Dobrze pamiętam lata 90., kiedy to warto było mieć w rodzinie osobę, która pracuje na Zachodzie. Pamiętam ten szelest sreberek, błysk reklamówek i katalogi ze sklepów wysyłkowych oglądanych z najwyższym nabożeństwem.
Zdarza mi się również przemierzać Europę samochodem - nigdy w celach zarobkowych, zawsze są to wyjazdy wakacyjne. Jednak za każdym razem popadam w podobny jak u Krzysztofa Rudowskiego stupor, wynikający z niekończącej się podróży. W pewnym momencie każdy traci poczucie sensu i pewność siebie, droga staje się jedynym wymiarem istnienia poza czasem.
"Powrót" to książka zaskakująca, bo czy można używając poetyckiego języka napisać o podróży autostradą? Krzysztofowi Rudowskiemu to się udaje, wciąga nas do mikrobusu, przesiąkniętego zapachem niedomytych ciał, zastałego powietrza i dymu z papierosów.
Nieważny jest moment startu ani meta, w świadomości osoby pracującej zarobkowo za granicą liczą się tylko te podróże, które jeszcze dobitniej uświadamiają istnienie poza wszelkimi możliwymi układami, łącznie z prawami biologii i upływającym czasem.
To lektura wciągająca, ale i przygnębiająca. Bo autor pokazuje ludzi okrojonych z marzeń, celów i bliskości. Bliskich automatom, wypranych z uczuć i tak zmęczonych, że rezygnujących z najmniejszego wysiłku intelektualnego.
Dobrze pamiętam lata 90., kiedy to warto było mieć w rodzinie osobę, która pracuje na Zachodzie. Pamiętam ten szelest sreberek, błysk reklamówek i katalogi ze sklepów wysyłkowych oglądanych z najwyższym nabożeństwem.
Zdarza mi się również przemierzać Europę samochodem - nigdy w celach zarobkowych, zawsze są to wyjazdy wakacyjne. Jednak za każdym razem popadam w podobny jak...
Dobrze pamiętam lata 90., kiedy to warto było mieć w rodzinie osobę, która pracuje na Zachodzie. Pamiętam ten szelest sreberek, błysk reklamówek i katalogi ze sklepów wysyłkowych oglądanych z najwyższym nabożeństwem.
Zdarza mi się również przemierzać Europę samochodem - nigdy w celach zarobkowych, zawsze są to wyjazdy wakacyjne. Jednak za każdym razem popadam w podobny jak u Krzysztofa Rudowskiego stupor, wynikający z niekończącej się podróży. W pewnym momencie każdy traci poczucie sensu i pewność siebie, droga staje się jedynym wymiarem istnienia poza czasem.
"Powrót" to książka zaskakująca, bo czy można używając poetyckiego języka napisać o podróży autostradą? Krzysztofowi Rudowskiemu to się udaje, wciąga nas do mikrobusu, przesiąkniętego zapachem niedomytych ciał, zastałego powietrza i dymu z papierosów.
Nieważny jest moment startu ani meta, w świadomości osoby pracującej zarobkowo za granicą liczą się tylko te podróże, które jeszcze dobitniej uświadamiają istnienie poza wszelkimi możliwymi układami, łącznie z prawami biologii i upływającym czasem.
To lektura wciągająca, ale i przygnębiająca. Bo autor pokazuje ludzi okrojonych z marzeń, celów i bliskości. Bliskich automatom, wypranych z uczuć i tak zmęczonych, że rezygnujących z najmniejszego wysiłku intelektualnego.
Dobrze pamiętam lata 90., kiedy to warto było mieć w rodzinie osobę, która pracuje na Zachodzie. Pamiętam ten szelest sreberek, błysk reklamówek i katalogi ze sklepów wysyłkowych oglądanych z najwyższym nabożeństwem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdarza mi się również przemierzać Europę samochodem - nigdy w celach zarobkowych, zawsze są to wyjazdy wakacyjne. Jednak za każdym razem popadam w podobny jak...
O tę książkę kiedyś się upomni muza historii - Klio - to pewne...
O tę książkę kiedyś się upomni muza historii - Klio - to pewne...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to