Planeta końca

Grzegorz Śmiałek
22.11.2019

„Światło się mroczy” to książka początku i końca – te słowa odnoszą się do wielu aspektów powieści. George R.R. Martin, który przyzwyczaił czytelnika do ziemskich historii oblanych krwią, nagle zabiera czytelnika w kosmos, na zupełnie inną planetę, odległą i ciemną, a czasami jednak tak pełną ziemskich odniesień.

Przede wszystkim warto tu zwrócić uwagę na wspaniałą kreację świata przedstawionego. Martin skrzętnie i zjawiskowo przedstawił samotną planetę Worlorn, która przemierza kosmos, nie mając swojej gwiazdy, jednak podróżując po bezkresach, natrafia na sześć słońc, które dają jej życie na okres kilkudziesięciu lat. Powieść dzieje się w okresie oddalania się planety od gwiazd. To czas umierania, coraz większego mroku i zimna.

Na taki cichy świat, z garstką mieszkańców przybywa Dirk t’Larien, aby spotkać się z Gwen, dawną przyjaciółką. Między nimi jest skomplikowana relacja, ale jak dowiaduje się czytelnik później, na tej planecie wszystko jest skomplikowane i trudne do pojęcia. Z umierającą planetą Martin zestawił ludzką rasę zwaną Dumnymi Kavalarami, której twarde reguły i społeczne uwarunkowania również chylą się ku upadkowi.

Kavalarowie związani są z kulturą przemocy, z ideologią zła i śmierci, w którą wmieszani są bohaterowie powieści. W pewnej mierze ta powieść to swoisty traktat filozoficzno-moralny. Tutaj przygody bohaterów łączą się ściśle z filozofią kultury, ale też z magią zamarzającej planety, która ma przecież swoje puste miasta, echa kolorów, ludzi i muzyki.

To trudna planeta i trudni bohaterowie, których nie da się jasno ocenić i zaszufladkować – są skomplikowani tak samo, jak cały Worlorn. Trzymają ich więzy, moralne prawa i wspólne zadania, jest też miłość, ale pojmowana w innych nieco kategoriach. Jest tajemniczo, chłodno, ponuro, ale jakoś nikt stąd nie odlatuje…

Jeżeli przebrnie się przez skomplikowany i nabuzowany prawami i zakazami opis kavalarskiej kultury, jeżeli czytelnik poradzi sobie z planetą rozpaczy, zgnilizny i rozkładu, to potem jest już tylko lepiej. Potem zaczniemy cieszyć się z lektury i upajać opisami i wspomnieniami planty. Jest tu niebezpiecznie, jest mrocznie i często śmiertelnie poważnie, czyli jak zwykle u Martina.

To powieść wielowymiarowa, trudna, moralna, ale i piękna. Zachwyca opisem porzuconych miast, kultur, zwierząt i przyrody. Jest się tu nad czym zastanawiać i o czym rozmawiać. Podsumowując, jest to książka o śmierci i końcu, ale i przemianie głównych bohaterów i próbie zrozumienia innych kultur. To jest inny Martin, nie taki z „Gry o tron”.

Grzegorz Śmiałek

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd