„Anathema” to wielowymiarowa opowieść o niszczycielskiej sile dysfunkcyjnych relacji rodzinnych oraz o tym, jak głęboki cień rzucają one na dorosłe życie. Autor stawia w niej odważną tezę: kluczem do odzyskania wewnętrznego spokoju jest wybaczenie – zarówno oprawcom, jak i samemu sobie. Choć w świecie powieści ten proces wydaje się możliwy, lektura pozostawia nas z pytaniem, czy w rzeczywistości jest to równie wykonalne.
Pierwsza część książki robi ogromne wrażenie, choć jest lekturą trudną i bolesną. Autor bezlitośnie portretuje rodzinę naznaczoną alkoholizmem i emocjonalnym chłodem. Najbardziej uderza postać matki – jej nienawiść do Marka i jednoczesne uwielbienie dla drugiego syna budzą w czytelniku głęboki sprzeciw i niedowierzanie. W tym morzu beznadziei jedynym jasnym punktem jest babcia. Jej miłość daje Markowi szansę na przetrwanie, choć opisy te czyta się z nieustannym lękiem o losy bohatera.
Dalsze losy bohatera przenoszą nas do USA, gdzie Marek – już jako John – odciął się od polskiej przeszłości, budując pozory idealnego życia. Jego powrót do kraju na pogrzeb ojca staje się pretekstem do rozliczenia z traumą. Niestety, ta część wypada słabiej na tle emocjonalnego początku. Pojawia się tu kilka elementów, które budzą krytyczny dystans: Trudno uwierzyć w nagłą przemianę ojca-tyrana oraz w błyskawiczne wybaczenie ze strony Marka. Podobnie nienaturalnie wypada scena szczerego przemówienia nad grobem przed tłumem obcych ludzi. Język bohaterów bywa nienaturalnie sformalizowany. Długie, złożone zdania w prywatnych rozmowach odbierają scenom dynamikę i realizm. Wątek nadprzyrodzony, tak obiecująco zarysowany w dzieciństwie Marka (tajemnice babci, rytuały z szałwią), w drugiej części zostaje sprowadzony do kilku onirycznych scen, które nie przynoszą satysfakcjonującego rozwiązania.
Lektura o wielkim potencjale, który niestety został częściowo rozproszony w drugiej połowie powieści. O ile początek jest przejmującym i wiarygodnym studium cierpienia, o tyle zakończenie i próba domknięcia wszystkich wątków (w tym sensacyjnych, mistycznych) tracą na autentyczności, co w efekcie pozostawia w czytelniku niedosyt z powodu fabularnych uproszczeń i pewnej stylistycznej sztywności.
„Anathema” to wielowymiarowa opowieść o niszczycielskiej sile dysfunkcyjnych relacji rodzinnych oraz o tym, jak głęboki cień rzucają one na dorosłe życie. Autor stawia w niej odważną tezę: kluczem do odzyskania wewnętrznego spokoju jest wybaczenie – zarówno oprawcom, jak i samemu sobie. Choć w świecie powieści ten proces wydaje się możliwy, lektura pozostawia nas z...
Piotr Podgórski to bloger ze starej gwardii i przez bardzo długi czas prowadził bloga Pisany inaczej. Oprócz blogowania Piotr próbował swoich sił jako pisarz i debiutował w 2011 roku powieścią "Trzy" a także brał udział w kilku antologiach m.in. 31.10 Halloween po polsku, o której pisałem nie tak dawno. Jednak tam występował pod pseudonimem Piter Murphy. Pod własnym nazwiskiem napisał 4 powieści: Trzy razy miłość (2018), Zagubione życie (2018), Błękitna wdowa (2019) oraz Anathema (2019). O tym ostatnim tytule chciałem Wam dzisiaj powiedzieć.
Powieść ta opowiada losy Marka, którego dzieciństwo było bardzo ciężkie, by powiedzieć dosadnie było gehenną. Tylko jego babcia sprawiła, że jego życie miało sens, a po wielu latach udaje mu się spełnić marzenia i osiągnąć ogromny sukces. Jednak nie da się uciec od własnej przeszłości, od własnych demonów, nie da również odciąć się od własnych korzeni, jak złe by one nie były.
Anathema to jedna z najlepszych powieści, jakie przeczytałem w 2023 roku i jestem bardzo zadowolony, że po bardzo długim czasie trafiła w moje ręce. Na przeczytanie 384 stron potrzebowałem pięciu dni i pięciu posiedzeń. Wynik taki plasuje Anathemę na 28 miejscu wśród 208 książek Przeczytanych Na Tronie. Gorąco ją Wam polecam, a jeśli moja rekomendacja to za mało, to wiedzcie, że poleca ją Ałbena Grabowska, autorka bestsellerowej sagi "Stulecie Winnych".
Piotr Podgórski to bloger ze starej gwardii i przez bardzo długi czas prowadził bloga Pisany inaczej. Oprócz blogowania Piotr próbował swoich sił jako pisarz i debiutował w 2011 roku powieścią "Trzy" a także brał udział w kilku antologiach m.in. 31.10 Halloween po polsku, o której pisałem nie tak dawno. Jednak tam występował pod pseudonimem Piter Murphy. Pod własnym...
To nie była lekka książka. Jest w niej wiele bólu, cierpienia i krzywd, o których nie sposób zapomnieć. To historia o sile rodzinnych więzów, mocy przebaczenia i pojednania. Losy głównego bohatera przedstawione są na przestrzeni lat jego życia co pozwala czytelnikowi dokładnie go poznać, wczuć się w jego sytuację życiową. Fabuła poprowadzona jest w ciekawy sposób, nie jest nużąca dla czytelnika, momentami jest nawet zbudowane napięcie. Świetne połączenie literatury obyczajowej poruszającej ciężkie tematy z motywami nieco nadprzyrodzonymi, które sprawiają że można poczuć na plecach dreszczyk emocji. Książka ta miała w sobie coś takiego, że nie sposób było mi ją odłożyć na bok – przyciągała do siebie niczym magnez, zachęcając do dalszego zapoznawania się z losami Marka.
To nie była lekka książka. Jest w niej wiele bólu, cierpienia i krzywd, o których nie sposób zapomnieć. To historia o sile rodzinnych więzów, mocy przebaczenia i pojednania. Losy głównego bohatera przedstawione są na przestrzeni lat jego życia co pozwala czytelnikowi dokładnie go poznać, wczuć się w jego sytuację życiową. Fabuła poprowadzona jest w ciekawy sposób, nie jest...
Sama historia była opowiadana już wielokrotnie, z nieporównywalnie lepszym skutkiem, ale to mogę przełknąć... Co mnie natomiast przerosło, to nieudolny i niekonsekwentny styl, trochę jakby trzynastolatek próbował napisać poważny tekst i posiłkował się słownikiem wyrazów obcych, by brzmieć bardziej przekonująco. Słabiutki zabieg dał naprawdę żałosny rezultat.
Nie spotkałem też ludzi, którzy mówią tak, jak bohaterowie "Anathemy", więc albo Autor kompletnie nie ma słuchu, albo za bardzo zaufał własnym twórczym umiejętnościom i znowu oddał kontrolę nad pisaniem swojemu wewnętrznemu trzynastolatkowi. Postaci wyrzucają z siebie zdania jedno po drugim, niejednokrotnie bez żadnego związku, a czasem śmiało i bezwstydnie przeczą sami sobie na przestrzeni jednej sceny. Pierwsze skojarzenie: telewizyjny koszmarek spod znaku "Trudnych spraw", a zaraz później kultowy zły film Tommy'ego Wiseau (swoją drogą proponuję obejrzeć "The Room" zamiast czytać "Anathemę" - jest porównywalnie zły, ale seans trwa tylko ok. półtorej godziny).
Całość zamyka idiotycznie uproszczone rozwiązanie. Cukierkowe relacje głównego bohatera z jego rodziną zemdliłyby nawet najbardziej zagorzałych fanów Disneya, a finałowy wątek, przez który można pomylić "Anathemę" z powieścią grozy, świadczy o tym, że Autor wprawdzie naczytał się horrorów, być może nawet tych z wyższej półki, ale kompletnie nie wie, co zrobić z tym doświadczeniem.
O kuriozalnym posłowiu nie będę już nawet wspominał. Jeśli jakimś cudem dotrwacie do końca tego bałaganu, zróbcie sobie tę ostatnią krzywdę, co Wam szkodzi?
W najkrótszych słowach, nieważne, jakie są Wasze upodobania czytelnicze, "Anathema" będzie zawsze złym wyborem.
O kurczę, nie wiem, od czego zacząć...
Sama historia była opowiadana już wielokrotnie, z nieporównywalnie lepszym skutkiem, ale to mogę przełknąć... Co mnie natomiast przerosło, to nieudolny i niekonsekwentny styl, trochę jakby trzynastolatek próbował napisać poważny tekst i posiłkował się słownikiem wyrazów obcych, by brzmieć bardziej przekonująco. Słabiutki zabieg dał...
Pierwsza część przyprawiła mnie o ciarki, lubię takie klimaty zaś druga rozczarowała totalnie, zabrakło mi w niej tego magnetyzmu jaki przyciągnął mnie do tej książki zwłaszcza jej okładka. To moje pierwsze spotkanie z autorem i być może ostatnie....
Pierwsza część przyprawiła mnie o ciarki, lubię takie klimaty zaś druga rozczarowała totalnie, zabrakło mi w niej tego magnetyzmu jaki przyciągnął mnie do tej książki zwłaszcza jej okładka. To moje pierwsze spotkanie z autorem i być może ostatnie....
Nastawiłam się na horror, a dostałam zupełnie przeciętną obyczajówkę o szczęściu, rodzinie i innych głupotach. Na dodatek mój ulubiony bohater Paweł na końcu okazał się zły:( W każdym razie jak na polską literaturę nie jest źle, ale nie moje klimaty. Tytuł wprowadza w błąd choć jest bardzo intrygujący🙂 Piękna oprawa graficzna oczywiście❤
Nastawiłam się na horror, a dostałam zupełnie przeciętną obyczajówkę o szczęściu, rodzinie i innych głupotach. Na dodatek mój ulubiony bohater Paweł na końcu okazał się zły:( W każdym razie jak na polską literaturę nie jest źle, ale nie moje klimaty. Tytuł wprowadza w błąd choć jest bardzo intrygujący🙂 Piękna oprawa graficzna oczywiście❤
Ta książka wywołała we mnie niesamowite emocje! Od radości, do wzruszenia, po smutek i gniew. Jest bardzo prawdziwa. Skłania do refleksji. Analizowałam ją kilka dni. Po prostu nie mogłam tak zwyczajnie o niej zapomnieć. Jak zaczęłam czytać to nie mogłam się oderwać - wciągneła mnie bez reszty.
Miejsca i postaci nie są zbyt mocno opisane, ale wszystko jest tak przejrzyście napisane, bez zbędnych dodatków, że nie można się zgubić w trakcie czytania i wszystko się widzi jakby się oglądało film.
Punkt zabieram za część tytułową. Uważam, że całość była na tyle przyziemna, że niepotrzebny był ten wątek. W dodatku jest on bardzo pobieżnie przedstawiony. Zakończenie mogło być następstwem np. dojrzałości głównego bohatera.
Dodatkowo Jego niekonsekwencja początkowo mnie irytowała i tracił w moich oczach, ale da się to przeżyć.
Podsumowując: uważam, że to bardzo ważna pozycja. Mnie skłoniła do refleksji, że mamy tak naprawdę niewiele czasu na ziemii i szkoda czasu na pielęgnowanie niechęci do drugiego człowieka, w szczególności z rodziny.
Polecam
Ta książka wywołała we mnie niesamowite emocje! Od radości, do wzruszenia, po smutek i gniew. Jest bardzo prawdziwa. Skłania do refleksji. Analizowałam ją kilka dni. Po prostu nie mogłam tak zwyczajnie o niej zapomnieć. Jak zaczęłam czytać to nie mogłam się oderwać - wciągneła mnie bez reszty.
Miejsca i postaci nie są zbyt mocno opisane, ale wszystko jest tak przejrzyście...
Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki. Chyba przez opinie, że jest ponura i smutna. Niepotrzebnie. Książka jest naprawdę świetna. Z dużym ładunkiem emocjonalnym. Nie mogłam się oderwać. Chyba najbardziej wzruszające i jednocześnie wstrząsające były dla mnie opisy odrzucenia dziecka. Wplecione elementy nadprzyrodzone podbijają klimat i fakt, powodują lekki dreszczyk. Językowo niezła, fabuła niesztampowa, jednym słowem polecam.
Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki. Chyba przez opinie, że jest ponura i smutna. Niepotrzebnie. Książka jest naprawdę świetna. Z dużym ładunkiem emocjonalnym. Nie mogłam się oderwać. Chyba najbardziej wzruszające i jednocześnie wstrząsające były dla mnie opisy odrzucenia dziecka. Wplecione elementy nadprzyrodzone podbijają klimat i fakt, powodują lekki dreszczyk....
Marek i Marcin to bracia, żyją w rodzinie dla której alkohol to sens życia. Bieda, awantury, agresja, bicie, to codzienny horor. Wszystko się zmienia po przeprowadzce Marka do babci, nareszcie pojawia się spokój, miłość i bezpieczeństwo. Po śmierci bliskiej osoby, wnuczek wyjeżdza do Ameryki. Zaczyna nowe życie, odcina się od rodziny i osiaga sukces jednak klątwa zatruwa życie, nie pozwala cieszyć się z rodziny ani pracy. Anathema to mroczna tajenica, która wszystko zmienia. Z przyjemnością przeczytałam tą książkę, chciałam dowiedziec się co naprawdę się wydarzyło. Wyjaśnienie zaskakuje.
Marek i Marcin to bracia, żyją w rodzinie dla której alkohol to sens życia. Bieda, awantury, agresja, bicie, to codzienny horor. Wszystko się zmienia po przeprowadzce Marka do babci, nareszcie pojawia się spokój, miłość i bezpieczeństwo. Po śmierci bliskiej osoby, wnuczek wyjeżdza do Ameryki. Zaczyna nowe życie, odcina się od rodziny i osiaga sukces jednak klątwa zatruwa...
Przeczytałem, bo było na półce. Było na półce, bo mi ktoś zaufany powiedział kiedyś, że to taki polski Stephen King. W którym miejscu, nie wiem. Anathema, czyli klątwa, która żadną tam klątwą nie jest. Ani to straszne, ani poważne, a na końcu ma się wrażenie, że to tak naprawdę dobra klątwa, taka do przytulenia. Poza tym autor nie zagłębia się zbytnio w jej genezę. Ktoś coś zrobił, ktoś kogoś pochował i koniec. Piotr Podgórski traktuje temat bardzo pobieżnie. Za bardzo. W "Lśnieniu" dla porównania mamy złożoną prezentację źródła, z którego pochodzi szaleństwo Jacka Torrance'a. W "Anathemie" źródło tytułowej klątwy to raptem kilka akapitów, będących bardziej ekspozycją niż zagłębieniem się w problem.
Główny bohater. W pierwszej części, jako dzieciak z podkarpackiej wsi - ok. W drugiej części zaś... Normalnie super gwiazda się z niego robi, wszyscy go na ulicy rozpoznają, autografy chcą, zarabia kupę mamony i w to wszystko najzwyczajniej w świecie nie da się wierzyć. Tutaj również autor zaniedbał sytuację i niezbyt dokładnie nam przedstawił, jak Marek tego dokonał. Pojechał, udało mu się no i cześć. Ale dlaczego statystyczny chłopaczek z Polski został gigantem w Nowym Jorku? Co musiał poświęcić? Co on takiego miał, czego nikt inny nie miał? Na pewno nie chodzi o charyzmę, bo ten bohater jest jej pozbawiony jak zresztą cała książka.
To uderzyło mnie najbardziej: jak bardzo autor sam siebie kastruje. On chce być za wszelką cenę grzeczny i pozytywny. W tej powieści nie ma choćby jednego wersu, w którym zbliżyłby się do przekroczenia jakiejś granicy, a gdy w końcu przychodzi moment rozliczenia trudnej przeszłości, dzieje się to bez praktycznie żadnych turbulencji. "W rodzinie nie ma długów", uczy nas pan Piotr. Inaczej mówiąc, wszystko jest wypłaszczone i przez to całkowicie pozbawione osobowości. Jest to tak obrzydliwe, że aż strach.
Może inaczej bym to oceniał, gdyby to była powieść dla dziesięciolatków, chociaż w dzisiejszych czasach spodziewam się, że w takich książkach jest znacznie więcej mięsa. I ja nie mówię tutaj o brutalności czy wulgaryzmach. Chodzi mi raczej o coś, co by można było dotknąć i poczuć. Ta książka mnie nie wzruszyła, nie rozbawiła, nie zirytowała. Czytanie nie sprawiło mi przyjemności, nie pobudziło do myślenia ani w lewą, ani w prawą. W sumie jedyny moment, gdy coś realnie poczułem to pod sam koniec, gdy wszystko stało się tak bardzo cukierkowe, że aż zachciało mi się rzygać. Prawda, nie znoszę książek Mroza. Są głupie, pisane na od...dol z wydumaną rzeczywistością. Ale mimo wszystko są to książki jakieś. Mają jakiś tam charakter. "Anathema" nie ma go wcale i to jest coś, koledzy / koleżanki, co w literaturze jest chyba najgorsze, przynajmniej dla mnie.
Przeczytałem, bo było na półce. Było na półce, bo mi ktoś zaufany powiedział kiedyś, że to taki polski Stephen King. W którym miejscu, nie wiem. Anathema, czyli klątwa, która żadną tam klątwą nie jest. Ani to straszne, ani poważne, a na końcu ma się wrażenie, że to tak naprawdę dobra klątwa, taka do przytulenia. Poza tym autor nie zagłębia się zbytnio w jej genezę. Ktoś coś...
Książka która mnie wprost pochłonęła, czyta się lekko, pomimo ciężkich przeżyć głównego bohatera którym jest Marek. To książka o wewnętrznych słabościach, słabościach z którymi walczy każdy, strach, ból, słabość, miłość. To walka samego ze sobą. Każdy prowadzi swoją własną wewnętrzna walkę, jak nasz bohater.
To historia ciężkich losów dziecka, które prowadzą go przez całe jego dojrzewanie, jak i dorosłość. Jak zmienia się już dorosły Marek, jak poznaje świat i co go spotyka pod wpływem doznań z dzieciństwa. Co tak naprawdę dzieje się w jego otoczeniu, czy pojawiają się w nim zjawy, duchy a może to zwykłe omamy. A jeśli coś jest do czego to prowadzi?
"Anathema" jest wciągająca, ale oprócz tego mnie poruszszyla i wzruszyła.
Książka która mnie wprost pochłonęła, czyta się lekko, pomimo ciężkich przeżyć głównego bohatera którym jest Marek. To książka o wewnętrznych słabościach, słabościach z którymi walczy każdy, strach, ból, słabość, miłość. To walka samego ze sobą. Każdy prowadzi swoją własną wewnętrzna walkę, jak nasz bohater.
To historia ciężkich losów dziecka, które prowadzą go przez całe...
My rodzice kształtujemy nasze dzieci, budujemy ich psychikę. Nasze zachowanie w stosunku do nich przekłada się później na ich stosunek i zachowanie do nas rodziców. Trzeba o tym na każdym kroku pamiętać, bo dzieci to nasze kopie pod każdym względem.
Marek przychodzi na świat jako niechciane i niekochane dziecko rodziców, których z dnia na dzień coraz bardziej pogrąża choroba alkoholowa. Michalina i Józef nie dostrzegają Marka, a może lepiej powiedzieć, że nie chcą do dostrzegać. Jest dla nich przeszkodą tylko cały czas się zastanawiałam w czym. W piciu, w wegetacji? Zupełnie inaczej traktują jego młodszego brata Marcina, który jest oczkiem w głowie zwłaszcza ojca. Rodzice nastawiają braci przeciwko sobie. Marek bardzo często staje się ofiarą przemocy zarówno ze strony Marcina, jak i rodziców. Cały czas za tą sytuację obarcza siebie. Szuka w sobie winy. Uważa, że za słabo kocha rodziców, za mało im pomaga, a może za dużo od nich wymaga. Bo przecież odrobina miłości, czułości to zbyt wielkie wymagania jakie stawia małe dziecko w stosunku do swoich rodziców. Pewnego dnia Michalina wcześniej odbiera Marka z przedszkola, ponieważ chłopiec źle się zachowywał. Ginie w wypadku samochodowym ratując syna. Józef postanawia oddać syna pod opiekę babci. Nie chce go wiedzieć, nie chce go znać bo przecież to przez niego zginęła jego żona. W końcu Marek zaznaje miłości i spokoju, którego brakowało mu w rodzinnym domu. Chociaż atmosfera w domu babci jest tajemnicza i magiczna np.: okadzanie pomieszczeń palącą się białą szałwią, odmawianie modlitw. Po śmierci babci Marek za namową sąsiadki składa podanie o zieloną kartę. Udaje mu się ją zdobyć i wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, gdzie zmienia imię i nazwisko, zakłada rodzinę mając nadzieję, że bolesna przeszłość już nie wróci.
Nie wiem i nie rozumiem jak można kochać jedno dziecko, a odtrącać drugie. Wiem natomiast co to znaczy żyć na co dzień z alkoholikiem. Alkohol zaciera jakiekolwiek granice, wypacza uczucia zwłaszcza miłości, bo z czasem miłość mija a zostaje... uzależnienie od drugiej osoby. Tak właśnie było w przypadku rodziców Marka i Marcina. Swoimi słowami, czynami, zachowaniem ukształtowali dwóch różnych ludzi, których łączy wspólna krew i nazwisko. Trudno po latach wybaczyć wyrządzonych krzywd. Chociaż uważam, że wybaczanie to ogromna sztuka, która wymaga wewnętrznej odwagi. Bo najpierw trzeba umieć wybaczyć sobie a później drugiej osobie, która Ciebie świadomie krzywdziła. Wybaczyć ale nie zapomnieć. Marek wybaczył ojcu, pojednał się z bratem. Czy w ten sposób odzyska spokój, odnajdzie siebie? Bardzo ciekawa książka, mimo że za mało było tego drugiego wątku magii i tajemnicy jaką skrywała babcia Marka. Bo przecież „anathema” to nie tylko klątwa ale również wykluczenie społeczne. A czy alkoholizm nie wyklucza społecznie całych rodzin? Czy nie odsuwamy się od nich, zostawiając samym sobie?
Zastanówmy się nad tym po przeczytaniu książki Piotra Podgórskiego.
My rodzice kształtujemy nasze dzieci, budujemy ich psychikę. Nasze zachowanie w stosunku do nich przekłada się później na ich stosunek i zachowanie do nas rodziców. Trzeba o tym na każdym kroku pamiętać, bo dzieci to nasze kopie pod każdym względem.
Marek przychodzi na świat jako niechciane i niekochane dziecko rodziców, których z dnia na dzień coraz bardziej pogrąża...
Książkę przeczytałam dzięki Book tourowi zorganizowanemu przez Czytam dla przyjemności. To powieść o rodzinie i życiu. Główny bohater Marek musi uporządkować swoją przeszłość która nie daje mu spokoju i rzutuje na jego obecne życie. Jest to trudna książka dużo w niej cierpienia, bolu, smutku a jednocześnie przebaczenia i wiary w lepsze jutro. To historia niechcianego dziecka z patologicznej rodziny a potem dorosłego człowieka który musi się uporać z tą traumą z przeszłości. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak potoczą się losy Marka Markowskiego i czy wszystko zakończy się szczęśliwie to zachęcam do przeczytania książki.
Książkę przeczytałam dzięki Book tourowi zorganizowanemu przez Czytam dla przyjemności. To powieść o rodzinie i życiu. Główny bohater Marek musi uporządkować swoją przeszłość która nie daje mu spokoju i rzutuje na jego obecne życie. Jest to trudna książka dużo w niej cierpienia, bolu, smutku a jednocześnie przebaczenia i wiary w lepsze jutro. To historia niechcianego...
Książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Właściwie usiadłam do niej rano i skończyłam wieczorem, nie sposób było się od niej oderwać. 🌷Marek jest jest jednym z dwojga synów Michaliny i Józefa. Odtrącony przez rodziców alkoholików, krzywdzony przez młodszego brata, chłopiec szuka w sobie przyczyny sytuacji, w której się znalazł. Pragnie być tylko kochany i zauważony. Marzy o tym, żeby tata był z niego dumny, a mama przytuliła go choć raz do swego serca. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Pewnego razu w drodze ze sklepu, Marek wraz z matką ulegają wypadkowi. W ostatniej chwili kobieta odpycha syna ratując mu życie, jednocześnie sama ginie pod kołami samochodu. Może tak właśnie wygląda miłość? Miłość, do której nie umiemy się przyznać, której nie umiemy okazać, ale która wygrywa w ostatecznym rozrachunku? Ojciec obarcza syna winą za śmierć matki i oddaje chłopaka na wieś pod opiekę babci, która kocha wnuka z całego serca. Tutaj Marek dojrzewa. Doświadcza wielu uczuć, dziwnych zdarzeń, niepokojącej obecności w domu. Nie bez powodu babcia codziennie okadza wszystkie kąty paląc szałwię i odmawiając żarliwe modlitwy. Kiedy Marek wchodzi w dorosłe życie i wyjeżdża do USA, zaczyna nowy rozdział i ma nadzieję nigdy nie wracać do bolesnej przeszłości. Przeszłość jednak jest zawsze jeden krok przed nim i ma zamiar udowodnić naszemu bohaterowi, że bez ostatecznego pogodzenia się z jej demonami nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć. Wspaniale napisana, przejmująca książka, która porusza wiele problemów z jakimi zmagają się dorosłe dzieci alkoholików. Nieprzepracowana trauma zawsze wraca i niczym trucizna rozchodząca się po ciele, zatruwa nasze dni dopóki nie znajdziemy sposobu żeby pozbyć się jej z krwioobiegu. Poruszająca i niezwykle prawdziwa, w dodatku z elementami lokalnych wierzeń, opowieść o miłości, lękach i tkwiącym głęboko w nas żalu do ludzi, którzy nas skrzywdzili, a który za nic w świecie nie pozwoli nam ruszyć na przód.
Książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Właściwie usiadłam do niej rano i skończyłam wieczorem, nie sposób było się od niej oderwać. 🌷Marek jest jest jednym z dwojga synów Michaliny i Józefa. Odtrącony przez rodziców alkoholików, krzywdzony przez młodszego brata, chłopiec szuka w sobie przyczyny sytuacji, w której się znalazł. Pragnie być tylko kochany i zauważony....
Historia Marka i jego gehenny z dzieciństwa, a także walka z przeszłością, która odcisnęła na nim widoczne piętno miała być przyjemną podróżą.
Samolot, który miał mnie zabrać do wielu miejsc, by zakończyć wycieczkę w „Czytelniczym Raju” zaraz po starcie musiał awaryjnie lądować w miejscu znanym wielu jako „Dobry Pomysł”. Po wylądowaniu kapitan próbował jeszcze swoich sił, ale wystarczyło ich jedynie na zatoczenie koła wokół lotniska.
Każda historia jest warta opowiedzenia, bo zawsze znajdzie się ktoś nią zainteresowany. Tutaj autor przez pierwszą część zupełnie nie umiał się popisać. Postaciom brakowało naturalności, prawdziwości, ludzkiej namacalności. Uwierał również niedosyt stabilności ich charakterów, przez co miałem nieodparte wrażenie, że autor nad bohaterami pracował zbyt krótko. Dalej idąc - niektóre zdania przypominały bardziej wyszukiwanie synonimów niż pełnoprawne wypowiedzi. A przecież nie można bać się prostych polskich słów. I właśnie przez ten syntetyczny styl autora zupełnie nie mogłem skupić się na życiu głównego bohatera. Zbyt mechanicznie na dość ciężką historię. Chciałoby się ją przeżyć, ale niestety autor nie dał mi ku temu szans.
W drugiej części Piotr Podgórski radzi sobie sprawniej, ale to za mało, żeby mnie kupić. Historia jakich wiele. Pół księżyca za echo ludowości.
Historia Marka i jego gehenny z dzieciństwa, a także walka z przeszłością, która odcisnęła na nim widoczne piętno miała być przyjemną podróżą.
Samolot, który miał mnie zabrać do wielu miejsc, by zakończyć wycieczkę w „Czytelniczym Raju” zaraz po starcie musiał awaryjnie lądować w miejscu znanym wielu jako „Dobry Pomysł”. Po wylądowaniu kapitan...
"Anathema" Piotra Podgórskiego to książka przedziwna, na poziomie grozy rzeczywiście mroczna, niepokojąca, pobudzająca wyobraźnię, na poziomie obyczajowym przytłaczająca, trudna, wręcz przykra, na płaszczyźnie emocji histeryczna, pełna luk i niekonsekwencji. Groza mnie uwiodła, konstrukcja postaci, ich relacji i emocji - zupełnie nie.
John Smith vel Marek Makowski wychował się na Podkarpaciu, w małej biednej miejscowości, w rodzinie naznaczonej przemocą i alkoholizmem obojga rodziców. Pierwsza część powieści skupia się na jego dorastaniu i naprawdę traumatycznym dzieciństwie. Jest to obraz pełen dramatyzmu, ale też niekonsekwencji w konstrukcji osobowości postaci, które to niekonsekwencje będą zresztą towarzyszyły czytelnikowi do końca utworu. Marek jest dzieckiem wyczekiwanym, ale bez wyraźniej przyczyny zostaje odtrącony przez rodziców, którzy lekceważą jego potrzeby i regularnie krzywdzą go na wiele sposobów. Nie wiadomo dlaczego. Bez przyczyny mocno faworyzują też młodszego syna. Matka, która jako młoda dziewczyna była bardzo niewinna i wrażliwa z biegiem lat zmienia się w agresywną prostacką pijaczkę, przemiana ta jest równie gwałtowna, co pozbawiona fundamentów w fabule utworu. Ojciec także poniewiera chłopcem, a jego relacje z żoną są... trudne do zdefiniowania, dostajemy mnóstwo sprzecznych informacji, być może ożenił się z nią tylko z powodu nieplanowanej ciąży, być może ją kochał, być może jej ufał, ale też regularnie obrażał ją, podejrzewał, lekceważył, pomijał. Chaotyczna relacja. Małego Marka otacza czułością tylko babcia, która z kolei z niejasnych przyczyn nie zauważa niemalże jego młodszego brata i jest zupełnie inną postacią i osobowością jako matka Michaliny (czyli matki Marka) na początku powieści i zupełnie inną jako babcia chłopca, która bierze go na wychowanie do swojego pełnego tajemnic domu. Takich rozłamów i niespójności w budowaniu postaci jest w tej powieści dużo. Przenosi się to także na relacje bohaterów oraz ich działania, które często zawieszone są w pewnej próżni, którym po prostu brak motywacji. Kochają, nienawidzą, wpadają we wściekłość, pełni są ciągle wielkiego żalu, wielkich desperacji, gniewu, a te emocje często biorą się znikąd, do tego płynnie i szybko ulegają zmianom. O ile można to zrozumieć i uznać za prawdopodobne u bohaterów uzależnionych od alkoholu, to u pozostałych postaci ta histeryczna zmienność zawsze gwałtownych stanów emocjonalnych bywa męcząca i niezrozumiała. Przeszkadzają też nieco koturnowe rozmowy w kluczowych momentach, np. ostatnia rozmowa Marka z umierającym ojcem to de facto dwa elokwentne monologi ludzi bardzo świadomych siebie i autorefleksyjnych, co może nieco dziwić, w kontekście tego, że przez całą wcześniejszą akcję powieściową budowany jest wizerunek ojca Marka jako brutalnego i dość prymitywnie postrzegającego świat alkoholika oraz Marka jako chłopaka zagubionego w rzeczywistości, niepogodzonego ze sobą i przeszłością. Dorastający Marek nie zmienia się w kwestii swojej chwiejności. Widać to w jego relacjach z żoną (kocha ją i jest dla niego wszystkim, ale w życiu codziennym odsuwa ją od siebie i nie zauważa, a w drastycznych chwilach, nie dzwoni, o niczym jej nie zawiadamia), z bratem (któremu w tej samej chwili chce pomóc, a moment potem się obraża i chce go porzucić, by potem znowu usiłować budować braterskie uczucia, których w dzieciństwie nie było wcale, więc są to zamki na piasku), bratową (do której jednocześnie czuje nieufność, współczucie, życzliwość i niechęć) czy nawet z bratanicą, która w wieku lat 13 toczy z nim rozmowy pełne wrzasków typowych dla niedojrzałego nastolatka lub pełne mądrej przenikliwości typowej raczej dla kobiety z wieloletnim doświadczeniem i wielką rozwagą niż dla małej dziewczynki. No dziwne są te postaci, dziwni ludzie. Niespójni, nielogiczni, na poziomie konstrukcji osobowości zbudowani z wykluczających się zachowań, słów, gestów, są jak tekturowy dom bez fundamentów, nie przekonują, nawet na poziomie języka. Ale.... pełen starych domów otoczonych lasami świat Podkarpacia, w którym wszyscy żyją jakby przytłoczeni rzeczywistością, szczelnie zamknięci w kręgu rodzinnych traum i przeznaczeń, poza które ciążko się wyrwać, biedni, zaniedbani, sfrustrowani, grzęznący w gęstej atmosferze tajemnic z przeszłości i niewytłumaczalnych niechęci - to jest ciekawe. I do tego prawie od początku dodana jest odrobina niesamowitości. Tajemnicza kobieta, widmowa zjawa, którą widuje tylko Marek. Piękne motyle, które prześladują go w snach i na jawie (tu niestety absurdalna scena zatrzymania Marka przez policję na lotnisku z powodu... martwego motyla na siedzeniu obok [sic!?]) i które po latach wymuszają powrót do domu. Babcia obsesyjnie okadzająca dom białą szałwią i jeszcze coś mrocznego i gęstego w klimacie panującym w całej tej społeczności, wzgórza, na które się nie zerka, las, w którym łatwo się zgubić. Ta atmosfera podskórnej grozy się udała i dobrze przygotowała finał powieści, w który dość niepotrzebne wpleciono zaskakujący, lecz niepotrzebny i nieprzygotowany wcześniejszymi wydarzeniami wątek kryminalny, tymczasem sama niesamowitość i groza zupełnie by wystarczyły. Szkoda też, że elementy grozy nieco rozmieniły się na drobne przez dodanie zbyt dużej ilości domykanych wątków (zaginiona Cyganka, zaginiona sąsiadka, kości pod jednym z domów), w sumie rozmyło to również wymowę całości, w której prawdopodobnie chodziło o ocalającą moc wybaczenia.
"Anathema"... - w moim odczuciu za tą powieścią stoi spora wyobraźnia, której zabrakło pisarskiego warsztatu, a niekiedy też wiedzy i researchu, które w obyczajowych częściach powieści umocowałyby prawdopodobieństwo wydarzeń i psychologię oraz relacje postaci. Nie da się też nie zauważyć pewnych naiwności czy banałów w fabule, trochę rodem z telenoweli. Zaniedbany Marek cudem wyjeżdża za granicę i robi karierę w Stanach w myśl zasady "od zera do bohatera", niemal z dnia na dzień zostaje fotografem mody - wziętym, sławnym [tu mam wątpliwość, bo tacy fotografowie nie są raczej celebrytami, ale gwiazdami znanymi głównie w swojej branży, a Marek udziela wywiadów i budzi duże zainteresowanie prasy, jest rozpoznawalny] i bogatym, co zresztą nie ma nic wspólnego z jego wcześniej sygnalizowanymi predyspozycjami czy zainteresowaniami. Inny przykład: wieloletnie krzywdy, maltretowanie, nieznęcanie się zostają wybaczone ojcu po jednej rozmowie zwieńczonej jego śmiercią, a nadal niepogodzony z traumami z dzieciństwa Marek wyznaje nad grobem ojca - alkoholika i przemocowca, że jest dumny z bycia jego synem... Po wielu latach nieobecności Marek z dnia na dzień (z godziny a godzinę nawet) nawiązuje bardzo bliskie więzi rodzinne z bratem i jego rodziną, z którymi do tej pory nie łączyło go nic, nawet znajomość (nie wiedział, że brat się ożenił i ma córkę) i hojnie rozdaje pieniądze. Z kolei bratowa Marka, regularnie rozważająca rozwód (prawie co dnia to sygnalizuje), borykająca się z biedą, alkoholizmem męża, poczuciem samotności, zdesperowana i przytłoczona, bo sama opiekuje się konającym teściem, który nigdy nie był dla niej miły, a teraz potrzebuje mycia, przewijania itp., wyznaje Markowi wzniośle, radośnie i nagle w jednej z rozmów, że rodzina to wielkie szczęście, i że od rana cieszy się każdym dniem i chwilą swego życia. Bardzo to jest wszystko kartonowe i serialowe, w budowie akcji, emocjonalnej naiwności, mocno uproszczonej psychologii, wzniosłych słowach i gestach obliczonych na efekt. Wielbicielom traumatycznych scen z życia rodzinnego oraz grozy spod znaku nieustępliwych zjaw i zapomnianych, ale nie wybaczonych zbrodni z przeszłości można tę powieść jednakowoż polecić, znajdą tam to, co lubią.
Za możliwość przeczytania powieści dziękuję mistrzowskiej organizatorce book tour, Andżelice Jaczyńskiej z Czytam dla przyjemności.
"Anathema" Piotra Podgórskiego to książka przedziwna, na poziomie grozy rzeczywiście mroczna, niepokojąca, pobudzająca wyobraźnię, na poziomie obyczajowym przytłaczająca, trudna, wręcz przykra, na płaszczyźnie emocji histeryczna, pełna luk i niekonsekwencji. Groza mnie uwiodła, konstrukcja postaci, ich relacji i emocji - zupełnie nie.
Tytuł książki Piotra Podgórskiego oraz mroczna okładka przywodząca na myśl powieść grozy zwróciły moją uwagę już na początku. Nie udało mi się zostać recenzentką "Anathemy", ale za to mogłam ją przeczytać biorąc udział w booktourze, zorganizowanym przez Andżelikę z bloga Czytam dla przyjemności.
"Każdy z nas nosi w sobie przekleństwo, które jest sumą naszych zranień i złych doświadczeń."
Głównego bohatera, Marka Makowskiego, poznajemy praktycznie od dnia narodzin. Autor przedstawia nam również postaci jego rodziców. Nie jest to książka, którą czyta się łatwo. Prawdę mówiąc był taki moment już na początku, gdy chciałam ją odłożyć, przeprosić organizatorkę i samego autora, że przykro mi, nie dam rady, że moje serce nie zniesie tego ogromu cierpienia, niesprawiedliwości i podłości. Ból, który wypływał z kart powieści otulał mnie ciasnym kokonem, nie pozwalał oddychać i wyciskał łzy z oczu.
***
Autor niezwykle sugestywnie, a zarazem przy użyciu prostych słów odmalowuje dzieciństwo małego Marka. Żadne dziecko nie powinno doświadczać takiego traktowania, nikogo nie powinien spotkać taki los, jaki spotkał tego małego, chudego, cichego chłopczyka. Nikt nie powinien być niekochany, tak jak niekochany był Marek. Czy z traumą jaką było jego dzieciństwo można tak po prostu żyć? Czy można być szczęśliwym człowiekiem i zbudować normalny związek? Czy taka przeszłość już zawsze będzie ciążącym przekleństwem rujnującym życie nie tylko głównej postaci, ale i ludzi, których spotyka się na swojej drodze i wchodzi z nimi w relacje? Na te pytania odpowiada Piotr Podgórski, zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję i wyrobieniu sobie swojego zdania.
Polecam Wam także przeczytać Posłowie dr Fidosa. Właściwie, gdy je przeczytałam pomyślałam, że ja już nic więcej mówić nie muszę, wszystko co kumulowało się w mojej głowie znajdowało się właśnie tam. Sam autor w podziękowaniach (tak, czytam podziękowania, posłowia i wszystkie dodatki jakie można znaleźć w książkach) pisze, że "Anathema" powstała w bardzo ciężkim dla niego okresie, a historia, którą zaczął spisywać miała pełnić rolę swego rodzaju katharsis. Da się odczuć to w emocjonalnym przekazie powieści. Nie wiem co przeżywał autor i z czym musiał się uporać, ale z pewnością jego wewnętrzne przeżycia wsiąkły w kartki, czyniąc powieść tak emocjonalną.
***
Czytało się... różnie. Były momenty płynnie napisane, przez które wręcz płynęłam przez treść, ale i były fragmenty, które mówiąc brzydko "zgrzytały". Dotyczyło to zarówno opisów, jak i dialogów. Tych drugich jest naprawdę sporo, co sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, jednakże część dialogów, moim zdaniem, wypadała nierealistycznie. Prawdę mówiąc opisy wychodziły autorowi zdecydowanie lepiej.
Sama historia i główna oś fabularna są bardzo ciekawe i nigdy nie stracą na wartości. Tematyka patologii, alkoholizmu, przemocy fizycznej i psychicznej oraz ich następstwa, szczególnie gdy dotyczy dzieci jest bardzo ważna i potrzebna w literaturze. W "Anathemie" to właśnie z takich wątków utkana jest opowieść. Wpleciono w nią także elementy paranormalne oraz kryminalne (tak określiłabym cieniutką nitkę wątku mordercy). Ostatni wątek jest kompletnie niepotrzebny. Chyba, że autor umieścił go chcąc pokazać jak złudne jest nasze postrzeganie innych i jak bardzo możemy się co do nich pomylić? Nie wiem. Dla mnie to był właśnie ten kamyczek, który przeważył szalę i tylko się skrzywiłam z myślą: i co jeszcze.
Podobało mi się połączenie dramatycznej historii Marka z elementem paranormalnym. To dodawało fabule nieco nierealnego wydźwięku i jakby łagodziło ostre kanty trudnej tematyki. Niemniej jednak pozostało we mnie wrażenie, że autor dodawał niektóre elementy w miarę powstawania powieści i nie były one zaplanowane od początku. I nie wiem czy nie byłoby korzystniej dla książki, gdyby autor pozostał tylko przy realizmie i skupieniu się na traumie Marka i rodzinnych relacjach.
***
Końcówka "Anathemy" wydała mi się kompletnie nieprawdopodobna. To taki jakby cukierkowy happy end, i żyli długo i szczęśliwie. Nie neguję tego, że z rodzicem takim jak ojciec Marka nie można się pojednać, że nie można sobie wyjaśnić pewnych spraw, pojednać się itp. Tak samo w przypadku relacji z bratem. Jednak to w jak krótkim czasie te zmiany zostały dokonane jest dla mnie mocno nierealny.
"Anathema" to wartościowa pozycja. O ile odrzucić z niej paranormalne wstawki, to także świetne studium psychologiczne człowieka wychowanego w patologicznej rodzinie, przywiązanego do niej pomimo traumy i złych doświadczeń. Czyta się całkiem dobrze, zaletą były dla mnie opisy. Nie czyta się łatwo, przynajmniej nie od początku, ale jest to lektura mocno wciągająca.
Czy polecam? Tak, aczkolwiek potencjalnemu czytelnikowi radziłabym dłuższe zastanowienie się czy to jest akurat odpowiedni czas na tego typu książkę.
"Anathema" znaczy przekleństwo
Tytuł książki Piotra Podgórskiego oraz mroczna okładka przywodząca na myśl powieść grozy zwróciły moją uwagę już na początku. Nie udało mi się zostać recenzentką "Anathemy", ale za to mogłam ją przeczytać biorąc udział w booktourze, zorganizowanym przez Andżelikę z bloga Czytam dla przyjemności.
Trudne relacje rodzinne, wybaczenie komuś i sobie,magia,tajemnice .Tajemnice pewnie ma każdy z nas ,które są schowane dla innych.W naszej "drodze" często jesteśmy samotni mimo ludzi (rodzina,znajomi)wokół.
Dla mnie ważna książka bo "coś" odnalazłam z mojego życia.Takie powroty potrafią nieźle "namieszać " w głowie.I część historii bardziej do mnie trafiła. W drugiej może dziwne mi się wydało ,że tak wszyscy wszystkim wybaczyli .Właściwie to może się "czepiam" bo wreszcie w rodzinie zapanował spokój i dobro.Trochę "bajkowo"?Sama nie wiem pewnie czego chcę bo przecież lubię "szczęśliwe" zakończenia.
Trudne relacje rodzinne, wybaczenie komuś i sobie,magia,tajemnice .Tajemnice pewnie ma każdy z nas ,które są schowane dla innych.W naszej "drodze" często jesteśmy samotni mimo ludzi (rodzina,znajomi)wokół.
Dla mnie ważna książka bo "coś" odnalazłam z mojego życia.Takie powroty potrafią nieźle "namieszać " w głowie.I część historii bardziej do mnie trafiła. W drugiej może...
Gdyby autor utrzymał poziom pierwszej połowy i gdyby zrezygnował z tej idiotycznej klątwy, byłaby to może i dobra książka, a tak jako całoś jest mniej niż średnia.
Gdyby autor utrzymał poziom pierwszej połowy i gdyby zrezygnował z tej idiotycznej klątwy, byłaby to może i dobra książka, a tak jako całoś jest mniej niż średnia.
"Anathema" jest to kiążka o trudnych relacjach rodzinnych, o tym jak ważni dla dziecka są rodzice i ich miłość, o tym jak duży wpływ na dorosłego człowieka mają złe relacje w tej płaszczyźnie.
Z lektury książki dowiemy się również, jak ważne dla zdrowia psychicznego jest to, żeby wybaczyć temu kto nas skrzywdził, do kogo czujemy żal i nienawiść za wyrządzone zło (okazuje się, że te emocje mogą nas "zjadać" od środka), ważne jest też to by wybaczyć sobie...
Ale czy to całe wybaczanie jest takie proste? Według autora "Anathemy" może nie jest to proste, ale wykonalne (przynajmniej w powieści) ... Tymczasem w życiu różnie bywa...
Pierwsza część książki jest trudna ze względu na tematykę - spotkamy tu obraz dysfunkcyjnej rodziny. Jest alkohol, jest zimny chów, brak miłości nawet ze strony matki, ba! nawet nienawiść do syna... To szokuje, tym bardziej, że kiedy pojawia się drugi syn, rodzice zdają się go faworyzować. Jest to bardzo rażące, jak można odtrącić jedno dziecko, jednocześnie okazując uwielbienie drugiemu. Czytałam nie wierząc i bolejąc nad losem Marka.
Jednocześnie ta część była bardzo wciągająca. Odetchnęłam kiedy w końcu Markiem zajęła się babcia, która bardzo kochała wnuczka. Bałam się jednak, że babcia zbyt długo nie pożyje, i że Marka spotka jeszcze niejeden cios w życiu.
Druga część dotyczy życia Marka w USA. Dowiadujemy się, że Marek zmienił nazwisko - chyba w ten sposób chciał się odciąć od swojej polskości, od swojej traumy. Na początku myślałam, że ta część jest nudniejsza, bo mamy tu obraz faceta, któremu się powiodło w życiu - ma dobrą pracę, pieniądze, żonę i córeczkę. Wydaje się, że wszystko już zostało powiedziane... Tymczasem John-Marek wraca do Polski na pogrzeb ojca i poznaje na nowo rodzinę. Godzi się z ojcem, odnajduje więź z bratem i bratanicą (Marysia). Potem dzieje się sporo rzeczy, związanych z klątwa i nie tylko z nią...
Ta część zdecydowanie wypadła słabiej niż pierwsza.
Był taki moment w książce, że nawet trochę śmiać mi się chciało...
Kiedy brat Marka, Marcin skradał się do domu nauczyciela z kijem bejzbolowym i padło sformułowanie, że to córka kupiła ojcu taki prezent. No padłam! Ale jak głębiej o tym myślę, to trochę lipny wybór z jest strony w kwestii tego prezentu dla ojca alhoholika, który czasem bije matke (?)
Dialogi w drugiej części były dla mnie jakieś dziwne, ludzie się tak nie porozumiewają - takimi przydługimi zdaniami... Coś mi tu nie grało. Zarówno jeśli chodzi o rozmowę Johna z żoną, jak i rozmowę z bratanicą... W ogóle coś mi w stylu bardzo nie grało... Brakowało mi tego czegoś, co sprawia, że uznajemy tekst za dobry...
Co sprawia, że czytamy zdania z przyjemnością...
Tak jak przy poprzedniej powiesci Pana Piotra (Trzy razy miłość) również i tu spotkałam sytuacje, w które ciężko mi uwierzyć. Ciężko mi było uwierzyc w to całe pojednanie z ojcem, przede wszystkim w to, że ten człowiek mógł się zmienić, a na drugim miejscu w to, że Marek tak w jednej chwili mu wybaczył. Druga sprawa to przemówienie na cmentarzu - to było jeszcze dziwniejsze. W duszy miałabym to co sobie myśli cała rodzina i obcy żałobnicy, w życiu bym tam przemowy nie walnęła. Tymczasem Marek-John mówi wzruszająco i szczerze do bólu na pogrzebie ojca... Dla mnie to było dziwne.
Kolejna sprawa to "klątwa" - kurcze! a mogło być tak ciekawie... No a nie było.
Z pierwszej części dowiadujemy się, że na Marku ciąży jakaś klątwa, że babka ma jakieś tajemnice, że kadzi chatę jakąś szałwią, że czegoś się boi - coś ukrywa.
Tymczasem w drugiej części... Wątek jest średnio pociągnięty - są jakieś motyle, córka Johna widuje w śnie jakąś Panią... Ale końcowe rozstrzygnięcie tego wątku pozostawia duży niedosyt.
Nie do końca rozumiem też potrzebę autora, aby wprowadzić "psychopatę" kolegę z dzieciństwa do tej opowieści?
Ta część nawet za bardzo nie została wyjaśniona, no bo czemu ją zabił tą swoją żonę ten kolega? Czemu wypuścił Marka z domu, skoro wydawało się, że próbuje go otruć i wyrównać jakieś rachunki? Czemu rzucił się na policjanta z siekiera, skoro nie miał w domu ani zwłok, ani (przetrzymywanego) Marka? Po co to wszystko? Można to było z powodzeniem wywalić, albo bardziej rozwinąć.
Podsumowując, po niezłej części pierwszej książki liczyłam na to, że druga część będzie rownie wciągająca. Zła nie była, jakoś tam w miarę szybko przeczytałam, ale nie było fajerwerków.
Książka zapowiadała się zacnie, niestety zgubiła po drodze swój potencjał.
"Anathema" jest to kiążka o trudnych relacjach rodzinnych, o tym jak ważni dla dziecka są rodzice i ich miłość, o tym jak duży wpływ na dorosłego człowieka mają złe relacje w tej płaszczyźnie.
Z lektury książki dowiemy się również, jak ważne dla zdrowia psychicznego jest to, żeby wybaczyć temu kto nas skrzywdził, do kogo czujemy żal i nienawiść za wyrządzone zło (okazuje...
"Anathema" książka do, której zabierałam się od dawna. Dla mnie bardzo ważna książka że względu na podobne przeżycia. Książka trudna, pełna cierpienia, emocji ale też wybaczenia. W Marku i jego przejściach wielu z nas odnajdzie siebie. Ile cierpienia może znieść dziecko i ile musi mieć w sobie mądrości żeby w dorosłym życiu sobie z nim poradzić to wiedzą tylko nieliczni. "Anathema" wstrząsnęła mną, zmieniła mój punkt widzenia na pewne sytuacje i pomogła zrozumieć pewne rzeczy. Jest jedną z niewielu książek do których wrócę. "Anathema" zmieniła mnie na zawsze.
"Anathema" książka do, której zabierałam się od dawna. Dla mnie bardzo ważna książka że względu na podobne przeżycia. Książka trudna, pełna cierpienia, emocji ale też wybaczenia. W Marku i jego przejściach wielu z nas odnajdzie siebie. Ile cierpienia może znieść dziecko i ile musi mieć w sobie mądrości żeby w dorosłym życiu sobie z nim poradzić to wiedzą tylko nieliczni....
Przeczytałam książkę Anathema Piotra Podgórskiego jednym tchem. Dla mnie to książka bardzo osobista zawierająca psychologię pojedyńczego człowieka ale także grupy. Marek główny bohater powieści przez to co przeszedł w dzieciństwie w dorosłym życiu stara się zapomnieć o przeszłości, rodzinie i wszystkim z czym wiąże się jego dawne życie. Nie da się do końca odciąć od tego co było i w końcu bohater musi stawić czoła sytuacji. Książka ta ma w sobie coś z thrillera, tajemnicy i magii. Dla mnie niesamowite przeżycie, bo czytając ją byłam tam z Markiem głównym bohaterem. Po prostu bomba
Przeczytałam książkę Anathema Piotra Podgórskiego jednym tchem. Dla mnie to książka bardzo osobista zawierająca psychologię pojedyńczego człowieka ale także grupy. Marek główny bohater powieści przez to co przeszedł w dzieciństwie w dorosłym życiu stara się zapomnieć o przeszłości, rodzinie i wszystkim z czym wiąże się jego dawne życie. Nie da się do końca odciąć od tego co...
🦋 RECENZJA 🦋
Piotr Podgórski: Anathema, s.393
@waspos
Marek pochodzi z patologicznej rodziny pełnej przemocy i alkoholu. Odrzucony przez rówieśników, niewidzialny dla innych dorosłych, staje się samotnikiem i outsiderem.
Gdy pod kołami samochodu ginie jego matka, ojciec pozbywa się syna oddając go na wychowanie babce. To jedyny, nieuświadomiony dobry uczynek z jego strony, bowiem Marek bardzo ją kocha. Tutaj zdobywa przyjaciół i wiodą skromne lecz spokojne życie. Nadchodzi bardzo ważny dla nich dzień, dzień pierwszej komunii świętej, dzień który zniszczyła obecność pijanego ojca. Marek ucieka do pobliskiego lasu, o którym krążą dziwne i straszne legendy. Nadciąga burza, nieprzytomny chłopak zostaje znaleziony przed domem. Mówi, że w lesie spotkał mroczną panią otoczoną chmarą ciemnych motyli a z jej ust padło jedno słowo: Anathema.
Mijają lata, Marek zdaje maturę, niedługo potem umiera jego babcia a on wyjeżdża do Ameryki.
20 lat później jest znanym fotografem, ma wszystko o czym marzy większość ludzi, do tego piękną i mądrą żonę oraz upragnioną córeczkę ale nie jest szczęśliwy.
Gdy Mary ma 4 lata ich małżeństwo przechodzi kryzys a dziecko staje się coraz bardziej zamknięte w sobie i smutne, mówi że widuje mroczną panią.
Początkowo trudno mi było wgryźć się w tę historię, ze względu na dość dziwny styl i język, którym posługuje się autor lecz w miarę upływu stron było trochę lepiej.
Przemoc, alkoholizm, strach i śmierć
to wszystko było dość przytłaczające, zwłaszcza, że dotyczyło niewinnego dziecka.
Jedyne chwile szczęścia, to czas spędzony z babcią. Podobał mi się klimat wsi, który był identyczny z moimi wspomnieniami z pobytów u ukochanej babci.
Uderzające jest to jak wielka potrafi być tęsknota za matczyną miłością, zwłaszcza u tych osób, które nigdy jej nie doświadczyły.
Po pamiętnej burzy atmosfera ulega zmianie, pojawia się delikatne napięcie i oczekiwanie na coś lub kogoś. Motyw klątwy czy opętania nadaje tej historii pewnego mistycyzmu. Autor porusza też problemy z jakimi borykają się DDA czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików.
Nie do końca przemówił do mnie styl oraz samo zakończenie, zbyt chaotyczne jakby brakło na nie pomysłu.
🦋 RECENZJA 🦋
Piotr Podgórski: Anathema, s.393
@waspos
Marek pochodzi z patologicznej rodziny pełnej przemocy i alkoholu. Odrzucony przez rówieśników, niewidzialny dla innych dorosłych, staje się samotnikiem i outsiderem.
Gdy pod kołami samochodu ginie jego matka, ojciec pozbywa się syna oddając go na wychowanie babce. To jedyny, nieuświadomiony dobry uczynek z jego...
Główny bohater książki „Anathema” Piotra Podgórskiego, Marek, od chwili poczęcia jest dzieckiem niekochanym, niechcianym. Ojciec alkoholik, matka w głębokiej depresji, sama staje się również ofiarą alkoholu. Rodzice na każdym kroku wyrażają ogromną niechęć, nienawiść do syna. Traktują go jak powietrze, natomiast jego młodszego brata wręcz uwielbiają.
Maruś biedne dziecko, po dziecięcemu próbuje sobie tłumaczyć, dlaczego tak się dzieje, szukając usprawiedliwienia dla swoich rodziców. Chce być tylko kochanym i zauważonym.
Tragiczna śmierć matki powoduje, że ojciec wyrzeka się Marka. Chłopiec trafia pod opiekę babci, dla której jest całym światem. To właśnie babcia otacza go kokonem bezpieczeństwa, ogromem bezwarunkowej miłości . Dzięki babce Marek zaczyna się uśmiechać, może być teraz dzieckiem. Kończy szkoły.
Po śmierci babki, Marek wygrywa Zieloną Kartę do Ameryki. Przybiera nowe imię John. Staje się bardzo popularną, rozpoznawalną i bogatą osobą. Zakłada rodzinę, rodzi mu się córka. Ale czy Marek/John jest tak naprawdę szczęśliwy?
Los czasami bywa okrutny i sprawia, że Marek wraca do Polski, gdyż ojciec jest ciężko chory. Czy Marek zdąży pogodzić się z ojcem? Czy ojciec uzyska wybaczenie? Jak ułożą się relacje Marka z młodszym bratem?
Przy czytaniu tej książki rodzą się kolejne pytania. Jedynie książka da na nie odpowiedź.
Jak dla mnie bardzo ciężki temat. Długo po jej przeczytaniu dochodziłam do siebie, nie umiałam się po niej pozbierać, może przez to, że sama mam maleńkiego synka, próbując zrozumieć, jak można tak źle traktować swoje dziecko. Jak można je nie kochać, nie dbać, nie troszczyć się, nie dbać o jego bezpieczeństwo. Do dzisiaj trudno zebrać mi myśli…
A byłam święcie przekonana, że „Anathema” z greki „klątwa” to horror. Zwiodła mnie mroczna okładka jak i jej tytuł…
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Andżelice z „Czytam dla przyjemności”, jak i samemu autorowi „Anathemy” Piotrowi Podgórskiemu.
Dziękuję bardzo
Główny bohater książki „Anathema” Piotra Podgórskiego, Marek, od chwili poczęcia jest dzieckiem niekochanym, niechcianym. Ojciec alkoholik, matka w głębokiej depresji, sama staje się również ofiarą alkoholu. Rodzice na każdym kroku wyrażają ogromną niechęć, nienawiść do syna. Traktują go jak powietrze, natomiast jego młodszego brata wręcz uwielbiają.
Maruś biedne...
Książka składa się z dwóch części. Pierwsza nawet ujdzie w tłumie, ale druga to już tak wielki stos kretynizmów, że aż głowa od czytania boli. No i język taki drętwy. Nie wiem skąd tyle fantastycznych ocen i opinii. Zwłaszcza, że niektóre z tych opinii pochodzą od ludzi, którzy w swoich bibliotekach mają taką Tokarczuk np, którą notabene oceniają gorzej niż ten tutaj badziew. Coś tutaj jest po prostu nie teges :/
3/10
Książka składa się z dwóch części. Pierwsza nawet ujdzie w tłumie, ale druga to już tak wielki stos kretynizmów, że aż głowa od czytania boli. No i język taki drętwy. Nie wiem skąd tyle fantastycznych ocen i opinii. Zwłaszcza, że niektóre z tych opinii pochodzą od ludzi, którzy w swoich bibliotekach mają taką Tokarczuk np, którą notabene oceniają gorzej niż ten tutaj...
Dopadł mnie kryzys czytelniczy, a ta książka stanowiła chyba gwóźdź do trumny. Jakie to było słabe!
Powieść jest nieudana pod każdym względem, fabularnie, językowo nic tu się nie broni. I jeszcze ta okładka sugerująca, że mamy do czynienia z horrorem, albo chociaż odrobiną niesamowitości. A tu taki klops. Dostałam łzawą, melodramatyczną historię o skrzywdzonym chłopaku z patologicznej rodziny, który robi karierę w stylu "od zera do milionera". Horroru nie ma, no chyba że jakiś czytelnik się uprze i w tej mętnej legendzie o Cygance i zakopanych kościach odnajdzie grozę. We mnie grozę budziły za to pseudopsychologiczne wywody na temat życia dzieci alkoholików, tego jak ciężkie miał dzieciństwo nasz odrzucony przez ojca, bity i samotny bohater. W zamierzeniu jego historia miała budzić przerażenie, szok, gniew na krzywdzicieli i bezmiar współczucia dla ofiary. Niestety, nic z tego. Póki jeszcze fabuła opowiada o jego latach spędzonych u babci to owszem, było mi go żal, ale potem dostałam taką dawkę bzdurnych wydarzeń, napuszonych, drętwych dialogów oraz monologów okraszonych łzami, łkaniami, padaniem sobie w ramiona, że nie dałby temu rady nawet miłośnik "Mody na sukces". I wyobraźcie sobie, że w tym histerycznym galimatiasie autor upchnął jeszcze ducha i psychopatę, no jestem po wrażeniem, szkoda że nie pozytywnym. Po czymś takim spodziewałam się już tylko lądowania UFO.
Alkoholizm to straszna, śmiertelna choroba, której konsekwencje dotykają nie tylko pijącego ale wszystkich jego bliskich. Tragizm alkoholika pokazali po mistrzowsku Jerzy Pilch i Małgorzata Halber. W "Anathemie" potworności alkoholizmu pokazane są powierzchownie, banalnie, jak w telewizyjnych "Trudnych sprawach". Szkoda.
Nic mi się w tej książce nie podobało, jest nieudana, widać niedostatki warsztatu, autor powinien był odłożyć ten tekst do szuflady, pogrzebać i nie wskrzeszać.
Swoistym kuriozum, acz bardzo śmiesznym jest posłowie. Nie jestem pewna czy jego autor był przytomny pisząc te farmazony. "Anathemy"nie polecam i chcę szybko o niej zapomnieć.
Dopadł mnie kryzys czytelniczy, a ta książka stanowiła chyba gwóźdź do trumny. Jakie to było słabe!
Powieść jest nieudana pod każdym względem, fabularnie, językowo nic tu się nie broni. I jeszcze ta okładka sugerująca, że mamy do czynienia z horrorem, albo chociaż odrobiną niesamowitości. A tu taki klops. Dostałam łzawą, melodramatyczną historię o skrzywdzonym chłopaku z...
Macie tak czasem, że przeczytana książka jest dobra, ale czegoś jednak jej brak i nie wiecie jak ją ocenić?
Ja tam mam z Anathema Piotra Podgórskiego. Anathema to z greki klątwa, okładka książki jest dość mroczna a jednak w treści zjawisk paranormalnych jest mało.
Marek to dziecko typowego alkoholika lat 70, który nie szczędzi ręki na dzieci. Matka ma depresję i ginie, gdy główny bohater ma kilka lat. Marek ma młodszego brata Marcina, którego faworyzuje ojciec. Pasmo nieszczęśliwych zdarzeń, bolesnych słów i odrzucenia sprawiają, że babcia przejmuje opiekę nad najstarszym chłopcem. Mimo troskliwej opieki Marek jest wewnętrznie i nieodwracalnie skrzywdzony. Babcia co noc okadza dom białą szałwią. W dniu II Komunii Św bohatera ratuje w lesie biała dama... Po latach Marek wygrywa zielony bilet do Ameryki i zaczyna nowe, lepsze życie.
Anathema podzielona jest na 2 części. W pierwszej wręcz namacalnie poznajemy bolesne dzieciństwo Marka, koszmar domu rodzinnego oraz niesamowitą więź, jaką miał z babcią. W drugiej zmienia on imię na John i jest uznanym fotografem, ma żonę i córeczkę. Mieszka nadal w Stanach. Choroba ojca powoduje, że wraca do kraju.
I gdzie tu klątwa? W moim odczuciu tytułowym przekleństwem jest alkohol i jego druzgocący wpływ na życie uzależnionego jak i całej rodziny. Najpierw Józef niszczył nim rodzinę, później to samo robi jego młodszy syn. Książka ukazuje, jak ważne jest zachowanie zdrowych, rodzinnych relacji. Jak wiele można zniszczyć i uświadomić to sobie dopiero na łożu śmierci. Marek to postać, która od całkowitego 0, upodlenia i braku akceptacji najbliższych wychodzi na prostą i osiąga sukces. Najważniejsze to wierzyć w swoje możliwości. Brat Marka, Marcin, to idealny przykład tego, jak wzorce z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie. Czy Marek pojedna się z ojcem? Czy Marcin przestanie pić? Co ma z tym wspólnego Biała dama i motyle, które znajduje Marek w różnych miejscach? Czy przyjaciel z dzieciństwa jest tym, za kogo sie podaje? I wreszcie, kim jest tajemnicza cyganka?
Anathema poprzez wątek zniszczonego alkoholem dzieciństwa ukazuje, co jest naprawdę ważne w życiu. Pokazuje, że czasem zło wychodzi nam na dobre, że wystarczy dostrzec błędy i można żyć szczęśliwie. Dochodzimy również do wniosku, że ucieczka i odcięcie się na siłę od przeszłości nie wychodzi na dobre, bo demony dzieciństwa będą zawsze ścigać ofiarę. Jedynie całkowite pogodzenie się z losem, wybaczenie win i pomoc tym, których się porzuciło, może sprawić, że zło odejdzie.
Macie tak czasem, że przeczytana książka jest dobra, ale czegoś jednak jej brak i nie wiecie jak ją ocenić?
Ja tam mam z Anathema Piotra Podgórskiego. Anathema to z greki klątwa, okładka książki jest dość mroczna a jednak w treści zjawisk paranormalnych jest mało.
Marek to dziecko typowego alkoholika lat 70, który nie szczędzi ręki na dzieci. Matka ma depresję i ginie,...
Marek Makowski jest dzieckiem niekochanym. Wychowuje się w patologicznej rodzinie, w biedzie. Pomimo niekorzystnych okoliczności i tragedii, która go spotyka, udaje mu się wyjechać z kraju i osiągnąć sukces. Zmienia nazwisko, znajduje ciekawy zawód, zakłada własną rodzinę. Powinien być szczęśliwy, lecz ciągle wraca myślami do przeszłości. Anathema to suma jego lęków i zranień, o których nie potrafi zapomnieć. Marek wraca do Polski by zakończyć stare sprawy, rozprawić się ostatecznie z dręczącymi go demonami a jednocześnie ochronić bliskich przed niesprecyzowanym niebezpieczeństwem.
Powieść przekonująco opisuje realia życia na wsi w latach 70-tych. Zachowania i język postaci są wiarygodne. Autor prowadzi czytelnika przez trudne emocje, przewijające się przez całą książkę: od problemu samotności dziecka i rodziny alkoholika po wybaczenie i zrozumienie.
Czytelnik towarzyszy bohaterowi od momentu narodzin, poprzez dzieciństwo i młodość, wyjazd do USA aż do powrotu do ojczyzny, gdzie ostatecznie rozprawia się on z przeszłością. Marek przebywa długą drogę nie tylko w sensie geograficznym, lecz także emocjonalnym. "Anathema" aż kipi od skomplikowanych relacji rodzinnych, okraszonych odpowiednią dawką burzliwych uczuć i doznań, często nieprzyjemnych.
Mroczna okładka w ciemnych barwach oraz tytuł oznaczający klątwę sugerowały horror pełen niesamowitych, niewytłumaczalnych zjawisk. Tych tymczasem pojawiło się niewiele. "Anathema" to przede wszystkim dramat rodzinny.
Książkę opatrzono doskonałym posłowiem dr n. hum. Łukasza Fidosa, który tłumaczy wiele zagadnień poruszonych przez Piotra Podgórskiego.
Pomimo, iż nie jest to łatwa lektura, powieść czytało mi się bardzo dobrze. Autor pisze lekkim w odbiorze stylem. Chętnie sięgnę po inne jego książki. Polecam.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu WasPos.
Marek Makowski jest dzieckiem niekochanym. Wychowuje się w patologicznej rodzinie, w biedzie. Pomimo niekorzystnych okoliczności i tragedii, która go spotyka, udaje mu się wyjechać z kraju i osiągnąć sukces. Zmienia nazwisko, znajduje ciekawy zawód, zakłada własną rodzinę. Powinien być szczęśliwy, lecz ciągle wraca myślami do przeszłości. Anathema to suma jego lęków i...
Jakiś czas temu na jednym ze szkoleń trenerskich usłyszałam przestrogę: Uwaga na oczekiwania... A ja dodam jeszcze: Szczególnie co do książek. 😀
Zaczynając czytać ANATHEME pomyślałam, że od czasów Słonecznej doliny pana Stefana Dardy nie trafiła mi w ręce dobra powieść, po której nie mogłam spać. Nastawiona na horror (patrz: tajemnicza okładka, mroczne kolory) oczekiwałam, że książka mną wstrząśnie.
I tak się dzieje, ale z zupełnie innych powodów. Bo historia życia małego chłopca - Marka jest horrorem od początku. Wychowywany w rodzinie, gdzie dla obojga rodziców ważniejszy od dzieci jest alkohol, odrzucony, przestraszony i samotny, odrobinę troski, czułości i miłości otrzymuje dopiero od babci. A życie dorosłego Marka wcale nie jest lżejsze.
Zachęcam do przeczytania tej tajemniczej opowieści, bo dzięki niej mamy możliwość dostrzec co jest i co może być przekleństwem w życiu.
Jakiś czas temu na jednym ze szkoleń trenerskich usłyszałam przestrogę: Uwaga na oczekiwania... A ja dodam jeszcze: Szczególnie co do książek. 😀
Zaczynając czytać ANATHEME pomyślałam, że od czasów Słonecznej doliny pana Stefana Dardy nie trafiła mi w ręce dobra powieść, po której nie mogłam spać. Nastawiona na horror (patrz: tajemnicza okładka, mroczne kolory) oczekiwałam,...
„Anathema” to wielowymiarowa opowieść o niszczycielskiej sile dysfunkcyjnych relacji rodzinnych oraz o tym, jak głęboki cień rzucają one na dorosłe życie. Autor stawia w niej odważną tezę: kluczem do odzyskania wewnętrznego spokoju jest wybaczenie – zarówno oprawcom, jak i samemu sobie. Choć w świecie powieści ten proces wydaje się możliwy, lektura pozostawia nas z pytaniem, czy w rzeczywistości jest to równie wykonalne.
Pierwsza część książki robi ogromne wrażenie, choć jest lekturą trudną i bolesną. Autor bezlitośnie portretuje rodzinę naznaczoną alkoholizmem i emocjonalnym chłodem. Najbardziej uderza postać matki – jej nienawiść do Marka i jednoczesne uwielbienie dla drugiego syna budzą w czytelniku głęboki sprzeciw i niedowierzanie. W tym morzu beznadziei jedynym jasnym punktem jest babcia. Jej miłość daje Markowi szansę na przetrwanie, choć opisy te czyta się z nieustannym lękiem o losy bohatera.
Dalsze losy bohatera przenoszą nas do USA, gdzie Marek – już jako John – odciął się od polskiej przeszłości, budując pozory idealnego życia. Jego powrót do kraju na pogrzeb ojca staje się pretekstem do rozliczenia z traumą. Niestety, ta część wypada słabiej na tle emocjonalnego początku. Pojawia się tu kilka elementów, które budzą krytyczny dystans: Trudno uwierzyć w nagłą przemianę ojca-tyrana oraz w błyskawiczne wybaczenie ze strony Marka. Podobnie nienaturalnie wypada scena szczerego przemówienia nad grobem przed tłumem obcych ludzi. Język bohaterów bywa nienaturalnie sformalizowany. Długie, złożone zdania w prywatnych rozmowach odbierają scenom dynamikę i realizm. Wątek nadprzyrodzony, tak obiecująco zarysowany w dzieciństwie Marka (tajemnice babci, rytuały z szałwią), w drugiej części zostaje sprowadzony do kilku onirycznych scen, które nie przynoszą satysfakcjonującego rozwiązania.
Lektura o wielkim potencjale, który niestety został częściowo rozproszony w drugiej połowie powieści. O ile początek jest przejmującym i wiarygodnym studium cierpienia, o tyle zakończenie i próba domknięcia wszystkich wątków (w tym sensacyjnych, mistycznych) tracą na autentyczności, co w efekcie pozostawia w czytelniku niedosyt z powodu fabularnych uproszczeń i pewnej stylistycznej sztywności.
„Anathema” to wielowymiarowa opowieść o niszczycielskiej sile dysfunkcyjnych relacji rodzinnych oraz o tym, jak głęboki cień rzucają one na dorosłe życie. Autor stawia w niej odważną tezę: kluczem do odzyskania wewnętrznego spokoju jest wybaczenie – zarówno oprawcom, jak i samemu sobie. Choć w świecie powieści ten proces wydaje się możliwy, lektura pozostawia nas z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiotr Podgórski to bloger ze starej gwardii i przez bardzo długi czas prowadził bloga Pisany inaczej. Oprócz blogowania Piotr próbował swoich sił jako pisarz i debiutował w 2011 roku powieścią "Trzy" a także brał udział w kilku antologiach m.in. 31.10 Halloween po polsku, o której pisałem nie tak dawno. Jednak tam występował pod pseudonimem Piter Murphy. Pod własnym nazwiskiem napisał 4 powieści: Trzy razy miłość (2018), Zagubione życie (2018), Błękitna wdowa (2019) oraz Anathema (2019). O tym ostatnim tytule chciałem Wam dzisiaj powiedzieć.
Powieść ta opowiada losy Marka, którego dzieciństwo było bardzo ciężkie, by powiedzieć dosadnie było gehenną. Tylko jego babcia sprawiła, że jego życie miało sens, a po wielu latach udaje mu się spełnić marzenia i osiągnąć ogromny sukces. Jednak nie da się uciec od własnej przeszłości, od własnych demonów, nie da również odciąć się od własnych korzeni, jak złe by one nie były.
Anathema to jedna z najlepszych powieści, jakie przeczytałem w 2023 roku i jestem bardzo zadowolony, że po bardzo długim czasie trafiła w moje ręce. Na przeczytanie 384 stron potrzebowałem pięciu dni i pięciu posiedzeń. Wynik taki plasuje Anathemę na 28 miejscu wśród 208 książek Przeczytanych Na Tronie. Gorąco ją Wam polecam, a jeśli moja rekomendacja to za mało, to wiedzcie, że poleca ją Ałbena Grabowska, autorka bestsellerowej sagi "Stulecie Winnych".
https://www.facebook.com/czytamnatronie
https://www.instagram.com/czytamnatronie
Piotr Podgórski to bloger ze starej gwardii i przez bardzo długi czas prowadził bloga Pisany inaczej. Oprócz blogowania Piotr próbował swoich sił jako pisarz i debiutował w 2011 roku powieścią "Trzy" a także brał udział w kilku antologiach m.in. 31.10 Halloween po polsku, o której pisałem nie tak dawno. Jednak tam występował pod pseudonimem Piter Murphy. Pod własnym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nie była lekka książka. Jest w niej wiele bólu, cierpienia i krzywd, o których nie sposób zapomnieć. To historia o sile rodzinnych więzów, mocy przebaczenia i pojednania. Losy głównego bohatera przedstawione są na przestrzeni lat jego życia co pozwala czytelnikowi dokładnie go poznać, wczuć się w jego sytuację życiową. Fabuła poprowadzona jest w ciekawy sposób, nie jest nużąca dla czytelnika, momentami jest nawet zbudowane napięcie. Świetne połączenie literatury obyczajowej poruszającej ciężkie tematy z motywami nieco nadprzyrodzonymi, które sprawiają że można poczuć na plecach dreszczyk emocji. Książka ta miała w sobie coś takiego, że nie sposób było mi ją odłożyć na bok – przyciągała do siebie niczym magnez, zachęcając do dalszego zapoznawania się z losami Marka.
To nie była lekka książka. Jest w niej wiele bólu, cierpienia i krzywd, o których nie sposób zapomnieć. To historia o sile rodzinnych więzów, mocy przebaczenia i pojednania. Losy głównego bohatera przedstawione są na przestrzeni lat jego życia co pozwala czytelnikowi dokładnie go poznać, wczuć się w jego sytuację życiową. Fabuła poprowadzona jest w ciekawy sposób, nie jest...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO kurczę, nie wiem, od czego zacząć...
Sama historia była opowiadana już wielokrotnie, z nieporównywalnie lepszym skutkiem, ale to mogę przełknąć... Co mnie natomiast przerosło, to nieudolny i niekonsekwentny styl, trochę jakby trzynastolatek próbował napisać poważny tekst i posiłkował się słownikiem wyrazów obcych, by brzmieć bardziej przekonująco. Słabiutki zabieg dał naprawdę żałosny rezultat.
Nie spotkałem też ludzi, którzy mówią tak, jak bohaterowie "Anathemy", więc albo Autor kompletnie nie ma słuchu, albo za bardzo zaufał własnym twórczym umiejętnościom i znowu oddał kontrolę nad pisaniem swojemu wewnętrznemu trzynastolatkowi. Postaci wyrzucają z siebie zdania jedno po drugim, niejednokrotnie bez żadnego związku, a czasem śmiało i bezwstydnie przeczą sami sobie na przestrzeni jednej sceny. Pierwsze skojarzenie: telewizyjny koszmarek spod znaku "Trudnych spraw", a zaraz później kultowy zły film Tommy'ego Wiseau (swoją drogą proponuję obejrzeć "The Room" zamiast czytać "Anathemę" - jest porównywalnie zły, ale seans trwa tylko ok. półtorej godziny).
Całość zamyka idiotycznie uproszczone rozwiązanie. Cukierkowe relacje głównego bohatera z jego rodziną zemdliłyby nawet najbardziej zagorzałych fanów Disneya, a finałowy wątek, przez który można pomylić "Anathemę" z powieścią grozy, świadczy o tym, że Autor wprawdzie naczytał się horrorów, być może nawet tych z wyższej półki, ale kompletnie nie wie, co zrobić z tym doświadczeniem.
O kuriozalnym posłowiu nie będę już nawet wspominał. Jeśli jakimś cudem dotrwacie do końca tego bałaganu, zróbcie sobie tę ostatnią krzywdę, co Wam szkodzi?
W najkrótszych słowach, nieważne, jakie są Wasze upodobania czytelnicze, "Anathema" będzie zawsze złym wyborem.
O kurczę, nie wiem, od czego zacząć...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama historia była opowiadana już wielokrotnie, z nieporównywalnie lepszym skutkiem, ale to mogę przełknąć... Co mnie natomiast przerosło, to nieudolny i niekonsekwentny styl, trochę jakby trzynastolatek próbował napisać poważny tekst i posiłkował się słownikiem wyrazów obcych, by brzmieć bardziej przekonująco. Słabiutki zabieg dał...
Pierwsza część przyprawiła mnie o ciarki, lubię takie klimaty zaś druga rozczarowała totalnie, zabrakło mi w niej tego magnetyzmu jaki przyciągnął mnie do tej książki zwłaszcza jej okładka. To moje pierwsze spotkanie z autorem i być może ostatnie....
Pierwsza część przyprawiła mnie o ciarki, lubię takie klimaty zaś druga rozczarowała totalnie, zabrakło mi w niej tego magnetyzmu jaki przyciągnął mnie do tej książki zwłaszcza jej okładka. To moje pierwsze spotkanie z autorem i być może ostatnie....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNastawiłam się na horror, a dostałam zupełnie przeciętną obyczajówkę o szczęściu, rodzinie i innych głupotach. Na dodatek mój ulubiony bohater Paweł na końcu okazał się zły:( W każdym razie jak na polską literaturę nie jest źle, ale nie moje klimaty. Tytuł wprowadza w błąd choć jest bardzo intrygujący🙂 Piękna oprawa graficzna oczywiście❤
Nastawiłam się na horror, a dostałam zupełnie przeciętną obyczajówkę o szczęściu, rodzinie i innych głupotach. Na dodatek mój ulubiony bohater Paweł na końcu okazał się zły:( W każdym razie jak na polską literaturę nie jest źle, ale nie moje klimaty. Tytuł wprowadza w błąd choć jest bardzo intrygujący🙂 Piękna oprawa graficzna oczywiście❤
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka wywołała we mnie niesamowite emocje! Od radości, do wzruszenia, po smutek i gniew. Jest bardzo prawdziwa. Skłania do refleksji. Analizowałam ją kilka dni. Po prostu nie mogłam tak zwyczajnie o niej zapomnieć. Jak zaczęłam czytać to nie mogłam się oderwać - wciągneła mnie bez reszty.
Miejsca i postaci nie są zbyt mocno opisane, ale wszystko jest tak przejrzyście napisane, bez zbędnych dodatków, że nie można się zgubić w trakcie czytania i wszystko się widzi jakby się oglądało film.
Punkt zabieram za część tytułową. Uważam, że całość była na tyle przyziemna, że niepotrzebny był ten wątek. W dodatku jest on bardzo pobieżnie przedstawiony. Zakończenie mogło być następstwem np. dojrzałości głównego bohatera.
Dodatkowo Jego niekonsekwencja początkowo mnie irytowała i tracił w moich oczach, ale da się to przeżyć.
Podsumowując: uważam, że to bardzo ważna pozycja. Mnie skłoniła do refleksji, że mamy tak naprawdę niewiele czasu na ziemii i szkoda czasu na pielęgnowanie niechęci do drugiego człowieka, w szczególności z rodziny.
Polecam
Ta książka wywołała we mnie niesamowite emocje! Od radości, do wzruszenia, po smutek i gniew. Jest bardzo prawdziwa. Skłania do refleksji. Analizowałam ją kilka dni. Po prostu nie mogłam tak zwyczajnie o niej zapomnieć. Jak zaczęłam czytać to nie mogłam się oderwać - wciągneła mnie bez reszty.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiejsca i postaci nie są zbyt mocno opisane, ale wszystko jest tak przejrzyście...
Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki. Chyba przez opinie, że jest ponura i smutna. Niepotrzebnie. Książka jest naprawdę świetna. Z dużym ładunkiem emocjonalnym. Nie mogłam się oderwać. Chyba najbardziej wzruszające i jednocześnie wstrząsające były dla mnie opisy odrzucenia dziecka. Wplecione elementy nadprzyrodzone podbijają klimat i fakt, powodują lekki dreszczyk. Językowo niezła, fabuła niesztampowa, jednym słowem polecam.
Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki. Chyba przez opinie, że jest ponura i smutna. Niepotrzebnie. Książka jest naprawdę świetna. Z dużym ładunkiem emocjonalnym. Nie mogłam się oderwać. Chyba najbardziej wzruszające i jednocześnie wstrząsające były dla mnie opisy odrzucenia dziecka. Wplecione elementy nadprzyrodzone podbijają klimat i fakt, powodują lekki dreszczyk....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarek i Marcin to bracia, żyją w rodzinie dla której alkohol to sens życia. Bieda, awantury, agresja, bicie, to codzienny horor. Wszystko się zmienia po przeprowadzce Marka do babci, nareszcie pojawia się spokój, miłość i bezpieczeństwo. Po śmierci bliskiej osoby, wnuczek wyjeżdza do Ameryki. Zaczyna nowe życie, odcina się od rodziny i osiaga sukces jednak klątwa zatruwa życie, nie pozwala cieszyć się z rodziny ani pracy. Anathema to mroczna tajenica, która wszystko zmienia. Z przyjemnością przeczytałam tą książkę, chciałam dowiedziec się co naprawdę się wydarzyło. Wyjaśnienie zaskakuje.
Marek i Marcin to bracia, żyją w rodzinie dla której alkohol to sens życia. Bieda, awantury, agresja, bicie, to codzienny horor. Wszystko się zmienia po przeprowadzce Marka do babci, nareszcie pojawia się spokój, miłość i bezpieczeństwo. Po śmierci bliskiej osoby, wnuczek wyjeżdza do Ameryki. Zaczyna nowe życie, odcina się od rodziny i osiaga sukces jednak klątwa zatruwa...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem, bo było na półce. Było na półce, bo mi ktoś zaufany powiedział kiedyś, że to taki polski Stephen King. W którym miejscu, nie wiem. Anathema, czyli klątwa, która żadną tam klątwą nie jest. Ani to straszne, ani poważne, a na końcu ma się wrażenie, że to tak naprawdę dobra klątwa, taka do przytulenia. Poza tym autor nie zagłębia się zbytnio w jej genezę. Ktoś coś zrobił, ktoś kogoś pochował i koniec. Piotr Podgórski traktuje temat bardzo pobieżnie. Za bardzo. W "Lśnieniu" dla porównania mamy złożoną prezentację źródła, z którego pochodzi szaleństwo Jacka Torrance'a. W "Anathemie" źródło tytułowej klątwy to raptem kilka akapitów, będących bardziej ekspozycją niż zagłębieniem się w problem.
Główny bohater. W pierwszej części, jako dzieciak z podkarpackiej wsi - ok. W drugiej części zaś... Normalnie super gwiazda się z niego robi, wszyscy go na ulicy rozpoznają, autografy chcą, zarabia kupę mamony i w to wszystko najzwyczajniej w świecie nie da się wierzyć. Tutaj również autor zaniedbał sytuację i niezbyt dokładnie nam przedstawił, jak Marek tego dokonał. Pojechał, udało mu się no i cześć. Ale dlaczego statystyczny chłopaczek z Polski został gigantem w Nowym Jorku? Co musiał poświęcić? Co on takiego miał, czego nikt inny nie miał? Na pewno nie chodzi o charyzmę, bo ten bohater jest jej pozbawiony jak zresztą cała książka.
To uderzyło mnie najbardziej: jak bardzo autor sam siebie kastruje. On chce być za wszelką cenę grzeczny i pozytywny. W tej powieści nie ma choćby jednego wersu, w którym zbliżyłby się do przekroczenia jakiejś granicy, a gdy w końcu przychodzi moment rozliczenia trudnej przeszłości, dzieje się to bez praktycznie żadnych turbulencji. "W rodzinie nie ma długów", uczy nas pan Piotr. Inaczej mówiąc, wszystko jest wypłaszczone i przez to całkowicie pozbawione osobowości. Jest to tak obrzydliwe, że aż strach.
Może inaczej bym to oceniał, gdyby to była powieść dla dziesięciolatków, chociaż w dzisiejszych czasach spodziewam się, że w takich książkach jest znacznie więcej mięsa. I ja nie mówię tutaj o brutalności czy wulgaryzmach. Chodzi mi raczej o coś, co by można było dotknąć i poczuć. Ta książka mnie nie wzruszyła, nie rozbawiła, nie zirytowała. Czytanie nie sprawiło mi przyjemności, nie pobudziło do myślenia ani w lewą, ani w prawą. W sumie jedyny moment, gdy coś realnie poczułem to pod sam koniec, gdy wszystko stało się tak bardzo cukierkowe, że aż zachciało mi się rzygać. Prawda, nie znoszę książek Mroza. Są głupie, pisane na od...dol z wydumaną rzeczywistością. Ale mimo wszystko są to książki jakieś. Mają jakiś tam charakter. "Anathema" nie ma go wcale i to jest coś, koledzy / koleżanki, co w literaturze jest chyba najgorsze, przynajmniej dla mnie.
Przeczytałem, bo było na półce. Było na półce, bo mi ktoś zaufany powiedział kiedyś, że to taki polski Stephen King. W którym miejscu, nie wiem. Anathema, czyli klątwa, która żadną tam klątwą nie jest. Ani to straszne, ani poważne, a na końcu ma się wrażenie, że to tak naprawdę dobra klątwa, taka do przytulenia. Poza tym autor nie zagłębia się zbytnio w jej genezę. Ktoś coś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka która mnie wprost pochłonęła, czyta się lekko, pomimo ciężkich przeżyć głównego bohatera którym jest Marek. To książka o wewnętrznych słabościach, słabościach z którymi walczy każdy, strach, ból, słabość, miłość. To walka samego ze sobą. Każdy prowadzi swoją własną wewnętrzna walkę, jak nasz bohater.
To historia ciężkich losów dziecka, które prowadzą go przez całe jego dojrzewanie, jak i dorosłość. Jak zmienia się już dorosły Marek, jak poznaje świat i co go spotyka pod wpływem doznań z dzieciństwa. Co tak naprawdę dzieje się w jego otoczeniu, czy pojawiają się w nim zjawy, duchy a może to zwykłe omamy. A jeśli coś jest do czego to prowadzi?
"Anathema" jest wciągająca, ale oprócz tego mnie poruszszyla i wzruszyła.
Książka która mnie wprost pochłonęła, czyta się lekko, pomimo ciężkich przeżyć głównego bohatera którym jest Marek. To książka o wewnętrznych słabościach, słabościach z którymi walczy każdy, strach, ból, słabość, miłość. To walka samego ze sobą. Każdy prowadzi swoją własną wewnętrzna walkę, jak nasz bohater.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo historia ciężkich losów dziecka, które prowadzą go przez całe...
My rodzice kształtujemy nasze dzieci, budujemy ich psychikę. Nasze zachowanie w stosunku do nich przekłada się później na ich stosunek i zachowanie do nas rodziców. Trzeba o tym na każdym kroku pamiętać, bo dzieci to nasze kopie pod każdym względem.
Marek przychodzi na świat jako niechciane i niekochane dziecko rodziców, których z dnia na dzień coraz bardziej pogrąża choroba alkoholowa. Michalina i Józef nie dostrzegają Marka, a może lepiej powiedzieć, że nie chcą do dostrzegać. Jest dla nich przeszkodą tylko cały czas się zastanawiałam w czym. W piciu, w wegetacji? Zupełnie inaczej traktują jego młodszego brata Marcina, który jest oczkiem w głowie zwłaszcza ojca. Rodzice nastawiają braci przeciwko sobie. Marek bardzo często staje się ofiarą przemocy zarówno ze strony Marcina, jak i rodziców. Cały czas za tą sytuację obarcza siebie. Szuka w sobie winy. Uważa, że za słabo kocha rodziców, za mało im pomaga, a może za dużo od nich wymaga. Bo przecież odrobina miłości, czułości to zbyt wielkie wymagania jakie stawia małe dziecko w stosunku do swoich rodziców. Pewnego dnia Michalina wcześniej odbiera Marka z przedszkola, ponieważ chłopiec źle się zachowywał. Ginie w wypadku samochodowym ratując syna. Józef postanawia oddać syna pod opiekę babci. Nie chce go wiedzieć, nie chce go znać bo przecież to przez niego zginęła jego żona. W końcu Marek zaznaje miłości i spokoju, którego brakowało mu w rodzinnym domu. Chociaż atmosfera w domu babci jest tajemnicza i magiczna np.: okadzanie pomieszczeń palącą się białą szałwią, odmawianie modlitw. Po śmierci babci Marek za namową sąsiadki składa podanie o zieloną kartę. Udaje mu się ją zdobyć i wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych, gdzie zmienia imię i nazwisko, zakłada rodzinę mając nadzieję, że bolesna przeszłość już nie wróci.
Nie wiem i nie rozumiem jak można kochać jedno dziecko, a odtrącać drugie. Wiem natomiast co to znaczy żyć na co dzień z alkoholikiem. Alkohol zaciera jakiekolwiek granice, wypacza uczucia zwłaszcza miłości, bo z czasem miłość mija a zostaje... uzależnienie od drugiej osoby. Tak właśnie było w przypadku rodziców Marka i Marcina. Swoimi słowami, czynami, zachowaniem ukształtowali dwóch różnych ludzi, których łączy wspólna krew i nazwisko. Trudno po latach wybaczyć wyrządzonych krzywd. Chociaż uważam, że wybaczanie to ogromna sztuka, która wymaga wewnętrznej odwagi. Bo najpierw trzeba umieć wybaczyć sobie a później drugiej osobie, która Ciebie świadomie krzywdziła. Wybaczyć ale nie zapomnieć. Marek wybaczył ojcu, pojednał się z bratem. Czy w ten sposób odzyska spokój, odnajdzie siebie? Bardzo ciekawa książka, mimo że za mało było tego drugiego wątku magii i tajemnicy jaką skrywała babcia Marka. Bo przecież „anathema” to nie tylko klątwa ale również wykluczenie społeczne. A czy alkoholizm nie wyklucza społecznie całych rodzin? Czy nie odsuwamy się od nich, zostawiając samym sobie?
Zastanówmy się nad tym po przeczytaniu książki Piotra Podgórskiego.
My rodzice kształtujemy nasze dzieci, budujemy ich psychikę. Nasze zachowanie w stosunku do nich przekłada się później na ich stosunek i zachowanie do nas rodziców. Trzeba o tym na każdym kroku pamiętać, bo dzieci to nasze kopie pod każdym względem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarek przychodzi na świat jako niechciane i niekochane dziecko rodziców, których z dnia na dzień coraz bardziej pogrąża...
Książkę przeczytałam dzięki Book tourowi zorganizowanemu przez Czytam dla przyjemności. To powieść o rodzinie i życiu. Główny bohater Marek musi uporządkować swoją przeszłość która nie daje mu spokoju i rzutuje na jego obecne życie. Jest to trudna książka dużo w niej cierpienia, bolu, smutku a jednocześnie przebaczenia i wiary w lepsze jutro. To historia niechcianego dziecka z patologicznej rodziny a potem dorosłego człowieka który musi się uporać z tą traumą z przeszłości. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak potoczą się losy Marka Markowskiego i czy wszystko zakończy się szczęśliwie to zachęcam do przeczytania książki.
Książkę przeczytałam dzięki Book tourowi zorganizowanemu przez Czytam dla przyjemności. To powieść o rodzinie i życiu. Główny bohater Marek musi uporządkować swoją przeszłość która nie daje mu spokoju i rzutuje na jego obecne życie. Jest to trudna książka dużo w niej cierpienia, bolu, smutku a jednocześnie przebaczenia i wiary w lepsze jutro. To historia niechcianego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Właściwie usiadłam do niej rano i skończyłam wieczorem, nie sposób było się od niej oderwać. 🌷Marek jest jest jednym z dwojga synów Michaliny i Józefa. Odtrącony przez rodziców alkoholików, krzywdzony przez młodszego brata, chłopiec szuka w sobie przyczyny sytuacji, w której się znalazł. Pragnie być tylko kochany i zauważony. Marzy o tym, żeby tata był z niego dumny, a mama przytuliła go choć raz do swego serca. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Pewnego razu w drodze ze sklepu, Marek wraz z matką ulegają wypadkowi. W ostatniej chwili kobieta odpycha syna ratując mu życie, jednocześnie sama ginie pod kołami samochodu. Może tak właśnie wygląda miłość? Miłość, do której nie umiemy się przyznać, której nie umiemy okazać, ale która wygrywa w ostatecznym rozrachunku? Ojciec obarcza syna winą za śmierć matki i oddaje chłopaka na wieś pod opiekę babci, która kocha wnuka z całego serca. Tutaj Marek dojrzewa. Doświadcza wielu uczuć, dziwnych zdarzeń, niepokojącej obecności w domu. Nie bez powodu babcia codziennie okadza wszystkie kąty paląc szałwię i odmawiając żarliwe modlitwy. Kiedy Marek wchodzi w dorosłe życie i wyjeżdża do USA, zaczyna nowy rozdział i ma nadzieję nigdy nie wracać do bolesnej przeszłości. Przeszłość jednak jest zawsze jeden krok przed nim i ma zamiar udowodnić naszemu bohaterowi, że bez ostatecznego pogodzenia się z jej demonami nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć. Wspaniale napisana, przejmująca książka, która porusza wiele problemów z jakimi zmagają się dorosłe dzieci alkoholików. Nieprzepracowana trauma zawsze wraca i niczym trucizna rozchodząca się po ciele, zatruwa nasze dni dopóki nie znajdziemy sposobu żeby pozbyć się jej z krwioobiegu. Poruszająca i niezwykle prawdziwa, w dodatku z elementami lokalnych wierzeń, opowieść o miłości, lękach i tkwiącym głęboko w nas żalu do ludzi, którzy nas skrzywdzili, a który za nic w świecie nie pozwoli nam ruszyć na przód.
Książka, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Właściwie usiadłam do niej rano i skończyłam wieczorem, nie sposób było się od niej oderwać. 🌷Marek jest jest jednym z dwojga synów Michaliny i Józefa. Odtrącony przez rodziców alkoholików, krzywdzony przez młodszego brata, chłopiec szuka w sobie przyczyny sytuacji, w której się znalazł. Pragnie być tylko kochany i zauważony....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria Marka i jego gehenny z dzieciństwa, a także walka z przeszłością, która odcisnęła na nim widoczne piętno miała być przyjemną podróżą.
Samolot, który miał mnie zabrać do wielu miejsc, by zakończyć wycieczkę w „Czytelniczym Raju” zaraz po starcie musiał awaryjnie lądować w miejscu znanym wielu jako „Dobry Pomysł”. Po wylądowaniu kapitan próbował jeszcze swoich sił, ale wystarczyło ich jedynie na zatoczenie koła wokół lotniska.
Każda historia jest warta opowiedzenia, bo zawsze znajdzie się ktoś nią zainteresowany. Tutaj autor przez pierwszą część zupełnie nie umiał się popisać. Postaciom brakowało naturalności, prawdziwości, ludzkiej namacalności. Uwierał również niedosyt stabilności ich charakterów, przez co miałem nieodparte wrażenie, że autor nad bohaterami pracował zbyt krótko. Dalej idąc - niektóre zdania przypominały bardziej wyszukiwanie synonimów niż pełnoprawne wypowiedzi. A przecież nie można bać się prostych polskich słów. I właśnie przez ten syntetyczny styl autora zupełnie nie mogłem skupić się na życiu głównego bohatera. Zbyt mechanicznie na dość ciężką historię. Chciałoby się ją przeżyć, ale niestety autor nie dał mi ku temu szans.
W drugiej części Piotr Podgórski radzi sobie sprawniej, ale to za mało, żeby mnie kupić. Historia jakich wiele. Pół księżyca za echo ludowości.
Historia Marka i jego gehenny z dzieciństwa, a także walka z przeszłością, która odcisnęła na nim widoczne piętno miała być przyjemną podróżą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSamolot, który miał mnie zabrać do wielu miejsc, by zakończyć wycieczkę w „Czytelniczym Raju” zaraz po starcie musiał awaryjnie lądować w miejscu znanym wielu jako „Dobry Pomysł”. Po wylądowaniu kapitan...
"Anathema" Piotra Podgórskiego to książka przedziwna, na poziomie grozy rzeczywiście mroczna, niepokojąca, pobudzająca wyobraźnię, na poziomie obyczajowym przytłaczająca, trudna, wręcz przykra, na płaszczyźnie emocji histeryczna, pełna luk i niekonsekwencji. Groza mnie uwiodła, konstrukcja postaci, ich relacji i emocji - zupełnie nie.
John Smith vel Marek Makowski wychował się na Podkarpaciu, w małej biednej miejscowości, w rodzinie naznaczonej przemocą i alkoholizmem obojga rodziców. Pierwsza część powieści skupia się na jego dorastaniu i naprawdę traumatycznym dzieciństwie. Jest to obraz pełen dramatyzmu, ale też niekonsekwencji w konstrukcji osobowości postaci, które to niekonsekwencje będą zresztą towarzyszyły czytelnikowi do końca utworu. Marek jest dzieckiem wyczekiwanym, ale bez wyraźniej przyczyny zostaje odtrącony przez rodziców, którzy lekceważą jego potrzeby i regularnie krzywdzą go na wiele sposobów. Nie wiadomo dlaczego. Bez przyczyny mocno faworyzują też młodszego syna. Matka, która jako młoda dziewczyna była bardzo niewinna i wrażliwa z biegiem lat zmienia się w agresywną prostacką pijaczkę, przemiana ta jest równie gwałtowna, co pozbawiona fundamentów w fabule utworu. Ojciec także poniewiera chłopcem, a jego relacje z żoną są... trudne do zdefiniowania, dostajemy mnóstwo sprzecznych informacji, być może ożenił się z nią tylko z powodu nieplanowanej ciąży, być może ją kochał, być może jej ufał, ale też regularnie obrażał ją, podejrzewał, lekceważył, pomijał. Chaotyczna relacja. Małego Marka otacza czułością tylko babcia, która z kolei z niejasnych przyczyn nie zauważa niemalże jego młodszego brata i jest zupełnie inną postacią i osobowością jako matka Michaliny (czyli matki Marka) na początku powieści i zupełnie inną jako babcia chłopca, która bierze go na wychowanie do swojego pełnego tajemnic domu. Takich rozłamów i niespójności w budowaniu postaci jest w tej powieści dużo. Przenosi się to także na relacje bohaterów oraz ich działania, które często zawieszone są w pewnej próżni, którym po prostu brak motywacji. Kochają, nienawidzą, wpadają we wściekłość, pełni są ciągle wielkiego żalu, wielkich desperacji, gniewu, a te emocje często biorą się znikąd, do tego płynnie i szybko ulegają zmianom. O ile można to zrozumieć i uznać za prawdopodobne u bohaterów uzależnionych od alkoholu, to u pozostałych postaci ta histeryczna zmienność zawsze gwałtownych stanów emocjonalnych bywa męcząca i niezrozumiała. Przeszkadzają też nieco koturnowe rozmowy w kluczowych momentach, np. ostatnia rozmowa Marka z umierającym ojcem to de facto dwa elokwentne monologi ludzi bardzo świadomych siebie i autorefleksyjnych, co może nieco dziwić, w kontekście tego, że przez całą wcześniejszą akcję powieściową budowany jest wizerunek ojca Marka jako brutalnego i dość prymitywnie postrzegającego świat alkoholika oraz Marka jako chłopaka zagubionego w rzeczywistości, niepogodzonego ze sobą i przeszłością. Dorastający Marek nie zmienia się w kwestii swojej chwiejności. Widać to w jego relacjach z żoną (kocha ją i jest dla niego wszystkim, ale w życiu codziennym odsuwa ją od siebie i nie zauważa, a w drastycznych chwilach, nie dzwoni, o niczym jej nie zawiadamia), z bratem (któremu w tej samej chwili chce pomóc, a moment potem się obraża i chce go porzucić, by potem znowu usiłować budować braterskie uczucia, których w dzieciństwie nie było wcale, więc są to zamki na piasku), bratową (do której jednocześnie czuje nieufność, współczucie, życzliwość i niechęć) czy nawet z bratanicą, która w wieku lat 13 toczy z nim rozmowy pełne wrzasków typowych dla niedojrzałego nastolatka lub pełne mądrej przenikliwości typowej raczej dla kobiety z wieloletnim doświadczeniem i wielką rozwagą niż dla małej dziewczynki. No dziwne są te postaci, dziwni ludzie. Niespójni, nielogiczni, na poziomie konstrukcji osobowości zbudowani z wykluczających się zachowań, słów, gestów, są jak tekturowy dom bez fundamentów, nie przekonują, nawet na poziomie języka. Ale.... pełen starych domów otoczonych lasami świat Podkarpacia, w którym wszyscy żyją jakby przytłoczeni rzeczywistością, szczelnie zamknięci w kręgu rodzinnych traum i przeznaczeń, poza które ciążko się wyrwać, biedni, zaniedbani, sfrustrowani, grzęznący w gęstej atmosferze tajemnic z przeszłości i niewytłumaczalnych niechęci - to jest ciekawe. I do tego prawie od początku dodana jest odrobina niesamowitości. Tajemnicza kobieta, widmowa zjawa, którą widuje tylko Marek. Piękne motyle, które prześladują go w snach i na jawie (tu niestety absurdalna scena zatrzymania Marka przez policję na lotnisku z powodu... martwego motyla na siedzeniu obok [sic!?]) i które po latach wymuszają powrót do domu. Babcia obsesyjnie okadzająca dom białą szałwią i jeszcze coś mrocznego i gęstego w klimacie panującym w całej tej społeczności, wzgórza, na które się nie zerka, las, w którym łatwo się zgubić. Ta atmosfera podskórnej grozy się udała i dobrze przygotowała finał powieści, w który dość niepotrzebne wpleciono zaskakujący, lecz niepotrzebny i nieprzygotowany wcześniejszymi wydarzeniami wątek kryminalny, tymczasem sama niesamowitość i groza zupełnie by wystarczyły. Szkoda też, że elementy grozy nieco rozmieniły się na drobne przez dodanie zbyt dużej ilości domykanych wątków (zaginiona Cyganka, zaginiona sąsiadka, kości pod jednym z domów), w sumie rozmyło to również wymowę całości, w której prawdopodobnie chodziło o ocalającą moc wybaczenia.
"Anathema"... - w moim odczuciu za tą powieścią stoi spora wyobraźnia, której zabrakło pisarskiego warsztatu, a niekiedy też wiedzy i researchu, które w obyczajowych częściach powieści umocowałyby prawdopodobieństwo wydarzeń i psychologię oraz relacje postaci. Nie da się też nie zauważyć pewnych naiwności czy banałów w fabule, trochę rodem z telenoweli. Zaniedbany Marek cudem wyjeżdża za granicę i robi karierę w Stanach w myśl zasady "od zera do bohatera", niemal z dnia na dzień zostaje fotografem mody - wziętym, sławnym [tu mam wątpliwość, bo tacy fotografowie nie są raczej celebrytami, ale gwiazdami znanymi głównie w swojej branży, a Marek udziela wywiadów i budzi duże zainteresowanie prasy, jest rozpoznawalny] i bogatym, co zresztą nie ma nic wspólnego z jego wcześniej sygnalizowanymi predyspozycjami czy zainteresowaniami. Inny przykład: wieloletnie krzywdy, maltretowanie, nieznęcanie się zostają wybaczone ojcu po jednej rozmowie zwieńczonej jego śmiercią, a nadal niepogodzony z traumami z dzieciństwa Marek wyznaje nad grobem ojca - alkoholika i przemocowca, że jest dumny z bycia jego synem... Po wielu latach nieobecności Marek z dnia na dzień (z godziny a godzinę nawet) nawiązuje bardzo bliskie więzi rodzinne z bratem i jego rodziną, z którymi do tej pory nie łączyło go nic, nawet znajomość (nie wiedział, że brat się ożenił i ma córkę) i hojnie rozdaje pieniądze. Z kolei bratowa Marka, regularnie rozważająca rozwód (prawie co dnia to sygnalizuje), borykająca się z biedą, alkoholizmem męża, poczuciem samotności, zdesperowana i przytłoczona, bo sama opiekuje się konającym teściem, który nigdy nie był dla niej miły, a teraz potrzebuje mycia, przewijania itp., wyznaje Markowi wzniośle, radośnie i nagle w jednej z rozmów, że rodzina to wielkie szczęście, i że od rana cieszy się każdym dniem i chwilą swego życia. Bardzo to jest wszystko kartonowe i serialowe, w budowie akcji, emocjonalnej naiwności, mocno uproszczonej psychologii, wzniosłych słowach i gestach obliczonych na efekt. Wielbicielom traumatycznych scen z życia rodzinnego oraz grozy spod znaku nieustępliwych zjaw i zapomnianych, ale nie wybaczonych zbrodni z przeszłości można tę powieść jednakowoż polecić, znajdą tam to, co lubią.
Za możliwość przeczytania powieści dziękuję mistrzowskiej organizatorce book tour, Andżelice Jaczyńskiej z Czytam dla przyjemności.
"Anathema" Piotra Podgórskiego to książka przedziwna, na poziomie grozy rzeczywiście mroczna, niepokojąca, pobudzająca wyobraźnię, na poziomie obyczajowym przytłaczająca, trudna, wręcz przykra, na płaszczyźnie emocji histeryczna, pełna luk i niekonsekwencji. Groza mnie uwiodła, konstrukcja postaci, ich relacji i emocji - zupełnie nie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJohn Smith vel Marek Makowski wychował...
"Anathema" znaczy przekleństwo
Tytuł książki Piotra Podgórskiego oraz mroczna okładka przywodząca na myśl powieść grozy zwróciły moją uwagę już na początku. Nie udało mi się zostać recenzentką "Anathemy", ale za to mogłam ją przeczytać biorąc udział w booktourze, zorganizowanym przez Andżelikę z bloga Czytam dla przyjemności.
"Każdy z nas nosi w sobie przekleństwo, które jest sumą naszych zranień i złych doświadczeń."
Głównego bohatera, Marka Makowskiego, poznajemy praktycznie od dnia narodzin. Autor przedstawia nam również postaci jego rodziców. Nie jest to książka, którą czyta się łatwo. Prawdę mówiąc był taki moment już na początku, gdy chciałam ją odłożyć, przeprosić organizatorkę i samego autora, że przykro mi, nie dam rady, że moje serce nie zniesie tego ogromu cierpienia, niesprawiedliwości i podłości. Ból, który wypływał z kart powieści otulał mnie ciasnym kokonem, nie pozwalał oddychać i wyciskał łzy z oczu.
***
Autor niezwykle sugestywnie, a zarazem przy użyciu prostych słów odmalowuje dzieciństwo małego Marka. Żadne dziecko nie powinno doświadczać takiego traktowania, nikogo nie powinien spotkać taki los, jaki spotkał tego małego, chudego, cichego chłopczyka. Nikt nie powinien być niekochany, tak jak niekochany był Marek. Czy z traumą jaką było jego dzieciństwo można tak po prostu żyć? Czy można być szczęśliwym człowiekiem i zbudować normalny związek? Czy taka przeszłość już zawsze będzie ciążącym przekleństwem rujnującym życie nie tylko głównej postaci, ale i ludzi, których spotyka się na swojej drodze i wchodzi z nimi w relacje? Na te pytania odpowiada Piotr Podgórski, zachęcam Was do sięgnięcia po tę pozycję i wyrobieniu sobie swojego zdania.
Polecam Wam także przeczytać Posłowie dr Fidosa. Właściwie, gdy je przeczytałam pomyślałam, że ja już nic więcej mówić nie muszę, wszystko co kumulowało się w mojej głowie znajdowało się właśnie tam. Sam autor w podziękowaniach (tak, czytam podziękowania, posłowia i wszystkie dodatki jakie można znaleźć w książkach) pisze, że "Anathema" powstała w bardzo ciężkim dla niego okresie, a historia, którą zaczął spisywać miała pełnić rolę swego rodzaju katharsis. Da się odczuć to w emocjonalnym przekazie powieści. Nie wiem co przeżywał autor i z czym musiał się uporać, ale z pewnością jego wewnętrzne przeżycia wsiąkły w kartki, czyniąc powieść tak emocjonalną.
***
Czytało się... różnie. Były momenty płynnie napisane, przez które wręcz płynęłam przez treść, ale i były fragmenty, które mówiąc brzydko "zgrzytały". Dotyczyło to zarówno opisów, jak i dialogów. Tych drugich jest naprawdę sporo, co sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko, jednakże część dialogów, moim zdaniem, wypadała nierealistycznie. Prawdę mówiąc opisy wychodziły autorowi zdecydowanie lepiej.
Sama historia i główna oś fabularna są bardzo ciekawe i nigdy nie stracą na wartości. Tematyka patologii, alkoholizmu, przemocy fizycznej i psychicznej oraz ich następstwa, szczególnie gdy dotyczy dzieci jest bardzo ważna i potrzebna w literaturze. W "Anathemie" to właśnie z takich wątków utkana jest opowieść. Wpleciono w nią także elementy paranormalne oraz kryminalne (tak określiłabym cieniutką nitkę wątku mordercy). Ostatni wątek jest kompletnie niepotrzebny. Chyba, że autor umieścił go chcąc pokazać jak złudne jest nasze postrzeganie innych i jak bardzo możemy się co do nich pomylić? Nie wiem. Dla mnie to był właśnie ten kamyczek, który przeważył szalę i tylko się skrzywiłam z myślą: i co jeszcze.
Podobało mi się połączenie dramatycznej historii Marka z elementem paranormalnym. To dodawało fabule nieco nierealnego wydźwięku i jakby łagodziło ostre kanty trudnej tematyki. Niemniej jednak pozostało we mnie wrażenie, że autor dodawał niektóre elementy w miarę powstawania powieści i nie były one zaplanowane od początku. I nie wiem czy nie byłoby korzystniej dla książki, gdyby autor pozostał tylko przy realizmie i skupieniu się na traumie Marka i rodzinnych relacjach.
***
Końcówka "Anathemy" wydała mi się kompletnie nieprawdopodobna. To taki jakby cukierkowy happy end, i żyli długo i szczęśliwie. Nie neguję tego, że z rodzicem takim jak ojciec Marka nie można się pojednać, że nie można sobie wyjaśnić pewnych spraw, pojednać się itp. Tak samo w przypadku relacji z bratem. Jednak to w jak krótkim czasie te zmiany zostały dokonane jest dla mnie mocno nierealny.
"Anathema" to wartościowa pozycja. O ile odrzucić z niej paranormalne wstawki, to także świetne studium psychologiczne człowieka wychowanego w patologicznej rodzinie, przywiązanego do niej pomimo traumy i złych doświadczeń. Czyta się całkiem dobrze, zaletą były dla mnie opisy. Nie czyta się łatwo, przynajmniej nie od początku, ale jest to lektura mocno wciągająca.
Czy polecam? Tak, aczkolwiek potencjalnemu czytelnikowi radziłabym dłuższe zastanowienie się czy to jest akurat odpowiedni czas na tego typu książkę.
"Anathema" znaczy przekleństwo
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł książki Piotra Podgórskiego oraz mroczna okładka przywodząca na myśl powieść grozy zwróciły moją uwagę już na początku. Nie udało mi się zostać recenzentką "Anathemy", ale za to mogłam ją przeczytać biorąc udział w booktourze, zorganizowanym przez Andżelikę z bloga Czytam dla przyjemności.
"Każdy z nas nosi w sobie przekleństwo,...
Trudne relacje rodzinne, wybaczenie komuś i sobie,magia,tajemnice .Tajemnice pewnie ma każdy z nas ,które są schowane dla innych.W naszej "drodze" często jesteśmy samotni mimo ludzi (rodzina,znajomi)wokół.
Dla mnie ważna książka bo "coś" odnalazłam z mojego życia.Takie powroty potrafią nieźle "namieszać " w głowie.I część historii bardziej do mnie trafiła. W drugiej może dziwne mi się wydało ,że tak wszyscy wszystkim wybaczyli .Właściwie to może się "czepiam" bo wreszcie w rodzinie zapanował spokój i dobro.Trochę "bajkowo"?Sama nie wiem pewnie czego chcę bo przecież lubię "szczęśliwe" zakończenia.
Trudne relacje rodzinne, wybaczenie komuś i sobie,magia,tajemnice .Tajemnice pewnie ma każdy z nas ,które są schowane dla innych.W naszej "drodze" często jesteśmy samotni mimo ludzi (rodzina,znajomi)wokół.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie ważna książka bo "coś" odnalazłam z mojego życia.Takie powroty potrafią nieźle "namieszać " w głowie.I część historii bardziej do mnie trafiła. W drugiej może...
Gdyby autor utrzymał poziom pierwszej połowy i gdyby zrezygnował z tej idiotycznej klątwy, byłaby to może i dobra książka, a tak jako całoś jest mniej niż średnia.
Gdyby autor utrzymał poziom pierwszej połowy i gdyby zrezygnował z tej idiotycznej klątwy, byłaby to może i dobra książka, a tak jako całoś jest mniej niż średnia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Anathema" jest to kiążka o trudnych relacjach rodzinnych, o tym jak ważni dla dziecka są rodzice i ich miłość, o tym jak duży wpływ na dorosłego człowieka mają złe relacje w tej płaszczyźnie.
Z lektury książki dowiemy się również, jak ważne dla zdrowia psychicznego jest to, żeby wybaczyć temu kto nas skrzywdził, do kogo czujemy żal i nienawiść za wyrządzone zło (okazuje się, że te emocje mogą nas "zjadać" od środka), ważne jest też to by wybaczyć sobie...
Ale czy to całe wybaczanie jest takie proste? Według autora "Anathemy" może nie jest to proste, ale wykonalne (przynajmniej w powieści) ... Tymczasem w życiu różnie bywa...
Pierwsza część książki jest trudna ze względu na tematykę - spotkamy tu obraz dysfunkcyjnej rodziny. Jest alkohol, jest zimny chów, brak miłości nawet ze strony matki, ba! nawet nienawiść do syna... To szokuje, tym bardziej, że kiedy pojawia się drugi syn, rodzice zdają się go faworyzować. Jest to bardzo rażące, jak można odtrącić jedno dziecko, jednocześnie okazując uwielbienie drugiemu. Czytałam nie wierząc i bolejąc nad losem Marka.
Jednocześnie ta część była bardzo wciągająca. Odetchnęłam kiedy w końcu Markiem zajęła się babcia, która bardzo kochała wnuczka. Bałam się jednak, że babcia zbyt długo nie pożyje, i że Marka spotka jeszcze niejeden cios w życiu.
Druga część dotyczy życia Marka w USA. Dowiadujemy się, że Marek zmienił nazwisko - chyba w ten sposób chciał się odciąć od swojej polskości, od swojej traumy. Na początku myślałam, że ta część jest nudniejsza, bo mamy tu obraz faceta, któremu się powiodło w życiu - ma dobrą pracę, pieniądze, żonę i córeczkę. Wydaje się, że wszystko już zostało powiedziane... Tymczasem John-Marek wraca do Polski na pogrzeb ojca i poznaje na nowo rodzinę. Godzi się z ojcem, odnajduje więź z bratem i bratanicą (Marysia). Potem dzieje się sporo rzeczy, związanych z klątwa i nie tylko z nią...
Ta część zdecydowanie wypadła słabiej niż pierwsza.
Był taki moment w książce, że nawet trochę śmiać mi się chciało...
Kiedy brat Marka, Marcin skradał się do domu nauczyciela z kijem bejzbolowym i padło sformułowanie, że to córka kupiła ojcu taki prezent. No padłam! Ale jak głębiej o tym myślę, to trochę lipny wybór z jest strony w kwestii tego prezentu dla ojca alhoholika, który czasem bije matke (?)
Dialogi w drugiej części były dla mnie jakieś dziwne, ludzie się tak nie porozumiewają - takimi przydługimi zdaniami... Coś mi tu nie grało. Zarówno jeśli chodzi o rozmowę Johna z żoną, jak i rozmowę z bratanicą... W ogóle coś mi w stylu bardzo nie grało... Brakowało mi tego czegoś, co sprawia, że uznajemy tekst za dobry...
Co sprawia, że czytamy zdania z przyjemnością...
Tak jak przy poprzedniej powiesci Pana Piotra (Trzy razy miłość) również i tu spotkałam sytuacje, w które ciężko mi uwierzyć. Ciężko mi było uwierzyc w to całe pojednanie z ojcem, przede wszystkim w to, że ten człowiek mógł się zmienić, a na drugim miejscu w to, że Marek tak w jednej chwili mu wybaczył. Druga sprawa to przemówienie na cmentarzu - to było jeszcze dziwniejsze. W duszy miałabym to co sobie myśli cała rodzina i obcy żałobnicy, w życiu bym tam przemowy nie walnęła. Tymczasem Marek-John mówi wzruszająco i szczerze do bólu na pogrzebie ojca... Dla mnie to było dziwne.
Kolejna sprawa to "klątwa" - kurcze! a mogło być tak ciekawie... No a nie było.
Z pierwszej części dowiadujemy się, że na Marku ciąży jakaś klątwa, że babka ma jakieś tajemnice, że kadzi chatę jakąś szałwią, że czegoś się boi - coś ukrywa.
Tymczasem w drugiej części... Wątek jest średnio pociągnięty - są jakieś motyle, córka Johna widuje w śnie jakąś Panią... Ale końcowe rozstrzygnięcie tego wątku pozostawia duży niedosyt.
Nie do końca rozumiem też potrzebę autora, aby wprowadzić "psychopatę" kolegę z dzieciństwa do tej opowieści?
Ta część nawet za bardzo nie została wyjaśniona, no bo czemu ją zabił tą swoją żonę ten kolega? Czemu wypuścił Marka z domu, skoro wydawało się, że próbuje go otruć i wyrównać jakieś rachunki? Czemu rzucił się na policjanta z siekiera, skoro nie miał w domu ani zwłok, ani (przetrzymywanego) Marka? Po co to wszystko? Można to było z powodzeniem wywalić, albo bardziej rozwinąć.
Podsumowując, po niezłej części pierwszej książki liczyłam na to, że druga część będzie rownie wciągająca. Zła nie była, jakoś tam w miarę szybko przeczytałam, ale nie było fajerwerków.
Książka zapowiadała się zacnie, niestety zgubiła po drodze swój potencjał.
"Anathema" jest to kiążka o trudnych relacjach rodzinnych, o tym jak ważni dla dziecka są rodzice i ich miłość, o tym jak duży wpływ na dorosłego człowieka mają złe relacje w tej płaszczyźnie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ lektury książki dowiemy się również, jak ważne dla zdrowia psychicznego jest to, żeby wybaczyć temu kto nas skrzywdził, do kogo czujemy żal i nienawiść za wyrządzone zło (okazuje...
"Anathema" książka do, której zabierałam się od dawna. Dla mnie bardzo ważna książka że względu na podobne przeżycia. Książka trudna, pełna cierpienia, emocji ale też wybaczenia. W Marku i jego przejściach wielu z nas odnajdzie siebie. Ile cierpienia może znieść dziecko i ile musi mieć w sobie mądrości żeby w dorosłym życiu sobie z nim poradzić to wiedzą tylko nieliczni. "Anathema" wstrząsnęła mną, zmieniła mój punkt widzenia na pewne sytuacje i pomogła zrozumieć pewne rzeczy. Jest jedną z niewielu książek do których wrócę. "Anathema" zmieniła mnie na zawsze.
"Anathema" książka do, której zabierałam się od dawna. Dla mnie bardzo ważna książka że względu na podobne przeżycia. Książka trudna, pełna cierpienia, emocji ale też wybaczenia. W Marku i jego przejściach wielu z nas odnajdzie siebie. Ile cierpienia może znieść dziecko i ile musi mieć w sobie mądrości żeby w dorosłym życiu sobie z nim poradzić to wiedzą tylko nieliczni....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam książkę Anathema Piotra Podgórskiego jednym tchem. Dla mnie to książka bardzo osobista zawierająca psychologię pojedyńczego człowieka ale także grupy. Marek główny bohater powieści przez to co przeszedł w dzieciństwie w dorosłym życiu stara się zapomnieć o przeszłości, rodzinie i wszystkim z czym wiąże się jego dawne życie. Nie da się do końca odciąć od tego co było i w końcu bohater musi stawić czoła sytuacji. Książka ta ma w sobie coś z thrillera, tajemnicy i magii. Dla mnie niesamowite przeżycie, bo czytając ją byłam tam z Markiem głównym bohaterem. Po prostu bomba
Przeczytałam książkę Anathema Piotra Podgórskiego jednym tchem. Dla mnie to książka bardzo osobista zawierająca psychologię pojedyńczego człowieka ale także grupy. Marek główny bohater powieści przez to co przeszedł w dzieciństwie w dorosłym życiu stara się zapomnieć o przeszłości, rodzinie i wszystkim z czym wiąże się jego dawne życie. Nie da się do końca odciąć od tego co...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🦋 RECENZJA 🦋
Piotr Podgórski: Anathema, s.393
@waspos
Marek pochodzi z patologicznej rodziny pełnej przemocy i alkoholu. Odrzucony przez rówieśników, niewidzialny dla innych dorosłych, staje się samotnikiem i outsiderem.
Gdy pod kołami samochodu ginie jego matka, ojciec pozbywa się syna oddając go na wychowanie babce. To jedyny, nieuświadomiony dobry uczynek z jego strony, bowiem Marek bardzo ją kocha. Tutaj zdobywa przyjaciół i wiodą skromne lecz spokojne życie. Nadchodzi bardzo ważny dla nich dzień, dzień pierwszej komunii świętej, dzień który zniszczyła obecność pijanego ojca. Marek ucieka do pobliskiego lasu, o którym krążą dziwne i straszne legendy. Nadciąga burza, nieprzytomny chłopak zostaje znaleziony przed domem. Mówi, że w lesie spotkał mroczną panią otoczoną chmarą ciemnych motyli a z jej ust padło jedno słowo: Anathema.
Mijają lata, Marek zdaje maturę, niedługo potem umiera jego babcia a on wyjeżdża do Ameryki.
20 lat później jest znanym fotografem, ma wszystko o czym marzy większość ludzi, do tego piękną i mądrą żonę oraz upragnioną córeczkę ale nie jest szczęśliwy.
Gdy Mary ma 4 lata ich małżeństwo przechodzi kryzys a dziecko staje się coraz bardziej zamknięte w sobie i smutne, mówi że widuje mroczną panią.
Początkowo trudno mi było wgryźć się w tę historię, ze względu na dość dziwny styl i język, którym posługuje się autor lecz w miarę upływu stron było trochę lepiej.
Przemoc, alkoholizm, strach i śmierć
to wszystko było dość przytłaczające, zwłaszcza, że dotyczyło niewinnego dziecka.
Jedyne chwile szczęścia, to czas spędzony z babcią. Podobał mi się klimat wsi, który był identyczny z moimi wspomnieniami z pobytów u ukochanej babci.
Uderzające jest to jak wielka potrafi być tęsknota za matczyną miłością, zwłaszcza u tych osób, które nigdy jej nie doświadczyły.
Po pamiętnej burzy atmosfera ulega zmianie, pojawia się delikatne napięcie i oczekiwanie na coś lub kogoś. Motyw klątwy czy opętania nadaje tej historii pewnego mistycyzmu. Autor porusza też problemy z jakimi borykają się DDA czyli Dorosłe Dzieci Alkoholików.
Nie do końca przemówił do mnie styl oraz samo zakończenie, zbyt chaotyczne jakby brakło na nie pomysłu.
🦋 RECENZJA 🦋
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiotr Podgórski: Anathema, s.393
@waspos
Marek pochodzi z patologicznej rodziny pełnej przemocy i alkoholu. Odrzucony przez rówieśników, niewidzialny dla innych dorosłych, staje się samotnikiem i outsiderem.
Gdy pod kołami samochodu ginie jego matka, ojciec pozbywa się syna oddając go na wychowanie babce. To jedyny, nieuświadomiony dobry uczynek z jego...
Główny bohater książki „Anathema” Piotra Podgórskiego, Marek, od chwili poczęcia jest dzieckiem niekochanym, niechcianym. Ojciec alkoholik, matka w głębokiej depresji, sama staje się również ofiarą alkoholu. Rodzice na każdym kroku wyrażają ogromną niechęć, nienawiść do syna. Traktują go jak powietrze, natomiast jego młodszego brata wręcz uwielbiają.
Maruś biedne dziecko, po dziecięcemu próbuje sobie tłumaczyć, dlaczego tak się dzieje, szukając usprawiedliwienia dla swoich rodziców. Chce być tylko kochanym i zauważonym.
Tragiczna śmierć matki powoduje, że ojciec wyrzeka się Marka. Chłopiec trafia pod opiekę babci, dla której jest całym światem. To właśnie babcia otacza go kokonem bezpieczeństwa, ogromem bezwarunkowej miłości . Dzięki babce Marek zaczyna się uśmiechać, może być teraz dzieckiem. Kończy szkoły.
Po śmierci babki, Marek wygrywa Zieloną Kartę do Ameryki. Przybiera nowe imię John. Staje się bardzo popularną, rozpoznawalną i bogatą osobą. Zakłada rodzinę, rodzi mu się córka. Ale czy Marek/John jest tak naprawdę szczęśliwy?
Los czasami bywa okrutny i sprawia, że Marek wraca do Polski, gdyż ojciec jest ciężko chory. Czy Marek zdąży pogodzić się z ojcem? Czy ojciec uzyska wybaczenie? Jak ułożą się relacje Marka z młodszym bratem?
Przy czytaniu tej książki rodzą się kolejne pytania. Jedynie książka da na nie odpowiedź.
Jak dla mnie bardzo ciężki temat. Długo po jej przeczytaniu dochodziłam do siebie, nie umiałam się po niej pozbierać, może przez to, że sama mam maleńkiego synka, próbując zrozumieć, jak można tak źle traktować swoje dziecko. Jak można je nie kochać, nie dbać, nie troszczyć się, nie dbać o jego bezpieczeństwo. Do dzisiaj trudno zebrać mi myśli…
A byłam święcie przekonana, że „Anathema” z greki „klątwa” to horror. Zwiodła mnie mroczna okładka jak i jej tytuł…
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Andżelice z „Czytam dla przyjemności”, jak i samemu autorowi „Anathemy” Piotrowi Podgórskiemu.
Dziękuję bardzo
Główny bohater książki „Anathema” Piotra Podgórskiego, Marek, od chwili poczęcia jest dzieckiem niekochanym, niechcianym. Ojciec alkoholik, matka w głębokiej depresji, sama staje się również ofiarą alkoholu. Rodzice na każdym kroku wyrażają ogromną niechęć, nienawiść do syna. Traktują go jak powietrze, natomiast jego młodszego brata wręcz uwielbiają.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMaruś biedne...
Książka składa się z dwóch części. Pierwsza nawet ujdzie w tłumie, ale druga to już tak wielki stos kretynizmów, że aż głowa od czytania boli. No i język taki drętwy. Nie wiem skąd tyle fantastycznych ocen i opinii. Zwłaszcza, że niektóre z tych opinii pochodzą od ludzi, którzy w swoich bibliotekach mają taką Tokarczuk np, którą notabene oceniają gorzej niż ten tutaj badziew. Coś tutaj jest po prostu nie teges :/
3/10
Książka składa się z dwóch części. Pierwsza nawet ujdzie w tłumie, ale druga to już tak wielki stos kretynizmów, że aż głowa od czytania boli. No i język taki drętwy. Nie wiem skąd tyle fantastycznych ocen i opinii. Zwłaszcza, że niektóre z tych opinii pochodzą od ludzi, którzy w swoich bibliotekach mają taką Tokarczuk np, którą notabene oceniają gorzej niż ten tutaj...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDopadł mnie kryzys czytelniczy, a ta książka stanowiła chyba gwóźdź do trumny. Jakie to było słabe!
Powieść jest nieudana pod każdym względem, fabularnie, językowo nic tu się nie broni. I jeszcze ta okładka sugerująca, że mamy do czynienia z horrorem, albo chociaż odrobiną niesamowitości. A tu taki klops. Dostałam łzawą, melodramatyczną historię o skrzywdzonym chłopaku z patologicznej rodziny, który robi karierę w stylu "od zera do milionera". Horroru nie ma, no chyba że jakiś czytelnik się uprze i w tej mętnej legendzie o Cygance i zakopanych kościach odnajdzie grozę. We mnie grozę budziły za to pseudopsychologiczne wywody na temat życia dzieci alkoholików, tego jak ciężkie miał dzieciństwo nasz odrzucony przez ojca, bity i samotny bohater. W zamierzeniu jego historia miała budzić przerażenie, szok, gniew na krzywdzicieli i bezmiar współczucia dla ofiary. Niestety, nic z tego. Póki jeszcze fabuła opowiada o jego latach spędzonych u babci to owszem, było mi go żal, ale potem dostałam taką dawkę bzdurnych wydarzeń, napuszonych, drętwych dialogów oraz monologów okraszonych łzami, łkaniami, padaniem sobie w ramiona, że nie dałby temu rady nawet miłośnik "Mody na sukces". I wyobraźcie sobie, że w tym histerycznym galimatiasie autor upchnął jeszcze ducha i psychopatę, no jestem po wrażeniem, szkoda że nie pozytywnym. Po czymś takim spodziewałam się już tylko lądowania UFO.
Alkoholizm to straszna, śmiertelna choroba, której konsekwencje dotykają nie tylko pijącego ale wszystkich jego bliskich. Tragizm alkoholika pokazali po mistrzowsku Jerzy Pilch i Małgorzata Halber. W "Anathemie" potworności alkoholizmu pokazane są powierzchownie, banalnie, jak w telewizyjnych "Trudnych sprawach". Szkoda.
Nic mi się w tej książce nie podobało, jest nieudana, widać niedostatki warsztatu, autor powinien był odłożyć ten tekst do szuflady, pogrzebać i nie wskrzeszać.
Swoistym kuriozum, acz bardzo śmiesznym jest posłowie. Nie jestem pewna czy jego autor był przytomny pisząc te farmazony. "Anathemy"nie polecam i chcę szybko o niej zapomnieć.
Dopadł mnie kryzys czytelniczy, a ta książka stanowiła chyba gwóźdź do trumny. Jakie to było słabe!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść jest nieudana pod każdym względem, fabularnie, językowo nic tu się nie broni. I jeszcze ta okładka sugerująca, że mamy do czynienia z horrorem, albo chociaż odrobiną niesamowitości. A tu taki klops. Dostałam łzawą, melodramatyczną historię o skrzywdzonym chłopaku z...
Godna polecenia ,bardzo dobra, wyzwalająca mnóstwo emocji i skłaniająca do przemyśleń książka .Polecam warto przeczytać
Godna polecenia ,bardzo dobra, wyzwalająca mnóstwo emocji i skłaniająca do przemyśleń książka .Polecam warto przeczytać
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMacie tak czasem, że przeczytana książka jest dobra, ale czegoś jednak jej brak i nie wiecie jak ją ocenić?
Ja tam mam z Anathema Piotra Podgórskiego. Anathema to z greki klątwa, okładka książki jest dość mroczna a jednak w treści zjawisk paranormalnych jest mało.
Marek to dziecko typowego alkoholika lat 70, który nie szczędzi ręki na dzieci. Matka ma depresję i ginie, gdy główny bohater ma kilka lat. Marek ma młodszego brata Marcina, którego faworyzuje ojciec. Pasmo nieszczęśliwych zdarzeń, bolesnych słów i odrzucenia sprawiają, że babcia przejmuje opiekę nad najstarszym chłopcem. Mimo troskliwej opieki Marek jest wewnętrznie i nieodwracalnie skrzywdzony. Babcia co noc okadza dom białą szałwią. W dniu II Komunii Św bohatera ratuje w lesie biała dama... Po latach Marek wygrywa zielony bilet do Ameryki i zaczyna nowe, lepsze życie.
Anathema podzielona jest na 2 części. W pierwszej wręcz namacalnie poznajemy bolesne dzieciństwo Marka, koszmar domu rodzinnego oraz niesamowitą więź, jaką miał z babcią. W drugiej zmienia on imię na John i jest uznanym fotografem, ma żonę i córeczkę. Mieszka nadal w Stanach. Choroba ojca powoduje, że wraca do kraju.
I gdzie tu klątwa? W moim odczuciu tytułowym przekleństwem jest alkohol i jego druzgocący wpływ na życie uzależnionego jak i całej rodziny. Najpierw Józef niszczył nim rodzinę, później to samo robi jego młodszy syn. Książka ukazuje, jak ważne jest zachowanie zdrowych, rodzinnych relacji. Jak wiele można zniszczyć i uświadomić to sobie dopiero na łożu śmierci. Marek to postać, która od całkowitego 0, upodlenia i braku akceptacji najbliższych wychodzi na prostą i osiąga sukces. Najważniejsze to wierzyć w swoje możliwości. Brat Marka, Marcin, to idealny przykład tego, jak wzorce z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie. Czy Marek pojedna się z ojcem? Czy Marcin przestanie pić? Co ma z tym wspólnego Biała dama i motyle, które znajduje Marek w różnych miejscach? Czy przyjaciel z dzieciństwa jest tym, za kogo sie podaje? I wreszcie, kim jest tajemnicza cyganka?
Anathema poprzez wątek zniszczonego alkoholem dzieciństwa ukazuje, co jest naprawdę ważne w życiu. Pokazuje, że czasem zło wychodzi nam na dobre, że wystarczy dostrzec błędy i można żyć szczęśliwie. Dochodzimy również do wniosku, że ucieczka i odcięcie się na siłę od przeszłości nie wychodzi na dobre, bo demony dzieciństwa będą zawsze ścigać ofiarę. Jedynie całkowite pogodzenie się z losem, wybaczenie win i pomoc tym, których się porzuciło, może sprawić, że zło odejdzie.
Macie tak czasem, że przeczytana książka jest dobra, ale czegoś jednak jej brak i nie wiecie jak ją ocenić?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa tam mam z Anathema Piotra Podgórskiego. Anathema to z greki klątwa, okładka książki jest dość mroczna a jednak w treści zjawisk paranormalnych jest mało.
Marek to dziecko typowego alkoholika lat 70, który nie szczędzi ręki na dzieci. Matka ma depresję i ginie,...
Marek Makowski jest dzieckiem niekochanym. Wychowuje się w patologicznej rodzinie, w biedzie. Pomimo niekorzystnych okoliczności i tragedii, która go spotyka, udaje mu się wyjechać z kraju i osiągnąć sukces. Zmienia nazwisko, znajduje ciekawy zawód, zakłada własną rodzinę. Powinien być szczęśliwy, lecz ciągle wraca myślami do przeszłości. Anathema to suma jego lęków i zranień, o których nie potrafi zapomnieć. Marek wraca do Polski by zakończyć stare sprawy, rozprawić się ostatecznie z dręczącymi go demonami a jednocześnie ochronić bliskich przed niesprecyzowanym niebezpieczeństwem.
Powieść przekonująco opisuje realia życia na wsi w latach 70-tych. Zachowania i język postaci są wiarygodne. Autor prowadzi czytelnika przez trudne emocje, przewijające się przez całą książkę: od problemu samotności dziecka i rodziny alkoholika po wybaczenie i zrozumienie.
Czytelnik towarzyszy bohaterowi od momentu narodzin, poprzez dzieciństwo i młodość, wyjazd do USA aż do powrotu do ojczyzny, gdzie ostatecznie rozprawia się on z przeszłością. Marek przebywa długą drogę nie tylko w sensie geograficznym, lecz także emocjonalnym. "Anathema" aż kipi od skomplikowanych relacji rodzinnych, okraszonych odpowiednią dawką burzliwych uczuć i doznań, często nieprzyjemnych.
Mroczna okładka w ciemnych barwach oraz tytuł oznaczający klątwę sugerowały horror pełen niesamowitych, niewytłumaczalnych zjawisk. Tych tymczasem pojawiło się niewiele. "Anathema" to przede wszystkim dramat rodzinny.
Książkę opatrzono doskonałym posłowiem dr n. hum. Łukasza Fidosa, który tłumaczy wiele zagadnień poruszonych przez Piotra Podgórskiego.
Pomimo, iż nie jest to łatwa lektura, powieść czytało mi się bardzo dobrze. Autor pisze lekkim w odbiorze stylem. Chętnie sięgnę po inne jego książki. Polecam.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu WasPos.
Marek Makowski jest dzieckiem niekochanym. Wychowuje się w patologicznej rodzinie, w biedzie. Pomimo niekorzystnych okoliczności i tragedii, która go spotyka, udaje mu się wyjechać z kraju i osiągnąć sukces. Zmienia nazwisko, znajduje ciekawy zawód, zakłada własną rodzinę. Powinien być szczęśliwy, lecz ciągle wraca myślami do przeszłości. Anathema to suma jego lęków i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakiś czas temu na jednym ze szkoleń trenerskich usłyszałam przestrogę: Uwaga na oczekiwania... A ja dodam jeszcze: Szczególnie co do książek. 😀
Zaczynając czytać ANATHEME pomyślałam, że od czasów Słonecznej doliny pana Stefana Dardy nie trafiła mi w ręce dobra powieść, po której nie mogłam spać. Nastawiona na horror (patrz: tajemnicza okładka, mroczne kolory) oczekiwałam, że książka mną wstrząśnie.
I tak się dzieje, ale z zupełnie innych powodów. Bo historia życia małego chłopca - Marka jest horrorem od początku. Wychowywany w rodzinie, gdzie dla obojga rodziców ważniejszy od dzieci jest alkohol, odrzucony, przestraszony i samotny, odrobinę troski, czułości i miłości otrzymuje dopiero od babci. A życie dorosłego Marka wcale nie jest lżejsze.
Zachęcam do przeczytania tej tajemniczej opowieści, bo dzięki niej mamy możliwość dostrzec co jest i co może być przekleństwem w życiu.
Jakiś czas temu na jednym ze szkoleń trenerskich usłyszałam przestrogę: Uwaga na oczekiwania... A ja dodam jeszcze: Szczególnie co do książek. 😀
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczynając czytać ANATHEME pomyślałam, że od czasów Słonecznej doliny pana Stefana Dardy nie trafiła mi w ręce dobra powieść, po której nie mogłam spać. Nastawiona na horror (patrz: tajemnicza okładka, mroczne kolory) oczekiwałam,...