„Rubin” przerywa milczenie

Okładka książki „Rubin” przerywa milczenie
Bohdan Petecki Wydawnictwo: Solaris Seria: Archiwum Polskiej Fantastyki fantasy, science fiction
217 str. 3 godz. 37 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Archiwum Polskiej Fantastyki
Data wydania:
2015-02-16
Data 1. wyd. pol.:
2015-02-16
Liczba stron:
217
Czas czytania
3 godz. 37 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375902204
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup „Rubin” przerywa milczenie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki „Rubin” przerywa milczenie

Średnia ocen
6,2 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
635
358

Na półkach: ,

Obawiałem się trochę, że książka okaże się zbyt naiwna, albo też - że po takim upływie czasu okaże się oderwana od obecnych realiów technologicznych. Obawy okazały się zbędne.

Rubin to typowa fantastyka z czasów PRLu, trochę podobna do Lema, trochę do Zajdla i doprawiona wątkiem zmiany postrzegania świata przez głównego bohatera.

Faktycznie czytelnik nie znajdzie tutaj za wiele akcji - ale czy to jest najważniejsze?

Obawiałem się trochę, że książka okaże się zbyt naiwna, albo też - że po takim upływie czasu okaże się oderwana od obecnych realiów technologicznych. Obawy okazały się zbędne.

Rubin to typowa fantastyka z czasów PRLu, trochę podobna do Lema, trochę do Zajdla i doprawiona wątkiem zmiany postrzegania świata przez głównego bohatera.

Faktycznie czytelnik nie znajdzie tutaj...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

98 użytkowników ma tytuł „Rubin” przerywa milczenie na półkach głównych
  • 57
  • 41
48 użytkowników ma tytuł „Rubin” przerywa milczenie na półkach dodatkowych
  • 33
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki „Rubin” przerywa milczenie

Inne książki autora

Bohdan Petecki
Bohdan Petecki
Bohdan Petecki – polski pisarz, ator fantastyki naukowej, powieści młodzieżowych, kryminałów (jako Jan Artur Bernard lub Jan Bernard) oraz dziennikarz. Ukończył orientalistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiował na Wydziale Filozofii UJ w latach 1956-1957. W 1959 przeniósł się do Katowic i rozpoczął pracę jako dziennikarz. Publikował teksty głównie o tematyce społecznej i gospodarczej. Był zastępcą redaktora naczelnego w katowickiej rozgłośni Polskiego Radia, gdzie prowadził autorski cykl reportaży. Był zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Panorama". W 1976 zrezygnował z pracy dziennikarskiej i zajął się twórczością literacką.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tajemnica ślepych ptaków Ludvík Souček
Tajemnica ślepych ptaków
Ludvík Souček
Wartka, doskonale się czytająca czeska powieść w konwencji przygodowej SF, skonstruowana w dość nietypowej formie obszernego wywiadu. Jej akcja jest osnuta wokół poczynań czwórki bohaterów (dwóch Islandczyków oraz dwójka gości z Czech), którzy wyprawiają się do jednej z tajemniczych islandzkich jaskiń, być może odwiedzonych w XIX wieku przez Juliusza Verne'a. Czy rzeczywiście tam gościł? Czy czerpał stamtąd inspirację do szeregu swoich powieści? I czemu w ogóle ukrywał swoją podróż na Islandię? Wszystkie te zagadki próbują rozwiązać bohaterowie, zmagając się dodatkowo z kilkoma przeciwnościami losu. Souček bardzo sprytnie wplótł w fabułę zarówno różne detale z życiorysu Verne'a, jak i szereg wątków z jego twórczości. Jednak to, co jeszcze pół wieku temu zapewniało czytelnikowi odrobinę emocji i intelektualnej stymulacji, dziś już nie wystarcza. Obecnie "Tajemnica ślepych ptaków" sprawdzi się bowiem co najwyżej jako powieść przygodowa dla młodzieży, i to takiej, która będzie w stanie przymknąć oko na różne archaizmy tak tematyczne, jak i społeczne. Przede wszystkim próżno szukać tu ogólnie pojętego SF - to bardziej powieść ufologiczna. Nie dość, że dostajemy tu w pewnym momencie regularny latający talerz, to jeszcze od czasu do czasu bohaterowie pracowicie rekapitulują różnoraką wiedzę obślinioną później przez Dänikena i jemu podobnych (meteoryt tunguski, odwiedziny obcych na Ziemi, kanały na Marsie, Baalbek). Nie utrudnia to w najmniejszym stopniu lektury, ale wtrąca całość w rejon swego rodzaju bajek. Troszkę gorzej jest z aspektem społecznym. Otóż islandzcy bohaterowie zaczynają dostrzegać pod wpływem czeskich towarzyszy, iż cały ich system społeczny - demokracja, Althing i reszta - jest nic niewarty w porównaniu z osiągnięciami komunizmu. Że Czechy komunistyczne są znacznie lepszym krajem do życia, gdyż... nie ma tam zaborczych, rozpanoszonych Amerykanów z ich militarnymi bazami. Bo i faktycznie - Amerykanów w Czechach nie było. Byli za to Rosjanie, o których akurat w powieści nie pada ani słówko. Naturalnie na Islandii bohaterowie mogą liczyć na pomoc jedynie komunistycznej prasy (tak, jest tam taka, oczywiście praktycznie podziemna) i robotniczej (głównie rybackiej) braci. Powieść czyta się więc szybko i gładko, szczególnie że autorowi udało się całkiem ładnie zróżnicować wypowiedzi bohaterów i wpleść szereg urokliwych odniesień do ogólnie pojętej kultury, ale czasami podczas lektury można zazgrzytać zębami.
Jale - awatar Jale
ocenił na 6 6 lat temu
Fenomen Kosmosu Czesław Chruszczewski
Fenomen Kosmosu
Czesław Chruszczewski
Autor przedstawia nam zjednoczone społeczeństwo globalne, w którym nikt przed nikim nie musi paranoicznie pilnować wielkich tajemnic. Każda grupa społeczna i indywidualna jednostka ma prawo wyrazić swoje niejasności, opinie i usprawnienia. Nie ma potrzeby planowania intryg, oszustw, matactw. Okazuje się, że wszędobylski monitoring całej populacji może być pomocny w ogólnym rozwoju ludzkości, jeśli użyty jest z dobrymi intencjami, w centralnie planowanej gospodarce planetarnej, nastawionej na uważną i pomysłotwórczą eksplorację Kosmosu. Refleksje zawarte w tym utworze wyraźnie wychodzą poza zwykły rozwój technologiczny cywilizacji ludzkiej i jej sumę doświadczeń metodą naukową. Przekaz nacechowany jest próbami transcendencji humanizmu i transhumanizmu, bez wchodzenia w kolizję z etyką uniwersalną. Miejscami książka może wydać się nieco chaotyczna lub poetycka. Pisarz w tych fragmentach stara się przebić przez zasłonę banalnej sfery materialnej w kierunku subtelniejszej sfery nieograniczonej przestrzeni, a następnie do mniej oczywistych strumieni świadomości sensorycznych i uniwersalnych (niezwiązanych z określonymi formami życia). Wszystko to po to, aby lepiej zrozumieć rzeczywistość oraz istotę czynu ku wyższym wartościom, ponad nadmierną gadaninę i zgiełk bodźców fizycznych (które często potrafią skutecznie odciągnąć od głębszej analizy sytuacji). Witajcie w Kosmosie, gdzie teoria jest tylko po to, aby służyć konstruktywnej praktyce postępu indywidualnego i kolektywnego istot rozumno-etycznych.
konstruktywnie - awatar konstruktywnie
ocenił na 8 6 lat temu
Ósmy krąg piekieł Krzysztof Boruń
Ósmy krąg piekieł
Krzysztof Boruń
Pojęcie piekła „ Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie” – grzmiał wielki Dante Alighieri, kiedy opisywał piekło. Dziewięć kręgów, wśród nich ten ósmy – dla oszustów, czarowników, skorumpowanych polityków, schizmatyków, alchemików… Czy książka Krzysztofa Borunia „Ósmy krąg piekieł” o tym właśnie jest? Nic bardziej błędnego. To opowieść typu science – fiction, starego typu, w której więcej człowieka niż maszyn. Napisał ją człowiek, który był miłośnikiem nauki, zwłaszcza astronautyki. Dziś trochę zapomniany… a szkoda. Omawiana przeze mnie jego powieść jest przede wszystkim tekstem o ludzkości, o tym jaka może być, jeśli tylko zechce. Bo tu jest dobrze. Po prostu człowiekowi na tej planecie jest dobrze. Świat spokojny. Wszyscy happy. Jak w tym świecie odnajdzie się mnich inkwizytor z 1593 roku Modestus Munch? Kiedyś skazywał heretyków na śmierć. Teraz nagle znalazł się pod koniec XXI wieku na planecie, która ciągle była Ziemią. Ale jakże inną… I tu zaczynają się refleksje teologiczno – światopoglądowe. Czytałam już kilka książek typu s-f na podobny temat. Nie były ciekawe. Raziły pustotą skojarzeń, brakiem podstaw filozoficznych i raczej budziły śmiech niż skłaniały do refleksji. Tym razem jest inaczej. Mnich z pomocą życzliwych mu ludzi próbuje adaptować się w zupełnie nowych czasach i środowisku. Wszystko właściwie toczy się powoli. Nikt nikogo nie pogania. Modestus poznaje nową rzeczywistość, nową technikę, wszystkiego dotyka, doświadcza. Czynimy to wraz z nim. Wizja nowego świata też nas interesuje. Nie jesteśmy jednak nią zasypywani. W centrum nadal pozostaje człowiek, a wszystko, co skonstruował służy mu. Czy inkwizytor to zrozumie? Oczywiście pojawiają się wątpliwości. Bo gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Na świat patrzymy głównie oczyma starego mnicha. Widzimy jak rodzą się jego zwątpienia, ale raczej ich nie popieramy. Chociaż… może ma rację, bo spotyka na swej drodze tych, co się nie zgadzają z obrazem aktualnych dni. Znaków zapytania jest coraz więcej. Trzeba zapytać papieża, wszak to osoba, która powinna wszystko wiedzieć. Papież za czasów Modestusa też był. Trzeba więc do Rzymu…. Toczy się mądra rozmowa… a może nie? Gdzie w owych przyszłych czasach jest miejsce na nieśmiertelną duszę? Może trzeba umrzeć, żeby ją ocalić? I tak powoli, krok po kroku brnęłam w treść opowieści o tym, co by było gdyby… Chwilami aż miałam ochotę pogadać z naszym głównym bohaterem, wytłumaczyć mu, że jedno nie wyklucza drugiego, że można tak żyć, że najważniejsze to nie krzywdzić… Słowem, niewielka książka trochę zapomnianego pisarza wryła mi się mocno w pamięć. Autor opisując przyszłość skupia się na potrzebach człowieka, na jego postawie wobec bliźniego. Nikogo nie potępia. Daje jednak możliwość wyboru. Mnichowi też. Jest to zatem zupełnie inne s-f niż to, do którego ostatnio przywykliśmy. Bardziej mu do Verna niż Lema. Ten pierwszy zachwycał się zdobyczami techniki, które służyły człowiekowi do osiągnięcia celu. Ten drugi ostrzegał, że maszyna może stać się zagrożeniem dla jej konstruktora. U Borunia jest równowaga. Może to i spojler, ale niech zachęci was do sięgnięcia po tę książkę...
gks - awatar gks
ocenił na 7 9 miesięcy temu
Kowboje oceanu Arthur C. Clarke
Kowboje oceanu
Arthur C. Clarke
Jakim sposobem Arthur Clarke doszedł 70 (!) lat temu do tych samych wniosków, z którymi my mamy problem dzisiaj, nie wiem. Ale wyprzedził swoje pokolenie, jak wielu innych pisarzy i, szczerze mówiąc, nadal nie osiągnęliśmy poziomu, na którym możemy z czystym sercem zaakceptować jego tezy. Akcja powieści prowadzi nas przez życie Waltera Franklina, byłego astronauty, który zostaje Inspektorem — osobą odpowiedzialną za pilnowanie stad wielorybów, i pnie się po stopniach kariery, od ucznia do dyrektora. Całkiem zwyczajne, żeby nie powiedzieć sztampowe. Ale jednak to, co najbardziej wyróżnia całą książkę spośród rzeszy innych, to zejście na ziemię, a raczej pod wodę. To nie space opera, tylko podwodne SF, bardzo rzadko prezentowany nurt. Technologia i opisy, które prezentuje autor, są banalnie proste, a jednocześnie zaskakująco nowoczesne (plus oczywiście urok lat pięćdziesiątych, wszyscy używają taśm magnetycznych i czytają papierowe gazety). Mimo prostoty i raczej spokojnego tonu zdarza się tu parę zrywów. Książka jest podzielona na trzy części, reprezentujące trzy okresy życia Waltera. I każda z tych części jest zwieńczona gwałtownym przyspieszeniem, wydarzeniem, od którego nie można się oderwać. To czyni książkę całkiem ciekawą, a równocześnie bardzo niezbalansowaną. Bohater jest praktycznie jeden. Tylko Walter jest charakteryzowany przez coś więcej niż jego stanowisko, czy jeden pogląd. Upraszcza to konstrukcję utworu, ale odbiera możliwość utożsamiania się z bohaterami. W praktyce autor osiąga tu formę pewnej przypowieści, stosując postaci z tła w charakterze stałych epitetów. Jedynie główny bohater potrafi się zmienić, ma jasne i skomplikowane poglądy i przeżywa większe emocje. Cała reszta jest schematycznymi postaciami. Żona-naukowiec, mistrz-marynarz, religijny przywódca, polityk. Tylko Waltera nie da się ująć w te ramy. Na koniec zostaje oczywiście przesłanie. Czy można cały świat przekonać do wegetarianizmu? Czy człowiek, który żyje z zabijania zwierząt, może pokochać swoje stado? Autor nie udziela odpowiedzi. A ja nie będę próbował być mądrzejszy od niego, bo nie sięgam mu pięt. Polecam. Żałuję, że od prawie 50 lat ta książka nie była w Polsce wznawiana. Może jeszcze nie jesteśmy na to gotowi. Nie mniej, jak komuś się uda odnaleźć gdzieś tę niepozorną książeczkę, polecam poświęcić kilkanaście godzin, by ją połknąć i przetrawić. Na prawdę warto.
Karol Wesołowski - awatar Karol Wesołowski
ocenił na 7 3 lata temu
Druga planeta słońca Ogg Péter Lengyel
Druga planeta słońca Ogg
Péter Lengyel
W moich poszukiwaniach literackich, no i dobrej literatury science fiction przy okazji również znalazłem na półce w bibliotece książkę Petera Lengyela zatytułowana „Druga planeta od słońca Ogg” i jest to niezwykle oryginalna pozycja z jednej strony analogiczna jest koncepcja, która pojawia się w „Powrocie z gwiazd" Stanisława Lema, tyle, że w książce węgierskiego pisarza mamy powrót astronautów po 600 latach, oczywiście było to któreś pokolenie w kosmosie, główny bohater Eelianin Igo Vandar urodził się na statku kosmicznym, część załogi była zahibernowana i wybudzana była co jakiś czas, a część tak jak Igo właśnie całe życie podróżowali w kosmosie. A jak już trafili na ojczystą planetę, musieli się uczyć na nowo, począwszy od mowy, po tym jak funkcjonować w codziennych, rutynowych czynnościach. Ekspedycja wyruszała w roku 6100, kiedy to cywilizacja tej planety była u szczytu rozwoju i gospodarkę stać było na wysyłanie drogich ekspedycji ,żeby wyjaśnić: co za licho siedzi w tym kosmosie? Dwóch rzeczy się dowiedzieli, że istnieją jacyś Obcy, który robią rozróby w kosmosie urządzają jakieś wojny światów, żeby zagarnąć dobra planet, a tubylców wycinają w pień, albo wykorzystują jako niewolników. Ale dowiedzieli się jeszcze czegoś ciekawszego, że istnieją jacyś inni ludzie zwani homo sapiens z planety Ziemia. Co prawda na tą chwilę, 500 r. p. n. e. pożytku z nich nie ma wielkiego, ale dobrze zinterpretowali zagadnienie, że ta cywilizacja ma duży potencjał. Czyżby Eelianie zachowywali się jak Proteanie, albo Żniwiarze z „Mass Effecta”. Jedni i drudzy robili lustracje inteligentnych istot galaktyki. Pierwsi działali w dobrych intencjach, szukając sojuszników, żeby uporać się z zagrożeniem jaki robią Żniwiarze, a drudzy, żeby niszczyć na swojej drodze co się da, przy okazji pasożytniczo wykorzystywać potencjał jaki dają cywilizacje. Są dowody w uniwersum Mass Effecta, że Ziemia była przez wieki obserwowana i wnioski były wyciągane. No ale wracając, do tej książeczki, 2500 lat później Ziemianie peregrynując kosmos trafili na Eeli i znaleźli tam inny gatunek człowieka. Mogło dojść do jakiejś wojny pierwszego kontaktu, ale jednak obie, braterskie cywilizacje przekonały się do siebie, no i do tego, że potrzebują siebie, bo jest duże zagrożenie ze strony Obcych z kosmosu i trzeba walczyć w kosmicznej wojnie ramię w ramię, "za wolność naszą i waszą". Potem akcja nabrała rozpędu. Silniki rakiet zostały odpalone i wszelki sprzęt wojskowy jest przygotowany do kosmicznej walki. Oczywiście mamy mnóstwo spekulacji socjologiczno – filozoficznych co się dzieje na Eeli w roku 6700, przypominam 2500 lat temu. Poznajemy szczegółowo funkcjonowanie społeczności tej planety . No i jak zwykle w literaturze science fiction, jest mnóstwo ekologicznych postulatów, że trzeba dbać o planetę. Pod kątem filozoficznym oczywiście są moralne koncepcje jak to wszystko działa. Ale również motywy kosmiczne, że z logicznego punktu widzenia, że jeżeli istnieje jedna społeczność istot inteligentnych w kosmosie to musi istnieć takich bytów dużo więcej. Pytania są tego typu, czy cywilizacje jeśli już wpadną na siebie będą za wszelką cenę rywalizować czy znajdą sposoby na pokojową koegzystencję? Ciekawe motywy były w grach i książkach Drew Karpyshyna „Mass Effect” , klasyk to „Wojna światów” Herberta Georga Wellsa”, no i przede wszystkim „Odyseja Kosmiczna 2001”, i kolejne części, Arthura Charlesa Clarka i wiele innych pozycji książkowych, które można wymieniać praktycznie w nieskończoność. Oryginalne u Lengyela na pewno jest to, że w kosmosie ludzie nie muszą pochodzić tylko z Ziemi i nie chodzi wcale o motywy kolonizacyjne, o czym wspomina wiele książek z gatunku sf, ale ta ewolucja może przebiegać niemal identycznie na innej planecie niż na naszej Ziemi. Książkę na pewno warto przeczytać. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 8 4 lata temu

Cytaty z książki „Rubin” przerywa milczenie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki „Rubin” przerywa milczenie