-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać220 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Weź udział w konkursie i wygraj książkę "Dziki, mroczny brzeg" Charlotte McConaghy
Mroczny klimat, niepokojąca tajemnica i emocje gęste jak mgła – tak zaczyna się „Dziki, mroczny brzeg”, powieść, która pochłania od pierwszych stron. Weź udział w konkursie i zgarnij 1 z 5 egzemplarzy najnowszej książki Charlotte McConaghy.
Wydawnictwo Filia
„Dziki, mroczny brzeg”, Charlotte McConaghy, Wydawnictwo Filia
[Opis Wydawcy] Na krańcu świata, pośród ciszy i sztormów, rodzina strzeże przyszłości, która z każdym dniem staje się coraz mniej pewna. Aż morze wyrzuca na brzeg kobietę — i nic już nie pozostaje na swoim miejscu.
Shearwater, niewielka wyspa u wybrzeży Antarktydy, to dziś niemal całkowite pustkowie. Z dawnego centrum badań pozostał jedynie bank nasion i ostatnia rodzina, której powierzono zadanie dopilnowania, by bezcenny zbiór trafił w bezpieczne miejsce. Dominic Salt i jego troje dzieci żyją tu w izolacji, każde z nich zmagając się z tym, co utracili — i z tym, czego wciąż nie potrafią wypuścić z rąk.
Gdy podczas gwałtownej burzy na brzeg trafia nieznajoma, wszystko zaczyna się zmieniać. Rowan — zraniona i niechętna do zwierzeń — powoli zyskuje ich zaufanie. Ale jej obecność rodzi też pytania. Kim naprawdę jest? I co tak naprawdę dzieje się na wyspie?
W miejscu, gdzie każda decyzja może zaważyć na przyszłości świata, bohaterowie będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy można zaufać komuś, kto sam czegoś się boi — i czy możliwe są jeszcze nowe początki.
Przeczytaj fragment książki „Dziki, mroczny brzeg”
We wszystkim chodzi o spokój. Nauczyły ją tego lata spędzone w wodzie i jest w tym dobra, to umiejętność, którą sobie wypracowała. Zaczęło się od tego, że nie chciała zostawiać fok pod powierzchnią wody – chciała, żeby jej ciało potrafiło wytrzymać więcej, żeby im dorównać, więc pracowała nad tym. Nauczyła się robić dłuższe wydechy niż wdechy, by obniżyć tętno. Nauczyła się zmniejszać zużycie tlenu. Nauczyła się wytrzymywać ciśnienie, które przechodziło w ból, i zrozumiała, że nie ma się czego bać. Jest bardzo dobra w osiąganiu spokoju.
Chyba że chodzi o tatę, oczywiście.
Jest uparty, wymagający i apodyktyczny. Nie chce o niczym rozmawiać. Frustruje ją. I może jest to zupełnie normalne u siedemnastolatki, ale Fen jest gotowa się założyć, że większość siedemnastolatków nie ma do czynienia z ojcami, którzy rozmawiają ze zmarłymi matkami i nie chcą przyznać, że to problem.
Fen kocha ojca. I kocha Shearwater, może nawet bardziej niż pozostali, ale widzi, jak wyspa powoli ich zabija.
Nie sypia długo, trudno spać bez ścian i zasłon w oknach, a o tej porze roku na Shearwater nie ma zbyt wielu godzin prawdziwej ciemności. Wstaje i pływa z samcami i samicami, które w najbliższym czasie nie będą rodzić, trenuje płuca i mięśnie, kopie i wygina się, podążając śladem ich płetw, gdy one pędzą z mocą i gracją, jakich ona nigdy nie osiągnie. King Brown, jak go nazwał Alex, wykonuje efektowną pętlę i na koniec muska ją wąsami po policzku, jakby chciał powiedzieć: „No, pokaż, co potrafisz”, a ona śmieje się pod wodą. Silver, młoda samica, okrąża ją raz i drugi, a potem przeciąga płetwami po włosach Fen, jakby chciała ją ośmielić. Młóci nogami w ślad za smukłą, bladą foką i z całych sił stara się za nią nadążyć – chcą się z nią ścigać, ale nigdy z nimi nie wygra, ma w sobie za dużo z człowieka i w końcu musi wypłynąć na powierzchnię. Obok niej wyskakuje pysk Silver, a Fen prawie widzi jej uśmiech, jest w oczach foki, rozbawienie i triumf. „No to wygrałaś – mówi Fen – po raz milionowy”.
Planuje zajrzeć do kobiety w latarni, nie może przestać o niej myśleć, o wyrzuconym przez fale ciele, które nadal żyje. Ale od strony plaży dobiegają ją odgłosy gorączkowego zamieszania i wie, co to oznacza.
Podpływa do brzegu i ostrożnie podchodzi do kolonii, żeby wypatrzeć samicę, która jest pierwsza. Znajduje ją w jednym z większych haremów – to grupa Kinga Browna – a wokół gromadzi się dużo samic. Fen widzi teraz, że to Pieguska, nazwana tak z powodu czarnych plamek na pysku. Trzepocze płetwami i porusza się niezgrabnie, rzucając głową w przód i tył, a kilka innych samic nurkuje głowami w okolice jej zadu, skąd wyłania się mały, ciemny kształt.
Fen trzyma się z boku, pozostawia im swobodę, ale czeka w gotowości na wypadek, gdyby potrzebna była pomoc. Kiedy widzi, że łożysko się oddzieliło i na zewnątrz wypycha się głowa, martwi się, ponieważ szczenięta zwykle rodzą się płetwami do przodu – ten szczeniak ma zamknięte oczy i pyszczek i nie wydaje się, żeby oddychał. Ale Pieguska klaszcze płetwami, porusza się i prze. Odwraca głowę w tył, sięga do nieruchomego szczeniaka i liże go po pyszczku. Obraca się w kółko, próbuje go oswobodzić i prze, prze. Fen martwi się coraz bardziej, szczenię nie wykazuje oznak życia, a poród trwa za długo. Nie jest pewna, czy powinna spróbować pomóc, ale coś każe jej czekać.
Wkrótce ciemne, drobne ciałko wydostaje się na zewnątrz, upada na piasek i porusza się, unosi łepek. Fen z uśmiechem obserwuje, jak focza mama trąca nosem mokre, futrzaste stworzonko i je wylizuje. Wkrótce urodzi się więcej młodych, wszystkie samice zaczną rodzić i plaża pokryje się skamlącymi foczymi szczeniętami. To ulubiona pora roku Fen. Za tym będzie tęsknić najbardziej, kiedy stąd odejdą. Zawsze przenosiła się na plażę w porze narodzin szczeniąt. Jeszcze zanim ten niegościnny fragment wybrzeża stał się jej domem. Miejscem ucieczki. Jeszcze zanim dowiedziała się, że istnieje inny rodzaj strachu niż ten, który każe ci wstrzymać oddech.
≈
Na Shearwater powietrze jest gęste od duchów zmarłych. Fen to wie, ale się tym nie przejmuje. Raff jej nie wierzy, ale widziała je w godzinach prawdziwej nocy. Widma, migoczące zielone światełka w oddali nad wodą albo wysoko w górach, a raz całkiem blisko plaży. Zastanawia się, czy to oznacza, że przeznaczone jest jej życie innego rodzaju, czy to kolejne dziwactwo, przez które po powrocie na kontynent nigdzie nie będzie pasować. Ale zmarli jej nie przerażają. Tylko żywi, zdolni do krzywdzenia innych.
Weź udział w konkursie
Z okazji premiery książki „Dziki, mroczny brzeg” przygotowany został konkurs, w którym do wygrania jest 5 egzemplarzy tej mrocznej, pełnej napięcia powieści. Wystarczy, że w komentarzu poniżej odpowiecie na pytanie konkursowe:
Na „Dzikim, mrocznym brzegu” może się wydarzyć wiele rzeczy. Od tych przynoszących katharsis, do przerażających.
Jaki scenariusz historii Wy wybierzecie? Wcielcie się w głównych bohaterów powieści o tym tytule i napiszcie krótki prolog. Kto wie, może to będzie początek wielkiej powieści. ;)
Macie czas do 25 listopada włącznie. Regulamin konkursu znajdziecie TUTAJ.
Konkurs we współpracy z Wydawnictwem Filia.
komentarze [54]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
julkad
Magdalena
ksiazkowyczas
AleksandraK
Michał Gumienny
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
julkad
Magdalena
ksiazkowyczas
AleksandraK
Michał Gumienny
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Bardzo dziękuję 🤩
Bardzo dziękuję 🤩
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWOW, dziękuję pięknie 🫠
WOW, dziękuję pięknie 🫠
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Wiatr tej nocy brzmiał inaczej - jakby wyspa chciała nas ostrzec, choć od dawna milczała. Shearwater zwykle oddychała równym rytmem fal i skrzypieniem desek w naszej małej bazie, ale tym razem cisza między podmuchami była zbyt głęboka, zbyt napięta. Jakby ktoś ją przeciął nożem.
Nazywam się Rowan. Jeszcze wczoraj wierzyłam, że to morze jest moim wrogiem, a jego fale - wyrokiem. Dziś, oszołomiona i przemarznięta, stoję na brzegu wyspy, na której miałam nigdy nie postawić stopy. Naprzeciwko mnie troje dzieci i ojciec, których oczy mówią więcej niż ich milczenie. Widzę w nich to, co widzi się tylko u ludzi zbyt długo odciętych od reszty świata: ostrożność, ciekawość i cień czegoś, o czym nikt nie chce mówić głośno.
Dominic patrzy na mnie tak, jakby próbował rozpoznać nie moje imię, lecz intencje. A ja sama nie jestem pewna, czy potrafię je jeszcze nazwać. Jedno wiem na pewno - Morze wyrzuciło mnie tutaj nie bez powodu. I choć wszystko na tej wyspie wydaje się na skraju rozpadu, czuję, że to właśnie tu zaczyna się coś nowego.
Coś, przed czym uciekam.
Coś, czego się boję.
Coś, co muszę dopiero odkryć.
A Shearwater - dziki, mroczny brzeg, który połknął już niejedno ludzkie milczenie - obserwuje mnie tak, jakby czekał na ruch, który zmieni przyszłość nas wszystkich.
Wiatr tej nocy brzmiał inaczej - jakby wyspa chciała nas ostrzec, choć od dawna milczała. Shearwater zwykle oddychała równym rytmem fal i skrzypieniem desek w naszej małej bazie, ale tym razem cisza między podmuchami była zbyt głęboka, zbyt napięta. Jakby ktoś ją przeciął nożem.
Nazywam się Rowan. Jeszcze wczoraj wierzyłam, że to morze jest moim wrogiem, a jego fale -...
Na dzikim, mrocznym brzegu nic nie jest takie, jakim się wydaje. Gdy nasza łódź osiadła na piasku, poczuliśmy, że powietrze stało się gęstsze, jakby samo miejsce obserwowało każdy nasz krok. Nie przyszliśmy tu po przygodę — raczej po odpowiedzi, które od lat wymykały się z naszych snów. Z dala od ludzi, wśród szeptu fal i skrzypienia starych drzew, mieliśmy odkryć prawdę o zaginionej historii naszego rodu. Nie wiedzieliśmy jednak, że pierwszy krok na ten brzeg będzie też pierwszym krokiem w stronę czegoś, czego nie da się już odwrócić.
Na dzikim, mrocznym brzegu nic nie jest takie, jakim się wydaje. Gdy nasza łódź osiadła na piasku, poczuliśmy, że powietrze stało się gęstsze, jakby samo miejsce obserwowało każdy nasz krok. Nie przyszliśmy tu po przygodę — raczej po odpowiedzi, które od lat wymykały się z naszych snów. Z dala od ludzi, wśród szeptu fal i skrzypienia starych drzew, mieliśmy odkryć prawdę o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Prolog
Na dzikim, mrocznym brzegu zwykle to wiatr pierwszy informował nas o kłopotach. Tym razem jednak uprzedziła go walizka. Leżała na piasku, idealnie zamknięta, absurdalnie elegancka jak na miejsce, w którym nawet mewy wyglądają, jakby przeżyły coś traumatycznego.
Staliśmy nad nią w milczeniu, każdy z nas próbując udawać, że absolutnie nie ma ochoty jej otworzyć. W końcu, kto normalny gubi walizkę na końcu świata? Kto normalny w ogóle tu trafia?
„Może ktoś ją zostawił specjalnie” — rzucił Leo, który zawsze był najbliżej teorii spiskowych, szczególnie tych z udziałem tajnych agentów i niewidzialnych helikopterów. „A może przypłynęła sama” — stwierdziła Iris, patrząc na fale z nadzieją, że morze właśnie postanowiło dostarczać paczki.
Ja natomiast pomyślałem, że to na pewno pułapka. Brzeg nie lubił nam dawać prezentów. Brzeg lubił testować nasze nerwy.
Mimo to, jak to zwykle bywa z zakazanymi rzeczami, zanim zdążyłem zaprotestować, walizka już była otwierana przez najodważniejszą (lub najbardziej znudzoną) z nas — Mayę. Wszyscy wstrzymaliśmy oddech.
W środku leżał tylko jeden przedmiot. Jeden, ale taki, który jeszcze tego dnia miał sprawić, że nasz spokojny, odludny świat stanie na głowie.
Choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to dopiero początek kłopotów. A brzeg — jak zawsze — tylko się przyglądał i czekał.
Prolog
Na dzikim, mrocznym brzegu zwykle to wiatr pierwszy informował nas o kłopotach. Tym razem jednak uprzedziła go walizka. Leżała na piasku, idealnie zamknięta, absurdalnie elegancka jak na miejsce, w którym nawet mewy wyglądają, jakby przeżyły coś traumatycznego.
Staliśmy nad nią w milczeniu, każdy z nas próbując udawać, że absolutnie nie ma ochoty jej otworzyć. W...
Hanna Kurzek jak co rano wybrała się na spacer z psem wzdłuż pustego o tej porze brzegu morza. Świt dopiero przecierał się przez granat nieba, a piasek był chłodny i wilgotny od nocnego przypływu. Jej labrador, Faro, biegał w podskokach, domagając się kolejnego rzutu piłeczki.
Hanna uśmiechnęła się, zamachnęła ramieniem i posłała zabawkę daleko w stronę piany rozbijającej się o brzeg. Faro rzucił się za nią ochoczo. Zniknął na moment w mgiełce unoszącej się nad wodą.
Po chwili wrócił — ale bez piłki.
Zamiast niej trzymał w pysku coś, co sprawiło, że Hannie serce zamarło. Coś, co wyglądało jak fragment ludzkiego ciała. Zaskoczona, ostro zawołała psa, który, jakby wyczuwając powagę sytuacji, posłusznie odłożył znalezisko na piasek.
Kilka kroków dalej, tuż przy linii wody, Hanna dostrzegła resztę. Sylwetkę — a raczej to, co z niej zostało — wyrzuconą z morza. Prawdopodobnie kobiecą, mocno uszkodzoną, jakby naruszoną przez coś więcej niż fale. Myśl o śrubie motorówki pojawiła się w jej głowie od razu, instynktownie.
Nogi zrobiły jej się miękkie, ale ręce działały automatycznie. Sięgnęła po telefon.
— …Policja? — głos zadrżał jej lekko. — Znalazłam… zwłoki. Na plaży, przy zachodnim falochronie.
Nie minęło wiele czasu, gdy na pustą o tej porze plażę podjechały radiowozy, a za nimi policyjna terenówka. Wysiadł z niej prokurator Bogdan Karlowski — mężczyzna o zmęczonych oczach i sposobie poruszania się człowieka, który widział już wiele, a mimo to nigdy dość.
Spojrzał na Hannę, potem na ciało, i tylko skinął głową.
— Proszę niczego nie dotykać. Resztą zajmiemy się my.
Hanna poczuła, że to, co miało być zwykłym, spokojnym porankiem, właśnie zmieniło się w coś, czego długo nie zdoła zapomnieć.
Hanna Kurzek jak co rano wybrała się na spacer z psem wzdłuż pustego o tej porze brzegu morza. Świt dopiero przecierał się przez granat nieba, a piasek był chłodny i wilgotny od nocnego przypływu. Jej labrador, Faro, biegał w podskokach, domagając się kolejnego rzutu piłeczki.
Hanna uśmiechnęła się, zamachnęła ramieniem i posłała zabawkę daleko w stronę piany rozbijającej...
Cisza i ciemność, jak dwie siostry, których nigdy nie miała, przytuliły ją mocno i nie puściły mimo iż panicznie próbowała uwolnić się z ich uścisku. Poszukując choć najmniejszej smugi światła zaczęła po omacku dotykać chłodnej ściany. Poczuła surowy beton, skroploną rosę, coś miękkiego... Wzdrygnęła się a włoski na karku i ramionach stanęły dęba. "Szukaj dalej" - pomyślała. "Tutaj musi być jakaś klamka, dźwignia, skobel, cokolwiek. Jak się stąd wydostać?"
Niespodziewanie cisza rozluźniła swój uścisk. W jej miejsce pojawiło się ciche skrobanie a potem skrzypienie. Oślepił ją nagły słup sztucznego światła. I już wiedziała, gdzie się znajduje, ale to nie była dobra wiadomość.
Cisza i ciemność, jak dwie siostry, których nigdy nie miała, przytuliły ją mocno i nie puściły mimo iż panicznie próbowała uwolnić się z ich uścisku. Poszukując choć najmniejszej smugi światła zaczęła po omacku dotykać chłodnej ściany. Poczuła surowy beton, skroploną rosę, coś miękkiego... Wzdrygnęła się a włoski na karku i ramionach stanęły dęba. "Szukaj dalej" -...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mówią, że na Dzikim, Mrocznym Brzegu czas płynie inaczej. Ja odkryłam to dopiero wtedy, gdy było już za późno, by zawrócić. Fale uderzały o skały jak ostrzeżenie, lecz niosłam w sobie zbyt wiele pytań, by je usłyszeć.
Przybyłam tu w poszukiwaniu brata, który zniknął bez śladu. Towarzyszył mi ktoś, kto próbował uciec od własnej przeszłości, choć oboje wiedzieliśmy, że przed pewnymi rzeczami nie da się uciec naprawdę. Brzeg powitał nas chłodem i dziwną, drgającą ciszą, jakby samo miejsce próbowało ocenić, czy jesteśmy warci odpowiedzi, których szukamy.
Kiedy weszliśmy na wąską ścieżkę otuloną mgłą, w powietrzu rozbrzmiał dźwięk. Trudno powiedzieć, czy pochodził z naszych lęków, czy z samego brzegu, który od dawna czekał na nowych przybyszy.
Zrozumiałam wtedy, że to miejsce żyje własnym życiem. A to, co nas tu czeka, może wymagać odwagi, której jeszcze nie znam.
Mimo to poszliśmy dalej.
Mówią, że na Dzikim, Mrocznym Brzegu czas płynie inaczej. Ja odkryłam to dopiero wtedy, gdy było już za późno, by zawrócić. Fale uderzały o skały jak ostrzeżenie, lecz niosłam w sobie zbyt wiele pytań, by je usłyszeć.
Przybyłam tu w poszukiwaniu brata, który zniknął bez śladu. Towarzyszył mi ktoś, kto próbował uciec od własnej przeszłości, choć oboje wiedzieliśmy, że przed...
Noc była zbyt cicha, jakby wyspa wstrzymała oddech. Gdy fale rozstąpiły się przede mną, zobaczyłem ją...
Leżała na mokrym piasku jak wiadomość wyrwana z innego świata. Nie poruszała się. A jednak wokół niej woda układała się w dziwny wzór, jakby broniła dostępu… albo ją oznaczała. Kiedy uniosła powieki, zobaczyłem nie strach, nie zagubienie — tylko rozpoznanie. Jakby wiedziała, kim jestem, zanim zdążyłem się odezwać. A potem zrobiła coś, czego żaden rozbitek nie powinien umieć: położyła dłoń na ziemi, a fale cofnęły się o krok, posłuszne jak zwierzęta.— Spóźniłam się — wyszeptała. — Oni już tu są.
W tamtej chwili przestałem się bać o nią.
Zacząłem bać się o nas...
Noc była zbyt cicha, jakby wyspa wstrzymała oddech. Gdy fale rozstąpiły się przede mną, zobaczyłem ją...
Leżała na mokrym piasku jak wiadomość wyrwana z innego świata. Nie poruszała się. A jednak wokół niej woda układała się w dziwny wzór, jakby broniła dostępu… albo ją oznaczała. Kiedy uniosła powieki, zobaczyłem nie strach, nie zagubienie — tylko rozpoznanie....
Noc była tak cicha, że Dominic słyszał własne myśli, odbijające się od skał jak echo zbyt długo więzione w ciemności. Kiedy fale zaczęły niespokojnie szarpać linię brzegową, poczuł, że wyspa znów tajemniczo, na swój sposób, daje mu znak.
Wkrótce morze wyrzuciło ją. Kobietę o splątanych włosach, z oczami, które nie potrafiły się skupić na niczym, jakby patrzyły na coś, czego nikt inny nie potrafił zobaczyć. Żyła. Oddychała. Ale w chwili, gdy Dominic dotknął jej ramienia, drgnęła i wyszeptała:
— To przyszło tutaj, za mną. Proszę, znajdź sposób... - nie dokończyła. Zemdlała. I jak się okazało, nigdy nie powiedziała już niczego więcej.
Od tamtej nocy na wyspie Shearwater nic nie było już takie samo. Dominic zaczął budzić się z krzykiem. Drzwi, których nikt nie otwierał, skrzypiały i po krótkiej chwili trzaskały z impetem w futrynę. Przedmioty zaczęły poruszać się po meblach. Nocą słychać było demoniczny śmiech.
Kobieta, mimo upływu dni, milczała. Sprawiała wrażenie, jakby z dnia na dzień bała się coraz bardziej. Ona także nie spała nocą. Patrzyła na niego tymi swoimi pustymi oczami, jakby czekała aż wymyśli rozwiązanie. Sprawi, że to coś zniknie z wyspy. Jednak wie, że to coś przyciągnęła ze sobą. I jeśli będzie chciał pozbyć się nieproszonego gościa, będzie musiał zabić także ją.
Noc była tak cicha, że Dominic słyszał własne myśli, odbijające się od skał jak echo zbyt długo więzione w ciemności. Kiedy fale zaczęły niespokojnie szarpać linię brzegową, poczuł, że wyspa znów tajemniczo, na swój sposób, daje mu znak.
Wkrótce morze wyrzuciło ją. Kobietę o splątanych włosach, z oczami, które nie potrafiły się skupić na niczym, jakby patrzyły na coś,...
Mówią, że na Dzikim, mrocznym brzegu ziemia oddycha, a mgła pamięta każdy krok, który postawisz zbyt pewnie. Ja — Lira — przybyłam tu, by zapomnieć. On — Kael — by odnaleźć to, czego nigdy nie powinien szukać.Noc była lepka jak szept, a morze biło o skały tak, jakby próbowało coś wypchnąć na brzeg… lub coś na nim zatrzymać. Kiedy stanęliśmy obok siebie po raz pierwszy, nawet nie spojrzeliśmy sobie w oczy. Wystarczyło, że usłyszeliśmy ten sam dźwięk: skrzypnięcie drewna tam, gdzie nie było żadnego statku.— To sygnał — wyszeptał Kael.
— Albo ostrzeżenie — poprawiłam, choć w gardle miałam tylko piasek i strach.Latarnia, dawno porzucona, zapłonęła na moment bladym, nienaturalnym światłem — jakby ktoś zapalił ją od środka, nie od ognia, lecz od snu. A może od wspomnienia.Kael zrobił krok w stronę ruin. Ja powinnam była go zatrzymać. Ale wtedy usłyszałam swoje imię. Nie jego głosem. Nie żadnym ludzkim głosem.To wystarczyło, byśmy ruszyli dalej — razem, choć każde z nas miało własny powód, by uciekać.Bo brzegi bywają dzikie. Te mroczne — zawsze coś od nas chcą. I rzadko pozwalają odejść z pustymi rękoma.
Mówią, że na Dzikim, mrocznym brzegu ziemia oddycha, a mgła pamięta każdy krok, który postawisz zbyt pewnie. Ja — Lira — przybyłam tu, by zapomnieć. On — Kael — by odnaleźć to, czego nigdy nie powinien szukać.Noc była lepka jak szept, a morze biło o skały tak, jakby próbowało coś wypchnąć na brzeg… lub coś na nim zatrzymać. Kiedy stanęliśmy obok siebie po raz pierwszy,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nina obudziła się na plaży. Powietrze było chłodne, a fale cicho biły w brzeg. Po otwarciu oczu obraz był rozmazany, ale w końcu się wyostrzył i można było dostrzec lekko pomarańczowe niebo poranka. Nina rozejrzała się wokół zdezorientowana, ale w końcu ujrzała tabliczkę z napisem "Wejście nr 37". To tu niemal codziennie wchodziła wieczorami ze swoim psem Lokim i wędrowała to w prawo, to w lewo, z biegającym przy nodze jamnikiem, by ostatecznie znaleźć się znowu pod trzydziestką siódemką. Brzeg jednak był teraz inny. Nie umiała znaleźć epitetów, ale czuła coś dziwnego. No i nie było Lokiego. Dziewczyna stanęła twarzą do morza, dłonie wplotła w swoje blond włosy i z otchłani umysłu próbowała dobyć ostatnich wspomnień. Jak do cholery się tu znalazła? W końcu błysk. Ona na pompowanym materacu i otchłań morza. Mroczna i dzika. Potrząsnęła głową, nie czas na to. Musi wracać do domu, nakarmić psa i się przebrać. Ewidentnie jej ciuchy przesiąknęły już zapachem morza. Zapachem brudnego Bałtyku. Skierowała się w kierunku wyjścia 37 i leśną ścieżką podążyła w kierunku swojego bloku z wielkiej płyty, w którym mieszkała od urodzenia z rodzicami dopóki oni... drzewa skierowały swoje twarze w jej stronę, poczęły coś szeptać, mówić, wołać.
-Dość!- wykrzyczała Nina i zaczęła biec, tylko wrócić do domu tylko...
Przed oczami wyrosły jej bloki, ale to nie były jej bloki. Ściany porośnięte roślinnością, wybite okna i odpadający tynk. To niemożliwe. Spojrzała w górę tam gdzie niegdyś znajdowały się okna jej mieszkania. Teraz biła stamtąd pustka. Nina nie wiedziała, gdzie się obudziła, ale na pewno to nie był jej brzeg.
Nina obudziła się na plaży. Powietrze było chłodne, a fale cicho biły w brzeg. Po otwarciu oczu obraz był rozmazany, ale w końcu się wyostrzył i można było dostrzec lekko pomarańczowe niebo poranka. Nina rozejrzała się wokół zdezorientowana, ale w końcu ujrzała tabliczkę z napisem "Wejście nr 37". To tu niemal codziennie wchodziła wieczorami ze swoim psem Lokim i wędrowała...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa dzikim, mrocznym brzegu zapomnianego jeziora w jednej z opuszczonych podwarszawskich wsi, powiewa fragment czerwonego materiału. W normalnych okolicznościach nikt nie zwróciłby na niego uwagi, ot zwykły element codziennej ludzkiej obecności. Jednak w tym konkretnym miejscu od razu przywołuje mroczne wspomnienia dawnej tragedii. To w tym miejscu śmierć wzięła 3 młodych ludzi, którzy spędzali urodziny nad jeziorem. Jedyne co świadczyło o ich obecności to właśnie strzępek materiału na okolicznym krzaku, wszystko inne pochłonęła woda. A teraz, 25 lat później, w tym samym miejscu kolejny skrawek materiału powiewa niestrudzenie w podmuchach wiatru. Czy można powiedzieć, że to przypadek? Czy materiał przyniósł wiatr najbliższej, choć z oddalonej o 20 kilometrów miejscowości? Skrywająca się w mroku postać w ogóle się nad tym nie zastanawiała. Jej uwaga była skupiona na ręce wystającej ponad taflę wody. Taflę, która miała pochłonąć kolejne ciała ku pamięci tragedii sprzed lat. Nie wszystkie poszło zgodnie z planem, ale to musiało wystarczyć, nie było czasu na poprawki. Zerkając ostatni raz za siebie, postać odeszła w kierunku zaparkowanego Mercedesa, jednocześnie wysyłając wiadomość do swojego psychologa „historia zatacza koło, uczciłem ich pamięć, nakarmiłem jezioro”. Kiedy w mieszkaniu w Centrum Warszawy o 03:17 wybrzmiał dźwięk sms-a, Piotr Laskowski wiedział, że doszło do tego czego najbardziej się obawiał, nie udało mu się powstrzymać mrocznych partii umysłu swojego pacjenta.
Na dzikim, mrocznym brzegu zapomnianego jeziora w jednej z opuszczonych podwarszawskich wsi, powiewa fragment czerwonego materiału. W normalnych okolicznościach nikt nie zwróciłby na niego uwagi, ot zwykły element codziennej ludzkiej obecności. Jednak w tym konkretnym miejscu od razu przywołuje mroczne wspomnienia dawnej tragedii. To w tym miejscu śmierć wzięła 3 młodych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBurza, dla jednych symbol walki zła z dobrem, dla innych symbol przemiany. Starałam się wierzyć, że dzięki niej coś się zmieni, ktoś nas dostrzeże wśród tych wszystkich zniszczonych budynków, które nazywamy domem. Ktoś, kto uleczy nasze serca z trucizny, która płynie w krwi naszego rodu od zarania dziejów. Ktoś kto nie spojrzy na nas jak na odmieńców skażonych największą zarazą tego świata. Ktoś kto wierzy, że nasz los nie jest przesądzony. Ale zjawił się on. Ten, który pojawił się by spełnić obietnicę daną swojemu rodu. Ten, który stoi przed wyborem, od którego zależy los nas wszystkich. Tylko on wie, czy uznanie jest warte więcej od uratowania wszystkich od losu, który został nam zapisany w gwiazdach…
Burza, dla jednych symbol walki zła z dobrem, dla innych symbol przemiany. Starałam się wierzyć, że dzięki niej coś się zmieni, ktoś nas dostrzeże wśród tych wszystkich zniszczonych budynków, które nazywamy domem. Ktoś, kto uleczy nasze serca z trucizny, która płynie w krwi naszego rodu od zarania dziejów. Ktoś kto nie spojrzy na nas jak na odmieńców skażonych największą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejProlog - „Dziki, mroczny brzeg”Mgła spowijała brzeg jak ciężki, mokry koc, a fale szumiały cicho, jakby szeptały tajemnice, których nikt nie powinien poznać. Stałam tam razem z Olkiem, czując, że coś czai się w cieniu drzew. Każdy krok po zimnym piasku odbijał się echem w mojej głowie, czy to tylko wiatr, czy coś… więcej?Nagle z ciemności wyłonił się zarys sylwetki - znajomy, a jednocześnie obcy. Serca biły nam w tym samym rytmie, ale żadne z nas nie wiedziało, czy to spotkanie przyniesie ulgę, czy otworzy drzwi do jeszcze mroczniejszych sekretów. Bo na „Dzikim, mrocznym brzegu” nic nie jest tym, czym się wydaje, a każdy wybór może zmienić wszystko. I wtedy poczuliśmy pierwsze dotknięcie lodowatego wiatru – znak, że historia właśnie się zaczynała.
Prolog - „Dziki, mroczny brzeg”Mgła spowijała brzeg jak ciężki, mokry koc, a fale szumiały cicho, jakby szeptały tajemnice, których nikt nie powinien poznać. Stałam tam razem z Olkiem, czując, że coś czai się w cieniu drzew. Każdy krok po zimnym piasku odbijał się echem w mojej głowie, czy to tylko wiatr, czy coś… więcej?Nagle z ciemności wyłonił się zarys sylwetki -...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejProlog - „Dziki, mroczny brzeg”Mgła spowijała brzeg jak ciężki, mokry koc, a fale szumiały cicho, jakby szeptały tajemnice, których nikt nie powinien poznać. Stałam tam razem z Olkiem, czując, że coś czai się w cieniu drzew. Każdy krok po zimnym piasku odbijał się echem w mojej głowie, czy to tylko wiatr, czy coś… więcej?Nagle z ciemności wyłonił się zarys sylwetki - znajomy, a jednocześnie obcy. Serca biły nam w tym samym rytmie, ale żadne z nas nie wiedziało, czy to spotkanie przyniesie ulgę, czy otworzy drzwi do jeszcze mroczniejszych sekretów. Bo na „Dzikim, mrocznym brzegu” nic nie jest tym, czym się wydaje, a każdy wybór może zmienić wszystko. I wtedy poczuliśmy pierwsze dotknięcie lodowatego wiatru – znak, że historia właśnie się zaczynała.
Prolog - „Dziki, mroczny brzeg”Mgła spowijała brzeg jak ciężki, mokry koc, a fale szumiały cicho, jakby szeptały tajemnice, których nikt nie powinien poznać. Stałam tam razem z Olkiem, czując, że coś czai się w cieniu drzew. Każdy krok po zimnym piasku odbijał się echem w mojej głowie, czy to tylko wiatr, czy coś… więcej?Nagle z ciemności wyłonił się zarys sylwetki -...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa chwilę przed świtem obudziła ją nienaturalna cisza. Na Shearwater cisza nigdy nie była dobra - zwiastowała burzę, złą nowinę albo coś, co wyrzucone przez morze nie powinno wracać. Fen wyszła z latarni i zatrzymała się na progu, czując przenikliwy chłód. Fale układały się dziś zbyt gładko, jakby wyspa wstrzymała oddech razem z nią. Zeszła na plażę, przesuwając dłonią po mokrych głazach, i dopiero wtedy ją zobaczyła: ciemny kształt, którego fale nie potrafiły już unieść. Kobieta. Obca. Obca na końcu świata. Podeszła bliżej, gotowa znaleźć martwe ciało, ale nieznajoma poruszyła palcami. Żyła. Fen zamarła, przez ułamek sekundy wydało jej się, że widzi nad nią migotliwe punkty, zielonkawe światła, te, które zwykle oznaczały obecność zmarłych. Zniknęły, gdy przymknęła oczy.Podniosła kobietę z piasku i zaniosła do latarni, czując, że wraz z każdym jej krokiem Shearwater zmienia się w coś obcego. Ta wyspa nigdy nie chciała gości, a jednak morze uparcie dostarczało im kogoś, kogo nie planowali ocalić. Gdy nieznajoma zaczęła oddychać głębiej, Fen poczuła pierwsze ukłucie niepokoju. W jej twarzy było coś, co nie pasowało do tego miejsca, jakby niosła ze sobą opowieści, które potrafią burzyć spokój. Takie, od których nie da się uciec. Tego ranka Fen zrozumiała, że ich dotychczasowe życie, pełne rytuałów, samotności i codziennych walk z naturą, właśnie dobiegło końca. Shearwater nigdy nie lubiła zmian, ale teraz jedna z nich leżała w łóżku pod jej dachem, oddychając cicho, jak zwiastun czegoś większego. Coś przyszło z morza. A morze nigdy nie oddaje niczego za darmo.
Na chwilę przed świtem obudziła ją nienaturalna cisza. Na Shearwater cisza nigdy nie była dobra - zwiastowała burzę, złą nowinę albo coś, co wyrzucone przez morze nie powinno wracać. Fen wyszła z latarni i zatrzymała się na progu, czując przenikliwy chłód. Fale układały się dziś zbyt gładko, jakby wyspa wstrzymała oddech razem z nią. Zeszła na plażę, przesuwając dłonią po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tata od zawsze powtarzał, że morze ma we krwi i że nazwisko, które dziś nosili, wymyślił pradziadek, aby odciąć się od nazwiska swojego ojczyma (Hay). Wybrał wyraz, który niósł ze sobą posmak morza, słonego wiatru, piasku chłoszczącego łydki w wietrzny dzień i piany pryskającej w oczy, gdy przeskakiwało się fale. Sól to też odkażenie. I biel. I wieczność. Przymierze.
Lubiła swoje nazwisko, chociaż mnogość skojarzeń budziła w niej niepokój. "Nazwisko mówiące" podkreślała nauczycielka w szkole, gdy bohater książki nazywał się tak, by sugerowało to, jak potoczą się jego losy lub jakich wyborów dokona (z reguły złych). Czuła, że jej nazwisko może być przepowiednią. Ale zbyt skomplikowaną, by ją rozwikłać zawczasu i uniknąć ewentualnych pułapek. Salt. Zbyt wiele możliwości.
Bardzo jej się nie podobała zwłaszcza jedna z nich. Że przyjdzie jej jeszcze słono zapłacić...
Tata od zawsze powtarzał, że morze ma we krwi i że nazwisko, które dziś nosili, wymyślił pradziadek, aby odciąć się od nazwiska swojego ojczyma (Hay). Wybrał wyraz, który niósł ze sobą posmak morza, słonego wiatru, piasku chłoszczącego łydki w wietrzny dzień i piany pryskającej w oczy, gdy przeskakiwało się fale. Sól to też odkażenie. I biel. I wieczność. Przymierze.
...
Moja prababka mawiała, że wszystko co wyrzuca morze, powinno do niego wrócić. Wierzyła, że każdy kto zabiera z plaży muszelki, kamyczki, zostanie napiętnowany pechem.
Trudno było mi w to uwierzyć, a jednak gdy pewnego dnia morze wyrzuciło na plażę kobietę, choć absurdalnym byłoby uważać, że powinna tak zostać, skłamałabym gdybym powiedziała, że nie niosła ona jakiegoś okropnego fatum.
Aniela, bo tak nazywała się prababka, powiedziałaby pewnie, że sama ściągnęłam na siebie ten los. Że nie powinnam była udzielać pomocy obcej osobie, zapraszając ją do domu. Zapewne by mnie przeklinała, kropiła wodą święconą i namawiała, żebym odsunęła się od problemów które nigdy nie były moje.
Tymczasem siedziałam ramię w ramię, na kanapie w moim domu, który sam stworzony był z niezliczonych tajemnic, z kobietą która niosła spustoszenie. I już się nie bałam. Człowiek może uchronić się przed wszystkim, ale nie przed losem.
Moja prababka mawiała, że wszystko co wyrzuca morze, powinno do niego wrócić. Wierzyła, że każdy kto zabiera z plaży muszelki, kamyczki, zostanie napiętnowany pechem.
Trudno było mi w to uwierzyć, a jednak gdy pewnego dnia morze wyrzuciło na plażę kobietę, choć absurdalnym byłoby uważać, że powinna tak zostać, skłamałabym gdybym powiedziała, że nie niosła ona jakiegoś...
Każdy dzień na Shearwater wygląda dla mnie tak samo. Jego rytm jest niezmienny od lat - wschód słońca, walka o przetrwanie i zachód, który przynosi względny odpoczynek. Odnoszę wrażenie, że z każdym dniem wspomnienia z czasów normalności zacierają się coraz bardziej. Dni tygodnia przestałem nazywać już dawno temu, bo czy zamysł tygodni ma sens kiedy każda doba jest taka sama jak poprzednia?
Przez lata spędzone na tej wyspie nauczyłem się doskonale wszystkich jej dźwięków, zapachów, a teren rozpoznałbym z zamkniętymi oczami. Nic nie zmieniło się tutaj już od długiego czasu. Tej nocy, zmiana była jednak wyczuwalna na kilometry. Czułem niepokój, ciężar na klatce piersiowej, ale też przypływ adrenaliny i podekscytowanie. Dobrze wiem, że to co właśnie słyszałem, nie należy do Shearwater... nie należało do niej nigdy.
Sam nie wiem czy pcha mnie ciekawość, szaleństwo czy tęsknota za kontaktem z innymi ludźmi. Cholera, przecież nawet nie wiem czy ten dźwięk był wywołany przez człowieka! Może po tylu latach popadam już w obłęd. Tak czy inaczej, nie mogę odepchnąć od siebie pokusy żeby wyjść i przekonać się co czeka na mnie na wybrzeżu. Chyba właśnie dlatego powoli naciskam klamkę i przechodzę przez próg, za którym wita mnie ciemność i przeszywający do szpiku kości wiatr.
Każdy dzień na Shearwater wygląda dla mnie tak samo. Jego rytm jest niezmienny od lat - wschód słońca, walka o przetrwanie i zachód, który przynosi względny odpoczynek. Odnoszę wrażenie, że z każdym dniem wspomnienia z czasów normalności zacierają się coraz bardziej. Dni tygodnia przestałem nazywać już dawno temu, bo czy zamysł tygodni ma sens kiedy każda doba jest taka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ocean miał zapach historii. Nie soli czy ryb, ale kości, zbutwiałego drewna i nieodwracalnych pożegnań. Odkąd pamiętam, oddech morza wdzierał się w moje płuca, ciężki i wilgotny, niczym mokra płachta. Tutaj, na tym zdradzieckim cyplu Shearwater, gdzie lodowaty wiatr potrafił wykręcać drzewa, a słońce było rzadkim, nieśmiałym gościem, wszystko wydawało się być na skraju. Zwłaszcza ja.
Nazywam się Dominic Salt i moje nazwisko zawsze brzmiało jak kamień rzucony o brzeg – twardo, bez sentymentów, z echami dawnych rozbitych statków.
Obecnie antarktyczne rybitwy, a raczej ich cienie, te niegdyś niezmordowane wędrowczynie, stały się ulotne, ledwo widoczne na tle nieba. Po nich podążam, ścigając resztki czegoś, co wciąż oddycha wolnością. Obserwuję je przez lornetkę, moje palce zaciskają się na metalu. Czuję na skórze powiew, który je unosi i ciągnie w dół. Czuję, jak ich pióra ocierają się o moje serce.
Dziś wieczorem, gdy horyzont zatonął w ołowianej szarości, a fale zaczęły rozbijać z coraz większą furią, poczułem coś pierwotnego i niepokojącego. Nie był to lęk przed samotnością, do której przywykłem. To było przeczucie, że w cieniu tej majestatycznej przyrody, znajdę to przed czym uciekałem.
Wiatr przyniósł zapach krwi. Nie mojej, czyjejś. W tej samej chwili, na tle wzburzonych fal, zobaczyłem coś, co przyprawiło mnie o dreszcze. Sylwetka, ciemna i nieruchoma, na samym skraju klifu. Czekała. Na mnie? Na morze? Na cokolwiek, co miałoby nadejść z tego przeklętego, dzikiego brzegu.
Ocean miał zapach historii. Nie soli czy ryb, ale kości, zbutwiałego drewna i nieodwracalnych pożegnań. Odkąd pamiętam, oddech morza wdzierał się w moje płuca, ciężki i wilgotny, niczym mokra płachta. Tutaj, na tym zdradzieckim cyplu Shearwater, gdzie lodowaty wiatr potrafił wykręcać drzewa, a słońce było rzadkim, nieśmiałym gościem, wszystko wydawało się być na skraju....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTo miał być wieczór idealny. Ten, który planowałem od miesięcy, odkąd Kasia pierwszy raz, niby mimochodem, powiedziała, że jej wymarzone zaręczyny powinny wydarzyć się nad morzem. Wyobrażałem sobie tę chwilę dziesiątki razy: zachód słońca, spokojny szum fal, my dwoje i pierścionek, który nosiłem przy sobie od początku wakacji, czekając na idealny moment.Niestety pogoda postanowiła pokrzyżować moje romantyczne wizje. Niebo zasnuły ciężkie chmury, a wiatr raz po raz podrywał nasz koc, jakby chciał wygonić nas z plaży. Fale, coraz bardziej wzburzone, podchodziły bliżej, zostawiając na piasku mokre smugi. Ale to był nasz ostatni wieczór tutaj. Ostatnia szansa, by wrócić do domu już jako narzeczeni. Nie mogłem dłużej zwlekać.Kiedy Kasia patrzyła na morze, poprawiając włosy rozwiewane przez wiatr, wsunąłem dłoń do kieszeni bluzy. Serce biło mi jak oszalałe. Czułem metal pudełeczka pod palcami, a dokładnie w chwili, gdy zacząłem klękać, świat przewrócił się do góry nogami.Najpierw usłyszałem jej krzyk. Ostry, pełen czystej, nieudawanej paniki. Spojrzałem w kierunku, w którym wyciągnęła rękę, a ona cofała się o krok, potykając o koc.Na mokrym piasku, zaledwie kilka metrów od nas, leżało ciało. A obok dostrzegliśmy drugie ciało. Jakby morze, zamiast wyrzucać muszle i wodorosty, postanowiło oddać to, czego chciało się pozbyć.Fale podmywały ich nogi, szarpiąc je w rytmie przypływu, jakby jeszcze nie mogły zdecydować, czy naprawdę powinny je zostawić ludziom.Z pierścionkiem nadal zaciśniętym w dłoni, nie byłem już w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa, bo nasz romantyczny wieczór właśnie zamienił się w początek koszmaru.
To miał być wieczór idealny. Ten, który planowałem od miesięcy, odkąd Kasia pierwszy raz, niby mimochodem, powiedziała, że jej wymarzone zaręczyny powinny wydarzyć się nad morzem. Wyobrażałem sobie tę chwilę dziesiątki razy: zachód słońca, spokojny szum fal, my dwoje i pierścionek, który nosiłem przy sobie od początku wakacji, czekając na idealny moment.Niestety pogoda...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Otacza mnie ciemność. Towarzyszy mi już tak długo, że nie pamiętam co było przed nią. Czy w ogóle coś było.
Tym razem jednak jest inaczej. W ciemności słychać jednostajny szmer. Dźwięk wydaje się znajomy. Z każdą chwilą dociera do mnie coraz więcej bodźców. Słyszę skrzek. Czuję jak co chwilę coś obija się o moje ciało, przynosząc falę przejmującego chłodu. Wraz z tym spostrzerzeniem moim ciałem wstrząsa dreszcz.
Chociaż powieki mam jak z ołowiu zmuszam się do otwarcia oczu. Ciemność z czarnej staje się szara. Nad sobą widzę ogromny księżyc i sylwetkę przelatującego ptaka. Do niego należał ten skrzek.
Wytężam wszystkie mięśnie aby odsunąć się od źródła uderzeń, które z każdą chwilą mocniej wbijają igiełki bólu do mojego ciała.
Rozglądam się. Nie mam pojęcia gdzie jestem. Nie wiem też kim jestem. Wiem na pewno, że aby przeżyć muszę się ruszyć. Wstaję i chwiejnym krokiem oddalam się od morza.
Muszę przeżyć - tylko ta myśl pozwala mi sunąć naprzód.
Otacza mnie ciemność. Towarzyszy mi już tak długo, że nie pamiętam co było przed nią. Czy w ogóle coś było.
Tym razem jednak jest inaczej. W ciemności słychać jednostajny szmer. Dźwięk wydaje się znajomy. Z każdą chwilą dociera do mnie coraz więcej bodźców. Słyszę skrzek. Czuję jak co chwilę coś obija się o moje ciało, przynosząc falę przejmującego chłodu. Wraz z tym...
Kojarzysz taką nieprzejednaną ciemność? Taką, która zalewa Twoje zmysły, wchodzi do Twojego wnętrza, zajmuje serce. I wtedy nie ma już nic, nie zostaje nic poza Twoimi lękami i wyrzutami sumienia. Czujesz że zasysasz się do wewnątrz. Ciemność, czerń, smoła, wręcz skleja Twoje wnętrzności. Więzi Cię. Nie pozwala na swobodny oddech, nie pozwala na drżenie serca, ścisk w żołądku. To właśnie przyszło po śmierci mojej żony. Poczułem to, pierwszego dnia po pogrzebie. I ten głos w głowie. Piłujący, kłujący, że o czym zapomniałem, że czegoś nie zrobiłem, albo że nie tak. Że mogłem lepiej, bardziej, że powinienem był zdążyć. I wiesz, ja się tłumaczę. Muszę. Wyjaśniam co kiedyś czułem, co mną powodowało, wyjaśniam że miałem kiedyś pragnienie. Miałem? A może mam. Tak, chyba mam. Pragnienia, czy bardziej odpowiedzialność. Tak, to chyba to słowo. Obowiązek. Powinność. Nie, nie mów mi już! Przestań mnie męczyć! Przecież pamiętam! Wiem, że mamy córkę! Wiem to. Córka. Fen…
Kojarzysz taką nieprzejednaną ciemność? Taką, która zalewa Twoje zmysły, wchodzi do Twojego wnętrza, zajmuje serce. I wtedy nie ma już nic, nie zostaje nic poza Twoimi lękami i wyrzutami sumienia. Czujesz że zasysasz się do wewnątrz. Ciemność, czerń, smoła, wręcz skleja Twoje wnętrzności. Więzi Cię. Nie pozwala na swobodny oddech, nie pozwala na drżenie serca, ścisk w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa dzikim mrocznym brzegu już nic się nie miało wydarzyć tak było nieprzyjemnie, a jednak właśnie tu spotkali się przybysz ze stolicy i miejscowa dziewczyna. Zaczęło się źle, bo i miejsce nie nastrajało do uczucia, ale po kilku chwilach w młodych zagotowała się krew i wszystko postawili na jedną kartę. Chcieli przetrwać i już nie w pojedynkę a w dwójkę...i się udało!
Na dzikim mrocznym brzegu już nic się nie miało wydarzyć tak było nieprzyjemnie, a jednak właśnie tu spotkali się przybysz ze stolicy i miejscowa dziewczyna. Zaczęło się źle, bo i miejsce nie nastrajało do uczucia, ale po kilku chwilach w młodych zagotowała się krew i wszystko postawili na jedną kartę. Chcieli przetrwać i już nie w pojedynkę a w dwójkę...i się udało! ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejFen wiedziała, że Shearwater zmienia się szybciej niż ludzie chcą to przyznać. Rano powietrze było ciężkie, jak przed burzą, choć niebo pozostawało blade i spokojne. Foki zbierały się bliżej brzegu, wydając krótkie, niespokojne pomruki. To nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Pływała, starając się uspokoić oddech, ale nawet w wodzie nie umiała znaleźć dawnej równowagi. Myśli o ojcu wracały jak zimne fale — jego upór, jego rozmowy z matką, której dawno już nie było. Fen czuła, że z każdym dniem coś wymyka mu się z rąk. A może to ona traci grunt pod nogami. Kiedy podniosła głowę nad taflę wody, zobaczyła ślady w piasku. Głębokie, pojedyncze, jakby ktoś chodził po plaży w nocy, choć nikt nie powinien. Ślady prowadziły ku skałom, a tam, między cieniami, migotała zielonkawa smuga światła, poruszająca się nienaturalnie wolno.Fen poczuła ukłucie strachu. Nie przed duchami — te widywała od lat. Bała się tego, co żywe, co przychodzi bez zaproszenia i zmienia wszystko.Zacisnęła dłonie na mokrym piasku.— Jeśli to zapowiedź czegoś nowego — szepnęła — muszę być gotowa.Shearwater milczało, jakby słuchało. A Fen wiedziała, że cokolwiek się zaczęło, dopiero do niej zmierza.
Fen wiedziała, że Shearwater zmienia się szybciej niż ludzie chcą to przyznać. Rano powietrze było ciężkie, jak przed burzą, choć niebo pozostawało blade i spokojne. Foki zbierały się bliżej brzegu, wydając krótkie, niespokojne pomruki. To nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Pływała, starając się uspokoić oddech, ale nawet w wodzie nie umiała znaleźć dawnej równowagi. Myśli...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa dzikim, mrocznym brzegu świat zaczyna się dopiero wtedy, gdy kończy się odwaga. To nie jest miejsce, które się odwiedza, tylko takie, które człowieka woła. I robi to zawsze w chwili, kiedy najbardziej chciałby udawać, że nie słyszy.Przybyliśmy tu o świcie. Troje, choć każde z nas miało wrażenie, że idzie osobno. Ja niosłam strach, którego nie potrafiłem nazwać, Lira szła z tym swoim uporem skrywanym pod żartami, a Gabriel – cóż, on od tygodni wyglądał, jakby spał z otwartymi oczami. Wszyscy wiedzieliśmy, że to jezioro nie lubi kłamstw. Nie wypuszcza tych, którzy je przynoszą.Mgła leżała nisko, tuż nad powierzchnią, poruszając się powoli, jak zwierzę, które dopiero budzi się z długiego snu. Woda była niepokojąco gładka. Zbyt gładka jak na to miejsce, które zwykle warczało falami i pluło pianą prosto w twarz. Wyglądała jak lustro. Jakby czekała, aż ktoś wreszcie zechce w nie zajrzeć.Nie przyjechaliśmy tu dla piękna tego krajobrazu. Było w nim coś hipnotyzującego, ale piękno rzadko tak skutecznie ostrzega przed niebezpieczeństwem. W kieszeni spodni miałam list. Pognieciony, wciąż ciepły od mojej dłoni. Lira trzymała przy sobie wisiorek, którego nie zdejmowała od lat. Gabriel ukrywał w plecaku coś ciężkiego. Jeszcze nie mówił co, ale w jego spojrzeniu była decyzja, która nie zna odwrotu.Mówią, że na mrocznym brzegu można znaleźć odpowiedzi. Że jezioro pokazuje prawdę, o ile ktoś naprawdę chce ją zobaczyć. I że to prawda, nie woda, potrafi człowieka utopić najszybciej.Kiedy stanęliśmy nad samą krawędzią, wiatr zamilkł, jakby i on wolał się nie wtrącać w to, co miało nadejść. Trzask gałęzi za plecami był jedynym dźwiękiem. Nie należał do żadnego z nas.Brzeg przyjął nas w milczeniu. I w tym milczeniu było coś bardzo wyraźnego: cokolwiek tu zaczniemy, nie skończy się tak, jak chcemy.Ale każdy z nas już wiedział, że to nie ma znaczenia. Bo czasem trzeba wejść w ciemność, żeby cokolwiek odzyskać. A czasem, by zrozumieć, co się w niej zostawiło.
Na dzikim, mrocznym brzegu świat zaczyna się dopiero wtedy, gdy kończy się odwaga. To nie jest miejsce, które się odwiedza, tylko takie, które człowieka woła. I robi to zawsze w chwili, kiedy najbardziej chciałby udawać, że nie słyszy.Przybyliśmy tu o świcie. Troje, choć każde z nas miało wrażenie, że idzie osobno. Ja niosłam strach, którego nie potrafiłem nazwać, Lira szła...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOtworzył oczy i od razu zaczął płakać. Miał piasek również w buzi i od razu zwymiotował. Do tego ten pulsujący ból głowy i nogi, które uderzyły go jak ciężarówka zaraz po tym jak się obudził skutecznie utrudniały mu przypomnienie sobie czegokolwiek. Dopiero po chwili poczuł zimno, które zaczęło go przenikać. Z każdym kolejnym dreszczem przychodziły przebłyski ostatnich wspomnień... przytulny, zadymiony bar, lekkie wirowanie i.... kobieta. Nie potrafił przypomnieć sobie Jej twarzy, ale z czasem na pewno wszystko wróci. Teraz najważniejsze to zatamować krwawienie, znaleźć jakieś suche miejsce, żeby się ogrzać i wydostać się z tej cholernej wyspy. Znowu.
Otworzył oczy i od razu zaczął płakać. Miał piasek również w buzi i od razu zwymiotował. Do tego ten pulsujący ból głowy i nogi, które uderzyły go jak ciężarówka zaraz po tym jak się obudził skutecznie utrudniały mu przypomnienie sobie czegokolwiek. Dopiero po chwili poczuł zimno, które zaczęło go przenikać. Z każdym kolejnym dreszczem przychodziły przebłyski ostatnich...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBurza w końcu dała za wygraną. Tylko gdzieś w oddali słychać było jej groźne pomruki. Wyszłam na spacer. Ach, jak lubię ten moment po burzy, gdy powietrze jest jeszcze naelektryzowane niedawnymi wyładowaniami, a jednocześnie już uspokaja się dając wytchnienie. Przeszłam brzegiem kilkanaście metrów, gdy coś przyciągnęło moją uwagę. Fale uderzały o leżące w bezruchu ciało kobiety. Skąd się tutaj wzięła? Kim jest? Czy w ogóle żyje jeszcze? Czy w ostatnim odruchu ratowania się wyczołgała się z wody i wydała ostatnie tchnienie?Podeszłam do niej. Oddychała, choć życie ledwo się w niej tliło. Nie poradzę sobie sama z wyciągnięciem jej na brzeg. Muszę pójść po ojca. Trzeba ją ratować, mimo wszystko …
Burza w końcu dała za wygraną. Tylko gdzieś w oddali słychać było jej groźne pomruki. Wyszłam na spacer. Ach, jak lubię ten moment po burzy, gdy powietrze jest jeszcze naelektryzowane niedawnymi wyładowaniami, a jednocześnie już uspokaja się dając wytchnienie. Przeszłam brzegiem kilkanaście metrów, gdy coś przyciągnęło moją uwagę. Fale uderzały o leżące w bezruchu ciało...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
"Jeśli skupię się wystarczająco mocno, jestem w stanie to sobie przypomnieć. Pamiętam coraz mniej, to pewne. Czy kiedyś zapomnę na zawsze?"
Rowan otwiera oczy. Boli ją całe ciało. Próbuje poruszyć głową, rozejrzeć się ale ostry, promieniujący ból szyi i ramienia uniemożliwia jej jakikolwiek manewr. Jest jej zimno i bardzo chce jej się pić. Dookoła nie ma nikogo. Wczoraj byli, mężczyzna i dziewczyna, znaleźli ją i tu przynieśli, ogrzali, opatrzyli, dali leki przeciwbólowe. Już przestały działać. Rowan wie, że to dobrzy ludzie. Porządni. Wie, że nigdy nie będzie mogła powiedzieć im prawdy.
"Jeśli skupię się wystarczająco mocno, jestem w stanie to sobie przypomnieć. Pamiętam coraz mniej, to pewne. Czy kiedyś zapomnę na zawsze?"
Rowan otwiera oczy. Boli ją całe ciało. Próbuje poruszyć głową, rozejrzeć się ale ostry, promieniujący ból szyi i ramienia uniemożliwia jej jakikolwiek manewr. Jest jej zimno i bardzo chce jej się pić. Dookoła nie ma nikogo. Wczoraj...
