Arcydzieło literatury z pogranicza faktu i prozy, na miarę "Krótkiej historii prawie wszystkiego" Brysona. Arcydzieło także pod względem tłumaczenia. Pozycja obowiązkowa, typu "100 książek, które powinien przeczytać każdy".
Arcydzieło literatury z pogranicza faktu i prozy, na miarę "Krótkiej historii prawie wszystkiego" Brysona. Arcydzieło także pod względem tłumaczenia. Pozycja obowiązkowa, typu "100 książek, które powinien przeczytać każdy".
Książka „Żywe istoty” Iidy Turpeinen jest inna, niż wszystkie. Nie każdego dnia trafiam na równie fascynującą powieść o tajemniczym stworzeniu nie pochodzącym z bajki, legendy czy mitu. Historia krowy morskiej, odkrytej w 1741 i wybitej w ciągu kolejnego ćwierćwiecza, to opowieść autentyczna, prawdziwa, w pełni wiarygodna. Autorka zadbała o przybliżenie czytelnikowi znaczących historycznych postaci (m.in. Bering czy Steller) oraz realiów kolejnych epok, które zapewniły przetrwanie skrawków wiedzy o krowie morskiej do dzisiejszych czasów. Bardzo podobał mi się sposób w jaki przedstawiona została atmosfera, klimat kolejnych epok. Panujący na dalekiej północy chłód, głód czy marazm udzielały mi się podczas lektury, do tego stopnia, że musiałam robić przerwy.
Według naukowców średnio co 25 minut jeden gatunek znika z powierzchni Ziemi. Bardzo słusznie, pisarze tacy jak Iida Turpeinen zwracają na to uwagę i tym samym zwiększają świadomość oraz wrażliwość czytelników w kwestii troski o naszą planetę.
Ze względu na obfitość wątków i faktów, „Żywe istoty” zdecydowanie mogę polecić jako książkę poszerzającą horyzonty – od Alaski po Kamczatkę.
Książka „Żywe istoty” Iidy Turpeinen jest inna, niż wszystkie. Nie każdego dnia trafiam na równie fascynującą powieść o tajemniczym stworzeniu nie pochodzącym z bajki, legendy czy mitu. Historia krowy morskiej, odkrytej w 1741 i wybitej w ciągu kolejnego ćwierćwiecza, to opowieść autentyczna, prawdziwa, w pełni wiarygodna. Autorka zadbała o przybliżenie czytelnikowi...
Chociaż ta książka obiektywnie nie jest zła, to jednak personalnie moja niezła ocena jest zakorzeniona głównie w fakcie, że momentami bardzo przypominała mi "Kalimantaan", który wspominam bardzo ciepło i z tęsknotą do rereadu. I chociaż jak już usiadłam, "Żywe istoty" czytało mi się przyjemnie, to jednak nijak się mają do powieści Godshalk - przede wszystkim dlatego, że rozpadają się dla mnie konstrukcyjnie na płaszczyźnie, gdzie trudno mi to zignorować.
Otóż, koniec końców, "Żywe istoty" są dla mnie książką do pewnego stopnia o niczym. Rozumiem, co przywiodło autorkę do napisania jej, i co służyło tu za motyw przewodni, ale jednak najprzyjemniejsze w odbiorze fragmenty tej powieści - te dotykające żyć osób istniejących na granicy losów gatunku krowy morskiej, zwłaszcza po śmierci tegoż - istnieją tak trochę... po prostu. Poza rozdziałem pierwszym, szkielet krowy morskiej ledwo się w nich przewija, i kiedy człowiek odrywa się od lektury, może odnosić wrażenie, iż ma do czynienia z pisaniem pod pewną tezę. Co jest wybaczalne w fikcji, gdy nie jest nachalne - zadanie, z którym Turpeinen poradziła sobie, moim zdaniem, połowicznie. Oczywiście, dostrzegam pewne połączenia stylistyczne, ale w ogólnym kształcie wydają się jednak dosyć słabe.
Nadal, jest to lektura przyjemna, trochę inna od tego, po co zwykle sięga przeciętny jej zjadacz, ale osobiście wiem, że nie zapadnie mi w pamięć.
Chociaż ta książka obiektywnie nie jest zła, to jednak personalnie moja niezła ocena jest zakorzeniona głównie w fakcie, że momentami bardzo przypominała mi "Kalimantaan", który wspominam bardzo ciepło i z tęsknotą do rereadu. I chociaż jak już usiadłam, "Żywe istoty" czytało mi się przyjemnie, to jednak nijak się mają do powieści Godshalk - przede wszystkim dlatego, że...
Jaka ta książka jest piękna! Owszem może trochę dla koneserów (miłośników wypraw arktycznych, historii nauki albo literatury podróżniczej), ale pięknie napisana i doceniam wysiłek, żeby napisać książkę, w której zarówno istoty ludzkie, jak i zwierzęce, są równoprawnymi bohaterkami i bohaterami. I nie ma tu takiego prostego nadawania zwierzętom cech ludzkich, wręcz przeciwnie - miałam wrażenie, że to ludzie są opisywani czasem jak zwierzęta, są jak obiekty z kolekcji muzeum historii naturalnej. Naprawdę ciekawa lektura. Piękny język to pewnie częściowo zasługa tłumacza oraz redakcji, więc uznanie też dla nich.
Czytałam wcześniej książkę popularnonaukową historyczną o wyprawie Beringa, więc część tła historycznego była mi znana, ale teraz krowa morska Stellera zostanie ze mną na dłużej jako główna bohaterka powieści.
Jaka ta książka jest piękna! Owszem może trochę dla koneserów (miłośników wypraw arktycznych, historii nauki albo literatury podróżniczej), ale pięknie napisana i doceniam wysiłek, żeby napisać książkę, w której zarówno istoty ludzkie, jak i zwierzęce, są równoprawnymi bohaterkami i bohaterami. I nie ma tu takiego prostego nadawania zwierzętom cech ludzkich, wręcz...
Książka wspaniała ale dość hermetyczna, głównie dla zakręconych biologów i ortodoksyjnych ekologów, jednak pięknie przedstawia kiedy, jak i gdzie wyginęły różne gatunki fauny na Ziemii. Nie zdawałam sobie sprawy, że izolowane wyspy i miejsca, które przez wieki zapewniały ochronę, często stawały się pułapkami, tuż po odkryciu tych siedlisk przez człowieka. Niestety siejemy zniszczenie, polowania i handel są czymś przed czym zwierzęta nie są w stanie się bronić.
Książka wspaniała ale dość hermetyczna, głównie dla zakręconych biologów i ortodoksyjnych ekologów, jednak pięknie przedstawia kiedy, jak i gdzie wyginęły różne gatunki fauny na Ziemii. Nie zdawałam sobie sprawy, że izolowane wyspy i miejsca, które przez wieki zapewniały ochronę, często stawały się pułapkami, tuż po odkryciu tych siedlisk przez człowieka. Niestety siejemy...
Książka o ludziach, którzy w jakiś sposób przyczynili się do zachowania pamięci o krowie morskiej. Jak dla mnie trochę za mało o samych zwierzętach, tak jak pierwsza część mnie wciągnęła, pozostałe nieco się dłużyły i skupiały się za bardzo na osobach które z samą krową nie miały wiele wspólnego.
Książka o ludziach, którzy w jakiś sposób przyczynili się do zachowania pamięci o krowie morskiej. Jak dla mnie trochę za mało o samych zwierzętach, tak jak pierwsza część mnie wciągnęła, pozostałe nieco się dłużyły i skupiały się za bardzo na osobach które z samą krową nie miały wiele wspólnego.
Jestem pod ogromnym wrażeniem. To piękna, ciekawa, mądra i ważna książka. Nie waham się nazwać ją arcydziełem.
Książka niby skandynawska, oszczędna w emocjach, minimalistyczna, ale ileż w niej rozmachu. Na przykład geograficznego. Wędrujemy przez Syberię, obozujemy na Kamczatce, żeglujemy po nieznanych wodach Arktyki i zimujemy na bezludnych wyspach. Jest Alaska i Europa, a przez chwilę nawet gorąca Ameryka Południowa.
Zachwyca forma książki. Jest to połączenie powieści z reportażem (wydarzenia i bohaterowie są jak najbardziej historyczni). Dostajemy też coś na kształt traktatu przyrodniczego i eseju o naturze człowieka, kruchości przyrody i przemijaniu.
Bohaterami są tu oczywiście przyroda i zwierzęta. Ale Turpeinen pisze też o ludziach, ich ambicjach, odwadze, woli przetrwania, samotności, szaleństwie, okrucieństwie, ale i pokorze.
Dominujący jest tu motyw ekologii. Na szczęście autorka daleka jest od łopatologicznej eko-ideologii. I chwała Jej za to.
To książka dla ludzi wrażliwych i zainteresowanych światem, historią, geografią, botaniką, geologią a nawet sztuką (wspaniałe opisy rycin). A przede wszystkim dla tych, którzy cenią dobrą literaturę.
Polecam.
Jestem pod ogromnym wrażeniem. To piękna, ciekawa, mądra i ważna książka. Nie waham się nazwać ją arcydziełem.
Książka niby skandynawska, oszczędna w emocjach, minimalistyczna, ale ileż w niej rozmachu. Na przykład geograficznego. Wędrujemy przez Syberię, obozujemy na Kamczatce, żeglujemy po nieznanych wodach Arktyki i zimujemy na bezludnych wyspach. Jest Alaska i Europa,...
Troche dziwna, taka smutno nostalgiczna. Ciekawe fakty (?) mocno podpudowane narracyjnie. Czyta się dobrze tylko te porazki co rozdział - dup - nie udało się, - dup - wymarło.. No taki skandynawski styl..
Troche dziwna, taka smutno nostalgiczna. Ciekawe fakty (?) mocno podpudowane narracyjnie. Czyta się dobrze tylko te porazki co rozdział - dup - nie udało się, - dup - wymarło.. No taki skandynawski styl..
Jak żywe mogą być martwe szczątki. Na przykładzie powieści Iidy Turpeinen da się stwierdzić, że wystarczająco, by na ich podstawie dokonać osiągnięcia na wielu płaszczyznach. Formalnej, ponieważ mieści się tu książka popularno-naukowa, podróżnicza (Alaska, Wyspy Beringa!, odrobina Rosji), przyrodnicza, kronikarska (?), historyczna z akcentem na przywołanie z mroków zapomnianych kobiet, w tym także tych atypowych (epileptyczna siostra alaskańskiego gubernatora). Oraz emocjonalnej – w trakcie lektury nie opuszcza poczucie straty, ale przede wszystkim rozczarowanie i rozpacz wywołane przez fakt niewygodny i chętnie zapominany: człowiek to największy szkodnik, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Uwypuklają się refleksje nad bagatelizowaną ekologią i wypływającą z niej moralnością. Czy raczej na odwrót – to poczucie moralności powinno wskazywać nam zrównoważone współżycie ze światem zastanym. Jaka jednak jest rzeczywistość, nietrudno zobaczyć.
Zarzucana gdzieniegdzie dygresyjność formy tylko wzbogaca całość, tworząc z niej nadzwyczajne literackie doświadczenie. Dawno, jeśli nie nigdy, nie trafiłam na tak pięknie oddane procesy fizjologiczne. Oto biologia+, którą mogłabym zgłębiać. Niech lekcje w końcu czemuś posłużą.
Jak żywe mogą być martwe szczątki. Na przykładzie powieści Iidy Turpeinen da się stwierdzić, że wystarczająco, by na ich podstawie dokonać osiągnięcia na wielu płaszczyznach. Formalnej, ponieważ mieści się tu książka popularno-naukowa, podróżnicza (Alaska, Wyspy Beringa!, odrobina Rosji), przyrodnicza, kronikarska (?), historyczna z akcentem na przywołanie z mroków...
Bardzo dobra książka na pograniczu beletrystyki i literatury faktu. Doceniam, za ekologiczny przekaz. Zwykle w tego typu książkach jest on bardzo nachalny, często nawet dominuje historię. Tutaj jest to bardzo subtelne, autor podaje nam fakty, pozwala spojrzeć na problem z różnych stron i nam samym wysnuć wnioski.
Krowa morska może już nie istnieje, ale zawsze pozostanie w moim serduszku <3
Bardzo dobra książka na pograniczu beletrystyki i literatury faktu. Doceniam, za ekologiczny przekaz. Zwykle w tego typu książkach jest on bardzo nachalny, często nawet dominuje historię. Tutaj jest to bardzo subtelne, autor podaje nam fakty, pozwala spojrzeć na problem z różnych stron i nam samym wysnuć wnioski.
Krowa morska może już nie istnieje, ale zawsze pozostanie...
Nie zawiodłam się jeszcze na żadnej książce z serii pisarzy skandynawskich. Po tą sięgnęłam dość randomowo, będąc w bibliotece. Zainteresowała mnie wspomnieniem na okładce słynnej wyprawy Beringa i tematów około geograficznych. Okazała się cudowną, głęboką i przystępnie napisaną refleksją na temat gatunków zwierząt, które bezpowrotnie wyginęły.
Główną bohaterką jest tu krowa morska, wpisana na listę gatunków wymarłych i której pośrednim zabójcą okazał się sam Bering. Kiedy zawitał na nieznaną jeszcze w czasie jego Wielkiej Ekspedycji Północnej wyspę, towarzyszący mu przyrodnik i badacz Steller odkrył mityczną niemal krowę morską, nazwaną później od jego nazwiska. Odkrył i doprowadził do tego, że w kolejnych 100 latach polowania na nią odbywały się na szeroką skalę i gatunek zmierzał nieuchronnie do swojego exodusu. Steller przez pechowy zbieg okoliczności nigdy nie podzielił się swoimi spostrzeżeniami ani nie udało mu się dowieść na stały ląd szczątków krowy morskiej, które tak pieczołowicie gromadził podczas przymusowego postoju na Wyspie Beringa. Umarł w drodze do Sankt Petersburga a kolejni badacze i naukowcy przez lata próbowali odtworzyć szkielet krowy morskiej. Stała się ona obsesją ostatniego rosyjskiego gubernatora Alaski, kolejnych badaczy, naukowców i rysowników, którzy dziwili się stając przed pozostałościami jej szkieletu, przypadkowo odkrytego przez Aleutów. Dziwili się, że tak ogromne stworzenie mogło kiedyś istnieć i nie do końca byli w stanie odtworzyć jego wygląd.
Autorka z niesamowitym pietyzmem tworzy fabularną historię krowy morskiej, stworzenia, które unicestwił sam człowiek. W swojej opowieści przeprowadza nas przez kolejne lata historii, zahacza o kolejne muzea, które pokazują tysiące eksponatów zwierząt, ptaków, owadów a nawet jaj. Zwraca uwagę na paradoks ludzkiej ciekawości i miłości do istot żywych, która ostatecznie często przyczynia się do jednoczesnego zmniejszania populacji kolejnych gatunków. Nawiązuje do wielu ptaków, których już nie ma - alki olbrzymiej, gołębia wędrownego czy wielkiego kormorana okularowego, po których podobnie jak po krowie morskiej pozostaje już tylko wspomnienie m.in. w Muzeum Historii Naturalnej w Helsinkach.
Książka pozostawia po sobie poczucie wielkiego żalu, wręcz żałoby po tym, co zniszczył człowiek, tym bardziej, że czasami robił to z miłości do zwierząt. Długo nie mogliśmy zrozumieć, że zwierzęta mogą ginąć nie tylko od katastrofy klimatycznej, asteroidy czy mitycznego potopu, jak w przypadku dinozaurów czy mamutów. Mogą ginąć przez polowania, kolekcjonerskie podbieranie jaj czy po prostu bezmyślne wybijanie choćby przez żeglarzy.
Książka ma bardzo smutny, melancholijny wydźwięk, jest napisana z niezwykłą miękkością ale i ewidentnym żalem, po tym co bezpowrotnie utracone. Oprócz tego niesie ogrom wiedzy w zakresie wymarłych gatunków zwierząt, wypraw badawczych i życia samych naukowców w XVIII/XIX wieku. Jest dla mnie naprawdę ogromnym pozytywnym zaskoczeniem i szczerze polecam, szczególnie osobom wrażliwym na przyrodę i ciekawym świata zwierząt. Tak pięknego, poetycko napisanego opisu ewolucji - od pojedynczej komórki po powstanie krowy morskiej w Morzu Beringa nie znajdziecie nigdzie indziej.
Nie zawiodłam się jeszcze na żadnej książce z serii pisarzy skandynawskich. Po tą sięgnęłam dość randomowo, będąc w bibliotece. Zainteresowała mnie wspomnieniem na okładce słynnej wyprawy Beringa i tematów około geograficznych. Okazała się cudowną, głęboką i przystępnie napisaną refleksją na temat gatunków zwierząt, które bezpowrotnie wyginęły.
Główną bohaterką jest tu...
Dla mnie niesamowita książka, która pozwoliła przyjrzeć się unikalnym krowom morskim i poznać wiele ciekawych gatunków. Byłam zaskoczona ile zwierząt wymarło w ostatnich czasach i w jak wielu przypadkach przyczynił się do tego człowiek . Bardzo przykra jest myśl,że ludzie zabijają unikatowe gatunki tylko dla własnej rozrywki.
Książka wciąga , fascynuje , zaskakuje i uczy.
Dla mnie niesamowita książka, która pozwoliła przyjrzeć się unikalnym krowom morskim i poznać wiele ciekawych gatunków. Byłam zaskoczona ile zwierząt wymarło w ostatnich czasach i w jak wielu przypadkach przyczynił się do tego człowiek . Bardzo przykra jest myśl,że ludzie zabijają unikatowe gatunki tylko dla własnej rozrywki.
Książka wciąga , fascynuje , zaskakuje i uczy.
Ta książka boli, bo opowiada o zagładzie, jaką człowiek sprowadzał i wciąż sprowadza innym żyjącym istotom. A podziękowania autorki są jak cios w splot słoneczny.
Ta książka boli, bo opowiada o zagładzie, jaką człowiek sprowadzał i wciąż sprowadza innym żyjącym istotom. A podziękowania autorki są jak cios w splot słoneczny.
Serię dzieł pisarzy skandynawskich czytam w ciemno. Tym razem kilkoro znajomych, którzy przeczytali ją przede mną marudziło, część nawet nie skończyła lektury. Mam zupełnie inne zdanie na jej temat. Książka świetna, dla mnie tym ważniejsza, że odnosi się do ekologii, biologii, etyki. Czego tu nie ma! Wymieranie gatunków, choć lepiej byłoby powiedzieć bezmyślne wybijanie gatunków, które wciąż ma miejsce ukazane bez zbytniej łopatologii. Czekam na kolejne książki tej autorki
Serię dzieł pisarzy skandynawskich czytam w ciemno. Tym razem kilkoro znajomych, którzy przeczytali ją przede mną marudziło, część nawet nie skończyła lektury. Mam zupełnie inne zdanie na jej temat. Książka świetna, dla mnie tym ważniejsza, że odnosi się do ekologii, biologii, etyki. Czego tu nie ma! Wymieranie gatunków, choć lepiej byłoby powiedzieć bezmyślne wybijanie...
Ta książka mnie boli.
Bo to jest opowieść o tym, jak zwierzę zwane człowiekiem nie potrafi (nie umie? nie chce? uczy się? dopiero odkrywa?) zrozumieć, że jest częścią natury i że jego przeciwstawny kciuk i rozwinięty mózg mogą uczynić z niego wrażliwego obrońcę ekosystemów albo bestię doprowadzającą do zagłady kolejny gatunek.
Obyśmy zrozumieli...
Ta książka mnie boli.
Bo to jest opowieść o tym, jak zwierzę zwane człowiekiem nie potrafi (nie umie? nie chce? uczy się? dopiero odkrywa?) zrozumieć, że jest częścią natury i że jego przeciwstawny kciuk i rozwinięty mózg mogą uczynić z niego wrażliwego obrońcę ekosystemów albo bestię doprowadzającą do zagłady kolejny gatunek.
Obyśmy zrozumieli...
Niesamowite z jaką wrażliwością można pisać o szkielecie pewnego zwierzęcia. Jak relację człowieka z dzikimi zwierzętami można prześledzić w historii krowy morskiej. Jak ludzkość jednocześnie potrafi odzierać ten szkielet z mięsa i skóry, i z wielkim pragnieniem odnalezienia śladu jej istnienia, pieczołowicie pielęgnować każdą pozostałą po niej kość. Dającą do myślenia.
Niesamowite z jaką wrażliwością można pisać o szkielecie pewnego zwierzęcia. Jak relację człowieka z dzikimi zwierzętami można prześledzić w historii krowy morskiej. Jak ludzkość jednocześnie potrafi odzierać ten szkielet z mięsa i skóry, i z wielkim pragnieniem odnalezienia śladu jej istnienia, pieczołowicie pielęgnować każdą pozostałą po niej kość. Dającą do myślenia.
Wspaniała książka. Takie połączenie walki o ginące gatunki i personalne historie tej walki. Dużo historii, ciekawostek, np. jak to Rosja sprzedała Ameryce Alaskę. Polecam, inną niż te podobne jedna w drugą marniuchne fabuły.
Wspaniała książka. Takie połączenie walki o ginące gatunki i personalne historie tej walki. Dużo historii, ciekawostek, np. jak to Rosja sprzedała Ameryce Alaskę. Polecam, inną niż te podobne jedna w drugą marniuchne fabuły.
Pierwsza część związana ze Stellarem była świetna. Kolejne mniej już opowiadały o byciu przyrodnikiem i o samej krowie morskiej, a więcej było zwyczajnego "fabularyzowania" życia ludzi mniej i bardziej związanych z nauką. Te części nie dały mi aż tyle co część pierwsza, ale trzeba oddać autorce, że czyta mi się to co pisze naprawdę dobrze. Pisze lekko, interesująco, jakoś tak tworząc obrazy tych wszystkich osób, że stają się wiarygodne, różne od siebie, a pytania moralne i ekologiczne zręcznie wplecione w narrację zostają w głowie na długo.
Ostatnia część z panem Johnem wydała mi się chaotyczna i potrzebująca więcej czasu, ale - o dziwo - część podziękowań zrobiła na mnie wrażenie, trochę zacierając słabszy ślad tych kilku słabszych wcześniejszych stron.
Nie dowiedziałam się aż tyle, ile oczekiwałam - więcej tu przestrogi, przemyśleń i filozofii niż samej nauki - ale książkę czyta się niezwykle łatwo i myślę, że chyba wciąż warto. Szczególnie, jeżeli oczekuje się właśnie pozostałych po lekturze pytań.
Pierwsza część związana ze Stellarem była świetna. Kolejne mniej już opowiadały o byciu przyrodnikiem i o samej krowie morskiej, a więcej było zwyczajnego "fabularyzowania" życia ludzi mniej i bardziej związanych z nauką. Te części nie dały mi aż tyle co część pierwsza, ale trzeba oddać autorce, że czyta mi się to co pisze naprawdę dobrze. Pisze lekko, interesująco, jakoś...
Lubię książki, w których jeden motyw przewodni przeprowadza czytelnika przez różne miejsca i epoki. Tutaj zdecydowanie najbardziej fascynujące były dla mnie 2 i 3 część.
Lubię książki, w których jeden motyw przewodni przeprowadza czytelnika przez różne miejsca i epoki. Tutaj zdecydowanie najbardziej fascynujące były dla mnie 2 i 3 część.
Na początku świat jawi się jako ogromny, nieodkryty i pełen tajemnic obszar, który kusi do wypraw i odkryć. Podróż morska, która miała być okazją do poszerzania wiedzy, staje się jednocześnie historią bezmyślnego niszczenia – przyroda zamiast być podziwiana i badana, staje się ofiarą ludzkiej chciwości, okrucieństwa i lekkomyślności.
Autorka prowadzi czytelnika przez trzy wieki i trzy opowieści, ukazując, jak zmieniał się sposób postrzegania natury: od fascynacji i traktowania jej jako źródła nieograniczonych zasobów, po refleksję nad jej kruchością i nieodwracalnymi stratami. Szczególnie mocno wybrzmiewa historia krowy morskiej Stellera – majestatycznego zwierzęcia, które zniknęło z powierzchni Ziemi wskutek bezmyślnego i nadmiernego polowania. W tle pojawiają się też inne gatunki, których los mógłby potoczyć się inaczej, gdyby człowiek w porę zatrzymał swoją destrukcyjną działalność.
Książka ma wymiar głęboko smutny, wręcz przygnębiający, ale jednocześnie otwierający oczy. To nie tylko opowieść o przeszłości, lecz także mocne ostrzeżenie dla współczesności. Człowiek okazuje się największym zagrożeniem dla przyrody – niszczy ją nie dlatego, że musi, lecz dlatego, że może. Ta lektura zmusza do zadania sobie pytania: po co tak bezsensownie wyniszczać świat, który jest naszym jedynym domem?
„Żywe istoty” Iisy Turpeinen to książka, która zostaje w czytelniku na długo – pełna żalu po tym, co utracone, ale też podsuwająca refleksję, że nadal mamy wybór, by nie powtarzać dawnych błędów.
Na początku świat jawi się jako ogromny, nieodkryty i pełen tajemnic obszar, który kusi do wypraw i odkryć. Podróż morska, która miała być okazją do poszerzania wiedzy, staje się jednocześnie historią bezmyślnego niszczenia – przyroda zamiast być podziwiana i badana, staje się ofiarą ludzkiej chciwości, okrucieństwa i lekkomyślności.
Autorka prowadzi czytelnika przez trzy...
Zaskakujące znalezisko. Wspaniała książka przede wszystkim o losach krowy morskiej ale i innnych wymarłych gatunkach. Dużo czasu też poświęca sie przyrodnikom, którzy poświęcili swoje życie badaniu zwierząt. Polecam
Zaskakujące znalezisko. Wspaniała książka przede wszystkim o losach krowy morskiej ale i innnych wymarłych gatunkach. Dużo czasu też poświęca sie przyrodnikom, którzy poświęcili swoje życie badaniu zwierząt. Polecam
Przyjemna lektura o tym, jak na przestrzeni lat zmieniała się relacja człowieka z otaczającą go naturą... oraz po części z samym sobą. Od zimnych wód zatoki Beringa po chłodne wnętrza helsińskich muzeów: książka budzi respekt wobec tych organizmów, których wśród nas już nie ma.
Przyjemna lektura o tym, jak na przestrzeni lat zmieniała się relacja człowieka z otaczającą go naturą... oraz po części z samym sobą. Od zimnych wód zatoki Beringa po chłodne wnętrza helsińskich muzeów: książka budzi respekt wobec tych organizmów, których wśród nas już nie ma.
Temat gatunków wymarłych zawsze na swój sposób porusza. Jest coś przerażającego w świadomości, że niektóre istoty zniknęły z powierzchni Ziemi na zawsze — i że często to człowiek był w tym procesie decydującą siłą. Jeszcze straszniejsze jest to, że wielu z tych stworzeń nawet nie zdążyliśmy dobrze poznać.
„Żywe istoty” doskonale oddają to uczucie – żalu, straty, ale też fascynacji.
Choć książka opowiada o krowie morskiej Stellera – majestatycznym, wymarłym już stworzeniu – to tak naprawdę mówi o nas. O ludzkiej potrzebie rozumienia, dokumentowania, a nawet... przywracania przeszłości. Autorka z wielką wrażliwością splata losy bohaterów, żyjących w różnych epokach, wokół jednego zaginionego gatunku. Od XVIII-wiecznego odkrywcy, przez XIX-wiecznego gubernatora, aż po XX-wiecznego muzealnika – w każdym z nich tli się podobna pasja, podobna rozpacz i nadzieja.
To nie jest książka tylko smutna. Jest głęboka. Momentami przytłaczająca, bo język bywa gęsty, pełen szczegółów, ale to właśnie ta warstwa daje czytelnikowi coś więcej niż prostą narrację. Pozostawia w nas ślad. Uczy pokory wobec natury. Uczy szacunku do tego, co było i już nie wróci. Ale jednocześnie pokazuje, że pamięć i nauka mogą być formą miłości — cichą próbą oswojenia straty.
„Żywe istoty” to książka, która zostaje w głowie i w sercu. Dla tych, którzy lubią historie o przeszłości, o naturze, o ludziach — i o tym, co między nimi przepadło na zawsze.
Temat gatunków wymarłych zawsze na swój sposób porusza. Jest coś przerażającego w świadomości, że niektóre istoty zniknęły z powierzchni Ziemi na zawsze — i że często to człowiek był w tym procesie decydującą siłą. Jeszcze straszniejsze jest to, że wielu z tych stworzeń nawet nie zdążyliśmy dobrze poznać.
„Żywe istoty” doskonale oddają to uczucie – żalu, straty, ale też...
Rozpoczynając czytanie tej książki bałam się, że będę miała powtórkę informacji z książki Wyspa Niebieskich Lisów. Na szczęście po kilkudziesięciu stronach opowieść o wyprawie Beringa się kończy i dostałam przepiękną, nienachalną opowieści o wymienianiu gatunków. O niecodziennych ludziach, sytuacjach ale też szerszą perspektywę.
Rozpoczynając czytanie tej książki bałam się, że będę miała powtórkę informacji z książki Wyspa Niebieskich Lisów. Na szczęście po kilkudziesięciu stronach opowieść o wyprawie Beringa się kończy i dostałam przepiękną, nienachalną opowieści o wymienianiu gatunków. O niecodziennych ludziach, sytuacjach ale też szerszą perspektywę.
Każda z książek wydana w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawski jest bardzo dobra jeśli nie rewelacyjna. I nie inaczej jest z "Żywymi Istotami".
Napisana trochę w innym formacie niż poprzednie. Nie jest to reportaż, choć można odnieść takie wrażenie. Wielopoziomowe i rozpięte w czasie (około 200 lat) zjawisko jak człowiek najpierw odkrywa nowe zwierzę (tutaj chodzi o krowę morską), a następnie ją wytępia doszczętnie i następnie próbuje dokonać rekonstrukcji choćby szkieletu.
Nie będę tu opisywał poszczególnych rozdziałów. Ponieważ każdy może sobie to przeczytać.
Mi chodzi o pokazanie jak człowiek przez kilkadziesiąt lat wybił cały gatunek. A takich gatunków, które giną bezpowrotnie jest obecnie bardzo dużo. To doskonałe studium śmierci gatunku. I nie zrobiły tego inne zwierzęta czy też przyczyny naturalne. To permanentne działania człowieka doprowadziły do zagłady i niestety prowadzą nadal do wyginięcia całych populacji.
Polecam.
Każda z książek wydana w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawski jest bardzo dobra jeśli nie rewelacyjna. I nie inaczej jest z "Żywymi Istotami".
Napisana trochę w innym formacie niż poprzednie. Nie jest to reportaż, choć można odnieść takie wrażenie. Wielopoziomowe i rozpięte w czasie (około 200 lat) zjawisko jak człowiek najpierw odkrywa nowe zwierzę (tutaj chodzi o krowę...
Arcydzieło literatury z pogranicza faktu i prozy, na miarę "Krótkiej historii prawie wszystkiego" Brysona. Arcydzieło także pod względem tłumaczenia. Pozycja obowiązkowa, typu "100 książek, które powinien przeczytać każdy".
Arcydzieło literatury z pogranicza faktu i prozy, na miarę "Krótkiej historii prawie wszystkiego" Brysona. Arcydzieło także pod względem tłumaczenia. Pozycja obowiązkowa, typu "100 książek, które powinien przeczytać każdy".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka „Żywe istoty” Iidy Turpeinen jest inna, niż wszystkie. Nie każdego dnia trafiam na równie fascynującą powieść o tajemniczym stworzeniu nie pochodzącym z bajki, legendy czy mitu. Historia krowy morskiej, odkrytej w 1741 i wybitej w ciągu kolejnego ćwierćwiecza, to opowieść autentyczna, prawdziwa, w pełni wiarygodna. Autorka zadbała o przybliżenie czytelnikowi znaczących historycznych postaci (m.in. Bering czy Steller) oraz realiów kolejnych epok, które zapewniły przetrwanie skrawków wiedzy o krowie morskiej do dzisiejszych czasów. Bardzo podobał mi się sposób w jaki przedstawiona została atmosfera, klimat kolejnych epok. Panujący na dalekiej północy chłód, głód czy marazm udzielały mi się podczas lektury, do tego stopnia, że musiałam robić przerwy.
Według naukowców średnio co 25 minut jeden gatunek znika z powierzchni Ziemi. Bardzo słusznie, pisarze tacy jak Iida Turpeinen zwracają na to uwagę i tym samym zwiększają świadomość oraz wrażliwość czytelników w kwestii troski o naszą planetę.
Ze względu na obfitość wątków i faktów, „Żywe istoty” zdecydowanie mogę polecić jako książkę poszerzającą horyzonty – od Alaski po Kamczatkę.
Książka „Żywe istoty” Iidy Turpeinen jest inna, niż wszystkie. Nie każdego dnia trafiam na równie fascynującą powieść o tajemniczym stworzeniu nie pochodzącym z bajki, legendy czy mitu. Historia krowy morskiej, odkrytej w 1741 i wybitej w ciągu kolejnego ćwierćwiecza, to opowieść autentyczna, prawdziwa, w pełni wiarygodna. Autorka zadbała o przybliżenie czytelnikowi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChociaż ta książka obiektywnie nie jest zła, to jednak personalnie moja niezła ocena jest zakorzeniona głównie w fakcie, że momentami bardzo przypominała mi "Kalimantaan", który wspominam bardzo ciepło i z tęsknotą do rereadu. I chociaż jak już usiadłam, "Żywe istoty" czytało mi się przyjemnie, to jednak nijak się mają do powieści Godshalk - przede wszystkim dlatego, że rozpadają się dla mnie konstrukcyjnie na płaszczyźnie, gdzie trudno mi to zignorować.
Otóż, koniec końców, "Żywe istoty" są dla mnie książką do pewnego stopnia o niczym. Rozumiem, co przywiodło autorkę do napisania jej, i co służyło tu za motyw przewodni, ale jednak najprzyjemniejsze w odbiorze fragmenty tej powieści - te dotykające żyć osób istniejących na granicy losów gatunku krowy morskiej, zwłaszcza po śmierci tegoż - istnieją tak trochę... po prostu. Poza rozdziałem pierwszym, szkielet krowy morskiej ledwo się w nich przewija, i kiedy człowiek odrywa się od lektury, może odnosić wrażenie, iż ma do czynienia z pisaniem pod pewną tezę. Co jest wybaczalne w fikcji, gdy nie jest nachalne - zadanie, z którym Turpeinen poradziła sobie, moim zdaniem, połowicznie. Oczywiście, dostrzegam pewne połączenia stylistyczne, ale w ogólnym kształcie wydają się jednak dosyć słabe.
Nadal, jest to lektura przyjemna, trochę inna od tego, po co zwykle sięga przeciętny jej zjadacz, ale osobiście wiem, że nie zapadnie mi w pamięć.
Chociaż ta książka obiektywnie nie jest zła, to jednak personalnie moja niezła ocena jest zakorzeniona głównie w fakcie, że momentami bardzo przypominała mi "Kalimantaan", który wspominam bardzo ciepło i z tęsknotą do rereadu. I chociaż jak już usiadłam, "Żywe istoty" czytało mi się przyjemnie, to jednak nijak się mają do powieści Godshalk - przede wszystkim dlatego, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJaka ta książka jest piękna! Owszem może trochę dla koneserów (miłośników wypraw arktycznych, historii nauki albo literatury podróżniczej), ale pięknie napisana i doceniam wysiłek, żeby napisać książkę, w której zarówno istoty ludzkie, jak i zwierzęce, są równoprawnymi bohaterkami i bohaterami. I nie ma tu takiego prostego nadawania zwierzętom cech ludzkich, wręcz przeciwnie - miałam wrażenie, że to ludzie są opisywani czasem jak zwierzęta, są jak obiekty z kolekcji muzeum historii naturalnej. Naprawdę ciekawa lektura. Piękny język to pewnie częściowo zasługa tłumacza oraz redakcji, więc uznanie też dla nich.
Czytałam wcześniej książkę popularnonaukową historyczną o wyprawie Beringa, więc część tła historycznego była mi znana, ale teraz krowa morska Stellera zostanie ze mną na dłużej jako główna bohaterka powieści.
Jaka ta książka jest piękna! Owszem może trochę dla koneserów (miłośników wypraw arktycznych, historii nauki albo literatury podróżniczej), ale pięknie napisana i doceniam wysiłek, żeby napisać książkę, w której zarówno istoty ludzkie, jak i zwierzęce, są równoprawnymi bohaterkami i bohaterami. I nie ma tu takiego prostego nadawania zwierzętom cech ludzkich, wręcz...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wspaniała ale dość hermetyczna, głównie dla zakręconych biologów i ortodoksyjnych ekologów, jednak pięknie przedstawia kiedy, jak i gdzie wyginęły różne gatunki fauny na Ziemii. Nie zdawałam sobie sprawy, że izolowane wyspy i miejsca, które przez wieki zapewniały ochronę, często stawały się pułapkami, tuż po odkryciu tych siedlisk przez człowieka. Niestety siejemy zniszczenie, polowania i handel są czymś przed czym zwierzęta nie są w stanie się bronić.
Książka wspaniała ale dość hermetyczna, głównie dla zakręconych biologów i ortodoksyjnych ekologów, jednak pięknie przedstawia kiedy, jak i gdzie wyginęły różne gatunki fauny na Ziemii. Nie zdawałam sobie sprawy, że izolowane wyspy i miejsca, które przez wieki zapewniały ochronę, często stawały się pułapkami, tuż po odkryciu tych siedlisk przez człowieka. Niestety siejemy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka o ludziach, którzy w jakiś sposób przyczynili się do zachowania pamięci o krowie morskiej. Jak dla mnie trochę za mało o samych zwierzętach, tak jak pierwsza część mnie wciągnęła, pozostałe nieco się dłużyły i skupiały się za bardzo na osobach które z samą krową nie miały wiele wspólnego.
Książka o ludziach, którzy w jakiś sposób przyczynili się do zachowania pamięci o krowie morskiej. Jak dla mnie trochę za mało o samych zwierzętach, tak jak pierwsza część mnie wciągnęła, pozostałe nieco się dłużyły i skupiały się za bardzo na osobach które z samą krową nie miały wiele wspólnego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem pod ogromnym wrażeniem. To piękna, ciekawa, mądra i ważna książka. Nie waham się nazwać ją arcydziełem.
Książka niby skandynawska, oszczędna w emocjach, minimalistyczna, ale ileż w niej rozmachu. Na przykład geograficznego. Wędrujemy przez Syberię, obozujemy na Kamczatce, żeglujemy po nieznanych wodach Arktyki i zimujemy na bezludnych wyspach. Jest Alaska i Europa, a przez chwilę nawet gorąca Ameryka Południowa.
Zachwyca forma książki. Jest to połączenie powieści z reportażem (wydarzenia i bohaterowie są jak najbardziej historyczni). Dostajemy też coś na kształt traktatu przyrodniczego i eseju o naturze człowieka, kruchości przyrody i przemijaniu.
Bohaterami są tu oczywiście przyroda i zwierzęta. Ale Turpeinen pisze też o ludziach, ich ambicjach, odwadze, woli przetrwania, samotności, szaleństwie, okrucieństwie, ale i pokorze.
Dominujący jest tu motyw ekologii. Na szczęście autorka daleka jest od łopatologicznej eko-ideologii. I chwała Jej za to.
To książka dla ludzi wrażliwych i zainteresowanych światem, historią, geografią, botaniką, geologią a nawet sztuką (wspaniałe opisy rycin). A przede wszystkim dla tych, którzy cenią dobrą literaturę.
Polecam.
Jestem pod ogromnym wrażeniem. To piękna, ciekawa, mądra i ważna książka. Nie waham się nazwać ją arcydziełem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka niby skandynawska, oszczędna w emocjach, minimalistyczna, ale ileż w niej rozmachu. Na przykład geograficznego. Wędrujemy przez Syberię, obozujemy na Kamczatce, żeglujemy po nieznanych wodach Arktyki i zimujemy na bezludnych wyspach. Jest Alaska i Europa,...
Troche dziwna, taka smutno nostalgiczna. Ciekawe fakty (?) mocno podpudowane narracyjnie. Czyta się dobrze tylko te porazki co rozdział - dup - nie udało się, - dup - wymarło.. No taki skandynawski styl..
Troche dziwna, taka smutno nostalgiczna. Ciekawe fakty (?) mocno podpudowane narracyjnie. Czyta się dobrze tylko te porazki co rozdział - dup - nie udało się, - dup - wymarło.. No taki skandynawski styl..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak żywe mogą być martwe szczątki. Na przykładzie powieści Iidy Turpeinen da się stwierdzić, że wystarczająco, by na ich podstawie dokonać osiągnięcia na wielu płaszczyznach. Formalnej, ponieważ mieści się tu książka popularno-naukowa, podróżnicza (Alaska, Wyspy Beringa!, odrobina Rosji), przyrodnicza, kronikarska (?), historyczna z akcentem na przywołanie z mroków zapomnianych kobiet, w tym także tych atypowych (epileptyczna siostra alaskańskiego gubernatora). Oraz emocjonalnej – w trakcie lektury nie opuszcza poczucie straty, ale przede wszystkim rozczarowanie i rozpacz wywołane przez fakt niewygodny i chętnie zapominany: człowiek to największy szkodnik, jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Uwypuklają się refleksje nad bagatelizowaną ekologią i wypływającą z niej moralnością. Czy raczej na odwrót – to poczucie moralności powinno wskazywać nam zrównoważone współżycie ze światem zastanym. Jaka jednak jest rzeczywistość, nietrudno zobaczyć.
Zarzucana gdzieniegdzie dygresyjność formy tylko wzbogaca całość, tworząc z niej nadzwyczajne literackie doświadczenie. Dawno, jeśli nie nigdy, nie trafiłam na tak pięknie oddane procesy fizjologiczne. Oto biologia+, którą mogłabym zgłębiać. Niech lekcje w końcu czemuś posłużą.
Jak żywe mogą być martwe szczątki. Na przykładzie powieści Iidy Turpeinen da się stwierdzić, że wystarczająco, by na ich podstawie dokonać osiągnięcia na wielu płaszczyznach. Formalnej, ponieważ mieści się tu książka popularno-naukowa, podróżnicza (Alaska, Wyspy Beringa!, odrobina Rosji), przyrodnicza, kronikarska (?), historyczna z akcentem na przywołanie z mroków...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka na pograniczu beletrystyki i literatury faktu. Doceniam, za ekologiczny przekaz. Zwykle w tego typu książkach jest on bardzo nachalny, często nawet dominuje historię. Tutaj jest to bardzo subtelne, autor podaje nam fakty, pozwala spojrzeć na problem z różnych stron i nam samym wysnuć wnioski.
Krowa morska może już nie istnieje, ale zawsze pozostanie w moim serduszku <3
Bardzo dobra książka na pograniczu beletrystyki i literatury faktu. Doceniam, za ekologiczny przekaz. Zwykle w tego typu książkach jest on bardzo nachalny, często nawet dominuje historię. Tutaj jest to bardzo subtelne, autor podaje nam fakty, pozwala spojrzeć na problem z różnych stron i nam samym wysnuć wnioski.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrowa morska może już nie istnieje, ale zawsze pozostanie...
Nie zawiodłam się jeszcze na żadnej książce z serii pisarzy skandynawskich. Po tą sięgnęłam dość randomowo, będąc w bibliotece. Zainteresowała mnie wspomnieniem na okładce słynnej wyprawy Beringa i tematów około geograficznych. Okazała się cudowną, głęboką i przystępnie napisaną refleksją na temat gatunków zwierząt, które bezpowrotnie wyginęły.
Główną bohaterką jest tu krowa morska, wpisana na listę gatunków wymarłych i której pośrednim zabójcą okazał się sam Bering. Kiedy zawitał na nieznaną jeszcze w czasie jego Wielkiej Ekspedycji Północnej wyspę, towarzyszący mu przyrodnik i badacz Steller odkrył mityczną niemal krowę morską, nazwaną później od jego nazwiska. Odkrył i doprowadził do tego, że w kolejnych 100 latach polowania na nią odbywały się na szeroką skalę i gatunek zmierzał nieuchronnie do swojego exodusu. Steller przez pechowy zbieg okoliczności nigdy nie podzielił się swoimi spostrzeżeniami ani nie udało mu się dowieść na stały ląd szczątków krowy morskiej, które tak pieczołowicie gromadził podczas przymusowego postoju na Wyspie Beringa. Umarł w drodze do Sankt Petersburga a kolejni badacze i naukowcy przez lata próbowali odtworzyć szkielet krowy morskiej. Stała się ona obsesją ostatniego rosyjskiego gubernatora Alaski, kolejnych badaczy, naukowców i rysowników, którzy dziwili się stając przed pozostałościami jej szkieletu, przypadkowo odkrytego przez Aleutów. Dziwili się, że tak ogromne stworzenie mogło kiedyś istnieć i nie do końca byli w stanie odtworzyć jego wygląd.
Autorka z niesamowitym pietyzmem tworzy fabularną historię krowy morskiej, stworzenia, które unicestwił sam człowiek. W swojej opowieści przeprowadza nas przez kolejne lata historii, zahacza o kolejne muzea, które pokazują tysiące eksponatów zwierząt, ptaków, owadów a nawet jaj. Zwraca uwagę na paradoks ludzkiej ciekawości i miłości do istot żywych, która ostatecznie często przyczynia się do jednoczesnego zmniejszania populacji kolejnych gatunków. Nawiązuje do wielu ptaków, których już nie ma - alki olbrzymiej, gołębia wędrownego czy wielkiego kormorana okularowego, po których podobnie jak po krowie morskiej pozostaje już tylko wspomnienie m.in. w Muzeum Historii Naturalnej w Helsinkach.
Książka pozostawia po sobie poczucie wielkiego żalu, wręcz żałoby po tym, co zniszczył człowiek, tym bardziej, że czasami robił to z miłości do zwierząt. Długo nie mogliśmy zrozumieć, że zwierzęta mogą ginąć nie tylko od katastrofy klimatycznej, asteroidy czy mitycznego potopu, jak w przypadku dinozaurów czy mamutów. Mogą ginąć przez polowania, kolekcjonerskie podbieranie jaj czy po prostu bezmyślne wybijanie choćby przez żeglarzy.
Książka ma bardzo smutny, melancholijny wydźwięk, jest napisana z niezwykłą miękkością ale i ewidentnym żalem, po tym co bezpowrotnie utracone. Oprócz tego niesie ogrom wiedzy w zakresie wymarłych gatunków zwierząt, wypraw badawczych i życia samych naukowców w XVIII/XIX wieku. Jest dla mnie naprawdę ogromnym pozytywnym zaskoczeniem i szczerze polecam, szczególnie osobom wrażliwym na przyrodę i ciekawym świata zwierząt. Tak pięknego, poetycko napisanego opisu ewolucji - od pojedynczej komórki po powstanie krowy morskiej w Morzu Beringa nie znajdziecie nigdzie indziej.
Nie zawiodłam się jeszcze na żadnej książce z serii pisarzy skandynawskich. Po tą sięgnęłam dość randomowo, będąc w bibliotece. Zainteresowała mnie wspomnieniem na okładce słynnej wyprawy Beringa i tematów około geograficznych. Okazała się cudowną, głęboką i przystępnie napisaną refleksją na temat gatunków zwierząt, które bezpowrotnie wyginęły.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówną bohaterką jest tu...
Bardzo ciekawe powieść o wymieraniu gatunków, pokazująca zmieniające się na przestrzeni wieków postrzeganie wpływu człowieka na świat zwierząt, 9/10
Bardzo ciekawe powieść o wymieraniu gatunków, pokazująca zmieniające się na przestrzeni wieków postrzeganie wpływu człowieka na świat zwierząt, 9/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie niesamowita książka, która pozwoliła przyjrzeć się unikalnym krowom morskim i poznać wiele ciekawych gatunków. Byłam zaskoczona ile zwierząt wymarło w ostatnich czasach i w jak wielu przypadkach przyczynił się do tego człowiek . Bardzo przykra jest myśl,że ludzie zabijają unikatowe gatunki tylko dla własnej rozrywki.
Książka wciąga , fascynuje , zaskakuje i uczy.
Dla mnie niesamowita książka, która pozwoliła przyjrzeć się unikalnym krowom morskim i poznać wiele ciekawych gatunków. Byłam zaskoczona ile zwierząt wymarło w ostatnich czasach i w jak wielu przypadkach przyczynił się do tego człowiek . Bardzo przykra jest myśl,że ludzie zabijają unikatowe gatunki tylko dla własnej rozrywki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wciąga , fascynuje , zaskakuje i uczy.
To niezwykle piękna i przejmująca powieść. I niesamowicie smutna.
To niezwykle piękna i przejmująca powieść. I niesamowicie smutna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka boli, bo opowiada o zagładzie, jaką człowiek sprowadzał i wciąż sprowadza innym żyjącym istotom. A podziękowania autorki są jak cios w splot słoneczny.
Ta książka boli, bo opowiada o zagładzie, jaką człowiek sprowadzał i wciąż sprowadza innym żyjącym istotom. A podziękowania autorki są jak cios w splot słoneczny.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSerię dzieł pisarzy skandynawskich czytam w ciemno. Tym razem kilkoro znajomych, którzy przeczytali ją przede mną marudziło, część nawet nie skończyła lektury. Mam zupełnie inne zdanie na jej temat. Książka świetna, dla mnie tym ważniejsza, że odnosi się do ekologii, biologii, etyki. Czego tu nie ma! Wymieranie gatunków, choć lepiej byłoby powiedzieć bezmyślne wybijanie gatunków, które wciąż ma miejsce ukazane bez zbytniej łopatologii. Czekam na kolejne książki tej autorki
Serię dzieł pisarzy skandynawskich czytam w ciemno. Tym razem kilkoro znajomych, którzy przeczytali ją przede mną marudziło, część nawet nie skończyła lektury. Mam zupełnie inne zdanie na jej temat. Książka świetna, dla mnie tym ważniejsza, że odnosi się do ekologii, biologii, etyki. Czego tu nie ma! Wymieranie gatunków, choć lepiej byłoby powiedzieć bezmyślne wybijanie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka mnie boli.
Bo to jest opowieść o tym, jak zwierzę zwane człowiekiem nie potrafi (nie umie? nie chce? uczy się? dopiero odkrywa?) zrozumieć, że jest częścią natury i że jego przeciwstawny kciuk i rozwinięty mózg mogą uczynić z niego wrażliwego obrońcę ekosystemów albo bestię doprowadzającą do zagłady kolejny gatunek.
Obyśmy zrozumieli...
Ta książka mnie boli.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo to jest opowieść o tym, jak zwierzę zwane człowiekiem nie potrafi (nie umie? nie chce? uczy się? dopiero odkrywa?) zrozumieć, że jest częścią natury i że jego przeciwstawny kciuk i rozwinięty mózg mogą uczynić z niego wrażliwego obrońcę ekosystemów albo bestię doprowadzającą do zagłady kolejny gatunek.
Obyśmy zrozumieli...
Niesamowite z jaką wrażliwością można pisać o szkielecie pewnego zwierzęcia. Jak relację człowieka z dzikimi zwierzętami można prześledzić w historii krowy morskiej. Jak ludzkość jednocześnie potrafi odzierać ten szkielet z mięsa i skóry, i z wielkim pragnieniem odnalezienia śladu jej istnienia, pieczołowicie pielęgnować każdą pozostałą po niej kość. Dającą do myślenia.
Niesamowite z jaką wrażliwością można pisać o szkielecie pewnego zwierzęcia. Jak relację człowieka z dzikimi zwierzętami można prześledzić w historii krowy morskiej. Jak ludzkość jednocześnie potrafi odzierać ten szkielet z mięsa i skóry, i z wielkim pragnieniem odnalezienia śladu jej istnienia, pieczołowicie pielęgnować każdą pozostałą po niej kość. Dającą do myślenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydaje mi się, że lepiej byłoby ją przeczytać, niż przesłuchać, ale mimo to - bardzo ciekawa!
Świetne połączenie ciekawostek, wiedzy przyrodniczej i dobrej powieści. Nie spodziewałam się czegoś tak intrygująco-dobrego, ale zdecydowanie polecam!
Wydaje mi się, że lepiej byłoby ją przeczytać, niż przesłuchać, ale mimo to - bardzo ciekawa!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietne połączenie ciekawostek, wiedzy przyrodniczej i dobrej powieści. Nie spodziewałam się czegoś tak intrygująco-dobrego, ale zdecydowanie polecam!
Wspaniała książka. Takie połączenie walki o ginące gatunki i personalne historie tej walki. Dużo historii, ciekawostek, np. jak to Rosja sprzedała Ameryce Alaskę. Polecam, inną niż te podobne jedna w drugą marniuchne fabuły.
Wspaniała książka. Takie połączenie walki o ginące gatunki i personalne historie tej walki. Dużo historii, ciekawostek, np. jak to Rosja sprzedała Ameryce Alaskę. Polecam, inną niż te podobne jedna w drugą marniuchne fabuły.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza część związana ze Stellarem była świetna. Kolejne mniej już opowiadały o byciu przyrodnikiem i o samej krowie morskiej, a więcej było zwyczajnego "fabularyzowania" życia ludzi mniej i bardziej związanych z nauką. Te części nie dały mi aż tyle co część pierwsza, ale trzeba oddać autorce, że czyta mi się to co pisze naprawdę dobrze. Pisze lekko, interesująco, jakoś tak tworząc obrazy tych wszystkich osób, że stają się wiarygodne, różne od siebie, a pytania moralne i ekologiczne zręcznie wplecione w narrację zostają w głowie na długo.
Ostatnia część z panem Johnem wydała mi się chaotyczna i potrzebująca więcej czasu, ale - o dziwo - część podziękowań zrobiła na mnie wrażenie, trochę zacierając słabszy ślad tych kilku słabszych wcześniejszych stron.
Nie dowiedziałam się aż tyle, ile oczekiwałam - więcej tu przestrogi, przemyśleń i filozofii niż samej nauki - ale książkę czyta się niezwykle łatwo i myślę, że chyba wciąż warto. Szczególnie, jeżeli oczekuje się właśnie pozostałych po lekturze pytań.
Pierwsza część związana ze Stellarem była świetna. Kolejne mniej już opowiadały o byciu przyrodnikiem i o samej krowie morskiej, a więcej było zwyczajnego "fabularyzowania" życia ludzi mniej i bardziej związanych z nauką. Te części nie dały mi aż tyle co część pierwsza, ale trzeba oddać autorce, że czyta mi się to co pisze naprawdę dobrze. Pisze lekko, interesująco, jakoś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię książki, w których jeden motyw przewodni przeprowadza czytelnika przez różne miejsca i epoki. Tutaj zdecydowanie najbardziej fascynujące były dla mnie 2 i 3 część.
Lubię książki, w których jeden motyw przewodni przeprowadza czytelnika przez różne miejsca i epoki. Tutaj zdecydowanie najbardziej fascynujące były dla mnie 2 i 3 część.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNauka w połączeniu ze zgrabną fabułą. Spodziewałam sie calkiem czegoś innego, ale dostałam naprawdę solidną dawkę wiedzy.
Nauka w połączeniu ze zgrabną fabułą. Spodziewałam sie calkiem czegoś innego, ale dostałam naprawdę solidną dawkę wiedzy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początku świat jawi się jako ogromny, nieodkryty i pełen tajemnic obszar, który kusi do wypraw i odkryć. Podróż morska, która miała być okazją do poszerzania wiedzy, staje się jednocześnie historią bezmyślnego niszczenia – przyroda zamiast być podziwiana i badana, staje się ofiarą ludzkiej chciwości, okrucieństwa i lekkomyślności.
Autorka prowadzi czytelnika przez trzy wieki i trzy opowieści, ukazując, jak zmieniał się sposób postrzegania natury: od fascynacji i traktowania jej jako źródła nieograniczonych zasobów, po refleksję nad jej kruchością i nieodwracalnymi stratami. Szczególnie mocno wybrzmiewa historia krowy morskiej Stellera – majestatycznego zwierzęcia, które zniknęło z powierzchni Ziemi wskutek bezmyślnego i nadmiernego polowania. W tle pojawiają się też inne gatunki, których los mógłby potoczyć się inaczej, gdyby człowiek w porę zatrzymał swoją destrukcyjną działalność.
Książka ma wymiar głęboko smutny, wręcz przygnębiający, ale jednocześnie otwierający oczy. To nie tylko opowieść o przeszłości, lecz także mocne ostrzeżenie dla współczesności. Człowiek okazuje się największym zagrożeniem dla przyrody – niszczy ją nie dlatego, że musi, lecz dlatego, że może. Ta lektura zmusza do zadania sobie pytania: po co tak bezsensownie wyniszczać świat, który jest naszym jedynym domem?
„Żywe istoty” Iisy Turpeinen to książka, która zostaje w czytelniku na długo – pełna żalu po tym, co utracone, ale też podsuwająca refleksję, że nadal mamy wybór, by nie powtarzać dawnych błędów.
Na początku świat jawi się jako ogromny, nieodkryty i pełen tajemnic obszar, który kusi do wypraw i odkryć. Podróż morska, która miała być okazją do poszerzania wiedzy, staje się jednocześnie historią bezmyślnego niszczenia – przyroda zamiast być podziwiana i badana, staje się ofiarą ludzkiej chciwości, okrucieństwa i lekkomyślności.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka prowadzi czytelnika przez trzy...
Zaskakujące znalezisko. Wspaniała książka przede wszystkim o losach krowy morskiej ale i innnych wymarłych gatunkach. Dużo czasu też poświęca sie przyrodnikom, którzy poświęcili swoje życie badaniu zwierząt. Polecam
Zaskakujące znalezisko. Wspaniała książka przede wszystkim o losach krowy morskiej ale i innnych wymarłych gatunkach. Dużo czasu też poświęca sie przyrodnikom, którzy poświęcili swoje życie badaniu zwierząt. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudowna książka z elementami historii naturalnej i filozofii przyrody. Wyborna lektura, nie spodziewałam się czegoś tak wspaniałego.
Cudowna książka z elementami historii naturalnej i filozofii przyrody. Wyborna lektura, nie spodziewałam się czegoś tak wspaniałego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemna lektura o tym, jak na przestrzeni lat zmieniała się relacja człowieka z otaczającą go naturą... oraz po części z samym sobą. Od zimnych wód zatoki Beringa po chłodne wnętrza helsińskich muzeów: książka budzi respekt wobec tych organizmów, których wśród nas już nie ma.
Przyjemna lektura o tym, jak na przestrzeni lat zmieniała się relacja człowieka z otaczającą go naturą... oraz po części z samym sobą. Od zimnych wód zatoki Beringa po chłodne wnętrza helsińskich muzeów: książka budzi respekt wobec tych organizmów, których wśród nas już nie ma.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat gatunków wymarłych zawsze na swój sposób porusza. Jest coś przerażającego w świadomości, że niektóre istoty zniknęły z powierzchni Ziemi na zawsze — i że często to człowiek był w tym procesie decydującą siłą. Jeszcze straszniejsze jest to, że wielu z tych stworzeń nawet nie zdążyliśmy dobrze poznać.
„Żywe istoty” doskonale oddają to uczucie – żalu, straty, ale też fascynacji.
Choć książka opowiada o krowie morskiej Stellera – majestatycznym, wymarłym już stworzeniu – to tak naprawdę mówi o nas. O ludzkiej potrzebie rozumienia, dokumentowania, a nawet... przywracania przeszłości. Autorka z wielką wrażliwością splata losy bohaterów, żyjących w różnych epokach, wokół jednego zaginionego gatunku. Od XVIII-wiecznego odkrywcy, przez XIX-wiecznego gubernatora, aż po XX-wiecznego muzealnika – w każdym z nich tli się podobna pasja, podobna rozpacz i nadzieja.
To nie jest książka tylko smutna. Jest głęboka. Momentami przytłaczająca, bo język bywa gęsty, pełen szczegółów, ale to właśnie ta warstwa daje czytelnikowi coś więcej niż prostą narrację. Pozostawia w nas ślad. Uczy pokory wobec natury. Uczy szacunku do tego, co było i już nie wróci. Ale jednocześnie pokazuje, że pamięć i nauka mogą być formą miłości — cichą próbą oswojenia straty.
„Żywe istoty” to książka, która zostaje w głowie i w sercu. Dla tych, którzy lubią historie o przeszłości, o naturze, o ludziach — i o tym, co między nimi przepadło na zawsze.
Temat gatunków wymarłych zawsze na swój sposób porusza. Jest coś przerażającego w świadomości, że niektóre istoty zniknęły z powierzchni Ziemi na zawsze — i że często to człowiek był w tym procesie decydującą siłą. Jeszcze straszniejsze jest to, że wielu z tych stworzeń nawet nie zdążyliśmy dobrze poznać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Żywe istoty” doskonale oddają to uczucie – żalu, straty, ale też...
Rozpoczynając czytanie tej książki bałam się, że będę miała powtórkę informacji z książki Wyspa Niebieskich Lisów. Na szczęście po kilkudziesięciu stronach opowieść o wyprawie Beringa się kończy i dostałam przepiękną, nienachalną opowieści o wymienianiu gatunków. O niecodziennych ludziach, sytuacjach ale też szerszą perspektywę.
Rozpoczynając czytanie tej książki bałam się, że będę miała powtórkę informacji z książki Wyspa Niebieskich Lisów. Na szczęście po kilkudziesięciu stronach opowieść o wyprawie Beringa się kończy i dostałam przepiękną, nienachalną opowieści o wymienianiu gatunków. O niecodziennych ludziach, sytuacjach ale też szerszą perspektywę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażda z książek wydana w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawski jest bardzo dobra jeśli nie rewelacyjna. I nie inaczej jest z "Żywymi Istotami".
Napisana trochę w innym formacie niż poprzednie. Nie jest to reportaż, choć można odnieść takie wrażenie. Wielopoziomowe i rozpięte w czasie (około 200 lat) zjawisko jak człowiek najpierw odkrywa nowe zwierzę (tutaj chodzi o krowę morską), a następnie ją wytępia doszczętnie i następnie próbuje dokonać rekonstrukcji choćby szkieletu.
Nie będę tu opisywał poszczególnych rozdziałów. Ponieważ każdy może sobie to przeczytać.
Mi chodzi o pokazanie jak człowiek przez kilkadziesiąt lat wybił cały gatunek. A takich gatunków, które giną bezpowrotnie jest obecnie bardzo dużo. To doskonałe studium śmierci gatunku. I nie zrobiły tego inne zwierzęta czy też przyczyny naturalne. To permanentne działania człowieka doprowadziły do zagłady i niestety prowadzą nadal do wyginięcia całych populacji.
Polecam.
Każda z książek wydana w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawski jest bardzo dobra jeśli nie rewelacyjna. I nie inaczej jest z "Żywymi Istotami".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNapisana trochę w innym formacie niż poprzednie. Nie jest to reportaż, choć można odnieść takie wrażenie. Wielopoziomowe i rozpięte w czasie (około 200 lat) zjawisko jak człowiek najpierw odkrywa nowe zwierzę (tutaj chodzi o krowę...