rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Bóg we własnej osobie

Średnia ocen
6,7 / 10
84 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
1377
1376

Na półkach: ,

Przed lekturą wyobrażałem sobie, że będzie to historia o tym jak Bóg zstąpił na ziemię i żyje gdzieś po cichutku niezauważony - taki tani chwyt z ckliwej poezji. Jednak Mathieu wymyślił to zupełnie inaczej. Wraz z pojawieniem się Stwórcy ruszyła medialna machina, a jego proces zaangażował całą ludzkość, która bawi się w filozoficzne rozważania. Wiem, że ten koncept i otoczka tak specjalnie i to wszystko miało przybrać kształt jednej wielkiej metafory, ale cały czas miałem wrażenie, że obcuję z jakimś sztucznym tworem, którego teatralność i tendencja do przynudzania karzą czytelnika szukającego rzeczy oryginalnych i porywających. Streszczenia myśli teologicznych i filozoficznych w komiksie to chyba nie jest najlepszy pomysł

Przed lekturą wyobrażałem sobie, że będzie to historia o tym jak Bóg zstąpił na ziemię i żyje gdzieś po cichutku niezauważony - taki tani chwyt z ckliwej poezji. Jednak Mathieu wymyślił to zupełnie inaczej. Wraz z pojawieniem się Stwórcy ruszyła medialna machina, a jego proces zaangażował całą ludzkość, która bawi się w filozoficzne rozważania. Wiem, że ten koncept i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
640
549

Na półkach:

Komiks Marca-Antoine Mathieu przypomniał mi o słynnym obrazie Williama Blake'a pt. „Urizen stwarzający świat”. Namalowana postać tworzy swoje największe dzieło za pomocą cyrkla, który symbolizować ma doskonałość zrodzonego, a wręcz wyłonionego z mroku świata. Współczesnym efektom tych prac daleko do malarskiej wizji Blake'a, w czym dobitnie utwierdza zawartość pozycji ze zdjęcia. „Bóg we własnej osobie” to świetna satyra społeczeństwa, w której przy pomocy Stwórcy rozwiązano wszelkie wątpliwości co do sprawczej siły człowieka, jego poczucia władzy i nieograniczonej możliwości naginania rzeczywistości dla własnych potrzeb. W komiksie Marca–Antoine Mathieu Boga pozbawiono wszechmocy oraz innych atrybutów, które stawiają go na samym szczycie ludzkiej hierarchii wartości. Ukazany jako chwyt marketingowy, dźwignia handlu, przedmiot prac laboratoryjnych, oskarżony w procesie karnym pod zarzutem wszelkich niegodziwości, jakie spotkały człowieka, Stwórca zepsutego świata potwierdza fakt niezrozumienia przez ludzkość prawdziwej istoty wiary. Uspokajając ewentualnych strażników chrześcijaństwa, dla których pobożność wymaga manifestacji podczas nabożeństw lub bezrefleksyjnego uznawania za niepodważalne słów kościelnych hierarchów, dodam, że autor załączonej pozycji zręcznie omija sferę sacrum. Jakkolwiek tytułowym bohaterem komiksu jest sam Bóg, tak jego postać nie została znieważona albo, co gorsza, sprofanowana, albowiem celem Marca-Antoine Mathieu pozostaje wyjaśnienie boskiej tożsamości oraz jej prawidłowego pojmowania przez ludzkość. Można się nie zgadzać z artystyczną wizją autora, aczkolwiek nie sposób zarzucać mu obrazę cudzych uczuć religijnych, czym zazwyczaj wycierają sobie twarze wszyscy, którzy z imieniem Boga na ustach dopuszczają się czynów całkowicie sprzecznych z biblijnym, a niekiedy moralnym nakazem miłowania bliźniego jak siebie samego.

Komiks Marca-Antoine Mathieu przypomniał mi o słynnym obrazie Williama Blake'a pt. „Urizen stwarzający świat”. Namalowana postać tworzy swoje największe dzieło za pomocą cyrkla, który symbolizować ma doskonałość zrodzonego, a wręcz wyłonionego z mroku świata. Współczesnym efektom tych prac daleko do malarskiej wizji Blake'a, w czym dobitnie utwierdza zawartość pozycji ze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2799
2795

Na półkach: , ,

Czarno-biały komiks filozoficzny. Lecz nie tylko. Są w nim odniesienia do literatury, ekonomii, rozrywki, teatru. A najciekawszy jest proces Boga, którego pozwali ludzie. Z różnych powodów. Skorzystali z tego, że pojawił się we własnej osobie. I nawet pomimo tego, że tak nie do końca są przekonani, czy to rzeczywiście on, to jednak chcą się z nim rozliczyć. Przeczytałam z dużym zdumieniem, zachwycona różnorodną tematyką, aspektami, do których odniósł się autor. Niektórzy mogą twierdzić, że to książka obrazoburcza, lecz czy rzeczywiście? Niezmiernie cieszę się, że trafiłam na pozytywne recenzje tego komiksu, które spowodowały, że po niego sięgnęłam. Nie zawiodłam się. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak polecić i wam tę lekturę.

Czarno-biały komiks filozoficzny. Lecz nie tylko. Są w nim odniesienia do literatury, ekonomii, rozrywki, teatru. A najciekawszy jest proces Boga, którego pozwali ludzie. Z różnych powodów. Skorzystali z tego, że pojawił się we własnej osobie. I nawet pomimo tego, że tak nie do końca są przekonani, czy to rzeczywiście on, to jednak chcą się z nim rozliczyć. Przeczytałam z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to