Diabeł Morski podszepnął, by zajrzeć do owego „rodu” i widzę, iż należałoby go tłumaczyć na polski.
„Dzierż skaziła w nim czucie ludzkości i uczyniła człowieka okrutnym i ludozbójem. Dzierż zwierząt podzieliła rodzaj ludzki na pasterzy i na łowców. Dzierż ziemi podzieliła jeszcze pasterzy, a zaczęła skupiać łowców.”
„Sadowienie się hord bojarzych z myślą wyłączności dzierżenia zwierząt i ziemi. Wkrótce wszczęta myśl ujeńczenia ludzi. Następuje wszczynanie się towarzystw lennych wyłącznictwa czyli feudalizmu. Pierwiastkowe stosunki bojarów między sobą i bojarów z ossodarem czyli hospodarem.”
„podczas przegwałcania się ze sobą Pompejów i Cezarów” rety
Ksiądz dobrodziej znanym był z dziwolągów jezykowych, lecz tu w przeszedł sam siebie.
„Ty sam jesteś istnością skończoną. Nie zapominaj, żeś stworzenie, iż żyjesz w świecie pomnymi ustawami rządzonym. Więc jesteś koniecznie zawisły.”
Brzmi miejscami jakby Kobyszczę do Trurla gadało, choć oczywiście Lem bez porównania lepiej to wymyślał „Trzy razy pięć jest piętnaście, to znaczy jeden i piątka; dodane dają sześć, a sześć dzielone przez trzy daje dwa, czyli liczbę moich barw, bo jam z jednej strony miedziane, a z drugiej żelazne Kobyszczę! Miałżeby taki precyzyjny stosunek wynikać z przypadku? Śmieszne rzeczy! Jestem istotą wykraczającą poza twój małostkowy horyzont, ślusarzu prymitywny! (...) Widzę w tych cechach odbicie wyższych związków Istnienia jako Symetrii, której znaczenia jeszcze nie pojmuję jak należy, lecz niechybnie pojmę, zająwszy się tym problemem w swobodnej chwili, a co się ciebie tyczy, nie będę z tobą więcej rozmawiał, bo mi na to czasu szkoda.”
Chyba każde ze zdań „Rodu” zawiera wszelkiego rodzaju błędy: rzeczowe, składniowe (jak stosowanie podwójnego mianownika „który nie był błohorodny Rzymianin” o czym dalej) i inne, do tego własne nazewnictwo, brzmiące zwykle niezrozumiale.
Sam ksiądz dobrodziej zamieścił słowniczek „Dla oznaczenia stanu bojarów, szlachty, stanu uprzywilejowanego urodzenia używam błohorodztwo. Zamiast uszlachcony, szlachcic, ziemianin, obywatel, pospolicie w ówczesnych dziejach używane, ja kładę: błohorodny, błohorodziec, bojar, bojarzyn.” i tak dalej.
Zatem zadomowionego w polszczyźnie „szlachcica” (będącego germanizmem od „geschlecht”, znaczącego ród) „obywatela” (bohemizm od czeskiego „obyvatel” czyli mieszkaniec) i swojskiego „ziemianina” zastąpił nie wiadomo po co, dlaczego i z powodu jakiego kilkoma (jakby jednego było mało) rusycyzmami bądź rutenizmami, na których język można połamać.
Skoro już musiał (tylko czemu) mógł przecież stosować takie słowa jak „(dobrze) urodzony”, „znamienity” czy jeśli uparł żeby po rosyjsku „znatnyj” (знатный) przynajmniej krócej i prościej.
Zaś z połączeń owych synonimów wychodziło mu masło maślane „za konia ukradzionego błohorodnemu bojarowi po srogich mękach bywa na połowę żywcem przerżnięty. A jeżeli złodziejem był bojar ze stanu błohorodnego, płacił tylko siedem razy konia wartość.”
Przy tym nie widać nadmiaru spójności, utrwalone słowa, choćby cudzoziemskie, zastępować innymi (też cudzoziemskimi) równocześnie zostawiać inne jak patron czy honor.
Do tego przekręcał znaczenie słów, co zaznaczał, lecz nie raczył uzasadnić „Zamiast właściciel kładę: dzierż, dzierżca, samodzierż, samodzierżyciel. (...) U Rosjan dotąd słowo samodzierż, samodzierżyciel używa się dla oznaczenia potęgi samowładnej cara. Ja zaś samodzierżstwo i samodzierż rozciągam do tego przypadku, w którym wiele różnych familii albo wszystkie osoby pewnego stanu miały same tylko władzę i moc dzierżenia oddzielnie ziemi, zwierząt, ludzi i rodzenia się w czci. (...) Lecz gdy już słowa: samodzierż, samodzierżca użyłem dla oznaczenia epoki dążeń i usiłowań pewnych całych kast, całych stanów w zamiarze, aby rodzący się w takich stanach wyłącznie wszystko sami dzierżyli, przeto tu dla rozróżnienia tamtego stopnia, całkiem w postępach cywilizacji innego, użyłem słów: car, jednodzierż, jednodzierżyciel.”
Swoją drogą czemu ma służyć to „ja” ? Podkreślaniu własnej skromnej osoby ? W polszczyźnie czasownik w pierwszej osobie liczby pojedyńczej łączyć można tylko z „ja” np. „ja myślę” (tym samym jest na ogół zbędnym powtórzeniem, być może i to można zaliczyć do rusycyzmów я думаю, ты думаешь, он думает) inaczej niż na przykład po angielsku, gdzie czasownik brzmi tak samo bez względu na osobę i liczbę, wówczas zaimek jest koniecznością: I think, you think, they think. Wyjątkiem w czasie teraźniejszym prostym jest dodanie końcówki np. he thinks, she thinks, it thinks, ale nawet wtedy należy dodać zaimek dla odróżnienia rodzaju, zresztą jak po polsku: on myśli, ona myśli, ono myśli.
Przykłady czerpane z dziejów poplątane do niemożebności.
„U Medów, Persów, Greków, Rzymian, Germanów, Bretanów w tej epoce za najmilszą i najzabawniejszą dla bogów ofiarę miano mordować okrutnie dla ich czci niewolników”
Przykład zbędnego uogólnienia, jakby wszędzie jednakowo. Jako przykłady podaje igrzyska w Rzymie czy krypteia w Sparcie „samodzierżcy spartańscy polowanie robili z ilotów, a Rzymianie w szczwalniach puszczali ludzi na bestie” pomijając, iż w np. Atenach czegoś takiego na szczęście nie było.
Z bardziej zrozumiałych wywodów:
„U Rzymian był czas, kiedy każdy inny człowiek, który nie był błohorodny Rzymianin, musiał, chcąc mieć prawo żądania sprawiedliwości, poddać się pod obronę jakiegoś samodzierżcy Rzymianina. Ten nazywał się takowego człowieka patronus, a człowiek jego vassal, cliens. Takowy cliens, czyli vassal, winien był swemu tak nazwanemu patronus, a istotnie swemu suzerain, czyli po słowiańsku sudarowi, banowi w każdej potrzebie wyprawy wojennej pomoc.”
Między starożytnym klientem i średniowiecznym wasalem widać podobieństwo położenia, lecz używanie celtyckiego słowa „wasal” jakby znane było w łacinie klasycznej w najlepszym razie zbędne.
Diabeł Morski podszepnął, by zajrzeć do owego „rodu” i widzę, iż należałoby go tłumaczyć na polski.
„Dzierż skaziła w nim czucie ludzkości i uczyniła człowieka okrutnym i ludozbójem. Dzierż zwierząt podzieliła rodzaj ludzki na pasterzy i na łowców. Dzierż ziemi podzieliła jeszcze pasterzy, a zaczęła skupiać łowców.”
„Sadowienie się hord bojarzych z myślą wyłączności...
Diabeł Morski podszepnął, by zajrzeć do owego „rodu” i widzę, iż należałoby go tłumaczyć na polski.
„Dzierż skaziła w nim czucie ludzkości i uczyniła człowieka okrutnym i ludozbójem. Dzierż zwierząt podzieliła rodzaj ludzki na pasterzy i na łowców. Dzierż ziemi podzieliła jeszcze pasterzy, a zaczęła skupiać łowców.”
„Sadowienie się hord bojarzych z myślą wyłączności dzierżenia zwierząt i ziemi. Wkrótce wszczęta myśl ujeńczenia ludzi. Następuje wszczynanie się towarzystw lennych wyłącznictwa czyli feudalizmu. Pierwiastkowe stosunki bojarów między sobą i bojarów z ossodarem czyli hospodarem.”
„podczas przegwałcania się ze sobą Pompejów i Cezarów” rety
Ksiądz dobrodziej znanym był z dziwolągów jezykowych, lecz tu w przeszedł sam siebie.
„Ty sam jesteś istnością skończoną. Nie zapominaj, żeś stworzenie, iż żyjesz w świecie pomnymi ustawami rządzonym. Więc jesteś koniecznie zawisły.”
Brzmi miejscami jakby Kobyszczę do Trurla gadało, choć oczywiście Lem bez porównania lepiej to wymyślał „Trzy razy pięć jest piętnaście, to znaczy jeden i piątka; dodane dają sześć, a sześć dzielone przez trzy daje dwa, czyli liczbę moich barw, bo jam z jednej strony miedziane, a z drugiej żelazne Kobyszczę! Miałżeby taki precyzyjny stosunek wynikać z przypadku? Śmieszne rzeczy! Jestem istotą wykraczającą poza twój małostkowy horyzont, ślusarzu prymitywny! (...) Widzę w tych cechach odbicie wyższych związków Istnienia jako Symetrii, której znaczenia jeszcze nie pojmuję jak należy, lecz niechybnie pojmę, zająwszy się tym problemem w swobodnej chwili, a co się ciebie tyczy, nie będę z tobą więcej rozmawiał, bo mi na to czasu szkoda.”
Chyba każde ze zdań „Rodu” zawiera wszelkiego rodzaju błędy: rzeczowe, składniowe (jak stosowanie podwójnego mianownika „który nie był błohorodny Rzymianin” o czym dalej) i inne, do tego własne nazewnictwo, brzmiące zwykle niezrozumiale.
Sam ksiądz dobrodziej zamieścił słowniczek „Dla oznaczenia stanu bojarów, szlachty, stanu uprzywilejowanego urodzenia używam błohorodztwo. Zamiast uszlachcony, szlachcic, ziemianin, obywatel, pospolicie w ówczesnych dziejach używane, ja kładę: błohorodny, błohorodziec, bojar, bojarzyn.” i tak dalej.
Zatem zadomowionego w polszczyźnie „szlachcica” (będącego germanizmem od „geschlecht”, znaczącego ród) „obywatela” (bohemizm od czeskiego „obyvatel” czyli mieszkaniec) i swojskiego „ziemianina” zastąpił nie wiadomo po co, dlaczego i z powodu jakiego kilkoma (jakby jednego było mało) rusycyzmami bądź rutenizmami, na których język można połamać.
Skoro już musiał (tylko czemu) mógł przecież stosować takie słowa jak „(dobrze) urodzony”, „znamienity” czy jeśli uparł żeby po rosyjsku „znatnyj” (знатный) przynajmniej krócej i prościej.
Zaś z połączeń owych synonimów wychodziło mu masło maślane „za konia ukradzionego błohorodnemu bojarowi po srogich mękach bywa na połowę żywcem przerżnięty. A jeżeli złodziejem był bojar ze stanu błohorodnego, płacił tylko siedem razy konia wartość.”
Przy tym nie widać nadmiaru spójności, utrwalone słowa, choćby cudzoziemskie, zastępować innymi (też cudzoziemskimi) równocześnie zostawiać inne jak patron czy honor.
Do tego przekręcał znaczenie słów, co zaznaczał, lecz nie raczył uzasadnić „Zamiast właściciel kładę: dzierż, dzierżca, samodzierż, samodzierżyciel. (...) U Rosjan dotąd słowo samodzierż, samodzierżyciel używa się dla oznaczenia potęgi samowładnej cara. Ja zaś samodzierżstwo i samodzierż rozciągam do tego przypadku, w którym wiele różnych familii albo wszystkie osoby pewnego stanu miały same tylko władzę i moc dzierżenia oddzielnie ziemi, zwierząt, ludzi i rodzenia się w czci. (...) Lecz gdy już słowa: samodzierż, samodzierżca użyłem dla oznaczenia epoki dążeń i usiłowań pewnych całych kast, całych stanów w zamiarze, aby rodzący się w takich stanach wyłącznie wszystko sami dzierżyli, przeto tu dla rozróżnienia tamtego stopnia, całkiem w postępach cywilizacji innego, użyłem słów: car, jednodzierż, jednodzierżyciel.”
Swoją drogą czemu ma służyć to „ja” ? Podkreślaniu własnej skromnej osoby ? W polszczyźnie czasownik w pierwszej osobie liczby pojedyńczej łączyć można tylko z „ja” np. „ja myślę” (tym samym jest na ogół zbędnym powtórzeniem, być może i to można zaliczyć do rusycyzmów я думаю, ты думаешь, он думает) inaczej niż na przykład po angielsku, gdzie czasownik brzmi tak samo bez względu na osobę i liczbę, wówczas zaimek jest koniecznością: I think, you think, they think. Wyjątkiem w czasie teraźniejszym prostym jest dodanie końcówki np. he thinks, she thinks, it thinks, ale nawet wtedy należy dodać zaimek dla odróżnienia rodzaju, zresztą jak po polsku: on myśli, ona myśli, ono myśli.
Przykłady czerpane z dziejów poplątane do niemożebności.
„U Medów, Persów, Greków, Rzymian, Germanów, Bretanów w tej epoce za najmilszą i najzabawniejszą dla bogów ofiarę miano mordować okrutnie dla ich czci niewolników”
Przykład zbędnego uogólnienia, jakby wszędzie jednakowo. Jako przykłady podaje igrzyska w Rzymie czy krypteia w Sparcie „samodzierżcy spartańscy polowanie robili z ilotów, a Rzymianie w szczwalniach puszczali ludzi na bestie” pomijając, iż w np. Atenach czegoś takiego na szczęście nie było.
Z bardziej zrozumiałych wywodów:
„U Rzymian był czas, kiedy każdy inny człowiek, który nie był błohorodny Rzymianin, musiał, chcąc mieć prawo żądania sprawiedliwości, poddać się pod obronę jakiegoś samodzierżcy Rzymianina. Ten nazywał się takowego człowieka patronus, a człowiek jego vassal, cliens. Takowy cliens, czyli vassal, winien był swemu tak nazwanemu patronus, a istotnie swemu suzerain, czyli po słowiańsku sudarowi, banowi w każdej potrzebie wyprawy wojennej pomoc.”
Między starożytnym klientem i średniowiecznym wasalem widać podobieństwo położenia, lecz używanie celtyckiego słowa „wasal” jakby znane było w łacinie klasycznej w najlepszym razie zbędne.
Diabeł Morski podszepnął, by zajrzeć do owego „rodu” i widzę, iż należałoby go tłumaczyć na polski.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Dzierż skaziła w nim czucie ludzkości i uczyniła człowieka okrutnym i ludozbójem. Dzierż zwierząt podzieliła rodzaj ludzki na pasterzy i na łowców. Dzierż ziemi podzieliła jeszcze pasterzy, a zaczęła skupiać łowców.”
„Sadowienie się hord bojarzych z myślą wyłączności...