Wspomnienia z mojego życia

Okładka książki Wspomnienia z mojego życia
Fiodor Szalapin Wydawnictwo: Polskie Wydawnictwo Muzyczne Seria: Pamiętniki Muzyczne biografia, autobiografia, pamiętnik
402 str. 6 godz. 42 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Seria:
Pamiętniki Muzyczne
Tytuł oryginału:
Страницы из моей жизни
Data wydania:
1986-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-01-01
Liczba stron:
402
Czas czytania
6 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
8322403321
Tłumacz:
Ludwika Rakowska
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wspomnienia z mojego życia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wspomnienia z mojego życia

Średnia ocen
7,8 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
136
136

Na półkach:

To mogła być łzawa historyjka w stylu: od zera do milionera, ale zdrowy rozsądek, skomplikowane życiowe doświadczenia, fenomenalny zmysł obserwacyjny oraz niebywale świeże i niespaczone podłym wyrachowaniem poczucie humoru uchroniły Szalapina od popadnięcia w tę nieznośną manierę.

Jego „Wspomnienia…” czyta się jak powieść awanturniczo-podróżniczą. Czego tu nie ma…:)

Oczywiście zupełnie oddzielne, nadrzędne miejsce należy się – i dostaje się – artystycznym triumfom Szalapina, ale nie bez stanowczej adnotacji:

„Proszę mi wierzyć – mówię to wszystko nie po to, żeby zachwycać się Fiodorem Szalapinem, który z Kazania, z szewskiego warsztatu trafił do arystokratycznych salonów Londynu. Proszę mi wierzyć – nie to jest ważne, wcale nie to! Ważne jest, że jestem obywatelem kraju znękanego, zgnębionego, kraju, który nie zważając na swoje ciężkie życie, stworzył wielką sztukę, potrzebną całemu światu, zrozumiałą przez wszystkich ludzi na kuli ziemskiej!

Nie umiem dobrze wypowiedzieć tego, co czuję, ale czuję to świetnie! I opowiadam wcale nie o Szalapinie, lecz o rosyjskim człowieku, którego kocham. Co prawda dużo w tej miłości goryczy i, jak wszystko na naszym świecie, na pewno i miłość jest też niesprawiedliwa. Ale nikt nie potrzebuje jej tak wiele jak my, Rosjanie!”.
Wiele jest na stronach tych reminiscencji ciekawych i zaskakująco trafnych obserwacji na temat rodaków i ojczyzny artysty.

Mało idealizowania, dużo trzeźwych osądów podszytych trudną, ale niegasnącą miłością do swych pobratymców i rodzinnej ziemi.

Szalapin stale podkreślał, że im więcej widział świata, tym bardziej dostrzegał braki w rosyjskiej codzienności, w ludziach, w ich stosunku do wielu rzeczy. Mimo to jednego był niezachwianie pewny – powabu rosyjskiej sztuki.

Szalapin był geniuszem śpiewu, ale wykazywał również ewidentne zdolności aktorskie i rzeźbiarskie. Zresztą, on stale poszerzał swoje horyzonty. Na pewnym etapie było to o tyle łatwiejsze, że obracał się w kręgu największych ówczesnych osobistości świata sztuki i kultury. Dość powiedzieć, że był przyjacielem Rachmaninowa i Gorkiego. Notabene, ten ostatni często podkreślał, że Szalapin, mimo braku jakiegokolwiek wykształcenia, „żre wiedzę”; chłonie każdą wymianę myśli, każdy wykład, próbuje różnych rzeczy.

Legendarny bas nie ulegał łatwym zachwytom, ale był otwarty na świat, na ludzi, na nowe doświadczenia i nowe miejsca. Regularnie odwiedzał też nasz kraj, bywał w słynnej Willi Ukraince w Konstancinie Jeziornej i cenił sobie polską publiczność.

Niebanalny to był, człowiek. I „zabytkowo” autentyczny. Mawiał, że Rosjanin nie zarzeka się przed żebraczą torbą i więzieniem. 😉

Uważał też, że „(…) nie trzeba się dużo uczyć, żeby wiele rozumieć. Frak – pryszcz na skórze demokraty, nic więcej. Jeśli człowiek przechodził przez życie swymi własnymi nogami, jeśli swoimi własnymi oczami widział miliony ludzi, na których opiera się byt, jeśli ciężka łapa życia porządnie wygarbowała mu skórę – to on się nie zmanieruje i nie zepsuje dlatego, że kilka tysięcy mieszczuchów będzie się do niego przymilnie uśmiechać i wręczy mu wieniec sławy…”.

Dawno już żadna książka nie sprawiła mi tyle przyjemności, nie była tak szczerze naiwna i urocza, a zarazem nie „ogrywała” tak wspaniale najbardziej parszywej codzienności i paskudnych ludzi.

Cudo, zupełnie niedzisiejsze cudo.

To mogła być łzawa historyjka w stylu: od zera do milionera, ale zdrowy rozsądek, skomplikowane życiowe doświadczenia, fenomenalny zmysł obserwacyjny oraz niebywale świeże i niespaczone podłym wyrachowaniem poczucie humoru uchroniły Szalapina od popadnięcia w tę nieznośną manierę.

Jego „Wspomnienia…” czyta się jak powieść awanturniczo-podróżniczą. Czego tu nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

31 użytkowników ma tytuł Wspomnienia z mojego życia na półkach głównych
  • 19
  • 12
16 użytkowników ma tytuł Wspomnienia z mojego życia na półkach dodatkowych
  • 9
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wspomnienia z mojego życia

Inne książki autora

Fiodor Szalapin
Fiodor Szalapin
Rosyjski bas, obok Enrico Caruso najwybitniejszy śpiewak przełomu XIX i XX wieku, a jednocześnie jeden z największych śpiewaków w historii opery. Geniusz sceny, łączył walory głosowe z wybitnymi zdolnościami aktorskimi.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Maria Callas. Boski potwór Stelios Galatopulos
Maria Callas. Boski potwór
Stelios Galatopulos
Maria Callas (1923-1977) przeszła do historii, jako jedna z najwybitniejszych śpiewaczek operowych na świecie. Rozwijała ona swoje umiejętności od dziecka i starała się, by każda śpiewana przez nią aria brzmiała jak najlepiej. W szczytowym okresie kariery występowała na wielu scenach m.in. w słynnej La Scali w Mediolanie, czy nowojorskiej Metropolitan Opera. Jednocześnie Maria Callas uchodziła za osobę niezwykle kontrowersyjną, gdyż media rozpisywały się o jej konfliktach z innymi osobami, o zachowaniu, które uchodziły za manieryczne i niekulturalne, a także o stawianych przez nią ogromnych warunkach wobec reżyserów oraz śpiewaków operowych. Jej talent budził u jednych zachwyt, a u innych zawiść przybierającą nieraz formę wrogości wobec jej osoby. Jednocześnie Maria Callas była osobą uczuciową i wrażliwą, której zależało na miłości. Była również przywiązana do swojej rodziny i podejmowała próby pogodzenia swoich rodziców, których dzieliły nie tylko różnice geograficzne, lecz także w charakterach i podejściu do życia. W książce tej Stelios Galatopoulos oparł się na wspomnieniach samej Marii Callas, jej rodziny i znajomych, artykułach prasowych, a także na biografiach opisanych przez innych autorów i ludzi bliskich dla śpiewaczki. Stworzył spójną i ciekawą lekturę, która przybliża nam życiorys Marii Callas oraz jej fenomen. Wyłania z niej się obraz osoby z jednej strony obdarzonej niesamowitymi umiejętnościami wokalnymi, zaś z drugiej cechującej się złożoną osobowością, która potrafiła jednych przyciągać do siebie, zaś innych odpychać. Dużą zaletą tej książki jest aneks poświęcony dyskografii Marii Callas wraz z opisami każdego z nagrań z jej udziałem. Stanowi on zachętę do zapoznania się ariami w jej wykonaniu i jest bardzo dobrym uzupełnieniem wiedzy o niej. Reasumując. Uważam, że warto jest sięgnąć po tę książkę. Wprawdzie momentami trochę raziła mnie jednostronność autora, jednak uważam, że jest interesująca i stanowi bogate źródło wiedzy o życiu Marii Callas. Myślę, że jest to bardzo dobra książka.
Maras - awatar Maras
ocenił na 8 5 lat temu
Wspomnienia Władysław Tatarkiewicz
Wspomnienia
Władysław Tatarkiewicz Teresa Tatarkiewicz
Książka ciekawa, bo i jej autorzy to osoby nietuzinkowe, a Władysław Tatarkiewicz po prostu z racji wykonywanej profesji bardzo znany. W moim przypadku dochodzi zresztą atut dodatkowy. Radoryż - miejsce stacjonowania małżeństwa w okresie przedwojennym - to właściwie "moje" strony. W sąsiedniej wsi Krzywda, mieszkał mój dziadek, a w Radoryżu znajdował się siedziba dziadkowej parafii. Zresztą ta część wspomnień dotycząca tego okresu to - w moim przypadku - śledzenie perypetii Tatarkiewiczów, ale też porównywanie co zostało w pejzażu tamtych stron w dniu dzisiejszym, a co się zmieniło, a świadectwa starego Radoryża pozostały już tylko na czarno-białych fotografiach zamieszczonych w książce. Jako ciekawostkę powinienem chyba dodać, że tamtejsze lasy były bardzo bogate w runo leśne (potwierdzam, bo sam kilkadziesiąt lat później sprawdzałem), a Tatarkiewicz pisze, że na stacji Krzywda (odległej o 5 km od Radoryża) stały wagony chłodnie w które ładowano zbierane w radoryskich lasach jagody, które następnie jechały do Francji. Spoza książki informacja. W Radoryżu Smolanym ( tak dokładnie, w odróżnieniu od Radoryża Kościelnego nazywa się dzisiaj tatarkiewiczowski Radoryż) Zespół tamtejszych szkół został nazwany w 2006 roku imieniem Władysława Tatarkiewicza. A poza tym okolice Radoryża związane są z niezłymi pisarzami. W Woli Okrzejskiej (5 km) urodził się Henryk Sienkiewicz, a w sąsiedniej Krzywdzie mieszkała przed wojną (i uczyła mojego dziadka) Maria Kownacka, autorka "Plastusiowego pamiętnika".
werblista - awatar werblista
oceniła na 7 1 rok temu
Wszystko, co najważniejsze Ola Watowa
Wszystko, co najważniejsze
Ola Watowa
To bardzo dobre uzupełnienie “Mojego wieku” Aleksandra Wata, nie sięgające jednak wyżyn tamtego arcydzieła, najlepszej książki o tym, jak się zostawało komunistą przed II wojną, i jak przechodziło się na przeciwstawne pozycje po poznaniu Sowiecji. Niesłabnącą wartością pozostaje opis dramatycznych losów na zesłaniu w Kazachstanie. Z oczywistych powodów Wat nie mógł ich opisać, siedząc wtedy na Zamarstynowie, a potem na samej Łubiance. Ale to również hymn na cześć piękna przyrody i urody świata, także tam, na gorących stepach - latem, a mroźnych - zimą Bardzo mi się to kojarzyło z dopiero co czytanymi wspomnieniami Nadieżdy Mandelasztam z tego samego czasu… To także kawał historii, takiej niekoniecznie znanej i uznawanej. Np. Andrzej, dziecko Watów, styka się z antysemityzmem już od maleńkości, na razie nieświadomie. “Bony, które przeważnie pracowały u Żydów, zbierały się w Parku Ujazdowskim, w pięknej alei bzowej, siadały na ławkach i rozprawiały na tematy żydowskie, a te dozorowane przez nie dzieci różnych adwokatów, inżynierów, lekarzy słuchały i nasiąkały tym wszystkim. I tak oto mój Andrzejek przyszedł zachwycony, że to świetnie, że wybijają szyby”. “+Czy kochasz mamusię?+. Odpowiedział: +Tak, bardzo+. +No to wiedz, że twoja mamusia jest Żydówką. No i co, kochasz Mamę?+. Na co mój Andrzejek zastanowił się, zawahał się chwilę i odpowiedział: +Tobym ją kochał jeszcze bardziej, gdyby nie była Żydówką+”. W 1931 r. Wat trafił jako - wówczas - komunista do więzienia, ale wyszedł z niego dzięki pomocy przyjaciół. “Całe to więzienie polskie ja przynajmniej wspominam teraz jako wielką sielankę. Widzenia, wałówki, umowy, że o określonej godzinie będę chodziła Daniłowiczowską pod więzieniem, a on wtedy będzie wypatrywał mnie przed zakratowane okno. Nie to co Lwów, co więzienia sowieckie. To przepaść”. Bo z Sowietami Watowie spotykają się we wrześniu 1939 r., gdy zajmują oni Lwów. “Chleb zaraz następnego dnia po wkroczeniu Rosjan zawijano w gazetę. Następnego dnia nie było już papieru”. Wat zaczyna we Lwowie pracować w sowieckiej gadzinówce „Czerwony Sztandar”, gdzie robiąc nocną korektę, zawsze miał obsesję, żeby w druku zamiast Stalin nie wyszedł Sralin. „Bo za to rozstrzeliwano” . W 1940 r. Wat wraz m. in. z Broniewskim zostaje aresztowany przez NKWD. Jego żona z synem jako rodzina “wroga ludu” zostaje wywieziona do Kazachstanu. Inni deportowani biorą ją za donosicielkę, bo ktoś ją kojarzy jako żonę komunisty (wtedy - już byłego). W związku z tym jest szykowana przez prawdziwych Polaków, także jako Żydówka. “I chociaż byłam na tym samym co oni dnie nędzy i poniewierki, nie znalazł się ani jeden człowiek, który by usiłował bodaj sprawdzić to, co usłyszał, pomówić ze mną na ten temat, przekonać się że może się mylą, że jestem tak samo jak i oni więźniem”. “Najstraszliwsza tortura ludzkiej niechęci, straszliwych podejrzeń, z dodatkiem obrzydliwego na tym dnie niedoli ludzkiej i osamotnienia antysemityzmu”. “Stłoczeni w wagonie byli wrodzy nie tylko w stosunku do mnie. Po kilku dniach wspólnej jazdy zaczęły wybuchać o byle co awantury nawet pomiędzy członkami rodzin. Nikła warstewka kultury spełzła ze wszystkich w czasie nieprawdopodobnie krótkim”. A już na miejscu nie jest lepiej…. “Zbliża się do mnie pani pułkownikowa Wenclowa i przemiłym głosem proponuje, żebym so​bie poszukała innego miejsca w baraku, bo +tutaj będziemy się modlić, a to i nam, i zapewne pani będzie przeszkadzać+. Na miejscu ciężka praca w kazachskim stepie, marne warunki, głód, brud, ale i piękna natura. I miejscowi, do których Autorka generalnie nie odczuwa niechęć, bo nie ma podstaw. “Byli niewolnikami, każdej chwili zagrożeni więzieniem albo łagrem. Od tej pory twierdzę, że jest to jeden z najnieszczęśliwszych narodów na świecie, O czym świadczą miliony ludzi ginących w łagrach i w więzieniach (...). To nie naród, to ustrój jest zbrodniczy”. “Kazachowie mówili, jak żyją w strachu i nędzy i bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Czuło się ich nienawiść do tego ustroju, do komunizmu. Nie tylko za utracony dobrobyt, ale przede wszystkim za utraconą wolność, tak pięknie teraz przez nich wspominaną. Czuło się ich bezsiłę. Zaraz po rewolucji znaleźli się w więzieniu, bo tym więzieniem stał się cały ich świat, te stepy, w których zdawało się, czuje się jeszcze ducha wolności i swobody”. “Nigdy się nie bałam spotkanego przypadkowo w stepie Kazacha. Bałam się natomiast ludzi sowieckich. Kazachowie, jak nauczyło mnie potem doświadczenie, mieli i zachowali swoją wiarę, swoje wierzenia, swoje przykazania moralne”. “Było południe, słońce piekło z okrutną obojętnością i nie było nadziei na błogosławieństwo ochłody świeżego wieczoru ani na rosę przedświtu. Stałam przed naszą lepianką i czekałam na powiew wiatru, który niezmiennie jest tu suchy i gorący, czekałam nieświadoma czasu, który mijał, ponieważ godziny przestały tu być realne, dnie przechodziły w mękę nocy, poranki w piekło południa i nic się nie zmieniało w tej ciekłej, nie kończącej się, żadnymi zmianami nie znaczonej egzystencji”. Albo taka czuła wzmianka o młodym Kazachu, który wrócił z wojny bez nogi : “Położono go na prawdziwym łóżku. Pierwszy raz w życiu leżał na prawdziwym łóżku, a nie na szmatach na klepisku. Leżał na białych prześcieradłach. Pielęgniarka w białym czepeczku i fartuchu podawała mu posiłki, jakich do tej pory nie jadał, opatrywała jego rany. Błogostan. Firanki w oknach. Ciepło, przytulnie, syto, pięknie. Jakiż piękny jest świat, gdzie się tak śpi, je mieszka i gdzie ludzie są tacy dobrzy i grzeczni jak jego pielęgniarka, jak jego lekarz. Bajka z tysiąca jednej nocy. Cudowne przeżycie. I gdyby nie wojna, nigdy by nie dowiedział się, że istnieje taki świat”. Potem już w Ałmaty, już po cudownym spotkaniu z mężem, grozi im śmierć głodowa Wtedy pomaga im Wiktor Szkłowski, ten sam który wspierał wcześniej Mandelsztamów, “przynosząc mi cały woreczek ryżu. Był to jego przydział na miesiąc. Nie śmiałam daru tego przyjąć, ale on ze łzami w oczach twierdził, że nie mam prawa mu tego odmawiać”. Są tam też Paustowski i Zoszczenko. “Pisarze o których wspominam, nienawidzili ustroju, w którym przyszło im życiu tworzyć”. Niestety, Autorka nie może powiedzieć wiele dobrego o miejscowej Delegaturze rządu RP w Londynie. “Ludzie tam pracujący wraz z naszym delegatem myśleli przede wszystkim o sobie, o swoich wygodach, a nawet o luksusie. Nie została tam poczęstowana niczym z suto zastawionego stołu. I co za paradoks: to pisarze, intelektualiści moskiewscy dokarmiali nas, przygarnęli nas do siebie jako współcierpiących z nimi ludzi”. To krótki czas, gdy Polacy związani z Delegaturą, w tym i Wat, relatywnie nie mieli źle, w przeciwieństwie do zwykłych Kazachów: “Na ulicy stał tłum ludzi w ogonku do jakiegoś sklepiku, w którym wydawano zgniłe pomidory. Sklep dla nas mieścił się w podwórzu w ukrytym lokalu. Trudno było uwierzyć w tym czasie, kiedy tylu ludzi umierało z głodu, co przydzielano uprzywilejowanym. Delegaturę w owym czasie zaliczano właśnie do tej kategorii.(..) Dostawało się absolutnie wszystko, łącznie z kawiorem, tortami, winem, czekoladą. (...) Na dnie tej szczęśliwości było prawie że uczucie wstydu, że korzystamy, że żywimy się z tego splugawionego nędzą powszechną źródła”. Po zerwaniu w 1943 r. przez Sowietów stosunków dyplomatycznych z RP wszystko wraca do “normy”, a nawet jest jeszcze gorzej…. Dramatyczny, znany szczegółowo z “Mojego wieku”, opis tak zwanej paszportyzacji czyli zmuszania Polaków w Sowietach do przyjmowania sowieckiego obywatelstwa po zerwaniu stosunków z rządem RP. I w tym kontekście Autorka wspomina o czymś, co nie jest powszechną wiedzą: “Wszyscy Polacy ze Związku Patriotów razem z całą armią i z całym sztabem tych wielkich patriotów weszli przecież do Polski jako obywatele sowieccy. Paszportyzacja i zalegalizowanie Związku Patriotów było jednoczesne i należało do jednego planu: obrócić milion czy półtora miliona Polaków w poddanych sowieckich i jednocześnie dać im nadzieję powrotu do Polski” I to nikt inny, tylko Wat - polski Żyd, zarządził wśród Polaków bojkot przyjmowania paszportów wroga. W reakcji Sowieci aresztują wszystkich. Trafiają do więzienia, gdzie kryminalne więźniarki biją Autorkę, wściekłe, że ma czelność gardzić sowieckim paszportem. Po tym kobiety biorą paszporty obcego, wrogiego państwa - ale nie sam Wat. A to dzięki hersztowi bandytów którzy mieli go bić do skutku, wrzuconego im przez NKWD do celi “na pożarcie”. Ruski kryminalista Walentyn na to jednak nie pozwolił - zaimponowała mu postawa Wata, który powiedział przed frontem kryminalnych, że woli zginąć niż wziąć sowiecki paszport. Zdaje się, że jako jedyny Polak na coś takiego się poważył…. Ostatecznie Watowie wracają do Polski w 1946 r. i od razu deklarują niezainteresowanie budowaniem komunizmu. O dziwo, jest to uszanowane, prawdopodobnie z powodu jego przedwojennej działalności. Po 1956 r. Watowie coraz więcej czasu spędzają na Zachodzie, w związku z leczeniem jego ciężkiej choroby. W tych staraniach zahaczają m. in. o osławionego Padre Pio. “Wydał mi się prymitywny, brutalny, a także w uśmiechu jego było coś chytrego. Następnego dnia Aleksander miał stawić się w kościele do spowiedzi. Na pierwsze pytanie, kiedy się spowiadał po raz ostatni, odpowiedział, że do tej pory nigdy. I wtedy Padre Pio ujrzał jakby piekło, które się przed nim rozwarło i szatana w postaci Aleksandra. Zaczął się od niego opędzać i po prostu wypędzać z kościoła”. Taki to był z niego święty… Niezwykłą osobą była siostra Wata Seweryna Broniszówna, aktorka i wielbicielka Piłsudskiego. Jak pisze Autorka, miała ona przyjaciół wśród najbliższych mu ludzi, Wieniawa-Długoszowski, Stpiczyński, Beck, Miedziński i inni. “Przygotowania do wypadków majowych w 1926 roku odbywały się w jej mieszkaniu. +Byli moimi przyjaciółmi do objęcia władzy+. Potem odeszła od nich. +Nie lubię ludzi sprawujących władzę, a poza tym wiedziałam, że się nie nadają się do rządzenia Polską+”. W młodości była ona zaręczona z Andersem. Przebywając na Zachodzie, Watowie mieli problemy z przedłużaniem paszportów, w końcu wybrali wolność. “Zmuszono nas do tego, jak tylu innych Polaków, którzy gdyby mieli swobodę wyjazdów i powrotów do kraju, na pewno nie musieliby tej wolności wybierać, ponieważ byliby po prostu wolni. Zresztą zerwanie z komunizmem nie wiązało się z +wybraniem wolności+. Zerwanie z komunizmem nastąpiło wiele lat wcześniej”. Nie ma tego dobrego, co by na dobre nie wyszło: wszak dzięki temu z rozmów z Czesławem Miłoszem nagrywanych w Ameryce powstał “Mój wiek”, jedna z najlepszych książek nt. komunizmu. Książce Watowej tylko niewiele ustępuje znakomity film Roberta Glińskiego z niezapomnianym Krzysztofem Globiszem w roli Wata. Wstyd powiedzieć, odtwórczyni roli jego żony zupełnie już nie kojarzę, bo i aktorka chyba jej nie udźwignęła…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Giedroyc i „Kultura” Andrzej Stanisław Kowalczyk
Giedroyc i „Kultura”
Andrzej Stanisław Kowalczyk
Czy można poświęcić wszystko, żeby robić to co się uważa za dobre i słuszne? Robić to praktycznie bez pieniędzy i praktycznie wbrew wszystkim? I do tego tak wiele osiągnąć? Bardzo inspirująca historia czwórki czy piątki ludzi, którzy żyją albo jak w komunie albo jak w klasztorze benedyktynów wokół jednej wspólnej pracy. Czy to się może jeszcze kiedyś przydarzyć? APPENDIX Zupełnie nie wiem gdzie to zapisać a nie chciałbym, żeby mi to zginęło. Mało to mówi o Giedroyciu (nic o nim nie mówi), ale mówi coś o tym, jakich miał wrogów i czemu starał się przeciwstawiać. We wrześniu 2018 roku, po jakimś moim komentarzu dotyczącym Giedroycia (chyba chodziło o to, że Giedroyc nigdy nie wrócił do Polski), napisał do mnie pani Elżbieta Flis z Brisbane. Nie mam możliwości zweryfikowania autentyczności osoby ale z kontekstu wynika, że jest ona żoną Zbigniewa Flisa, działacza strajkowego w Jastrzębiu w 1980 roku. Historia Jastrzębia i jego przywódców w ogóle jest intrygująca ale nie będę tego roztrząsał. Tu duże fragmenty wymiany zdań: Pani Elżbieta: Gedroic z prof Lipskim byli "nieoficjalnie" w Polsce na spotkaniu z moim mezem I Jaroslawem Sienkiewiczem, a prof/??/ Lipski rowniez z Paryza nawet pofatygowal sie z wyborowym trunkiem do Jastrzebia Zdroj do mieszkania mojego meza na ul Wroclawska 35 I tez z namowy na wspolprace z KOR-em mu nic nie wyszlo.. na sptkaniu byl tez Macierewicz I wielu innych...wszyscy oni wtedy twierdzili, ze sa zydami...nie rozumiemy co sie zmienilo teraz, przeciez czlowiek rodzi sie raz I pozniej swojej przynaleznosci nie jest w stanie zmienic Ja: Dziękię za tę informację, ale nie rozumiem w jakim kontekście pisze Pani do mnie o tym? Ja: Natomiast jedna rzecz mnie intryguje: nie jestem znawcą życiorysu Giedroycia ale nigdy nie słyszałem, żeby był on w Polsce po wojnie. Pani Elżbieta: Byl przynajmniej dwa razy, napisalm do Pana dlatego, ze zostawil Pan komentarz pod postem...pozdrawiam Ja: A z ciekawości zapytam: w którym to było roku (ta wizyta Giedroycia)? Bo to ciekawy temat jest. Pani Elżbieta: prawdziwy Gedroic byl kuzynem mojej babci, znali sie od dziecka, ale ten z Paryza byl podmieniony, jak Komorowski I wielu innych...pozdrawiam. Pani Elżbieta: koniec 1980 roku I luty17 1981 roku Pani Elżbieta: byl razem z Lipskim Tu koniec dialogu. Dalej trudno mi uwierzyć, że Giedroyc, który miał już wtedy 75 lat i był uznawany za "wroga numer dwa" PRL-u jakoś przeniknął do Polski i pił tu na umór z Macierewiczem. No chyba, że to ten "podstawiony" "żydowski Giedroyc", który pewnie był też ninja. Okazuje się, że wspomnienia Pana Flisa kilka lat temu zostały "opublikowane" na kilku portalach internetowych. Zalecam przeczytanie. To jest naprawdę coś unikalnego. A historię "Kultury" trzeba znać i zresztą warto czytać zarówno "Kulturę" jak i "Zeszyty Historyczne", zwłaszcza, że wszystkie są dostępne w Internecie.
Zbigniew_Malinowski - awatar Zbigniew_Malinowski
ocenił na 7 6 lat temu
Dzienniki 1927-1969 Anna Kowalska
Dzienniki 1927-1969
Anna Kowalska
Jakie dziwne te dzienniki. Bierzesz je do ręki, bo będzie smacznie, bo już wszem i wobec ogłoszono: to "ta od Dąbrowskiej", lesbijska, zakazana miłość. A tu historia samoistnej twórczej kobiety, która się zmaga ze sobą i z wirażami życia i się w swoich zapiskach z trudem, skąpo, powoli sobą dzieli. Osobną sprawą jest, co zapisała, a co czytamy. Dzienniki są starannie wydane, ale opuszczeń bez liku. Jestem wielkim wrogiem tej maniery. Ile autorki nam udostępniono, ile przed nami ukryto, co oceniono, jako ważne i czemu? Przeklęte są te znaki opuszczenia [...]. Po drugie, nie ułatwia lektury powściągliwość Kowalskiej, jej niewylewna natura, trudność, skrótowość, jakaś chropowatość pisania. Po trzecie, jak sama szczerze wyznaje - mocna autocenzura, która okroiła te zapiski z mnóstwa treści. Rozczarowują zwłaszcza lata 40. i 50. i to zarówno w sprawach osobistych (tu więcej mówią listy), jak w opisie rzeczywistości powojennej. "To, co z wieloma ludźmi działo się u nas za Stalina, jest dzisiaj już niepojęte i albo zapomniane, albo też załatwione słowem: nikczemność, zdrada. Ileż lubieżności było w schlebianiu, w oddawaniu siebie aż do śmierci włącznie" - tak, właśnie tego nam nie dane poznać! Zapiski z lat 60. nabierają soczystości. Obok spraw publicznych drugi nurt to twórczość, która nie przychodziła łatwo. Trzeci, najważniejszy nurt - życie wewnętrzne. Ciekawe, a nawet fascynujące u Kowalskiej jest zdobywanie samodzielności bycia i myślenia (w jakimś przeklętym cieniu najpierw męża, potem "Maryjki"), zdobywanie odwagi publicznego występowania, wybijanie się w opozycyjnym nurcie środowiska literackiego i pozycja, jaką zdobyła, a przede wszystkim - rozpoznawanie siebie. Dzienniki pokazują, jaka masa splątanych uczuć i myśli buzowała tej kobiecie. O samej Dąbrowskiej pisała: "Kochałam ją tyloma miłościami..." I nie była to jedyna miłość, bo cóż powiedzieć o pogmatwanej, ale głębokiej miłości do męża - Jerzego Kowalskiego, a przede wszystkim o tej najmocniejszej - do córki Tuli. Nie dajcie się zwieść schematom wciskanym przez obyczajowych rewolucjonistów ani wrażeniu "herod baby" ze zdjęć.
Vincentius - awatar Vincentius
ocenił na 7 4 lata temu
Maria Skłodowska-Curie Francoise Giroud
Maria Skłodowska-Curie
Francoise Giroud
Kiedy bardzo mądra kobieta bierze się za pisanie książki o kobiecie genialnej, siłą rzeczy musi wyjść z tego pierwszorzędna literatura. Istotnie jest tak w tym przypadku. Francuska autorka podjęła się niełatwego zadania nakreślenia dziejów życia i dokonań wyjątkowej przedstawicielki płci pięknej. Maria Skłodowska-Curie wyłania się nam z tej pracy jako postać prawie że ze spiżu. Ekstremalnie utalentowana, ambitna, świadomie pokonująca liczne przeszkody w dążeniu do jasno wytyczonego celu i - mimo wielu kłód rzucanych przez uprzedzenia i konwenanse swego czasu - nie załamująca się i do końca stąpająca twardo po ziemi w patriarchalnej rzeczywistości. A było tych przeszkód, szanowni państwo, bez liku. Nikomu nieznana młoda, słabo sytuowana Polka, pojawia się pod koniec XIX wieku na schodach Sorbony. Uzbrojona jest w wielkie przymioty ducha i żelazną wolę pokazania, iż aby być równą mężczyznom w ich świecie, musi być pośród nich najlepsza. Robi wszystko, wbrew przeciwnościom losu, aby dopiąć swego. Pracuje tytanicznie, niepomna na zimno i głód. Jej przeznaczeniem jest czysta nauka. Nie interesują ją splendor i zaszczyty (choć jak później przyjdą, to nie odtrąci ich ze wzgardą), dąży jedynie do odkryć i zaznaczenia swego nazwiska w annałach nauki. Jako pierwsza kobieta z doktoratem Sorbony. Jako pierwsza kobieta posiadająca katedrę na tej szacownej uczelni. Osiąga cel i pokazuje wszystkim, że ona, drobna cudzoziemka o dziwnym panieńskim nazwisku jest gigantem intelektu, nie tylko równym najlepszym uczonym mężczyznom tamtych czasów, ale przewyższającym znakomitą ich większość. Znajduje także braterstwo ducha i nieocenioną pomoc u Piotra Curie, mężczyzny, który oddany całym sobą nauce, nie może się oprzeć czarowi i geniuszowi Marii, jak tylko ją pierwszy raz spotyka i słyszy. Jak słusznie podkreśliła autorka, większość mężczyzn wręcza na pierwszej randce kobietom kwiaty i czekoladki, lecz nie Piotr Curie. Zdawał sobie sprawę ten uczony, że aby trafić do serca Marii, musi przejść drogę nie przez jej żołądek, ale przez umysł. Dzieli się więc z nią swym referatem z fizyki. Strzał w dziesiątkę. Niesamowita pasja jaka połączyła tych dwoje ludzi, doprowadziła najpierw do wspólnej nagrody Nobla, a później, już bez zmarłego tragicznie męża, samą Marię do kolejnego tego zaszczytnego wyróżnienia. Niewątpliwie jest to jedna z najlepszych biografii z serii BSL. Autorka, sama wiedząc, co znaczy być pierwszą z kobiet zajmujących się stricte męskim zajęciem, potrafiła niejako wczuć się w sytuację polskiej uczonej. Język książki jest finezyjny, czasami wręcz nostalgicznie piękny. Czuć, że pisarka, jako dziennikarka i autorka scenariuszy do filmów, miała fach w ręku. To co szczególnie godne podkreślenia, to umiejętność oddania ducha epoki i wyjątkowej roli, jaką w niej odegrała Maria Skłodowska-Curie. Nie trzeba było do tego wielu słów, ale talentu i zrozumienia swej bohaterki. Francoise Giroud na początku książki napisała, że życiorys każdego człowieka można odczytać na wiele sposobów. W tym przypadku zostało to zrobione doskonale.
Munk - awatar Munk
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Wspomnienia z mojego życia

Więcej
Fiodor Szalapin Wspomnienia z mojego życia Zobacz więcej
Fiodor Szalapin Wspomnienia z mojego życia Zobacz więcej
Fiodor Szalapin Wspomnienia z mojego życia Zobacz więcej
Więcej