Nowa książka Macieja Siembiedy: „Sobowtór”. Przeczytaj jej fragment!

LubimyCzytać LubimyCzytać
09.04.2025

Jakub Kania powraca! Jesteście ciekawi, z jaką sprawą tym razem zmierzy się bohater stworzony przez Macieja Siembiedę? Jeśli tak, uchylamy przed wami rąbka tajemnicy i publikujemy fragment najnowszego dzieła pisarza, czyli „Sobowtóra”. Wciągającej lektury!

Nowa książka Macieja Siembiedy: „Sobowtór”. Przeczytaj jej fragment! Materiały wydawnictwa

[Opis: Wydawnictwo Agora] Na świecie istnieją obrazy, które nie powinny istnieć. Namalowane na szesnastowiecznych deskach, w stylu mistrzów renesansu – zachwycają, mylą, oszukują. Ich autor? Legenda głosi, że to „Gemello” – geniusz malarstwa i fałszerz doskonały, który od setek lat unika schwytania. Kim jest naprawdę?

Jakub Kania, były prokurator IPN, dziś ekspert od śledztw ubezpieczeniowych, podejmuje się sprawy, która wywróci jego świat do góry nogami. Gdy konserwatywna fundacja planuje wystawę rzekomych arcydzieł, Kania rozpoczyna śledztwo prowadzące przez współczesną Warszawę, przedwojenny Kraków, wojenny Wiedeń i powojenną Europę. Z każdą kolejną warstwą farby odkrywa nie tylko fałszerstwo dzieł, ale i prawdy – o polityce, pamięci, zemście i przetrwaniu.

„Sobowtór” to powieść pełna napięcia, erudycji i emocji. Mistrzowsko skonstruowana intryga łączy sztukę, historię i zagadkę, której rozwiązanie może zburzyć wszystko, co do tej pory uznawaliśmy za prawdziwe.

„Już w drugim rozdziale zapominasz, że ci za to płacą. Bardzo chcesz zajrzeć na ostatnie strony, żeby się dowiedzieć, kim jest ON. Nie robisz tego. Bo szkoda ci tych wszystkich gorących linijek przed”

Mariusz Bonaszewski, lektor cyklu z Jakubem Kanią

O autorze

Maciej Siembieda zadebiutował jako pisarz w wieku 56 lat i szybko stał się jednym z najpopularniejszych twórców powieści sensacyjnych w Polsce. Autor książek, których bohaterem jest ekspert od śledztw historycznych – Jakub Kania („444”, „Miejsce i imię”, „Wotum”, „Kukły”, „Kołysanka”, „Orient”; dwie z nich otrzymały nominację do nagrody Wielkiego Kalibru) oraz polsko-greckiej sagi sensacyjnej „Katharsis” (Nagroda Czytelników Wielkiego Kalibru 2023) i pełnego rozmachu thrillera „Nemezis”, który znalazł się w finale konkursu Książka Roku 2023 Lubimyczytać. W październiku 2024 roku ukazała się trzecia część sagi pt.: „Kairos” (Książka Roku 2024 w Plebiscycie portalu Lubimyczytać w kategorii Powieść historyczna). W dorobku ma też thriller historyczny „Gambit”, nominowany do tytułu Książki Roku 2019 Lubimyczytać. Do sześciu książek Macieja Siembiedy zostały sprzedane prawa do ekranizacji.

Zanim zaczął pisać powieści, przez trzy dekady był reporterem prowadzącym śledztwa historyczne. Trzykrotnie otrzymał za nie nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (tzw. polskiego Pulitzera). Znakiem rozpoznawczym Siembiedy jest budowanie sensacyjnych opowieści na kanwie rzeczywistych zdarzeń.

Cytaty z powieści „Sobowtór”

– Nie będę ci opowiadać legend – stwierdziła. – Bo na razie to tylko legenda, która od czasu do czasu powraca w moim środowisku.

– O czym?

– Raczej o kim. O sobowtórze pewnego mistrza z czasów renesansu.

– Sobowtórze? – Kuba zatrzymał się podczas zakładania kurtki.

– W sensie, że wyglądał tak samo?

– Malował tak samo.

– W stylu tego mistrza?

– Nie. Nie w stylu. Identycznie. Te same ruchy pędzla, nakładanie warstw, skład farb, kolory, ta sama gra światłem i tak dalej.

– Skoro identycznie, to jak ich odróżnić?

– No właśnie – powiedziała, patrząc mu w oczy. – Kłopot w tym, że są nie do odróżnienia. Może poza tym, że mistrz zmarł w szesnastym wieku, a jego sobowtór maluje od czasów Napoleona do dziś.

– Nie żartuj, wierzysz w taką bajkę?

Student, który miał zostać „Gemellem”, zrobił kilka kroków w stronę wyjścia z auli, ale za moment się zatrzymał i odwrócił.

– Mogę zadać jeszcze jedno pytanie? – ośmielił się.

– Pytaj.

– Czy pana zdaniem namalowałem ten portret jak Holbein?

Egzaminator spojrzał na niego w skupieniu.

– Nie, chłopcze – odpowiedział. – Ty nie namalowałeś tego portretu jak Holbein. Ty jesteś Holbeinem.

Przeczytaj fragment powieści „Sobowtór” – nowej książki Macieja Siembiedy

Ninę Rzewuską obudził dźwięk metalowych kółek przesuwanych po karniszu. Niechętnie otworzyła oczy i ujrzała służącą stojącą na palcach i szarpiącą zasłony w sypialni, które chroniły hrabiankę przed światłem słonecznym i innymi okrucieństwami świata zewnętrznego atakującymi ludzi prowadzących tak zwane nocne życie. W głowie Niny w tej samej sekundzie odezwały się wszystkie wypalone wczoraj papierosy i wypite kieliszki szampana, które zamieniły odsuwanie zasłon w pisk pociągu hamującego przed wjazdem na stację.

– Pora wstawać, panienko – uznała służąca, nie odwracając się od okna. Ciągle tak tytułowała Ninę, choć jej panieństwo było przeterminowane i mógł je uzasadniać jedynie stan cywilny. – Telefonowali z Domu Sztuki pana Seiferta. Kazali przekazać, żeby panienka oddzwoniła.

– Kiedy telefonowali? – świadomość Niny przedarła się przez kaca.

– Będzie z godzinę temu.

– Naszykuj mi kąpiel. – Hrabianka wstała z łóżka, unikając gwałtownych ruchów. Narzuciła szlafrok i przeszła do salonu.

– Z panem Soboniem – powiedziała do słuchawki telefonu, gdy centrala miejska połączyła ją z antykwariatem.

– Mój dzień nabrał właśnie blasku – odpowiedział Kazik, odbierając połączenie. – Bardzo się cieszę, że szanowna pani się kontaktuje. Otóż mam do zakomunikowania, że mój pryncypał pan Tadeusz Seifert wyraził zainteresowanie kupnem portretów, o których była pani łaskawa wspomnieć.

A to cham – oburzyła się hrabianka. W pierwszej chwili miała ochotę utemperować Sobonia stwierdzeniem, że ma w nosie to, czy jego dzień nabrał blasku, i nie życzy sobie podobnych komentarzy, ale przytomnie uznała, że mogłoby to mieć zły wpływ na biznes.

– Cieszę się – odparła oschle, choć radość wzbierała w niej z każdą sekundą. – Co panowie proponują?

– Proszę pozostać na linii – odpowiedział Soboń. – W tej chwili poproszę szefa, który szczęśliwym trafem jest w salonie wystawowym. Uzgodnią państwo detale. – Rzewuska usłyszała odgłos słuchawki odkładanej na blat biurka.

Zakryła dłonią mikrofon i przywołała służącą, każąc sobie przynieść kawę, pudełko z papierosami i zapalniczkę. Przymknęła oczy, nasłuchując w telefonie, co się dzieje w antykwariacie, ale na razie panowała tam cisza.

– Uszanowanie pani – przerwał ją Tadeusz Seifert. Spojrzał wymownie na Sobonia, na co ten ukłonił się i wyszedł z gabinetu. Wiedział, że szef ma do niego zaufanie, a jednak rozmowy o interesach zawsze prowadził z dala od cudzych uszu.

Kwadrans później Seifert skończył, stanął w drzwiach antykwariatu i dyskretnym gestem przywołał do siebie Kazika. Ten wydał kilka poleceń subiektowi, poprawił krawat, zerkając w szybę starego kredensu, i minutę później zameldował się w biurze.

Pryncypał stał przy oknie, bębniąc palcami w parapet. Jak zawsze, gdy był podekscytowany.

– Zdecydowałem się – oświadczył niemal uroczyście – kupić dwa portrety pędzla Hansa Holbeina Młodszego. Co powiesz, panie Soboń?

Kazika zatkało z wrażenia.

– Od Rzewuskiej?!

– Hrabianka jest tylko pośredniczką. Sprzedaje jej przyjaciel. Niejaki Rudolf Weber ze Szwajcarii.

– Jeden Holbein to majątek. – Wyobraźnię Kazika wypełniły sterty pieniędzy. – A co dopiero dwa…

– Rzecz w tym, że Weber chce sprzedać te portrety jako komplet, bo zostały namalowane w jednej manierze i przedstawiają dwóch wielkich ludzi reformacji: Marcina Lutra i Jana Kalwina. Weber żąda olbrzymiej kwoty, ale ja ją zapłacę, a potem sprzedam te obrazy z pięknym zyskiem. Mniej więcej wiem, po ile chodzi Holbein u muzealników i kolekcjonerów prywatnych. To może być, uważaj, panie Soboń, interes mojego życia.

Kazik spojrzał na niego podejrzliwie.

– Dlaczego pan Weber nie sprzeda ich za tyle, ile są warte na rynku? – spytał.

– Bo on nie jest handlowego wyznania. – Seifert uśmiechnął się chytrze. – Nie ma kontaktów, nie zna ludzi. Obrazy przypadły mu w spadku, a on woli patrzeć na pliki banknotów w sejfie niż na wiszące na ścianie gęby przeciwników Kościoła katolickiego. Trzeba zrozumieć człowieka. – Puścił do Kazika perskie oko.

Przez kilka chwil milczeli.

– Poza tym – dodał Seifert już znacznie poważniej – Herr
Weber nie ma żadnych dokumentów tych dzieł, bo gdyby je miał, poszedłby od razu do domu aukcyjnego. Weź też pod uwagę, panie Soboń, jak wielki zrobiłby się z tego huk. „Dwa nieznane portrety Hansa Holbeina” – trąbiłyby gazety od Nowego Jorku po Lwów. Herr Rudolf Weber znalazłby się nagle na ustach całego świata, a coś mi się widzi, że on za tym nie przepada.

– Jest szef pewien, że to autentyczne dzieła Holbeina?

– Dobrze myślisz, panie Soboń – pochwalił go Seifert. – Bo tu zaczyna się twoja rola.

– Moja?

– A jakże. Świetnie poradziłeś sobie z kupnem obrazu Fałata, dasz radę i Holbeinowi.

– Co miałbym zrobić?

– Widzisz, panie Soboń, Szwajcar nie ma dokumentów na te portrety, ale ty je zdobędziesz.

Mózg Kazika w ułamku sekundy przeszedł w tryb maksymalnej koncentracji.

– Tak dużą transakcję – kontynuował Seifert – trzeba przeprowadzić przez renomowany antykwariat. Najlepiej poza Polską. Znam taki. Prowadzi go mój przyjaciel w Wiedniu. Pojedziesz do niego, panie Soboń, i wszystko pierwszorzędnie załatwisz. Posiedzisz sobie ze dwa tygodnie nad pięknym modrym Dunajem. Spotkasz się z panem Weberem, podpiszesz weksle depozytowe wraz z moim zaufanym antykwariuszem i razem oddacie obrazy do ekspertyzy w Akademie der bildenden Künste Wien. To bardzo zacna uczelnia, niewiele młodsza od Hansa Holbeina. Już tam będą wiedzieć, czy to jego portrety, czy nie. Wystawią nam odpowiednie certyfikaty autentyczności, a wtedy wiedeński antykwariat wystawi kwity handlowe i będziemy mieli piękny komplecik dokumentów dla przyszłych nabywców obrazów.

Kazik zmarszczył brwi.

– Co cię trapi, panie Soboń? – spytał Seifert.

– Oczywiście zrobię wszystko tak, jak pan rozkaże, szefie – zapewnił. – Ale nie będę ukrywał, że czułbym się o wiele pewniej, gdyby szef też pojechał do Wiednia.

– Oszalałeś, panie Soboń? Od dwóch miesięcy Austria należy do Hitlera. Chcesz wysyłać Żyda w jego łapy? Puknijże się w czoło.

Kazik poczerwieniał.

– Szef wybaczy, nie pomyślałem – bąknął i w tej samej chwili się zaniepokoił:

– A ten szefa przyjaciel z antykwariatu w Wiedniu to…?

– Też Żyd, chciałeś zapytać? – uprzedził go Seifert. – Nie. Handluję, jak wiesz, głównie z Żydami, ale ten to zakuty Szwab. Podejrzewam, że nawet faszysta, chociaż to przede mną ukrywa.

– I nie ma obaw, że nas wystawi do wiatru?

– Możesz być spokojny, panie Soboń. Od gwiazd Dawida, swastyk i innych symboli, którymi znakuje się rodzaj ludzki, ważniejszy jest pieniądz. Ci, którzy to wiedzą, wiedzą też, jak pielęgnować ogródki, w których ten pieniądz rośnie.

 

Wróble mieszkające w krzewach przy Schillerplatz w Wiedniu toczyły tak głośne dysputy, że Kazimierz Soboń stojący na trotuarze nie usłyszał odgłosu obcasów Niny Rzewuskiej, która podeszła od tyłu i trąciła go wyprostowanym palcem w plecy.

Odwrócił się i uniósł brwi z miną małomiasteczkowego amanta, co hrabianka przyjęła z wyraźną dezaprobatą.

– Idziemy? – spytała oschle, unikając pozdrowień na powitanie, a co za tym idzie, mlaskających pocałunków Sobonia oblepiających jej dłonie. Na samą myśl poczuła odrazę.

Kazik spojrzał na zegarek.

– Mamy jeszcze dziesięć minut – stwierdził z pomrukiem, który miał zabrzmieć szarmancko. – Możemy pogawędzić.

– Idziemy – zdecydowała i nie czekając na niego, ruszyła w stronę pobliskiego gmachu Akademii Sztuk Pięknych. Na parterze spytali woźnego o pracownię konserwacji zabytków i pięć minut później zapukali do jej drzwi.

Otworzył im człowiek, z którym byli umówieni. Szczupły, starszy mężczyzna w podniszczonym garniturze i drucianych okularach, zgarbiony tak, jakby ostatnie pół wieku mieszkał w pokoju ze zbyt niskim sufitem. Albo ślęczał pochylony nad stołem, co akurat odpowiadało prawdzie.

– Cieszę się, że państwa widzę – powiedział uprzejmie i przedstawił się, wymieniając nazwisko bez kolekcji tytułów naukowych. – Ekspertyza zamówiona przez krakowski Dom Sztuki Seiferta jest gotowa. Zaraz zapoznam państwa z wynikami. Czy mogę mówić po niemiecku?

Potwierdzili, na co zgarbiony profesor wskazał im krzesła pod ścianą gabinetu i ściągnął płachtę białego płótna, która zakrywała dwa obrazy stojące obok siebie na równo ustawionych sztalugach jak żołnierze pełniący wartę przed pałacem monarchy.

– Wraz z moimi współpracownikami dokonaliśmy dogłębnej analizy obiektów, które widzą państwo przed sobą – oświadczył tonem człowieka uzależnionego od wykładów akademickich. – Przedstawiają postacie Marcina Lutra oraz Jana Kalwina. Obydwa portrety mają jednakowe wymiary – profesor starannie je przytoczył – i bez wątpienia namalowane zostały na deskach, których wiek oszacowaliśmy na minimum cztery stulecia. I to jest dobra wiadomość.

– A jaka jest zła? – wypaliła hrabianka Rzewuska, ale profesor zganił ją wzrokiem jak studentkę, która zakłóca wykład.

– Po analizach próbek drewna, w których pomogła obecność zmumifikowanych w nim larw spuszczeli, dokonaliśmy badań obrazów metodą Roentgena. Ma się rozumieć, za zgodą Domu Sztuki Seiferta – stwierdził asekuracyjnie. – Bowiem nawet mała dawka promieniowania jonizującego może być szkodliwa dla warstwy malarskiej, a tego wszyscy przecież chcieliśmy uniknąć.

– Udało się? – spytał Kazimierz Soboń. Przez ostatnie dziesięć lat w antykwariacie Seiferta biegle opanował język niemiecki.

O dziwo, to pytanie profesor skwitował lekkim ukłonem.

– Owszem, szanowny panie. Prześwietlenie wykazało ponad wszelką wątpliwość, że żaden z tych dwóch obrazów nie był przemalowywany.

– To znaczy? – zaciekawił się Kazik.

– Falsyfikaty mistrzów renesansu z reguły tworzono tak, że oszust znajdował stary obraz, usuwał go z deski i nanosił swoje malowidło. W żadnym z tych dwóch przypadków to nie miało miejsca. Portrety namalowano bezpośrednio na deskach – mówi Roentgen, a on się nie myli, bo widzi każdą warstwę, łącznie ze śladami po tych usuniętych. Mamy zatem do czynienia z dziełami, które powstały w szesnastym wieku.

Hrabianka odetchnęła z ulgą. Nieco zbyt teatralnie.

– Autentyczności portretów dowodzą także farby – kontynuował profesor. – Czy białko ałunowe, czy roślinne, czy też bejce oleiste. Nauka nie zna ich składu, bo malarze trzymali go w ścisłej tajemnicy. To nie były czasy, gdy można było pójść do sklepu dla artystów i zakupić dowolny kolor. Trzeba było go osiągnąć drogą żmudnych prób wymagających eksperymentowania z ziemią, kośćmi, sproszkowanymi owadami, jajkami, minerałami, a nawet krwią. Jeśli komuś się udało, strzegł składników i ich proporcji jak źrenicy oka. Jedno możemy stwierdzić bez wątpliwości – z czegokolwiek zrobiono barwniki użyte do namalowania tych portretów, są to farby bardzo stare.

Nina rzuciła Soboniowi triumfujące spojrzenie.

Profesor je przechwycił i oświadczył z kwaśną miną:

– O ile na podstawie analizy technicznej nie można postawić tym portretom żadnego zarzutu, o tyle ocena stylistyczna wzbudza wątpliwości mojego kolegi, znakomitego znawcy historii sztuki epoki renesansu. Twierdzi on, że w paru detalach nie poznaje ręki Holbeina.

Kazik przełknął ślinę.

– Jaki jest ostateczny werdykt? – spytał, nie zwracając uwagi na hrabiankę Rzewuską, która wbrew swoim arystokratycznym manierom z nerwów obgryzła skórkę przy paznokciu.

Zgarbiony profesor pochylił się jeszcze bardziej.

– W tej sytuacji poprosiłem o konsultację jeszcze jednego znawcę. Ten z kolei nie podzielił sceptycyzmu poprzednika co do warsztatu mistrza. Mieliśmy zatem remis, który wymagał rozstrzygnięcia.

Nina zaczęła się wiercić.

– Poleciłem swoim laborantom zbadać werniks, ale to jeszcze pogorszyło sprawę – machnął ręką. – Jeden z nich uznał, że to wielowiekowa autentyczna krakelura…

– Co proszę? – wtrąciła się hrabianka.

– Siatka spękań werniksu, która powstaje naturalnie pod wpływem czasu – Kazik wyręczył profesora, dostrzegając w oczach Niny błysk uznania, krótszy niż mrugnięcie.

– No właśnie – potwierdził profesor. – Drugi laborant natomiast uważa, że werniks jest młodszy i wysuszony sztucznie.

– Może naniesiono go później – wtrąciła hrabianka.

– Być może, łaskawa pani, ale jeśli ktoś tak uczynił, to po co postarzył obraz, rysując werniks igłą, żeby wyglądało to na pęknięcia, a dodatkowo wypełniając rysy brudem. Niby zgromadzonym przez wieki. Tak postępują tylko fałszerze.

Zapadła cisza, słychać było jedynie brzęczenie muchy, która przedostała się przez uchylone okno pracowni.

– Dlatego – przerwał ją profesor – pozostała ostatnia próba. Czekałem z nią na państwa, bo nawet ja nie wiem, jak wypadnie – oświadczył i sięgnął po igłę leżącą na jednej ze sztalug.

– Zapraszam bliżej – zachęcił gestem, aby wstali z krzeseł i podeszli.

Następnie wyjął z kieszeni mocno powiększającą lupę, starannie przyjrzał się portretowi Marcina Lutra, mocno ujął igłę w dwa palce i ukłuł ojca reformacji w ucho.

– Widzicie? – spytał triumfująco. – Wykorzystałem pęknięcie werniksu, aby zatopić ostrze w warstwie malarskiej. Igła napotyka taki opór, że nie sposób jej wbić. A to oznacza, że farby zdążyły przez wieki stwardnieć na kamień i dalszy nacisk skończyłby się ich wykruszeniem. W wypadku falsyfikatów malowanych niedawno igła wchodzi w farbę jak w masło. Reasumując – profesor wziął głęboki oddech i wskazał portrety na sztalugach uprzejmym gestem dłoni – przedstawiam państwu dzieła Hansa Holbeina Młodszego. Nie mam co do tego wątpliwości.

Powieść „Sobowtór” jest już dostępna w sprzedaży.

Artykuł powstał we współpracy z wydawcą

Tagi i tematy


komentarze [4]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Andrzej Wronka - awatar
Andrzej Wronka 11.04.2025 09:42
Autor

Czy ten człowiek czasem kończy rozpoczęte zdania? ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Miśka - awatar
Miśka 10.04.2025 22:50
Czytelniczka

Jaka to jest dobra wiadomość!  😍                                                                                     

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
JanaZalewska - awatar
JanaZalewska 09.04.2025 12:55
Czytelnik

W twórczości Macieja Siembiedy oprócz warsztatu literackiego bardzo cenię wiedzę , bardzo rozległą i wszechstronną , ale przede wszystkim jestem wdzięczna ,że i mnie popycha do poszukiwania informacji , porównywania faktów i fikcji i zachęcania do zwiedzania zamieszczanych w książkach miejsc.Książki Macieja Siembiedy polecam , dojrzałe , przemyślane , dające możliwość...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
LubimyCzytać - awatar
LubimyCzytać 09.04.2025 11:30
Administrator

Zapraszamy do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam