Czy wybitna, raczej nie ale bardzo dobra. Zaczynając czytać z perspektywy jednego bohatera wydawało się, że już oganiam relacje bohaterów a tu nagle inna perspektywa i jeszcze inna i każdy ma swoją rację. Tu nie ma złych i dobrych tu są ludzie.
Książka zdecydowanie warta przeczytania.
Czy wybitna, raczej nie ale bardzo dobra. Zaczynając czytać z perspektywy jednego bohatera wydawało się, że już oganiam relacje bohaterów a tu nagle inna perspektywa i jeszcze inna i każdy ma swoją rację. Tu nie ma złych i dobrych tu są ludzie.
Książka zdecydowanie warta przeczytania.
Bardzo mądra powieść dla dorosłych dzieci starzejących się rodziców. Każdy może odnieść się do tego problemu w zależności od własnych doświadczeń . Warto też zapytać rodzica o jego oczekiwania od bliskich. Refleksja dla wszystkich i rodziców, i dzieci. Polecam.
Bardzo mądra powieść dla dorosłych dzieci starzejących się rodziców. Każdy może odnieść się do tego problemu w zależności od własnych doświadczeń . Warto też zapytać rodzica o jego oczekiwania od bliskich. Refleksja dla wszystkich i rodziców, i dzieci. Polecam.
„Zadzwoń, jak dojedziesz” to książka, która bardzo mnie wzruszyła i skłoniła do refleksji nad starością oraz przemijaniem. Autor pokazuje też, jak w trudnych momentach pojawia się przerzucanie odpowiedzialności, szczególnie w relacjach między rodzeństwem – pełnych napięć i niedopowiedzeń.
Polecam każdemu.
„Zadzwoń, jak dojedziesz” to książka, która bardzo mnie wzruszyła i skłoniła do refleksji nad starością oraz przemijaniem. Autor pokazuje też, jak w trudnych momentach pojawia się przerzucanie odpowiedzialności, szczególnie w relacjach między rodzeństwem – pełnych napięć i niedopowiedzeń.
"Zadzwoń jak dojedziesz " książka jest świetna. Czyta się szybko lekko i nostalgicznie szczególnie ja seniorka wdowa samotnie mieszkająca aczkolwiek mam 4 dzieci i 4 wnuków. "Czym pachnie upływający czas?".... Od momentu wejścia do domu ojca czuć było specyficzny zapach. Starej skóry potu niedomytych naczyń i kurzu"str. 180 To prawda zapach ludzi zmienia się wraz z wiekiem ludzi. Wiem że pachnę inaczej. Autor Jakub Bączykowski napisał te książkę z niesamowitą znajomością tego co czują obie strony czyli rodzic jeden bo drugi już nie żyje i dzieci które są dorosłe i mają swoje dzieci często także już dorosłe. Dialogi są adekwatne do treści książki. Tak właśnie myślą i mówią seniorzy i tak myślą i mówią ich dzieci i wnuki. To bolesna prawda wydobyta przez autora że odejście jednej osoby czyli zmarła matka(lub ojciec) a najsilniejsze więzi rodzinne runą jak domek z kart!!! W mojej rodzinie też runęły. Brawo Panie Jakub Bączykowski 🫶Książka jest świetna 🫶
"Zadzwoń jak dojedziesz " książka jest świetna. Czyta się szybko lekko i nostalgicznie szczególnie ja seniorka wdowa samotnie mieszkająca aczkolwiek mam 4 dzieci i 4 wnuków. "Czym pachnie upływający czas?".... Od momentu wejścia do domu ojca czuć było specyficzny zapach. Starej skóry potu niedomytych naczyń i kurzu"str. 180 To prawda zapach ludzi zmienia się wraz z wiekiem...
Jeszcze żadna historia nie wywołała we mnie takich emocji od pierwszej strony. Żadna. Ona już od pierwszych słów świdruje dziurę w sercu, robi pewnego rodzaju wyrzuty sumienia i choć nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby, to jakiś fragment mnie wzrusza się mocno i ronię łzy. Autor w prosty sposób bez żadnych ubarwień, wybuchu emocji, szalonych zwrotów akcji rozczula serce, pisząc bezpośrednio o życiu.
Jeszcze przed czytaniem, gdy tylko spojrzałam na okładkę, tytuł, opis, wiedziałam, że to będzie wyjątkowa lektura. Inna niż wszystkie. Prawdziwa, o tematyce, której nie porusza się w książkach, a jak już to mamy jej malutki fragment. Tymczasem Jakub Bączykowski pisze tak po prostu, z łatwością o przemijaniu, o starości, samotności, o śmierci, o opiece nad osobami starszymi nasuwając nam wiele przemyśleń. Czy jesteśmy wdzięczni za życie, które otrzymaliśmy? Czy potrafimy docenić po latach każdą łzę rodzica, każde jego staranie, by wychować nas jak najlepiej, każdą ich nieprzespaną noc? Czy potrafimy oddać im tę miłość? Namiastkę czasu, który poświęcili dla nas?
Starość jest trudna. My myślimy, że mamy czas, że rodzice będą żyć wiecznie, że zawsze będą mieli siłę na wszystko, a niestety tak nie jest. Czy nie zapominamy o nich? Czy dzwonimy, przyjeżdżamy, interesujemy się nimi? Każdy ma swoje życie, wiadomo, pracę, dom, dzieci, ale czy oni nie mieli także marzeń, pracy, i innych rzeczy na głowie? A mimo wszystko znajdowali czas dla nas, swoich dzieci. A my czy nie traktujemy ich na starość jako zadanie do wykonania i to jeszcze w ekspresowym tempie?
Historia smutna, ale bardzo prawdziwa. Ukazuje tęsknotę, dziurę w sercu, której nie można załatać, po śmierci drugiej osoby. Ryszard to postać, która wywoływała u mnie co rusz łzy pod powiekami. Mądry, stary człowiek, który widzi wszystko. Jego rodzina, cóż, idealny obraz przeciętnej polskiej rodziny, który mocno wchodzi pod skórę i daje do myślenia. Jednak właśnie oni ukazują nam dwie strony medalu.
Historia, jakich mało, w której nie zawsze to, co widać na pierwszy rzut oka, jest tym, co rzeczywiście jest. Zastanawiam się, czy autor, pisząc historię, płakał, bo ja nie dałabym rady pisać o czymś tak wzruszającym, nie roniąc żadnej łzy. Jakub w przepiękny sposób ukazał wyrozumiałość i mądrość rodzica w stosunku do dziecka, które odkrywa się przed nim i mówi, że jest gejem. Nie krzyczy, nie robi wyrzutów, lecz wspiera, mówiąc, że musi mu w takim razie okazywać jeszcze więcej miłości i zrozumienia, bo będzie mu potrzebna w tym czasie. Akceptuję i doradza, to jest piękne po prostu. Innym razem ukazuje uczucia starszej osoby, gdy ona widzi, jakim staje się problemem dla swoich dzieci. Widzimy też ten obraz zupełnie inny oczami każdego dziecka.
Jest tutaj jeszcze więcej, ale myślę, że moje słowa wystarczą, by Was do niej przekonać.
,,Zadzwoń, jak dojedziesz" to samo życie, opisane melancholijnie, konkretnie, bez wytykania palcem, a jednak poruszające najczulsze struny serca. Bez chusteczek nawet nie zaczynajcie czytać, chyba że jesteście mniej wrażliwi niż ja a ja jestem bardzo wrażliwa. Książka przepiękna, choć bolesna, ale takie są potrzebne. Może być ratunkiem dla niektórych w ostatniej chwili, przebudzeniem, gdy czasu jeszcze zostało, albo wyrzutem, gdy tego czasu już zabrakło. Przede wszystkim jest chwilą zadumy.
Jeszcze żadna historia nie wywołała we mnie takich emocji od pierwszej strony. Żadna. Ona już od pierwszych słów świdruje dziurę w sercu, robi pewnego rodzaju wyrzuty sumienia i choć nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby, to jakiś fragment mnie wzrusza się mocno i ronię łzy. Autor w prosty sposób bez żadnych ubarwień, wybuchu emocji, szalonych zwrotów akcji rozczula serce,...
Ta powieść mocno mną poruszyła. Przedstawiona w niej rodzinna sytuacja z pierwszego spojrzenia zupełnie normalna, przeradza się w dyskusję między trójką rodzeństwa dosyć nieprzyjemną, a dotyczy dalszej opieki nad starszym i samotnym już ojcem.
Renata, Anna i Mateusz muszą ustalić dalsze działania, bo Ryszard już nie jest w stanie sam zadbać o siebie. Sprawy sie mocno komplikują, bo najstarsza córka podjęła decyzję o rozwodzie, średnia ogłasza ponowne zajście w ciażę, a syn chce wraz z partnerem wyemigrować do Amsterdamu.
Sama jestem mamą i w perspektywie starość oby w dobrym zdrowiu i sile, ale czy moje dzieci są zobligowane do zajęcia się mną wtedy?
Autor kolejny raz porusza jakże istotne kwestie, dotykające wiele rodzin. Nie wyobrażam sobie być ciężarem dla bliskich, ale mam świadomość tego, że nie przewidzimy jak bedzie przebiegać nasza starość. Na ile powinniśmy obciążać własne dzieci swoim życiem ?
W powieści oprócz tego trudnego wątku wychodzą również inne zawiłości między rodzeństwem, które wynikają z przeszłości a rzutują na stan obecny.
W całej powieści dominuje smutek, każda z postaci czuje się wyznaczona do opieki, a okoliczności życiowe nie sprzyjają temu. Czy w takim razie ojciec może czuć sie jak niepotrzebny przedmiot? Jak rozwiązać taki dylemat aby nikt nie poczuł się wykorzystany. Czy można przedłożyć swoje plany nad zobowiązanie opieki na starość nad rodzicem?
Gdzie jest tu miejsce na uczucia i czy można pogodzić własny egoizm z obowiazkiem?
Bardzo zyciowa powieść, gdzie właściwie każda rodzina może się przejrzeć, zweryfikować i przedyskutować podobny scenariusz u siebie. Jak łatwo w podbramkowej sytuacji zapomnieć o przywoitości.
I majstrsztyk w wykonaniu autora - listy Ryszarda do zmarłej żony, gdzie tęsknota przebija kazdą potrzebę. Całe morze wzruszeń.
Ta powieść mocno mną poruszyła. Przedstawiona w niej rodzinna sytuacja z pierwszego spojrzenia zupełnie normalna, przeradza się w dyskusję między trójką rodzeństwa dosyć nieprzyjemną, a dotyczy dalszej opieki nad starszym i samotnym już ojcem.
Renata, Anna i Mateusz muszą ustalić dalsze działania, bo Ryszard już nie jest w stanie sam zadbać o siebie. Sprawy sie mocno...
Serdecznie polecam, piękny opis dynamiki w rodzinie przedstawienie życia z różnych perspektyw. Daje do myślenia jak czasem szybko potrafimy ocenić drugą osobę. Książka zostawiła mnie z refleksją jak ważna jest szczera rozmowa i komunikowanie swoich potrzeb.
Serdecznie polecam, piękny opis dynamiki w rodzinie przedstawienie życia z różnych perspektyw. Daje do myślenia jak czasem szybko potrafimy ocenić drugą osobę. Książka zostawiła mnie z refleksją jak ważna jest szczera rozmowa i komunikowanie swoich potrzeb.
„Zadzwoń, jak dojedziesz” to jedna z tych lektur, które zostają pod powiekami na długo po tym, jak zamknie się ostatnią stronę. Jakub Bączykowski, tym razem uderzył w struny niezwykle czułe, wręcz intymne, serwując nam prozę obyczajową, która jest do bólu polska, znajoma i przerażająco aktualna.
Autor bierze na warsztat temat, o którym w ferworze codziennego biegu wolimy nie myśleć: jesień życia naszych rodziców i moment, w którym role się odwracają. Obserwujemy spotkanie trójki rodzeństwa - Mateusza, Renaty i Anny - w mieszkaniu owdowiałego ojca. To, co miało być wspólnym upamiętnieniem rocznicy śmierci matki, szybko staje się zwierciadłem, w którym odbijają się nasze własne lęki, egoizmy i życiowe dylematy.
Największą siłą tej książki jest jej warstwa emocjonalna i metafizyczna. Bączykowski po mistrzowsku oddał perspektywę starego człowieka. Monologi Ryszarda, a przede wszystkim listy, które pisze do zmarłej żony, to prawdziwy majstersztyk. Wylewa się z nich tak ogromna tęsknota i godność w cierpieniu, że trudno powstrzymać wzruszenie. Autor świetnie uchwycił ten bolesny kontrast: dzieci postrzegają ojca jako „zadanie do odhaczenia” w grafiku, postać wymagającą karmienia i leków, podczas gdy on nadal jest czującym, myślącym człowiekiem, który widzi więcej, niż im się wydaje.
Fantastycznym zabiegiem są retrospekcje. Dzięki nim bohaterowie przestają być czarno-biali. Zaczynamy rozumieć ich bagaż, dawne urazy i motywacje, co sprawia, że choć ich postawa wobec ojca bywa irytująca, staje się też boleśnie ludzka. To nie jest opowieść o potworach, ale o zwykłych ludziach, których plany życiowe - od przeprowadzki do Amsterdamu po życiowe zakręty i rozwody - zderzają się z ciężarem opieki nad seniorem.
Jeśli miałabym wskazać słabsze punkty, to jest to momentami szablonowość postaci. Rodzeństwo bywa nakreślone nieco zbyt grubą kreską - mamy tu tradycyjny podział na to „zaradne”, „nieudaczne” i „uciekające”. Niektóre dialogi mogą wydawać się nieco zbyt literackie, pozbawione naturalnej chropowatości, co u części czytelników może wywołać wrażenie pewnej naiwności formy. Dodatkowo, finałowe rozwiązanie konfliktu, choć niesamowicie mocne i rozrywające serce, pozostawia pewien niedosyt w kwestii konfrontacji bohaterów z realnym, długofalowym trudem opieki. Można odnieść wrażenie, że autor w pewnym momencie postawił kropkę tam, gdzie najtrudniejsze pytania dopiero zaczynały wybrzmiewać.
Język Bączykowskiego jest dojrzały, a jednocześnie oszczędny. Nie ma tu niepotrzebnych ozdobników - autor stawia na konkret i obrazowość. Kolory jesieni, deszcz za oknem, dzwoniący telefon - te proste symbole budują gęsty, nieco melancholijny klimat, który idealnie współgra z treścią. Konstrukcja rozdziałów z perspektywy różnych bohaterów pozwala nam wejść w ich skórę i poczuć to narastające między nimi napięcie.
To literatura, która zmusza do rachunku sumienia i zadania sobie pytania: „A co ja bym zrobił/a?”. Mimo drobnych uproszczeń warsztatowych, ładunek emocjonalny jest tu tak duży, że trudno przejść obok tej pozycji obojętnie. To ważny głos w dyskusji o starości, której tak bardzo się boimy.
„Zadzwoń, jak dojedziesz” to jedna z tych lektur, które zostają pod powiekami na długo po tym, jak zamknie się ostatnią stronę. Jakub Bączykowski, tym razem uderzył w struny niezwykle czułe, wręcz intymne, serwując nam prozę obyczajową, która jest do bólu polska, znajoma i przerażająco aktualna.
Autor bierze na warsztat temat, o którym w ferworze codziennego biegu wolimy...
Świetna, wciągająca książka. Chyba każdy po jej przeczytaniu, zastanowi się nad tym, że nie zawsze sprawy są takie, na jakie wyglądają. Refleksyjna, życiowa, zbliżająca myślami dorosłe dzieci do rodziców.
Świetna, wciągająca książka. Chyba każdy po jej przeczytaniu, zastanowi się nad tym, że nie zawsze sprawy są takie, na jakie wyglądają. Refleksyjna, życiowa, zbliżająca myślami dorosłe dzieci do rodziców.
To jest tak piękna, głeboko dotykająca książka, że brak słów. Emocjonalne relacje rodzinne, trudne decyzje pomiędzy swoją nową rodziną, własnną drogą, wyborami a tą rodziną z ktorej się wyrastało i co z niej zostało Starość, opieka, tęsknota
Wspaniała ksiązka
Jestem zachwycona! 😍
To jest tak piękna, głeboko dotykająca książka, że brak słów. Emocjonalne relacje rodzinne, trudne decyzje pomiędzy swoją nową rodziną, własnną drogą, wyborami a tą rodziną z ktorej się wyrastało i co z niej zostało Starość, opieka, tęsknota
Wspaniała ksiązka
Jestem zachwycona! 😍
Historia parę razy mnie wzruszyła. Dotyka bardzo trudnego tematu i pozwala częściowo utożsamić się z każdą z perspektyw, co dokłada jeszcze więcej emocji. Lubię to, jak postacie zostały rozwinięte, ale z niedopowiedzeniami (na plus).
Nie byłam pewna, czy ostatnia myśl od autora jest potrzebna, bo narzuca ona trochę interpretacji, co niezbyt mi się spodobało. Natomiast, z perspektywy czasu, odbieram to też jako zaproszenie do "dyskusji"
Historia parę razy mnie wzruszyła. Dotyka bardzo trudnego tematu i pozwala częściowo utożsamić się z każdą z perspektyw, co dokłada jeszcze więcej emocji. Lubię to, jak postacie zostały rozwinięte, ale z niedopowiedzeniami (na plus).
Nie byłam pewna, czy ostatnia myśl od autora jest potrzebna, bo narzuca ona trochę interpretacji, co niezbyt mi się spodobało. Natomiast, z...
Temat społecznie bardzo ważny, dotyczący istotnych życiowych spraw. Starość, samotność po stracie drugiej połowy, z którą się spędziło całe życie. Ryszard cierpi dotkliwie po śmierci żony, a z drugiej strony nie chce swego cierpienia okazać dzieciom. Nie chce ich obarczać opieką nad sobą, nie chce z nimi rozmawiać o swej wielkiej miłości ani o samotności. Pisze do zmarłej listy, w których daje ujście swej tęsknocie. A dzieci - owszem, wywiązują się z obowiązków związanych z przyziemnymi sprawami: zrobić zakupy, załatwić lekarstwa, odwiedzać ojca zgodnie z ustalonym harmonogramem. O ile nie koliduje to z ich obowiązkami ani z życiem rodzinnym.
Pytania, jakie stawia autor: czy dorosłe dzieci mają obowiązek zająć się starzejącymi rodzicami? Zgodnie chociażby z Kodeksem Rodzinnym - tak, mają taki obowiązek. Mają obowiązek przynajmniej zorganizować opiekę, sfinansować opiekunkę, pielęgniarkę czy dom pomocy społecznej. Niestety, obowiązek można realizować w różny sposób, a do miłości nie można nikogo zmusić. Tak, dorosłe dzieci mają swoje życie i swoje plany, które mogą utrudnić im zajęcie się starszym panem. Konieczność opiekowania się starymi rodzicami, chorymi, leżącymi, cierpiącymi, z demencją to bardzo ciężkie brzemię. A poza tym dzisiaj nie ma już prawie domów wielopokoleniowych. Dorosłe dzieci wyprowadzają się i nie wyobrażają sobie mieszkać z osamotnionym rodzicem. Taka mniej więcej jest wymowa tej powieści.
Ja bym ją jednak odczytała inaczej. Dzieci, Mateusz, Renata i Anna, nie potrafią z ojcem rozmawiać. Kiedyś umiały, teraz zatraciły tę umiejętność. Nie opowiadają mu o swoich problemach, nie radzą się, jak postąpić, nie pytają o jego potrzeby czy samopoczucie. Tak jakby obawiały się jego reakcji czy oczekiwań, które ojciec przy okazji mógłby wyartykułować. Traktują starszego pana trochę jak dziecko, którego nie należy wtajemniczać w sprawy dorosłych. I to jest prawdziwy problem społeczny: trudności w komunikacji międzyludzkiej, pobłażliwe i protekcjonalne traktowanie ludzi starszych, którzy rzekomo nic nie rozumieją. Stary ojciec jest świadkiem napięcia między dziećmi, ale nic mu się nie mówi, nie tłumaczy, nie wyjaśnia. Przeciwnie, dzieci uważają, że wyjście do drugiego pokoju spowoduje, że kłótnia między nimi nie zostanie zauważona. Protekcjonalny stosunek do ludzi starych, w których nie dostrzega się już myślącego człowieka, tylko ciało wymagające nakarmienia i napojenia, jest niezwykle upokarzający. Ale w tę stronę autor tematu nie pociągnął. Wyszło to jakoś tak przy okazji. Mimo woli.
Nie jest to dobra książka. Powiedziałabym, wręcz, że jest infantylna i naiwna. Charaktery, psychologia postaci trochę jak z Harlequina. Dialogi drętwe. Sytuacja banalna: w wielu utworach literackich, a przede wszystkim w filmach i serialach temat ten wałkuje się nieustannie. Niestety, młody pisarz najwyraźniej problemu nie udźwignął i nie powiedział na ten temat niczego odkrywczego.
Szkoda!
Temat społecznie bardzo ważny, dotyczący istotnych życiowych spraw. Starość, samotność po stracie drugiej połowy, z którą się spędziło całe życie. Ryszard cierpi dotkliwie po śmierci żony, a z drugiej strony nie chce swego cierpienia okazać dzieciom. Nie chce ich obarczać opieką nad sobą, nie chce z nimi rozmawiać o swej wielkiej miłości ani o samotności. Pisze do zmarłej...
O matko, jaka to jest dobra rzecz! Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy z nas może znaleźć się na miejscu bohaterów! Każdego z nas czeka starość. I pewnie wielu z nas stanie przed dylematem, przed jakim staje trójka rodzeństwa - kto zaopiekuje się starym ojcem? Nagle okazuje się, że ze względu na "plany życiowe" nikt z trójki nie jest w stanie się tego podjąć. Dyskutują między sobą, zupełnie ignorując ojca. Nie pytając go o zdanie, nie patrząc mu w oczy, nie zważając na jego uczucia... Autor fantastycznie przedstawił tu starość, miłość i relacje rodzinne. Nie chcę spoilerować, więc napiszę tylko - przeczytaj tę ksiązkę! Ale przygotuj sobie paczkę chusteczek!
O matko, jaka to jest dobra rzecz! Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy z nas może znaleźć się na miejscu bohaterów! Każdego z nas czeka starość. I pewnie wielu z nas stanie przed dylematem, przed jakim staje trójka rodzeństwa - kto zaopiekuje się starym ojcem? Nagle okazuje się, że ze względu na "plany życiowe" nikt z trójki nie jest w stanie się tego podjąć. Dyskutują...
Przeczytałem obyczaj. Serio. Chyba pierwszy w swoim życiu. Uwierzycie? Broniłem się rękami i nogami, żeby tego nie zrobić, ale pojawił się Kuba Bączykowski.
Zaczynaliśmy razem w 2023 roku. Ja wydałem „Kozła”, Kuba – „Stanie się coś złego”. Umówiliśmy się, że przeczytamy po jednej swojej powieści i opowiemy o niej światu. Ja kryminalista, on kryminalista. Sprawa jasna. Do czasu, gdy zaproponował mi swoją powieść obyczajową. Nawet nie wiedziałem, że takie pisze.
Pomyślałem: trzeba będzie odmówić. Ale po kilku dniach naszła mnie refleksja. Zachowuję się jak mój syn, który nie lubi sałatki jarzynowej, choć nigdy jej nie spróbował. No dobra. Czas zmierzyć się ze smokiem. Dawaj, Kuba.
Kilka dni później otrzymałem pięknie zapakowaną książkę. Okładka w kolorach jesieni: deszcz za oknem, telefon na stoliku. Tytuł – „Zadzwoń jak dojedziesz” – dobrze korespondował z obrazem.
A w środku?
Z pozoru to opowieść o rodzinnej kolacji. Dorosłe rodzeństwo zjeżdża z różnych stron kraju i zza granicy, by spotkać się z ojcem. Wdowcem, żyjącym samotnie w małym wrocławskim mieszkaniu. Przybywają z partnerami. Każde z nich chce nie tylko odwiedzić ojca, ale też przekazać mu ważną wiadomość.
W porządnym kryminale czy thrillerze byłaby to zapowiedź mrożącej krew w żyłach historii, pełnej tajemnic i zwrotów akcji. U Bączykowskiego jest inaczej. On stawia na relacje między rodzeństwem. I robi to znakomicie.
Każde z nich niesie bagaż dzieciństwa i młodości, który ukształtował ich dorosłe postawy. W ich relacjach jest konflikt, rywalizacja, niewypowiedziane żale, ale też krótkie chwile bliskości. Autor odmalowuje te interakcje w sposób, który przypomniał mi seriale z telewizji publicznej z czasów, gdy jeszcze ją oglądałem. I nie jest to zarzut. Pamiętam, jak moja mama wzdychała: „To takie życiowe”. Siadała o tej samej porze przed telewizorem, by zobaczyć obraz zwykłych ludzi i razem z nimi przeżywać rozterki, miłości i rozczarowania. Czy bohaterka zgodzi się zostać świadkową na ślubie siostry? Co zrobi z niechcianą ciążą?
Uczciwie – ta warstwa „Zadzwoń jak dojedziesz” mnie nie pochłonęła. Ale to nie zarzut wobec powieści. Ona jest świetnie skonstruowana. Napisana bogatym, dojrzałym językiem, z wyraźnymi odniesieniami do współczesności. Problem leży po mojej stronie. Relacje nigdy nie były moją specjalnością.
Jest jednak druga warstwa tej książki. Metafizyczna. I tu Bączykowski osiągnął efekt, o który ja sam zabiegam w swoich powieściach – by czytelnik po ostatnim zdaniu poczuł, że coś w nim zostało poruszone.
Były momenty, gdy odkładałem książkę i zapadałem się we własne myśli. Zastanawiałem się nad przyszłością swoją i moich bliskich. To zasługa monologów ojca – Ryszarda. Dzieli się w nich tęsknotą za kobietą swojego życia, samotnością, prawdą o starości i bolesną świadomością, że może stawać się ciężarem dla własnych dzieci.
Nawet teraz, gdy o tym piszę, czuję, że to we mnie siedzi. I wiem, że szybko nie odpuści.
„Zadzwoń jak dojedziesz” nie zmieni mojego stosunku do powieści obyczajowych. Wracam do swojego mrocznego świata. Ale z poczuciem, że warto czasem spróbować sałatki jarzynowej. Choćby po to, by trafić na jeden smak, który zostanie z nami na dłużej.
Przeczytałem obyczaj. Serio. Chyba pierwszy w swoim życiu. Uwierzycie? Broniłem się rękami i nogami, żeby tego nie zrobić, ale pojawił się Kuba Bączykowski.
Zaczynaliśmy razem w 2023 roku. Ja wydałem „Kozła”, Kuba – „Stanie się coś złego”. Umówiliśmy się, że przeczytamy po jednej swojej powieści i opowiemy o niej światu. Ja kryminalista, on kryminalista. Sprawa jasna. Do...
Po duzej ocenie tutaj na portalu, mialam duze oczekiwania. Niestety po mimo istotnego tematu jaki ta pozycja porusza, nie udalo sie autorowi zaciekawic mnie. Powedzialabym bardziej ze jest napisana przez bardzo mloda osoba, zaczynajaca dopiero swoja przygode z pisarstwem. Nie polecam
Po duzej ocenie tutaj na portalu, mialam duze oczekiwania. Niestety po mimo istotnego tematu jaki ta pozycja porusza, nie udalo sie autorowi zaciekawic mnie. Powedzialabym bardziej ze jest napisana przez bardzo mloda osoba, zaczynajaca dopiero swoja przygode z pisarstwem. Nie polecam
Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora ale odrazu m0gę powiedzieć ,że nie ostatnie.
Biorąc w ręce tę książkę nie sądziłam, że spotkają mnie takie emocje!
Książkę przeczytałam jednym tchem , w jedno popołudnie, nie dało jej się odłóżyć!
Temat , który w tej historii poruszył autor jest bardzo trudny i emocjonalny.
Opieka nad rodzicem/ rodzicami u schyłku ich życia...
'Czy na dzieciach spoczywa obowiązek opieki nad rodzicami?"
I tu powinno się odrazu powiedzieć TAK .
Jednak w życiu dzieci- dorosłych dzieci dzieje się różnie.
W tej historii poznajemy trójkę rodzeństwa, która spotyka się u ojca w 3 rocznicę śmierci mamy. Spotkanie,które powinno być spokojne i wg mnie wspomnieniowe przeradza się w dziwne wspomnienia z lat dziecięco- młodzieńczych rodzeństwa oraz niezbyt przyjemną dyskusję o opiece nad starym ojcem.
Jak to spotkanie się skończy i co postanowi rodzeństwo?
Jak zachowa się ich tato?
Mnie osobiście bardzo wzruszyły listy pisane przez ich ojca do nieżyjącej matki . W nich widać miłość bezgraniczną i przywiązanie dwojga ludzi. Te listy dla ich ojca były rozmową z żoną, wyżaleniem się czy też rozgrzeszeniem dzieci...
Listy te były tak pełne emocji miłości ,że wycisnęły mi niejedną łzę.
Autor bardzo obrazowo przedstawia człowieka u schyłku życia oraz więzi łączące go z dziećmi.
W historii tej jest wiele zdań i przemyśleń z życia człowieka starego i są one bardzo prawdziwe !
Myślę,że ten temat jest bardzo potrzebny nam ludziom mającym rodziny.
Polecam.
"Zadzwoń jak dojedziesz"
J. Bączykowski
Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora ale odrazu m0gę powiedzieć ,że nie ostatnie.
Biorąc w ręce tę książkę nie sądziłam, że spotkają mnie takie emocje!
Książkę przeczytałam jednym tchem , w jedno popołudnie, nie dało jej się odłóżyć!
Temat , który w tej historii poruszył autor jest bardzo trudny i...
Temat główny bardzo ważny, zaś język i styl infantylny. W treści są błędy: na str. 69 siostry robią kawały dzwoniąc telefonem, a gdy Renata szykuje się na studniówkę (str. 160), okazuje się, że w domu nie ma telefonu… Chłopak z liceum to Igor, a biuściasta Patrycja siada w ławce obok MATEUSZA (str. 155)… Może zanim wydano książkę, ktoś powinien ją UWAŻNIE przeczytać? Słaba, drodzy Czytelnicy…
Temat główny bardzo ważny, zaś język i styl infantylny. W treści są błędy: na str. 69 siostry robią kawały dzwoniąc telefonem, a gdy Renata szykuje się na studniówkę (str. 160), okazuje się, że w domu nie ma telefonu… Chłopak z liceum to Igor, a biuściasta Patrycja siada w ławce obok MATEUSZA (str. 155)… Może zanim wydano książkę, ktoś powinien ją UWAŻNIE przeczytać? ...
Bohaterowie tej wzruszającej historii to trójka dorosłego rodzeństwa i ich owdowiały, leciwy ojciec, który cierpi na samotność. W trzecią rocznicę śmierci jego żony odwiedzają go syn i dwie córki z bliskimi. Szybko orientujemy się, że Mateusz, Renata i Ania nie dogadują się jako rodzeństwo i od śmierci matki dzielenie się opieką nad tatą sprawia im wiele problemów, a także prowadzi do konfliktów.
Rocznicowe spotkanie obnaża relacje między dziećmi Ryszarda, ale też w poruszający sposób ukazuje, jak bardzo zmieniło się życie mężczyzny, który podupadł na zdrowiu, postarzał się, schudł i nawet spojrzenie ma inne, coraz bardziej nieobecne.
Ważną rolę w powieści odgrywają retrospekcje, które przenoszą nas w czasy dzieciństwa Mateusza, Renaty i Anny. Dzięki tym rozdziałom lepiej poznajemy nie tylko przeszłość bohaterów, ale także motywy ich postępowania i decyzje podejmowane w dorosłym życiu. Rozumiemy, ale niekoniecznie popieramy i akceptujemy…
Bardzo smutna jest ta książka, która ukazuje jak ważna jest potrzeba opieki nad starym ojcem. I jak jest problematyczna dla jego dzieci. Ich rozmowy, docinki, podteksty wiele mówią o nich samych. Autor nikogo tu nie ocenia. Nie musi. Czytelnik sam wyciąga wnioski…
Trudno przestać myśleć o tej książce, nawet gdy odłoży się ją już na półkę, zwłaszcza że niezwykle poruszające okazuje się zakończenie. Przyznam, że autor mnie nim zaskoczył i należy mu się za to duży plus.
Nie ma w powieści „Zadzwoń jak dojedziesz” miejsca na banały, nawet jeśli postaci czasem wydają się nieco szablonowo skonstruowane. To proza życiowa aż do bólu, ważna dająca do myślenia i ukazująca w szerokim świetle problem starości, gdyż nie dotyczy to tylko książkowej postaci.
Moją uwagę zwróciła tu jeszcze pięknie, wzruszająco ukazana miłość między małżonkami.
Całość napisana jest prosto, ale z dbałością o styk i język, co na pewno sprzyja szybkiej lekturze.
POLECAM SZCZERZE (i już zastanawiam się, po którą powieść pisarza sięgnąć teraz...)
Bohaterowie tej wzruszającej historii to trójka dorosłego rodzeństwa i ich owdowiały, leciwy ojciec, który cierpi na samotność. W trzecią rocznicę śmierci jego żony odwiedzają go syn i dwie córki z bliskimi. Szybko orientujemy się, że Mateusz, Renata i Ania nie dogadują się jako rodzeństwo i od śmierci matki dzielenie się opieką nad tatą sprawia im wiele problemów, a także...
Przepiękna, wzruszająca, głęboka opowieść rodzinna. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie relacja Ryszarda i Wandy - może zbyt idealistyczna, może przerysowana, ale chciałabym tworzyć z kimś taki właśnie związek i właśnie takim rodzicem chciałabym być: pełnym szacunku, akceptacji i zrozumienia dla swoich bliskich, a jednocześnie świadomym swojej zmieniającej się roli w rodzinie.
Przepiękna, wzruszająca, głęboka opowieść rodzinna. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie relacja Ryszarda i Wandy - może zbyt idealistyczna, może przerysowana, ale chciałabym tworzyć z kimś taki właśnie związek i właśnie takim rodzicem chciałabym być: pełnym szacunku, akceptacji i zrozumienia dla swoich bliskich, a jednocześnie świadomym swojej zmieniającej się roli w rodzinie.
Książka, którą absolutnie KAŻDY powinien przeczytać. Z pewnością wielu uzna, że ich temat niedotyczy bo jeszcze mają czas. Dlaczego oceniam tak wysoko (choć z reguły tego nie czynię) ? Bo książka jest o życiu, o każdym z nas.
Pokazuje nasze zabieganie, dążenie, zamartwianie się sprawami błahymi a nie dbanie o tych dzięki którym mamy wszytko co w życiu najważniejsze.
Na szczególną uwagę zasługuje również fakt, iż książka została napisana przez mężczyznę. Z reguły mocna wrażliwość wydawałaby się zarezerwowana dla kobiet.
Koniecznie do przeczytania lub jako ….lektura szkolna, aby uświadamiać i kształtować już dziecięcą wrażliwość.
Książka, którą absolutnie KAŻDY powinien przeczytać. Z pewnością wielu uzna, że ich temat niedotyczy bo jeszcze mają czas. Dlaczego oceniam tak wysoko (choć z reguły tego nie czynię) ? Bo książka jest o życiu, o każdym z nas.
Pokazuje nasze zabieganie, dążenie, zamartwianie się sprawami błahymi a nie dbanie o tych dzięki którym mamy wszytko co w życiu najważniejsze.
Na...
Czy wybitna, raczej nie ale bardzo dobra. Zaczynając czytać z perspektywy jednego bohatera wydawało się, że już oganiam relacje bohaterów a tu nagle inna perspektywa i jeszcze inna i każdy ma swoją rację. Tu nie ma złych i dobrych tu są ludzie.
Książka zdecydowanie warta przeczytania.
Czy wybitna, raczej nie ale bardzo dobra. Zaczynając czytać z perspektywy jednego bohatera wydawało się, że już oganiam relacje bohaterów a tu nagle inna perspektywa i jeszcze inna i każdy ma swoją rację. Tu nie ma złych i dobrych tu są ludzie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zdecydowanie warta przeczytania.
Bardzo mądra powieść dla dorosłych dzieci starzejących się rodziców. Każdy może odnieść się do tego problemu w zależności od własnych doświadczeń . Warto też zapytać rodzica o jego oczekiwania od bliskich. Refleksja dla wszystkich i rodziców, i dzieci. Polecam.
Bardzo mądra powieść dla dorosłych dzieci starzejących się rodziców. Każdy może odnieść się do tego problemu w zależności od własnych doświadczeń . Warto też zapytać rodzica o jego oczekiwania od bliskich. Refleksja dla wszystkich i rodziców, i dzieci. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zadzwoń, jak dojedziesz” to książka, która bardzo mnie wzruszyła i skłoniła do refleksji nad starością oraz przemijaniem. Autor pokazuje też, jak w trudnych momentach pojawia się przerzucanie odpowiedzialności, szczególnie w relacjach między rodzeństwem – pełnych napięć i niedopowiedzeń.
Polecam każdemu.
„Zadzwoń, jak dojedziesz” to książka, która bardzo mnie wzruszyła i skłoniła do refleksji nad starością oraz przemijaniem. Autor pokazuje też, jak w trudnych momentach pojawia się przerzucanie odpowiedzialności, szczególnie w relacjach między rodzeństwem – pełnych napięć i niedopowiedzeń.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam każdemu.
Fantastycznie opisuje relacje między rodzeństwem...
Fantastycznie opisuje relacje między rodzeństwem...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Zadzwoń jak dojedziesz " książka jest świetna. Czyta się szybko lekko i nostalgicznie szczególnie ja seniorka wdowa samotnie mieszkająca aczkolwiek mam 4 dzieci i 4 wnuków. "Czym pachnie upływający czas?".... Od momentu wejścia do domu ojca czuć było specyficzny zapach. Starej skóry potu niedomytych naczyń i kurzu"str. 180 To prawda zapach ludzi zmienia się wraz z wiekiem ludzi. Wiem że pachnę inaczej. Autor Jakub Bączykowski napisał te książkę z niesamowitą znajomością tego co czują obie strony czyli rodzic jeden bo drugi już nie żyje i dzieci które są dorosłe i mają swoje dzieci często także już dorosłe. Dialogi są adekwatne do treści książki. Tak właśnie myślą i mówią seniorzy i tak myślą i mówią ich dzieci i wnuki. To bolesna prawda wydobyta przez autora że odejście jednej osoby czyli zmarła matka(lub ojciec) a najsilniejsze więzi rodzinne runą jak domek z kart!!! W mojej rodzinie też runęły. Brawo Panie Jakub Bączykowski 🫶Książka jest świetna 🫶
"Zadzwoń jak dojedziesz " książka jest świetna. Czyta się szybko lekko i nostalgicznie szczególnie ja seniorka wdowa samotnie mieszkająca aczkolwiek mam 4 dzieci i 4 wnuków. "Czym pachnie upływający czas?".... Od momentu wejścia do domu ojca czuć było specyficzny zapach. Starej skóry potu niedomytych naczyń i kurzu"str. 180 To prawda zapach ludzi zmienia się wraz z wiekiem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam, świetnie napisana książka.
Początek taki niewinny, a potem - duże emocje.
Wzrusza, uderza w czułe struny,
a i...
łezki poleciały.
Polecam, świetnie napisana książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek taki niewinny, a potem - duże emocje.
Wzrusza, uderza w czułe struny,
a i...
łezki poleciały.
Jeszcze żadna historia nie wywołała we mnie takich emocji od pierwszej strony. Żadna. Ona już od pierwszych słów świdruje dziurę w sercu, robi pewnego rodzaju wyrzuty sumienia i choć nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby, to jakiś fragment mnie wzrusza się mocno i ronię łzy. Autor w prosty sposób bez żadnych ubarwień, wybuchu emocji, szalonych zwrotów akcji rozczula serce, pisząc bezpośrednio o życiu.
Jeszcze przed czytaniem, gdy tylko spojrzałam na okładkę, tytuł, opis, wiedziałam, że to będzie wyjątkowa lektura. Inna niż wszystkie. Prawdziwa, o tematyce, której nie porusza się w książkach, a jak już to mamy jej malutki fragment. Tymczasem Jakub Bączykowski pisze tak po prostu, z łatwością o przemijaniu, o starości, samotności, o śmierci, o opiece nad osobami starszymi nasuwając nam wiele przemyśleń. Czy jesteśmy wdzięczni za życie, które otrzymaliśmy? Czy potrafimy docenić po latach każdą łzę rodzica, każde jego staranie, by wychować nas jak najlepiej, każdą ich nieprzespaną noc? Czy potrafimy oddać im tę miłość? Namiastkę czasu, który poświęcili dla nas?
Starość jest trudna. My myślimy, że mamy czas, że rodzice będą żyć wiecznie, że zawsze będą mieli siłę na wszystko, a niestety tak nie jest. Czy nie zapominamy o nich? Czy dzwonimy, przyjeżdżamy, interesujemy się nimi? Każdy ma swoje życie, wiadomo, pracę, dom, dzieci, ale czy oni nie mieli także marzeń, pracy, i innych rzeczy na głowie? A mimo wszystko znajdowali czas dla nas, swoich dzieci. A my czy nie traktujemy ich na starość jako zadanie do wykonania i to jeszcze w ekspresowym tempie?
Historia smutna, ale bardzo prawdziwa. Ukazuje tęsknotę, dziurę w sercu, której nie można załatać, po śmierci drugiej osoby. Ryszard to postać, która wywoływała u mnie co rusz łzy pod powiekami. Mądry, stary człowiek, który widzi wszystko. Jego rodzina, cóż, idealny obraz przeciętnej polskiej rodziny, który mocno wchodzi pod skórę i daje do myślenia. Jednak właśnie oni ukazują nam dwie strony medalu.
Historia, jakich mało, w której nie zawsze to, co widać na pierwszy rzut oka, jest tym, co rzeczywiście jest. Zastanawiam się, czy autor, pisząc historię, płakał, bo ja nie dałabym rady pisać o czymś tak wzruszającym, nie roniąc żadnej łzy. Jakub w przepiękny sposób ukazał wyrozumiałość i mądrość rodzica w stosunku do dziecka, które odkrywa się przed nim i mówi, że jest gejem. Nie krzyczy, nie robi wyrzutów, lecz wspiera, mówiąc, że musi mu w takim razie okazywać jeszcze więcej miłości i zrozumienia, bo będzie mu potrzebna w tym czasie. Akceptuję i doradza, to jest piękne po prostu. Innym razem ukazuje uczucia starszej osoby, gdy ona widzi, jakim staje się problemem dla swoich dzieci. Widzimy też ten obraz zupełnie inny oczami każdego dziecka.
Jest tutaj jeszcze więcej, ale myślę, że moje słowa wystarczą, by Was do niej przekonać.
,,Zadzwoń, jak dojedziesz" to samo życie, opisane melancholijnie, konkretnie, bez wytykania palcem, a jednak poruszające najczulsze struny serca. Bez chusteczek nawet nie zaczynajcie czytać, chyba że jesteście mniej wrażliwi niż ja a ja jestem bardzo wrażliwa. Książka przepiękna, choć bolesna, ale takie są potrzebne. Może być ratunkiem dla niektórych w ostatniej chwili, przebudzeniem, gdy czasu jeszcze zostało, albo wyrzutem, gdy tego czasu już zabrakło. Przede wszystkim jest chwilą zadumy.
Jeszcze żadna historia nie wywołała we mnie takich emocji od pierwszej strony. Żadna. Ona już od pierwszych słów świdruje dziurę w sercu, robi pewnego rodzaju wyrzuty sumienia i choć nie dotyczy bezpośrednio mojej osoby, to jakiś fragment mnie wzrusza się mocno i ronię łzy. Autor w prosty sposób bez żadnych ubarwień, wybuchu emocji, szalonych zwrotów akcji rozczula serce,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa powieść mocno mną poruszyła. Przedstawiona w niej rodzinna sytuacja z pierwszego spojrzenia zupełnie normalna, przeradza się w dyskusję między trójką rodzeństwa dosyć nieprzyjemną, a dotyczy dalszej opieki nad starszym i samotnym już ojcem.
Renata, Anna i Mateusz muszą ustalić dalsze działania, bo Ryszard już nie jest w stanie sam zadbać o siebie. Sprawy sie mocno komplikują, bo najstarsza córka podjęła decyzję o rozwodzie, średnia ogłasza ponowne zajście w ciażę, a syn chce wraz z partnerem wyemigrować do Amsterdamu.
Sama jestem mamą i w perspektywie starość oby w dobrym zdrowiu i sile, ale czy moje dzieci są zobligowane do zajęcia się mną wtedy?
Autor kolejny raz porusza jakże istotne kwestie, dotykające wiele rodzin. Nie wyobrażam sobie być ciężarem dla bliskich, ale mam świadomość tego, że nie przewidzimy jak bedzie przebiegać nasza starość. Na ile powinniśmy obciążać własne dzieci swoim życiem ?
W powieści oprócz tego trudnego wątku wychodzą również inne zawiłości między rodzeństwem, które wynikają z przeszłości a rzutują na stan obecny.
W całej powieści dominuje smutek, każda z postaci czuje się wyznaczona do opieki, a okoliczności życiowe nie sprzyjają temu. Czy w takim razie ojciec może czuć sie jak niepotrzebny przedmiot? Jak rozwiązać taki dylemat aby nikt nie poczuł się wykorzystany. Czy można przedłożyć swoje plany nad zobowiązanie opieki na starość nad rodzicem?
Gdzie jest tu miejsce na uczucia i czy można pogodzić własny egoizm z obowiazkiem?
Bardzo zyciowa powieść, gdzie właściwie każda rodzina może się przejrzeć, zweryfikować i przedyskutować podobny scenariusz u siebie. Jak łatwo w podbramkowej sytuacji zapomnieć o przywoitości.
I majstrsztyk w wykonaniu autora - listy Ryszarda do zmarłej żony, gdzie tęsknota przebija kazdą potrzebę. Całe morze wzruszeń.
Ta powieść mocno mną poruszyła. Przedstawiona w niej rodzinna sytuacja z pierwszego spojrzenia zupełnie normalna, przeradza się w dyskusję między trójką rodzeństwa dosyć nieprzyjemną, a dotyczy dalszej opieki nad starszym i samotnym już ojcem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRenata, Anna i Mateusz muszą ustalić dalsze działania, bo Ryszard już nie jest w stanie sam zadbać o siebie. Sprawy sie mocno...
Serdecznie polecam, piękny opis dynamiki w rodzinie przedstawienie życia z różnych perspektyw. Daje do myślenia jak czasem szybko potrafimy ocenić drugą osobę. Książka zostawiła mnie z refleksją jak ważna jest szczera rozmowa i komunikowanie swoich potrzeb.
Serdecznie polecam, piękny opis dynamiki w rodzinie przedstawienie życia z różnych perspektyw. Daje do myślenia jak czasem szybko potrafimy ocenić drugą osobę. Książka zostawiła mnie z refleksją jak ważna jest szczera rozmowa i komunikowanie swoich potrzeb.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze się jej słuchało. Bardzo wzruszająca i prawdziwa. Pięknie obrazuje że nic w życiu nie jest tylko czarno-białe i jednoznaczne
Dobrze się jej słuchało. Bardzo wzruszająca i prawdziwa. Pięknie obrazuje że nic w życiu nie jest tylko czarno-białe i jednoznaczne
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobrze napisana (mega dobrze słuchało się audiobooka). Smutna ale bardzo prawdziwa.
Bardzo dobrze napisana (mega dobrze słuchało się audiobooka). Smutna ale bardzo prawdziwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Zadzwoń, jak dojedziesz” to jedna z tych lektur, które zostają pod powiekami na długo po tym, jak zamknie się ostatnią stronę. Jakub Bączykowski, tym razem uderzył w struny niezwykle czułe, wręcz intymne, serwując nam prozę obyczajową, która jest do bólu polska, znajoma i przerażająco aktualna.
Autor bierze na warsztat temat, o którym w ferworze codziennego biegu wolimy nie myśleć: jesień życia naszych rodziców i moment, w którym role się odwracają. Obserwujemy spotkanie trójki rodzeństwa - Mateusza, Renaty i Anny - w mieszkaniu owdowiałego ojca. To, co miało być wspólnym upamiętnieniem rocznicy śmierci matki, szybko staje się zwierciadłem, w którym odbijają się nasze własne lęki, egoizmy i życiowe dylematy.
Największą siłą tej książki jest jej warstwa emocjonalna i metafizyczna. Bączykowski po mistrzowsku oddał perspektywę starego człowieka. Monologi Ryszarda, a przede wszystkim listy, które pisze do zmarłej żony, to prawdziwy majstersztyk. Wylewa się z nich tak ogromna tęsknota i godność w cierpieniu, że trudno powstrzymać wzruszenie. Autor świetnie uchwycił ten bolesny kontrast: dzieci postrzegają ojca jako „zadanie do odhaczenia” w grafiku, postać wymagającą karmienia i leków, podczas gdy on nadal jest czującym, myślącym człowiekiem, który widzi więcej, niż im się wydaje.
Fantastycznym zabiegiem są retrospekcje. Dzięki nim bohaterowie przestają być czarno-biali. Zaczynamy rozumieć ich bagaż, dawne urazy i motywacje, co sprawia, że choć ich postawa wobec ojca bywa irytująca, staje się też boleśnie ludzka. To nie jest opowieść o potworach, ale o zwykłych ludziach, których plany życiowe - od przeprowadzki do Amsterdamu po życiowe zakręty i rozwody - zderzają się z ciężarem opieki nad seniorem.
Jeśli miałabym wskazać słabsze punkty, to jest to momentami szablonowość postaci. Rodzeństwo bywa nakreślone nieco zbyt grubą kreską - mamy tu tradycyjny podział na to „zaradne”, „nieudaczne” i „uciekające”. Niektóre dialogi mogą wydawać się nieco zbyt literackie, pozbawione naturalnej chropowatości, co u części czytelników może wywołać wrażenie pewnej naiwności formy. Dodatkowo, finałowe rozwiązanie konfliktu, choć niesamowicie mocne i rozrywające serce, pozostawia pewien niedosyt w kwestii konfrontacji bohaterów z realnym, długofalowym trudem opieki. Można odnieść wrażenie, że autor w pewnym momencie postawił kropkę tam, gdzie najtrudniejsze pytania dopiero zaczynały wybrzmiewać.
Język Bączykowskiego jest dojrzały, a jednocześnie oszczędny. Nie ma tu niepotrzebnych ozdobników - autor stawia na konkret i obrazowość. Kolory jesieni, deszcz za oknem, dzwoniący telefon - te proste symbole budują gęsty, nieco melancholijny klimat, który idealnie współgra z treścią. Konstrukcja rozdziałów z perspektywy różnych bohaterów pozwala nam wejść w ich skórę i poczuć to narastające między nimi napięcie.
To literatura, która zmusza do rachunku sumienia i zadania sobie pytania: „A co ja bym zrobił/a?”. Mimo drobnych uproszczeń warsztatowych, ładunek emocjonalny jest tu tak duży, że trudno przejść obok tej pozycji obojętnie. To ważny głos w dyskusji o starości, której tak bardzo się boimy.
„Zadzwoń, jak dojedziesz” to jedna z tych lektur, które zostają pod powiekami na długo po tym, jak zamknie się ostatnią stronę. Jakub Bączykowski, tym razem uderzył w struny niezwykle czułe, wręcz intymne, serwując nam prozę obyczajową, która jest do bólu polska, znajoma i przerażająco aktualna.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor bierze na warsztat temat, o którym w ferworze codziennego biegu wolimy...
Świetna, wciągająca książka. Chyba każdy po jej przeczytaniu, zastanowi się nad tym, że nie zawsze sprawy są takie, na jakie wyglądają. Refleksyjna, życiowa, zbliżająca myślami dorosłe dzieci do rodziców.
Świetna, wciągająca książka. Chyba każdy po jej przeczytaniu, zastanowi się nad tym, że nie zawsze sprawy są takie, na jakie wyglądają. Refleksyjna, życiowa, zbliżająca myślami dorosłe dzieci do rodziców.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jest tak piękna, głeboko dotykająca książka, że brak słów. Emocjonalne relacje rodzinne, trudne decyzje pomiędzy swoją nową rodziną, własnną drogą, wyborami a tą rodziną z ktorej się wyrastało i co z niej zostało Starość, opieka, tęsknota
Wspaniała ksiązka
Jestem zachwycona! 😍
To jest tak piękna, głeboko dotykająca książka, że brak słów. Emocjonalne relacje rodzinne, trudne decyzje pomiędzy swoją nową rodziną, własnną drogą, wyborami a tą rodziną z ktorej się wyrastało i co z niej zostało Starość, opieka, tęsknota
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniała ksiązka
Jestem zachwycona! 😍
Historia parę razy mnie wzruszyła. Dotyka bardzo trudnego tematu i pozwala częściowo utożsamić się z każdą z perspektyw, co dokłada jeszcze więcej emocji. Lubię to, jak postacie zostały rozwinięte, ale z niedopowiedzeniami (na plus).
Nie byłam pewna, czy ostatnia myśl od autora jest potrzebna, bo narzuca ona trochę interpretacji, co niezbyt mi się spodobało. Natomiast, z perspektywy czasu, odbieram to też jako zaproszenie do "dyskusji"
Historia parę razy mnie wzruszyła. Dotyka bardzo trudnego tematu i pozwala częściowo utożsamić się z każdą z perspektyw, co dokłada jeszcze więcej emocji. Lubię to, jak postacie zostały rozwinięte, ale z niedopowiedzeniami (na plus).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie byłam pewna, czy ostatnia myśl od autora jest potrzebna, bo narzuca ona trochę interpretacji, co niezbyt mi się spodobało. Natomiast, z...
Dającą do myślenia.
Dającą do myślenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam!!!
Polecam!!!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat społecznie bardzo ważny, dotyczący istotnych życiowych spraw. Starość, samotność po stracie drugiej połowy, z którą się spędziło całe życie. Ryszard cierpi dotkliwie po śmierci żony, a z drugiej strony nie chce swego cierpienia okazać dzieciom. Nie chce ich obarczać opieką nad sobą, nie chce z nimi rozmawiać o swej wielkiej miłości ani o samotności. Pisze do zmarłej listy, w których daje ujście swej tęsknocie. A dzieci - owszem, wywiązują się z obowiązków związanych z przyziemnymi sprawami: zrobić zakupy, załatwić lekarstwa, odwiedzać ojca zgodnie z ustalonym harmonogramem. O ile nie koliduje to z ich obowiązkami ani z życiem rodzinnym.
Pytania, jakie stawia autor: czy dorosłe dzieci mają obowiązek zająć się starzejącymi rodzicami? Zgodnie chociażby z Kodeksem Rodzinnym - tak, mają taki obowiązek. Mają obowiązek przynajmniej zorganizować opiekę, sfinansować opiekunkę, pielęgniarkę czy dom pomocy społecznej. Niestety, obowiązek można realizować w różny sposób, a do miłości nie można nikogo zmusić. Tak, dorosłe dzieci mają swoje życie i swoje plany, które mogą utrudnić im zajęcie się starszym panem. Konieczność opiekowania się starymi rodzicami, chorymi, leżącymi, cierpiącymi, z demencją to bardzo ciężkie brzemię. A poza tym dzisiaj nie ma już prawie domów wielopokoleniowych. Dorosłe dzieci wyprowadzają się i nie wyobrażają sobie mieszkać z osamotnionym rodzicem. Taka mniej więcej jest wymowa tej powieści.
Ja bym ją jednak odczytała inaczej. Dzieci, Mateusz, Renata i Anna, nie potrafią z ojcem rozmawiać. Kiedyś umiały, teraz zatraciły tę umiejętność. Nie opowiadają mu o swoich problemach, nie radzą się, jak postąpić, nie pytają o jego potrzeby czy samopoczucie. Tak jakby obawiały się jego reakcji czy oczekiwań, które ojciec przy okazji mógłby wyartykułować. Traktują starszego pana trochę jak dziecko, którego nie należy wtajemniczać w sprawy dorosłych. I to jest prawdziwy problem społeczny: trudności w komunikacji międzyludzkiej, pobłażliwe i protekcjonalne traktowanie ludzi starszych, którzy rzekomo nic nie rozumieją. Stary ojciec jest świadkiem napięcia między dziećmi, ale nic mu się nie mówi, nie tłumaczy, nie wyjaśnia. Przeciwnie, dzieci uważają, że wyjście do drugiego pokoju spowoduje, że kłótnia między nimi nie zostanie zauważona. Protekcjonalny stosunek do ludzi starych, w których nie dostrzega się już myślącego człowieka, tylko ciało wymagające nakarmienia i napojenia, jest niezwykle upokarzający. Ale w tę stronę autor tematu nie pociągnął. Wyszło to jakoś tak przy okazji. Mimo woli.
Nie jest to dobra książka. Powiedziałabym, wręcz, że jest infantylna i naiwna. Charaktery, psychologia postaci trochę jak z Harlequina. Dialogi drętwe. Sytuacja banalna: w wielu utworach literackich, a przede wszystkim w filmach i serialach temat ten wałkuje się nieustannie. Niestety, młody pisarz najwyraźniej problemu nie udźwignął i nie powiedział na ten temat niczego odkrywczego.
Szkoda!
Temat społecznie bardzo ważny, dotyczący istotnych życiowych spraw. Starość, samotność po stracie drugiej połowy, z którą się spędziło całe życie. Ryszard cierpi dotkliwie po śmierci żony, a z drugiej strony nie chce swego cierpienia okazać dzieciom. Nie chce ich obarczać opieką nad sobą, nie chce z nimi rozmawiać o swej wielkiej miłości ani o samotności. Pisze do zmarłej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO matko, jaka to jest dobra rzecz! Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy z nas może znaleźć się na miejscu bohaterów! Każdego z nas czeka starość. I pewnie wielu z nas stanie przed dylematem, przed jakim staje trójka rodzeństwa - kto zaopiekuje się starym ojcem? Nagle okazuje się, że ze względu na "plany życiowe" nikt z trójki nie jest w stanie się tego podjąć. Dyskutują między sobą, zupełnie ignorując ojca. Nie pytając go o zdanie, nie patrząc mu w oczy, nie zważając na jego uczucia... Autor fantastycznie przedstawił tu starość, miłość i relacje rodzinne. Nie chcę spoilerować, więc napiszę tylko - przeczytaj tę ksiązkę! Ale przygotuj sobie paczkę chusteczek!
O matko, jaka to jest dobra rzecz! Każdy powinien ją przeczytać, bo każdy z nas może znaleźć się na miejscu bohaterów! Każdego z nas czeka starość. I pewnie wielu z nas stanie przed dylematem, przed jakim staje trójka rodzeństwa - kto zaopiekuje się starym ojcem? Nagle okazuje się, że ze względu na "plany życiowe" nikt z trójki nie jest w stanie się tego podjąć. Dyskutują...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem obyczaj. Serio. Chyba pierwszy w swoim życiu. Uwierzycie? Broniłem się rękami i nogami, żeby tego nie zrobić, ale pojawił się Kuba Bączykowski.
Zaczynaliśmy razem w 2023 roku. Ja wydałem „Kozła”, Kuba – „Stanie się coś złego”. Umówiliśmy się, że przeczytamy po jednej swojej powieści i opowiemy o niej światu. Ja kryminalista, on kryminalista. Sprawa jasna. Do czasu, gdy zaproponował mi swoją powieść obyczajową. Nawet nie wiedziałem, że takie pisze.
Pomyślałem: trzeba będzie odmówić. Ale po kilku dniach naszła mnie refleksja. Zachowuję się jak mój syn, który nie lubi sałatki jarzynowej, choć nigdy jej nie spróbował. No dobra. Czas zmierzyć się ze smokiem. Dawaj, Kuba.
Kilka dni później otrzymałem pięknie zapakowaną książkę. Okładka w kolorach jesieni: deszcz za oknem, telefon na stoliku. Tytuł – „Zadzwoń jak dojedziesz” – dobrze korespondował z obrazem.
A w środku?
Z pozoru to opowieść o rodzinnej kolacji. Dorosłe rodzeństwo zjeżdża z różnych stron kraju i zza granicy, by spotkać się z ojcem. Wdowcem, żyjącym samotnie w małym wrocławskim mieszkaniu. Przybywają z partnerami. Każde z nich chce nie tylko odwiedzić ojca, ale też przekazać mu ważną wiadomość.
W porządnym kryminale czy thrillerze byłaby to zapowiedź mrożącej krew w żyłach historii, pełnej tajemnic i zwrotów akcji. U Bączykowskiego jest inaczej. On stawia na relacje między rodzeństwem. I robi to znakomicie.
Każde z nich niesie bagaż dzieciństwa i młodości, który ukształtował ich dorosłe postawy. W ich relacjach jest konflikt, rywalizacja, niewypowiedziane żale, ale też krótkie chwile bliskości. Autor odmalowuje te interakcje w sposób, który przypomniał mi seriale z telewizji publicznej z czasów, gdy jeszcze ją oglądałem. I nie jest to zarzut. Pamiętam, jak moja mama wzdychała: „To takie życiowe”. Siadała o tej samej porze przed telewizorem, by zobaczyć obraz zwykłych ludzi i razem z nimi przeżywać rozterki, miłości i rozczarowania. Czy bohaterka zgodzi się zostać świadkową na ślubie siostry? Co zrobi z niechcianą ciążą?
Uczciwie – ta warstwa „Zadzwoń jak dojedziesz” mnie nie pochłonęła. Ale to nie zarzut wobec powieści. Ona jest świetnie skonstruowana. Napisana bogatym, dojrzałym językiem, z wyraźnymi odniesieniami do współczesności. Problem leży po mojej stronie. Relacje nigdy nie były moją specjalnością.
Jest jednak druga warstwa tej książki. Metafizyczna. I tu Bączykowski osiągnął efekt, o który ja sam zabiegam w swoich powieściach – by czytelnik po ostatnim zdaniu poczuł, że coś w nim zostało poruszone.
Były momenty, gdy odkładałem książkę i zapadałem się we własne myśli. Zastanawiałem się nad przyszłością swoją i moich bliskich. To zasługa monologów ojca – Ryszarda. Dzieli się w nich tęsknotą za kobietą swojego życia, samotnością, prawdą o starości i bolesną świadomością, że może stawać się ciężarem dla własnych dzieci.
Nawet teraz, gdy o tym piszę, czuję, że to we mnie siedzi. I wiem, że szybko nie odpuści.
„Zadzwoń jak dojedziesz” nie zmieni mojego stosunku do powieści obyczajowych. Wracam do swojego mrocznego świata. Ale z poczuciem, że warto czasem spróbować sałatki jarzynowej. Choćby po to, by trafić na jeden smak, który zostanie z nami na dłużej.
Przeczytałem obyczaj. Serio. Chyba pierwszy w swoim życiu. Uwierzycie? Broniłem się rękami i nogami, żeby tego nie zrobić, ale pojawił się Kuba Bączykowski.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczynaliśmy razem w 2023 roku. Ja wydałem „Kozła”, Kuba – „Stanie się coś złego”. Umówiliśmy się, że przeczytamy po jednej swojej powieści i opowiemy o niej światu. Ja kryminalista, on kryminalista. Sprawa jasna. Do...
Rewelacja
Rewelacja
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat bardzo ważny, ale autor go zupełnie nie udźwignął.
Temat bardzo ważny, ale autor go zupełnie nie udźwignął.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo duzej ocenie tutaj na portalu, mialam duze oczekiwania. Niestety po mimo istotnego tematu jaki ta pozycja porusza, nie udalo sie autorowi zaciekawic mnie. Powedzialabym bardziej ze jest napisana przez bardzo mloda osoba, zaczynajaca dopiero swoja przygode z pisarstwem. Nie polecam
Po duzej ocenie tutaj na portalu, mialam duze oczekiwania. Niestety po mimo istotnego tematu jaki ta pozycja porusza, nie udalo sie autorowi zaciekawic mnie. Powedzialabym bardziej ze jest napisana przez bardzo mloda osoba, zaczynajaca dopiero swoja przygode z pisarstwem. Nie polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Zadzwoń jak dojedziesz"
J. Bączykowski
Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora ale odrazu m0gę powiedzieć ,że nie ostatnie.
Biorąc w ręce tę książkę nie sądziłam, że spotkają mnie takie emocje!
Książkę przeczytałam jednym tchem , w jedno popołudnie, nie dało jej się odłóżyć!
Temat , który w tej historii poruszył autor jest bardzo trudny i emocjonalny.
Opieka nad rodzicem/ rodzicami u schyłku ich życia...
'Czy na dzieciach spoczywa obowiązek opieki nad rodzicami?"
I tu powinno się odrazu powiedzieć TAK .
Jednak w życiu dzieci- dorosłych dzieci dzieje się różnie.
W tej historii poznajemy trójkę rodzeństwa, która spotyka się u ojca w 3 rocznicę śmierci mamy. Spotkanie,które powinno być spokojne i wg mnie wspomnieniowe przeradza się w dziwne wspomnienia z lat dziecięco- młodzieńczych rodzeństwa oraz niezbyt przyjemną dyskusję o opiece nad starym ojcem.
Jak to spotkanie się skończy i co postanowi rodzeństwo?
Jak zachowa się ich tato?
Mnie osobiście bardzo wzruszyły listy pisane przez ich ojca do nieżyjącej matki . W nich widać miłość bezgraniczną i przywiązanie dwojga ludzi. Te listy dla ich ojca były rozmową z żoną, wyżaleniem się czy też rozgrzeszeniem dzieci...
Listy te były tak pełne emocji miłości ,że wycisnęły mi niejedną łzę.
Autor bardzo obrazowo przedstawia człowieka u schyłku życia oraz więzi łączące go z dziećmi.
W historii tej jest wiele zdań i przemyśleń z życia człowieka starego i są one bardzo prawdziwe !
Myślę,że ten temat jest bardzo potrzebny nam ludziom mającym rodziny.
Polecam.
"Zadzwoń jak dojedziesz"
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJ. Bączykowski
Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora ale odrazu m0gę powiedzieć ,że nie ostatnie.
Biorąc w ręce tę książkę nie sądziłam, że spotkają mnie takie emocje!
Książkę przeczytałam jednym tchem , w jedno popołudnie, nie dało jej się odłóżyć!
Temat , który w tej historii poruszył autor jest bardzo trudny i...
Temat główny bardzo ważny, zaś język i styl infantylny. W treści są błędy: na str. 69 siostry robią kawały dzwoniąc telefonem, a gdy Renata szykuje się na studniówkę (str. 160), okazuje się, że w domu nie ma telefonu… Chłopak z liceum to Igor, a biuściasta Patrycja siada w ławce obok MATEUSZA (str. 155)… Może zanim wydano książkę, ktoś powinien ją UWAŻNIE przeczytać? Słaba, drodzy Czytelnicy…
Temat główny bardzo ważny, zaś język i styl infantylny. W treści są błędy: na str. 69 siostry robią kawały dzwoniąc telefonem, a gdy Renata szykuje się na studniówkę (str. 160), okazuje się, że w domu nie ma telefonu… Chłopak z liceum to Igor, a biuściasta Patrycja siada w ławce obok MATEUSZA (str. 155)… Może zanim wydano książkę, ktoś powinien ją UWAŻNIE przeczytać? ...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBohaterowie tej wzruszającej historii to trójka dorosłego rodzeństwa i ich owdowiały, leciwy ojciec, który cierpi na samotność. W trzecią rocznicę śmierci jego żony odwiedzają go syn i dwie córki z bliskimi. Szybko orientujemy się, że Mateusz, Renata i Ania nie dogadują się jako rodzeństwo i od śmierci matki dzielenie się opieką nad tatą sprawia im wiele problemów, a także prowadzi do konfliktów.
Rocznicowe spotkanie obnaża relacje między dziećmi Ryszarda, ale też w poruszający sposób ukazuje, jak bardzo zmieniło się życie mężczyzny, który podupadł na zdrowiu, postarzał się, schudł i nawet spojrzenie ma inne, coraz bardziej nieobecne.
Ważną rolę w powieści odgrywają retrospekcje, które przenoszą nas w czasy dzieciństwa Mateusza, Renaty i Anny. Dzięki tym rozdziałom lepiej poznajemy nie tylko przeszłość bohaterów, ale także motywy ich postępowania i decyzje podejmowane w dorosłym życiu. Rozumiemy, ale niekoniecznie popieramy i akceptujemy…
Bardzo smutna jest ta książka, która ukazuje jak ważna jest potrzeba opieki nad starym ojcem. I jak jest problematyczna dla jego dzieci. Ich rozmowy, docinki, podteksty wiele mówią o nich samych. Autor nikogo tu nie ocenia. Nie musi. Czytelnik sam wyciąga wnioski…
Trudno przestać myśleć o tej książce, nawet gdy odłoży się ją już na półkę, zwłaszcza że niezwykle poruszające okazuje się zakończenie. Przyznam, że autor mnie nim zaskoczył i należy mu się za to duży plus.
Nie ma w powieści „Zadzwoń jak dojedziesz” miejsca na banały, nawet jeśli postaci czasem wydają się nieco szablonowo skonstruowane. To proza życiowa aż do bólu, ważna dająca do myślenia i ukazująca w szerokim świetle problem starości, gdyż nie dotyczy to tylko książkowej postaci.
Moją uwagę zwróciła tu jeszcze pięknie, wzruszająco ukazana miłość między małżonkami.
Całość napisana jest prosto, ale z dbałością o styk i język, co na pewno sprzyja szybkiej lekturze.
POLECAM SZCZERZE (i już zastanawiam się, po którą powieść pisarza sięgnąć teraz...)
Bohaterowie tej wzruszającej historii to trójka dorosłego rodzeństwa i ich owdowiały, leciwy ojciec, który cierpi na samotność. W trzecią rocznicę śmierci jego żony odwiedzają go syn i dwie córki z bliskimi. Szybko orientujemy się, że Mateusz, Renata i Ania nie dogadują się jako rodzeństwo i od śmierci matki dzielenie się opieką nad tatą sprawia im wiele problemów, a także...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo towzruszające
wzruszające
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzepiękna, wzruszająca, głęboka opowieść rodzinna. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie relacja Ryszarda i Wandy - może zbyt idealistyczna, może przerysowana, ale chciałabym tworzyć z kimś taki właśnie związek i właśnie takim rodzicem chciałabym być: pełnym szacunku, akceptacji i zrozumienia dla swoich bliskich, a jednocześnie świadomym swojej zmieniającej się roli w rodzinie.
Przepiękna, wzruszająca, głęboka opowieść rodzinna. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie relacja Ryszarda i Wandy - może zbyt idealistyczna, może przerysowana, ale chciałabym tworzyć z kimś taki właśnie związek i właśnie takim rodzicem chciałabym być: pełnym szacunku, akceptacji i zrozumienia dla swoich bliskich, a jednocześnie świadomym swojej zmieniającej się roli w rodzinie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, którą absolutnie KAŻDY powinien przeczytać. Z pewnością wielu uzna, że ich temat niedotyczy bo jeszcze mają czas. Dlaczego oceniam tak wysoko (choć z reguły tego nie czynię) ? Bo książka jest o życiu, o każdym z nas.
Pokazuje nasze zabieganie, dążenie, zamartwianie się sprawami błahymi a nie dbanie o tych dzięki którym mamy wszytko co w życiu najważniejsze.
Na szczególną uwagę zasługuje również fakt, iż książka została napisana przez mężczyznę. Z reguły mocna wrażliwość wydawałaby się zarezerwowana dla kobiet.
Koniecznie do przeczytania lub jako ….lektura szkolna, aby uświadamiać i kształtować już dziecięcą wrażliwość.
Książka, którą absolutnie KAŻDY powinien przeczytać. Z pewnością wielu uzna, że ich temat niedotyczy bo jeszcze mają czas. Dlaczego oceniam tak wysoko (choć z reguły tego nie czynię) ? Bo książka jest o życiu, o każdym z nas.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPokazuje nasze zabieganie, dążenie, zamartwianie się sprawami błahymi a nie dbanie o tych dzięki którym mamy wszytko co w życiu najważniejsze.
Na...
Irytująca.
Irytująca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to