Zollowie. Opowieść Rodzinna

Okładka książki Zollowie. Opowieść Rodzinna
Andrzej Zoll Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie biografia, autobiografia, pamiętnik
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Zollowie. Opowieść Rodzinna
Data wydania:
2011-03-23
Data 1. wyd. pol.:
2011-03-23
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-08-04599-2
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zollowie. Opowieść Rodzinna w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zollowie. Opowieść Rodzinna

Średnia ocen
6,3 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1632
567

Na półkach: , ,

Poznawanie historii sławnych ludzi sprawia mi zawsze dużą przyjemność. Tym razem Pewien Wspaniały Czytelnik powierzył mi przeczytanie wyjątkowej historii nie o jednej nietuzinkowej postaci, zapisanej na kartach polskiej historii, a całej rodziny!
Mowa o rodzie Zollach, słynnej krakowskiej rodzinie, czcigodnej i wsławionej na wszelkie sposoby w nauce, historii, prawie, archeologii, służbie publicznej i obywatelskiej.

Autor książki i członek rodziny Zollów rysuje nam skrupulatnie, ale i w sposób nienachalny obraz wielkiej siły tradycji, pasji, pełnionych funkcji i urzędów, losy wojenne i obrane kierunki w służbie Narodowi Polskiemu.

Piękna opowieść, sięgająca jeszcze XVI wieku. Sam autor jest profesorem prawa karnego UJ, a także był uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu, sędzią Trybunału Konstytucyjnego oraz Rzecznikiem Praw Obywatelskich.
Z książki dowiemy się m.in., że ojciec autora chodził do gimnazjum z Januszem Korwinem-Mikke, brat autora Fryderyk poległ w powstaniu warszawskim i spoczął w grobie obok Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a brat ojca Andrzeja Zolla przyjaźnił się z Kornelem Makuszyńskim. Rodzina znała i przyjaźniła się z Adamem Asnykiem, Hanną Bielicką czy kard. Franciszkiem Macharskim.
Członkowie rodziny Zollów brali udział w powstaniu listopadowym (1863), wojnie z Bolszewikami (1920), kampanii wrześniowej (1939), walczyli w Armii Krajowej i Powstaniu warszawskim (1944).

Obecnie członkowie rodziny Zollów wciąż dopisują do historii nowe interesujące rozdziały.

Książka jest bogata w interesujące biografie z wielką historią w tle. To był zaszczyt poznać je wszystkie.

Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej:
https://www.instagram.com/anemonenemorose/

Poznawanie historii sławnych ludzi sprawia mi zawsze dużą przyjemność. Tym razem Pewien Wspaniały Czytelnik powierzył mi przeczytanie wyjątkowej historii nie o jednej nietuzinkowej postaci, zapisanej na kartach polskiej historii, a całej rodziny!
Mowa o rodzie Zollach, słynnej krakowskiej rodzinie, czcigodnej i wsławionej na wszelkie sposoby w nauce, historii, prawie,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

45 użytkowników ma tytuł Zollowie. Opowieść Rodzinna na półkach głównych
  • 24
  • 20
  • 1
13 użytkowników ma tytuł Zollowie. Opowieść Rodzinna na półkach dodatkowych
  • 7
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Od dyktatury do demokracji. I z powrotem Marek Bartosik, Andrzej Zoll
Ocena 7,2
Od dyktatury do demokracji. I z powrotem Marek Bartosik, Andrzej Zoll
Okładka książki Kodeks karny Część szczególna Tom 3 Komentarz do art. 278-363 Agnieszka Barczak-Oplustil, Marek Bielski, Grzegorz Bogdan, Zbigniew Ćwiąkalski, Małgorzata Dąbrowska-Kardas, Piotr Kardas, Jarosław Majewski, Janusz Raglewski, Maria Szewczyk, Włodzimierz Wróbel, Andrzej Zoll
Ocena 6,0
Kodeks karny Część szczególna Tom 3 Komentarz do art. 278-363 Agnieszka Barczak-Oplustil, Marek Bielski, Grzegorz Bogdan, Zbigniew Ćwiąkalski, Małgorzata Dąbrowska-Kardas, Piotr Kardas, Jarosław Majewski, Janusz Raglewski, Maria Szewczyk, Włodzimierz Wróbel, Andrzej Zoll
Okładka książki Medycyna. Vs religia Halina Bortnowska, Jacek Filek, Krystyna Strączek, Andrzej Szczeklik, Marzena Zdanowska, Andrzej Zoll
Ocena 6,3
Medycyna. Vs religia Halina Bortnowska, Jacek Filek, Krystyna Strączek, Andrzej Szczeklik, Marzena Zdanowska, Andrzej Zoll
Okładka książki Państwo prawa jeszcze w budowie Krzysztof Sobczak, Andrzej Zoll
Ocena 6,9
Państwo prawa jeszcze w budowie Krzysztof Sobczak, Andrzej Zoll
Okładka książki Polskie prawo karne. Część ogólna Włodzimierz Wróbel, Andrzej Zoll
Ocena 7,5
Polskie prawo karne. Część ogólna Włodzimierz Wróbel, Andrzej Zoll
Okładka książki Człowiek wobec totalitaryzmu. Od prostych recept do „ostatecznego rozwiązania” Alicja Bartuś, Jacek Chrobaczyński, Jan Grabowski, Artur Hojan, Paweł Janicki, Anna Kamińska, Jacek Lachendro, Cameron Munro, Piotr Setkiewicz, Krzysztof Szwajca, Mariusz Wołos, Teresa Wontor-Cichy, Anna Zapalec, Krzysztof Żarna, Andrzej Żbikowski, Andrzej Zoll
Ocena 2,0
Człowiek wobec totalitaryzmu. Od prostych recept do „ostatecznego rozwiązania” Alicja Bartuś, Jacek Chrobaczyński, Jan Grabowski, Artur Hojan, Paweł Janicki, Anna Kamińska, Jacek Lachendro, Cameron Munro, Piotr Setkiewicz, Krzysztof Szwajca, Mariusz Wołos, Teresa Wontor-Cichy, Anna Zapalec, Krzysztof Żarna, Andrzej Żbikowski, Andrzej Zoll
Okładka książki Adwokatura w dawnej Galicji: Historia samorządności Andrzej Zoll, praca zbiorowa
Ocena 0,0
Adwokatura w dawnej Galicji: Historia samorządności Andrzej Zoll, praca zbiorowa

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tak było... Eustachy Sapieha
Tak było...
Eustachy Sapieha
Książka wartościowa, bo opisuje autentyczne przeżycia i losy ks. Eustachego Sapiehy (od dzieciństwa w majątku Spusza, przez kampanię wrześniową, obóz jeniecki, epizod z zarządzaniem polskimi stadninami w wyzwolonych przez aliantów Niemczech, wreszcie zaczynanie życia "od zera" na emigracji w Kenii). Książka napisana jest prostym, niekiedy nawet dość dosadnym językiem - co może czytelnika nawet trochę zszokować biorąc pod uwagę osobę autora, nomen omen arystokraty, kniazia z bardzo znanego i zasłużonego dla Polski rodu. Jest to jednak usprawiedliwione tym, że Eustachy Sapieha był przede wszystkim żołnierzem (w randze podporucznika kawalerii brał udział w kampanii wrześniowej), studiów rozpoczętych w Belgii po wojnie już ze względu na trudne położenie materialne nie kontynuował. Dla mnie książka wartościowa, bo pokazuje niezłomność charakteru ludzi, którzy stracili wszystko i z wiadomych względów nie mogli wrócić do kraju. Z książki dowiadujemy się też całkiem sporo o powojennej historii Kenii. Bardzo ciekawe są też zamieszczone w książce liczne zdjęcia i ilustracje. Podsumowując - nie jest to jakaś wybitna literatura, wspomnień ks. Sapiehy nie czyta się tak dobrze jak np. "Na skraju imperium" Mieczysława Jałowieckiego - myślę jednak że mimo wszystko warto je przeczytać.. Mnie trochę raziły opisy polowań w Afryce (kiedyś takie polowania były zapewne normą, dziś nie są już "w dobrym guście" i według mnie bardzo dobrze..). Utkwił mi w głowie taki cytat z książki: "(...)Tylko chamstwo wstydzi się biedy. (...) Chodziło nam o to, żeby nasze dzieci wiedziały nie tylko o 'noblesse', ale że 'noblesse oblige', a to rzecz dużo ważniejsza".
Jacek Gieczewski - awatar Jacek Gieczewski
ocenił na 7 2 lata temu
Gajka i Jacek Kuroniowie Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin
Gajka i Jacek Kuroniowie
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin
Piękny portret życia rodzinnego i małżeńskiego. Jacek Kuroń, jeden z przywódców antykomunistycznej opozycji, został tutaj „uczłowieczony”. Autorka prześwietla jego młodość i kreśli obraz bezkompromisowego idealisty, początkowo wierzącego w komunistyczne ideały. Był myślicielem radykalnym, za co dwukrotnie wyrzucano go z PZPR a wcześniej z ZMP za samokrytyczne rozliczenie tej organizacji z działalności wychowawczej. Jako walterowiec wierzył w wartość pracy, rehabilitacji przez pracę, wychowywanie młodzieży, z którą zresztą zawsze miał dobry kontakt. Gajkę- Grażynę poznał właśnie na obozie dla młodzieży, gdzie w wieku lat 20-tu był wychowawcą, a ona 'smarkatą kozą”. Potem jak na Pigmaliona przystało nadał jej imię i ukształtował, wychował sobie na towarzyszkę i powiernicę. Wkrótce po jej maturze się pobrali i stanowili wzorcowe małżeństwo opozycjonistów. We własnym mieszkaniu organizowali odczyty, wykłady, pogadanki. Żona na równi z Kuroniem angażowała się w działalność polityczną, co wkrótce zemściło się na ich żciu rodzinnym. Im bardziej Kuroń się udzielał i był znany, tym bardziej aparat państwowy chciał go skompromitować, inwigilować, nękać grożbami. Jacek stał się mistrzem wymykania się ubekom . Kluczył podwórkami, zmieniał tramwaje, podstawione samochody kolegów- i wszystko w imię wyższego dobra. Podziwiam Gajkę, że zawsze stała za nim murem, że nie miała pretensji o ciągłe aresztowania i pobyty w więzieniu. W końcu wszystkie te wyroki i odsiadki, internowania trwały 7 lat, więc to ona w pojedynkę wychowywała syna Macieja. Piękny obraz związku dwojga ludzi, podany nam bez komentarzy autorki, w oparciu o stwierdzenia przyjaciół, innych opozycjonistów, samego Jacka i Grażyny. Pamiętam Kuronia jako ministra pracy, z nieodłącznym termosem i w dżinsowej koszuli, abnegata, kreowanego na alkoholika i pseudodemokratę, opluwanego przez lewicowców. Cieszę się, że został pokazany jako człowiek uczuciowy, romantyczny, zaangażowany. Polecam.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 11 lat temu
Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna Michał Głowiński
Kręgi obcości. Opowieść autobiograficzna
Michał Głowiński
Bardzo lubie tego autora, przeczytalem "Czarne sezony" i "Carska filizanke" i uwazam go za niedoscignionego mistrza jezyka polskiego. "Kregi obcosci" sa troche inne, to nie jest literatura, to sa po prostu dosc pokazne pamietniki. W roku 2010 z pewnoscia odbilo sie duzym echem to, ze autor dokonal w pamietnikach "coming outu", i, choc temat jest traktowany powaznie, jednak ciagle tylko pobieznie. Najwyrazniej, tak jak wszystkie osoby z tego pokolenia oraz generalnie wiekszosc ludzi w Polsce, nie wiedzial jak o tym opowiedziec, czul sie w temacie niezrecznie, to sa wlasnie te kregi obcosci w Polsce. Natomiast, jak sam zauwazyl, dyskusje na tematy zydowskie juz sa w Polsce znormalizowane, akurat w tych sprawach jestesmy juz na innym etapie. Pamietniki Glowinskiego to podroz w wiekszosci po Polsce Ludowej, wspanialy choc "dołujący" przekroj tego co tam sie dzialo, szczegolnie wartosciowy dla osob ktore urodzily sie po 1980. Ta epoka nie byla jednolita i warto miec tego swiadomosc. Generalnie, wydaje mi sie jednak, ze Glowinski planowal cos bardziej osobistego i nie calkiem mu sie to udalo, owszem, te osobiste momenty sa, ale jednak autor zawsze zachowuje elegancki dystans. Jego zaufanie do czytelnika jest ograniczone przez jego wlasne doswiadczenia zyciowe. Poniewaz jest profesorem polonistyki nie czuje sie "uprawniony" by pisac np. o muzyce klasycznej czy sztuce, a wielka szkoda, bo wlasnie w ten sposob poznalibysmy go blizej. Czytelnik musi wczuc sie w jego sytuacje, dziecka ocalonego z Zaglady, potem wyrastajacego w stalinizmie. I zawsze te na kazdym kroku powracajace (i jakze bardzo polskie!) przykrosci ktore go spotykaja, nawet w okresie w ktorym otrzymywal nagrody.
Witoldzio - awatar Witoldzio
ocenił na 8 1 rok temu
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego Wojciech Kałużyński
Pół życia w ciemności. Biografia Zygmunta Kałużyńskiego
Wojciech Kałużyński
Pan od filmów - "Pół życia w ciemności" Wojciecha Kałużyńskiego Jakiś czas temu trafiła w moje ręce biografia Zygmunta Kałużyńskiego, którego jak przez mgłę pamiętałem z programu „Perły z lamusa”. Przez mgłę, bo późną wieczorową porą, kiedy odcinek w latach 90. był nadawany, ja już pewnie, jako smarkacz, smacznie spałem. Pamiętam za to dobrze czołówkę tego programu z elektryzującą uwagę widza muzyką. O czym, dwaj występujący tam panowie, czyli Zygmunt Kałużyńki i Tomasz Raczek rozmawiają, nie miałem pojęcia. A szkoda, bo dziś oglądając archiwalne odcinki „Pereł…” wsłuchuje się z uwagą w ich dyskusję i jeśli tylko mam czas, staram się obejrzeć polecany przez nich w danym odcinku film. „Pół życia w ciemności” Wojciecha Kałużyńskiego to biografia Zygmunta Kałużyńskiego – uważanego przez wielu za najlepszego polskiego krytyka filmowego XX wieku. Książkę przeczytałem z dużym zainteresowaniem w ramach „Dyskusyjnego Klubu Książki”. Autor biografii, również popularny krytyk filmowy, dementuje już na wstępie krążącą wokół niego legendę, że jest synem Zygmunta Kałużyńskiego – nie jest. Na podstawie wieloletnich badań swojego rodu, doszedł autor do wniosku, że istnieje jednak dalekie pokrewieństwo między nim, a słynnym krytykiem, który zresztą zmarł jako bezdzietny, samotny, rozwodnik. Wojciech Kałużyński pisze biografię o człowieku, który swoim oryginalnym, osamotnionym życiem i wypowiedziami o nim nie ułatwił autorowi zadania polegającego na sporządzeniu fachowej i autentycznej mapy jego życia. Wspomnienia z dzieciństwa, młodości, jak i z całego swojego życia były zawsze przez Kałużyńskiego koloryzowane, przeinaczane, stale poddawane kaprysowi i nastrojowi bohatera. Wojciech Kałużyński z chronologicznym porządkiem przybliża kolejne etapy życia pana Zygmunta, choć zaznacza, że bardziej zależy mu na weryfikacji wielu mitów, które przez lata urosły wokół jego słynnego „krewniaka”. W bardzo osobisty sposób informuje czytelnika o swoich wątpliwościach; przybliża proces zdobywania informacji o Zygmuncie Kałużyńskim, a nawet dzieli się ważnym wyznaniem, w którym zaznacza, że zazdrościł zawsze Tomaszowi Raczkowi jego bliskiej znajomości z Kałużyńskim. Autor kontaktuje się z bliskimi znajomymi Kałużyńskiego, z jego byłą żoną, aktorami, reżyserami czy ze szkolnymi kolegami Kałużyńskiego, zagląda również do jego teczki w IPN-ie – wszystko po to, by lepiej poznać swojego bohatera, który sam twierdził, należy do pokolenia mającego kilka biografii zależnych od burzliwych czasów, w których przyszło im żyć. Poznajemy dzieciństwo przyszłego krytyka spędzone w Lublinie. Odkrywamy jak duży wpływ na jego życie miał wuj – wzięty prawnik, który nalegał, by jego siostrzeniec studiował prawo, traktowane przez młodego Kałużyńskiego beznamiętnie. Przyszłego krytyka ciągnęło do teatru – chciał zostać reżyserem teatralnym. Postanowił w końcu studiować dwa kierunki, z czego największą przyjemność sprawiały mu właśnie zajęcia teatralne, szczególnie te prowadzone przez Leona Schillera. Panowie mieli tę samą wizję teatru. W dalszej części biografii dowiadujemy się jak wyglądało życie Kałużyńskiego podczas okupacji niemieckiej. Wzruszające jest dla mnie wyznanie krytyka, który z budzącą podziw szczerością opowiada o swoim stosunku do wojny, o swoim uczestnictwie w kampanii wrześniowej oraz o tym, że przez cały ten okres po prostu panicznie się bał i robił wszystko, by przeżyć. Pamiętam dobrze fragment, w którym opowiada o wstrząsającym dla niego momencie, kiedy podczas jednej z łapanek jego gra aktorska uratowała mu życie. Po wojnie Kałużyński kształci się dalej. Poślubia Julię Hartwig. Wyjeżdżają razem na stypendium do Francji, z której krytyk wraca już sam. Kałużyński przeżywa również rozstanie ze swoją drugą żoną, amerykańską aktorką Eleonor Griswold, która związała się z reżyserem Aleksandrem Fordem. Kałużyński nawiązuje współpracę jako kontakt poufny ze Służbą Bezpieczeństwa. Donosi na wiele osób ze środowiska filmowego. Był sympatykiem PRL-u oraz PZPR, choć do partii nie wstąpił nigdy. Znał dobrze teksty Marksa, którymi zaczytywał się już w młodości – uważał się za ideowego komunistę. Zapytany przez Tomasza Raczka o sympatie polityczne w jednym z programów odpowiedział, że ma takie poglądy polityczne, jakie akurat mu w danej chwili pasują; że polityka jest od tego, by umożliwiała realizacje własnych planów, załatwienie swoich spraw oraz, by mogło się żyć spokojnie. Jako krytyk słynął z celnych uwag, oczytania i przede wszystkim odwagi i bezpośredniości w głoszonych przez siebie tezach, czym szokował i zraził do siebie wielu znanych polskich aktorów i reżyserów. Był wieloletnim publicystą „Polityki”. Pisał recenzje nieszablonowe, w których uwagę poświęcał nie tylko filmom, ale również sprawom refleksyjnym, filozoficznym, nierzadko pisząc lub mówiąc o własnych przeżyciach, co spodobało się twórcom programów telewizyjnych. Kałużyński trafił do telewizji już w latach 70. biorąc udział w programie „Sam na sam”, a później na stałe zagościł w programie „Perły z Lamusa” i „Perły w południe”, dzięki którym zaprzyjaźnił się z Tomaszem Raczkiem. Panowie szczerze się polubili i utrzymywali bliską znajomość w życiu prywatnym. To właśnie Tomasz Raczek poinformował swojego przyjaciela o chorobie nowotworowej i opiekował się nim aż do jego śmierci w 2004 roku. Kałużyński był samotnikiem. Człowiekiem całkowicie pochłoniętym przez kino. Sam wymyślił tytuł swojej biografii, twierdząc, że jeśli kiedyś ją napisze, da jej właśnie taki tytuł, w końcu jak sam twierdził pół swojego życia spędził właśnie w ciemnościach kinowych sal. Niepotrzebnie zbyt wielu ludzi grzebie w jego prywatności ekscytując się faktem, że nie dbał o higienę, lubował się w ostrej pornografii czy że nie przeszkadzał mu brud i kurz. Tak, był dziwakiem, ekscentrykiem, świetnym erudytą lubiącym błazenadę, ale klaunem był tylko na pokaz. Dla bliskich zawsze ściągał maskę. Idealnie odnalazłby się dziś wśród współczesnych celebrytów – miałby czym zadziwiać, szokować i wywoływać sensację. Pod koniec książki autor pisze o stosunku Kałużyńskiego do religii oraz do kobiet, które uwielbiał. Krytyk przez całe swoje dorosłe życie nie praktykował żadnej religii, choć czuł się blisko związany z religią chrześcijańską. Cenił Biblię, uważając ją za znakomitą „książkę”, którą, według niego, powinni czytać przede wszystkim osoby duchowne, o których nie zawsze wypowiadał się pochlebnie. Przed śmiercią przyjął jako członek Kościoła katolickiego sakrament namaszczenia i pojednał się z Bogiem. Kałużyński był wyjątkowym człowiekiem, a ja wyjątkowych ludzi lubię i cenię bardzo; i lubię o nich czytać. Oryginalny, inteligentny człowiek całkowicie oddany swojej pasji, którą było kino. Książkę polecam, bo czyta się ją jak dobrą powieść, a jej bohatera można i trzeba polubić, bo jest po prostu sobą. Kałużyński pokazuje, że aby stale być sobą trzeba być samotnym i znosić ciągłe bycie wykpiwanym, obrażanym i klasyfikowanym jako wariat. Co więcej, aby być sobą mimo wszystko, trzeba przede wszystkim siebie kochać. W rozmowie z Tomaszem Raczkiem Kałużyński stwierdził: „Jestem w sobie zakochany panie redaktorze, to jest jedyne uczucie, jakiego jestem absolutnie pewny”. Polecam książkę wszystkim, którzy chcą poznać bliżej wyjątkową osobę – nietuzinkowego krytyka filmowego, który na stałe zapisał się w polskiej kulturze XX wieku. Książka warta przeczytania dla wszystkich, którzy cenią i lubią tak interesujące i niebanalne osobowości jak Zygmunt Kałużyński, i tych, którzy znają się na naprawdę dobrych żartach. k. podtekstem.blog.pl
Kamil - awatar Kamil
ocenił na 7 10 lat temu
Passa Daniel Passent
Passa
Daniel Passent Jan Ordyński
Powojenna historia Polski, miniona epoka na tle burzliwych zmian polityczno-społecznych opowiedziana przez pryzmat życia Daniela Passenta, polskiego dziennikarza, publicysty, pisarza, tłumacza i dyplomaty, jednym słowem intelektualisty, otoczonego wachlarzem przyjaciół gotowych wspierać w chwilach dobrych i złych oraz gronem nieprzyjaciół zawsze gotowych do demaskowania błędów i moralizatorskich pouczeń. Wieloletni felietonista tygodnika „Polityka” przyznaje: „chętnych do rozliczania mojej osoby nie brak”. Książka biograficzna, powstała, gdy Daniel Passent miał 74 lata, to ważna informacja, perspektywa czasowa pozwala na oddzielenie spraw ważnych, od tych mnie istotnych, namysł nad własnym życiem i czasem minionym, bardziej obiektywny rejestr zdarzeń, rzetelną ocenę dokonanych wyborów i mniej dramatyczne przeżywanie problemów. Pewne rzeczy można ujrzeć dopiero z dalszej perspektywy, gdy łódź naszego życia oddala się na zakręcie rzeki. Wiedza z zakresu szeroko pojętej polityki nie jest moją mocną stroną, książkę przeczytałam z uwagi na wysoką kulturę słowa i warsztat dziennikarski autora, zachowałam w pamięci fragment o przemijaniu / odchodzeniu: - „Jestem pogodzony, nie uciekam w religię, nie wierzę w życie pozagrobowe, nie szukam żadnego innego pocieszenia. Chciałbym umrzeć tak, jak mój teść, człowiek wielkiej dobroci, Stanisław Orawiński, który w ostatnim dniu swojego życia przywiózł mi do domu obiad, bo byłem chory, po czym wrócił do siebie, położył się spać i zasnął na wieki”.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 7 3 lata temu
Niepokorny Piotr Zaremba
Niepokorny
Piotr Zaremba Michał Karnowski
Możemy się na współczesnych dziennikarzy oburzać i denerwować krytycznie patrząc zarówno na ich warsztat dziennikarski jak i etykę zawodową, a jednocześnie przyglądać się również im pod katem tego, co sobą reprezentują, jaką szkołę przeszli, jak reagują na ożywione dyskusje toczące się i w przestrzeni politycznej i społecznej i kulturalnej, co czytają i czy w ogóle, czy bardziej im do cmentarnych hien bazujących na sensacji i jednorazowych newsach czy na rzetelnej, pogłębionej analizie problemów i ich wszechstronnemu obiektywnemu przedstawieniu. Polska scena medialna stworzyła niebezpieczny precedens tworząc bardzo silną grupę mainstreamowych mediów i ich reprezentantów a usuwając w cień niszowe redakcje i dziennikarzy niezależnych i nie podlegających żadnym wpływom, odmawiając im często prawa bytu i prawa do istnienia, bo skoro nie stoi za nimi żaden obcy kapitał będzie im niezwykle trudno przebić się do umysłów społeczeństwa, które mocno zmanipulowane i pod wpływem promowanych na wielu frontach jednolitych i spójnych przekazów zaczyna tracić zdrowy ogląd rzeczywistości przyjmując ten, który mu został perswazyjnie zaserwowany. Dziennikarz przestaje być świetnie wyszkolonym i profesjonalnie przygotowanym do dyskusji referentem czy sprawozdawca czyichś poglądów czy przemyśleń, ale ze swoją nachalnością czy arogancją połączoną z propagandowym przekazem często z niekompetencją i płycizną intelektualną zagłuszaną słowotokiem i przebojowością próbuje wykreować taki obraz jaki pasuje jemu czy też stacji czy frakcji, którą reprezentuje. A przecież muszą wtedy mówić jednym głosem, bo to nie tylko kwestia lojalności, ale i swoista kuźnia kadr, w której grilluje się ludzi według określonych i zaakceptowanych zasad, bo w ten sposób wywiera się istotną presję na nich a poprzez nich na myślenie Polaków. Dla przeciwwagi niniejsza lektura jest całkiem innym spojrzeniem na to, jaka jest rola dziennikarza i jakimi cechami powinien się on odznaczać, by wypełniać swoją misje i powołanie, a nie być tylko zwykłym sprawnym bo sprawnym, ale rzemieślnikiem. Jeśli w tym wszystkim brakuje zdrowego kręgosłupa, to i to, co otrzymujemy jest zwykłą papką nie wartą naszego czasu i energii. Spodziewamy się bowiem, że dostaniemy najlepszy towar, a tu nie tylko że go nie mam, ale czujemy się oszukani, bo opakowanie wprawdzie było ładne ale w środku pleśń. Wildstein jest postacią funkcjonującą w odbiorze Polaków jako dziennikarz krnąbrny i idący pod prąd, ale jednocześnie bardzo wyrazisty i stały w swych poglądach. My poznajemy historię człowieka opowiedzianą przez niego samego, który nie wstydzi się przyznać do swoich błędów, do różnych pomyłek i niewłaściwych wyborów, ale czyni to w poczuciu odpowiedzialności za siebie i za działania, które podejmował w trosce o Polskę. Jego droga nie była łatwa i jednoznaczna, zmagał się z brakiem zrozumienia i często na własnej skórze odczul samotność i brak wsparcia, bo nie wszystkie jego decyzje znajdowały zrozumienie i akceptacje. Przeszedł twardą szkołę życia, od pełnego młodzieńczego zaangażowania w niezależne struktury studenckie, a tu współpracę z zamordowanym przyjacielem Staszkiem Pyjasem i drugim kumplem Lesławem Maleszko, który okazał się wieloletnim tajnym współpracownikiem o pseudonimie Ketman, i który donosił na nich, a to mogło być przyczyną zabójstwa Pyjasa, który poznał jego tajemnicę. Poprzez pobyt na emigracji, powrót, budowanie struktury radia, potem szefowanie telewizji, praca w gazecie, stworzenie listy tajnych współpracowników ze świata polityki, sztuki, kultury. Jego poglądy ewoluowały, dziś czuje się zwolennikiem PiS i Jarosława Kaczyńskiego, bo dostrzega jego wielkość jako polityka. Jako dziennikarz osiągnął sukces i zachował tożsamość, co nie udało się wielu, zarówno tym nierozliczonym z PRL, jak i tym, którzy dziś za kasę są gotowi sprzedać człowieka, by tylko osiągnąć sławę i uznanie. Nie ucieka przed ostrymi sądami i nazywa rzeczy po imieniu. Polskie media są zawłaszczone i trzeba o nie walczyć, by nie doprowadziły do utraty systemu wartości, na którym według niego powinniśmy budować polską rzeczywistość zakorzenioną w chrześcijaństwie.
Antoni Leśniak - awatar Antoni Leśniak
ocenił na 7 11 lat temu
Historia jednego życia Ludwik Hirszfeld
Historia jednego życia
Ludwik Hirszfeld
"Widzę, w czym leży ta tajemnica przemiany człowieka w zbrodniarza. Należy dokonać małego przesunięcia w duszy ludzkiej: odebrać przyszłej ofierze atrybuty ludzkie i nadać jej cechy jakiegoś specjalnie obrzydliwego gatunku: pluskwy, szczura, wszy." (str. 242) Trafiła w moje ręce książka z 1957 roku autorstwa Ludwik Hirszfelda, w której opisał wycinek swojego życia. Ten naukowiec, człowiek renesansu, odkrywca grup krwi, pedagog, opisał w swojej książce niezwyczajne życie, które było jego udziałem. Odniosłam wrażenie, że ten człowiek bardzo lubił, szanował i darzył życzliwością ludzi i ta energia do niego wracała. Uwielbiał się uczyć, poznawać, odkrywać i dzielić się zdobytą wiedzą z innymi. Był wyjątkowym edukatorem i wychowawcą, zachęcającym do rozwoju i samorealizacji. Był wzorem niesienia pomocy innym. Żył domem i pracą, bez tego źle funkcjonował, zawsze aktywny, pomocny, poszukujący "samozastosowania". "Zakład jest dla uczonego jak płótno dla malarza, jak szachownica dla szachisty. Trzeba tylko narzucać farby lub przesuwać figury." (str. 219) Kiedy ten zakład został mu odebrany nie ustawał w poszukiwaniach innych miejsc do działania na rzecz ludzi. Ludwik Hirszfeld był oddany swojej żonie i córce, związany z nimi głęboką miłością, przywiązaniem i wdzięcznością. Uważał, że "Rodzina jest najpiękniejszą formą życia społecznego, ale życie rodzinne wymaga pieczy." (str. 192) Szanował w swojej żonie nie tylko kobietę, ale partnera, z którym dzieli się pasje i zrozumienie dla niej. W córce starał się rozbudzać ciekawość życia w wielu obszarach, motywował ją do nauki i rozwoju. To książka opisująca trudy wojny i bezwzględną podłość okupanta. To przemyślenia mędrca, który rozważa wszystkie aspekty człowieczeństwa. To humanista, który doszukuje się przyczyn przemiany ludzi w okrutne potwory, które niszczą swój gatunek. To patriota, który mimo możliwości nie opuścił swojej ojczyzny i swoich współobywateli w największej próbie życia, przed którą jeden naród postawił inne narody. Choć opowieść Ludwika Hirszfelda pochodzi z przed siedemdziesięciu laty to wszystko co w niej zawarł jest takie aktualne. Pokazał, że szlachetnym i przyzwoitym człowiekiem się jest, a nie się bywa w zależności od okoliczności. Pokazał jak łatwo można zagubić swoje człowieczeństwo i zniszczyć drugiego człowieka. Uświadomił ponownie jak cienka jest granica między dobrem a złem i jak kruchy jest człowiek wobec spirali zła. Pokazał, że warto nawet w największej nędzy i upokorzeniu dbać o swoje jestestwo, zachować godność. Autor dał wiarę i nadzieję w to, że pomimo upokorzeń, niszczenia, brutalności, podłości warto zachowywać się przyzwoicie. Pokazał, że warto dbać o kolejne pokolenia, wlewać w nich mądrość, przekazywać dobro, pielęgnować szacunek, aby stanowili kolejne świadectwa człowieczeństwa. Bardzo wartościowa książka, świadectwo i przewodnik dla ludzi.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 8 4 lata temu
Szymon Wiesenthal. Życie i legenda Tom Segev
Szymon Wiesenthal. Życie i legenda
Tom Segev
Tom Segev, izraelski historyk i dziennikarz napisał książkę „Szymon Wiesenthal. Życie i legenda”. Kim jest bohater książki ? Urodzonego w Buczaczu na terenie obecnej Ukrainy, Szymona Wiesenthala wojna zastała we Lwowie, w którym zamieszkał po skończeniu studiów architektonicznych w Pradze. W 1944 roku rozpoczęła się jego wędrówka po obozach koncentracyjnych takich, jak Płaszów, Buchenwald, Mathausen w Austrii, gdzie zastał go koniec wojny. Wojnę przeżyła również jego żona, Cyla Mueler, która ukrywała się w Warszawie. Spotkali się po wojnie, Szymon Wiesenthal sprowadził ją z Polski do Austrii. Po wojnie zamieszkał w Austrii i zajął się poszukiwaniem nazistów, aby postawić ich przed sądem. Brał udział w poszukiwaniach Eichmanna. Mengele i wielu innych. Znamienne jest to, że po wojnie wielu nazistów prowadziło normalne życie i robiło kariery w Niemczech, czy Austrii. Po wybuchu „zimnej wojny” spadło zainteresowanie sprawą ukarania nazistów. Dopiero złapanie i proces Eichmanna w 1961 roku, w Izraelu zmienił sytuację. Świat na nowo przypomniał sobie o ofiarach Holokaustu. Wiesenthal stał się znany na całym świecie jako „łowca nazistów”. Jest to książka z pewnością interesująca dla osób zainteresowanych tematyką drugiej wojny światowej i poszukiwaniem nazistów ukrywających się na całym świecie, aby postawić ich przed sądem, by w końcu sprawiedliwości stało się zadość.
IM8 - awatar IM8
ocenił na 6 7 lat temu
Kiedy byłam Ekscelencją Jadwiga Beck
Kiedy byłam Ekscelencją
Jadwiga Beck
Do przeczytania tej książki zainspirowała mnie pewna anegdota o dekoracji stołu na nieoficjalnym śniadaniu wydawanym przez państwa Becków, którą powtarzają wszystkie szanujące się popularne książeczki o Dwudziestoleciu. Dekoracja składała się z małych stateczków, które przez jednego z zaproszonych dygnitarzy odebrana została jako... wyraz polskich ambicji kolonialnych. Rozumiecie więc, że po takim "teaserze" moje oczekiwania były bardzo wysokie. Szybko okazało się, że anegdotka o śniadaniu była jedną z najbarwniejszych w tej niedługiej książce - i pod tym względem "Kiedy byłam ekscelencją" zostawiła mi trochę niedosytu. Jeśli jednak zapomnieć o oczekiwaniach i przyjąć styl pani Beckowej takim, jakim jest, dostajemy troszkę nostalgiczną i do pewnego momentu bardzo pogodną opowiastkę o tym, jak autorka i jej mąż radzili sobie na eksponowanym stanowisku w młodym polskim państwie. Tam, gdzie brakowało tradycji i tzw. pamięci instytucjonalnej, ratowały ich wdzięk i naturalna klasa. Na pewno urokowi książeczce pani Beck dodają humorystyczne opowieści o znanych postaciach historycznych, które autorka podaje zawsze bardzo taktownie. Jak każda nostalgiczna, czarująca opowieść o Dwudziestoleciu, ta również kończy się wojną, ucieczką, prześladowaniem. Dużą część wspomnień pani Beck zajmują ostatnie tragiczne lata życia jej męża - widać, że i to wydarzenie, i jej późniejsze trudności odcisnęły na niej swoje piętno.
Dociekliwy_Kotek - awatar Dociekliwy_Kotek
ocenił na 6 2 lata temu
Evita John A. Barnes
Evita
John A. Barnes
Za imieniem „Evita” pierwsze skojarzenie melomanów kieruje się w stronę sceny musicalowej. Chociaż jednak ta słodko-gorzka opowieść budzi zainteresowanie sylwetką argentyńskiej polityczki, nie jest w stanie ukazać pełnej dramaturgii wydarzeń rozgrywających się na politycznej scenie Argentyny. Tu dociekliwym z pomocą przychodzi niepozorne, obłożone okładką filmową wydanie biografii Evy Peron. Niech nie zmylą was pozory. Tak jak drobna polityk budziła grozę pośród swoich wrogów, tak ta cienka książeczka stanowi solidną pocję bardzo porządnego dziennikarstwa. Autor przeprowadza nas zarówno poprzez historię samej Evy Duarte de Peron, jej późniejszego małzeństwa, jak też samą sytuację polityczną i społeczną panującą w ówczesnej Argentynie. Wszystko to jest ze sobą powiązane, wszystko ma wpływ na późniejsze reakcje i decyzje, wszystko także determinuje to, jak na przestrzeni lat budowały się nastroje społeczne. Autor biografii świetnie zdaje sobie z tego sprawę i umiejętnie żongluje zebranymi danymi w sposób tak ciekawy, że pozycję popularnonaukową czyta się jak powieść sensacyjno-obyczajową. Twórca biografii jednocześnie powstrzymuje się od wszelkich prób oceniania. Pozwala czytelnikowi wyciągać własne wnioski i spojrzeć na sylwetki dyktatorów z wielu perspektyw. Ukazuje przy tym zmienność społeczeństwa, aktualne do dziś mechanizmy polityczne oraz techniki manipulacji, uwypuklając znaczenie czwartej władzy i charyzmy dla kierowania grupą ludzi. Po lekturze jestem wstrząśnięta, zaniepokojona, bo i temat ruszyłam bardzo kontrowersyjny i na swój sposób przerażający. Pozycja Barnesa to przede wszystkim opowieść o cierpieniu – ubogich Argentyńczyków, walczących o utrzymanie się na powierzchni dygnitarzy i kobiet, które przez wiele lat stanowić mogły jedynie „dodatek” do swojego męża lub kochanka, zdane na jego łaskę. Przypuszczam, że wielu z nas nie jest świadomych tego, jak wyglądało życie w tym kraju. Ja nie byłam. Evita – zbrodniarka czy święta? A może jedno i drugie? Kto wie. Wizerunek pięknej, drobnej blondynka o sile i zaciętości tytana oraz sprycie lisa, i tak pełen pozornej przynajmniej sprzeczności, niezależnie od tego, jak oceniamy jej wybory, zasługuje na uwagę.
Vejne - awatar Vejne
ocenił na 9 3 lata temu
Jestem Tyrmand, syn Leopolda Matthew Tyrmand
Jestem Tyrmand, syn Leopolda
Matthew Tyrmand Kamila Sypniewska
Kupiłam tą książkę od bukinisty, przypadkowo, w przelocie, skuszona nazwiskiem. Nie spodziewałam się wiele, a dostałam całkiem interesujące spojrzenie nieznanego syna na znanego ojca. Jak żyje się w cieniu nazwiska znanej osoby? Jak to jest dowiadywać się wszystkiego o ojcu od innych, postronnych osób? Jak to jest składać obraz znanego ojca z tysiąca kawałków, jak z rozbitej szyby? Nie ma tu dużo o samym Leopoldzie Tyrmandzie, otrzymujemy za to ciekawą historię jego syna, doprawione garścią anegdot i rodzinnych fotografii. Najbardziej chyba zaskoczyła mnie lewicowość USA w czasach, gdy udał się tam Tyrmand ojciec i mur, z którym się zderzył. Przecież wtedy w Polsce żyło się mitem kapitalistycznej, prawicowej Ameryki! A tu takie zdumienie, takie nieprzystosowanie do zastanej rzeczywistości. Zaskakujące! Mamy tu żywo opowiedziane dorastanie Matthew na Brooklynie, trudne relacje z matką, babcią, siostrą – generalnie skomplikowane dorastanie w rodzinie emigrantów, pośród innych rodzin emigrantów i marzenia o życiu „po drugiej stronie mostu”, czyli na Manhattanie. Wreszcie przychodzi czas na wyrwanie się i zachłyśnięcie własną mocą, sprytem, poczuciem sprawczości i samowystarczalności. A wszystko to… o parę lat za późno. Autor ciekawie rzuca światło na pracę na Wall Street i na nadejście kryzysu ekonomicznego, bardzo żywo kreśli postacie grające tam pierwsze skrzypce. Podziwiam go za wiarę w siebie, ambicję i determinację w dążeniu do celu. Cenię za szczere, radosne chwalenie się osiągnięciami, co w Polsce może razić, ponieważ jako naród mamy zupełnie inną mentalność. Nie oczekiwałam wiele, a ciekawie spędziłam czas z tą książką. Przede wszystkim dowiedziałam się parę istotnych rzeczy, poznałam przydatne fakty. A to zawsze jest cenne.
Edyta - awatar Edyta
oceniła na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Zollowie. Opowieść Rodzinna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zollowie. Opowieść Rodzinna