odkryć? Spisek na miarę pizza gate.
Podjęłabym się arcyintrygującej sprawy pt "Gdzie się podziały pieniądze z Komunii?" Trudna sprawa, bo minęło ponad dwadzieścia lat, niektórych świadków już nie ma na tym padole. Ślady? Film wideo kręcony kamerą, zdjęcia robione polaroidem i zezania świadków... Co można dzięki temu odkryć? Spisek na miarę pizza gate. ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdybym był detektywem, chciałbym rozwiązać zagadkę znikających listów w starej kamienicy, takiej z odpadającą farbą i windą, która zawsze staje pół piętra za nisko. Od kilku tygodni mieszkańcy nie dostają poczty. Nie ma rachunków, kartek, pism z urzędu. Listonosz twierdzi, że wszystko wrzuca, nawet się kłóci, bo zna tę klatkę od lat. A skrzynki rano są puste.
Tajemnica zaczyna się od drobiazgów. Jedna skrzynka zawsze domyka się z oporem, jakby ktoś ją wcześniej szarpał. Na schodach, między pierwszym a drugim piętrem, widać ślady butów w kurzu, choć nikt tam nie chodzi. W nocy słychać kroki, wolne, jakby ktoś liczył stopnie. Ktoś też regularnie zostawia włączone światło w piwnicy, choć żarówka jest ledwo żywa i miga.
Ślady prowadzą do piwnicy, gdzie w kartonie po proszku do prania leżą listy. Posegregowane. Alfabetycznie. To nie jest kradzież dla żartu. To strach.
Okazuje się, że zabiera je starszy sąsiad z trzeciego piętra. Boi się pisma o eksmisji. Sprawdza cudzą pocztę, bo chce wiedzieć, czy ktoś jeszcze jest tak samo blisko wyrzucenia na bruk. Rozwiązanie zagadki pozwala mu pomóc i sprawia, że w kamienicy wreszcie robi się ciszej.
Gdybym był detektywem, chciałbym rozwiązać zagadkę znikających listów w starej kamienicy, takiej z odpadającą farbą i windą, która zawsze staje pół piętra za nisko. Od kilku tygodni mieszkańcy nie dostają poczty. Nie ma rachunków, kartek, pism z urzędu. Listonosz twierdzi, że wszystko wrzuca, nawet się kłóci, bo zna tę klatkę od lat. A skrzynki rano są puste.
Tajemnica...
Jako detektywka chciałabym rozwiązać zagadkę znikających ludzi z własnego życia. Sprawa nie miałaby jednego miejsca zbrodni, tylko wiele drobnych scen: niedokończone rozmowy, nieodebrane telefony, zdjęcia, z których ktoś nagle przestaje się uśmiechać. Śladami byłyby stare wiadomości, bilety z podróży, zapiski w kalendarzu i słowa „odezwę się”, które nigdy nie zostały spełnione. Im dalej w śledztwo, tym bardziej okazywałoby się, że tajemnica nie dotyczy jednego zniknięcia, lecz powtarzającego się schematu – lęku przed bliskością, ucieczki od emocji, wyborów odkładanych na później. Rozwiązaniem nie byłoby odnalezienie winnego, lecz zrozumienie, że niektóre relacje nie kończą się dramatem, tylko cicho wygasają. Dzięki tej zagadce można by odkryć coś ważnego: że największe tajemnice nie zawsze kryją się w mroku, lecz w codzienności, i że czasem największym dowodem w sprawie jest odwaga, by spojrzeć prawdzie w oczy — także tej o sobie.
Jako detektywka chciałabym rozwiązać zagadkę znikających ludzi z własnego życia. Sprawa nie miałaby jednego miejsca zbrodni, tylko wiele drobnych scen: niedokończone rozmowy, nieodebrane telefony, zdjęcia, z których ktoś nagle przestaje się uśmiechać. Śladami byłyby stare wiadomości, bilety z podróży, zapiski w kalendarzu i słowa „odezwę się”, które nigdy nie zostały...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jako detektywka chciałabym odkryć co stało się z Bursztynową Komnatą.
Pochodzący z XVII wieku skarb był ewenementem tamtych czasów. Do
jego wykonania użyto 6 ton bursztynu! Był skarbem carów, ozdobą
Carskiego Sioła. Aż nadszedł 1941 r., gdy to został zrabowany
przez Niemców i przewieziony do Królewca. Ale w 1945 wiadomości o
niej się urywają. W tym to bowiem roku miasto zostało
zbombardowane, wkroczyła tam też Armia Czerwona. A Bursztynowa
Komnata zniknęła. I nikt nie wie gdzie. Akcja oczywiście rozpoczęłaby się od tego, że będąc na wakacjach w
Królewcu zgubiłabym się w mieście. Chcąc zapytać o drogę weszłabym
do miejscowego antykwariatu. Tam kupiłabym książkę. Po powrocie do hotelu, na spokojnie, podczas przeglądania odkryłabym w niej tajną skrytkę, a tam schowaną mapę zamku Książ. I jedno słowo: Bernsteinzimmer. To odkrycie skłoniłoby mnie
do podróży do zamku Książ. Podczas zwiedzania muzeum zamkowego
poznałabym jego rozkład i porównałabym z mapą. Następnie zasymulowałabym
ból brzucha i poszła do łazienki, gdzie zgodnie z mapą odkryłabym tajne przejście do podziemi. Tam znalazłabym jeden bursztyn – fragment Komnaty i dowód, że kiedyś tu była oraz mapę Preußisch Holland z zaznaczonym X. Przetłumaczenie nazwy skierowałoby mnie do Pasłęk. I to właśnie w tym łączącym zamek z kościołem podziemnym tunelu odkryłabym Bursztynową Komnatę. Z uwagi jednak na napiętą sytuację polityczną zdecydowałabym się na razie nie ujawniać swojego odkrycia. Mimo iż ten „ósmy cud świata” wart byłby tego.
Jako detektywka chciałabym odkryć co stało się z Bursztynową Komnatą.
Pochodzący z XVII wieku skarb był ewenementem tamtych czasów. Do
jego wykonania użyto 6 ton bursztynu! Był skarbem carów, ozdobą
Carskiego Sioła. Aż nadszedł 1941 r., gdy to został zrabowany
przez Niemców i przewieziony do Królewca. Ale w 1945 wiadomości o
niej się urywają. W tym to bowiem roku miasto...
Moją główną sprawą jako detektywa byłoby rozwiązanie tajemnicy trzech muszelek. Zajęłabym się tym pro bono, żeby pomóc milionom widzów filmu "Człowiek-demolka", którzy od niemal 33 lat zastanawiają się, do czego służyły muszelki w toalecie. Stawka jest ogromna: bezstresowe korzystanie z toalet przyszłości oraz wdzięczność Johna Spartana. Któż nie chciałby poznać tego sekretu?...
Moją główną sprawą jako detektywa byłoby rozwiązanie tajemnicy trzech muszelek. Zajęłabym się tym pro bono, żeby pomóc milionom widzów filmu "Człowiek-demolka", którzy od niemal 33 lat zastanawiają się, do czego służyły muszelki w toalecie. Stawka jest ogromna: bezstresowe korzystanie z toalet przyszłości oraz wdzięczność Johna Spartana. Któż nie chciałby poznać tego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jako detektywka chciałabym rozwiązać zagadkę „Zatrzymanego Czasu w Miasteczku X”.
Tajemnica
Mieszkańcy pewnej odizolowanej osady przestali się starzeć. Dzieci od dekady chodzą do tej samej klasy, a zegary na wieżach stanęły dokładnie o 12:00. Najdziwniejsze jest to, że nikt z zewnątrz nie może tam wejść, a ci, którzy wyjeżdżają, natychmiast zapominają o istnieniu swojego domu. Tajemnicą jest źródło tej „anomalii wiecznej młodości” i cena, jaką miasteczko za nią płaci.
Ślady
Moje śledztwo opierałoby się na analizie fizycznych dowodów:
Cień bez słońca: Zauważam, że cienie budynków nie zmieniają swojego położenia, mimo że słońce pozornie wędruje po niebie.
Dźwięk wysokiej częstotliwości: Stały, niemal niesłyszalny pisk, który nasila się przy lokalnej studni – jedynym miejscu, gdzie woda wciąż płynie.
Stare fotografie: W archiwach znajduje zdjęcia sprzed 100 lat, na których widnieją ci sami ludzie, w tych samych ubraniach, z identycznymi uśmiechami.
Co można odkryć?
Rozwiązanie zagadki ujawniłoby, że miasteczko wpadło w „pętlę kwantową” wywołaną przez eksperyment lokalnego fizyka, który chciał ocalić umierającą córkę. Odkrycie to pozwoliłoby zrozumieć, że czas jest nierozerwalnie związany z przemijaniem – bez starości i zmian życie staje się jedynie martwą fotografią. Dzięki śledztwu miasto mogłoby wrócić do normalnego biegu historii.
Jako detektywka chciałabym rozwiązać zagadkę „Zatrzymanego Czasu w Miasteczku X”.
Tajemnica
Mieszkańcy pewnej odizolowanej osady przestali się starzeć. Dzieci od dekady chodzą do tej samej klasy, a zegary na wieżach stanęły dokładnie o 12:00. Najdziwniejsze jest to, że nikt z zewnątrz nie może tam wejść, a ci, którzy wyjeżdżają, natychmiast zapominają o istnieniu swojego...
Hej. Żeby było ciekawiej to zapytałem moich dzieci….
I tu niespodzianka jak by mogli zostać tym detektywem chcieli by rozwiązać chyba najbardziej nierozwiązywalną zagadkę znikających skarpetek w trakcie prania w pralce… chyba odwieczna zagadka nad którą krążą legendy, coś czego nie da się rozwiązć w racjonalny sposób, zagadka, pytanie, gdzie znika ta druga - skoro do pralki trafiły obie.
Tylko czy aby napewno… pozdrawiam
Hej. Żeby było ciekawiej to zapytałem moich dzieci….
I tu niespodzianka jak by mogli zostać tym detektywem chcieli by rozwiązać chyba najbardziej nierozwiązywalną zagadkę znikających skarpetek w trakcie prania w pralce… chyba odwieczna zagadka nad którą krążą legendy, coś czego nie da się rozwiązć w racjonalny sposób, zagadka, pytanie, gdzie znika ta druga - skoro do...
Gdybym mogła wcielić się w rolę detektywki, chciałabym rozwiązać zagadkę dokładnie taką jak "Żuchwa Kaina" Edwarda Powysa Mathersa. To jedna z najbardziej wymagających łamigłówek literackich – sto stron pomieszanych w przypadkowej kolejności, a w nich opis sześciu morderstw i ukryta tożsamość zabójców. Chciałabym podjąć to wyzwanie, bo wymaga cierpliwości, logicznego myślenia i spostrzegawczości. Rozwiązanie tak skomplikowanej zagadki dałoby ogromną satysfakcję – moment, w którym chaos zamienia się w pełną, spójną prawdę o zbrodni. To właśnie taki intelektualny pojedynek z tajemnicą fascynowałby mnie najbardziej.
Gdybym mogła wcielić się w rolę detektywki, chciałabym rozwiązać zagadkę dokładnie taką jak "Żuchwa Kaina" Edwarda Powysa Mathersa. To jedna z najbardziej wymagających łamigłówek literackich – sto stron pomieszanych w przypadkowej kolejności, a w nich opis sześciu morderstw i ukryta tożsamość zabójców. Chciałabym podjąć to wyzwanie, bo wymaga cierpliwości, logicznego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejChętnie odnalazłbym Bursztynową Komnatę. Przypadkiem trafiłam na pamiętnik starego żeglarza, który był świadkiem transportu bursztynów i na dowód przy pamiętniku spakowany byłby piękny bursztyn. Tropy zaprowadziły by mnie na wyspę Wolin...
Chętnie odnalazłbym Bursztynową Komnatę. Przypadkiem trafiłam na pamiętnik starego żeglarza, który był świadkiem transportu bursztynów i na dowód przy pamiętniku spakowany byłby piękny bursztyn. Tropy zaprowadziły by mnie na wyspę Wolin...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Moja zagadka dotyczy słynnego „Złotego pociągu” z okresu ostatniej wojny.
Tajemnicą jest to, co naprawdę i w jakiej ilości mogło się znajdować w pociągu ukrytym przez wojsko z zachodu.
Ślady to liczne opowieści, zeznania i znaczne już sumy wydane w tym aspekcie.
Odkryciem by było głównie to, jak to się stało, że mając nowoczesną technikę, ogrom wiedzy, nadal tak naprawdę jesteśmy na początku poszukiwań. A może tajemniczy opiekunowie nadal żyją i próbują nie dopuścić do odnalezienia? Pytanie jest następujące: gdzie to jest (na Grenlandii)?
Moja zagadka dotyczy słynnego „Złotego pociągu” z okresu ostatniej wojny.
Tajemnicą jest to, co naprawdę i w jakiej ilości mogło się znajdować w pociągu ukrytym przez wojsko z zachodu.
Ślady to liczne opowieści, zeznania i znaczne już sumy wydane w tym aspekcie.
Odkryciem by było głównie to, jak to się stało, że mając nowoczesną technikę, ogrom wiedzy, nadal tak naprawdę...
Jako detektywka chciałabym rozwiązać Tajemnicę Znikającego Czasu. Sprawa dotyczy ludzi, którzy „tylko na chwilę” wchodzą na telefon odczytać wiadomość, a po wyjściu orientują się, że minęły dwie godziny, jest noc, a herbata wystygła w 2022 roku.
Ślady są wszędzie. Otwarty TikTok, 47 nieprzeczytanych wiadomości typu „halo???”, oraz charakterystyczne odciski palców w kształcie scrolla. Zegarek twierdzi, że mówił prawdę. Telefon zaprzecza. Algorytm patrzy na mnie i się uśmiecha. Podejrzane.
Dochodzenie prowadzi mnie do wniosku, że czas nie znika, on jest porywany. Przez czarne dziury zwane „jeszcze jednym filmikiem”. W ich wnętrzu obowiązują inne prawa fizyki: pięć minut trwa godzinę, a „zaraz idę spać” jest pojęciem czysto teoretycznym.
Co odkrywam? Że czas jest elastyczny, samokontrola mitem, a prawdziwym władcą rzeczywistości jest autoplay. Odzyskanie czasu? Niemożliwe. Ale przynajmniej wiem, dlaczego wszyscy jesteśmy zmęczeni. Sprawa zamknięta. Telefon… pod obserwacją 📱🕵️♀️😏
Jako detektywka chciałabym rozwiązać Tajemnicę Znikającego Czasu. Sprawa dotyczy ludzi, którzy „tylko na chwilę” wchodzą na telefon odczytać wiadomość, a po wyjściu orientują się, że minęły dwie godziny, jest noc, a herbata wystygła w 2022 roku.
Ślady są wszędzie. Otwarty TikTok, 47 nieprzeczytanych wiadomości typu „halo???”, oraz charakterystyczne odciski palców w...
Chciała bym odkryć tajemniczą wyspę na której mieszkają ludzie i zwierzęta , doprowadziło by do niej zdjęcia z gazet różne skrawki wiadomości z internetu i tajemnicza wiadomość w skrzynce pocztowej od nieznajomego o imieniu rick z zaproszeniem na wyspę i zagadkowa mapa gdy bym już doszła do sedna zagadki odkryła bym że istnieje 2 świat na którym można zamieszkać i istnieje życie
Chciała bym odkryć tajemniczą wyspę na której mieszkają ludzie i zwierzęta , doprowadziło by do niej zdjęcia z gazet różne skrawki wiadomości z internetu i tajemnicza wiadomość w skrzynce pocztowej od nieznajomego o imieniu rick z zaproszeniem na wyspę i zagadkowa mapa gdy bym już doszła do sedna zagadki odkryła bym że istnieje 2 świat na którym można zamieszkać i istnieje...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jako detektyw chciałbym zmierzyć się z zagadką skradzionych klejnotów z Luwru – sprawą, o której oficjalnie mówi się szeptem, a nieoficjalnie… wcale. Tajemnicą nie byłoby samo zniknięcie klejnotów, lecz fakt, że systemy alarmowe nie zarejestrowały żadnego włamania, a gabloty wyglądały tak, jakby klejnoty nigdy tam nie leżały.
Pierwszymi śladami byłyby drobne szczegóły: kurz naruszony tylko w jednym miejscu, odciski palców należące do osób, które nigdy nie wchodziły do tej sali, oraz zapisy z kamer pokazujące „puste minuty” – kilka sekund nagrania, które dziwnym trafem zniknęły z archiwum. Do tego dochodziłby tajemniczy list znaleziony w muzealnej bibliotece, zapisany kodem używanym przez XIX-wiecznych jubilerów.
Trop prowadziłby mnie przez podziemia Paryża, archiwa muzealne i prywatne kolekcje bogatych mecenasów sztuki. Odkryłbym, że kradzież nie była zwykłym przestępstwem, lecz próbą odzyskania klejnotów należących niegdyś do zapomnianej królewskiej rodziny, wymazanej z oficjalnej historii.
Rozwiązanie zagadki ujawniłoby coś więcej niż miejsce ukrycia klejnotów – pokazałoby, że historia sztuki i polityki pełna jest celowo przemilczanych tajemnic, a prawda czasem błyszczy mocniej niż najcenniejszy diament.
Jako detektyw chciałbym zmierzyć się z zagadką skradzionych klejnotów z Luwru – sprawą, o której oficjalnie mówi się szeptem, a nieoficjalnie… wcale. Tajemnicą nie byłoby samo zniknięcie klejnotów, lecz fakt, że systemy alarmowe nie zarejestrowały żadnego włamania, a gabloty wyglądały tak, jakby klejnoty nigdy tam nie leżały.
Pierwszymi śladami byłyby drobne szczegóły:...
Chciałabym rozwiązać zagadkę „Domu, który pamięta za dużo”. Trafiłabym do eleganckiej willi, gdzie nikt nie zginął, nic nie zaginęło, a jednak każdy z domowników zachowuje się tak, jakby miał coś do ukrycia. Tajemnicą nie byłaby zbrodnia, lecz cisza: dziwne pauzy w rozmowach, zdania urwane dokładnie przed puentą, spojrzenia uciekające w ten sam róg salonu. Pierwsze ślady byłyby drobne i niepozorne: filiżanki zawsze stawiane uchwytem w jedną stronę, zegar stojący, choć nakręcany codziennie, książka kucharska z tłustą kartką w miejscu, gdzie nie ma przepisu. Zaczęłabym słuchać nie tego, co mówią, lecz kiedy mówią zbyt szybko albo zbyt wolno. Zauważyłabym, że każdy pamięta inny przebieg tego samego popołudnia, a wspólnym mianownikiem jest pokój, do którego nikt „nigdy” nie wchodzi. Rozwiązanie przyszłoby nie w nocy, lecz przy herbacie, gdy jedna z kobiet poprawiłaby obrus, odsłaniając ślad po dawno zdjętym obrazie. Odkryłabym, że dom był świadkiem dawnego wyboru, który wszyscy postanowili zapomnieć, i że to nie mury są winne, lecz wspólna zmowa milczenia. A prawda, raz nazwana, nie zburzyłaby domu, tylko pozwoliłaby jego mieszkańcom wreszcie przestać grać role.
Chciałabym rozwiązać zagadkę „Domu, który pamięta za dużo”. Trafiłabym do eleganckiej willi, gdzie nikt nie zginął, nic nie zaginęło, a jednak każdy z domowników zachowuje się tak, jakby miał coś do ukrycia. Tajemnicą nie byłaby zbrodnia, lecz cisza: dziwne pauzy w rozmowach, zdania urwane dokładnie przed puentą, spojrzenia uciekające w ten sam róg salonu. Pierwsze ślady...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejChciałbym rozwiązać zagadkę „Znikającej godziny” w małym mieście, gdzie co kilka tygodni komuś przepada dokładnie jedna godzina z życia, nie pamięta jej ani minuta, ani sekunda, a jednak po niej zostają skutki: obcy piasek w kieszeni, drobna ranka na palcu, przestawiony kubek, rachunek z kiosku o czasie, którego nie było. Tajemnicą nie jest więc „kto”, tylko „jak” i „po co” ktoś kradnie czas w tak równych porcjach. Ślady prowadziłyby przez rzeczy, które nie kłamią: paragon z drukarki termicznej z inną temperaturą głowicy, zapis krokomierza z dziwną przerwą w rytmie, monitoring, na którym człowiek wchodzi w kadr i z niego nie wychodzi, ale w śniegu przed sklepem widać dokończone ślady butów, jakby ktoś dopisał brakujące kroki po fakcie. Zbierałbym próbki kurzu spod paznokci, porównywał pyłki roślin, analizował wodę w czajnikach i twardość lodu w zamrażarkach, bo „brakująca godzina” zostawia mikro różnice w materii. Rozwiązanie odkryłoby coś większego niż sprawcę: że miasto stoi na starym korytarzu między miejscami, a ktoś nauczył się przechodzić nim i płaci za to czasem mieszkańców. A gdybym to udowodnił, można by znaleźć nie tylko winnego, ale też wejście, nauczyć się zamykać tę szczelinę i odzyskać to, co wszyscy uznali za normalne, własną ciągłość.
Chciałbym rozwiązać zagadkę „Znikającej godziny” w małym mieście, gdzie co kilka tygodni komuś przepada dokładnie jedna godzina z życia, nie pamięta jej ani minuta, ani sekunda, a jednak po niej zostają skutki: obcy piasek w kieszeni, drobna ranka na palcu, przestawiony kubek, rachunek z kiosku o czasie, którego nie było. Tajemnicą nie jest więc „kto”, tylko „jak” i „po co”...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdybym była detektywką, chciałabym rozwiązać zagadkę zniknięcia kota o imieniu Pestka. Nie był mój, ale każdego ranka czekał pod moimi drzwiami. Zawsze o tej samej porze - siadał cicho, mruczał i patrzył, jakby sprawdzał, czy wszystko jest w porządku. Pewnego dnia nie przyszedł.
Zamiast Pestki znalazłam tylko ślady łapek na klatce schodowej i piórko, którego wcześniej tam nie było. To był pierwszy trop. Kolejne prowadziły przez piwnicę, podwórko i stare śmietniki, gdzie ktoś zostawił miskę z jedzeniem. Zauważyłam też otwarte okno w pustym mieszkaniu na parterze.
Po połączeniu wszystkich śladów odkryłam, że Pestka opiekował się kimś, kto już tam nie mieszkał. Kot szukał nowego miejsca - i nowych ludzi. Rozwiązanie zagadki pozwoliło nie tylko odnaleźć Pestkę, ale też znaleźć mu dom, w którym znów ktoś będzie na niego czekał.
Bo czasem detektyw odkrywa nie tylko tajemnice… ale też więzi, które powstały po cichu 🐾
Gdybym była detektywką, chciałabym rozwiązać zagadkę zniknięcia kota o imieniu Pestka. Nie był mój, ale każdego ranka czekał pod moimi drzwiami. Zawsze o tej samej porze - siadał cicho, mruczał i patrzył, jakby sprawdzał, czy wszystko jest w porządku. Pewnego dnia nie przyszedł.
Zamiast Pestki znalazłam tylko ślady łapek na klatce schodowej i piórko, którego wcześniej tam...
Dzwonek zadzwonił jak zawsze. Panika zaczęła się pięć minut później. Z sejfu w pokoju nauczycielskim zniknęły arkusze egzaminu ósmoklasisty. Nie kopia. Oryginał. Szkoła zamarła, a ja - samozwańcza detektywka z ósmej B - wiedziałam, że to nie jest zwykły szkolny dramat, tylko prawdziwa sprawa. Tajemnica była gruba jak segregator z biologii: kto wszedł do pokoju nauczycielskiego, ominął sekretariat i wyszedł, nie zostawiając po sobie ani jednego śladu? Monitoring „akurat” nie działał, woźny przysięgał na pęk swoich kluczy, a nauczyciele nagle zaczęli mówić półgłosem, jakby ktoś mógł podsłuchać nawet tablicę korkową. Rozwiązanie przyszło nie tam, gdzie wszyscy patrzyli. Sprawczynią okazała się... prymuska. Jednak to nie dla siebie ukradła arkusze... Rozwiązanie tej zagadki nauczy Was czegoś ważniejszego niż to, kto zawinił. Czasem ktoś popełnia zbrodnię... z miłości.
Dzwonek zadzwonił jak zawsze. Panika zaczęła się pięć minut później. Z sejfu w pokoju nauczycielskim zniknęły arkusze egzaminu ósmoklasisty. Nie kopia. Oryginał. Szkoła zamarła, a ja - samozwańcza detektywka z ósmej B - wiedziałam, że to nie jest zwykły szkolny dramat, tylko prawdziwa sprawa. Tajemnica była gruba jak segregator z biologii: kto wszedł do pokoju...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJako detektywa kobietę (nie lubię feminatiwów), mocno zainteresowała mnie zagadka odbicia w lustrze. Nabrałam podejrzeń, gdy pewnego dnia stałam przed dużym lustrem w szafie i przymierzałam apaszkę. Gdy mi upadła, schyliłam się, lecz kątem oka zauważyłam, że moje lustrzane odbicie dalej stoi i ją przymierza. Postanowiłam przyjrzeć się tej sprawie i w czasie najbliższego nowiu księżyca odkryłam, że lustro jest portalem i mogę przez nie przejść. Po drugiej stronie odkryłam, że żyje tam nieznana mi bliźniacza siostra, porwana w niemowlęctwie. Ona również widziała moje odbicie w lustrze, i tak jak ja, była przekonana, że to jej własna postać.
Jako detektywa kobietę (nie lubię feminatiwów), mocno zainteresowała mnie zagadka odbicia w lustrze. Nabrałam podejrzeń, gdy pewnego dnia stałam przed dużym lustrem w szafie i przymierzałam apaszkę. Gdy mi upadła, schyliłam się, lecz kątem oka zauważyłam, że moje lustrzane odbicie dalej stoi i ją przymierza. Postanowiłam przyjrzeć się tej sprawie i w czasie najbliższego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJako detektywka postanowiłam rozwiązać zagadkę znikających noworocznych postanowień. Każdego roku pojawiały się tłumnie pierwszego stycznia, a potem… rozpływały się jak dym z taniego papierosa. Pierwszy ślad znalazłam w jakże niewinnym kalendarzu z podejrzanie pustymi kartkami. Drugi prowadził do lodówki, gdzie „dieta” leżała martwa między nadgryzioną czekoladą a w połowie zjedzonym opakowaniem serowych chrupków. Trzeci był najgorszy: lustro. Patrzyło na mnie bez litości i mówiło jedno - „od jutra..." Miasto szeptało historie o zmęczeniu, pośpiechu i przerośniętych ambicjach. Odkryłam, że winnego nie ma. Zagadkę kradzieży popełnialiśmy sami, kawałek po kawałku, odkładając wszystko na później... Gdy sprawa została zamknięta, zrozumiałam coś ważnego. Nie trzeba wielkich postanowień, by coś zmienić. Wystarczy jedno małe, które nie boi się przetrwać tego słynnego, nieszczęsnego poniedziałku...
Jako detektywka postanowiłam rozwiązać zagadkę znikających noworocznych postanowień. Każdego roku pojawiały się tłumnie pierwszego stycznia, a potem… rozpływały się jak dym z taniego papierosa. Pierwszy ślad znalazłam w jakże niewinnym kalendarzu z podejrzanie pustymi kartkami. Drugi prowadził do lodówki, gdzie „dieta” leżała martwa między nadgryzioną czekoladą a w połowie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A ja tak trochę z przymrużeniem oka i przy okazji jest to odpowiedź dla MarzenyCzytelniczki :)
Jako detektywka od spraw absolutnie nierozwiązywalnych podjęłabym się śledztwa nad… Zaginionym Skarpetowym Zjawiskiem. Tajemnica jest poważna: dlaczego z każdej pary skarpet po praniu znika dokładnie jedna? Czy pralka prowadzi własne statystyki? Czy skarpety uciekają w lepsze życie? A może to spisek producentów?Ślady są niepokojąco subtelne: pojedyncze skarpetki pojawiające się w najmniej oczekiwanych miejscach, podejrzane szumy dobiegające z bębna pralki, a także tajemniczy wir, który pojawia się tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy. W toku śledztwa odkrywam również mapę narysowaną na zakurzonej skarpecie — prowadzi prosto za pralkę, do wąskiej szczeliny, której wcześniej nie było.Finał śledztwa okazuje się przełomowy: za pralką znajduje się portal do równoległego świata, w którym skarpety żyją wolno, szczęśliwie i bez pary. Odkrycie to sprawia, że zostaję pierwszą
detektywką, która nie tylko rozwiązała domową zagadkę wszech czasów, ale też musi teraz tłumaczyć światu, dlaczego skarpety wcale nie chcą wracać.
A ja tak trochę z przymrużeniem oka i przy okazji jest to odpowiedź dla MarzenyCzytelniczki :)
Jako detektywka od spraw absolutnie nierozwiązywalnych podjęłabym się śledztwa nad… Zaginionym Skarpetowym Zjawiskiem. Tajemnica jest poważna: dlaczego z każdej pary skarpet po praniu znika dokładnie jedna? Czy pralka prowadzi własne statystyki? Czy skarpety uciekają w lepsze...
Chciałabym rozwiązać zagadkę zaginionej mapy miasta, która podobno pokazuje miejsca ukrytych, zapomnianych przejść pod ziemią. Tajemnica zaczyna się od starej fotografii znalezionej w bibliotece — widać na niej grupę ludzi stojących przy wejściu do tunelu, którego dziś już nie ma. Na odwrocie zdjęcia zapisano tylko datę i symbol przypominający gwiazdę. Kolejne ślady prowadzą do pamiętnika dawnego architekta. Opisuje on „drugie miasto” zbudowane pod ulicami, stworzone jako schronienie na wypadek katastrofy. W tekście powtarzają się te same symbole co na zdjęciu, ukryte w rysunkach budynków. Odkrywam, że symbole odpowiadają gwiazdozbiorom, a ich układ pokrywa się z planem centrum. Podążając tym wzorem, można odnaleźć zamurowane wejście w piwnicy starego teatru. Za nim kryje się sieć korytarzy i kapsuła czasu — listy, przedmioty i nagrania mieszkańców sprzed stu lat. Dzięki temu odkryciu poznajemy ich historie, marzenia i lęki. Zagadka nie prowadzi do skarbu ze złota, lecz do skarbu pamięci — przypomnienia, że miasto to nie tylko mury, ale ludzie, którzy je tworzyli.
Chciałabym rozwiązać zagadkę zaginionej mapy miasta, która podobno pokazuje miejsca ukrytych, zapomnianych przejść pod ziemią. Tajemnica zaczyna się od starej fotografii znalezionej w bibliotece — widać na niej grupę ludzi stojących przy wejściu do tunelu, którego dziś już nie ma. Na odwrocie zdjęcia zapisano tylko datę i symbol przypominający gwiazdę. Kolejne ślady...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdybym była detektywką, chciałabym rozwiązać zagadkę starej kamienicy w mojej okolicy, do której nikt nie chce się wprowadzić, choć stoi pusta od lat. Tajemnicą
byłoby to, dlaczego w niektórych oknach co noc zapala się światło, mimo że
budynek jest zamknięty. Pierwszymi śladami byłyby stare listy znalezione w
skrzynce na listy, pożółkłe gazety sprzed kilkudziesięciu lat i symbol
powtarzający się na drzwiach kilku mieszkań. Trop prowadziłby do historii
ludzi, którzy kiedyś tam mieszkali i zniknęli bez śladu. Rozwiązanie zagadki
pozwoliłoby odkryć zapomnianą część miasta i udowodnić, że nawet miejsca uznane
za „puste” wciąż skrywają czyjeś historie
Gdybym była detektywką, chciałabym rozwiązać zagadkę starej kamienicy w mojej okolicy, do której nikt nie chce się wprowadzić, choć stoi pusta od lat. Tajemnicą
byłoby to, dlaczego w niektórych oknach co noc zapala się światło, mimo że
budynek jest zamknięty. Pierwszymi śladami byłyby stare listy znalezione w
skrzynce na listy, pożółkłe gazety sprzed kilkudziesięciu lat i...
Jako detektywka chciałabym rozwiązać zagadkę, która od lat nurtuje wszystkich kociarzy: co robi kot, gdy nie ma nas w domu. Tajemnica wydaje się banalna, ale pozory mylą — koty są mistrzami kamuflażu i życia w cieniu.
Ślady pojawiają się stopniowo: lekko przesunięte przedmioty, tajemnicze kłaczki w miejscach, gdzie nikt ich nie zostawił, odgnieciona poduszka na kanapie i miska, która magicznie opróżnia się szybciej, niż powinna. Kamera monitoringu pokazuje jednak coś zupełnie innego niż „ciągłe spanie” — nocne patrole po mieszkaniu, rozmowy z odbiciem w lustrze, testowanie grawitacji poprzez zrzucanie rzeczy z półek oraz pilnowanie domu z godnością strażnika tajemnic.
Rozwiązanie tej zagadki prowadzi do jednego odkrycia: kot, gdy nas nie ma, nie jest samotny ani znudzony — on prowadzi własne, sekretne życie, w którym jest odkrywcą, detektywem i władcą terytorium. A my? Jesteśmy tylko współlokatorami, którym pozwala wracać do domu.
Jako detektywka chciałabym rozwiązać zagadkę, która od lat nurtuje wszystkich kociarzy: co robi kot, gdy nie ma nas w domu. Tajemnica wydaje się banalna, ale pozory mylą — koty są mistrzami kamuflażu i życia w cieniu.
Ślady pojawiają się stopniowo: lekko przesunięte przedmioty, tajemnicze kłaczki w miejscach, gdzie nikt ich nie zostawił, odgnieciona poduszka na kanapie i...
Jeśli zostałbym detektywem, moim marzeniem byłoby rozwiązanie sprawy Najgrubszego Kalibru!
Wrocław, Wigilia Bożego Narodzenia. Miasto pogrąża się w wieczornym spokoju, który zazwyczaj towarzyszy w przeddzień Świąt. Podczas nocnej zmiany, stróż w Panoramie Racławickiej odkrywa, że dzieło zniknęło. I to nie tylko okazałe malowidło, ale i cała sceneria! Na środku wielkiego gmachu zostało tylko krzesło, a na nim związany kustosz obiektu w stroju błazna. Ostatnie, co pamięta to to, że kupował karpia na wigilijną kolację i moment wyjścia ze sklepu rybnego.
Jego ubiór wydaje się być nieprzypadkowy, ponieważ do złudzenia przypomina Stańczyka z obrazu Matejki.
Trop wiedzie do byłej stolicy Polski - Krakowa.
Podążając śladami królewskiego błazna odkryję kolejne tropy wiodące do rozwiązania zagadki - kto ukradł arcydzieło i w jaki sposób niepostrzeżenie wywiózł całość? Odkryję ciemne strony polskiej historii nadwornej, której opublicznienie mogłoby wiązać się ze zmianą narracji historycznej jaką znamy. Komuś ewidentnie zależy, by fakty te nie wyszły na jaw.
Chciałbym wierzyć w to, że dzieło wróci na swoje miejsce w nienaruszonym stanie. Moje nadzieje rozwiewa fakt, że fragment obrazu z Wielkim Księciem Witoldem został rozwieszony nad Barbakanem.
Złodziej lub złodzieje, chcą zostać zauważeni, a być może i złapani. W jakiej sprawie działają? Z czyjego polecenia lub w jakiej wierze?
Ta część historii jeszcze nie pojawiła się w mojej głowie, ale zapewniam, że wszystkich nas zaskoczy.
Jeśli zostałbym detektywem, moim marzeniem byłoby rozwiązanie sprawy Najgrubszego Kalibru!
Wrocław, Wigilia Bożego Narodzenia. Miasto pogrąża się w wieczornym spokoju, który zazwyczaj towarzyszy w przeddzień Świąt. Podczas nocnej zmiany, stróż w Panoramie Racławickiej odkrywa, że dzieło zniknęło. I to nie tylko okazałe malowidło, ale i cała sceneria! Na środku wielkiego...
Jako detektyw marzyłabym o rozwiązaniu jednej z największych tajemnic ludzkości: dlaczego faceci nigdy niczego nie mogą znaleźć, podczas gdy kobieta po jednym pytaniu od razu wie, gdzie leży zagubiony przedmiot. Ślady są subtelne, ale wszechobecne: wiecznie nieodnalezione klucze, piloty do telewizora i tajemnicze „gdzie jest moja koszula?”. Każdy trop prowadzi do niepozornych miejsc - pod poduszką, za lodówką, w kieszeni spodni, które „na pewno były puste”.Rozwiązanie tej zagadki sprawiłoby, że świat funkcjonowałby sprawniej, a każdy facet mógłby w końcu przestać godzinami szukać… tego, co wcale nie zniknęło.
Jako detektyw marzyłabym o rozwiązaniu jednej z największych tajemnic ludzkości: dlaczego faceci nigdy niczego nie mogą znaleźć, podczas gdy kobieta po jednym pytaniu od razu wie, gdzie leży zagubiony przedmiot. Ślady są subtelne, ale wszechobecne: wiecznie nieodnalezione klucze, piloty do telewizora i tajemnicze „gdzie jest moja koszula?”. Każdy trop prowadzi do...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Odkąd pamiętam kocham kryminały i wszelkiego rodzaju zagadki, więc gdy tylko myślę o jakiejś to nasuwa mi się tylko morderstwo.. Ale nie byle jakie... od razu widzę to w głowię... a historia zaczyna sie tak... :
Zdjęła okulary i przetarła zmęczoną twarz. Od kilkudziesięciu godzin siedziała nad aktami. Zebrała swój tyłek z krzesła i usłyszała jak jej kości wydają nieartykułowane dźwięki. Brawo Evelyn masz dopiero trzydziestkę na karku, a już czujesz się jak staruszka. Porozciągała się trochę i udała po... Który to już kubek kawy? Sama nie wiedziała, gdy wstawiała wodę cały czas przed oczami miała miejsce zbrodni. Dębowe biurko oblane krwią, siwe włosy posklejane czerwonym płynem, tępy, pozbawiony blasku wzrok. Podłączyła gaz, oparła się o blat, znowu wizja. Brak śladów włamania, ofiara nie broniła się, sejf otwarty na oścież. Gwizd przywrócił ją do rzeczywistości, zalała wrzący napar i ponownie udała się do biurka. Zanurzyła swoje karminowe usta w kubku i czuła jak gorąca fala kofeiny przelewa się przez jej przełyk. Rozpostarła nogi pod biurkiem, zamknęła oczy i przeniosła się ponownie na miejsce zbrodni. Widziała ekipę techników oznaczających teren, siebie przesłuchującą pokojówkę - czyste marnotrawstwo, nic nie widziała, nic nie słyszała. Ofiara musiała znać napastnika, zapewne również sama otworzyła sejf, co skłoniło tego kogoś do morderstwa? I w jakim celu? Pieniądze? Biżuteria? Dzieło sztuki? Te i inne pytania kołatały się w głowie Evelyn gdy rozdzwonił się telefon. Otworzyła oczy, złapała za słuchawkę i wypowiedziała jednym tchem: - Sierżant Evelyn Wolsky słucham? - Już wiesz co zginęło z sejfu? - Kto mówi? - Podpowiem Ci, każdy bogacz to ma i niejednego jeszcze zabije, strzeż się, bo ze mną nie wygrasz. Połączenie zostało przerwane, a Evelyn z niedowierzaniem przyglądała się słuchawce. Złapała szybkim ruchem kurtkę, wsiadła do auta i pojechała do biura. Po piętnastu minutach była już na komisariacie, a po dosłownie dwóch siedziała naprzeciwko swojego szefa i zdawała mu relację. – Domyślasz się co mogło być w tej skrytce? – Sądzę, że albo coś naprawdę cennego, albo wstydliwego dla naszego zabójcy. Musimy namierzyć wszystkich najbogatszych staruszków, zdobyć nakaz i zobaczyć co kryją w zakamarkach swoich domów. – Wiesz, że to nie będzie takie łatwe? – Jeśli nie chcesz mieć kolejnych zwłok, załatw mi to. Powiedziawszy to udała się do swojego wydziału, wydała kilka poleceń i sama usiadła do komputera, by przejrzeć listę najbogatszych staruszków. Po godzinie miała listę dziesięciu bogaczy, złapała kurtkę i pojechała pod pierwszy adres. Po dwudziestu pięciu minutach była już pod mosiężną bramą, a czekając aż się otworzy lustrowała wielki, antyczny dom. Po chwili parkowała już przed owym domostwem. Nie zdążyła zapukać, a drzwi już się otworzyły. Jej oczom ukazał się średniej wielkości młody mężczyzna. - Pan Mcnight czeka na panią w bibliotece, proszę za mną. Posłusznie udała się za nieznajomym, przyglądając się mijanym antykom. Zupełnie jak w muzeum, pomyślała. Gdy byli już w bibliotece poczuła się niezwykle mała, całe wnętrze wypełnione było wszelakimi książkami, a pomieszczenie pachniało starością. Z daleka dostrzegła krępego mężczyznę, który pochłonięty był jakąś lekturą, już chciała się odezwać, gdy usłyszała : - Witam, czym sobie zasłużyłem na wizytę tak pięknej i urodziwej kobiety? – podniósł głowę, a Evelyn ujrzała jego kocie oczy, w młodości musiał mieć niebywałe powodzenie. - Dzień dobry, sierżant Evelyn Wolsky, mam do pana parę pytań. -Policja w moim domu? A to nowość ! Proszę usiąść, kawy, herbaty? - Nie dziękuje, wolałbym przejść do sedna sprawy. - No dobrze, słucham w takim razie. - Zapewne wie pan, że trzy dni temu został zamordowany pan Letio, otóż jego mieszkanie nie zostało splądrowane, chociaż mogłoby zważywszy, że był on zamożnym człowiekiem. Zginęła tylko jedna rzecz, którą zabrano z sejfu, a dzisiaj rano dostałam anonimowy telefon od mordercy, że nie spocznie on dopóki nie zdobędzie tego, czego tak pragnie. I teraz nasuwa się moje pytanie czy wie pan co było w skrytce? - Proszę natychmiast opuścić moje mieszkanie. Niespodziewana reakcja wstrząsnęła nią lekko. - Czy coś się stało? Rozumiem, że śmierć pana Letio... - Nie słyszała pani? Proszę natychmiast opuścić ten budynek ! – wykrzyczał Mcnight. Ive niesiona swoim doświadczeniem i niezawodnym instynktem , wiedziała, że Mcnight coś ukrywa, postanowiła kuć żelazo póki gorące. - Proszę udostępnić mi zawartość swojego sejfu, natychmiast. - Czy pani oszalała? Proszę stąd wyjść, albo każe panią wyprowadzić siłą. - Jeżeli nie chce pan skończyć w kałuży krwi, proszę natychmiast pokazać mi zawartość skrytki – prawie wykrzyczała, wiedząc, że każdy boi się śmierci. Mcnight usiadł zrezygnowany i przeczesał przerzedzone włosy, pooraną zmarszczkami dłonią. - Dobrze, proszę podejść. Evelyn zbliżyła się i czekała. Obserwowała jak staruszek wbija znany tylko jemu kod i otwiera drzwiczki. Wyjął na swoje sosnowe biurko dość sporych rozmiarów pakunek. Odwinął go i wtedy zaparło jej dech w piersiach. Jej oczom ukazał się akt kobiety namalowany z niezwykłym kunsztem. - Piękna, co to za kobieta?- spytała zafascynowana. - To grecka muza Klio, Marc, to znaczy Marc Letio był w posiadaniu Erato, muzy poezji miłosnej. - Ile jest tych obrazów? - 9, tyle ile było muz. -Będzie pan musiał mi podać wszystkie nazwiska, od razu wyślę tam swoich ludzi, wie pan kto mógł to zrobić? Mcnight nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ jej telefon się rozdzwonił, odebrała niesiona złym przeczuciem. - Nawijaj. -Mamy kolejne morderstwo, ten sam schemat. Zaklęła w głowie, rozłączyła się i spojrzała na staruszka. -Znowu to zrobiła. -Nie rozumiem?- odpowiedziała zbita z tropu. -Znowu zabiła, Nefretete. - O kim pan do diabła mówi? -To kobieta, taki miała pseudonim Nefretete. Pięć lat temu wraz z moimi kolegami byliśmy na zjeździe historycznym, następnie udaliśmy się do dość egzotycznego miejsca, tam ją poznaliśmy. -W klubie nocnym? -Taa..k – odpowiedział zmieszany. – Chyba nam też należy się coś od życia. Była tajemnicza, wygimnastykowana, opowiedziała mi o obrazach, o tym że pewnego dnia uwolni się z tego miejsca dzięki nim, poprosiłem by mi je pokazała, sama pani widzi są piękne. -Okradliście ją..- dodała dwa do dwóch. -Nie, dała mi je na przechowanie, żebym obeznał się i powiedział ile są warte, była zwykłą dziwką, to jest jej życiem nie zrobiłaby nic pożytecznego z tymi obrazami, chciała je sprzedać, rozumie pani, nie mogłem jej na to pozwolić. Wyczerpany usiadł, a na jego twarzy odbite były wszystkie lata życia. -Błagam, proszę mnie ochronić, zrobię wszystko.. Evelyn spakowała obraz i zabrała Mcnighta na komisariat, opowiedziała wszystko przełożonym, ale cała ta sprawa nie dawała jej spokoju. Zebrała pozostałe siedem obrazów i pojechała do klubu o którym mówił Mcnight. Próbowała z kimś porozmawiać, dowiedzieć się o niejakiej Nefretete, niestety na próżno. Późnym wieczorem dostała kolejny telefon, wiedziała kto dzwoni. -Jeszcze się spotkamy Ive. – powiedział stłumiony głos.
Czy Evelyn uda się odnależć tajemniczą kobietę ? A przede wszystkim czy pomimo, że jest w posiadaniu obrazów czy uda się jej ochronić ludzi, którzy wcześniej byli w ich posiadaniu... ?
Odkąd pamiętam kocham kryminały i wszelkiego rodzaju zagadki, więc gdy tylko myślę o jakiejś to nasuwa mi się tylko morderstwo.. Ale nie byle jakie... od razu widzę to w głowię... a historia zaczyna sie tak... :
Zdjęła okulary i przetarła zmęczoną twarz. Od kilkudziesięciu godzin siedziała nad aktami. Zebrała swój tyłek z krzesła i usłyszała jak jej kości wydają...
Mi się marzy wyprawa do Kotliny Kłodzkiej zimą. A jest to bardzo tajemniczy fragment naszego kraju, gdzie moim zdaniem miała miejsce niejedna zbrodnia, która u podłoża miała naturę - klimat i surowość tego miejsca na jakim piętno odcisnęła historia. Jako detektyw chciałabym rozwikłać tajemnicę Kotliny Kłodzkiej - odpowiedzieć na wiele pytań i kto wie może o tym napiszę kiedyś książkę.
Mi się marzy wyprawa do Kotliny Kłodzkiej zimą. A jest to bardzo tajemniczy fragment naszego kraju, gdzie moim zdaniem miała miejsce niejedna zbrodnia, która u podłoża miała naturę - klimat i surowość tego miejsca na jakim piętno odcisnęła historia. Jako detektyw chciałabym rozwikłać tajemnicę Kotliny Kłodzkiej - odpowiedzieć na wiele pytań i kto wie może o tym napiszę...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jaka zagadka? Proste: Skąd się biorą dzieci? Czy faktycznie przynosi je bocian i znajdujesz w głowie kapusty? Czy wyskakują z brzuszka mamy? Czy rozpruwają jej brzuch? Czy może tak jak w jednym filmie, gdzie jest świat przejściowy. Każde dziecko stoi w jakiejś kolejce i wychodzi w konkretne wyjście i trafia do pisanej mu rodziny. Nie pamiętam nazwy filmu, ale jako dzieciak lat '90 widziałem go. A może po prostu dziecko jak w the Sims pojawiają się nagle znienacka jak niespodzianka jakaś? Może wykluwają się z jajek? Król Julian z Madagaskaru myślał, że w jajku jest lemur 🤣
Co można zyskać? Sposób na dziecko by uniknąć niewygodnych pytań. Przecież mogą wybadać czy owe mity są prawdziwe, a potem znaleźć odpowiedzi w bibliotece. Książki oczywiście dedykowane dla najmłodszych. Coś z serii: Było sobie życie 😁
Stawką jest książka dla dzieci, to rozumiem, to że zagadka, która trapi najmłodszych :)
Jaka zagadka? Proste: Skąd się biorą dzieci? Czy faktycznie przynosi je bocian i znajdujesz w głowie kapusty? Czy wyskakują z brzuszka mamy? Czy rozpruwają jej brzuch? Czy może tak jak w jednym filmie, gdzie jest świat przejściowy. Każde dziecko stoi w jakiejś kolejce i wychodzi w konkretne wyjście i trafia do pisanej mu rodziny. Nie pamiętam nazwy filmu, ale jako dzieciak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
