rozwiń zwiń

Ravel

Okładka książki Ravel
Jean Echenoz Wydawnictwo: Noir sur Blanc biografia, autobiografia, pamiętnik
88 str. 1 godz. 28 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Ravel
Data wydania:
2009-10-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-10-01
Liczba stron:
88
Czas czytania
1 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373922976
Tłumacz:
Anna Wasilewska
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ravel w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ravel

Średnia ocen
6,9 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
293
293

Na półkach: ,

Tytułowy Ravel,to powieść która przedstawia ostatnie lata życia kompozytora Maurice'a Ravela.Poznajemy Ravela gdy jest u szczytu sławy w czasie występów w Stanach Zjednoczonych.Poznajemy także Ravela jako człowieka prywatnego który jest osobą samotną i spędza czas w wąskim gronie osób ,które zna.Ravel jako kompozytor jest to osoba skupiona na tym co robi,i wkłada w to wszystkie swoje siły.Przełomem w życiu Ravela jako kompozytora i człowieka jest wypadek w wyniku którego doznaje obrażeń w wyniku których nie może już występować na scenie,ale inni kompozytorzy wykonują jego utwory.
Powieść Echenoza ukazuje tytułowego Ravela jako wybitnego kompozytora,ale także człowieka samotnego,sama powieść mimo że jest krótka ukazuje szczegółowo ostatnie lata jego życia.

Tytułowy Ravel,to powieść która przedstawia ostatnie lata życia kompozytora Maurice'a Ravela.Poznajemy Ravela gdy jest u szczytu sławy w czasie występów w Stanach Zjednoczonych.Poznajemy także Ravela jako człowieka prywatnego który jest osobą samotną i spędza czas w wąskim gronie osób ,które zna.Ravel jako kompozytor jest to osoba skupiona na tym co robi,i wkłada w to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

56 użytkowników ma tytuł Ravel na półkach głównych
  • 32
  • 23
  • 1
14 użytkowników ma tytuł Ravel na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ravel

Inne książki autora

Okładka książki Short Stories in French René Belletto, Daniel Boulanger, Louise Cotnoir, Richard Coward, Jean-Paul Daoust, Jean Echenoz, Gloria Escomel, Frédéric Fajardie, Alain Gerber, Sylvie Germain, Jean-Marie Gustave Le Clézio, Sylvie Massicotte
Ocena 5,0
Short Stories in French René Belletto, Daniel Boulanger, Louise Cotnoir, Richard Coward, Jean-Paul Daoust, Jean Echenoz, Gloria Escomel, Frédéric Fajardie, Alain Gerber, Sylvie Germain, Jean-Marie Gustave Le Clézio, Sylvie Massicotte
Jean Echenoz
Jean Echenoz
Jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy francuskich, urodził się w Orange w 1947 roku. Ukończył socjologię i studia inżynierskie. Debiutował w roku 1979 powieścią Le Méridien de Greenwich. W 1983 roku otrzymał Prix Médicis za Cherokee. Zasłynął jako autor powieści ludycznych, które posługując się tonacją pastiszu bądź parodii, odwołują się do formy powieści przygodowej, sensacyjnej, szpiegowskiej czy też czarnego kryminału. Polskim czytelnikom znane są dwie książki Echenoza: Park (1997) oraz wydana nakładem naszej oficyny w 2005 roku Przy fortepianie. Za powieść Odchodzę, którą oddajemy do rąk czytelników, Jean Echenoz otrzymał Nagrodę Goncourtów w roku 1999.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Żywoty domniemane Fleur Jaeggy
Żywoty domniemane
Fleur Jaeggy
DOMNIEMANE, LECZ NIE UROJONE Z początku nic nie zapowiadało tego, że ta książeczka tak bardzo mi się spodoba. Śpieszę wytłumaczyć dlaczego. Przede wszystkim autorka, której nie tylko nic nigdy dotąd nie czytałem, a wręcz nawet nie wiedziałem o jej istnieniu. Następnie zawartość książki – szkice biograficzne, opowiadające o czterech dawno nieżyjących poetach, o których miałem bardzo mgliste pojęcie. I wreszcie – cóż to znaczy „Żywoty domniemane”? Kalanie biografii domysłami, fantazjowanie na ich temat, bardzo źle mi się kojarzy, choćby nawet dotyczyło to osób zmarłych przed wieloma stuleciami. Tymczasem wszystkie te uprzedzenia okazały się bezpodstawne. Owe biograficzne szkice są niezwykle erudycyjnymi zapisami, pełnymi nieoczywistej poezji. Fleur Jaeggy (ur. 1940), szwajcarska pisarka, tworząca w języku włoskim, snuje swoje przypuszczenia na temat losów czterech pisarzy: Thomasa de Quincey’a (1785-1859), Johna Keatsa (1795-1821), Marcela Schwoba (1867-1905) i Roberta Walsera (1878-1956). Tym, co wydaje się łączyć opisane w tym tomiku postaci, to próba uchwycenia przełomowego momentu w ich życiorysach. Tej jedynej, niepowtarzalnej chwili, kiedy uświadomili sobie swoją odrębność i wyjątkowość, która na zawsze zdeterminowała ich losy, a później pchnęła w objęcia literatury. A jednocześnie te cztery żywota, opowiedziane w lakoniczny, ale i poetycki sposób, są przejmującym świadectwem trudnej doli poetów, biedaków, flâneurów, ich nieustannej drogi ku końcowi, świadomości śmierci. Tak jakby jedynym celem życia było doprowadzenie człowieka do rigor mortis. De Quincey, Keats, Schwob i Walser – to nazwiska braci należących do konfraterni poetów, zakonu surowszej reguły, którym przyświecało motto: Memento mori. Ale często również wizjonerów, wyprzedzających swoją epokę, którzy rzucili powyższemu mottu wyzwanie, dorzucając od siebie: non omnis! „Nie bierz w objęcia zmarłych, gdyż zmarli dławią żywych. Nie prowadź siebie na ich cmentarze. Zmarli zarażają” – pisze Jaeggy w szkicu o Marcelu Schwobie. Mamy więc do czynienia z osobliwym rodzajem formy hagiograficznej. Porównanie to może wydawać się bluźnierstwem, jednakże Fleur Jaeggy zaznacza: „Ale przecież poeci podlegają heraldyce rodem z niebios”. Ale są to właśnie żywoty domniemane, nie zaś urojone, jak w tytule najsłynniejszego dzieła jednego z bohaterów Jaeggy, Marcela Schwoba, Nie sposób pominąć oczywistej kwestii, jaką jest fakt, iż „Żywoty domniemane” stają się przestrzenią spotkania pisarki z pisarzami. Jaeggy dokonuje w swojej prozie osobliwych stopklatek, chwyta wpół upływającą sekundę, po to, by złapać na gorącym uczynku swoich bohaterów i doszukiwać się w nich choćby najmniejszej cząstki samej siebie. Jedynym mankamentem „Żywotów domniemanych” jest ich objętość – zdecydowanie za mało, a chciałoby się więcej i więcej. Choć można powiedzieć, że taka właśnie miała być ta książka – zwięzła, ostateczna, bez jednego przypadkowego słowa. Siedemdziesiąt stron niepodważalności. Mała dawka poezji jak szczepionka na bylejakość, która dopiero musi wejść w krwiobieg, tam rozpocząć swój taniec i rozrastać się. Incydentalne zetknięcie się z dziełem szwajcarskiej pisarki okazało się doświadczeniem z rodzaju tych inspirujących, bo implikuje ono dalsze spotkania. Uruchamia, być może zabójczą, lawinę lektur – zarówno kolejnych utworów Fleur Jaeggy, jak i przede wszystkim jej bohaterów, czterech opisanych w tym tomiku świeckich świętych.
Tomasz Wojewoda - awatar Tomasz Wojewoda
oceniła na 9 7 lat temu
Ostatnia gospoda. Zapiski Imre Kertész
Ostatnia gospoda. Zapiski
Imre Kertész
Jeśli ktoś, na przykład ja, spodziewał się po tej pozycji czegoś równie genialnego jak „Dziennik galernika”, po skończonej lekturze z pewnością będzie musiał zmierzyć się ze sporym rozczarowaniem. Kolejny dziennik Imre Kertesza daleki jest bowiem od błyskotliwości poprzedniego dzieła. Jakie zatem są zapiski „Ostatniej gospody”? Najlepsze słowo, jakiego można użyć, to: gorzkie, tak gorzkie, jak tylko może być kończące się życie człowieka, który wcale kończyć go nie chce. Ostatnia książka węgierskiego noblisty to kompozycyjny chaos, w którym miesza się narastająca świadomość wewnętrznej niemocy z przebłyskami wciąż tlącego się literackiego geniuszu. To trywialny zapis codzienności człowieka, który analizuje własne osuwanie się w kierunku końca. Końca pisarstwa, które jednoznaczne jest dla Kertesza z końcem życia. To bolesna droga, która tylko na chwilę umilają przynależne nobliście honory, żona oraz ukochana muzyka. Dla każdego, kto czytał „Dziennik galernika”, regres pisarski autora jest aż nadto widoczny. „Ostatnia gospoda” przybiera momentami charakter przewodnika po restauracjach i salach koncertowych. W tym życiu na świeczniku autor dostrzega jedną z przyczyn własnego literackiego upadku (samotność i niezrozumienie jak element niezbędny do tworzenia wielkich dzieł), ale nie potrafi go sobie odmówić. To w sumie całkiem ludzkie i zrozumiałe, że człowiek o takim życiorysie, takich kolejach losu, zapragnął skorzystać z życia, które nagle otwarło przed nim światowe salony. Po latach wegetacji w socjalistycznym skansenie, świat Zachodu jawi się niczym ziemia obiecana, przyjmująca do swego łona kolejnego wygnańca. W mojej ocenie jednak, cały problem Kertesza polega na tym, że siłą jego poprzedniego dziennika była właśnie egzystencjalna prawda, która wynikała z jego losów jako ofiary obu dwudziestowiecznych totalitaryzmów. Oba obdarły go z życia – naziści próbowali pozbawić go realnie, komuniści poprzez zawładnięcie umysłem. Kertesz-noblista zdaje się zatracić tą wyjątkową moc swojego życiorysu. W „Ostatniej gospodzie” jawi się raczej jako obywatel świata, przedstawiciel wysokiej kultury, o którym, gdyby nie liczne wtręty dotyczące Holocaustu, nigdy nie moglibyśmy powiedzieć, że był więźniem Auschwitz. Choć może to zbyt daleko idąca interpretacja? Może rzeczywistość była bardziej przyziemna i po prostu wybitny pisarz najzwyczajniej w świecie zestarzał się, przytłoczony kolejnymi chorobami i troskami? Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku. Tak jak wspomniałem, zapiski z ostatnich lat Kertesza przesiąknięte są głębokim pesymizmem. Dotyczy on zarówno życia autora, jak i otaczającej go rzeczywistości. Ofiarą swoistej mizantropii stają się szczególnie rodzime Węgry, choć stosunek Kertesza do narodowości z pewnością jest bardziej złożony, niż mogłoby to wynikać tylko z zastosowanej terminologii. Równie negatywnie autor wypowiada się o przyszłości Europy, dostrzegając jej słabość w stosunku do zagrożenia wojującym islamem i niekontrolowanej imigracji, z wolna podważającej jej fundamenty. Przy tej okazji można odkryć dość ambiwalentny, żeby nie powiedzieć mocniej - czołobitny, stosunek Kertesza do państwa Izrael i konfliktu na Bliskim Wschodzie. W pewnym sensie męczące dla czytelnika stają się dywagację noblisty, gdy raz po raz wieszczy kolejne Auschwitz. Rozumiejąc traumatyczną przeszłość autora, naprawdę trudno pogodzić się z zastosowaną w „Ostatniej gospodzie” logiką, która sprowadza wszystko do nieuchronnej powtórki Holocaustu. Są to raczej projekcje skrytych lęków autora. W jakimś sensie zrozumiałe, ale jednak budzące mocny sprzeciw. W czym zatem tkwi wartość ostatniej książki Imre Kertesza? Aby ją dostrzec, trzeba książkę potraktować, jako studium własnego odchodzenia z tego świata, jako analizę kolejnych wypadających z ludzkiej budowli cegiełek, która była nie tak dawno wybitnym pisarzem i świadkiem historii. Ta dekompozycja staje się tym boleśniejsza, że zachodzi w chwili, kiedy właściwie człowiek ten pokochał życie. Kochająca żona, wierni przyjaciele, rzesze wielbicieli, spotkania autorskie – to wszystko nadaje smak życiu w momencie, gdy człowiek powoli zaczyna go zatracać. Stąd całe zgorzknienie autora, stąd myśli kierujące się ku najbliższemu oknu. Rzecz, której nie możemy zatrzymać, musimy sobie obrzydzić, aby jej utrata bolała nas jak najmniej. Kertesz obrzydza sobie życie chyba właśnie dlatego, że Nobel pozwolił mu poznać jego prawdziwy smak. Węgierski pisarz daje nam zatem kolejną lekcję egzystencjalnej prawdy o życiu, która zawarta jest niejako na marginesie warstwy literackiej jego dzieła. Komu można polecić „Ostatnią gospodę”? Szczerze powiedziawszy - nie wiem. Poza kilkoma cennymi uwagami i trafnymi aforyzmami, brak w niej głębszej mocy wyjaśniającej rzeczywistość, a sama kompozycja dzieła pozostawia spory niedosyt. Dlatego chyba sięgną po nią głównie osoby chcące domknąć literacki dorobek Imre Kertesza.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 6 5 lat temu
Ja, Michał z Montaigne Józef Hen
Ja, Michał z Montaigne
Józef Hen
Mamy tutaj "próbę" myślenia renesansowego humanisty o silnych korzeniach umysłowych. Inspiracji i natchnienia szuka w twórcach antycznych i myślicielach politycznych oraz sztandarowych dziełach literackich.Możemy tutaj spotkać przekazy stoików, Platona, Machiavelliego i wielu innych oraz sporo cytatów z Prób. Montaigne poddawany był spartańskiemu wychowaniu umysłowemu co stworzyło go tak niepowtarzalnym światłym człowiekiem, wyprzedzającym swoje czasy. W swym realizmie i daleko posuniętym racjonalizmie spotyka się z wieloma myślicielami m.in. filozofią Barucha de Spinozy ( Etyka, Traktat polityczny). Zamyka się w wieży aby odsunąć się od zgiełku a tam niczym antyczny filozof studiować, tworzyć i w dalszym ciągu pracować nad sobą. Tytułowy Michał za swoje zasługi został "Saint". Całe życie walczył o człowieka, wartości i prawa, również reformacje sądownictwa w dobie inkwizycji. Mamy tutaj cały przekrój, biografia jest też pretekstem aby odsłonić kawałek historii odległych dziejów Francji i szerzej. Język profesora jest niespotykany, piękny i kwiecisty a książka niczym dialog z samym sobą zmusza do myślenia. Wymagający, nieśpieszny, potrzeba czasu i spokoju aby się wgryźć w meandry wykładu profesora. Książka jest lekturą obowiązkową dla każdego humanisty. Jeżeli ktoś będzie kiedyś we Francji :-) to bardzo polecam zwiedzić wyspę Saint-Michel. O Mont-Saint-Michel mówi się, że to granitowa i tajemnicza wyspa na Atlantyku, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jej tajemniczość przypisuje się występującej tu gęstej szarej mgle, która otacza gotycką budowlę dawnego opactwa benedyktynów.
Scarlett - awatar Scarlett
ocenił na 8 1 rok temu
Analfabetka Agota Kristof
Analfabetka
Agota Kristof
Czuję się jak oszustka, zaliczając „Analfabetkę” do przeczytanych w tym roku książek. Owszem, została wydana jako książka, ale to ledwie broszurka, niecałe 50 stron, przy czym czystego tekstu maksymalnie 40. Za to treści… Treści w tak niewielu słowach udało się zmieścić bardzo dużo. Agota Kristof była (zmarła w 2011 roku) Węgierką, która większość życia spędziła w Szwajcarii, w jej francuskojęzycznej części. W „Analfabetce” we wstrząsająco lakoniczny, a zarazem niezwykle obrazowy sposób przeprowadza nas przez swoje życie, skupiając się na tym, co w nim było dla niej najważniejsze: literach, słowach, tekstach, książkach. W tle zmieniają się scenerie i czasy, dzieją się dramatyczne wydarzenia (II wojna światowa, stalinizm na Węgrzech, wydarzenia 1956 roku), a to jedno pozostaje niezmienne: miłość do języka. Kristof nauczyła się czytać, gdy miała cztery lata. W wieku 21 lat, po ucieczce do Szwajcarii, stała się na powrót analfabetką. „Znam słowa. Kiedy czytam, nie potrafię ich rozpoznać. Litery nie odpowiadają słowom. Węgierski jest językiem fonetycznym, francuski – wręcz przeciwnie.” Nie ma tu dramatycznych wyznań, to raczej zrzuty z pamięci - niby bez emocji, bo pisane już z perspektywy wielu lat, a jednak zapadające w pamięć i serce. Przeczytałam na raz, jednego wieczora, ale po kilkunastu dniach mam ciągle pod powiekami szereg obrazów. Mała Agota klęcząca razem z bratem na kolbach kukurydzy, za karę za dokuczanie młodszemu bratu. Nastoletnia Agota, która nie ma czym zapłacić szewcowi naprawiającemu jej jedyne buty. Młoda matka Agota, uciekająca z czteromiesięczną córeczką przez austriacko-węgierską granicę. Agota z córeczką w wiedeńskim tramwaju. Pracująca w szwajcarskiej fabryce, próbująca odnaleźć się w całkowicie nowej rzeczywistości. Nie wiem czy bardziej rezonowało ze mną to, że też nie mogę żyć bez słów, czy może poruszyły mnie opisy tego w jaki sposób Kristof i inni węgierscy uchodźcy zostali potraktowani najpierw przez Austriaków, a potem przez Szwajcarów. Tak wiele tam człowieczeństwa, zwykłych ludzkich gestów. Tak bardzo kontrastuje to z tym, co dzieje się dzisiaj, nie tylko w Polsce. Jeśli miałabym wybierać: Ernaux czy Kristof, wybieram tę drugą, bez cienia wątpliwości.
momarta - awatar momarta
oceniła na 8 8 miesięcy temu
Dossier K. Imre Kertész
Dossier K.
Imre Kertész
Imre Kertész, węgierski laureat literackiej nagrody Nobla przeprowadza wywiad ze sobą. Wspomina życie z okresu dyktatury faszystowskiej, pobytu w Auschwitz, Buchenwaldzie, opowiada o naznaczeniu komunizmem. Wiele miejsca poświęca literaturze, pytania lub odpowiedzi padają przez pryzmat cytatów z twórczości Kertésza, ale również Borowskiego, Miłosza, Platona, Schopenhauera i innych. Nie czuje się Żydem (ani ortodoksyjnym ani zasymilowanym), po początkowej fascynacji komunizmem przychodzi krytyka i zwątpienie. Mówi również o początkach pracy twórczej, pierwszych miłościach, rozczarowaniach, fascynacjach,  osamotnieniu. Wszystko to zmierza w stronę poszukiwania tożsamości,  zdefiniowania się w świecie, w którym nie czuje przynależności, doznaje rozczarowań lub nie jest z nim emocjonalnie związany. Nie brak miejsc, w  których mówi o sobie w megalomański czy groteskowy sposób, jednak zawsze na plan pierwszy wychodzi doświadczenie lagru. Opresyjny system Kadara przypomina mu obóz koncentracyjny, w efekcie skłania do podjęcia twórczości literackiej naznaczonej zniewoleniem, pozbawieniem nadziei, kafkowską absurdalnością świata.  Ciekawą myślą jest również stwierdzenie, że przeżycie obozu to wyjątek, odstępstwo od reguły,  szczęśliwy zbieg okoliczności. Jednak obóz tkwi w nim do końca życia, a opór, jaki spotyka ze strony innych ludzi, tylko wzmacnia jego obecność i wolę opisywania świata przez pryzmat różnych form zniewolenia.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na 7 2 lata temu
Dom kata Andrea Tompa
Dom kata
Andrea Tompa
Książka składa się z opowiadań przybliżających nam losy 3 pokoleń węgierskiej rodziny mieszającej w Siedmiogrodzie. Większość opowiadań zdaję się być wspomnieniami autorki z czasów dyktatury Ceauşescu. Tytułowy kat to właśnie rumuński dyktator. Ta książka uruchomiła w mojej głowie lawinę wspomnień z czasów, kiedy sama mieszkałam w Rumunii. Wiele problemów opisywanych w książce mogłam doświadczyć na wlasniej skórze i to w ostatnich latach: przerwy w dostawie wody lub brak ciepłej wody (w Sektorze 3 w Bukareszcie średnio co 2 tygodnie na dzien/dwa przy 15 stopniowych mrozach), przerwy w ogrzewaniu. Oczywiście częstotliwość i długość tych braków absolutnie nieporównywalna do czasów dyktatury. Ale skutki przerw w dostawie ogrzewania z czasów reżimu widać do dziś- zdecydowana większość bloków ma zamknięte obudowane balkony, aby ciepło nie uciekało (obecnie popularne nawet w nowym budownictwie). Kolejna rzecz, która zwróciła moja uwagę to fragment, w którym jest opisane szczepienie wszystkich dzieci że szkoły jedna igla. To wyjaśnia dlaczego w trakcie badań lekarskich lekarz/pielęgniarka wrecz demonstrowała przed moimi oczami otwieranie jednorazowych sprzętów abym miała pewność że są nowe i Sterylne. Do tego książka zawiera wiele wstawek w języku rumuńskim, ktorego juz od dluzszego czasu nie słyszałam Przez to wszystko ciężko mi ocenić treść książki bez swojego rodzaju zaangażowania emocjonalnego. Na pewno sposób narracji, a dokładniej interpunkcja (brak kropek, każdy rozdział jak długie zdanie, do tego pelne dygresji) nie był łatwy. Na początku czytanie szło opornie, bo ciężko było mi załapać czego dany rozdział dotyczy, musiałam czytać po parę razy te same fragmenty, czasami się gubiłam (zwlaszcza, ze nie ma zachowanej chronologii wydarzeń). Ale to co z początku było minusem, wraz z treścią lektury stawało się jej silna strona. Przedstawione realia są straszne, opisują ciężkie czasy, do tego poruszony jest temat dyskryminacji Węgrów i Żydów. Ale jednocześnie książka nie jest przygnębiającą i przytlaczajace właśnie dzięki temu w jaki sposób jest napisana. Pozycja do polecenia na pewno osobom w jakiś sposób związanym z Rumunia (tak jak ja) lub interesujących się historia regionu
Paula - awatar Paula
oceniła na 8 2 lata temu
Ręka Flauberta Renata Lis
Ręka Flauberta
Renata Lis
To fantastycznie erudycyjny, a zarazem bardzo autorski - by nie powiedzieć: intymny, jak przystało na esej - obraz życia i twórczości autora "Pani Bovary”. Zostałem zwłaszcza wręcz uwiedziony szerokim kontekstem kulturowym, prezentowanym przez Autorkę. A nie stroni ona także od komentarzy czy wręcz domysłów psychologiczno-społecznych co do swego bohatera. Ba, sięga także po - jakże to francuskie - szczegóły z jego życia seksualnego. Jest tam miejsce i na relację z innym mężczyzną, i ze słynną a toksyczną Lousie Colet, i z egipską kurtyzaną, i chyba z najważniejszą: angielską guwernantką jego siostrzenicy (która wprawdzie przetłumaczyła „Pani Bovary” na angielski, ale książka ta ukazała się na wyspach w przekładzie… córki Karola Marksa!) . Mimo że nigdy się nie ożenił, kobiety były dla niego ważne i to nie tylko jako obiekty seksualne, choć ten wymiar był dlań hmmm… nie bez znaczenia… Ale najbardziej rzuca się w oczy to, co było istotą i twórczości Flauberta, i jego samego czyli nienawiść do mieszczaństwa – a zatem do większości Francuzów. Nie znosił ich postawy rozumianej jako brak ideałów, ciasnota umysłowa, wąskie horyzonty i jeszcze węższe zainteresowania, przyziemność egzystencji, a zarazem łzawy sentymentalizm, pretensjonalność, małostkowość. Nie przypadkiem wiele tych cech przypisał najgłośniejszej postaci literackiej, jaką powołał do życia. A potem do śmierci. Za tę niechęć odpłacono mu pięknym za nadobne. W relacji z pogrzebu Flauberta Zola dziwi się, że w pogrzebie w Rouen nie uczestniczyli w zasadzie mieszkańcy miasta, a przecież chowano największego jego obywatela. A to taka właśnie była zemsta tychże mieszczan, których nb. bardziej interesowała paryska socjeta przybyła na pogrzeb niż zmarły pisarz…. A za życia mieszczaństwo, w postaci państwa francuskiego, wymierzyło mu konkretny cios – został oskarżony o obrazę moralności w „Pani Bovary”. Prok. Pinard przed sadem zwracał uwagę zwłaszcza na to, że „Emmy nikt nie potępia” (a jak podkreśla Autorka, nikt też przecież jej nie współczuje….). Ostatecznie sąd uniewinnił pisarza, którego proces dał książce tylko reklamę. Jednocześnie jednak Renata Lis przypomina, że pół roku potem prok. Pinard doprowadził do skazania Charlesa Baudelaire’a za „Kwiaty Zła”- przy poecie wyklętym Flaubert był wręcz wzorowym obywatelem. Niezwykle ciekawy jest także wątek spotkania Wschodu i Zachodu w kontekście przyjaźni Flauberta z Turgieniewem (a Autorka specjalizuje się w kulturze rosyjskiej - polecam także jej rzecz o nobliście Iwanie Buninie pt. „W lodach Prowansji”). „Ręka Flauberta” to lektura dająca, oprócz wiedzy o Pisarzu i jego współczesnych, olbrzymią satysfakcję. Wielka to zasługa Autorki, której eseistykę od dawna śledzę ze wzrastającą przyjemnością.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 4 lata temu

Cytaty z książki Ravel

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ravel