Książka trudna, męcząca... szalona. Zostaje po niej nieprzyjemne uczucie zmarnowanego czasu i jakiś ból na dnie duszy. Nie lubię, nie podoba mi się, daję dwie gwiazdki, chociaż rzadko oceniam książki aż tak nisko.
Książka trudna, męcząca... szalona. Zostaje po niej nieprzyjemne uczucie zmarnowanego czasu i jakiś ból na dnie duszy. Nie lubię, nie podoba mi się, daję dwie gwiazdki, chociaż rzadko oceniam książki aż tak nisko.
Ufff, dobrnęłam do końca, choć nie było warto. Znudziła mnie ta lektura na tyle, że nie wzbudziła we mnie ani krzty empatii. Mam wrażenie, że sama autorka opisywała to wszystko bez emocji, z obojętnością. Sama ciągle powtarzała, że jest marną pisarką, że jej czytelnicy to męczennicy i w tym akurat miała rację. Dla mnie jest to mieszanina zaburzenia z obłąkaniem.
Ufff, dobrnęłam do końca, choć nie było warto. Znudziła mnie ta lektura na tyle, że nie wzbudziła we mnie ani krzty empatii. Mam wrażenie, że sama autorka opisywała to wszystko bez emocji, z obojętnością. Sama ciągle powtarzała, że jest marną pisarką, że jej czytelnicy to męczennicy i w tym akurat miała rację. Dla mnie jest to mieszanina zaburzenia z obłąkaniem.
To mogła być dobra książka - ale nie jest. Jeśli położy się na szali "uznaną pisarkę" to ciężko napisać "bełkot". Rozumiem treści w "Kazirodztwie" zawarte; rozumiem borderline, szaleństwo, autoagresję słowną, kazirodztwo - nie rozumiem zaś tego dlaczego to musiało być tak bełkotliwe. Autorce nie można odmówić pisarskiej spotrzegawczości, umiejętności wyłapania scen i szczegółów wartkich, witalnych, strasznych. Nie odrzuca mnie kontrowersja, ale można zrobić to w sposób wybitny leksykalnie (jak E. Jelinek) - albo tak. Czyli słabo.
To mogła być dobra książka - ale nie jest. Jeśli położy się na szali "uznaną pisarkę" to ciężko napisać "bełkot". Rozumiem treści w "Kazirodztwie" zawarte; rozumiem borderline, szaleństwo, autoagresję słowną, kazirodztwo - nie rozumiem zaś tego dlaczego to musiało być tak bełkotliwe. Autorce nie można odmówić pisarskiej spotrzegawczości, umiejętności wyłapania scen i...
Duże rozczarowanie. Nie chodzi tu nawet o męczącą i chaotyczną narrację, ale o nadmierne prze-psychologizowanie, dorabianie mechanizmów psychoanalitycznych na siłę do łatwo wytłumaczalnych sytuacji, nieznośnie infantylną i nadpobudliwą bohaterkę i kompletnie bezsensowne w toku akcji jej decyzje. Powieść to szamotanina Christine i jej kochanki: telefony, kłótnie, godzenie się. Szkoda, że w gruncie rzeczy niewiele z tego wynika, a łączenie tego na siłę z doświadczeniem molestowania seksualnego w dzieciństwie, raczej nie wyszło.
Duże rozczarowanie. Nie chodzi tu nawet o męczącą i chaotyczną narrację, ale o nadmierne prze-psychologizowanie, dorabianie mechanizmów psychoanalitycznych na siłę do łatwo wytłumaczalnych sytuacji, nieznośnie infantylną i nadpobudliwą bohaterkę i kompletnie bezsensowne w toku akcji jej decyzje. Powieść to szamotanina Christine i jej kochanki: telefony, kłótnie, godzenie...
Sama nie wiem ale jakoś nie urzekła mnie ta historia, nie mówiąc już o tym, że w dwie części w ogóle nie mogłam uwierzyć. I nie chodzi mi o jakieś społeczne tabu ( homoseksualizm i szaleństwo) ale o to, że nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko zostało wymyślone na potrzeby tematu (chwytliwego). Mam wrażenie, że autorka się sama wkręca (na siłe?) i próbuje wkręcić nas. Nic nie było dla mnie wiarygodne. I nawet jeśli to lizanie, te wszystkie dziurki, palce, telefony i język były obrzydliwe i surowe to nie w sposób, który by zniesmaczał estetycznie ale raczej obrażał intelektualnie. ( Nie żebym jakaś szczególnie inteligentna była). To była po prostu jakaś dziecinada. Przez trzy czwarte książki próbowałam zrozumieć Angot. Ok, każdy po swojemu przezywa swoje dramaty ( choć nie wszyscy muszą o tym wiedzieć a już na pewno nie wszyscy współuczestniczyć). Tu mamy "dramat " co prawda nie dramat, surowy, na żywo, bez obróbki. Uczestniczymy czy chcemy czy nie w jakimś spektaklu bez puenty. Mnóstwo słów, które nakręcają kolejne, mnóstwo powtórzeń, które niby coś mają wzmocnić a są tylko bezsensownym bełkotem, który z ulgą omijamy. Znów słowa, wykrzyczane ale bez siły przekazu, trzaskanie słuchawką, kłótnie na poziomie infantylnych nastolatek, w których nie chciałam brać udziału, a które mnie szalenie zmęczyły. No wiec dobra, może ja inaczej przeżywam rozpacz, rozstanie, może mi się wydaje, że szaleństwo to nie jest odcinek z punktu A do punktu B tylko jakaś mgła raczej, która się przemieszcza i którą nie sposób złapać. Może rozpacz wg mnie może być konstruktywna po pewnym czasie, może z tych włosów co rwę i jęków, które wydaje da się coś ulepić. Nawet brzydkiego ale to będzie coś, co da się pooglądać po czasie, choćby po to, by móc potem coś o sobie powiedzieć. No ale może ktoś myśli inaczej no i dobrze jego zbójeckie prawo. Pozostaje mi tylko pytanie, co z tego wynika? Co wynika z tych zdań w tej książce, konkretniej? No wg mnie absolutnie nic. Czuję się zupełnie tak, jakby mi ktoś opisał miejscowy landszafcik na sprzedaż. Nic się nigdzie nie czai nawet jeśli pozornie się dzieje. Na nic nie czekam, niczego się nie spodziewam, niczego nie wyniosę.
Jedynie ostatnia część, ta dotycząca kazirodztwa, była do przyjęcia. Temat mocny, dla mnie najmocniejszy z wszystkich trzech, można się czepiać stylu, doboru słów, narracji ale tej części nie można odmówić ani emocji (w porównaniu do wcześniejszych „emocji”) ani prawdy.
Rimbaud kiedyś podobno powiedział, że chciałby być każdym, żeby wszystkiego doświadczyć na własnej skórze. Jak powiedział tak zrobił (i opisał) i w efekcie dostaliśmy pejzaż u kresu drogi, którą możemy sobie prześledzić, wyobrazić (choć nie bez trudu). Można macać jego wersy i odkrywać zmęczone ręce rzeźbiarza i uderzenia dłutem. Coś się kryje za słowami, coś więcej niż same dźwięki.
U Angot to mamy raczej zbiór jakichś narzędzi, z którymi nie do końca wiadomo co począć. Jakby autorka bezmyślnie machała pędzlem, próbując udawać Picassa. Problem w tym, że jakkolwiek dzieła Picassa mogą się nie wydawać oczywiste, na pewno nie są bezmyślne. I co więcej można o nich dyskutować, co w przypadku książki Angot jest raczej trudne.
Sama nie wiem ale jakoś nie urzekła mnie ta historia, nie mówiąc już o tym, że w dwie części w ogóle nie mogłam uwierzyć. I nie chodzi mi o jakieś społeczne tabu ( homoseksualizm i szaleństwo) ale o to, że nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko zostało wymyślone na potrzeby tematu (chwytliwego). Mam wrażenie, że autorka się sama wkręca (na siłe?) i próbuje wkręcić...
To na pewno nie jest książka do kawy i ciasta w niedzielę.
Trzeba być wyjątkowo skupionym by nadążyć nad tokiem rozumowania autorki jak i akcją wydarzeń, które przedstawia. To ciężka książka i nie mam tutaj na myśli tematu, a styl pisania.
Długo jej szukałam. Aż wreszcie dostałam w swoje ręce-myślę ,że gdybym wcześniej ją przeczytała krytyka byłaby miażdżąca, nie doceniłabym tego kunsztu i byłaby to męczarnia –do niektórych książek trzeba po prostu dorosnąć jak i to musi być ich czas i miejsce.
Bez oceny(pierwszy raz)- bo ani 1, ani 10-wszystko pośrodku jest po prostu przy tej pozycji niemożliwe.
To na pewno nie jest książka do kawy i ciasta w niedzielę.
Trzeba być wyjątkowo skupionym by nadążyć nad tokiem rozumowania autorki jak i akcją wydarzeń, które przedstawia. To ciężka książka i nie mam tutaj na myśli tematu, a styl pisania.
Długo jej szukałam. Aż wreszcie dostałam w swoje ręce-myślę ,że gdybym wcześniej ją przeczytała krytyka byłaby miażdżąca, nie...
Zmęczyłam... Wymagająca lektura. Osobliwy styl jak dla mnie utrudniał odbiór treści. Jeśli potraktować książkę wyłącznie jako ukazanie stanu psychicznego autorki, część terapii, oczyszczenie, zabieg potrzebny do osiągnięcia równowagi to może i można przez to przebrnąć. Jeśli chodzi o przyjemność czytania to niestety nie doświadczyłam.
Zmęczyłam... Wymagająca lektura. Osobliwy styl jak dla mnie utrudniał odbiór treści. Jeśli potraktować książkę wyłącznie jako ukazanie stanu psychicznego autorki, część terapii, oczyszczenie, zabieg potrzebny do osiągnięcia równowagi to może i można przez to przebrnąć. Jeśli chodzi o przyjemność czytania to niestety nie doświadczyłam.
Wielokrotnie sięgałam po tę książkę i wielokrotnie ją porzucałam, uznając,że nie da się jej czytać. Jednak pewnego razu - parę lat po pierwszym spotkaniu z "Kazirodztwem" - pochłonęłam ją w jeden wieczór. Do niektórych książek trzeba dojrzeć,albo one muszą dojrzeć do czytelnika.
Wielokrotnie sięgałam po tę książkę i wielokrotnie ją porzucałam, uznając,że nie da się jej czytać. Jednak pewnego razu - parę lat po pierwszym spotkaniu z "Kazirodztwem" - pochłonęłam ją w jeden wieczór. Do niektórych książek trzeba dojrzeć,albo one muszą dojrzeć do czytelnika.
Nie sprawiło mi przyjemności czytanie tej książki, ale mam satysfakcję, że wytrwałam do końca. Pozostawiam bez oceny, bo nie mam pojęcia jak ją ocenić.
Nie sprawiło mi przyjemności czytanie tej książki, ale mam satysfakcję, że wytrwałam do końca. Pozostawiam bez oceny, bo nie mam pojęcia jak ją ocenić.
Wybitna współczesna pisarka francuska, uznana i nagradzana, napisała powieść, która miała w zamyśle autorskim łamać trzykrotnie tabu, jakim, po kolei są: homoseksualizm, kazirodztwo i szaleństwo.W moim przekonaniu jest to niekończący się monolog,nieporadny stylowo i psychologicznie. Choć są w treści książki fachowe definicje dewiacji i zboczonych przejawów życia płciowego- sama narracja autorki wydaje się (być może celowo?) niestabilna i niedojrzała. Żeby nie powiedzieć-męcząca.
Przyznam się do czegoś, co robię bardzo rzadko. Pomijałam całe akapity tej...pisaniny. Wielokrotne powtórzenia, skupione wokół niewielu spraw...zwyczajnie nudne i siłowe.Zwroty potoczne, wulgaryzmy oraz monotematyczność tych wynurzeń była dla mnie irytująca.
Na niespełna dwustu stronach pani Angot (pisana zresztą na okładce awangardowo- z małej litery!) zawarła masę dość plugawych, wstydliwych przeżyć. Wylizała wielokrotnie swoją lesbijską kochankę, dzieląc się ochoczo wrażeniami smakowymi i skomplikowanym, dla mnie mało atrakcyjnym, zespołem napięć, związanych z faktem, że nie w pełni akceptuje swoją nagle odkrytą orientację. Oddała się też kilku panom, już w dzieciństwie, bądź była przez nich molestowana, przeważnie w kinie, choć nie tylko. O filmach wówczas oglądanych ma głównie skojarzenia oralno-analne.W zdrętwiałej ze zdumienia pamięci zostaną mi klementynki, układane pieczołowicie na...penisie przez jej ojca, skąd były przez nią zjadane w dzieciństwie...
Nie potrafię powiedzieć o tej wybitnej niewątpliwie książce nic ciekawego. Może dlatego, że dla mnie nie była to lektura ciekawa... Ani estetyczna. Ani niebezpieczna, co sugeruje krótka recenzja z tyłu okładki, ani wzniosła, czy oczyszczająca, lub intrygująca...ani...
Wybitna współczesna pisarka francuska, uznana i nagradzana, napisała powieść, która miała w zamyśle autorskim łamać trzykrotnie tabu, jakim, po kolei są: homoseksualizm, kazirodztwo i szaleństwo.W moim przekonaniu jest to niekończący się monolog,nieporadny stylowo i psychologicznie. Choć są w treści książki fachowe definicje dewiacji i zboczonych przejawów życia płciowego-...
Zawsze jak czytam książki Elfriede Jelinek potrzebuję później emotywnego prysznica, by zmyć z siebie te wszystkie brudne i skażone dewiacjami emocje. To jakiś fenomen – z jednej strony człowiek wzbrania się przed wszelakimi odmianami zła , ale z drugiej jednak strony coś go ciągnie do zaglądania w ciemne zakamarki ludzkiej natury. Podobnie jest z „Kazirodztwem” Christine Angot. To do bólu szczera i ekshibicjonistyczna proza, podejmująca tematy tabu, opisująca je w sposób, który nie ułatwia zawarcia jakiegokolwiek porozumienia między czytelnikiem i narratorem.
To nie jest proza konfesyjna, to emocjonalny paw, który brudzi czytelnika pozostawiając poczucie niesmaku. Autorka i zarazem bohaterka mówi o tym bezpośrednio w narracyjnym toku: „ Kazirodztwo to książka, w której prezentuję się jak wielka kupa gówna, każdy pisarz powinien zrobić to przynajmniej raz w życiu, potem się zobaczy (...) Może pisanie polega właśnie na tym, na pokazywaniu kupy gówna w sobie.” I Angot to robi, zaprasza czytelników do swojego chorego świata.
W pierwszej części francuska pisarka opowiada o swoim trzymiesięcznym homoseksualnym romansie z lekarką Marie- Christine. Burzliwy związek szybko sie zakończył, a powodem zerwania była paranoiczna osobowość Agnot, która non stop kontrolowała swoją ukochaną, wydzwaniała do niej do pracy, była zazdrosna. Takiej presji nie wytrzyma żaden człowiek. W swój narracyjny strumień świadomości autorka wplata również postacie swojej córeczki oraz byłego męża. O wszystkim opowiada w sposób chaotyczny, zbliżony do bełkotu. Forma przekazu przyjmuje postać zbliżoną do wewnętrznego rozdarcia, emocje są tu szkieletem konstrukcyjnym, bardzo rachitycznym. Angot nie boi się ostrych sformułowań, co pomyśli- to napisze. Do tego stosuje tylko sobie znane reguły gramatyczne. W pierwszej chwili czytelnik może czuć się osaczony, może się buntować, może nie rozumieć, ale warto poddać się rytmowi tej prozy, choćby z tego powodu, by dobrnąć do drugiej części, w której Angot próbuje okiełznać swoje uczucia.
Jak to jednak zrobić, skoro za chwilę zostajemy zaatakowani kolejnym szokującym wyznaniem? Angot przyznaje, że w wieku czternastu lat miała związek kazirodczy ze swoim ojcem. Pisząc o tym dokonuje się w niej swoiste katharsis, a literatura spełnia po raz kolejny swoją terapeutyczną funkcję. Ale oczyszczenie dotyczy tylko autorki, czytelnik bowiem pozostaje sam z całym tym szlamem, który został na niego wylany.
Zawsze jak czytam książki Elfriede Jelinek potrzebuję później emotywnego prysznica, by zmyć z siebie te wszystkie brudne i skażone dewiacjami emocje. To jakiś fenomen – z jednej strony człowiek wzbrania się przed wszelakimi odmianami zła , ale z drugiej jednak strony coś go ciągnie do zaglądania w ciemne zakamarki ludzkiej natury. Podobnie jest z „Kazirodztwem”...
Książka trudna, męcząca... szalona. Zostaje po niej nieprzyjemne uczucie zmarnowanego czasu i jakiś ból na dnie duszy. Nie lubię, nie podoba mi się, daję dwie gwiazdki, chociaż rzadko oceniam książki aż tak nisko.
Książka trudna, męcząca... szalona. Zostaje po niej nieprzyjemne uczucie zmarnowanego czasu i jakiś ból na dnie duszy. Nie lubię, nie podoba mi się, daję dwie gwiazdki, chociaż rzadko oceniam książki aż tak nisko.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUfff, dobrnęłam do końca, choć nie było warto. Znudziła mnie ta lektura na tyle, że nie wzbudziła we mnie ani krzty empatii. Mam wrażenie, że sama autorka opisywała to wszystko bez emocji, z obojętnością. Sama ciągle powtarzała, że jest marną pisarką, że jej czytelnicy to męczennicy i w tym akurat miała rację. Dla mnie jest to mieszanina zaburzenia z obłąkaniem.
Ufff, dobrnęłam do końca, choć nie było warto. Znudziła mnie ta lektura na tyle, że nie wzbudziła we mnie ani krzty empatii. Mam wrażenie, że sama autorka opisywała to wszystko bez emocji, z obojętnością. Sama ciągle powtarzała, że jest marną pisarką, że jej czytelnicy to męczennicy i w tym akurat miała rację. Dla mnie jest to mieszanina zaburzenia z obłąkaniem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo mogła być dobra książka - ale nie jest. Jeśli położy się na szali "uznaną pisarkę" to ciężko napisać "bełkot". Rozumiem treści w "Kazirodztwie" zawarte; rozumiem borderline, szaleństwo, autoagresję słowną, kazirodztwo - nie rozumiem zaś tego dlaczego to musiało być tak bełkotliwe. Autorce nie można odmówić pisarskiej spotrzegawczości, umiejętności wyłapania scen i szczegółów wartkich, witalnych, strasznych. Nie odrzuca mnie kontrowersja, ale można zrobić to w sposób wybitny leksykalnie (jak E. Jelinek) - albo tak. Czyli słabo.
To mogła być dobra książka - ale nie jest. Jeśli położy się na szali "uznaną pisarkę" to ciężko napisać "bełkot". Rozumiem treści w "Kazirodztwie" zawarte; rozumiem borderline, szaleństwo, autoagresję słowną, kazirodztwo - nie rozumiem zaś tego dlaczego to musiało być tak bełkotliwe. Autorce nie można odmówić pisarskiej spotrzegawczości, umiejętności wyłapania scen i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDuże rozczarowanie. Nie chodzi tu nawet o męczącą i chaotyczną narrację, ale o nadmierne prze-psychologizowanie, dorabianie mechanizmów psychoanalitycznych na siłę do łatwo wytłumaczalnych sytuacji, nieznośnie infantylną i nadpobudliwą bohaterkę i kompletnie bezsensowne w toku akcji jej decyzje. Powieść to szamotanina Christine i jej kochanki: telefony, kłótnie, godzenie się. Szkoda, że w gruncie rzeczy niewiele z tego wynika, a łączenie tego na siłę z doświadczeniem molestowania seksualnego w dzieciństwie, raczej nie wyszło.
Duże rozczarowanie. Nie chodzi tu nawet o męczącą i chaotyczną narrację, ale o nadmierne prze-psychologizowanie, dorabianie mechanizmów psychoanalitycznych na siłę do łatwo wytłumaczalnych sytuacji, nieznośnie infantylną i nadpobudliwą bohaterkę i kompletnie bezsensowne w toku akcji jej decyzje. Powieść to szamotanina Christine i jej kochanki: telefony, kłótnie, godzenie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama nie wiem ale jakoś nie urzekła mnie ta historia, nie mówiąc już o tym, że w dwie części w ogóle nie mogłam uwierzyć. I nie chodzi mi o jakieś społeczne tabu ( homoseksualizm i szaleństwo) ale o to, że nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko zostało wymyślone na potrzeby tematu (chwytliwego). Mam wrażenie, że autorka się sama wkręca (na siłe?) i próbuje wkręcić nas. Nic nie było dla mnie wiarygodne. I nawet jeśli to lizanie, te wszystkie dziurki, palce, telefony i język były obrzydliwe i surowe to nie w sposób, który by zniesmaczał estetycznie ale raczej obrażał intelektualnie. ( Nie żebym jakaś szczególnie inteligentna była). To była po prostu jakaś dziecinada. Przez trzy czwarte książki próbowałam zrozumieć Angot. Ok, każdy po swojemu przezywa swoje dramaty ( choć nie wszyscy muszą o tym wiedzieć a już na pewno nie wszyscy współuczestniczyć). Tu mamy "dramat " co prawda nie dramat, surowy, na żywo, bez obróbki. Uczestniczymy czy chcemy czy nie w jakimś spektaklu bez puenty. Mnóstwo słów, które nakręcają kolejne, mnóstwo powtórzeń, które niby coś mają wzmocnić a są tylko bezsensownym bełkotem, który z ulgą omijamy. Znów słowa, wykrzyczane ale bez siły przekazu, trzaskanie słuchawką, kłótnie na poziomie infantylnych nastolatek, w których nie chciałam brać udziału, a które mnie szalenie zmęczyły. No wiec dobra, może ja inaczej przeżywam rozpacz, rozstanie, może mi się wydaje, że szaleństwo to nie jest odcinek z punktu A do punktu B tylko jakaś mgła raczej, która się przemieszcza i którą nie sposób złapać. Może rozpacz wg mnie może być konstruktywna po pewnym czasie, może z tych włosów co rwę i jęków, które wydaje da się coś ulepić. Nawet brzydkiego ale to będzie coś, co da się pooglądać po czasie, choćby po to, by móc potem coś o sobie powiedzieć. No ale może ktoś myśli inaczej no i dobrze jego zbójeckie prawo. Pozostaje mi tylko pytanie, co z tego wynika? Co wynika z tych zdań w tej książce, konkretniej? No wg mnie absolutnie nic. Czuję się zupełnie tak, jakby mi ktoś opisał miejscowy landszafcik na sprzedaż. Nic się nigdzie nie czai nawet jeśli pozornie się dzieje. Na nic nie czekam, niczego się nie spodziewam, niczego nie wyniosę.
Jedynie ostatnia część, ta dotycząca kazirodztwa, była do przyjęcia. Temat mocny, dla mnie najmocniejszy z wszystkich trzech, można się czepiać stylu, doboru słów, narracji ale tej części nie można odmówić ani emocji (w porównaniu do wcześniejszych „emocji”) ani prawdy.
Rimbaud kiedyś podobno powiedział, że chciałby być każdym, żeby wszystkiego doświadczyć na własnej skórze. Jak powiedział tak zrobił (i opisał) i w efekcie dostaliśmy pejzaż u kresu drogi, którą możemy sobie prześledzić, wyobrazić (choć nie bez trudu). Można macać jego wersy i odkrywać zmęczone ręce rzeźbiarza i uderzenia dłutem. Coś się kryje za słowami, coś więcej niż same dźwięki.
U Angot to mamy raczej zbiór jakichś narzędzi, z którymi nie do końca wiadomo co począć. Jakby autorka bezmyślnie machała pędzlem, próbując udawać Picassa. Problem w tym, że jakkolwiek dzieła Picassa mogą się nie wydawać oczywiste, na pewno nie są bezmyślne. I co więcej można o nich dyskutować, co w przypadku książki Angot jest raczej trudne.
Sama nie wiem ale jakoś nie urzekła mnie ta historia, nie mówiąc już o tym, że w dwie części w ogóle nie mogłam uwierzyć. I nie chodzi mi o jakieś społeczne tabu ( homoseksualizm i szaleństwo) ale o to, że nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to wszystko zostało wymyślone na potrzeby tematu (chwytliwego). Mam wrażenie, że autorka się sama wkręca (na siłe?) i próbuje wkręcić...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo na pewno nie jest książka do kawy i ciasta w niedzielę.
Trzeba być wyjątkowo skupionym by nadążyć nad tokiem rozumowania autorki jak i akcją wydarzeń, które przedstawia. To ciężka książka i nie mam tutaj na myśli tematu, a styl pisania.
Długo jej szukałam. Aż wreszcie dostałam w swoje ręce-myślę ,że gdybym wcześniej ją przeczytała krytyka byłaby miażdżąca, nie doceniłabym tego kunsztu i byłaby to męczarnia –do niektórych książek trzeba po prostu dorosnąć jak i to musi być ich czas i miejsce.
Bez oceny(pierwszy raz)- bo ani 1, ani 10-wszystko pośrodku jest po prostu przy tej pozycji niemożliwe.
To na pewno nie jest książka do kawy i ciasta w niedzielę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzeba być wyjątkowo skupionym by nadążyć nad tokiem rozumowania autorki jak i akcją wydarzeń, które przedstawia. To ciężka książka i nie mam tutaj na myśli tematu, a styl pisania.
Długo jej szukałam. Aż wreszcie dostałam w swoje ręce-myślę ,że gdybym wcześniej ją przeczytała krytyka byłaby miażdżąca, nie...
Zmęczyłam... Wymagająca lektura. Osobliwy styl jak dla mnie utrudniał odbiór treści. Jeśli potraktować książkę wyłącznie jako ukazanie stanu psychicznego autorki, część terapii, oczyszczenie, zabieg potrzebny do osiągnięcia równowagi to może i można przez to przebrnąć. Jeśli chodzi o przyjemność czytania to niestety nie doświadczyłam.
Zmęczyłam... Wymagająca lektura. Osobliwy styl jak dla mnie utrudniał odbiór treści. Jeśli potraktować książkę wyłącznie jako ukazanie stanu psychicznego autorki, część terapii, oczyszczenie, zabieg potrzebny do osiągnięcia równowagi to może i można przez to przebrnąć. Jeśli chodzi o przyjemność czytania to niestety nie doświadczyłam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWielokrotnie sięgałam po tę książkę i wielokrotnie ją porzucałam, uznając,że nie da się jej czytać. Jednak pewnego razu - parę lat po pierwszym spotkaniu z "Kazirodztwem" - pochłonęłam ją w jeden wieczór. Do niektórych książek trzeba dojrzeć,albo one muszą dojrzeć do czytelnika.
Wielokrotnie sięgałam po tę książkę i wielokrotnie ją porzucałam, uznając,że nie da się jej czytać. Jednak pewnego razu - parę lat po pierwszym spotkaniu z "Kazirodztwem" - pochłonęłam ją w jeden wieczór. Do niektórych książek trzeba dojrzeć,albo one muszą dojrzeć do czytelnika.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie sprawiło mi przyjemności czytanie tej książki, ale mam satysfakcję, że wytrwałam do końca. Pozostawiam bez oceny, bo nie mam pojęcia jak ją ocenić.
Nie sprawiło mi przyjemności czytanie tej książki, ale mam satysfakcję, że wytrwałam do końca. Pozostawiam bez oceny, bo nie mam pojęcia jak ją ocenić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybitna współczesna pisarka francuska, uznana i nagradzana, napisała powieść, która miała w zamyśle autorskim łamać trzykrotnie tabu, jakim, po kolei są: homoseksualizm, kazirodztwo i szaleństwo.W moim przekonaniu jest to niekończący się monolog,nieporadny stylowo i psychologicznie. Choć są w treści książki fachowe definicje dewiacji i zboczonych przejawów życia płciowego- sama narracja autorki wydaje się (być może celowo?) niestabilna i niedojrzała. Żeby nie powiedzieć-męcząca.
Przyznam się do czegoś, co robię bardzo rzadko. Pomijałam całe akapity tej...pisaniny. Wielokrotne powtórzenia, skupione wokół niewielu spraw...zwyczajnie nudne i siłowe.Zwroty potoczne, wulgaryzmy oraz monotematyczność tych wynurzeń była dla mnie irytująca.
Na niespełna dwustu stronach pani Angot (pisana zresztą na okładce awangardowo- z małej litery!) zawarła masę dość plugawych, wstydliwych przeżyć. Wylizała wielokrotnie swoją lesbijską kochankę, dzieląc się ochoczo wrażeniami smakowymi i skomplikowanym, dla mnie mało atrakcyjnym, zespołem napięć, związanych z faktem, że nie w pełni akceptuje swoją nagle odkrytą orientację. Oddała się też kilku panom, już w dzieciństwie, bądź była przez nich molestowana, przeważnie w kinie, choć nie tylko. O filmach wówczas oglądanych ma głównie skojarzenia oralno-analne.W zdrętwiałej ze zdumienia pamięci zostaną mi klementynki, układane pieczołowicie na...penisie przez jej ojca, skąd były przez nią zjadane w dzieciństwie...
Nie potrafię powiedzieć o tej wybitnej niewątpliwie książce nic ciekawego. Może dlatego, że dla mnie nie była to lektura ciekawa... Ani estetyczna. Ani niebezpieczna, co sugeruje krótka recenzja z tyłu okładki, ani wzniosła, czy oczyszczająca, lub intrygująca...ani...
Wybitna współczesna pisarka francuska, uznana i nagradzana, napisała powieść, która miała w zamyśle autorskim łamać trzykrotnie tabu, jakim, po kolei są: homoseksualizm, kazirodztwo i szaleństwo.W moim przekonaniu jest to niekończący się monolog,nieporadny stylowo i psychologicznie. Choć są w treści książki fachowe definicje dewiacji i zboczonych przejawów życia płciowego-...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZawsze jak czytam książki Elfriede Jelinek potrzebuję później emotywnego prysznica, by zmyć z siebie te wszystkie brudne i skażone dewiacjami emocje. To jakiś fenomen – z jednej strony człowiek wzbrania się przed wszelakimi odmianami zła , ale z drugiej jednak strony coś go ciągnie do zaglądania w ciemne zakamarki ludzkiej natury. Podobnie jest z „Kazirodztwem” Christine Angot. To do bólu szczera i ekshibicjonistyczna proza, podejmująca tematy tabu, opisująca je w sposób, który nie ułatwia zawarcia jakiegokolwiek porozumienia między czytelnikiem i narratorem.
To nie jest proza konfesyjna, to emocjonalny paw, który brudzi czytelnika pozostawiając poczucie niesmaku. Autorka i zarazem bohaterka mówi o tym bezpośrednio w narracyjnym toku: „ Kazirodztwo to książka, w której prezentuję się jak wielka kupa gówna, każdy pisarz powinien zrobić to przynajmniej raz w życiu, potem się zobaczy (...) Może pisanie polega właśnie na tym, na pokazywaniu kupy gówna w sobie.” I Angot to robi, zaprasza czytelników do swojego chorego świata.
W pierwszej części francuska pisarka opowiada o swoim trzymiesięcznym homoseksualnym romansie z lekarką Marie- Christine. Burzliwy związek szybko sie zakończył, a powodem zerwania była paranoiczna osobowość Agnot, która non stop kontrolowała swoją ukochaną, wydzwaniała do niej do pracy, była zazdrosna. Takiej presji nie wytrzyma żaden człowiek. W swój narracyjny strumień świadomości autorka wplata również postacie swojej córeczki oraz byłego męża. O wszystkim opowiada w sposób chaotyczny, zbliżony do bełkotu. Forma przekazu przyjmuje postać zbliżoną do wewnętrznego rozdarcia, emocje są tu szkieletem konstrukcyjnym, bardzo rachitycznym. Angot nie boi się ostrych sformułowań, co pomyśli- to napisze. Do tego stosuje tylko sobie znane reguły gramatyczne. W pierwszej chwili czytelnik może czuć się osaczony, może się buntować, może nie rozumieć, ale warto poddać się rytmowi tej prozy, choćby z tego powodu, by dobrnąć do drugiej części, w której Angot próbuje okiełznać swoje uczucia.
Jak to jednak zrobić, skoro za chwilę zostajemy zaatakowani kolejnym szokującym wyznaniem? Angot przyznaje, że w wieku czternastu lat miała związek kazirodczy ze swoim ojcem. Pisząc o tym dokonuje się w niej swoiste katharsis, a literatura spełnia po raz kolejny swoją terapeutyczną funkcję. Ale oczyszczenie dotyczy tylko autorki, czytelnik bowiem pozostaje sam z całym tym szlamem, który został na niego wylany.
Zawsze jak czytam książki Elfriede Jelinek potrzebuję później emotywnego prysznica, by zmyć z siebie te wszystkie brudne i skażone dewiacjami emocje. To jakiś fenomen – z jednej strony człowiek wzbrania się przed wszelakimi odmianami zła , ale z drugiej jednak strony coś go ciągnie do zaglądania w ciemne zakamarki ludzkiej natury. Podobnie jest z „Kazirodztwem”...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tociężki język; książka która jest oczyszczeniem dla autora. w niektórych momentach strasznie ciężka
ciężki język; książka która jest oczyszczeniem dla autora. w niektórych momentach strasznie ciężka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDwa podejścia...i się nie przmemogłam. Nie podobał mi się sposób narracji i język.
Dwa podejścia...i się nie przmemogłam. Nie podobał mi się sposób narracji i język.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo trudno się czyta. Nie polecam.
Bardzo trudno się czyta. Nie polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo książki podchodziłam dwa razy, skapitulowałam, osobiście nie polecam
Do książki podchodziłam dwa razy, skapitulowałam, osobiście nie polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to