Potwór z Bagien – Zielone Piekło na pierwszy rzut oka robi ogromne wrażenie. Pięknie wydany komiks: żłobiona, twarda okładka, duży format i dopracowana oprawa wizualna przywodząca na myśl najlepsze tytuły spod znaku Top Cow. To pozycja, która aż prosi się, żeby postawić ją na półce. I pod tym względem trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.
Czy za tą efektowną formą idzie równie mocna treść? Tu niestety zaczynają się schody.
Fabuła osadzona jest w świecie, w którym poziom wód nieustannie się podnosi, a resztki ludzkości dogorywają na jednej wyspie – i jak to często bywa, zamiast współpracować, wciąż walczą między sobą. W tym chaosie trzy bóstwa tworzące tzw. Parlament postanawiają raz na zawsze zakończyć historię człowieka i ukształtować Ziemię na nowo. W tym celu wskrzeszają przywódcę gangu, który jako zielony potwór ma dokończyć dzieła zagłady.
Na scenę wkracza też Constantine, który przywołuje z powrotem Potwora z Bagien, odciętego od rodziny i wpadającego w szał. Wszystko zmierza do wielkiej, widowiskowej konfrontacji, której stawką jest przyszłość całej planety.
Problem w tym, że wydarzenia pędzą tutaj na złamanie karku. Mimo obecności wątków rodzinnych i emocjonalnych, trudno naprawdę poczuć ciężar sytuacji. Brakuje chwili oddechu, miejsca na budowanie napięcia czy pogłębienie bohaterów. Efekt jest taki, że choć czyta się to całkiem przyjemnie, to trzeba komiks ten traktować jak zwykły akcyjniak.
Za to warstwa wizualna nadrabia naprawdę dużo. Styl inspirowany estetyką Top Cow sprawdza się świetnie – dynamiczne ujęcia, duże, często dwustronicowe kadry i mocno kontrastowa kolorystyka robią robotę.
Solidna, efektowna wizualnie historia, która dostarcza rozrywki, ale zostawia też lekki niedosyt. Przy takiej tematyce i nazwisku scenarzysty można było oczekiwać czegoś głębszego, bardziej poruszającego.
Jako szybki, widowiskowy komiks, działa jednak bardzo dobrze. Jedno jest pewne: na półce będzie wyglądał świetnie.
Ten i setki innych komiksów zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Potwór z Bagien – Zielone Piekło na pierwszy rzut oka robi ogromne wrażenie. Pięknie wydany komiks: żłobiona, twarda okładka, duży format i dopracowana oprawa wizualna przywodząca na myśl najlepsze tytuły spod znaku Top Cow. To pozycja, która aż prosi się, żeby postawić ją na półce. I pod tym względem trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.
Mam sweet spot dla Potwora z Bagien, lubie jego kampowość, oldkulowe założenia a i pamiętam jak z rozdziawioną japą oglądałem okropny serial puszczany za szczenięcych lat na legendarnym RTL7. Kolejna sprawa którą bardzo lubię to Jeff Lemire obok którego komiksów nie potrafię przejść obojętnie. Stąd kupno i pochłonięcie w jednym posiedzeniu Potwora z Bagien pod batuta Lemire'a. Dobra kreska, dobra fabuła. Po Jeffie jednak spodziewał bym się więcej, natomiast nie był to czas stracony i mogę polecić to czytadło na dłuższy, jesienny wieczór z herbatą w dłoni.
Mam sweet spot dla Potwora z Bagien, lubie jego kampowość, oldkulowe założenia a i pamiętam jak z rozdziawioną japą oglądałem okropny serial puszczany za szczenięcych lat na legendarnym RTL7. Kolejna sprawa którą bardzo lubię to Jeff Lemire obok którego komiksów nie potrafię przejść obojętnie. Stąd kupno i pochłonięcie w jednym posiedzeniu Potwora z Bagien pod batuta...
W 2024 fani postaci Bagniaka mieli dwa powody do radości. Pierwszym z nich było wydanie olbrzymiego „Potwora z Bagien” DCLimited z historiami Lena Weina i Berniego Wrightsona.💚 Drugim - niniejszy album z linii DC Black Label, w którym za scenariusz odpowiada lubiany i ceniony Jeff Lemire. Autor wielu świetnych serii takich jak "Moon Knight"🤍, "Mazebook", "Gideon Falls" "Podwodny spawacz", "Opowieści z hrabstwa Essex", "Łasuch" czy "Czarny młot".
„Potwór z Bagien. Zielone piekło” to trzyzeszytowa miniseria. Album już sam w sobie jako rzecz jest przepiękny. Rzadko zdarza mi się tak rozpływać nad wydaniem, ale w tym przypadku muszę to podkreślić. Komiks ma powiększony, nieco szerszy niż zazwyczaj format, taki sam jak w m.in. „Harleen” i "Batman Nadęty". Twardą okładkę, która po rozłożeniu ukazuje przepiękne oblicze bohatera skąpane w czerni, czerwieni i zieleni. Zaś użyty miejscowo lakier wybiórczy potęguje sensoryczne odczucia podczas miziania albumu.😅 No śliczne wydanie.👌
Co do samej historii to Lemire zabiera nas w czas i miejsce, gdzie ludzkość żyje na niewielkim skrawku lądu pośród oceanów. Poznajemy tam społeczność, która próbuje poradzić sobie w tym smutnym, okrutnym i zniszczonym świecie. A żeby tego było mało, Parlamenty postanawiają wysłać awatara, który ma ostatecznie rozprawić się z niewdzięczną ludzkością.
Na początku dostajemy nieśpieszny, nieco wleczący się ekspozycyjny prolog, by za chwilę zostać wrzuconym w wir akcji. Mam wrażenie, że ta historia miała być dłuższa, ale Lemire na potrzeby formatu DC BL, skompresował nam ją. Komiksowi bliżej poziomem i klimatem do Snyderowskiej wersji Potwora z bagien (*), nastawionej właśnie bardziej na akcję ze sporą dawką body horroru niż na egzystencjalne dywagacje. W sumie to może nawet i dobrze, że nie ma tu próby zmierzenia się z rewelacyjnym runem Alana Moore'a. Bo i po co.
Mimo że miejscami Lemire w swoim stylu skupia się na ludziach, relacjach i ich emocjach, to do samego głównego bohatera wnosi jednak niewiele. Osobiście uważam, że jest to całkiem niezły komiks, na pewno jeden z lepszych spod szyldu Black Label, który mimo fabularnej prostoty i drobnych problemów z rozplanowaniem, wciąga niesamowicie. Po lekturze odczuwałem nawet swego rodzaju niedosyt, bo aż chciałoby się więcej takiego dupka Constantine'a i większej rozbudowy wątku Animal Woman. Z drugiej jednak strony, lepiej chyba czuć niedosyt niż przesyt.
Dodatkowo album zachwyca rysunkami Douga Mahnke. Kolorystyka, kadrowanie i liternictwo idealnie ze sobą współgrają. Kawał wyśmienitej roboty.
Także tego, kończąc już, osobiście polecam "Zielone piekło", bo to album przepięknie wydany, bardzo klimatycznie narysowany, przedstawiający nam historię, która mimo ogólnej prostoty wciąga i angażuje czytelnika. Bawiłem się zdecydowanie lepiej niż przypuszczałem, że będę.
Nadal bardzo czekam na wydanie u nas"Animal Mana" Jeffa Lemire'a.🙌
(*) Tu mała dygresja. "Potwór z Bagien" ze scenariuszem Scotta Snydera powstawał mniej więcej w tym samym czasie co "Animal Man" Jeffa Lemire'a. W pewnym momencie te dwie serie z New52 wzajemnie się crossują w "Rotworld". Możliwe, że stąd pewnie nawiązania i podobny ton w "Zielonym piekle".
"Potwór z Bagien. Zielone piekło"
W 2024 fani postaci Bagniaka mieli dwa powody do radości. Pierwszym z nich było wydanie olbrzymiego „Potwora z Bagien” DCLimited z historiami Lena Weina i Berniego Wrightsona.💚 Drugim - niniejszy album z linii DC Black Label, w którym za scenariusz odpowiada lubiany i ceniony Jeff Lemire. Autor wielu świetnych serii takich jak "Moon...
Wiem już, że Jeff Lemire scenariuszowo nie zawsze dostarcza, szczególnie pisząc krótkie formy, tym bardziej superhero. W dodatku wszystko wskazywało na to, że w przypadku “Zielonego piekła” scenarzysta ignoruje swoje mocne strony, odpuszcza z obyczajem, melancholią, tragizmem (które wszak były bardzo obecne w klasycznym Potworze z Bagien!), a zamiast tego robi spektakularny horror.
Jak widzicie, zabierając się za lekturę miałem naprawdę kiepskie przeczucia.
O co tu w ogóle chodzi?
W postapokaliptycznym, ciut Waterworldowym świecie przyszłości Potwór wraca po raz ostatni by pomóc resztkom ludzkości w walce ze zjednoczonymi Parlamentami - takimi, powiedzmy, demonami sił natury, które na homo sapiens postawiły krzyżyk i postanowiły wybić pozostałości gatunku ludzkiego.
I żeby nie było, wizualnie jest spektakularnie. Mamy tu powiększone wydanie, miejscowy lakier na okładce i cholernie klimatyczną, miejscami zachwycającą kreskę.
Ale to nie wszystko.
Komiks naprawdę mi się, cholera, podobał.
Od wejścia na plus zaskoczyła mnie obecność Johna Constantine, który był dokładnie tak charyzmatycznym dupkiem, jak było trzeba. Czarodziej sprowadza Potwora na ziemię, wyciągając go z jego prywatnego nieba - oto Lemire’owi udało się tu wprowadzić żywy dramatyzm i pewien tragizm postaci, a całe zawiązanie akcji jest zaskakująco wiarygodne i zwyczajnie interesujące.
Czasem jest to prowadzone ciut na siłę, dramatyczne śmierci postaci nie ruszają czytelnika ani trochę, bo kogo obchodzą postaci drugoplanowe w historii na trzy rozdziały?
Ale poza tym jest naprawdę, cholera, przyzwoicie. Klimat jest potężny i działa, historia jest zgrabna, a i serduszko mocniej czasem zabije.
Zaskakująco solidne.
IG: @traczytanko
Ten komiks miał mi się nie spodobać.
Wiem już, że Jeff Lemire scenariuszowo nie zawsze dostarcza, szczególnie pisząc krótkie formy, tym bardziej superhero. W dodatku wszystko wskazywało na to, że w przypadku “Zielonego piekła” scenarzysta ignoruje swoje mocne strony, odpuszcza z obyczajem, melancholią, tragizmem (które wszak były bardzo obecne w klasycznym Potworze z...
Mógłbym tę recenzję zamknąć w czterech słowach. Moje czytelnicze rozczarowanie roku.
"Potwór z bagien. Zielone piekło" to komiks spod pióra Jeffa Lemire'a. Artysty niezwykle płodnego, który ma jednak wachania formy. Potrafił dać nam bardzo dobrze poprowadzonego Green Arrowa lub Jokera dla DC. Z drugiej strony kompletnie zawiódł w Extraordinary X-Men lub Staruszku Loganie dla Marvela. Sprawne oko zauważy, że jakoś bardziej Kanadyjczyk trafia z formą pisząc dla Detective Comics 😉 I z takimi nadziejami sięgnąłem po jego Potwora z bagien. Scenariusz jest banalny. Jesteśmy świadkami apokalipsy naszej planety. Niedobitki ludzkości uciekają przed wszechogarniającym oceanem na szczyt góry. Tam toczą bezwzględną walkę o resztki zasobów. Dobija to trzy Parlamenty: Czerwieni, Zieleni i Rozkładu. Zgodnie stwierdzają, że czas zakończyć byt ludzki na łez padole. Wysyłają Awatara. Ten potwór nie przebiera w środkach. Rozrywa, przecina i patroszy każdego homosapien, który staje na jego drodze. Dni ludzkości są policzone! Nie lękajcie się jednak! Dzięki interwencji sił magicznych na Ziemię trafia Alec Holland, który zostaje wyrwany z objęć kochającej rodziny. Alec widząc łzy małej dziewczynki postanawia pomóc nam w walce z potworem. Dalej nie ma już za wiele co opowiadać. Flaki latają wysoko, a trup ściele się gęsto. Finał jest przewidywalny niczym występ Maryli w sylwestra. Jeff się nie wysilił. Mam nadzieje, że chociaż czek był solidny.
Komiks może nadrabiać oprawą graficzną. Jednak i tu pod płaszczykiem efektownej kolorowej oprawy skrywa się średniak, który bije po oczach nonszalancją w kwestii szczegółów. Oddać muszę jednak, że otrzymujemy kilka plansz, które mogą zachwycić. A już absolutnie niezrozumiałe dla mnie jest, że mając zaledwie TRZY zeszyty składające się na ten tytuł, dostajemy dwóch rysowników. Przy czym Shawn Moll bardzo odczuwalnie obniża ocenę całości.
Otrzymaliśmy absolutnego średniaka, który nawetnie stara się zaskoczyć nas czymkolwiek więcej. Dialogi są sztywne jak pal Azji. Opowieść mająca potencjał na głębsze rozważania ginie w tempie akcji. Najpiękniejsza w tym komiksie jest okładka.
Mógłbym tę recenzję zamknąć w czterech słowach. Moje czytelnicze rozczarowanie roku.
"Potwór z bagien. Zielone piekło" to komiks spod pióra Jeffa Lemire'a. Artysty niezwykle płodnego, który ma jednak wachania formy. Potrafił dać nam bardzo dobrze poprowadzonego Green Arrowa lub Jokera dla DC. Z drugiej strony kompletnie zawiódł w Extraordinary X-Men lub Staruszku Loganie...
Potwór z bagien to dla wielu czytelników kultowy protagonista, który stał się ikoną popkultury przede wszystkim za sprawą fantastycznej serii Alana Moore’a. Czterdzieści lat temu brytyjski twórca wypuścił tytuł, który wyszedł daleko poza komiks rozrywkowy, dając sporo materiału do przemyśleń i zachwycając wielowymiarowością. Od tego czasu wielu innych scenarzystów, niekiedy o bardzo głośnych nazwiskach, próbowało zmierzyć się z postacią Aleca Hollanda, jednak jak do tej pory nikt nie doskoczył do zawieszonej na wysokim poziomie poprzeczki. Kolejnym pretendentem jest Jeff Lemire, twórca nietuzinkowy, który niejednokrotnie pokazał, że potrafi zaoferować czytelnikowi coś nieszablonowego.
Ludzkość staje na krawędzi zagłady. Ziemia powoli umiera, a ostatni przedstawiciele naczelnych tłoczą się na skrawkach lądu, których nie zalało morze. Parlamenty Zieleni, Czerwieni i Rozkładu uznają człowieka za winnego tej sytuacji i wypowiadają mu wojnę. W celu całkowitego pokonania wroga siły natury wysyłają armię potworów pod wodzą przerażającego awatara. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zatrzymać tej potęgi. Ostatnią nadzieją ludzkości może być Alec Holland, znany jako Potwór z bagien, jednak dawno temu porzucił nasz świat, by cieszyć się zasłużonym spokojem. Czy teraz powróci, by stoczyć ostatni bój w obronie ludzkości, która wiele razy traktowała go źle?
Po komiksach ulokowanych w ramach DC Black Label można spodziewać się poruszania poważniejszej, skierowanej do dojrzalszego odbiorcy problematyki albo po prostu większej intensywności i sporej dawki przemocy, niekoniecznie odpowiedniej dla młodszego czytelnika. W przypadku „Zielonego piekła” rzecz przejawia się przede wszystkim w zdecydowanym postawieniu na ciężki klimat i mocne, horrorowe obrazy. W kilku miejscach aż przecierałem oczy ze zdumienia na widok niektórych scen, w których całkiem realistycznie przedstawiono masakrę ludzkości. To na pewno podnosi ciężar gatunkowy historii, ale nie może też być sztuką dla sztuki. Na szczęście nie jest to tylko przemocowa wydmuszka, bo „Zielone piekło” ma także inne atuty.
Lemire’owi udało się wykreować bardzo interesujący, chylący się ku upadkowi świat, w którym ludzie powoli schodzą ze sceny, ustępując miejsca komuś, kto nie zniszczy planety w takim stopniu, jak zrobił to nasz gatunek. Postapokaliptyczna sceneria nie jest niczym nowym w popkulturze, ale kiedy jest wykorzystana w kreatywny sposób i stanowi środek do celu, a nie cel sam w sobie, wtedy stanowi wartość dodaną dzieła. Tak dzieje się tutaj, bo nie jest to jedyny warty uwagi element omawianego albumu. Bardzo dobrze działają także relacje między bohaterami. Lemire zawsze umiał opisać targające człowiekiem emocje i choć obyczajowość jest mocniej widoczna w jego bardziej kameralnych, autorskich projektach, to i tak potrafi tę umiejętność wykorzystać w komiksie mainstreamowym. Tak jest właśnie w „Zielonym piekle”.
Warto wspomnieć, że podzielenie albumu na trzy rozdziały sprawiło, że opowieść jest mocno zwarta i toczy się w szybkim tempie. Na kolejnych kartach nie uświadczymy nadmiernej ekspozycji ani powolnego odkrywania niuansów świata przedstawionego – czytelnik szybko zostaje rzucony na głęboką wodę, a zarazem w wir akcji. Czy jest to dobry manewr? Wydaje mi się, że w znacznej mierze tak, bo otrzymaliśmy dzięki temu historię, która zarówno angażuje, jak i cały czas trzyma w napięciu. Jest jednak także wada takiego rozwiązania. Lemire nie ma czasu na przekształcenie „Zielonego piekła” w coś więcej. To zatem komiks, który oferuje refleksję na najprostszym poziomie. Coś na zasadzie – „Nie niszczcie planety, bo to się źle skończy!”. I jakkolwiek tego typu oczywistości same w sobie nie są niczym złym, a czasami nawet bywają potrzebne, to rzecz sprawia, że nie ma mowy o tym, byśmy mogli postawić tę inkarnację „Potwora z bagien” obok wersji autorstwa Alana Moore’a.
Douglas Mahnke to artysta dobrze znany polskiemu fanowi komiksów. Niejednokrotnie mieliśmy okazję podziwiać jego grafiki i każdorazowo była to rzetelnie wykonana praca. Także i tym razem jest podobnie. Amerykanin udanie zwizualizował ponury obraz walki o przetrwanie resztki ludzkości. Kolejne kadry są mroczne i sugestywne i choć nie cechuje ich nadmierny realizm (są raczej lekko przerysowane), to mają w sobie coś hipnotyzującego. Świetnie sprawdzają się zwłaszcza w tych najbrutalniejszych momentach, kiedy bardzo udanie podkreślają, że walka, którą toczy ludzkość z Parlamentami Zieleni, Czerwieni i Rozkładu, jest potyczką do ostatniej kropli krwi.
Najnowszy komiks z Potworem z bagien w roli głównej z pewnością jest albumem, na który warto zwrócić uwagę. To nie ulega żadnej wątpliwości. Jeff Lemire zna się na swojej robocie i także w tym przypadku dał nam tytuł angażujący a także posiadający warte odnotowania mocne strony. I choć można było się spodziewać, że nie będzie to poziom Moore’owskiego „Potwora”, to jednak taki stan rzeczy nie przeszkadza w lekturze. Trzeba mieć świadomość, że nie obcujemy z arcydziełem, ale po prostu z solidnym komiksem. Mnie to w zupełności wystarcza.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2024/12/potwor-z-bagien-zielone-pieko-recenzja.html
oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0pc6S2KuBVdGvYAAM4sfgRHVhrnfa1pKkA1oGKywR9rsA78Z8bUGTmnk61sTofA9Rl
Potwór z bagien to dla wielu czytelników kultowy protagonista, który stał się ikoną popkultury przede wszystkim za sprawą fantastycznej serii Alana Moore’a. Czterdzieści lat temu brytyjski twórca wypuścił tytuł, który wyszedł daleko poza komiks rozrywkowy, dając sporo materiału do przemyśleń i zachwycając wielowymiarowością. Od tego czasu wielu innych scenarzystów, niekiedy...
Długo czekałem na ten komiks, więc kiedy tylko przybył, od razu poleciał wysoko na Hałdę Hańby. Nie mogłem się doczekać lektury z jednego, zasadniczego powodu – uwielbiam obu głównych bohaterów, których losy Jeff Lemire splótł w tej historii. Dobrze czytacie – obu!
Świat nie istnieje. Ludzkość praktycznie wyginęła, lądy powoli zabierane są przez nieustannie powiększające się oceany i morza, a do głosu mocno jak nigdy dotąd, dochodzi natura — zarówno w wersji klasycznej — skoro nie ma ludzi, to odbiera sobie to, co jej należne, jak również w wersji magicznej i jednocześnie przerażającej. Niewielkie skupiska tych, którzy przeżyli, starają się przetrwać na najbardziej w górę wysuniętych przyczółkach na Ziemi, aczkolwiek nie zostało ich już wiele i z każdym miesiącem zasoby te się kurczą. Powstały Parlamenty: Czerwieni, Zieleni i Rozkładu, które postanawiają, że czasy ludzi przeminęły, a niedobitków należy zniszczyć. Tworzą potężnego awatara – potwora mającego jedno zadanie - unicestwić każdą napotkaną ludzką istotę. Kiedy zaczyna się rzeź, ludzie kierują swoje kroki w kierunku starej latarni morskiej, gdzie od lat mieszka pewien zabójczo niebezpieczny człowiek, tolerowany przez społeczność i nierobiący im żadnej krzywdy. Tylko on, dzięki swoim umiejętnościom może spróbować ochronić ostatnich przedstawicieli ludzkości. I tu, cały na biało, wjeżdża...
No nie powiem Wam przecież kto, bo zepsułbym całą frajdę z lektury “Zielonego piekła”. Jedno o czym mogę wspomnieć, to to, że gość ten jest doskonale znany w uniwersum, jest cynicznym, bezwzględnie wykorzystującym swoją pozycję i wiedzę cwaniakiem, a także awanturnikiem niedającym sobie w kaszę dmuchać, wielokrotnie wychodzącym z opresji, które dla innych z pewnością skończyłyby się brutalną i ciężką śmiercią w męczarniach.
To on przywołuje do naszego świata tytułowego Potwora i “namawia” go do pomocy ludziom. Alec Holland, który nie żyje od wielu lat, kolejny raz musi stanąć przed trudną decyzją, wyrwany z miejsca, w którym czas nie ma znaczenia, a także z objęć rodziny i świętego spokoju. Bohaterowie mają jednak to do siebie, że często rzucają na szalę wszystko to, co kochają i co jest dla nich najważniejsze, w imię niesienia pomocy zagrożonym. A w tym przypadku, ta pomoc jest naprawdę bardzo potrzebna.
“Zielone piekło” opowiada o wielu różnych odcieniach grozy. Od tych oczywistych, czyli końcu znanego nam świata, przez utratę wszelkich wygód i zdobyczy cywilizacyjnych, stawiania czoła potwornościom zrodzonym w bezwzględnych umysłach Parlamentów, aż po tę chyba nam najbliższą - widmo utraty i śmierci najbliższych, w tym także dzieci.
Panowie Lemire i Mahnke fantastycznie zobrazowali nam tę historię i walkę nie tylko z bestiami rodem z najgorszych koszmarów, ale i z samym sobą. Dodali do tego solidną dawkę poświęcenia naszego drugiego bohatera, który znany jest ze złych decyzji i wpadania we wszelkiego rodzaju tarapaty, ale również i z tego, że nigdy nie pozostaje obojętnym na niesprawiedliwość i stara się z całych sił pomóc i przywrócić równowagę pomiędzy siłami dobra i zła. Tutaj to poświęcenie będzie najwyższe z możliwych, a czy będzie przy tym wystarczające, musicie przekonać się sami, czytając komiks.
Wizualnie “Potwór z bagien” wręcz olśniewa. Dobór kolorów wynikający bezpośrednio z brutalizmu i umiejscowienia lokacji powoduje, że niektóre sceny wydają się krzykliwe, co mnie osobiście zupełnie nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie - uważam, że tak duża ilość barw w tej historii pomaga czytelnikowi łatwiej odróżnić strony konfliktu, a także podkreślić atuty poszczególnych postaci i głównych aktorów spektaklu. Zwłaszcza kolor szary, niezmiennie powiązany z jednym z bohaterów pozwoli Wam go bardzo szybko zidentyfikować i mam nadzieje, że wywoła uśmiech na twarzy – u mnie tak było. Wiedziałem bowiem, że od momentu, kiedy się pojawił, mogę spodziewać się szaleństwa, ogromu akcji, ciekawych dyskusji ze stworzeniami wszelakimi i kipiącego wręcz z kadrów gniewu kolejnych oszukanych przez niego stworów.
Jedno, do czego muszę się przyczepić, to wrażenie, że “Zielone piekło” jest nieco zbyt “hollywódzkie”. W toku prowadzenia historii wyraźnie widać, że głównym bohaterom nie stanie się finalnie zbyt wielka krzywda, że w odpowiednim momencie przybędzie odsiecz, lub podejmowane przez jednych działania wpłyną na innych dokładnie wtedy, gdy powinny. To powoduje, że czytelnik może potraktować ten komiks jako średnio poważny i umieścić go na półce “zabili go i uciekł”. Czy to wada? W moim odczuciu niekoniecznie, bo ci, których ten tytuł zainteresuje, zdają sobie sprawę z faktu, iż nie jest to dramat psychologiczny, który po lekturze ma jeszcze długo pozostawać w naszej pamięci, wywołując kolejne myśli czy wręcz dyskusje, które będziemy prowadzić sami ze sobą czy też innymi czytelnikami. To przygoda typowo rozrywkowa, mająca dać nam kilka chwil oddechu od rzeczywistości, niemniej nie jest to historia banalna czy płytka. Mamy tu bowiem do czynienia nie tylko ze scenami walk, ale również z arcytrudnymi decyzjami, które trzeba podjąć szybko i nieodwołalnie.
Długo czekałem na ten komiks, więc kiedy tylko przybył, od razu poleciał wysoko na Hałdę Hańby. Nie mogłem się doczekać lektury z jednego, zasadniczego powodu – uwielbiam obu głównych bohaterów, których losy Jeff Lemire splótł w tej historii. Dobrze czytacie – obu!
Świat nie istnieje. Ludzkość praktycznie wyginęła, lądy powoli zabierane są przez nieustannie powiększające...
Bedac fanem serii od Moore'a liczylem na glebszy komiks i ciekawszy scenariusz tym bardziej ze autorem jest Lemire. Niestety, wg mnie powstalo cos co ani nie jest wybitne graficznie (oprocz glownej okladki) oraz jest niezmiernie plytkie w swoim przekazie. Od razu komiks idzie do sekcji "na sprzedaz" bo szkoda aby zajmowal miejsce w bibliotece. Przeczytane i od razu zapomniane
Bedac fanem serii od Moore'a liczylem na glebszy komiks i ciekawszy scenariusz tym bardziej ze autorem jest Lemire. Niestety, wg mnie powstalo cos co ani nie jest wybitne graficznie (oprocz glownej okladki) oraz jest niezmiernie plytkie w swoim przekazie. Od razu komiks idzie do sekcji "na sprzedaz" bo szkoda aby zajmowal miejsce w bibliotece. Przeczytane i od razu zapomniane
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Akcja Potwór z Bagien: Zielone piekło przenosi nas do świata przyszłości, gdzie cywilizacja ludzka praktycznie wyginęła. Nieliczni ocaleńcy walczą o przetrwanie na skrawkach suchego lądu pośrodku bezkresnego oceanu. To ponure i bezlitosne środowisko staje się areną konfrontacji między naturą a pozostałościami ludzi, którzy są gatunkiem mocno zagrożonym. Przysłowiowym gwoździem do trumny człowieka ma być stworzony najstraszniejszy i najbardziej krwawy potwór, jaki kiedykolwiek pojawił się w naturze. Przeciwstawić się tej istocie może tylko ktoś równie potężny i niebezpieczny o ile będzie tego chciał.
Tytułowy Potwór z Bagien na przestrzeni lat miał różne formy i różnych autorów. To jednak Jeff Lemire sięga po pomysł Alana Moore’a (zachowując pewną ciągłość narracyjną), aby pokazać jego ostatnią walkę o ocalenie ludzkości przed całkowitym zniszczeniem.
Lemire niezwykle umiejętnie łączy elementy klasycznej historii Swamp Thinga z nowym, postapokaliptycznym kontekstem, tworząc postać, która jest jednocześnie potężna i jeszcze bardziej tragiczna. Ponadto prezentuje on nam tu ciekawy i złożony świat, w którym granica między życiem a śmiercią jest płynna. Stawia on tu pytania o naturę ludzkości, jej relację z przyrodą oraz o to, czy człowiek zasługuje na przetrwanie. Kładzie on duży nacisk na etyczne i moralne dylematy, z którymi mierzy się zarówno Potwór z Bagien, jak i ocaleńcy, co nadaje albumowi większej głębi i złożoności.
Ton komiksu jest niepokojący, często wręcz apokaliptyczny, ale także melancholijny. Lemire z łatwością oddaje uczucie beznadziei i rozpaczy w obliczu nieuchronnego końca, a także wewnętrzne rozterki bohaterów, którzy muszą decydować, czy walka o przetrwanie ma sens. Wszystko to perfekcyjnie wręcz łączy się z mocną krwawą treścią, której tu nie brakuje....
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Akcja Potwór z Bagien: Zielone piekło przenosi nas do świata przyszłości, gdzie cywilizacja ludzka praktycznie wyginęła. Nieliczni ocaleńcy walczą o przetrwanie na skrawkach suchego lądu pośrodku bezkresnego oceanu. To ponure i bezlitosne środowisko staje się areną konfrontacji między naturą a pozostałościami ludzi, którzy są gatunkiem mocno...
Potwór z Bagien – Zielone Piekło na pierwszy rzut oka robi ogromne wrażenie. Pięknie wydany komiks: żłobiona, twarda okładka, duży format i dopracowana oprawa wizualna przywodząca na myśl najlepsze tytuły spod znaku Top Cow. To pozycja, która aż prosi się, żeby postawić ją na półce. I pod tym względem trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.
Czy za tą efektowną formą idzie równie mocna treść? Tu niestety zaczynają się schody.
Fabuła osadzona jest w świecie, w którym poziom wód nieustannie się podnosi, a resztki ludzkości dogorywają na jednej wyspie – i jak to często bywa, zamiast współpracować, wciąż walczą między sobą. W tym chaosie trzy bóstwa tworzące tzw. Parlament postanawiają raz na zawsze zakończyć historię człowieka i ukształtować Ziemię na nowo. W tym celu wskrzeszają przywódcę gangu, który jako zielony potwór ma dokończyć dzieła zagłady.
Na scenę wkracza też Constantine, który przywołuje z powrotem Potwora z Bagien, odciętego od rodziny i wpadającego w szał. Wszystko zmierza do wielkiej, widowiskowej konfrontacji, której stawką jest przyszłość całej planety.
Problem w tym, że wydarzenia pędzą tutaj na złamanie karku. Mimo obecności wątków rodzinnych i emocjonalnych, trudno naprawdę poczuć ciężar sytuacji. Brakuje chwili oddechu, miejsca na budowanie napięcia czy pogłębienie bohaterów. Efekt jest taki, że choć czyta się to całkiem przyjemnie, to trzeba komiks ten traktować jak zwykły akcyjniak.
Za to warstwa wizualna nadrabia naprawdę dużo. Styl inspirowany estetyką Top Cow sprawdza się świetnie – dynamiczne ujęcia, duże, często dwustronicowe kadry i mocno kontrastowa kolorystyka robią robotę.
Solidna, efektowna wizualnie historia, która dostarcza rozrywki, ale zostawia też lekki niedosyt. Przy takiej tematyce i nazwisku scenarzysty można było oczekiwać czegoś głębszego, bardziej poruszającego.
Jako szybki, widowiskowy komiks, działa jednak bardzo dobrze. Jedno jest pewne: na półce będzie wyglądał świetnie.
Ten i setki innych komiksów zobaczysz na moim Instagramie: Lukkegeek
Potwór z Bagien – Zielone Piekło na pierwszy rzut oka robi ogromne wrażenie. Pięknie wydany komiks: żłobiona, twarda okładka, duży format i dopracowana oprawa wizualna przywodząca na myśl najlepsze tytuły spod znaku Top Cow. To pozycja, która aż prosi się, żeby postawić ją na półce. I pod tym względem trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy za tą efektowną formą idzie...
Mam sweet spot dla Potwora z Bagien, lubie jego kampowość, oldkulowe założenia a i pamiętam jak z rozdziawioną japą oglądałem okropny serial puszczany za szczenięcych lat na legendarnym RTL7. Kolejna sprawa którą bardzo lubię to Jeff Lemire obok którego komiksów nie potrafię przejść obojętnie. Stąd kupno i pochłonięcie w jednym posiedzeniu Potwora z Bagien pod batuta Lemire'a. Dobra kreska, dobra fabuła. Po Jeffie jednak spodziewał bym się więcej, natomiast nie był to czas stracony i mogę polecić to czytadło na dłuższy, jesienny wieczór z herbatą w dłoni.
Mam sweet spot dla Potwora z Bagien, lubie jego kampowość, oldkulowe założenia a i pamiętam jak z rozdziawioną japą oglądałem okropny serial puszczany za szczenięcych lat na legendarnym RTL7. Kolejna sprawa którą bardzo lubię to Jeff Lemire obok którego komiksów nie potrafię przejść obojętnie. Stąd kupno i pochłonięcie w jednym posiedzeniu Potwora z Bagien pod batuta...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Potwór z Bagien. Zielone piekło"
W 2024 fani postaci Bagniaka mieli dwa powody do radości. Pierwszym z nich było wydanie olbrzymiego „Potwora z Bagien” DCLimited z historiami Lena Weina i Berniego Wrightsona.💚 Drugim - niniejszy album z linii DC Black Label, w którym za scenariusz odpowiada lubiany i ceniony Jeff Lemire. Autor wielu świetnych serii takich jak "Moon Knight"🤍, "Mazebook", "Gideon Falls" "Podwodny spawacz", "Opowieści z hrabstwa Essex", "Łasuch" czy "Czarny młot".
„Potwór z Bagien. Zielone piekło” to trzyzeszytowa miniseria. Album już sam w sobie jako rzecz jest przepiękny. Rzadko zdarza mi się tak rozpływać nad wydaniem, ale w tym przypadku muszę to podkreślić. Komiks ma powiększony, nieco szerszy niż zazwyczaj format, taki sam jak w m.in. „Harleen” i "Batman Nadęty". Twardą okładkę, która po rozłożeniu ukazuje przepiękne oblicze bohatera skąpane w czerni, czerwieni i zieleni. Zaś użyty miejscowo lakier wybiórczy potęguje sensoryczne odczucia podczas miziania albumu.😅 No śliczne wydanie.👌
Co do samej historii to Lemire zabiera nas w czas i miejsce, gdzie ludzkość żyje na niewielkim skrawku lądu pośród oceanów. Poznajemy tam społeczność, która próbuje poradzić sobie w tym smutnym, okrutnym i zniszczonym świecie. A żeby tego było mało, Parlamenty postanawiają wysłać awatara, który ma ostatecznie rozprawić się z niewdzięczną ludzkością.
Na początku dostajemy nieśpieszny, nieco wleczący się ekspozycyjny prolog, by za chwilę zostać wrzuconym w wir akcji. Mam wrażenie, że ta historia miała być dłuższa, ale Lemire na potrzeby formatu DC BL, skompresował nam ją. Komiksowi bliżej poziomem i klimatem do Snyderowskiej wersji Potwora z bagien (*), nastawionej właśnie bardziej na akcję ze sporą dawką body horroru niż na egzystencjalne dywagacje. W sumie to może nawet i dobrze, że nie ma tu próby zmierzenia się z rewelacyjnym runem Alana Moore'a. Bo i po co.
Mimo że miejscami Lemire w swoim stylu skupia się na ludziach, relacjach i ich emocjach, to do samego głównego bohatera wnosi jednak niewiele. Osobiście uważam, że jest to całkiem niezły komiks, na pewno jeden z lepszych spod szyldu Black Label, który mimo fabularnej prostoty i drobnych problemów z rozplanowaniem, wciąga niesamowicie. Po lekturze odczuwałem nawet swego rodzaju niedosyt, bo aż chciałoby się więcej takiego dupka Constantine'a i większej rozbudowy wątku Animal Woman. Z drugiej jednak strony, lepiej chyba czuć niedosyt niż przesyt.
Dodatkowo album zachwyca rysunkami Douga Mahnke. Kolorystyka, kadrowanie i liternictwo idealnie ze sobą współgrają. Kawał wyśmienitej roboty.
Także tego, kończąc już, osobiście polecam "Zielone piekło", bo to album przepięknie wydany, bardzo klimatycznie narysowany, przedstawiający nam historię, która mimo ogólnej prostoty wciąga i angażuje czytelnika. Bawiłem się zdecydowanie lepiej niż przypuszczałem, że będę.
Nadal bardzo czekam na wydanie u nas"Animal Mana" Jeffa Lemire'a.🙌
(*) Tu mała dygresja. "Potwór z Bagien" ze scenariuszem Scotta Snydera powstawał mniej więcej w tym samym czasie co "Animal Man" Jeffa Lemire'a. W pewnym momencie te dwie serie z New52 wzajemnie się crossują w "Rotworld". Możliwe, że stąd pewnie nawiązania i podobny ton w "Zielonym piekle".
"Potwór z Bagien. Zielone piekło"
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW 2024 fani postaci Bagniaka mieli dwa powody do radości. Pierwszym z nich było wydanie olbrzymiego „Potwora z Bagien” DCLimited z historiami Lena Weina i Berniego Wrightsona.💚 Drugim - niniejszy album z linii DC Black Label, w którym za scenariusz odpowiada lubiany i ceniony Jeff Lemire. Autor wielu świetnych serii takich jak "Moon...
Ten komiks miał mi się nie spodobać.
Wiem już, że Jeff Lemire scenariuszowo nie zawsze dostarcza, szczególnie pisząc krótkie formy, tym bardziej superhero. W dodatku wszystko wskazywało na to, że w przypadku “Zielonego piekła” scenarzysta ignoruje swoje mocne strony, odpuszcza z obyczajem, melancholią, tragizmem (które wszak były bardzo obecne w klasycznym Potworze z Bagien!), a zamiast tego robi spektakularny horror.
Jak widzicie, zabierając się za lekturę miałem naprawdę kiepskie przeczucia.
O co tu w ogóle chodzi?
W postapokaliptycznym, ciut Waterworldowym świecie przyszłości Potwór wraca po raz ostatni by pomóc resztkom ludzkości w walce ze zjednoczonymi Parlamentami - takimi, powiedzmy, demonami sił natury, które na homo sapiens postawiły krzyżyk i postanowiły wybić pozostałości gatunku ludzkiego.
I żeby nie było, wizualnie jest spektakularnie. Mamy tu powiększone wydanie, miejscowy lakier na okładce i cholernie klimatyczną, miejscami zachwycającą kreskę.
Ale to nie wszystko.
Komiks naprawdę mi się, cholera, podobał.
Od wejścia na plus zaskoczyła mnie obecność Johna Constantine, który był dokładnie tak charyzmatycznym dupkiem, jak było trzeba. Czarodziej sprowadza Potwora na ziemię, wyciągając go z jego prywatnego nieba - oto Lemire’owi udało się tu wprowadzić żywy dramatyzm i pewien tragizm postaci, a całe zawiązanie akcji jest zaskakująco wiarygodne i zwyczajnie interesujące.
Czasem jest to prowadzone ciut na siłę, dramatyczne śmierci postaci nie ruszają czytelnika ani trochę, bo kogo obchodzą postaci drugoplanowe w historii na trzy rozdziały?
Ale poza tym jest naprawdę, cholera, przyzwoicie. Klimat jest potężny i działa, historia jest zgrabna, a i serduszko mocniej czasem zabije.
Zaskakująco solidne.
IG: @traczytanko
Ten komiks miał mi się nie spodobać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiem już, że Jeff Lemire scenariuszowo nie zawsze dostarcza, szczególnie pisząc krótkie formy, tym bardziej superhero. W dodatku wszystko wskazywało na to, że w przypadku “Zielonego piekła” scenarzysta ignoruje swoje mocne strony, odpuszcza z obyczajem, melancholią, tragizmem (które wszak były bardzo obecne w klasycznym Potworze z...
Mógłbym tę recenzję zamknąć w czterech słowach. Moje czytelnicze rozczarowanie roku.
"Potwór z bagien. Zielone piekło" to komiks spod pióra Jeffa Lemire'a. Artysty niezwykle płodnego, który ma jednak wachania formy. Potrafił dać nam bardzo dobrze poprowadzonego Green Arrowa lub Jokera dla DC. Z drugiej strony kompletnie zawiódł w Extraordinary X-Men lub Staruszku Loganie dla Marvela. Sprawne oko zauważy, że jakoś bardziej Kanadyjczyk trafia z formą pisząc dla Detective Comics 😉 I z takimi nadziejami sięgnąłem po jego Potwora z bagien. Scenariusz jest banalny. Jesteśmy świadkami apokalipsy naszej planety. Niedobitki ludzkości uciekają przed wszechogarniającym oceanem na szczyt góry. Tam toczą bezwzględną walkę o resztki zasobów. Dobija to trzy Parlamenty: Czerwieni, Zieleni i Rozkładu. Zgodnie stwierdzają, że czas zakończyć byt ludzki na łez padole. Wysyłają Awatara. Ten potwór nie przebiera w środkach. Rozrywa, przecina i patroszy każdego homosapien, który staje na jego drodze. Dni ludzkości są policzone! Nie lękajcie się jednak! Dzięki interwencji sił magicznych na Ziemię trafia Alec Holland, który zostaje wyrwany z objęć kochającej rodziny. Alec widząc łzy małej dziewczynki postanawia pomóc nam w walce z potworem. Dalej nie ma już za wiele co opowiadać. Flaki latają wysoko, a trup ściele się gęsto. Finał jest przewidywalny niczym występ Maryli w sylwestra. Jeff się nie wysilił. Mam nadzieje, że chociaż czek był solidny.
Komiks może nadrabiać oprawą graficzną. Jednak i tu pod płaszczykiem efektownej kolorowej oprawy skrywa się średniak, który bije po oczach nonszalancją w kwestii szczegółów. Oddać muszę jednak, że otrzymujemy kilka plansz, które mogą zachwycić. A już absolutnie niezrozumiałe dla mnie jest, że mając zaledwie TRZY zeszyty składające się na ten tytuł, dostajemy dwóch rysowników. Przy czym Shawn Moll bardzo odczuwalnie obniża ocenę całości.
Otrzymaliśmy absolutnego średniaka, który nawetnie stara się zaskoczyć nas czymkolwiek więcej. Dialogi są sztywne jak pal Azji. Opowieść mająca potencjał na głębsze rozważania ginie w tempie akcji. Najpiękniejsza w tym komiksie jest okładka.
Mógłbym tę recenzję zamknąć w czterech słowach. Moje czytelnicze rozczarowanie roku.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Potwór z bagien. Zielone piekło" to komiks spod pióra Jeffa Lemire'a. Artysty niezwykle płodnego, który ma jednak wachania formy. Potrafił dać nam bardzo dobrze poprowadzonego Green Arrowa lub Jokera dla DC. Z drugiej strony kompletnie zawiódł w Extraordinary X-Men lub Staruszku Loganie...
Potwór z bagien to dla wielu czytelników kultowy protagonista, który stał się ikoną popkultury przede wszystkim za sprawą fantastycznej serii Alana Moore’a. Czterdzieści lat temu brytyjski twórca wypuścił tytuł, który wyszedł daleko poza komiks rozrywkowy, dając sporo materiału do przemyśleń i zachwycając wielowymiarowością. Od tego czasu wielu innych scenarzystów, niekiedy o bardzo głośnych nazwiskach, próbowało zmierzyć się z postacią Aleca Hollanda, jednak jak do tej pory nikt nie doskoczył do zawieszonej na wysokim poziomie poprzeczki. Kolejnym pretendentem jest Jeff Lemire, twórca nietuzinkowy, który niejednokrotnie pokazał, że potrafi zaoferować czytelnikowi coś nieszablonowego.
Ludzkość staje na krawędzi zagłady. Ziemia powoli umiera, a ostatni przedstawiciele naczelnych tłoczą się na skrawkach lądu, których nie zalało morze. Parlamenty Zieleni, Czerwieni i Rozkładu uznają człowieka za winnego tej sytuacji i wypowiadają mu wojnę. W celu całkowitego pokonania wroga siły natury wysyłają armię potworów pod wodzą przerażającego awatara. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zatrzymać tej potęgi. Ostatnią nadzieją ludzkości może być Alec Holland, znany jako Potwór z bagien, jednak dawno temu porzucił nasz świat, by cieszyć się zasłużonym spokojem. Czy teraz powróci, by stoczyć ostatni bój w obronie ludzkości, która wiele razy traktowała go źle?
Po komiksach ulokowanych w ramach DC Black Label można spodziewać się poruszania poważniejszej, skierowanej do dojrzalszego odbiorcy problematyki albo po prostu większej intensywności i sporej dawki przemocy, niekoniecznie odpowiedniej dla młodszego czytelnika. W przypadku „Zielonego piekła” rzecz przejawia się przede wszystkim w zdecydowanym postawieniu na ciężki klimat i mocne, horrorowe obrazy. W kilku miejscach aż przecierałem oczy ze zdumienia na widok niektórych scen, w których całkiem realistycznie przedstawiono masakrę ludzkości. To na pewno podnosi ciężar gatunkowy historii, ale nie może też być sztuką dla sztuki. Na szczęście nie jest to tylko przemocowa wydmuszka, bo „Zielone piekło” ma także inne atuty.
Lemire’owi udało się wykreować bardzo interesujący, chylący się ku upadkowi świat, w którym ludzie powoli schodzą ze sceny, ustępując miejsca komuś, kto nie zniszczy planety w takim stopniu, jak zrobił to nasz gatunek. Postapokaliptyczna sceneria nie jest niczym nowym w popkulturze, ale kiedy jest wykorzystana w kreatywny sposób i stanowi środek do celu, a nie cel sam w sobie, wtedy stanowi wartość dodaną dzieła. Tak dzieje się tutaj, bo nie jest to jedyny warty uwagi element omawianego albumu. Bardzo dobrze działają także relacje między bohaterami. Lemire zawsze umiał opisać targające człowiekiem emocje i choć obyczajowość jest mocniej widoczna w jego bardziej kameralnych, autorskich projektach, to i tak potrafi tę umiejętność wykorzystać w komiksie mainstreamowym. Tak jest właśnie w „Zielonym piekle”.
Warto wspomnieć, że podzielenie albumu na trzy rozdziały sprawiło, że opowieść jest mocno zwarta i toczy się w szybkim tempie. Na kolejnych kartach nie uświadczymy nadmiernej ekspozycji ani powolnego odkrywania niuansów świata przedstawionego – czytelnik szybko zostaje rzucony na głęboką wodę, a zarazem w wir akcji. Czy jest to dobry manewr? Wydaje mi się, że w znacznej mierze tak, bo otrzymaliśmy dzięki temu historię, która zarówno angażuje, jak i cały czas trzyma w napięciu. Jest jednak także wada takiego rozwiązania. Lemire nie ma czasu na przekształcenie „Zielonego piekła” w coś więcej. To zatem komiks, który oferuje refleksję na najprostszym poziomie. Coś na zasadzie – „Nie niszczcie planety, bo to się źle skończy!”. I jakkolwiek tego typu oczywistości same w sobie nie są niczym złym, a czasami nawet bywają potrzebne, to rzecz sprawia, że nie ma mowy o tym, byśmy mogli postawić tę inkarnację „Potwora z bagien” obok wersji autorstwa Alana Moore’a.
Douglas Mahnke to artysta dobrze znany polskiemu fanowi komiksów. Niejednokrotnie mieliśmy okazję podziwiać jego grafiki i każdorazowo była to rzetelnie wykonana praca. Także i tym razem jest podobnie. Amerykanin udanie zwizualizował ponury obraz walki o przetrwanie resztki ludzkości. Kolejne kadry są mroczne i sugestywne i choć nie cechuje ich nadmierny realizm (są raczej lekko przerysowane), to mają w sobie coś hipnotyzującego. Świetnie sprawdzają się zwłaszcza w tych najbrutalniejszych momentach, kiedy bardzo udanie podkreślają, że walka, którą toczy ludzkość z Parlamentami Zieleni, Czerwieni i Rozkładu, jest potyczką do ostatniej kropli krwi.
Najnowszy komiks z Potworem z bagien w roli głównej z pewnością jest albumem, na który warto zwrócić uwagę. To nie ulega żadnej wątpliwości. Jeff Lemire zna się na swojej robocie i także w tym przypadku dał nam tytuł angażujący a także posiadający warte odnotowania mocne strony. I choć można było się spodziewać, że nie będzie to poziom Moore’owskiego „Potwora”, to jednak taki stan rzeczy nie przeszkadza w lekturze. Trzeba mieć świadomość, że nie obcujemy z arcydziełem, ale po prostu z solidnym komiksem. Mnie to w zupełności wystarcza.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2024/12/potwor-z-bagien-zielone-pieko-recenzja.html
oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0pc6S2KuBVdGvYAAM4sfgRHVhrnfa1pKkA1oGKywR9rsA78Z8bUGTmnk61sTofA9Rl
Potwór z bagien to dla wielu czytelników kultowy protagonista, który stał się ikoną popkultury przede wszystkim za sprawą fantastycznej serii Alana Moore’a. Czterdzieści lat temu brytyjski twórca wypuścił tytuł, który wyszedł daleko poza komiks rozrywkowy, dając sporo materiału do przemyśleń i zachwycając wielowymiarowością. Od tego czasu wielu innych scenarzystów, niekiedy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDługo czekałem na ten komiks, więc kiedy tylko przybył, od razu poleciał wysoko na Hałdę Hańby. Nie mogłem się doczekać lektury z jednego, zasadniczego powodu – uwielbiam obu głównych bohaterów, których losy Jeff Lemire splótł w tej historii. Dobrze czytacie – obu!
Świat nie istnieje. Ludzkość praktycznie wyginęła, lądy powoli zabierane są przez nieustannie powiększające się oceany i morza, a do głosu mocno jak nigdy dotąd, dochodzi natura — zarówno w wersji klasycznej — skoro nie ma ludzi, to odbiera sobie to, co jej należne, jak również w wersji magicznej i jednocześnie przerażającej. Niewielkie skupiska tych, którzy przeżyli, starają się przetrwać na najbardziej w górę wysuniętych przyczółkach na Ziemi, aczkolwiek nie zostało ich już wiele i z każdym miesiącem zasoby te się kurczą. Powstały Parlamenty: Czerwieni, Zieleni i Rozkładu, które postanawiają, że czasy ludzi przeminęły, a niedobitków należy zniszczyć. Tworzą potężnego awatara – potwora mającego jedno zadanie - unicestwić każdą napotkaną ludzką istotę. Kiedy zaczyna się rzeź, ludzie kierują swoje kroki w kierunku starej latarni morskiej, gdzie od lat mieszka pewien zabójczo niebezpieczny człowiek, tolerowany przez społeczność i nierobiący im żadnej krzywdy. Tylko on, dzięki swoim umiejętnościom może spróbować ochronić ostatnich przedstawicieli ludzkości. I tu, cały na biało, wjeżdża...
No nie powiem Wam przecież kto, bo zepsułbym całą frajdę z lektury “Zielonego piekła”. Jedno o czym mogę wspomnieć, to to, że gość ten jest doskonale znany w uniwersum, jest cynicznym, bezwzględnie wykorzystującym swoją pozycję i wiedzę cwaniakiem, a także awanturnikiem niedającym sobie w kaszę dmuchać, wielokrotnie wychodzącym z opresji, które dla innych z pewnością skończyłyby się brutalną i ciężką śmiercią w męczarniach.
To on przywołuje do naszego świata tytułowego Potwora i “namawia” go do pomocy ludziom. Alec Holland, który nie żyje od wielu lat, kolejny raz musi stanąć przed trudną decyzją, wyrwany z miejsca, w którym czas nie ma znaczenia, a także z objęć rodziny i świętego spokoju. Bohaterowie mają jednak to do siebie, że często rzucają na szalę wszystko to, co kochają i co jest dla nich najważniejsze, w imię niesienia pomocy zagrożonym. A w tym przypadku, ta pomoc jest naprawdę bardzo potrzebna.
“Zielone piekło” opowiada o wielu różnych odcieniach grozy. Od tych oczywistych, czyli końcu znanego nam świata, przez utratę wszelkich wygód i zdobyczy cywilizacyjnych, stawiania czoła potwornościom zrodzonym w bezwzględnych umysłach Parlamentów, aż po tę chyba nam najbliższą - widmo utraty i śmierci najbliższych, w tym także dzieci.
Panowie Lemire i Mahnke fantastycznie zobrazowali nam tę historię i walkę nie tylko z bestiami rodem z najgorszych koszmarów, ale i z samym sobą. Dodali do tego solidną dawkę poświęcenia naszego drugiego bohatera, który znany jest ze złych decyzji i wpadania we wszelkiego rodzaju tarapaty, ale również i z tego, że nigdy nie pozostaje obojętnym na niesprawiedliwość i stara się z całych sił pomóc i przywrócić równowagę pomiędzy siłami dobra i zła. Tutaj to poświęcenie będzie najwyższe z możliwych, a czy będzie przy tym wystarczające, musicie przekonać się sami, czytając komiks.
Wizualnie “Potwór z bagien” wręcz olśniewa. Dobór kolorów wynikający bezpośrednio z brutalizmu i umiejscowienia lokacji powoduje, że niektóre sceny wydają się krzykliwe, co mnie osobiście zupełnie nie przeszkadza, a wręcz odwrotnie - uważam, że tak duża ilość barw w tej historii pomaga czytelnikowi łatwiej odróżnić strony konfliktu, a także podkreślić atuty poszczególnych postaci i głównych aktorów spektaklu. Zwłaszcza kolor szary, niezmiennie powiązany z jednym z bohaterów pozwoli Wam go bardzo szybko zidentyfikować i mam nadzieje, że wywoła uśmiech na twarzy – u mnie tak było. Wiedziałem bowiem, że od momentu, kiedy się pojawił, mogę spodziewać się szaleństwa, ogromu akcji, ciekawych dyskusji ze stworzeniami wszelakimi i kipiącego wręcz z kadrów gniewu kolejnych oszukanych przez niego stworów.
Jedno, do czego muszę się przyczepić, to wrażenie, że “Zielone piekło” jest nieco zbyt “hollywódzkie”. W toku prowadzenia historii wyraźnie widać, że głównym bohaterom nie stanie się finalnie zbyt wielka krzywda, że w odpowiednim momencie przybędzie odsiecz, lub podejmowane przez jednych działania wpłyną na innych dokładnie wtedy, gdy powinny. To powoduje, że czytelnik może potraktować ten komiks jako średnio poważny i umieścić go na półce “zabili go i uciekł”. Czy to wada? W moim odczuciu niekoniecznie, bo ci, których ten tytuł zainteresuje, zdają sobie sprawę z faktu, iż nie jest to dramat psychologiczny, który po lekturze ma jeszcze długo pozostawać w naszej pamięci, wywołując kolejne myśli czy wręcz dyskusje, które będziemy prowadzić sami ze sobą czy też innymi czytelnikami. To przygoda typowo rozrywkowa, mająca dać nam kilka chwil oddechu od rzeczywistości, niemniej nie jest to historia banalna czy płytka. Mamy tu bowiem do czynienia nie tylko ze scenami walk, ale również z arcytrudnymi decyzjami, które trzeba podjąć szybko i nieodwołalnie.
Długo czekałem na ten komiks, więc kiedy tylko przybył, od razu poleciał wysoko na Hałdę Hańby. Nie mogłem się doczekać lektury z jednego, zasadniczego powodu – uwielbiam obu głównych bohaterów, których losy Jeff Lemire splótł w tej historii. Dobrze czytacie – obu!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat nie istnieje. Ludzkość praktycznie wyginęła, lądy powoli zabierane są przez nieustannie powiększające...
Bedac fanem serii od Moore'a liczylem na glebszy komiks i ciekawszy scenariusz tym bardziej ze autorem jest Lemire. Niestety, wg mnie powstalo cos co ani nie jest wybitne graficznie (oprocz glownej okladki) oraz jest niezmiernie plytkie w swoim przekazie. Od razu komiks idzie do sekcji "na sprzedaz" bo szkoda aby zajmowal miejsce w bibliotece. Przeczytane i od razu zapomniane
Bedac fanem serii od Moore'a liczylem na glebszy komiks i ciekawszy scenariusz tym bardziej ze autorem jest Lemire. Niestety, wg mnie powstalo cos co ani nie jest wybitne graficznie (oprocz glownej okladki) oraz jest niezmiernie plytkie w swoim przekazie. Od razu komiks idzie do sekcji "na sprzedaz" bo szkoda aby zajmowal miejsce w bibliotece. Przeczytane i od razu zapomniane
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Potwór z Bagien. Zielone piekło” to komiks dobry, choć nie pozbawiony pewnych wad. Niemniej wart jest uwagi :)
Pełna recenzja - https://magicznyswiatksiazki.pl/recenzja-potwor-z-bagien-zielone-pieklo-jeff-lemire/
„Potwór z Bagien. Zielone piekło” to komiks dobry, choć nie pozbawiony pewnych wad. Niemniej wart jest uwagi :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPełna recenzja - https://magicznyswiatksiazki.pl/recenzja-potwor-z-bagien-zielone-pieklo-jeff-lemire/
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Akcja Potwór z Bagien: Zielone piekło przenosi nas do świata przyszłości, gdzie cywilizacja ludzka praktycznie wyginęła. Nieliczni ocaleńcy walczą o przetrwanie na skrawkach suchego lądu pośrodku bezkresnego oceanu. To ponure i bezlitosne środowisko staje się areną konfrontacji między naturą a pozostałościami ludzi, którzy są gatunkiem mocno zagrożonym. Przysłowiowym gwoździem do trumny człowieka ma być stworzony najstraszniejszy i najbardziej krwawy potwór, jaki kiedykolwiek pojawił się w naturze. Przeciwstawić się tej istocie może tylko ktoś równie potężny i niebezpieczny o ile będzie tego chciał.
Tytułowy Potwór z Bagien na przestrzeni lat miał różne formy i różnych autorów. To jednak Jeff Lemire sięga po pomysł Alana Moore’a (zachowując pewną ciągłość narracyjną), aby pokazać jego ostatnią walkę o ocalenie ludzkości przed całkowitym zniszczeniem.
Lemire niezwykle umiejętnie łączy elementy klasycznej historii Swamp Thinga z nowym, postapokaliptycznym kontekstem, tworząc postać, która jest jednocześnie potężna i jeszcze bardziej tragiczna. Ponadto prezentuje on nam tu ciekawy i złożony świat, w którym granica między życiem a śmiercią jest płynna. Stawia on tu pytania o naturę ludzkości, jej relację z przyrodą oraz o to, czy człowiek zasługuje na przetrwanie. Kładzie on duży nacisk na etyczne i moralne dylematy, z którymi mierzy się zarówno Potwór z Bagien, jak i ocaleńcy, co nadaje albumowi większej głębi i złożoności.
Ton komiksu jest niepokojący, często wręcz apokaliptyczny, ale także melancholijny. Lemire z łatwością oddaje uczucie beznadziei i rozpaczy w obliczu nieuchronnego końca, a także wewnętrzne rozterki bohaterów, którzy muszą decydować, czy walka o przetrwanie ma sens. Wszystko to perfekcyjnie wręcz łączy się z mocną krwawą treścią, której tu nie brakuje....
https://popkulturowykociolek.pl/potwor-z-bagien-zielone-pieklo-recenzja-komiksu/
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Akcja Potwór z Bagien: Zielone piekło przenosi nas do świata przyszłości, gdzie cywilizacja ludzka praktycznie wyginęła. Nieliczni ocaleńcy walczą o przetrwanie na skrawkach suchego lądu pośrodku bezkresnego oceanu. To ponure i bezlitosne środowisko staje się areną konfrontacji między naturą a pozostałościami ludzi, którzy są gatunkiem mocno...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to