Książka, która mocno się zdezaktualizowała. Ale sentyment pozostał. W czasach, gdy o podróżach można było sobie tylko pomarzyć, Budrewicz pokazywał niedostępny nam świat, który z kolei Kapuściński wyjaśniał i analizował. Do tego ówczesne książki podróżnicze były wydawane z małą ilością ilustracji, przy tym jeszcze czarno-białych i marnej jakości. Zatem to słowo musiało uruchamiać wyobraźnię czytelnika. I trzeba przyznać, że operowanie nim dobrze się udawało Olgierdowi Budrewiczowi.
Wizytówki poszczególnych metropolii w warstwie opisowej (architektura, komunikacja, ludzie, klimat, cechy specyficzne) były na tyle atrakcyjne poznawczo, że mało raziły ówczesne ideologiczne wtręty, najbardziej widoczne w rozdziałach o Moskwie oraz … Antananarywie, stolicy Madagaskaru. Wszak tamtejszy dyktator był zwolennikiem samego … Kim Ir Sena z KRL-D (aż się wierzyć nie chce, że tacy byli).
Do tego jeszcze, w czasach przed-internetowych książka Budrewicza przekazywała mnóstwo informacji, nie tak łatwych wówczas do zdobycia, np. o ówczesnych czołowych architektach i ich dziełach w opisywanych metropoliach (rzecz jasna nie wszystkich).
Zatem jak na czas, kiedy książka była napisana (a za komuny wydanie trwało około dwóch lat), to całkiem ciekawa pozycja. Obraz wybranych metropolii uchwycony przed początkiem kolejnych wielkich przemian.
Książka, która mocno się zdezaktualizowała. Ale sentyment pozostał. W czasach, gdy o podróżach można było sobie tylko pomarzyć, Budrewicz pokazywał niedostępny nam świat, który z kolei Kapuściński wyjaśniał i analizował. Do tego ówczesne książki podróżnicze były wydawane z małą ilością ilustracji, przy tym jeszcze czarno-białych i marnej jakości. Zatem to słowo musiało...
Oceniam ten "reportaż" z perspektywy dzisiejszego czytelnika - więc ocena ta musiała być taka (5/10). Książka się zwyczajnie przeterminowała a i (niestety) język mnie nie zachwycił. Był oczywiście poprawny, ale śmiertelnie nudny. "Metropolie" mogły być świetne i mogły być nadal aktualne, gdyby nie były takie "encyklopedyczne". Szkoda, że autor nie skupił się na przeżyciach, zdarzeniach nagłych, ale własnych i barwnych. Gdyby tylko było to bardziej osobiste - byłoby o niebo lepsze.
Najbardziej podobały mi się rozdziały o Lagos i Abudży (Dwa razy Nigeria). Myślę, że właśnie dlatego, że były silniej, mocniej napisane, prywatniej... a może dlatego, że ja zwyczajnie lubię czytać o Afryce.
To, co zwróciło moją pozytywną uwagę, to ciekawe anegdoty, jak ta, dotycząca zatłoczonej, trudnej do pokonania Moskwy:
"W mieszkaniu kosmonauty dzwoni telefon:
- To ty, Saszeńka? A gdzie twój tato?
- W kosmosie.
- Kiedy wróci?
- Za pół godziny.
- A gdzie mama?
- U fryzjera.
- Kiedy wróci?
- Tego nikt nie wie."
Inną, dobrą atrakcją w morzu szczegółowych danych były cytaty znanych i lubianych, naprawdę trafnie dobrane, jak chociażby ten o Nowym Jorku:
"Niepoważnie byłoby umiejscawiać akcję powieści detektywistycznej w Nowym Jorku - stwierdziła Agatha Christie - Nowy Jork sam jest detektywistyczną powieścią."
Z jednej strony się zawiodłam, bo myślałam, że mam w rękach coś zupełnie innego - tzn. reportaż... a nie jest to prawdziwy, mięsisty reportaż, bardziej przewodnik. Lecz muszę też zaznaczyć, że Olgierd Budrewicz bez wątpienia budzi zaufanie, respekt i intelektualny podziw. "Metropolie" są i dobre i złe... lecz przede wszystkim - niestety - już nieaktualne. Trzeba na nie patrzeć wyłącznie jak na historię i tylko wtedy ma to sens.
5/10
Oceniam ten "reportaż" z perspektywy dzisiejszego czytelnika - więc ocena ta musiała być taka (5/10). Książka się zwyczajnie przeterminowała a i (niestety) język mnie nie zachwycił. Był oczywiście poprawny, ale śmiertelnie nudny. "Metropolie" mogły być świetne i mogły być nadal aktualne, gdyby nie były takie "encyklopedyczne". Szkoda, że autor nie skupił się na przeżyciach,...
Jakiś czas temu przypadkowo natrafiłam na nazwisko pana Budrewicza. Pisarz, podróżnik. Jako że jestem wielką fanką książek podróżniczych, na mojej liście "must read" nie mogło zabraknąć jakiejś pozycji owego autora. Na dobry początek padło na "Metropolie".
Książka została wydana dość dawno, w 1987 roku. Dotychczas nie miałam okazji czytać tak stosunkowo dawnej twórczości podróżniczej. I może w właśnie w dacie powstania leży siła tej książki. Z cyklu 20 reportaży najbardziej do gustu przypadła mi część japońska - "Czarujące monstrum (Tokio)". Nie jest to nic dziwnego, biorąc pod uwagę moją fascynację tą częścią świata. Powojenna historia tej metropolii w pigułce, historia trudnej odbudowy strat i równie trudnego późniejszego życia w tym mieście.
Zapoznałam się już z kilkoma książkami o Tokio i w ogóle o Japonii, jednakże współczesnych. I jakież było moje zdziwienie, gdy po lekturze "Czarującego monstrum" okazało się, że Tokio wcale się tak bardzo nie zmieniło na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci.
W "Metropoliach" każdy znajdzie jakiś zakątek dla siebie - czy interesujemy się Azją, czy Ameryką Północną, czy może Afryką? Pan Budrewicz dał nam do wyboru m. in.: Sydney, Nowy Jork, Moskwę, Caracas, Paryż... Interesują nas wszystkie? Nie ma problemu - czytamy od deski do deski :)
Jakiś czas temu przypadkowo natrafiłam na nazwisko pana Budrewicza. Pisarz, podróżnik. Jako że jestem wielką fanką książek podróżniczych, na mojej liście "must read" nie mogło zabraknąć jakiejś pozycji owego autora. Na dobry początek padło na "Metropolie".
Książka została wydana dość dawno, w 1987 roku. Dotychczas nie miałam okazji czytać tak stosunkowo dawnej twórczości...
Nie zainteresowała mnie.
Nie zainteresowała mnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, która mocno się zdezaktualizowała. Ale sentyment pozostał. W czasach, gdy o podróżach można było sobie tylko pomarzyć, Budrewicz pokazywał niedostępny nam świat, który z kolei Kapuściński wyjaśniał i analizował. Do tego ówczesne książki podróżnicze były wydawane z małą ilością ilustracji, przy tym jeszcze czarno-białych i marnej jakości. Zatem to słowo musiało uruchamiać wyobraźnię czytelnika. I trzeba przyznać, że operowanie nim dobrze się udawało Olgierdowi Budrewiczowi.
Wizytówki poszczególnych metropolii w warstwie opisowej (architektura, komunikacja, ludzie, klimat, cechy specyficzne) były na tyle atrakcyjne poznawczo, że mało raziły ówczesne ideologiczne wtręty, najbardziej widoczne w rozdziałach o Moskwie oraz … Antananarywie, stolicy Madagaskaru. Wszak tamtejszy dyktator był zwolennikiem samego … Kim Ir Sena z KRL-D (aż się wierzyć nie chce, że tacy byli).
Do tego jeszcze, w czasach przed-internetowych książka Budrewicza przekazywała mnóstwo informacji, nie tak łatwych wówczas do zdobycia, np. o ówczesnych czołowych architektach i ich dziełach w opisywanych metropoliach (rzecz jasna nie wszystkich).
Zatem jak na czas, kiedy książka była napisana (a za komuny wydanie trwało około dwóch lat), to całkiem ciekawa pozycja. Obraz wybranych metropolii uchwycony przed początkiem kolejnych wielkich przemian.
Książka, która mocno się zdezaktualizowała. Ale sentyment pozostał. W czasach, gdy o podróżach można było sobie tylko pomarzyć, Budrewicz pokazywał niedostępny nam świat, który z kolei Kapuściński wyjaśniał i analizował. Do tego ówczesne książki podróżnicze były wydawane z małą ilością ilustracji, przy tym jeszcze czarno-białych i marnej jakości. Zatem to słowo musiało...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOceniam ten "reportaż" z perspektywy dzisiejszego czytelnika - więc ocena ta musiała być taka (5/10). Książka się zwyczajnie przeterminowała a i (niestety) język mnie nie zachwycił. Był oczywiście poprawny, ale śmiertelnie nudny. "Metropolie" mogły być świetne i mogły być nadal aktualne, gdyby nie były takie "encyklopedyczne". Szkoda, że autor nie skupił się na przeżyciach, zdarzeniach nagłych, ale własnych i barwnych. Gdyby tylko było to bardziej osobiste - byłoby o niebo lepsze.
Najbardziej podobały mi się rozdziały o Lagos i Abudży (Dwa razy Nigeria). Myślę, że właśnie dlatego, że były silniej, mocniej napisane, prywatniej... a może dlatego, że ja zwyczajnie lubię czytać o Afryce.
To, co zwróciło moją pozytywną uwagę, to ciekawe anegdoty, jak ta, dotycząca zatłoczonej, trudnej do pokonania Moskwy:
"W mieszkaniu kosmonauty dzwoni telefon:
- To ty, Saszeńka? A gdzie twój tato?
- W kosmosie.
- Kiedy wróci?
- Za pół godziny.
- A gdzie mama?
- U fryzjera.
- Kiedy wróci?
- Tego nikt nie wie."
Inną, dobrą atrakcją w morzu szczegółowych danych były cytaty znanych i lubianych, naprawdę trafnie dobrane, jak chociażby ten o Nowym Jorku:
"Niepoważnie byłoby umiejscawiać akcję powieści detektywistycznej w Nowym Jorku - stwierdziła Agatha Christie - Nowy Jork sam jest detektywistyczną powieścią."
Z jednej strony się zawiodłam, bo myślałam, że mam w rękach coś zupełnie innego - tzn. reportaż... a nie jest to prawdziwy, mięsisty reportaż, bardziej przewodnik. Lecz muszę też zaznaczyć, że Olgierd Budrewicz bez wątpienia budzi zaufanie, respekt i intelektualny podziw. "Metropolie" są i dobre i złe... lecz przede wszystkim - niestety - już nieaktualne. Trzeba na nie patrzeć wyłącznie jak na historię i tylko wtedy ma to sens.
5/10
Oceniam ten "reportaż" z perspektywy dzisiejszego czytelnika - więc ocena ta musiała być taka (5/10). Książka się zwyczajnie przeterminowała a i (niestety) język mnie nie zachwycił. Był oczywiście poprawny, ale śmiertelnie nudny. "Metropolie" mogły być świetne i mogły być nadal aktualne, gdyby nie były takie "encyklopedyczne". Szkoda, że autor nie skupił się na przeżyciach,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakiś czas temu przypadkowo natrafiłam na nazwisko pana Budrewicza. Pisarz, podróżnik. Jako że jestem wielką fanką książek podróżniczych, na mojej liście "must read" nie mogło zabraknąć jakiejś pozycji owego autora. Na dobry początek padło na "Metropolie".
Książka została wydana dość dawno, w 1987 roku. Dotychczas nie miałam okazji czytać tak stosunkowo dawnej twórczości podróżniczej. I może w właśnie w dacie powstania leży siła tej książki. Z cyklu 20 reportaży najbardziej do gustu przypadła mi część japońska - "Czarujące monstrum (Tokio)". Nie jest to nic dziwnego, biorąc pod uwagę moją fascynację tą częścią świata. Powojenna historia tej metropolii w pigułce, historia trudnej odbudowy strat i równie trudnego późniejszego życia w tym mieście.
Zapoznałam się już z kilkoma książkami o Tokio i w ogóle o Japonii, jednakże współczesnych. I jakież było moje zdziwienie, gdy po lekturze "Czarującego monstrum" okazało się, że Tokio wcale się tak bardzo nie zmieniło na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci.
W "Metropoliach" każdy znajdzie jakiś zakątek dla siebie - czy interesujemy się Azją, czy Ameryką Północną, czy może Afryką? Pan Budrewicz dał nam do wyboru m. in.: Sydney, Nowy Jork, Moskwę, Caracas, Paryż... Interesują nas wszystkie? Nie ma problemu - czytamy od deski do deski :)
Jakiś czas temu przypadkowo natrafiłam na nazwisko pana Budrewicza. Pisarz, podróżnik. Jako że jestem wielką fanką książek podróżniczych, na mojej liście "must read" nie mogło zabraknąć jakiejś pozycji owego autora. Na dobry początek padło na "Metropolie".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka została wydana dość dawno, w 1987 roku. Dotychczas nie miałam okazji czytać tak stosunkowo dawnej twórczości...