Rycerze złotego runa

Okładka książki Rycerze złotego runa
Paul Berna Wydawnictwo: Seria: Klub Siedmiu Przygód literatura dziecięca
157 str. 2 godz. 37 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Seria:
Klub Siedmiu Przygód
Tytuł oryginału:
Millionnaires en herbe
Data wydania:
1962-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1962-01-01
Liczba stron:
157
Czas czytania
2 godz. 37 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Janina Karczmarewicz
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rycerze złotego runa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rycerze złotego runa

Średnia ocen
7,1 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
421
164

Na półkach: , ,

Jeśli szukacie ciekawej literatury dla swoich dzieci do zdecydowanie godną polecenia jest właśnie ta pozycja. Choć przyznaje jako dziecko tytuł nie zachęcił mnie do podjęcia starań przeczytania tej książki, to jak mówi przysłowie „nie oceniaj książki po okładce”. Obecnie książka ta obok Pana Samochodzika, Wielkiej, Większej i największej, jak dla mnie to kanon dziecięcej literatury, który pozwoli naszym dzieciom rozwinąć własną kreatywności i wyobraźnie. Drodzy rodzice zamiast laptopów, smart fonów czy innych gadżetów, kupujmy dzieciom książki rozbudzające ich myślenie. Pozwólmy im wejść w świat Karolka i razem z nim przebywać przygody, wzloty i upadki.
Książka jest lekka, czyta się ją błyskawicznie i co najważniejsze pozostaje w świadomości na bardzo długi czas. Historia grupy przyjaciół, którzy starają się zebrać pieniądze na szczytny cel. Historia dzieje się w jednej z marsylskich dzielnic ukazując piękny świat tamtego rejony z perspektywy dziecka. Barwna, zabawna historia z morałem.

Jeśli szukacie ciekawej literatury dla swoich dzieci do zdecydowanie godną polecenia jest właśnie ta pozycja. Choć przyznaje jako dziecko tytuł nie zachęcił mnie do podjęcia starań przeczytania tej książki, to jak mówi przysłowie „nie oceniaj książki po okładce”. Obecnie książka ta obok Pana Samochodzika, Wielkiej, Większej i największej, jak dla mnie to kanon dziecięcej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

60 użytkowników ma tytuł Rycerze złotego runa na półkach głównych
  • 31
  • 29
27 użytkowników ma tytuł Rycerze złotego runa na półkach dodatkowych
  • 16
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rycerze złotego runa

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rozalka Olaboga Anna Kamieńska
Rozalka Olaboga
Anna Kamieńska Ewa Salamon
Czuję się poniekąd jak ekspertka od tej książki, hah. Nie bez powodu też pisałam o niej swój licencjat na filologii polskiej. Trzy razy czytałam powieść o Rozalce, co "wszystko przewraca do góry nogami" i powiem szczerze, że za każdym razem bawiłam się przednio. Przy każdej lekturze znajdowałam też coś nowego, kolejną myśl, refleksję. Nie jest to tylko książka dla dzieci. Jest w niej ponadczasowa historia, która może łączyć pokolenia. Niesie ze sobą paletę wartości, które chętnie przemyciłabym uczniom, zadając tę powieść jako lekturę. Z tej książki bije dobro i po jej przeczytaniu robi się lżej na duszy. Bowiem Anna Kamieńska, pomimo cenzury uchwyciła autentyczny obraz PRL-owskiego miasteczka. Zawarła zarówno patologie społeczne, jak i próby naprawy rzeczywistości. Mamy tu problem alkoholizmu, niepełnosprawności, choroby psychicznej, wdowieństwa i sytuacji samotnych matek, ramy, w których musiała zmieścić się kobieta, ale również dziewczynka. Autorka porusza też kwestię warunków mieszkaniowych oraz presji, jaka ciążyła na dzieciach, które oprócz chodzenia do szkoły, musiały pomagać rodzicom w gospodarstwie. Są to trudne tematy, ale Kamieńska przedstawia je w przystępny dla młodego czytelnika sposób. Przeważnie jest to pejzaż optymistyczny, ale można też dostrzec także smugi prawdziwego życia. Jest to moja ulubiona książka z charakterną młodą bohaterką w polskiej literaturze. Rozalka Bożek to dziewczynka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Wszędzie jest jej pełno. Nie bez powodu zdobyła miano Rozalki Olaboga. Ta niezmordowana mała kobietka, choć wciąż słyszy: "świata nie przerobisz", nie zamierza się poddawać. Jest niczym wróżka chrzestna dla mieszkańców miasteczka. Wnosi swoją osobą radość w monotonną wiejską rzeczywistość.
najeżona_książkami - awatar najeżona_książkami
ocenił na 8 3 miesiące temu
Bursztynowe baśnie Hanna Zdzitowiecka
Bursztynowe baśnie
Hanna Zdzitowiecka
"Bursztynowe Baśnie" czytała mi w dzieciństwie, przed snem Mama. Pamiętam jak ją zamęczałam karząc czytać baśń, na którą w danym czasie miałam "fazę" przez kolejne kilkanaście wieczorów. Do takich "fazowych ulubieńców" zaliczał się "Naszyjnik z kropli rosy". Bohaterka tej historii, tzw. "panna Chcę-to-mieć", to kapryśna królewna, która zapragnęła posiąść tytułowy naszyjnik z kropli rosy. Nie dała sobie wyperswadować, że takiego naszyjnika nie da się nosić jak prawdziwych klejnotów i dostała nauczkę za swoją pychę. Ta baśń stała się w mojej rodzinie legendą i do tej pory Mama nazywa mnie "panną Chcę-to-mieć", kiedy upieram się na jakiś wg niej niepotrzebny zakup. Drugą ulubioną baśnią było "Zajęcze uszko, lisi ogon, kurza stopka i jeleni język". Oryginalnie sportretowana opowieść o matczynej miłości i poświęceniu siebie. Swoją drogą koncepcja i symbolika tej baśni, choć ukazana przy pomocy odmiennych rekwizytów i zakończona pełną szczęścia przypomina "Opowiadanie o matce" Andersena. Jestem ciekawa, czy autorka inspirowała się odeskim baśniopisarzem, czy jest to przypadkowa zbieżność, a może motyw powszechny w ludowych opowieściach różnych regionów i krajów? Następną baśnią, którą dręczyłam Mamę była "Grobla na Jeziorze Kamiennym", opowiadająca o tym jak to diabeł w hrabiowskim przebraniu zobowiązał się przed świtem zbudować na jeziorze groblę w zamian za duszę pewnego mężczyzny, który miał sprytną żonę. Następnie "Dlaczego Bałtyk jest słony", czyli urocza historia o zaczarowanym młynku z solą. W pamięć zapadła mi również "Wyspa piratów", w której hersztem bandy była kobieta. Roniłam łzy nad pełnymi poświęcenia, wierności i oddania bohaterami "Królewskiego latarnika", wczuwałam się w pełną magi "Gwiazdę ziemną", śmiałam się przy "Stolemie znad Bałtyku". Równocześnie zachwycały mnie ilustracje Janiny Rybickiej, którym niestety dodawałam koloru wedle mojego dziecięcego uznania. Kiedy miałam ok. 10 lat książka była tak zniszczona, że w czasie wielkich porządków, pomimo moich rozpaczliwych protestów, została wyrzucona. Zniknęła z półki, ale w sercu została. Przypomniałam ją sobie na studiach i na próżno szukałam w bibliotekach. Nie wiedzieć czemu, zbiór jednych z najpiękniejszych polskich baśni nigdy nie został wznowiony (jedyne wydanie pochodzi z 1972 r.) Na szczęście udało mi się go kupić przez Internet. Mam w końcu ten mój skarb i to nowiutki - aż dziw, że po tylu latach byłam pierwszą czytelniczką tego egzemplarza - nawet jeszcze niektóre strony nie zostały rozcięte. Przeczytałam wszystkie baśnie jeszcze raz i z pełną szczerością mogę napisać, że wciąż są tak samo ciekawe i piękne, jak wtedy gdy byłam mała. Urok niektórych, jak "Zorza córka dnia", czy "Zaklęte drzewa" dopiero teraz mogłam prawdziwie docenić. Polecam tę książkę i dzieciom i dorosłym. Jest naprawdę piękna i ponadczasowa, osadzona nad naszym polskim morzem, zawiera urocze, umiejętnie wplecione w fabułę opisy rodzimej roślinności, obyczajowości i mentalności naszych przodków.
Angie - awatar Angie
ocenił na 10 6 lat temu
Opowieści z Zaczarowanego Lasu Nathaniel Hawthorne
Opowieści z Zaczarowanego Lasu
Nathaniel Hawthorne
Zbiór mitów greckich adresowany do dzieci, który powstał w pierwszej połowie XIX w. (1840 to.), gdy literatura pisana dla najmłodszych czytelników dopiero raczkowała. Zawiera mity w łagodnej wersji z misją poznawczą oraz dydaktyczną, które były pisane z najlepszymi intencjami i okraszone dawką serdecznych uczuć, ponieważ pisarz stworzył ten zbiór dla swojego syna. Podobno kiedyś ta książka była lekturą w klasie III szkoły podstawowej. Aż trudno uwierzyć, że uczniowie nauczania początkowego bez szemrania czytali kiedyś książki liczące ponad 300 stron, a ich rodzice nie zarzucali nauczycieli komentarzami typu: "Czy dziecko naprawdę ma przeczytać CAŁĄ książkę?", "To zbyt długie, moje dziecko tego nie przeczyta." itp. "Opowieści z Zaczarowanego Lasu" są wciąż obecne w świadomości starszego pokolenia, w antykwariatach, na portalach sprzedażowych, czasami w bibliotekach lub prywatnych zbiorach. Pomimo tego, że książka niedługo będzie obchodziła dwusetne urodziny, nadal ma oddane grono czytelników. Obecnie to zwykle starsze pokolenia zapoznają z nią dzieci lub wnuki. I to jest bardzo dobry pomysł, bo do rodzinnego czytania w długie zimowe wieczory ta lektura nadaje się doskonale. Można dzięki tym opowieściom zaszczepić w najmłodszych fascynację mitami greckimi, oderwać dzieciaki od ekranów smartfonów. Czasem może wydawać się, że jest to książka nieco anachroniczna, ale stwarza niepowtarzalny klimat a humor i celne spostrzeżenia narratora nie zestarzały się ani trochę. Narrator to świetny gawędziarz, który nawiązuje i podtrzymuje relacje z młodymi czytelnikami, trudno go nie polubić za jego komentarze: 🔸a to porówna dzieci smoczych zębów do jarzyn, bo były zabrudzone ziemią jak marchewki wyrwane z grządki w ogrodzie; 🔸w innym miejscu o woskowych figurach Pigmejów powie, że były "naturalnej małości"; 🔸z kolei za chwilę nie będzie mógł sobie przypomnieć, jak wyglądała czwarta służka Cyrce; 🔸na widok okrutnego mitologicznego monstrum dobrotliwie podsumowuje swą opowieść: 🔰"Mam nadzieję, że ani ja, ani wy nigdy nie natkniecie się na Chimerę." 🔸a w innym miejscu kapitalnie podsumuje wyrocznię w Delfach mówiąc, iż problem z nią polegał na tym, że przemawiała z otworu w skale dość mętnie: 🔰"Słowa te były tak zagadkowe, że równie dobrze mogły pozostać na dnie dziury." Zupełnie nieoczekiwana była dla mnie, przedstawiona w tym zbiorze wersja mitu o puszce Pandory. Kiedy lekkomyślna i ciekawska piękność otworzyła zakazaną puszkę, wypuściła na świat troski i nieszczęścia, te niewdzięczne, pokraczne stwory otoczyły ją i zaczęły bezlitośnie kłuć swoimi żądłami. W ten sposób powabna Pandora od razu i na własnej skórze przekonała się co nabroiła. "Ukłucie troski" - to poetyckie i niezwykle sugestywne określenie, a przy tym doskonały temat na wiersz konfesyjny. Do mnie ta metafora bardzo przemawia... ;) Interesujące jest to, że mity greckie zawarte w tym zbiorze pokazują w znacznie gorszym świetle nie bogów, a ludzi. Mamy tu pełną obfitość: spiskujących krewnych, macochy wysyłające pasierbów z misjami na pewną śmierć, ojców porzucających dzieci i pierwsze żony za podszeptem nowych kochanek. Bogowie nie są w tych opowieściach kapryśni, zapalczywi czy okrutni, nie mają humorów, starają się ludzi wspierać. Najbardziej zaangażowani w pomoc ziemskim śmiertelnikom są "Żywe Srebro", czyli Hermes i Atena. "Opowieści z Zaczarowanego Lasu" to łagodna i przyjazna wersja mitów greckich adresowanych do dzieci, jakże inna od krzykliwych, nachalnych kreskówek kreujących miałki, głupawy humor, brutalność i przemoc.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 8 2 miesiące temu
Za Złotą Bramą Helena Bechlerowa
Za Złotą Bramą
Helena Bechlerowa
Mało kto dziś pamięta Helenę Bechlerową, a dla mnie jej powieść "Za Złotą Bramą" była jedną z najbardziej magicznych książek z czasów dzieciństwa. Co w niej takiego było, że wciąż ją pamiętam, chociaż moda na takie książki dawno już przeminęła? Gdzieś na najwyższej półce w domowej biblioteczce znalazłam egzemplarz tej książki wydany dawno temu. W dzieciństwie odnajdywałam na jej kartach świat, do którego, jako dziecko mieszkające w bloku, tęskniłam. Marzyłam o mieszkaniu w starym domu z ogrodem i zakurzonym strychem obiecującym wciąż nieodkryte tajemnice, z daleka od podwórka przed blokiem nieustannie okupowanego przez hordy hałaśliwych i często złośliwych dzieciaków. Bawiłam się z nimi, ale też nie rzadko uciekałam od tego towarzystwa w świat moich książek. Pamiętam jak bardzo współczułam Kasi i Piotrkowi - bohaterom tej powieści, że muszą wyprowadzić się ze starej kamienicy do nowego bloku, że ich piękny stary dom ma być wyburzony. Z żalem obserwowałam jak odchodzą stamtąd ludzie, wodnik z fontanny, lwy ze schodów, wierzby - czarownice z ogrodu, różowa Amelia z obrazu, a na końcu echo i domowy duszek Dominik. Teraz przeczytałam tę historię ponownie, chyba właśnie po to, aby znaleźć odpowiedź na pytanie, co przed laty oczarowało mnie w tej książce, że tak mocno weszłam w jej świat, a ona weszła w mój świat. W książce na skutek czarodziejskiego zaklęcia zardzewiała brama zamienia się w złotą, by mogli przez nią przejść dawni mieszkańcy. To symboliczne przejście było także bramą do świata wyobrażonego, za którym się tęskni. Czytając ją teraz podziwiałam, jak pięknie opowiadana jest ta historia słowem i obrazem. Niezwykłe ilustracje Jana Marcina Szancera były dodatkowym kluczem do mojej wyobraźni. Nawet wtedy, gdy sama książka nieco zatarła się w pamięci, miałam przed oczami jej ilustracje: drzewa, ulice, latarnie, domy, domowe sprzęty, kolory, wysmukłych ludzi ubranych w charakterystyczne stroje. Jan Marcin Szancer na zawsze połączył mnie nie tylko z tą książką, ale i z "Baśniami" Andersena i "Akademią Pana Kleksa" Jana Brzechwy. Widziałam wiele nowych wydań tych książek, ale obrazy Szancera są, według mnie, absolutnie bezkonkurencyjne. Kiedy przeczytałam ostatnie zdanie "Za Złotą Bramą", pomyślałam z ulgą i radością: jak dobrze, że ta książka nadal ma taki urok... Przeczytane w ramach styczniowego wyzwania czytelniczego LC - książka należąca do klasyki (3).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Rycerze złotego runa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rycerze złotego runa