-
Artykuły
Przesłuchanie Przemysława Piotrowskiego. Mocna premiera książki „Markiz"
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Najlepsza literatura faktu teraz 45% taniej na matras.pl
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Grzechy główne według Piotra Górskiego
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Miłość w cieniu wielkiej historii. Rozmowa z Joanną Jax
LubimyCzytać2
Raport GUS. Wiemy, ile na książki wydają Polacy
Główny Urząd Statystyczny opublikował raport „Kultura i dziedzictwo narodowe w 2021 r.”. Z zebranych danych dowiemy się między innymi, ile na zakup książek wydał w roku ubiegłym przeciętny Polak. I – ujmując rzecz możliwie najdelikatniej – nie jest najlepiej.
cottonbro/Pexels
Ponad 200-stronicowy dokument dostępny na stronie GUS przedstawia „wybrane informacje o działalności podmiotów w obszarze kultury i dziedzictwa narodowego w Polsce oraz wskaźniki dotyczące uczestnictwa w przedsięwzięciach kulturalnych”. Tyle z teorii. Idę dalej. Przekopuję się przez środki z budżetu państwa przeznaczane na kulturę, przez ochronę zabytków, rynek dzieł sztuki i antyków, chociaż wszystko to ciekawe. Ile poszło na muzea. Ile na teatry i biblioteki i czemu tak mało.
Okej, jest. Wydatki na kulturę w gospodarstwach domowych. Oczekiwania mam niewygórowane. Znam przecież raport Biblioteki Narodowej, według którego w minionym roku po książkę sięgnęło 38 procent Polek i Polaków (więcej na ten temat przeczytasz TUTAJ). Nie czytają, ale może kupują – łudzę się. A może my, użytkownicy i użytkowniczki serwisu, którego nazwa sugeruje, że lubimy czytać – a jak lubimy, to na książki wydajemy niemało – ratujemy sytuację. Mowa przecież o „przeciętnym Polaku”. Może coś żeśmy zawyżyli. Może podnieśliśmy do przyzwoitego poziomu.
No ale nie. Nie kupują. A my niczego nie ratujemy.
Kultura i 28 złotych
Jakoś przypomina mi się rozpoczęcie któregoś z rozdziałów z „Bezpowrotnie utraconej leworęczności” Pilcha. Idzie tak: „Jest niedobrze. Z tysiąca rozlicznych powodów jest bardzo niedobrze”.
Bo: 27 złotych i 84 grosze. Tyle w roku ubiegłym na książki wydał przeciętny Polak (bez podręczników szkolnych). Czyli niecała jedna książka. Standardowa cena wydawniczej nowości to obecnie 50 złotych. To okładkowa cena nowego Twardocha czy Jo Nesbø. Jeśli kupujemy online – kilkanaście złotych taniej.
GUS pociesza jednak, że jest lepiej. Kwoty przeznaczane na zakup książek rzeczywiście wzrosły. Rok wcześniej było to 25 złotych i 44 grosze, czyli o 2 złote 40 groszy mniej. Tyle że jeśli uwzględnimy inflację, przekonamy się, że zmieniło się niewiele.
Powodów do radości raczej nie dostarcza też szerszy obraz. Przeciętne roczne wydatki na zakup artykułów i usług kulturalnych w 2021 roku wyniosły 340,44 zł, z czego jedna trzecia to wydatki związane z korzystaniem z mediów, szczególnie elektronicznych: abonament radiowy i telewizyjny oraz opłaty za telewizję cyfrową i kablową. Kolejne 10 procent to wydatki na zakup sprzętu do odbioru, rejestracji i odtwarzania dźwięku i obrazu. W wydatkach na kulturę książki stanowią niewielki ułamek. Dokładnie 8,2 procent.
Raport GUS: Mieszkańcy miast kupują więcej
„Nadal obserwować można zróżnicowanie między miastem a wsią”, informuje Główny Urząd Statystyczny. Z danych GUS wynika, że mieszkańcy miast na książki wydają więcej. Wynik jednak wciąż nie powala. Czytamy:
Na zakup książek i innych wydawnictw wydano przeciętnie 38,16 zł, tj. 9,4% w gospodarstwach mieszkających w miastach, a 11,76 zł, tj. 5,0% na wsi (w roku poprzednim odpowiednio: 34,08 zł, tj. 9,5%, oraz 11,76 zł, tj. 5,2% przeciętnych rocznych wydatków gospodarstwa na kulturę).
W porównaniu z rokiem ubiegłym kwota przeznaczana na zakup książek przez mieszkańców miast wzrosła o niewiele ponad 4 złote (znów warto przypomnieć choćby rosnące ceny książek). W przypadku wsi nie uległa zmianie.
GUS podsumowuje:
W 2021 r. nastąpił wzrost ogółu wydatków na kulturę we wszystkich rodzajach gospodarstw domowych z 306,84 zł w 2020 r. do 340,44 zł w 2021 r. (wzrost o 11,0%), analogiczne wydatki w 2019 r. wyniosły 364,68 zł. Największy wzrost wydatków na kulturę zanotowano w gospodarstwach pracujących na własny rachunek z 407,40 zł w 2020 r. do 457,08 zł w 2021 r. (wzrost o 49,7%), w 2019 r. – 504,00 zł. Nieznaczny spadek wydatków na kulturę w 2021 r. zanotowano w gospodarstwach rencistów o 1,0% (z 298,68 zł w 2020 r. do 297,72 zł w 2021 r.), w roku 2019 wydatki te były na poziomie 317,40 zł.
Coraz mniej bibliotek
„Liczba bibliotek publicznych i filii systematycznie maleje”, informuje Główny Urząd Statystyczny. Na koniec 2021 roku odnotowano istnienie 7693 bibliotek publicznych. To spadek o 89 w stosunku do roku poprzedniego. I o 188, porównując dane z rokiem 2019.
Na jedną bibliotekę publiczną lub filię w roku ubiegłym przypadało 4950 osób (w mieście 8445, a na wsi 3066). Rok wcześniej było to 4917 osób.
Spada też liczba czytelników. GUS pisze tak:
W 2019 r. w bibliotekach publicznych (łącznie z filiami) odnotowano 5983,7 tys. czytelników. Rok później (w 2020 r.) nastąpił spadek o 17,8% do 4919,3 tys. osób. W 2021 r. poziom czytelnictwa, mierzony liczbą czytelników w bibliotekach publicznych, był jeszcze niższy niż w 2020 r. (spadek o 2,3%), a liczba zarejestrowanych czytelników wyniosła 4,8 mln wobec 4,9 mln w 2020 r. i 6,0 mln w 2019 r.
W porównaniu z rokiem 2020 wzrosła z kolei liczba wypożyczeń. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę ostatni rok przedpandemiczny, znów otrzymamy spadek – ze 102,7 mln woluminów księgozbioru oraz 3,7 mln materiałów bibliotecznych stanowiących zbiory specjalne na odpowiednio: 89,1 mln i 2,7 mln.


Coraz więcej książek
Kilkadziesiąt stron dalej dowiaduję się, że książek wydaje się u nas coraz więcej. „Liczba tytułów wydawnictw nieperiodycznych osiągnęła 33 957 tytułów i w stosunku do 2020 r. zwiększyła się o 11,7% (30 391 w 2020 r.). Zwiększyła się również, w porównaniu z rokiem poprzednim, liczba tytułów wydań pierwszych – 31 092, tj. o 12,3% (27 694 w 2020 r.), które stanowiły 91,6% wszystkich wydanych pozycji” – czytam w raporcie.
Czyli rynek gęstnieje. Jego lwią część (88,6%; przy 87,8% w roku 2020) stanowią zaś trzy grupy wydawnictw: popularne (33,6%), literatura piękna (30,4%) i naukowe (24,7%). W 2021 roku ukazało się łącznie 33 957 książek i broszur o charakterze nieperiodycznym. Pozostała część, a zatem niewiele ponad 10 procent, to podręczniki dla szkół wyższych, podręczniki szkolne oraz wydawnictwa zawodowe.

A gdzie wydaje się najwięcej? Najaktywniejsi byli wydawcy z województwa mazowieckiego, gdzie w 2021 roku wydano 12 687 tytułów, co stanowi ponad 37% całości. Dalej znajdziemy województwa małopolskie, wielkopolskie i śląskie (odpowiednio 4497, 2770 i 2565).
Co z tym rynkiem książki?
Tyle z ponad 200 stron bardzo obszernego raportu zrealizowanego przez GUS. Mnóstwo danych, ogrom wykresów i jeden smutny wniosek.
Zbierając rzecz do kupy: znów czytamy mniej (czytelnictwo wróciło do stanu sprzed pandemii), kupujemy mniej niż książkę rocznie i bynajmniej nie oznacza to, że masowo zwróciliśmy się ku darmowym książkom z biblioteki. Rynek zalewa tymczasem coraz większa fala tytułów. Czyli chyba nie najlepiej. Ale interpretację pozostawiam Państwu.
„Czytelnicy w sieci” dają nadzieję
Zakończę pozytywnym akcentem. Jest bowiem światełko w tunelu.
Coroczne badanie „Czytelnicy w sieci”, prowadzone przez lubimyczytać.pl i Polską Izbę Książki, największa analiza tego typu w skali kraju, przedstawia zdecydowanie inny obraz. Wynika z niego, że na zakup książek drukowanych od 150 do 500 złotych rocznie wydało 43% badanych. 18% respodentów na książki przeznaczyło z kolei od 501 do 1000 złotych.

Społeczność lubimyczytać.pl zdecydowanie zawyża więc średnią. A – jak pokazuje badanie GUS – jest co poprawiać.
Całe badanie znajdziecie TUTAJ.
komentarze [49]
Czytać analizy statystyczne zrobione i przeanalizowane przez humanistów.. Bezcenne 😂 Anegdotka statystyczna: jeden człowiek od pasa w dół stoi w ogniu, a pozostałą część ciała ma zanurzoną w lodzie. "Statystycznie", średnio jest mu dobrze😄To co matematyczne, zostawmy matematykom. Ot taka moja propozycja.
Czytać analizy statystyczne zrobione i przeanalizowane przez humanistów.. Bezcenne 😂 Anegdotka statystyczna: jeden człowiek od pasa w dół stoi w ogniu, a pozostałą część ciała ma zanurzoną w lodzie. "Statystycznie", średnio jest mu dobrze😄To co matematyczne, zostawmy matematykom. Ot taka moja propozycja.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jestem zdania, że taki oto artykuł nie wnosi zupełnie nic do "Narodowej" dyskusji o stanie polskiej kultury i literatury. A podejrzewam, że taki po części zamiar przyświecał autorowi. Między wierszami zawarte są bowiem dwa stereotypowe sformułowania: Polacy nie kupują książek i Polacy nie czytają książek.
A to jest po prostu zakłamanie i zwykłe uproszczenie sprawy. Odnosząc to do swoich własnych doświadczeń, do miejsca w którym na co dzień żyję (miasto < 50 tys.), do znajomych z którymi obcuje i wreszcie do siebie samego uważam, że tak źle nie jest jak nam to malują.
Po pierwsze lokalne biblioteki (i filie) mają się całkiem dobrze. Oczywiście nie ma od razu każdego tytułu, być może nawet nie ma wielu popularnych tytułów, ale liczba "klientów" i ogólny ruch jest dość duży. Mimo niedoskonałości placówki i braku środków publicznych, moja biblioteka jest poniekąd centrum kultury (im bardziej zapyziałe miasteczko, tym większe ta instytucja ma znaczenie).
Po drugie ludzie, wbrew pozorom, coś czytają. Nie zawsze woluminy wydane na papierze. Coraz częściej w formie e-booka. Coraz częściej audiobooka. I to tez jest forma czytania, a nawet wydawania na książki pieniędzy. Które nie do końca są ujęte w tej statystyce.
Ja sam czytam. Dużo - nie dużo - trochę. I wiem, że wśród bliskich znajomych większość tez coś czyta. Choć znam też mnóstwo osób, które w ogóle nie czytają i w pewien sposób się tym chwalą. Cóż zrobić - skoro nie umieją... Po prostu mają uboższe życie. Ale nie jestem wyznawcą zasady, żeby przymuszać na siłę. Bo to nie dla każdego. I nie ma co się odwoływać do wyższej formy intelektu, do wyższej kultury, czy innych pustych haseł. Po prostu dajmy im (temu) spokój.
Książki są dla tych którzy chcą czytać. I niech tak zostanie. Za to wolałbym, żeby te książki były dobrze (ładnie) wydane. Żeby miały przystępną cenę. I żeby było o czymś a nie o niczym... Choć to najbardziej dyskusyjna kwestia.
Wydawnictw narobiło się sporo. Pisarzy również mamy dużo. Ale czy ich życiowa i kulturalna pozycja jest czymś więcej, niż tylko ilością egzemplarzy (wydanych i sprzedanych) poparta? Właściwie to nie. W Polsce nie ceni się literatów. Nie nagradza się ich sowicie. I nawet nieraz są ofiarami publicznego pośmiewiska (o zgrozo publicznego w wydaniu rządzących i narodowej prawicy, której nie podoba się krytyka i odmienne zdanie naszej aktualnej noblistki).
Nie są pisarze autorytetem jak byli nim kiedyś. A szkoda, bo dziś byle celebryta, byle "znawca i pseudo ekspert pierwszej wody", byle kopacz, więcej dla tłumu i mediów znaczą, niż wybitny autor. I to jest proszę państwa prawdziwy problem. Nie fakt słabej sprzedaży i niskich słupków. Nie ilość bitej piany przy forumowych komentarzach. Nie miliony yutuberów i lanserów. Tylko ludzie mądrzy się naprawdę liczą - choć jak widać nie u nas. I to jest przykre, żałosne, małe...
Jestem zdania, że taki oto artykuł nie wnosi zupełnie nic do "Narodowej" dyskusji o stanie polskiej kultury i literatury. A podejrzewam, że taki po części zamiar przyświecał autorowi. Między wierszami zawarte są bowiem dwa stereotypowe sformułowania: Polacy nie kupują książek i Polacy nie czytają książek.
A to jest po prostu zakłamanie i zwykłe uproszczenie sprawy....
Cóż, książki to fajna sprawa. Nie trzeba się w tej kwestii sprzeczać. Jeśli chodzi o wydawanie na nie pieniędzy, to GUS i autor chyba nie wzięli pod uwagę galopującej inflacji! Autor tekstu wspomina o tym, że za nakład wydawniczy obecnie płaci się 50zł - jest to więc cena śmieszna, śmiesznie droga.
Uwielbiam książki i kupiłabym ich tonę gdybym mogła, ale tak samo uwielbiam żyć - jeść, pić, spać w łóżku i kąpać się, za co trzeba teraz srogo zapłacić. Co więcej, srogo się płaci (jeśli ktoś podziela moje zdanie to dziękuję) za studia. Niby są bezpłatne, ale za bezcen wcale nie idą okoliczności studiowania - tramwaje, busy, pociągi, wszelkiego rodzaju materiały, książki (nawet ksera, nie oszukujmy się że każdy student posiada oryginał książki, która jest zalecana przez każdego wykładowcę; a ksero jak wiadomo teraz też poszło w górę).
Może gdyby była wyprawka szkolna dla studentów - która jest darowana dzieciom, które i tak mają już zafundowane z góry podręczniki, to taki student biedak kupiłby książkę?
Popatrzcie, mamy tutaj jedną perspektywę - zubożałego studenta, który musi harować na siebie, uczyć się i wypełniać masę innych obowiązków, który po ukończeniu swoich studiów i tak będzie biedny, bo będzie mniej zarabiał niż chłopek roztropek na budowie. Taka osoba chętnie kupiłaby książkę, ale musi wydać 1/2 pensji na czynsz, a reszta starcza z miesiąca na miesiąc na jedzenie, czy choćby środki higieniczne. Zakup książki w tym momencie to odmówienie sobie jedzenia :)
Dziękuję za uwagę.
Cóż, książki to fajna sprawa. Nie trzeba się w tej kwestii sprzeczać. Jeśli chodzi o wydawanie na nie pieniędzy, to GUS i autor chyba nie wzięli pod uwagę galopującej inflacji! Autor tekstu wspomina o tym, że za nakład wydawniczy obecnie płaci się 50zł - jest to więc cena śmieszna, śmiesznie droga.
Uwielbiam książki i kupiłabym ich tonę gdybym mogła, ale tak samo uwielbiam...
@JoaSia " nie oszukujmy się że każdy student posiada oryginał książki, która jest zalecana przez każdego wykładowcę"
Ksero poszło w górę, ale są teraz aparaty w smartfonach gdzie zdjęcie jest za free, i przypuszczam, że panie bibliotekarki nie stoją nad każdym w czytelni i nie sprawdzają co robi ze swoim smartfonem.
@JoaSia " nie oszukujmy się że każdy student posiada oryginał książki, która jest zalecana przez każdego wykładowcę"
Ksero poszło w górę, ale są teraz aparaty w smartfonach gdzie zdjęcie jest za free, i przypuszczam, że panie bibliotekarki nie stoją nad każdym w czytelni i nie sprawdzają co robi ze swoim smartfonem.
"Każdy swoje hobby ma... Mam i ja" Jeśli są to książki to super, jeśli co innego , też świetnie. Moje nabywanie książek jest nałogowe, niestety. Mimo Legimi. Więcej nabywam niż czytam. Nie nadążam, to oczywiste. Lubię wiedzieć, że mój osobisty stosik kolejkowy czeka i jest sporych rozmiarów. Ot taka przypadłość. Co kto lubi niech ma. :)
"Każdy swoje hobby ma... Mam i ja" Jeśli są to książki to super, jeśli co innego , też świetnie. Moje nabywanie książek jest nałogowe, niestety. Mimo Legimi. Więcej nabywam niż czytam. Nie nadążam, to oczywiste. Lubię wiedzieć, że mój osobisty stosik kolejkowy czeka i jest sporych rozmiarów. Ot taka przypadłość. Co kto lubi niech ma. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMam podobną przypadłość. Kupuję czasami za trzech czytelników i zdecydowanie więcej niż zdołam na miesiąc przeczytać. Chomikuje książki, ale gdy przyjdzie właściwa pora, to wtedy po nie sięgam. Czasami jest to krócej, a czasami przeleżą latami. Kiedyś nie miałam odpowiednich półek, więc sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Mam podobną przypadłość. Kupuję czasami za trzech czytelników i zdecydowanie więcej niż zdołam na miesiąc przeczytać. Chomikuje książki, ale gdy przyjdzie właściwa pora, to wtedy po nie sięgam. Czasami jest to krócej, a czasami przeleżą latami. Kiedyś nie miałam odpowiednich półek, więc sprawa wyglądała zupełnie inaczej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamRozumiem bo dokładnie tak samo mam. W domu rosną stosy książek i czekają na swoja chwilę. Część stosiku znalazła przytulny kącik w bibliotece szkolnej gdzie pracuję. Dostały nowe życie i trafiają w ręce uczniów i nauczycieli.
Rozumiem bo dokładnie tak samo mam. W domu rosną stosy książek i czekają na swoja chwilę. Część stosiku znalazła przytulny kącik w bibliotece szkolnej gdzie pracuję. Dostały nowe życie i trafiają w ręce uczniów i nauczycieli.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAle jak "co poprawiać"? Każdy ma swoje hobby i spędza czas jak lubi, to parcie na czytanie książek i płacz, że "ludzie mało czytajooo" to jakaś komedia nieustająca.
Ale jak "co poprawiać"? Każdy ma swoje hobby i spędza czas jak lubi, to parcie na czytanie książek i płacz, że "ludzie mało czytajooo" to jakaś komedia nieustająca.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja byłbym daleki od diagnozy "nie jest najlepiej."
Po pierwsze nie każdego stać na książki, tym bardziej, że nie jest to wcale tani wydatek i książki zdrożały, na co oczywiście wpłynęły określone czynniki. I trzeba też powiedzieć, że cena książki utrzymywała długi czas ten sam poziom.
Po drugie część osób kupuje książki w postaci innej niż papierowa, np. ebooki bądź też wykupuje abonament na audiobooki.
Po trzecie część ludzi kupuje książki używane, na różnego rodzaju portalach aukcyjnych.
Po czwarte niektórzy kupują tylko te książki, których nie znajdą w bibliotece.
Po piąte tłumy na targach książki w Krakowie chyba mówią same za siebie..
Ja byłbym daleki od diagnozy "nie jest najlepiej."
Po pierwsze nie każdego stać na książki, tym bardziej, że nie jest to wcale tani wydatek i książki zdrożały, na co oczywiście wpłynęły określone czynniki. I trzeba też powiedzieć, że cena książki utrzymywała długi czas ten sam poziom.
Po drugie część osób kupuje książki w postaci innej niż papierowa, np. ebooki bądź też...
Mam koleżankę, która wyłącznie książki kupuje, a wcale nie czyta i tak od lat. Miesięcznie wydaje setki zł na książki i czyta może z 1 książkę, a czasem nawet i nie. Można? Można.
Zanim zakupiłam abonament Legimi to też wydawałam kilkaset zł miesięcznie na książki. Teraz poza abonamentem to sporadycznie.
Mam koleżankę, która wyłącznie książki kupuje, a wcale nie czyta i tak od lat. Miesięcznie wydaje setki zł na książki i czyta może z 1 książkę, a czasem nawet i nie. Można? Można.
Zanim zakupiłam abonament Legimi to też wydawałam kilkaset zł miesięcznie na książki. Teraz poza abonamentem to sporadycznie.
Ale dlaczego bez podręczników? Wszystkie kraje wliczają podręczniki do swoich statystyk, dlaczego my mamy tego nie robić? Polski rynek książki to ok. 100 milionów egzemplarzy ocznie, przy średniej cenie książki to daje ok. 60-70 zł na obywatela. Czyli jednak więcej niż to jest podane w artykule.
Ale dlaczego bez podręczników? Wszystkie kraje wliczają podręczniki do swoich statystyk, dlaczego my mamy tego nie robić? Polski rynek książki to ok. 100 milionów egzemplarzy ocznie, przy średniej cenie książki to daje ok. 60-70 zł na obywatela. Czyli jednak więcej niż to jest podane w artykule.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamto chyba dobrze ze podręczniki nie są wliczane , jak sama nazwa mówi podręcznik a nie książka , chyba wiadomo jaka jest różnica miedzy podręcznikiem a książka
to chyba dobrze ze podręczniki nie są wliczane , jak sama nazwa mówi podręcznik a nie książka , chyba wiadomo jaka jest różnica miedzy podręcznikiem a książka
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCo? :D Podręcznik to też książka. Może jeszcze uznasz, że przewodnik, poradnik czy tomik poezji to też nie książka?
Co? :D Podręcznik to też książka. Może jeszcze uznasz, że przewodnik, poradnik czy tomik poezji to też nie książka?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGUS jest po to żeby liczyć, a że liczy wszystko nie znaczy to, że jest w tym jakiś sens. Wyliczenie przeciętnych wydatków na książki uważam za te sensu pozbawione. Mogą być istotne dla wydawcy i twórcy, ale oni przecież mają te dane na bieżąco. Książki kupuje się, żeby czytać, żeby ładnie wyglądały na półce albo w prezencie. Mam komfort wieku słusznego, a co za tym idzie wydatki są skierowane ku przyjemnością. Postanowiłem wymienić Dicka na serię DW Rebis, w serwisie aukcyjnym to był jednorazowy wydatek ok. 1300 zł. Podniosłem statystykę miesięczną, która - znów - nic nie znaczy. Problem jest jednak w danych o bibliotekach, raczej każdy z czytelników zauważył, że np. na Allegro, pewnie 7/10 książek używanych na stemple biblioteczne. Dlaczego? Umownie nazywając - jakiś "Urząd" zdecydował, że w miejscu biblioteki może powstać prywatna przychodnia, monopolowy, czy inna działalność zyskowna bardziej. Niech Państwo nie obarcza winą wszelaką społeczeństwa, Ci którzy nie czytali czytać i tak nie będą, a czytelnikom niech pomaga strzegąc (bombastyczne określenie) bibliotek czy likwidując VAT, a jeszcze lepiej CIT dla wydawnictw. To będzie raptem jedno "500 plus " mniej dla blondynów na przykład.
GUS jest po to żeby liczyć, a że liczy wszystko nie znaczy to, że jest w tym jakiś sens. Wyliczenie przeciętnych wydatków na książki uważam za te sensu pozbawione. Mogą być istotne dla wydawcy i twórcy, ale oni przecież mają te dane na bieżąco. Książki kupuje się, żeby czytać, żeby ładnie wyglądały na półce albo w prezencie. Mam komfort wieku słusznego, a co za tym idzie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCałe szczęście ,że są biblioteki a za zaoszczędzone pieniądze można kupować gry. Jedyne książki jakie kupuje to takie jakie chcę mieć na swojej półce a moja półka i tak nie pomieści więcej niż 30 tytułów więc jestem zmuszony dobrze selekcjonować tytuły.
Całe szczęście ,że są biblioteki a za zaoszczędzone pieniądze można kupować gry. Jedyne książki jakie kupuje to takie jakie chcę mieć na swojej półce a moja półka i tak nie pomieści więcej niż 30 tytułów więc jestem zmuszony dobrze selekcjonować tytuły.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOczywiście jak zwykle dane zatrważające i bardzo smutne. I już nie wiem, co można z tym zrobić. W moim środowisku wszyscy czytają i to dużo. Nie znam ludzi, którzy w domach nie mieliby pokaźnych księgozbiorów. W jakich grupach społecznych ukrywają się ci nieczytający? Pewnie to nie jest takie prosty podział: miasto - wieś albo wysokość zarobków.
Oczywiście jak zwykle dane zatrważające i bardzo smutne. I już nie wiem, co można z tym zrobić. W moim środowisku wszyscy czytają i to dużo. Nie znam ludzi, którzy w domach nie mieliby pokaźnych księgozbiorów. W jakich grupach społecznych ukrywają się ci nieczytający? Pewnie to nie jest takie prosty podział: miasto - wieś albo wysokość zarobków.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamz kolei w moim środowisku nie czytają
z kolei w moim środowisku nie czytają
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWieś...wieś TEZ czyta I dużo kupuje,nie ma innego wyjścia,bo biblioteki powiatowe nie są najlepiej zaopatrzone( najlepiej w żywoty świętych,takie mam wrazenie) Mam kartę od lat,najczęściej wchodzę i wychodzę bez książki.Moze mój powiat jest taki" święty"?W każdym razie jak chce nowości,które mnie interesuja ,muszę je kupić w necie.
Wieś...wieś TEZ czyta I dużo kupuje,nie ma innego wyjścia,bo biblioteki powiatowe nie są najlepiej zaopatrzone( najlepiej w żywoty świętych,takie mam wrazenie) Mam kartę od lat,najczęściej wchodzę i wychodzę bez książki.Moze mój powiat jest taki" święty"?W każdym razie jak chce nowości,które mnie interesuja ,muszę je kupić w necie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja w tym roku kupiłam z 90 książek i przeznaczyłam na to niecałe 1200 zł.
Z biblioteki wypożyczam coś czego w sprzedaży już nie ma lub jest tylko na allegro za kosmiczne ceny. Lubię wydawać pieniądze na książki bardziej niż na ubrania. Częściej kupuje od ludzi z fb niż z księgarni.
Mogę mieć jedną książkę z księgarni za 28 zł lub trzy do czterech używanych książek za 30 zł. Staram się później je odsprzedać za 5-9 zł, żeby uzbierać na kolejne książki.
Ja w tym roku kupiłam z 90 książek i przeznaczyłam na to niecałe 1200 zł.
Z biblioteki wypożyczam coś czego w sprzedaży już nie ma lub jest tylko na allegro za kosmiczne ceny. Lubię wydawać pieniądze na książki bardziej niż na ubrania. Częściej kupuje od ludzi z fb niż z księgarni.
Mogę mieć jedną książkę z księgarni za 28 zł lub trzy do czterech używanych książek za 30...
branie książek za darmo z bibliotek i śmietników >>>> kupowanie
branie książek za darmo z bibliotek i śmietników >>>> kupowanie
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie do końca to jest takie lepsze. Kupując książki nie tylko wspierasz twórców i wydawnictwa, ale także pomagasz kreować popyt na konkretną literaturę. Są serie i autorzy, których kupuję w ciemno, jak "proza dalekiego wschodu" od PiWu, albo przy uzupełnianiu Orwella wymieniłem od razu całość na jedną serię (stare oddałem znajomym). Kupując w dyskontach, spore zakupy książkowe potrafią kosztować tyle, co wypad do restauracji dla dwojga, dla mnie to niska cena za dobrą literaturę.
Nie do końca to jest takie lepsze. Kupując książki nie tylko wspierasz twórców i wydawnictwa, ale także pomagasz kreować popyt na konkretną literaturę. Są serie i autorzy, których kupuję w ciemno, jak "proza dalekiego wschodu" od PiWu, albo przy uzupełnianiu Orwella wymieniłem od razu całość na jedną serię (stare oddałem znajomym). Kupując w dyskontach, spore zakupy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTo jest jedynie raport o wydatkach na książki drukowane. Czytając więcej trudno kupować takie ilości książki drukowanych. Co z nimi potem robić? Więc nijak to nie świadczy o polskim czytelnictwie czy kulturze. Poza tym jeden ktoś kupi sobie 1 ksiązkę w najbliższej księgarni za 70 zł, a ktoś inny w tej samej cenie kupi tą samą ksiązke i jeszcze 5 innych -bo skorzysta z księgarni outletowej lub kupi na olx. Więc nijak ilość wydawanych pieniędzy ma sie do ilości kupowanych książek czy czytania.
To jest jedynie raport o wydatkach na książki drukowane. Czytając więcej trudno kupować takie ilości książki drukowanych. Co z nimi potem robić? Więc nijak to nie świadczy o polskim czytelnictwie czy kulturze. Poza tym jeden ktoś kupi sobie 1 ksiązkę w najbliższej księgarni za 70 zł, a ktoś inny w tej samej cenie kupi tą samą ksiązke i jeszcze 5 innych -bo skorzysta z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejFaktycznie, jeśli wynik obejmuje tylko wersję papierowe, to ten raport nie mówi wiele o realnym poziomie czytelnictwa w Polsce. Np. wśród nich znajomych na jedną osobę czytająca książki papierowe przypada jedna osoba czytająca eBooki lub słuchająca audiobooków.
Faktycznie, jeśli wynik obejmuje tylko wersję papierowe, to ten raport nie mówi wiele o realnym poziomie czytelnictwa w Polsce. Np. wśród nich znajomych na jedną osobę czytająca książki papierowe przypada jedna osoba czytająca eBooki lub słuchająca audiobooków.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
No to ja rozbijam bank 😈 Może nie będę podawał kwot jakie miesięcznie "wydaję" na książki... bo opracowałem metodę, w której za część mojej pracy kontrahenci płacą... w książkach 😇Przyjemnie jest dostać kilka paczek w miesiącu z nowymi książkami i komiksami... a komiksy potrafią kosztować ponad 100 zł (np. integrale, wydania w twardej oprawie). Do tego kupuję na Allegro starsze książki... plus "nowości" od Stalker Books czy IX.
Ale nie o to chodzi, że chwalę się. Raczej o to, że te badania robione są na jakiejś grupie reprezentacyjnej, mającej dać przeciętny obraz polskiego społeczeństwa aby wyniki można było ekstrapolować na cały Kraj. Środowisko LC nie jest grupą reprezentacyjną a raczej stanowi nadreprezentację czytających i kupujących książki.
No to ja rozbijam bank 😈 Może nie będę podawał kwot jakie miesięcznie "wydaję" na książki... bo opracowałem metodę, w której za część mojej pracy kontrahenci płacą... w książkach 😇Przyjemnie jest dostać kilka paczek w miesiącu z nowymi książkami i komiksami... a komiksy potrafią kosztować ponad 100 zł (np. integrale, wydania w twardej oprawie). Do tego kupuję na Allegro...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZakup książek niekoniecznie przekłada się na to, ile realnie czytamy. Ja w tym roku przeczytałam koło 40 książek, a kupiłam może 5 i to głównie na prezenty. Mam kody do Legimi z biblioteki (czyli nie wydaję nic), a czego na Legimi nie ma przeważnie wypożyczam (znów bez kosztów).
Zakup książek niekoniecznie przekłada się na to, ile realnie czytamy. Ja w tym roku przeczytałam koło 40 książek, a kupiłam może 5 i to głównie na prezenty. Mam kody do Legimi z biblioteki (czyli nie wydaję nic), a czego na Legimi nie ma przeważnie wypożyczam (znów bez kosztów).
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo, że ktoś nie kupuje książek, nie znaczy, że nie czyta. Ja korzystam głównie z Empik Go i Legimi, nie kupuję nowości, bo wszystko jest w aplikacji. A grono bookstagrama też nie kupuje książek, tylko dostaje je od wydawnictw. Więc przekładanie ilości kupionych książek na ilość przeczytanych jest niemiarodajne.
To, że ktoś nie kupuje książek, nie znaczy, że nie czyta. Ja korzystam głównie z Empik Go i Legimi, nie kupuję nowości, bo wszystko jest w aplikacji. A grono bookstagrama też nie kupuje książek, tylko dostaje je od wydawnictw. Więc przekładanie ilości kupionych książek na ilość przeczytanych jest niemiarodajne.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo prawda, same zakupy i biblioteki to jeszcze nie 100% możliwości...
To prawda, same zakupy i biblioteki to jeszcze nie 100% możliwości...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDokładnie. Ja wypożyczam z biblioteki miejskiej. Mieszkam w dużym mieście, biblioteki są nowoczesne, działają prężnie, kupują nowości, więc sama kupuję tylko te książki, które chcę mieć na półce.
Dokładnie. Ja wypożyczam z biblioteki miejskiej. Mieszkam w dużym mieście, biblioteki są nowoczesne, działają prężnie, kupują nowości, więc sama kupuję tylko te książki, które chcę mieć na półce.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dokładnie tak. Też korzystam z aplikacji Empik Go i Legimi . Wydaje mi sie to jniesprawiedliwe że brane są pod uwagę tylko książki papierowe.
Dokładnie tak. Też korzystam z aplikacji Empik Go i Legimi . Wydaje mi sie to jniesprawiedliwe że brane są pod uwagę tylko książki papierowe.
Pewnie wszyscy na LC wydają na książki znacznie powyżej średniej. Ale jest nas za mało żeby poprawić wyniki GUS. Ale cóż, skoro zamiast biblioteki na 100-lecie niepodległości stawiamy sobie urocze ławeczki z paździerza to lepiej nie będzie.
Pewnie wszyscy na LC wydają na książki znacznie powyżej średniej. Ale jest nas za mało żeby poprawić wyniki GUS. Ale cóż, skoro zamiast biblioteki na 100-lecie niepodległości stawiamy sobie urocze ławeczki z paździerza to lepiej nie będzie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZ perspektywy bibliotekarki mogę też poskarżyć się na fundusze przeznaczone na zakup nowości oraz czas trwania samego zakupu i wprowadzenia przed odpowiedni dział do księgozbioru. Nowości biblioteczne nie są tożsame z nowościami wydawniczymi. Dzisiejszy czytelnik to, co chce przeczytać, chce przeczytać już - a nie za pół roku, czy rok. Nas jako bibliotekarzy frustruje to bardzo, bo mamy ogromne spisy książek do kupienia, ale nie dostajemy funduszy, żeby zakupić choć ich ułamek. Nie jestem w związku z tym zaskoczona, że biblioteki tracą czytelników, bo nie zwyczajnie nie mamy im czego zaoferować.
Z perspektywy bibliotekarki mogę też poskarżyć się na fundusze przeznaczone na zakup nowości oraz czas trwania samego zakupu i wprowadzenia przed odpowiedni dział do księgozbioru. Nowości biblioteczne nie są tożsame z nowościami wydawniczymi. Dzisiejszy czytelnik to, co chce przeczytać, chce przeczytać już - a nie za pół roku, czy rok. Nas jako bibliotekarzy frustruje to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejA jak już się coś uda kupić, to kolejka czytelników jest na kilka miesięcy... to dobrze że wypożyczają, ale polowanie na książki w bibliotece mnie frustruje. W listopadzie ma wyjść IV tom Silva Rerum, ciekawe kiedy uda mi się ją dopaść...
A jak już się coś uda kupić, to kolejka czytelników jest na kilka miesięcy... to dobrze że wypożyczają, ale polowanie na książki w bibliotece mnie frustruje. W listopadzie ma wyjść IV tom Silva Rerum, ciekawe kiedy uda mi się ją dopaść...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNowości są fajne ale nie najfajniejsze. Gdyby moja biblioteka dziś przestała kupować nowości, to i tak do końca życia nie przeczytałbym tego, co jest tam dla mnie interesującego. Moim zdaniem biblioteka nie jest tak do końca miejscem na wyszukiwanie nowości.
Nowości są fajne ale nie najfajniejsze. Gdyby moja biblioteka dziś przestała kupować nowości, to i tak do końca życia nie przeczytałbym tego, co jest tam dla mnie interesującego. Moim zdaniem biblioteka nie jest tak do końca miejscem na wyszukiwanie nowości.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
@Łukasz to prawda... ale rzadko zdarzają się czytelnicy szukając czegoś wydanego przed 1980 bo nie było później wznowień. A biblioteki pozbywają się starszego księgozbioru bo po prostu nie maja miejsca. I tak np. książki z serii Rodowody Cywilizacji PIW (osiągające wysokie ceny na Allegro) zwyczajnie idą do kosza. Ludzie czytają to o czym usłyszą. Może nie koniecznie o super nowościach ale raczej z polecanek... dość świeżych. Malo kto sięga po stare wydania... takie jest moje wrażenie.
Widać to zresztą na LC, stare dobre książki mają niewielką ilość opinii i stanów "Przeczytane".
@Łukasz to prawda... ale rzadko zdarzają się czytelnicy szukając czegoś wydanego przed 1980 bo nie było później wznowień. A biblioteki pozbywają się starszego księgozbioru bo po prostu nie maja miejsca. I tak np. książki z serii Rodowody Cywilizacji PIW (osiągające wysokie ceny na Allegro) zwyczajnie idą do kosza. Ludzie czytają to o czym usłyszą. Może nie koniecznie o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDokładnie tak. Czytelnicy byliby zainteresowani starszymi pozycjami, gdyby te były wznawiane. Kiedy daje się człowiekowi do ręki egzemplarz 40letni, który zaczytał się już z 15 lat temu, to - choć są zainteresowani - rezygnują.
Dokładnie tak. Czytelnicy byliby zainteresowani starszymi pozycjami, gdyby te były wznawiane. Kiedy daje się człowiekowi do ręki egzemplarz 40letni, który zaczytał się już z 15 lat temu, to - choć są zainteresowani - rezygnują.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
W 2021 nie mialem ani czasu ani ochoty na czytanie, a i tqk wydalem ponad 100£ na ksiazki (nie mieszkam w Polsce).
Za to w 2022 niemoc minela i zaczynam 94ta ksiazke, gdzie kazda kupilem. Co prawda, szukam okazji i staram sie odkupowac uzywane, ale i sporo nowych bylo. Do tej pory wydalem jakies 700-800 funtow, a rok sie nie skonczyl 😁.
W 2021 nie mialem ani czasu ani ochoty na czytanie, a i tqk wydalem ponad 100£ na ksiazki (nie mieszkam w Polsce).
Za to w 2022 niemoc minela i zaczynam 94ta ksiazke, gdzie kazda kupilem. Co prawda, szukam okazji i staram sie odkupowac uzywane, ale i sporo nowych bylo. Do tej pory wydalem jakies 700-800 funtow, a rok sie nie skonczyl 😁.
Dziwne te wyniki. Może jedno zero się gdzieś zawieruszylo? Biorąc pod uwagę, że rynek książki w Polsce jest wart ca 2 miliardy zł to trochę mało wychodzi. Chyba coś nie tak jest z tym raportem.
Dziwne te wyniki. Może jedno zero się gdzieś zawieruszylo? Biorąc pod uwagę, że rynek książki w Polsce jest wart ca 2 miliardy zł to trochę mało wychodzi. Chyba coś nie tak jest z tym raportem.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWydaje sporo kasy na książki. Większości nie zdążę pewnie do emerytury przeczytać. Nie korzystam z bibliotek ani książek w innej formie niż papierowa. Czytam sporo jak na przeciętna czytelniczkę, zastanawiam się gdzie się robi te badania.
Wydaje sporo kasy na książki. Większości nie zdążę pewnie do emerytury przeczytać. Nie korzystam z bibliotek ani książek w innej formie niż papierowa. Czytam sporo jak na przeciętna czytelniczkę, zastanawiam się gdzie się robi te badania.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamHmmm takie dziwne te statystyki i wnioski z nich. Osobiscie-czytam i kupuje. W miesiacu? Nie wiem. Mieszkam za granica i 2-3 razy w roku wychodze z wielka torba ksiazek. Nie wiem Ile na to wydaje, kilkaset zlotych. Jak ktos jedzie do PL tez mi kupuje ksiazki. Czytam w empikGo. Smieszny abonament, jak podziele to przez ilosc ksiazek przeczytanych/wysluchanych to faktycznie wychodzi….kilka groszy za ksiazke? Ok, slaby wynik finansowy wychodzi. To samo tyczy sie innych portali udostepniajace ksiazki w abonamentach. To moze ja czegos nie rozumiem i ktos mi to wytlumaczy… dlaczego tak wielu autorow publikuje? Dlaczego w rankingu najpopularniejszych autorow w naszym kraju podawane sa ich zawrotne przychody ze sprzedazy? Po co mamy tyle wydawnictw skoro tak niskie czytelnictwo jest?
Hmmm takie dziwne te statystyki i wnioski z nich. Osobiscie-czytam i kupuje. W miesiacu? Nie wiem. Mieszkam za granica i 2-3 razy w roku wychodze z wielka torba ksiazek. Nie wiem Ile na to wydaje, kilkaset zlotych. Jak ktos jedzie do PL tez mi kupuje ksiazki. Czytam w empikGo. Smieszny abonament, jak podziele to przez ilosc ksiazek przeczytanych/wysluchanych to faktycznie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMazovia Góra. Ja wydaje 100 zł w miesiącu
Mazovia Góra. Ja wydaje 100 zł w miesiącu
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dużo. Ja mam aplikacje legimi i płacę za nią 40 zł; więc staram się sprzedać w kazdym miesiacu na OLX ksiazki, które już przeczytałam - tak, żeby zyskać chociaż 40 zł.
Jak sprzedam za więcej niz 40 zł -to kupuję coś czego nie ma na legimi, albo co wolę czytać w wersji papierowej, ale tak żeby nie przekroczyć kwoty zarobionej na olx (po odjęciu kosztów legimi). Staram się wyjść w każdym miesiacu na plus. Kupuję ksiązki w okazyjnych cenach.
'
czyli w sumie wydaję na książki drukowane miesięcznie mniej niz 0.
Dużo. Ja mam aplikacje legimi i płacę za nią 40 zł; więc staram się sprzedać w kazdym miesiacu na OLX ksiazki, które już przeczytałam - tak, żeby zyskać chociaż 40 zł.
Jak sprzedam za więcej niz 40 zł -to kupuję coś czego nie ma na legimi, albo co wolę czytać w wersji papierowej, ale tak żeby nie przekroczyć kwoty zarobionej na olx (po odjęciu kosztów legimi). Staram się...
Gradacja jest następująca: kłamstewko, kłamstwo, (pewna popularna gazeta), i statystyka. Nijak się w tej/tych statystykach nie mieszczę. Pewnie z tego powodu, że ankieterzy omijają mnie szerokim łukiem. Zależnie od miesiąca, na książki wydaje miedzy 160 a 350 złotych. Mowa o samych książkach, dochodzi do tego teatr (bo do kina nie chodzę, z powodów różnych i osobistych). Wiec podbijam statystyki, problem w tym, że w moim otoczeniu, może nie za dużym, ale w jakiś sposób reprezentatywnym, wydatki na kulturę są w bardzo podobne. Zachodzę wiec w głowę- gdzie są, ach gdzie ci statystyczni Polacy, nieczytający, niechodzący do teatru, pochłaniający TV ze wskazaniem na pewien określony kanał, z określonym teleturniejem dla niekumatych.
Może powinienem emigrować "wewnętrznie" albo na Antarktydę?
Gradacja jest następująca: kłamstewko, kłamstwo, (pewna popularna gazeta), i statystyka. Nijak się w tej/tych statystykach nie mieszczę. Pewnie z tego powodu, że ankieterzy omijają mnie szerokim łukiem. Zależnie od miesiąca, na książki wydaje miedzy 160 a 350 złotych. Mowa o samych książkach, dochodzi do tego teatr (bo do kina nie chodzę, z powodów różnych i osobistych)....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@Yahol mam tak samo jak, wydaję na książki (głównie e-booki) ponad 100 zł miesięcznie, ale zapewniam Cię, że jest masa osób, całe miliony, które nie kupują ŻADNYCH książek, sam znam parę. I średnia wychodzi taka, jaka wychodzi...
@Yahol mam tak samo jak, wydaję na książki (głównie e-booki) ponad 100 zł miesięcznie, ale zapewniam Cię, że jest masa osób, całe miliony, które nie kupują ŻADNYCH książek, sam znam parę. I średnia wychodzi taka, jaka wychodzi...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTeż nie kupuję drukowanych książek, wydaję pewnie ponad 100 PLN miesięcznie i nijak nie pasuję do tych statystyk. No i jeszcze abonament na Legimi - 😀 pewnie nie zostanie ruszony przez najbliższe 2 miesiące, bo czytam "Niewyczerpany żart" Wallace'a , czyli nic innego nie otworzę przez najbliższe 2 miesiące. jak ktoś czyta więcej niż 1 książkę w miesiącu, inna wersja niż ebook/audiobook to porażka. Nie ma co z nimi potem zrobić, a zajmują dużo miejsca. Nowości przestają być nowościami, tak że rynek wtórny nie bardzo na nie istnieje. Najsłabszym punktem tych statystyk jest nieuwzględnienie rynku e-booków i abonamentów (część zapłacona, część to prezenty, w pakiecie z telefonem etc). Z czytelnictwem chyba nie jest najgorzej - skoro Mróz wciąż publikuje coś nowego - a może to dowód że jest właśnie bardzo źle 😀
Też nie kupuję drukowanych książek, wydaję pewnie ponad 100 PLN miesięcznie i nijak nie pasuję do tych statystyk. No i jeszcze abonament na Legimi - 😀 pewnie nie zostanie ruszony przez najbliższe 2 miesiące, bo czytam "Niewyczerpany żart" Wallace'a , czyli nic innego nie otworzę przez najbliższe 2 miesiące. jak ktoś czyta więcej niż 1 książkę w miesiącu, inna wersja niż...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZapraszam do dyskusji.
Zapraszam do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam