Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa

Okładka książki Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa
Xavier Dorison Wydawnictwo: Taurus Media Cykl: Undertaker (tom 4) komiksy
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Undertaker (tom 4)
Data wydania:
2018-03-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-03-01
Język:
polski
ISBN:
9788365465191
Tłumacz:
Jakub Syty
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa

Średnia ocen
7,3 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1392
1342

Na półkach:

Czas wypowiedzieć się na temat drugiego dyptyku Undertaker, gdzie widzę ogromną ilość podobieństw do jednej z przygód Jonaha Hexa. Jestem pewien, że to czysty przypadek, ponieważ takich historyjek już trochę spotkałem, choć głównie w książkach. Niemniej ten tom ukazał, przynajmniej dla mnie, swoją największą wadę, bowiem już podczas lektury poprzedniej części przewidziałem całą główną oś fabularną tego tomu. Liczyłem na jakiś twist fabularny, niespodziewany zwrot akcji, śmierć jednej z głównych postaci, ale nic takiego się nie stało. Fabuła poszła niemal dosłownie po sznurku, względem tego co obstawiałem. Owszem, nie miałem pojęcia w jakie miejsce zawędrują bohaterowie, ale i tak ich cele, zachowanie oraz podjęte decyzje totalnie mnie nie zaskoczyły. To trochę boli, bo wolę gdy scenariusz jest trudny do rozgryzienia.

Nasz grabarz w towarzystwie Pani Lin podąża śladem "szurniętego" chirurga Jeronimusa "Ogra" Quinta, który zabrał ze sobą Rose. Kobieta jest ciężko ranna w rękę, co zresztą zafundował jej sam Quint, bawiący się uczuciami swej ofiary. Pragnie ją bowiem złamać i udowodnić, że niczym nie różni się od innych ludzi tego świata. Dokładnie tak samo jak były pracodawca Rose. Rose jest silna, ale chirurg ma nad nią przewagę, bowiem perfekcyjnie zna się na swoim fachu. Jest niemal jak chodząca encyklopedia, a jego życiowym celem stało się dokonanie pierwszego na świecie przeszczepu ludzkiej kończyny. To właśnie w tym celu przeprowadzał na swych ofiarach chore eksperymenty, w praktyce torturując kobiety oraz mężczyzn.

Quint jest jednak postacią złożoną oraz kontrowersyjną, bowiem na każdego trupa jakiego ma na sumieniu, przypada mu kilkanaście ludzkich dusz ocalonych przed kosą Ponurego Żniwiarza. To jego największa broń. Ludzie są mu wdzięczni, wyświadczają mu przysługi, a on to chętnie wykorzystuje w walce z naszym dzielnym grabarzem. Zresztą jemu też ocalił życie podczas Wojny Secesyjnej, o czym chętnie przypominał w poprzednim albumie. Tak naprawdę niewiele różni go od wspomnianego rzeźnika z historyjki Johna Hex, choć Quint jest o wiele lepszym i bardziej wyrachowanym chirurgiem. Nie jest też klasycznym szaleńcem, ale człowiekiem nie posiadającym kręgosłupa moralnego. Dla niego człowiek to obiekt badań i tyle.

Zresztą tylko jego postać trzymała mnie przy tym komiksie, bo cała reszta zeszła na dalszy plan i była mało interesująca. Crow i Pani Lin po prostu ścigają Quinta ciągle powtarzając te same czynności. Rose zmaga się z dylematem moralnym, czy zatłuc swego porywacza we śnie, tracąc przy tym nadzieję na poskładanie ręki, zaś cała reszta postaci robi w zasadzie za tło i coś ma więcej do powiedzenia w finale. Nie zrozumcie mnie źle - to dobry komiks i nawet ciekawa lektura, tylko w moim przypadku niczym mnie nie zaskoczyła, a na to liczyłem. W rezultacie po pewnym czasie zacząłem się nudzić i tylko sam finał naprawdę przykuł moją uwagę. Aczkolwiek ostatnia scena również była dość oklepana. Czy zatem sięgnę po kolejny dyptyk z tej serii? Szczerze - nie wiem. Dużo będzie zależało od tego, co będę miał w owym czasie na półce, bo jak na razie kolejne przygody Jonasa Crow przestały mnie interesować.

Czas wypowiedzieć się na temat drugiego dyptyku Undertaker, gdzie widzę ogromną ilość podobieństw do jednej z przygód Jonaha Hexa. Jestem pewien, że to czysty przypadek, ponieważ takich historyjek już trochę spotkałem, choć głównie w książkach. Niemniej ten tom ukazał, przynajmniej dla mnie, swoją największą wadę, bowiem już podczas lektury poprzedniej części przewidziałem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa na półkach głównych
  • 42
  • 11
46 użytkowników ma tytuł Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa na półkach dodatkowych
  • 21
  • 9
  • 9
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Zamek Zwierzęcy 4. Królewska krew Felix Delep, Xavier Dorison
Ocena 8,3
Zamek Zwierzęcy 4. Królewska krew Felix Delep, Xavier Dorison
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 50 Xavier Dorison, Igort, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Maciej Sieńczyk, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec
Ocena 7,3
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 50 Xavier Dorison, Igort, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Maciej Sieńczyk, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec
Okładka książki Asgard - wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Ralph Meyer
Ocena 7,3
Asgard - wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Ralph Meyer
Okładka książki Prorok. Wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Éric Henninot, Mathieu Lauffray, Patrick Pion
Ocena 6,9
Prorok. Wydanie zbiorcze Xavier Dorison, Éric Henninot, Mathieu Lauffray, Patrick Pion
Okładka książki Goldorak Denis Bajram, Xavier Dorison
Ocena 8,4
Goldorak Denis Bajram, Xavier Dorison
Okładka książki Zamek Zwierzęcy 3. Noc Sprawiedliwych Felix Delep, Xavier Dorison
Ocena 8,0
Zamek Zwierzęcy 3. Noc Sprawiedliwych Felix Delep, Xavier Dorison
Xavier Dorison
Xavier Dorison
Francuski pisarz komiksowy i kreskówkowy. Ukończył szkołę biznesową i rozpoczął pracę nad serią komiksową "Trzeci testament" (1997), która odniosła ogromny sukces wydawniczy. W 2006 roku napisał scenariusz do filmu "The Tiger Brigades". W 2007 roku stworzył serial animowany, Long John Silver, który również odniósł sukces. Od 2009 roku uczy scenopisarstwa w École Émile-Cohl (Lyon) i pracuje jako scenarzysta wielu filmów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Undertaker - 3 - Ogr z Sutter Camp Xavier Dorison
Undertaker - 3 - Ogr z Sutter Camp
Xavier Dorison Ralph Meyer
Pierwszy dyptyk mnie zachwycił, ale przy drugim już trochę straciłem zapał. Nie jest to zła opowieść, ale miałem wrażenie, że główny bohater nie ewoluował, a powinien to zrobić, zważywszy, że teraz prowadzi interes z dwoma kobietami. Z jednej strony mamy zupełnie nową przygodę, antagonistę nawiązującego do przeszłości naszego grabarza oraz wielce upartą Rose, której towarzyszy Pani Lin. Niemniej z drugiej strony fabuła tego odcinka mnie nie porwała. Cholera, miałem wrażenie, że czytam jedna z przygód Jonaha Hex, gdzie ten starł się z rzeźnikiem wykonującym zawód lekarza polowego. W praktyce bardzo dużo elementów tej opowieści wręcz pokrywało się niemal co do jednego z krótką historyjką rewolwerowca od DC Comics. To jest tylko jedna z przyczyny, dla których ten tom czytało mi się tak sobie. Choć to raczej złe określenie. Czytało mi się go przyjemnie, ale ostateczne wrażenia były dość mieszane. Bowiem co tak naprawdę tutaj mamy. Jonas Crow, jego sęp oraz wspólniczka w interesie Panna Rose i towarzysząca jej Pani Lin wspólnie prowadzą, a raczej próbują to czynić, obwoźny zakład pogrzebowy. Niestety Crow niejako sabotuje wszelkie ich starania, przez co praktycznie nic nie zarabiają. Tutaj mam pewien zgrzyt, bowiem w pierwszym dyptyku Crow nie zawsze twardo handlował, jednak mimo wszystko zarabiał na swym biznesie, a teraz jakby na przekór Rose robi wszystko aby go zniszczyć. Jakoś nie do końca mi się to klei. Tak czy inaczej natrafiają na dobre zlecenie, pochowania pewnej staruszki w domu majętnego hodowcy bydła, gdzie zrządzeniem losu Crow natrafia na swego dawnego dowódcę z czasów Wojny Secesyjnej. Ten robi scenę podczas pogrzebu zmarłej, czyli swej żony, ogłaszając przy tym że niejaki Ogr z Sutter Camp nadal żyje. Crow wraz z swoją ekipą lądują za bramami posiadłości, oczywiście nie otrzymawszy zapłaty, ale nasz grabarz zamierza poznać prawdę. Zakrada się do pokoju pułkownika i poznaje jego wersję wydarzeń na temat ich dawnego lekarza, którego przezywano Ogr. Facet był wykształconym oraz dobrze ułożonym chirurgiem, który lubił dla rozrywki torturować ludzi. Do tego fenomenalnie znał się na anatomii ludzkiego ciała. Jeśli ktoś czytał siódmy album Jonah Hex, ten od razu skojarzy podobieństwa. Są wręcz uderzające. W tym momencie zaczyna się pościg za Ogrem, w który oczywiście włączają się obie kobiety. Z jednej strony było to oczywiste, ale z drugiej przesłanki Rose są jak dla mnie dość... głupie. Kobieta jakby straciła zdrowy rozsądek i pakuje się w sprawę, która zdecydowanie ją przerasta. W tym wypadku akcja mogła się potoczyć tylko w jeden sposób, a to sprawiło że scenariusz mnie nie zaskoczył. Zabolało, bowiem poprzednia przygoda potrafiła nieraz zwieźć na manowce moje przewidywania, dając mi coś zupełnie innego, a przy tym nie pozbawionego sensu. To było fajne. Teraz tego zabrakło. Oczywiście to pierwsza część tego dyptyku, ale boję się, że drugi tom nie spełni moich oczekiwań. Chyba ze zginie któraś z kluczowych postaci, na co jednak nie liczę. Nie zdziwi mnie nawet "życiowy" happy end, który będzie na siłę chciał wycisnąć łzę z czytelnika i zagrać na jego emocjach. Jakieś łzawe rozstanie, zamiast przemówienia postaciom do rozumu. Choć może Dorison mnie zaskoczy. Może jednak będzie jakiś faktyczny fabularny twist, który kompletnie zmieni spojrzenie na cała sprawę. Może, bo po finale tego tomu na nic takiego się nie zanosi.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu
Undertaker - 2 - Taniec Sępów Xavier Dorison
Undertaker - 2 - Taniec Sępów
Xavier Dorison Ralph Meyer
Drugi album serii zamyka definitywnie przygodę z pierwszego dyptyku. Na każde zadane wcześniej pytanie, pada pełnoprawna odpowiedź. Czy satysfakcjonujące to już nieco inna kwestia. Ujmę sprawę w następujący sposób - mnie w ogólnym rozrachunku zadowoliły, ale mam kilka zastrzeżeń. Część elementów uważam bowiem za zbyt mocno naciągane. Fajnie współgrają w tej trochę zwariowanej opowieści, niemniej i tak nieco trudno w nie uwierzyć. Mimo wszystko komiks strasznie przypadł mi do gustu, choć już wiele razy wspominałem, że moja fascynacja westernami nieco przygasła. Lubię je co jakiś czas poczytać, ewentualnie obejrzeć coś z klasyków tego kina, ale to wszystko. Undertaker natomiast sprawił, że chce do niego wracać i to jest chyba najlepsza rekomendacja. Co sprawiło, że mam do tej serii takie podejście? Odpowiedź znajdziecie poniżej. Zacznijmy od tego, co w komiksie jest dla mnie najważniejsze - scenariusza. Tak. To nie rysunek, a opowiadana historia są w moim wypadku kluczowe, jeśli idzie o selekcję tego, co pozostawiam w moich zbiorach. czasem zdarzy się, że zostawiam sobie coś tylko i wyłącznie dla rysunku, jak np. dyptyk Monika od Scream Comics, ale to naprawdę rzadkość. Komiks wizualnie może mi się nie podobać, totalnie rozmijać się z moim gustem, jednak jeśli posiada dobrze skrojony scenariusz to ma szanse pozostać w moich prywatnych zbiorach. W przypadku Undertaker rysunek jest bardzo udany, ale co ważniejsze historia mocno mnie wciągnęła. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bowiem Xavier Dorison już wielokrotnie udowodnił mi, że potrafi trafić w mój gust. W kolekcji mam Trzeci testament lub Sanktuarium, do którego bardzo często wracam. Przez długi czas znajdował się tam Fechmistrz, w kolejce czeka Long John Silver, a osobiście poluje na dyptyk Asgard. Jedyne czego nie umiem wybaczyć Dorisonowi to całkowite spartolenie serii Thorgal i jej spinoffu z Kriss de Valnor, choć z tego co udało mi się wygrzebać w sieci, wynika, że to nie jego wina. W praktyce pierwotny pomysł scenarzysty totalnie rozminął się z tym, co ostatecznie ujrzeli czytelnicy. Jeśli to prawda, to osoba za to odpowiedzialna, powinna dyndać na sznurze oblepiona smołą i pierzem. Zatem tak. W moich oczach Undertaker bardzo mocno broni się na polu scenariusza. Oto wędrowny grabarz Jonas Crow i jego sęp Jed (tak, gość oswoił sępa) wplątali się w ostrą kabałę. Muszą pochować trupa majętnego poszukiwacza złota, który dosłownie zeżarł swój majątek podczas ostatniego posiłku. Wkurzył tym pracujących dla niego górników, bowiem wcześniej sprzedał kopalnię gdzie pracowali, a na dokładkę kazał pochować się w innej, opuszczonej kopalni, zaś jeśli to nie nastąpi zostanie zamordowana pewna osoba. Wszystkiego ma dopilnować Panna Rose, guwernantka zmarłego, którą ten od lat próbował złamać i udowodnić jej, że jest tak samo zepsuta, jak inni mieszkańcy Dzikiego Zachodu. Rose postanawia jednak nie dać się pokonać znienawidzonemu pracodawcy i za wszelką cenę wypełnić jego ostatnią wolę, aby ocalić tajemniczego zakładnika. Niby wiem wiele, wszystko zostało bowiem przedstawione w pierwszym albumie, ale z czasem gdy poznawałem całą prawdę zostałem solidnie zaskoczony. Szczególnie w momencie ujawnienia zakładnika oraz osoby go przetrzymującej. W życiu bym się nie domyślił takiego obrotu spraw, co tylko ucieszyło moje nerdowskie serduszko. Ogromną rolę w tym elemencie fabuły, ale też kilku innych, jak pościg za grabarzem i jego ładunkiem, odegrały postacie drugoplanowe. Całość świetnie połączono, choć jak wspominałem wcześniej, kilka mniejszych elementów nie do końca mi pasowało. Z drugiej strony to rasowy komiks akcji, więc jestem gotów przymknąć na to oko. Historia z nieboszczykiem mającym brzuch pełen złota została ukończona. Ostatnia scena otwiera zatem drzwi na zupełnie nową przygodę, której nie mogę się doczekać. Grabarz i jego sęp ruszają dalej w świat, choć już nie samotnie. Niby szło to przewidzieć, ale i tak całość ciekawie skrojono. Wizualnie to bardzo porządny frankon, który wielce cieszy moje oko. Zarówno kolory jak i kreska to czysta poezja, zaś okładki to istny miód na moje oczy. Zostało mi zatem przeczytać drugi dyptyk i z wytęsknieniem oczekiwać trzeciego, który już jakiś czas temu zapowiedziano we Francji.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 8 3 lata temu
Tyler Cross. Black Rock Fabien Nury
Tyler Cross. Black Rock
Fabien Nury Bruno Thielleux
Z pracami Fabiena Nury miałem już styczność, więc sięgając po pierwsza przygodę Tylera Crossa, liczyłem na solidny, gangsterski tytuł. Dostałem natomiast porządną, rzemieślniczą pracę. Komiks nie był zły, miejscami naprawdę wypadał rewelacyjnie, ale tylko miejsca. Do tego prace Bruno, który podjął się narysowania go, mają podobny efekt. Są dobre, czasami wręcz genialne, niemniej posiadają też pewne irytujące mnie elementy. Zatem czy nowa pozycja od Wytwórni Słowobrazu jest przeciętna? Nie. To dobry komiks, który może spodobać się szerszej publice i zaraz to udowodnię. Niemniej zbyt mocno popełnia jeden z grzechów, który czasem bardzo szkodzi - jest wtórny. Zanim przejdziemy do omówienia moich wrażeń z lektury i wyłożenia opinii, skupmy się na poruszonej we wstępie kwestii. Wtórność. Słowo mające dość negatywny wydźwięk, ale czasem sprawiające, że dane dzieło wypada dobrze. Przynajmniej tak to widzę, a siedząc w portkach recenzenta promującego filmy, gry i komiksy, od ponad dekady, pozwolę sobie na stwierdzenie, że wiem o czym mówię. No... piszę. Mam w mojej kolekcji sporo komiksów, które fabularnie są wtórne. Czasami nawet mocno, jak na przykład "Jezioro Ognia". Totalny średniak, gdzie rysunek nie każdemu podpasował pod scenariusz, o prostej i wartkiej akcji. Tutaj jest podobnie, ale w moich oczach "Tyler Cross" nie ma tego czegoś. Tej iskierki, która sprawiłaby, że chciałbym wracać do tego komiksu. Z drugiej strony samą opowieść czytało mi się dobrze, aczkolwiek nie zaskoczyła mnie ani razu. Liczyłem na to po cichu, gdyż Fabien Nury odpowiadał za scenariusz. Bardzo podobał mi się jego komiks "Jam jest Legion" oraz "Legion: Kroniki", gdzie Nury właśnie osiągnął to, o czym wspomniałem przy "Jeziorze ognia". Przekuł wtórne schematy w coś ciekawego i dodał tą iskrę, która rozpaliła w moim, nerdowskim serduszku ogień ciekawości. Tak. Do tamtych komiksów wracam, choć pierwszy z nich ma dla mnie mało ciekawy rysunek. Jednak historia nadrabia tą stratę. A tutaj? Cóż... opowieść jest prosta i w mojej opinii idealnie nadaje się na scenariusz, lekkiego filmu sensacyjnego. Główny bohater na zlecenie bandziora, wplątuje się w porachunki mafijne i ląduje z 20 kilogramami heroiny w worku. Samochód w kawałkach, a jedyne miasto do jakiego dociera, to zabita dechami dziura w Teksasie, o nazwie Black Rock. Oczywiście należy do lokalnego gangstera i jego synalków, z których jeden to szeryf sadysta, drugi burmistrz laluś, a trzeci bankier tchórz. Jak łatwo się domyśleć, jeden z nich pragnie położyć łapę na narkotykach, nie mając pojęcia do kogo należą. Potem jest jeszcze weselej, gdy na plan wchodzi młoda, piękna kobieta. Zatem kalka jakich wiele, która jest dobrze napisana, ale przy tym boleśnie przewidywalna. Z całości najbardziej podobała mi się scena z grzechotnikiem, znajdująca się w drugim rozdziale. Zajmuje raptem 4 strony, ale jest napisana i narysowana po prostu wyśmienicie. Takiego klimatu i ognia brakowało mi jednak na początku albumu oraz w wielu monetach drugiego i trzeciego rozdziału. Co do tytułowego bohatera, to wypada on najciekawiej z całej plejady postaci. W praktyce tylko jego zapamiętałem, bo był naprawdę wyraziście napisany. Blondynkę, o której wspomniałem wcześniej, zapamiętałem tylko z powodu jednej, dość brutalnej sceny, mającej miejsce w połowie albumu. A tak poza tym "zagrała" dobrze i tyle. No... miała w pewnym momencie swoje pięć minut i wykorzystała je w pełni. Niestety to co przeszkadzało mi najbardziej to rysunek twarzy postaci. Czasami są one naprawdę mało przekonujące i... hmm... no dla mnie, nieciekawe. Nieraz wypadają świetnie, jak na zdjęciu powyżej, ale innym razem po prostu nijako. Szczególnie widać to na sporej ilości postaci kobiecych, w tym wspomnianej blondynki. Powiem wprost - przeszkadzało mi to bardzo w lekturze. Szczególnie, gdy jakaś postać tego typu przewijała się dłuższy czas. Z drugiej strony na ogromną pochwałę, z moich ust, zasługują rysunki plenerów, lokacji oraz kolorystyka. Za ten ostatni punkt odpowiada francuska artystka Laurence Croix. Tak naprawdę to ona tchnęła życie w wiele scen, narysowanych przez Bruno i bez jej pracy, warstwa graficzna, w mojej opinii, by leżała. Dlatego wielkie brawa dla niej, za trud włożony w swoją pracę.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu
Shi - 1 - Na początku był gniew... José Homs
Shi - 1 - Na początku był gniew...
José Homs Zidrou
Słyszałem wiele dobrego o serii "Shi", dlatego chętnie po nią sięgnąłem. Trochę czasu musiała poczekać, gdyż miałem na półce inne ważne dla mnie tytuły, ale w końcu zabrałem się za lekturę. Za historię odważnych kobiet, matek, które utraciły swe dzieci i mszczą się za to na prawdziwych sprawcach ich tragedii. Elicie Anglii, wysoko urodzonych, którzy uznają świat za swoja własność, a pracujących dla nich ludzi za co najwyżej użyteczne narzędzie. Pomysł może nie nowy, ale ciekawy. Jak wyszło? Cóż... dla mnie trochę dwojako. Od strony wizualnej jest wystrzałowo, fabuła też daje radę, postacie są napisane interesująco, ale mimo wszystko całość mnie nie porwała. Już spieszę z wyjaśnieniem, dlaczego tak się stało. Na starcie powiedzmy sobie wprost dwie rzeczy. "Shi" to naprawdę dobry komiks przygodowy, ze znamionami thrillera politycznego. Po drugie, czytałem już masę tego typu prac, zarówno w komiksach jak i książkach, a i nie jeden film/serial o podobnej tematyce się obejrzało. Właśnie ten czynnik sprawił, że lektura "Shi" była dla mnie po prostu "okej". Absolutnie nic mnie nie zaskoczyło, nie trzymało w napięciu, nie sprawiło, że wstrzymałem oddech z powodu napięcia. Podobne sytuacje widziałem w serialu "Burdel" albo filmie "Ława przysięgłych". Zresztą ten drugi faktycznie potrafił mnie zaskoczyć pewnymi zwrotami akcji, a tego właśnie zabrakło mi w "Shi". Tutaj wszystko szło jak po sznurku, mimo, że akcja komiksu rozgrywa się w dwóch liniach czasowych. Nie zrozumcie mnie źle. Wspomniałem już, ze to dobry komiks. Naprawdę dobrze napisany, ciekawie prezentujący poszczególne postacie, w tym główne kobiece, umiejętnie nawiązujący do obyczajów z drugiej połowy XIX w Anglii i tak dalej. Z drugiej strony wiele elementów dotyczących sfer wyższych jest mocno przekoloryzowanych. Opowieść zaczyna się w naszych czasach i dotyczy szefa koncernu zbrojeniowego, który wygrał kolejną rozprawę w sądzie przeciw organizacjom pacyfistycznym. Facet wraca do domu na przyjęcie, a tam w ogrodzie jego syn i ciężarna żona wpadają na miny w ogródku. Scena się urywa i przenosimy się do Anglii z roku 1851, gdzie poznajemy dwie główne bohaterki. Córkę wysoko postawionego oficera wojskowego oraz młodą Japonkę trzymającą w rękach zawiniątko z martwym dzieckiem. Druga z nich budzi oczywiście obrzydzenie w oczach elit Londynu, co ostatecznie kończy się serią nieoczekiwanych wydarzeń. Tak naprawdę gdybym napisał jeszcze coś o fabule, to bym zaspoilerował całą, bowiem nie jest ona przesadnie skomplikowana. Już sama okładka zdradza bardzo dużo i podczas lektury szybko łączymy kolejne elementy. Jednocześnie w samym komiksie dowiadujemy się niewiele o całej tajemnicy związanej z egzotyczną Azjatką. Z jednej strony miało to chyba budować tajemnicę, ale z drugiej jakoś niespecjalnie mnie przyciągnęło. Zresztą obstawiam, że bez problemu przewidziałem rolę innej kobiecej postaci, która pojawia się na końcu albumu już w XXI wieku. Naprawdę zdziwię się jeśli w drugim albumie zostanie ona napisana inaczej, choć byłaby to zapewne miła niespodzianka. Wizualnie jest naprawdę wspaniale i rysunki Jose Homs szybko mnie oczarowały. Tak naprawdę to dla nich przeczytałem z miła chęcią ten album i na pewno sięgnę po kolejne. Seria liczy zresztą tylko 4 tomy, z czego dwa już ujrzały światło dzienne. Komiks zawiera też treści ukierunkowane tylko na dorosłego widza, np. sceny w burdelu bez cienia cenzury, albo brudne rynsztoki Londynu. To co jednak mi nie do końca pasowało, to pewne przerysowanie elit. Owszem, mieli swoje loże, chędożyli na boku ile wlezie, a do kieliszka zaglądali nader często. Opium też nie było im obce. Niemniej tutaj po raz kolejny mamy jakiś sekretny spisek, budowanie potęgi Imperium Brytyjskiego za pomocą rytuałów, duchownego degenerata i tak dalej. Serio - mnie to już nudzi. Nie twierdzę, ze takie rzeczy nie miały miejsca, ale za każdym razem wałkowanie kropka w kropkę tego samego schematu jest zwyczajnie męczące. Jak zatem podsumowuję pierwszy tom "Shi"? Jeśli ktoś nie siedzi głęboko w komiksie, albo literaturze przygodowej połączonej z thrillerem politycznym, to powinien być zadowolony z lektury. Będzie dla niego czymś nowym, do tego odważnym i pięknie narysowanym oraz pokolorowanym. W przypadku takich starych weteranów jak ja, którzy ten gatunek mają ostro oblatany, "Shi" okaże się kolejną niezłą, ale wtórną, przygodą. Do przeczytania na raz i skupienia się bardziej na rysunku niż treści, którą idzie łatwo rozszyfrować zawczasu. Dlatego przed sięgnięciem po tą serię, zastanówcie się do której grupy należycie i czy macie ochotę na tego typu przygodę. Ciekawą, jednak trochę za bardzo odgrzewaną.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu
Okko - 1 - Cykl Wody Humbert Chabuel
Okko - 1 - Cykl Wody
Humbert Chabuel
Szata graficzna cud-miód! Nie jest to fotorealizm, w żadnym wypadku, ale kreska trzyma równy, wysoki poziom, a całość wykonana jest w doskonale dobranych do sytuacji i nieprzejaskrawionych barwach. Świat Okko czerpie garściami z faudalnej Japonii, co bardzo mnie cieszy, bo lubię takie klimaty, ale robi to trochę niezdarnie. Gejsza niekoniecznie musiała być dziwką, a już na pewno nie wyłącznie dziwką - to najbardziej widoczny błąd, ale popełniany w okołojapońskich dziełach często. Moim zdaniem autor niepotrzebnie użył tego słowa zamiast rodzimej 'prostytutki'. No właśnie, mieliśmy tu prawdziwy potok nazw zapożyczonych z japońskiego, chociaż, jako fanka historycznych anime, praktycznie wszystkie znałam. Rzecz w tym, że naginatę można nazwać po prostu włócznią. Statek, jak mu tam było - co jest złego w słowie 'łódź'? Może autor sądził, że będzie klimatycznie (wydawnictwa nie winię)? Odnośniki nie są klimatyczne, panie Hub. Zwłaszcza, gdy słowo 'gejsza' stosuje się źle, a Okko jest z jakiegoś powodu 'samurajem bez pana', kiedy aż prosiłoby się wstawić 'ronin'. Mam też zarzut do wydawnictwa!!! Czemu ZA KAŻDYM RAZEM stał potrójny wykrzyknik, nawet w miejscach, gdzie jeden byłby zbędny??! O tak właśnie, w środku tekstu!!! Wyglądało to jak na załączonym przykładzie - aż kłuło w oczy. Fabuła ciekawie poprowadzona, nawet jeśli nieszczególnie oryginalna, ale nazbyt pośpieszona. O bohaterach wiemy dość, by rozumieć ich role, jednak zachowali sporo tajemnic na późniejsze tomy. Niestety, z głównej intrygi mało co czytelnik rozumiał, dopóki narrator, będący jednym z bohaterów spisującym swoje przygody lata później, nie objaśnił sprawy. Ocenę ocalił komiksowi fakt, że wtedy naprawdę wszystko dobrze się domknęło i wyjasniło. Maruda ze mnie niepoprawna, ale dobrze się przy Okko bawiłam i chętnie siegnę po kolejne tomy czekające na mojej półeczce. Podsumowując, wyjątkowo przyjemna dla oka, nawet jeśki niezbyt wymagająca rozrywka, z potencjałem na następne tomy.
Rai - awatar Rai
ocenił na 7 7 lat temu
Miecz Ardeńczyka (Wydanie zbiorcze) Étienne Willem
Miecz Ardeńczyka (Wydanie zbiorcze)
Étienne Willem
Dobro zwyciężyło…, ale co dalej z tym zrobić? Po komiks Willema sięgnąłem z myślą, że oto przeczytam ciekawą historię przygodową osadzoną w epoce fantasy-średniowiecza… i częściowo tak było. W ręce wpadło mi najnowsze wydanie tego komiksu i należy podkreślić, że tradycyjnie Egmont wykonał świetną robotę. Komiks wydano w dużym formacie z grubymi i odpornymi okładkami, na kredowym papierze. Doskonale prezentują się na nim kadry i kolory. Strona wizualna jest wręcz najlepszym elementem tego pięknego komiksu. Autor zastosował w nim zabieg antropomorfizacji bohaterów, wcielających się w role społeczne doby średniowiecza. Stąd lew jest królem, szlachetne jelenie szlachtą, obrońca królestwa psem, sprytny zakonnik lisem, dwulicowa bohaterka łasicą a prosty, lecz potężny wojownik niedźwiedziem. Zło reprezentuje oczywiście kozioł (ofiarny), dzikich złoty bizon/żubr a główny bohater to zając/królik. Dalej lecimy pełnym schematem Campbella, kiedy to nasz bohater musi stawić czoła swemu przeznaczeniu, sprzęgniętemu, jak się później dowiadujemy, że swoim pochodzeniem i przepowiednią. Na swej drodze otrzyma on wsparcie dzielnej drużyny podstarzałych bohaterów, w tym dosłownie sowiej inkarnacji Gandalfa. Autor nie ukrywa swych inspiracji, wręcz wali nią nas po głowie żywcem przekopiowując kadry i zachowania sowy zwanej Magisem z filmowej ekranizacji Władcy Pierścieni. Pozostali bohaterowie stanowią zaś mieszankę pozostałych postaci z LOTRa. Symptomatyczny jest dla mnie sam początek „Miecza Ardeńczyka”. Jest to mój drugi frankofoński komiks jaki przeczytałem w ciągu ostatniego kwartału. Pierwszym było „Z bursztynu i ognia” i ku mojemu zdziwieniu oba zaczynają się w ten sam sposób: od ludobójstwa wsi głównego bohatera połączonego z jej spaleniem, co stanowi punkt przełomowy – bodziec startowy bohatera. Przyznam, że jest to dla mnie dosyć dziwne zrządzenie, choć kto wie. Może aktualnie taka moda na origin story bohatera panuje w świecie europejskiego komiksu? W sumie spalenie domu i śmierć sąsiadów są silnym motorem działań i dosłownie tak obecnie cenionym wyjściem poza strefę własnego komfortu. Tym razem dzielny królik Garen, przyuczony przez tytułowego pas – Ardeńczyka, otrzymuje questa od sowo-Gandalfa i rusza z zadaniem najpierw ostrzeżenia króla, a następnie pokonania zła. A taką przynajmniej rolę przygotowano mu w tej całej maskaradzie. Główny, finałowy plottwist zostaje zresztą zdradzony samym opisie z tylnej okładki. Dzielni bohaterowie poprzedniego wielkiego starcia ze złem, po odniesieniu sukcesu się zestarzeli, doszło do dekompozycji obozu władzy, a mimo pokonania ultymatywnego zła… problemy nie znikły. Wręcz odwrotnie, jest ich całe mnóstwo, władcy nie dają sobie rady, panuje kryzys gospodarczy, idzie zima, pieniędzy brak, nawet masowa propaganda jakiej poddano społeczeństwo trzech krain po zwycięskiej wojnie zawiodła. W dodatku wszyscy się postarzeli, czują presję czasu i trzeba coś uczynić zanim wszyscy zapomną o swoich bohaterach na tle ponurej rzeczywistości a kryzys gospodarczy doprowadzi do upadku systemu. W głowie monarchy i zakonu rodzi się więc nowy sprytny plan, godny Radowida Szalonego z Wiedźmina, jak to wszystko ogarnąć. By plan się powiódł trzeba wymyślić proroctwo i posłużyć się zdurniałym ze starości Magisem i pozbawionym pana głównym pomagierem złola. Obu po zużyciu w dogodnym momencie się zlikwiduje. By zwycięstwo nabrało mocy potrzebny jest już tylko bohater, młody, dzielny i niewinny Garen, upadek stolicy oraz wielka zwycięska bitwa. Przy okazji można upiec jeszcze kilka pieczeni jak np. pozbyć się bogatej kupieckiej opozycji, znienawidzonego kościelnego despoty oraz wrogów politycznych. A co na to bohater? Czy moralność jest coś warta wobec obiektywnego dobra? Wszystko to wydaje się niewielką ceną za chwałę, pokój, zjednoczenie i dobrobyt, nieprawdaż? I ostateczne zwycięstwo tych dobrych. A taki przynajmniej jest finał tego komiksu, zaczynającego się od pytania – Dobro zwyciężyło i co dalej z tym zrobić? Ogólna ocena 6.5 na 10.
Kurt13Cidaris - awatar Kurt13Cidaris
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Namibia (wydanie zbiorcze) Luis Eduardo de Oliveira (Leo)
Namibia (wydanie zbiorcze)
Luis Eduardo de Oliveira (Leo) Rodolphe Daniel Jacquette Bertrand Marchal
Opinia dotyczy dwóch tomów cyklu o przygodach Kathy Austin, czyli “Kenii’ i ”Namibii”, choć już kiedyś czytałam jedną z nich. Ponieważ w swojej opinii wspominałam ją dobrze, a szukałam książek z wątkiem Afryki, postanowiłam sobie jednak ją powtórzyć i uzupełnić lekturę o kolejny zbiorczy tom. I choć rozpoczynałam czytanie trochę z musu, ostatecznie jednak czasu spędzonego z Kathy nie żałuję. Akcja tych komiksów dzieje się w czasach tuż po II wojnie światowej, a tematem są śledztwa bardzo inteligentnej agentki brytyjskiego wywiadu. Panna Austin zostaje wysłana kolejno do Kenii i Namibii, aby zbadać sprawę tajemniczego zniknięcia uczestników safari oraz pojawiania się nie tylko nieistniejących w naturze stworzeń, ale także uznanych za zmarłych nazistów. Wątków jest mnóstwo, ale nie tylko dodają one realizmu opisywanym postaciom, ale także, dzięki dobremu scenariuszowi są logicznie ze sobą połączone. Bohaterowie są uwikłani w relacje miłosne i antagonistyczne zachowania wobec siebie nawzajem, mają swoje charaktery i subtelnie zarysowane osobowości, a ich działania są przestawione bardzo realistycznie. Podoba mi się również rys feministyczny, ponieważ Kathy często musi radzić sobie z przekonaniem otaczających ją mężczyzn, że praca agentki nie jest odpowiednia dla kobiet i robi to doskonale. I choć konkluzje wszystkich zagadek zawartych w obydwu utworach wydały mi się trochę wydumane, to jednak bardzo dobrze bawiłam się w trakcie czytania. Moim zdaniem więc, jeżeli ktoś lubi przygodowe s-f, to warto się z tym cyklem zapoznać, a ja na pewno nie zamierzam na nim poprzestać :)
aredhela - awatar aredhela
oceniła na 6 1 rok temu
Vei, tom 1 Sara Elfgren
Vei, tom 1
Sara Elfgren Karl Johnsson
Bardzo lubię mitologię skandynawską. Swego czasu w ogóle mocno interesowałem się wszelkimi mitologiami ludów zamieszkujących Europę, a obecnie powoli powracam do tego zainteresowania. W dużej mierze dzięki komiksom, gdzie autorzy chętnie sięgają po tą tematykę. "Vei" jest jedną z tych serii, ale od nieco innej strony. W końcu na pierwszym planie nie mamy postaci z Midgard, czyli świata ludzi, a Jotunheim, mitycznego królestwa olbrzymów. Tytułową wojowniczką jest Vei, młoda kobieta mająca w sobie krew olbrzymów, będąca ran, czyli świętą wojowniczką, mająca walczyć w turnieju gdzie stawką jest panowanie nad Midgardem. Otóż dawno temu Asowie i Jotunowie się poróżnili, a gdy nastał kres wojny pozostał jeden spór - Kto ma władać światem ludzi. Rozwiązano go zatem w klasyczny sposób poprzez pojedynek, ale nie wszystko okazuje się być czarno-białe. Fabuła nie jest w żadnym stopniu skomplikowana, zaś jeśli ktoś siedzi w skandynawskich mitach, to szybko zacznie przewidywać fabułę. Tutaj pojawia się coś, czego troszeczkę brakowało mi w serii "Thorgal", mianowicie inne podejście wizualne do postaci Asów, czyli bóstw Asgardu, oraz olbrzymów. Tutaj miły akcent, że nie pomylono roli Frigg i Freji, co nieraz ma miejsce w popkulturze. Niemniej mimo kilku smaczków tego typu, komiks przedstawia raczej znane szerszej publice wątki z mitologii nordyckiej. Mamy zatem zmiennokształtnego Lokiego, który tutaj jest w pewnej części człowiekiem i bardzo przypomina swój odpowiednik z komiksów Marvel. Do tego klasyczny obraz Odyna, kilka powszechniej znanych stworzeń i walkirii. Niby nic szczególnego, ale i tak cieszy to oko, bo scenariusz jest po prostu napisany dobrze. Ciekawą postacią jest Dal, człowiek z Midgardu, który trafił do Jotunheim wraz z wyprawą, zainicjowaną przez swego pana. W zasadzie jako jedyny człowiek ma coś do powiedzenia w tej historii, bo reszta występuje epizodycznie i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dal jest odważny, troszkę naiwny oraz nie zna niczego poza areną i walką o przetrwanie. Z jednej strony to bardzo klasyczna postać, z drugiej szybko wzbudziła moją sympatię. Zresztą podobnie działa on na Vei, z którą szybko zacieśnia znajomość. Jedyne co mi nieco przeszkadzało to rysunek. Nie jest on zły, ale nieraz postacie wyglądały zbyt słodko. Wręcz niczym wyjęte ze świata Barbie. Naprawdę lipnie się patrzy, jak rosły wiking, z masą blizn na ciele o twarzy wąsatego Kena i licu niczym porcelanowa laleczka, krwawo rozprawia się ze swoimi przeciwnikami. Jeszcze gorzej to wypadało w scenach gdzie twarz postaci wyginał grymas szaleństwa, śmiechu albo pogardy. Serio, aż mi się chciało śmiać, bo przywodziło to na myśl wszelkie parodie o wikingach. Gdy do tego dołoży się pojedyncze sceny negliżu (w pełnej krasie) i seksu, to efekt jest dość.... unikalny. Ostatecznie jednak jestem ciekaw jak potoczy się ta historia. Finał jest interesujący, scenariusz trzyma poziom, choć to nic odkrywczego, a rysunek da się przeżyć. Pierwszy tom "Vei" to dobry komiks. Może nie jakiś bardzo dobry, ale naprawdę niezły i miło spędziłem czas nad jego lekturą. Do tego naprawdę chcę wiedzieć, co będzie dalej i czy autor może choć troszkę mnie zaskoczy. Zatem jeśli ktoś lubi lekką, niewymagającą lekturę w klimatach mitologii nordyckiej, to wydaje mi się że ten tytuł będzie dobrą pozycją.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Undertaker - 4 - Cień Hipokratesa