„Mała Frankie” autorstwa Maeve Binchy to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej Autorki. W mojej ocenie pomysł na fabułę powieści jest trafiony i niebanalny, a historia poprowadzona w ciekawy sposób. Akcja książki toczy się małym miasteczku w Irlandii. Główny bohater – Noel zostaje samotnym ojcem w dość nieoczekiwanych okolicznościach, bowiem jego córeczka Frankie przychodzi na świat w momencie ostatniego oddechu jej mamy. Jak poradzi sobie Noel z tą sytuacją oraz czy jego przeszłość, w której podejmował złe decyzje nie doprowadzi do odebrania mu dziecka – zainteresowani znajdą odpowiedź na kartach powieści. Moim zdaniem Autorka stworzyła niezwykle ciekawą historię oraz wykreowała bardzo charakterystycznych bohaterów. Owszem, wprowadziła wiele postaci oraz wątków, nie mniej jednak wszystkie sprawnie połączyła. Dzięki temu poruszonych jest wiele tematów m.in. uzależnienie i próba wyjścia z nałogu, walka z własnymi słabościami, mechanizm adopcji dziecka, czy pomoc i wsparcie rodzinne oraz sąsiedzkie. W rzeczywistym życiu opisane zdarzenia prawdopodobnie nie wystąpią razem, jednakże część z nich może przydarzyć się każdemu z nas. Dlatego uważam, że książka jest niezwykle życiowa, a jej mottem jest nadzieja na lepsze jutro oraz chęć zmiany samego siebie. Książkę bardzo dobrze się czyta, jest to przyjemna i optymistyczna historia, czasami wręcz idylliczna. Nie mniej jednak warto sięgnąć po tę lekturę, gdyż takie książki również warto czytać, bowiem można przy nich odpocząć i zrelaksować się. Polecam serdecznie, ponieważ jest to dobry przedstawiciel literatury pięknej.
„Mała Frankie” autorstwa Maeve Binchy to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej Autorki. W mojej ocenie pomysł na fabułę powieści jest trafiony i niebanalny, a historia poprowadzona w ciekawy sposób. Akcja książki toczy się małym miasteczku w Irlandii. Główny bohater – Noel zostaje samotnym ojcem w dość nieoczekiwanych okolicznościach, bowiem jego córeczka Frankie...
Ostatnio zupełny brak czasu na czytanie... I lepiej nie będzie. Dobrze, że czytam szybko to jakoś te książki idą, a kolejka się zmniejsza. Inaczej chyba bym nie miała co dla Was wrzucać 😆
Kolejna książka, którą przeczytałam w ramach maratonu #latamlodosci #czytamyzdziewczynami z motywem dziecka.
Frankie przyszła na świat w momencie, gdy to był ostatni oddech jej mamy. Trafiła w objęcia taty, który całkiem niedawno dowiedział się, że będzie miał dziecko, a jego życie odmieni się diametralnie. Pieczę nad jego sprawowaniem będzie pełniła opieka społeczna. Jego przeszłość była pełna złych decyzji. Czy warto dać mu szansę i można wierzyć, że się zmienił? A może trzeba odebrać mu dziecko?
Ciekawa historia, o bardzo charakterystycznych bohaterach. Życie ma wiele barw i nie warto wszystkich dzielić na czarnych lub białych... Tak jest i tutaj. Każdy z bohaterów mierzy się ze swoimi problemami i to one kształtują ich pogląd na świat. Tylko czy zawsze nasz pogląd jest prawdziwy i jedyny słuszny?
Książka przeleżała w mojej biblioteczce bardzo długo i aż żałuję, że dopiero teraz udało mi się ją przeczytać.
Ostatnio zupełny brak czasu na czytanie... I lepiej nie będzie. Dobrze, że czytam szybko to jakoś te książki idą, a kolejka się zmniejsza. Inaczej chyba bym nie miała co dla Was wrzucać 😆
Kolejna książka, którą przeczytałam w ramach maratonu #latamlodosci #czytamyzdziewczynami z motywem dziecka.
Frankie przyszła na świat w momencie, gdy to był ostatni oddech jej mamy....
Jak ona to robi? Za każdym razem jestem zaskakiwana atmosferą, ciepłem, życzliwością bohaterów, zrozumieniem ich słabości; aż chciałoby się zamieszkać przy ul. Św. Jarlata :)
Jak ona to robi? Za każdym razem jestem zaskakiwana atmosferą, ciepłem, życzliwością bohaterów, zrozumieniem ich słabości; aż chciałoby się zamieszkać przy ul. Św. Jarlata :)
Spodziewałam się książki, która opowiada o młodym mężczyźnie, który zostaje sam z dzieckiem i musi wychować je w pojedynkę, ponieważ jego matka nie żyje. Myślałam, że będę czytała o tym, jak ten człowiek próbuje ułożyć sobie życie, jak walczy, jak buduje relację ze swoją córką.
Tymczasem tak naprawdę w tej książce nie ma głównego bohatera, Noel i Frankie pojawiają się bardzo rzadko. Poznajemy całe mnóstwo postaci, wiemy wszystko o ich pracy i wydarzeniach w ich życiu, ale tak właściwie wiemy niewiele o ich charakterach. Wszyscy się z czasem mylą i mieszają, więc nie wiadomo już kto pracował tam, kto tam, a kto ma ile dzieci, kto jest z kim spokrewniony... CHAOS. Ludzie po 40 zachowują się trochę jak staruszkowie. Wszyscy mają wspaniałe charaktery i są po prostu C U D O W N I. Emily to już w ogóle cud kobieta, ciocia dobra rada, przyjeżdża sobie nagle do Irlandii, bo ma tam rodzinę, ale w sumie to nikogo nie zna, i organizuje sobie życie w 5 sekund, przy okazji organizując życie wszystkim innym dookoła. Cud kobieta! Poza tym wszyscy odziedziczają jakieś duże pieniądze i są nagle bogaci, hmm...
No nie wiem, lubiłam w tej książce jedynie Lisę, chociaż jej relacja z Antonem też była nieco przesadzona. Liczyłam, że będzie z Noelem, a tu znikąd pod koniec książki pojawia się nowa postać - Faith, z którą Noel się wiąże... No i śluby, pełno ślubów. Ledwo się znają, a już śluby.
Ta książka to głupota, nie polecam jej.
Spodziewałam się książki, która opowiada o młodym mężczyźnie, który zostaje sam z dzieckiem i musi wychować je w pojedynkę, ponieważ jego matka nie żyje. Myślałam, że będę czytała o tym, jak ten człowiek próbuje ułożyć sobie życie, jak walczy, jak buduje relację ze swoją córką.
Tymczasem tak naprawdę w tej książce nie ma głównego bohatera, Noel i Frankie pojawiają się...
Między Anglią a Wyspami Kanaryjskimi. Trzy kobiety i zaskakująca prawda o ich wspólnej przeszłości…
Hiszpania, 1939. Realizując życzenie rodziców, Julia chroni się przed wojenną zawieruchą w murach klasztoru w Barcelonie. Żeby utrzymać jakiś kontakt ze światem, jako wolontariuszka podejmuje pracę w klinice położniczej. Niepokojące praktyki adopcyjne sprawią, że siostra Julia będzie musiała zdecydować, jak daleko może się posunąć, by pomóc swoim podopiecznym.
Anglia, 2011. Dopiero w sześć miesięcy po tragicznej śmierci rodziców 34-letnia dziennikarka Ruby Rae znalazła siłę, by spakować ich rzeczy i wystawić na sprzedaż dom rodzinny. W trakcie tych czynności odkrywa straszną tajemnicę, którą Vivien i Tom ukrywali przed swą córką przez całe życie.
Między Anglią a Wyspami Kanaryjskimi. Trzy kobiety i zaskakująca prawda o ich wspólnej przeszłości…
Hiszpania, 1939. Realizując życzenie rodziców, Julia chroni się przed wojenną zawieruchą w murach klasztoru w Barcelonie. Żeby utrzymać jakiś kontakt ze światem, jako wolontariuszka podejmuje pracę w klinice położniczej. Niepokojące praktyki adopcyjne sprawią, że siostra...
Nie spodziewałam się po tej pozycji zbyt wiele (przypadkowy "strzał" w bibliotece), ale i tak nie spełniła moich minimalnych oczekiwań... liczyłam na przyjemną lekturę, a to było takie nudne!
Autorka wprowadziła do utworu dziesiątki (dosłownie!) bohaterów, którzy mieszali mi się nieustannie. O każdym dowiadujemy się prawie wszystkiego, poznajemy jego pracę, zainteresowania, rodzinę; jednocześnie każdy opisany jest pobieżnie i ma się wrażenie, że w niczyim życiu nie wydarza się nic specjalnego... więc strasznie trudno to zapamiętać. Nuda! Dodatkowo każda postać jest dobra, przyjazna i sympatyczna. Może z dwoma wyjątkami. Nawet pozornie niemiła pracownica opieki społecznej wzbudza ciepłe uczucia, bo jej upierdliwość wynika z... trudnego dzieciństwa ;) Toteż nie można jej nie lubić, można jej tylko żałować. Książka jest wprost mdląco słodka. Dużo się w niej dzieje - opieka nad dziećmi, wychodzenie z alkoholizmu, prowadzenie sklepu z używaną odzieżą, dwa śluby i trzeci w perspektywie, choroba, jeden pogrzeb - lecz zarazem nie dzieje się nic interesującego! Jednym słowem - nuda ;)
Umęczyłam się, pod koniec leciałam już "po łebkach". W opozycji do większości opinii tutaj - ja zdecydowanie nie polecam.
Nie spodziewałam się po tej pozycji zbyt wiele (przypadkowy "strzał" w bibliotece), ale i tak nie spełniła moich minimalnych oczekiwań... liczyłam na przyjemną lekturę, a to było takie nudne!
Autorka wprowadziła do utworu dziesiątki (dosłownie!) bohaterów, którzy mieszali mi się nieustannie. O każdym dowiadujemy się prawie wszystkiego, poznajemy jego pracę, zainteresowania,...
Początek jest nudny jak flaki z olejem. Jakaś nudna sielanka, małżeństwo bardzo religijne, syn trochę mniej, albo i wcale. Ale to przecież nie przestępstwo, że jest się kimś antyspołecznym.
Nawet zapowiedziana kuzynka z Ameryki, to jakaś babka w średnim wieku...
Masz ochotę książkę odłożyć, żeby się nie męczyć.
Kilka stron później kuzynka odkrywa, że "wyrodny" syn jest alkoholikiem- wielkie mi co...Wszyscy postanawiają zmienić coś w swoim życiu pod wpływem tylko i wyłącznie trafnie zadawanych pytań i przytaczania trafnie dobranych historyjek z życia rzeczonej kuzynki. Element psychologii...
Ale to nie kuzynka jest głównym bohaterem, a ten antyspołeczny chłopak mający kłopot z alkoholem. Ja też mu nie dawałam szans na rozwój...
Za sprawą jednego telefonu wszystko wywraca się do góry nogami. Noel po pijaku nabroił, czego nawet nie pamięta, za chwilkę urodzi mu się dziecko, a on musi stanąć na wysokości zadania, bo mama nie przeżyje cesarskiego cięcia z powodu choroby...BUUUUM
I co? I zaczynam faceta lubić, bo wreszcie nabiera odpowiedzialności za swoje życie i życie maleństwa. Całe sąsiedztwo, mimo własnych dramatów, pomaga mu w tym. Zadanie jest dość utrudnione przez namolną, przeczuloną i wiedźmowatą pracownicę opieki społecznej. Mimo tylu wysiłków, nauki opieki nad dzieckiem, podjęcia leczenia odwykowego, rzetelnej pracy, uczestniczenia w podnoszeniu swoich kwalifikacji, baba bezczelnie go nachodzi, nachodzi sąsiadów, wtyka wszędzie swój nos...Ja dawno pokazałabym jej drzwi, a ten bohater ją znosi w imię większego dobra. Czy zdoła utrzymać opiekę nad małą księżniczką?
Warto przeczytać...
Początek jest nudny jak flaki z olejem. Jakaś nudna sielanka, małżeństwo bardzo religijne, syn trochę mniej, albo i wcale. Ale to przecież nie przestępstwo, że jest się kimś antyspołecznym.
Nawet zapowiedziana kuzynka z Ameryki, to jakaś babka w średnim wieku...
Masz ochotę książkę odłożyć, żeby się nie męczyć.
Kilka stron później kuzynka odkrywa, że "wyrodny" syn jest...
Ta książka wzbudziłam we mnie pełnie optymizmu, po burzy zawsze wyjdzie słońce. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
Pięknie ukazane początek życia małej Franki. Walka o nią.
Bardzo mi się podobało sąsiedzka pomoc. Tego w ostatnich latach jakoś u nas zniknęło. Żyjemy tylko swoim życiem.
Ta książka wzbudziłam we mnie pełnie optymizmu, po burzy zawsze wyjdzie słońce. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
Pięknie ukazane początek życia małej Franki. Walka o nią.
Bardzo mi się podobało sąsiedzka pomoc. Tego w ostatnich latach jakoś u nas zniknęło. Żyjemy tylko swoim życiem.
Moje spotkanie z "Małą Frankie" było dość przypadkowe, ponieważ pani w bibliotece pomyłkowo wpisała mi taką rezerwację. A skoro książka trafiła już na moje konto to postanowiłam ją przeczytać, tym bardziej, że opis na okładce zapowiadał naprawdę obiecującą lekturę. Jak dotąd nie czytałam żadnej powieści Maeve Binchy, chociaż autorka wydała już wiele książek i pomyślałam, że miło będzie zapoznać się z jej piórem.
Fabuła powieści jest naprawdę interesująca, bo oto w Dublinie przy ulicy św. Jarlata zamieszkują sami mili, pogodni i niezwykle uczynni ludzie. Do tego kręgu trafia Emily, która po latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych odwiedza swego wuja Charlesa, jego żonę i syna. Kobieta pragnie poznać rodzinę, wrócić do swoich korzeni, zobaczyć kraj, z którego pochodził jej zmarły ojciec. Odwiedziny przedłużają się, a Emily zaczyna czuć się w Irlandii jak w domu. Jej obecność przynosi rodzinie i sąsiadom wiele radości, a zaradność i przedsiębiorczość owocuje wieloma nowymi pomysłami. Po krótkim czasie nikt na ulicy św. Jarlata nie wyobraża sobie już życia bez tej kobiety. W tym samym czasie Noel - wujeczny brat Emily dowiaduje się, że zostanie ojcem, a matką dziecka jest Stella - przypadkowa dziewczyna, którą poznał na jednej z zakrapianych imprez. Kiedy mija pierwszy szok, Noel dowiaduje się, że będzie musiał sam wychowywać swoje dziecko, ponieważ Stella jest nieuleczalnie chora i narodziny córki będą połączone z jej śmiercią. Mężczyzna sam ze sobą ma wiele problemów, ale ostatecznie obiecuje Stelli, że zajmie się dzieckiem, tak, by dziewczynka nie trafiła do rodziny zastępczej. Aby tego dokonać Noel musi diametralnie zmienić swoje życie, zerwać z nałogiem, zapisać się na kursy, żeby w przyszłości otrzymać lepszą pracę i przede wszystkim przygotować wszystko na pojawienie się dziecka. We wszystkie te przygotowania włącza się Emily oraz sąsiedzi i przyjaciele z ulicy św. Jarlata. Każdy krok Noela jest bacznie obserwowany przez Moirę - pracownicę opieki społecznej, prawdziwą harpię, która czyha na każde nawet najmniejsze potknięcie przyszłego ojca, tak, by mieć pretekst do zabrania mężczyźnie dziecka i oddania dziewczynki do adopcji.
Czy Noel zachowa prawo opieki nad córką? Czy uda mu się wytrwać w swoich postanowieniach? Co jeszcze wydarzy się wśród mieszkańców ulicy św. Jarlata?
Jak sami zauważyliście moje krótkie naprowadzenie na wydarzenia zapowiada całkiem ciekawą historię. Nietuzinkowi ludzie, interesujące charaktery, wiele wątków, mnóstwo wydarzeń, ale niestety... zero emocji. Trudno mi stwierdzić po lekturze jednej powieści, czy autorka ma po prostu taki sposób pisania, czy tej książce zabrakło czegoś bardzo istotnego. W moim przekonaniu problem adopcji, wychodzenia z nałogu, walka z samym sobą i własnymi słabościami to tematy, które wywołują różne osobiste emocje, odczucia, wrażenia. A podczas lektury tej powieści nic takiego się nie dzieje. Ta, bardzo ważna, moim zdaniem, sfera odbioru wydarzeń jakby w ogóle nie istnieje, mamy za to suchy opis, podanie faktów i tyle. Na ponad 400 stronach może dwa, czy trzy razy zdarzyło mi się lekko wzruszyć i to też bez przesady.
Dlatego nie oceniam tej książki zbyt wysoko. Sześć gwiazdek jest tylko za interesującą fabułę, pomysł i bohaterów. Sama nie wiem, czy odważę się jeszcze na jakąś inną powieść autorki, w obawie, że znów otrzymam suche fakty. Zobaczymy..., a Wy przeczytajcie "Małą Frankie" i oceńcie sami.
Moje spotkanie z "Małą Frankie" było dość przypadkowe, ponieważ pani w bibliotece pomyłkowo wpisała mi taką rezerwację. A skoro książka trafiła już na moje konto to postanowiłam ją przeczytać, tym bardziej, że opis na okładce zapowiadał naprawdę obiecującą lekturę. Jak dotąd nie czytałam żadnej powieści Maeve Binchy, chociaż autorka wydała już wiele książek i pomyślałam, że...
Pierwsze co mi przychodzi na myśl po przeczytaniu tej książki to: nadzieja na lepsze jutro. ... książka może zbyt idylliczna i trochę nierzeczywista jak na nasze czasy (a szkoda bo sama bym bardzo ch ciała zyc wv takim swiecie...) bo pokazuje piękny mały świat sąsiedzki gdzie każdy może liczyć na pomoc i wsparcie innych, gdzie szukać się dobrą w każdym człowieku nawet gdy postępuje źle... czytałam z zainteresowaniem, ciekawa dalszych losów małej Frankie i zachwycona spokojem miasteczka gdzie rozgrywa sie historia. Polecam wiec wszystkim bo dodaje otuchy i pomaga uwierzyć we własne siły...
Pierwsze co mi przychodzi na myśl po przeczytaniu tej książki to: nadzieja na lepsze jutro. ... książka może zbyt idylliczna i trochę nierzeczywista jak na nasze czasy (a szkoda bo sama bym bardzo ch ciała zyc wv takim swiecie...) bo pokazuje piękny mały świat sąsiedzki gdzie każdy może liczyć na pomoc i wsparcie innych, gdzie szukać się dobrą w każdym człowieku nawet gdy...
Pełna optymizmu opowieść o tym, że każdy zasługuje na drugą szansę. Momentami fabuła jest jak bajka, pojawia się "idealna ciocia z Ameryki"-takie panaceum na całe zło. Fajnie się czyta, lektura na depresyjne dni.
Pełna optymizmu opowieść o tym, że każdy zasługuje na drugą szansę. Momentami fabuła jest jak bajka, pojawia się "idealna ciocia z Ameryki"-takie panaceum na całe zło. Fajnie się czyta, lektura na depresyjne dni.
Dobrze się czyta, przyjemna historia, optymistyczna - ludzie mieszkający na jednej ulicy borykają się ze swoimi kłopotami, ale wszyscy są uduchowieniem dobra, życzliwości i serdeczności; pomagają sobie nawzajem jak tylko mogą; pozbawieni są takich cech jak zazdrość, złośliwość czy plotkarstwo... Sama sielanka...
Ale takie książki też są potrzebne!!!
Za tydzień pewnie będę się zastanawiać o czym była ta książka, ale mimo to POLECAM!
Dobrze się czyta, przyjemna historia, optymistyczna - ludzie mieszkający na jednej ulicy borykają się ze swoimi kłopotami, ale wszyscy są uduchowieniem dobra, życzliwości i serdeczności; pomagają sobie nawzajem jak tylko mogą; pozbawieni są takich cech jak zazdrość, złośliwość czy plotkarstwo... Sama sielanka...
Ale takie książki też są potrzebne!!!
Za tydzień pewnie będę...
“Minding Frankie” to lektura lekka i przyjemna, czasem ckliwa i przewidywalna, ale niczego więcej po niej sobie nie obiecywałam. Książka krzepi i daje nadzieję na to, że każdy dostaje szansę na szczęśliwe życie. Czasem jednak trzeba zaryzykować nawet, jeśli ma to wywrócić dotychczasowy porządek do góry nogami. I tak też się dzieje, kiedy w małej społeczności pojawiają sie dwie osoby – Emily, członek rodziny zza oceanu oraz niemowlę, Frankie.
“Minding Frankie” to lektura lekka i przyjemna, czasem ckliwa i przewidywalna, ale niczego więcej po niej sobie nie obiecywałam. Książka krzepi i daje nadzieję na to, że każdy dostaje szansę na szczęśliwe życie. Czasem jednak trzeba zaryzykować nawet, jeśli ma to wywrócić dotychczasowy porządek do góry nogami. I tak też się dzieje, kiedy w małej społeczności pojawiają sie...
Postanowiłam, że w końcu wezmę się w garść i nadrobię recenzenckie zaległości, które niestety pojawiły się przez mój brak weny. Nie lubię pisać na siłę i wychodzę z założenia, że jest to bez sensu, bo tak naprawdę doskonale to widać. Tak więc dzisiaj zaczynam z nadzieją, że pomysły, które jeszcze przed chwilą kłębiły się w mojej głowie zostaną w niej trochę dłużej i uda mi się dzisiaj coś naskrobać. Do przeczytania tej historii zachęcił mnie jej opis, który od samego początku wydawał mi się interesujący i to właśnie dzięki niemu postanowiłam dać szansę autorce i przekonać się czy zachwyci mnie ona swoją twórczością. Teraz z chęcią podzielę się z Wami moimi wrażeniami z lektury i być może dzięki temu przekonam Was, że warto sięgnąć po ten tytuł.
Kiedy Emily postanawia odwiedzić swoją rodzinę w Dublinie nie spodziewa się, że zastanie ją tak rozbitą. Syn pana Lyncha popada w coraz większy alkoholizm, a do tego traci wszelkie ambicje. Jego ojciec niedawno stracił pracę, a matka nie potrafi pogodzić się ze swoim losem i wyborami swojej rodziny. Emily stara się w jakiś sposób wpłynąć na chłopaka i jego życie, jednak sytuacja jeszcze bardziej się pogarsza gdy na jego drodze pojawia się Stella - śmiertelnie chora dziewczyna w zaawansowanej ciąży, która twierdzi, że to własnie Noel jest ojcem dziecka. Czy najbliższe osoby z otoczenia chłopaka będą w stanie pomóc mu wyjść z nałogu i podjąć się opieki nad Frankie, co wcale nie będzie takie proste, ponieważ jego sprawą zajmuje się Moira - kobieta z opieki społecznej widząca same minusy jego osoby, która absolutnie nie wierzy w jego przemianę? Jak potoczą się losy małej Frankie, która w tym całym zamieszaniu jest całkowicie niewinna?
Autorka wykreowała wszystkich bohaterów tej powieści bardzo realistycznie, dzięki czemu bez żadnych przeszkód mogłam uwierzyć w ich historię. Noel to postać, która na samym początku strasznie mnie irytowała, głównie przez to, że nie rozumiałam jak można tak okropnie marnować sobie życie, jednak w miarę upływu czasu, gdy Maeve Binchy pokazała jak chłopak walczy sam ze sobą i stara się poprawić swoje zachowanie, moje nastawienie do niego również uległo zmianie. Emily to osoba, z którą chyba najbardziej się zżyłam i nie wyobrażam sobie tej historii bez niej. Oczywiście mamy tutaj jeszcze Moirę - typowego urzędnika, którego nikt nie lubi. Kobieta ciągle się czegoś czepia i szuka dziury w całym, więc po prostu nie dało się poczuć do niej sympatii.
Autorka stworzyła historię niewątpliwie chwytającą za serce, której nie da się tak po prostu zapomnieć. Język jakim napisana jest ta powieść jest prosty i lekki, dzięki czemu pozwala odprężyć się przy lekturze. To wszystko sprawia, że książkę czyta się naprawdę bardzo szybko i przyjemnie, a strony same przewracają nam się między palcami. Myślę, że wy również docenicie to w jaki sposób Maeve Binchy wyraża wszystkie emocje i jak pięknie opisuje nam losy głównych bohaterów.
Akcja "Małej Frankie" jest zaskakująca i od samego początku bardzo intryguje. Nie można być obojętnym na wydarzenia jakie spotykają głównych bohaterów, a autorce nie brakuje pomysłów na poprowadzenie dalszej części opowieści. Książka do samego końca trzyma w napięciu i cały czas nie możemy być pewni w stu procentach tego co za chwilę się wydarzy, co oczywiście jest ogromnym plusem dla tej pozycji i jej autorki.
Postanowiłam, że w końcu wezmę się w garść i nadrobię recenzenckie zaległości, które niestety pojawiły się przez mój brak weny. Nie lubię pisać na siłę i wychodzę z założenia, że jest to bez sensu, bo tak naprawdę doskonale to widać. Tak więc dzisiaj zaczynam z nadzieją, że pomysły, które jeszcze przed chwilą kłębiły się w mojej głowie zostaną w niej trochę dłużej i uda mi...
Chcecie bajki, oto bajka, w której występują dobre wróżki i złe czarownice, ale jak to w bajkach bywa dobro nad złem zwycięża, a w nas pozostaje nadzieja na to, że ten świat, choć czasami bywa nieprzychylny, jednak nie jest taki straszny, gdy wokół siebie mamy przyjaciół.
Emily jest już dojrzałą kobietą. Gdy rezygnuje z pracy, bierze swoje wszystkie oszczędności i postanawia opuścić Nowy Jork, by odwiedzić swoją rodzinę w Dublinie.
Lynchowie, krewni Emily, mieszkają przy ul. Świętego Jarlata. Tu również mieszka Declan- przesympatyczny młody doktor z rodziną i jeszcze kilkoro uroczych ludzi. Tworzą oni bardzo zgraną sąsiedzką brać. Jednak za drzwiami domu Lynchów sytuacja nie jest zbyt ciekawa. Charles został wyrzucony z pracy, jego syn, Noel, jest alkoholikiem i leniem bez ambicji. Do tego pojawia się Stella, która jest śmiertelnie chora i twierdzi, że nosi pod sercem dziecko Noela.
To jest oś konstrukcyjna „Małej Frankie" wokół której narastają kolejne wątki.
Nie ma co ukrywać, Stella umiera i Noel zostaje rzucony na głęboką wodę, musi w bardzo krótkim czasie dorosnąć, by zająć się swoim dzieckiem. Rzuca alkohol, wyprowadza się od rodziców i próbuje ogarnąć nową rzeczywistość. Idzie mu raz lepiej, raz gorzej, ale dzięki pomocy przyjaciół, udaje mu się poradzić sobie z przeviwnościami, a w szczególności z jednym problemem- Moirą, pracownicą opieki społecznej, która się na niego uwzięła.
Emily jest niewątpliwie dobrym duchem tej opowieści, to ona motywuje wszystkich bohaterów do zmiany swojego życia. Dzięki kuzynce Charles nie poddaje się i znajduje nową pracę, która mu daje mnóstwo radości, do tego wraz z żoną organizują zbiórkę pieniędzy na postawienie pomnika św. Jarlata. Emily też nie próżnuje, nie przyjechała do rodziny na wakacje, co chwilę jest w ruchu, zakłada sklepik z odzieżą używaną, pomaga przy ogródkach, poznaje mieszkańców z dzielnicy i ze wszystkimi nawiązuje dobre relacje. Jest bardzo otwarta i przypomina dobrą wróżkę.
Chcecie bajki, oto bajka, w której występują dobre wróżki i złe czarownice, ale jak to w bajkach bywa dobro nad złem zwycięża, a w nas pozostaje nadzieja na to, że ten świat, choć czasami bywa nieprzychylny, jednak nie jest taki straszny, gdy wokół siebie mamy przyjaciół.
Emily jest już dojrzałą kobietą. Gdy rezygnuje z pracy, bierze swoje wszystkie oszczędności i...
„Mała Frankie” autorstwa Maeve Binchy to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej Autorki. W mojej ocenie pomysł na fabułę powieści jest trafiony i niebanalny, a historia poprowadzona w ciekawy sposób. Akcja książki toczy się małym miasteczku w Irlandii. Główny bohater – Noel zostaje samotnym ojcem w dość nieoczekiwanych okolicznościach, bowiem jego córeczka Frankie przychodzi na świat w momencie ostatniego oddechu jej mamy. Jak poradzi sobie Noel z tą sytuacją oraz czy jego przeszłość, w której podejmował złe decyzje nie doprowadzi do odebrania mu dziecka – zainteresowani znajdą odpowiedź na kartach powieści. Moim zdaniem Autorka stworzyła niezwykle ciekawą historię oraz wykreowała bardzo charakterystycznych bohaterów. Owszem, wprowadziła wiele postaci oraz wątków, nie mniej jednak wszystkie sprawnie połączyła. Dzięki temu poruszonych jest wiele tematów m.in. uzależnienie i próba wyjścia z nałogu, walka z własnymi słabościami, mechanizm adopcji dziecka, czy pomoc i wsparcie rodzinne oraz sąsiedzkie. W rzeczywistym życiu opisane zdarzenia prawdopodobnie nie wystąpią razem, jednakże część z nich może przydarzyć się każdemu z nas. Dlatego uważam, że książka jest niezwykle życiowa, a jej mottem jest nadzieja na lepsze jutro oraz chęć zmiany samego siebie. Książkę bardzo dobrze się czyta, jest to przyjemna i optymistyczna historia, czasami wręcz idylliczna. Nie mniej jednak warto sięgnąć po tę lekturę, gdyż takie książki również warto czytać, bowiem można przy nich odpocząć i zrelaksować się. Polecam serdecznie, ponieważ jest to dobry przedstawiciel literatury pięknej.
„Mała Frankie” autorstwa Maeve Binchy to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej Autorki. W mojej ocenie pomysł na fabułę powieści jest trafiony i niebanalny, a historia poprowadzona w ciekawy sposób. Akcja książki toczy się małym miasteczku w Irlandii. Główny bohater – Noel zostaje samotnym ojcem w dość nieoczekiwanych okolicznościach, bowiem jego córeczka Frankie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatnio zupełny brak czasu na czytanie... I lepiej nie będzie. Dobrze, że czytam szybko to jakoś te książki idą, a kolejka się zmniejsza. Inaczej chyba bym nie miała co dla Was wrzucać 😆
Kolejna książka, którą przeczytałam w ramach maratonu #latamlodosci #czytamyzdziewczynami z motywem dziecka.
Frankie przyszła na świat w momencie, gdy to był ostatni oddech jej mamy. Trafiła w objęcia taty, który całkiem niedawno dowiedział się, że będzie miał dziecko, a jego życie odmieni się diametralnie. Pieczę nad jego sprawowaniem będzie pełniła opieka społeczna. Jego przeszłość była pełna złych decyzji. Czy warto dać mu szansę i można wierzyć, że się zmienił? A może trzeba odebrać mu dziecko?
Ciekawa historia, o bardzo charakterystycznych bohaterach. Życie ma wiele barw i nie warto wszystkich dzielić na czarnych lub białych... Tak jest i tutaj. Każdy z bohaterów mierzy się ze swoimi problemami i to one kształtują ich pogląd na świat. Tylko czy zawsze nasz pogląd jest prawdziwy i jedyny słuszny?
Książka przeleżała w mojej biblioteczce bardzo długo i aż żałuję, że dopiero teraz udało mi się ją przeczytać.
Ostatnio zupełny brak czasu na czytanie... I lepiej nie będzie. Dobrze, że czytam szybko to jakoś te książki idą, a kolejka się zmniejsza. Inaczej chyba bym nie miała co dla Was wrzucać 😆
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka, którą przeczytałam w ramach maratonu #latamlodosci #czytamyzdziewczynami z motywem dziecka.
Frankie przyszła na świat w momencie, gdy to był ostatni oddech jej mamy....
Jak ona to robi? Za każdym razem jestem zaskakiwana atmosferą, ciepłem, życzliwością bohaterów, zrozumieniem ich słabości; aż chciałoby się zamieszkać przy ul. Św. Jarlata :)
Jak ona to robi? Za każdym razem jestem zaskakiwana atmosferą, ciepłem, życzliwością bohaterów, zrozumieniem ich słabości; aż chciałoby się zamieszkać przy ul. Św. Jarlata :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpodziewałam się książki, która opowiada o młodym mężczyźnie, który zostaje sam z dzieckiem i musi wychować je w pojedynkę, ponieważ jego matka nie żyje. Myślałam, że będę czytała o tym, jak ten człowiek próbuje ułożyć sobie życie, jak walczy, jak buduje relację ze swoją córką.
Tymczasem tak naprawdę w tej książce nie ma głównego bohatera, Noel i Frankie pojawiają się bardzo rzadko. Poznajemy całe mnóstwo postaci, wiemy wszystko o ich pracy i wydarzeniach w ich życiu, ale tak właściwie wiemy niewiele o ich charakterach. Wszyscy się z czasem mylą i mieszają, więc nie wiadomo już kto pracował tam, kto tam, a kto ma ile dzieci, kto jest z kim spokrewniony... CHAOS. Ludzie po 40 zachowują się trochę jak staruszkowie. Wszyscy mają wspaniałe charaktery i są po prostu C U D O W N I. Emily to już w ogóle cud kobieta, ciocia dobra rada, przyjeżdża sobie nagle do Irlandii, bo ma tam rodzinę, ale w sumie to nikogo nie zna, i organizuje sobie życie w 5 sekund, przy okazji organizując życie wszystkim innym dookoła. Cud kobieta! Poza tym wszyscy odziedziczają jakieś duże pieniądze i są nagle bogaci, hmm...
No nie wiem, lubiłam w tej książce jedynie Lisę, chociaż jej relacja z Antonem też była nieco przesadzona. Liczyłam, że będzie z Noelem, a tu znikąd pod koniec książki pojawia się nowa postać - Faith, z którą Noel się wiąże... No i śluby, pełno ślubów. Ledwo się znają, a już śluby.
Ta książka to głupota, nie polecam jej.
Spodziewałam się książki, która opowiada o młodym mężczyźnie, który zostaje sam z dzieckiem i musi wychować je w pojedynkę, ponieważ jego matka nie żyje. Myślałam, że będę czytała o tym, jak ten człowiek próbuje ułożyć sobie życie, jak walczy, jak buduje relację ze swoją córką.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTymczasem tak naprawdę w tej książce nie ma głównego bohatera, Noel i Frankie pojawiają się...
Między Anglią a Wyspami Kanaryjskimi. Trzy kobiety i zaskakująca prawda o ich wspólnej przeszłości…
Hiszpania, 1939. Realizując życzenie rodziców, Julia chroni się przed wojenną zawieruchą w murach klasztoru w Barcelonie. Żeby utrzymać jakiś kontakt ze światem, jako wolontariuszka podejmuje pracę w klinice położniczej. Niepokojące praktyki adopcyjne sprawią, że siostra Julia będzie musiała zdecydować, jak daleko może się posunąć, by pomóc swoim podopiecznym.
Anglia, 2011. Dopiero w sześć miesięcy po tragicznej śmierci rodziców 34-letnia dziennikarka Ruby Rae znalazła siłę, by spakować ich rzeczy i wystawić na sprzedaż dom rodzinny. W trakcie tych czynności odkrywa straszną tajemnicę, którą Vivien i Tom ukrywali przed swą córką przez całe życie.
Między Anglią a Wyspami Kanaryjskimi. Trzy kobiety i zaskakująca prawda o ich wspólnej przeszłości…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHiszpania, 1939. Realizując życzenie rodziców, Julia chroni się przed wojenną zawieruchą w murach klasztoru w Barcelonie. Żeby utrzymać jakiś kontakt ze światem, jako wolontariuszka podejmuje pracę w klinice położniczej. Niepokojące praktyki adopcyjne sprawią, że siostra...
Nie spodziewałam się po tej pozycji zbyt wiele (przypadkowy "strzał" w bibliotece), ale i tak nie spełniła moich minimalnych oczekiwań... liczyłam na przyjemną lekturę, a to było takie nudne!
Autorka wprowadziła do utworu dziesiątki (dosłownie!) bohaterów, którzy mieszali mi się nieustannie. O każdym dowiadujemy się prawie wszystkiego, poznajemy jego pracę, zainteresowania, rodzinę; jednocześnie każdy opisany jest pobieżnie i ma się wrażenie, że w niczyim życiu nie wydarza się nic specjalnego... więc strasznie trudno to zapamiętać. Nuda! Dodatkowo każda postać jest dobra, przyjazna i sympatyczna. Może z dwoma wyjątkami. Nawet pozornie niemiła pracownica opieki społecznej wzbudza ciepłe uczucia, bo jej upierdliwość wynika z... trudnego dzieciństwa ;) Toteż nie można jej nie lubić, można jej tylko żałować. Książka jest wprost mdląco słodka. Dużo się w niej dzieje - opieka nad dziećmi, wychodzenie z alkoholizmu, prowadzenie sklepu z używaną odzieżą, dwa śluby i trzeci w perspektywie, choroba, jeden pogrzeb - lecz zarazem nie dzieje się nic interesującego! Jednym słowem - nuda ;)
Umęczyłam się, pod koniec leciałam już "po łebkach". W opozycji do większości opinii tutaj - ja zdecydowanie nie polecam.
Nie spodziewałam się po tej pozycji zbyt wiele (przypadkowy "strzał" w bibliotece), ale i tak nie spełniła moich minimalnych oczekiwań... liczyłam na przyjemną lekturę, a to było takie nudne!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka wprowadziła do utworu dziesiątki (dosłownie!) bohaterów, którzy mieszali mi się nieustannie. O każdym dowiadujemy się prawie wszystkiego, poznajemy jego pracę, zainteresowania,...
Bardzo wzruszająca i piękna historia o miłości do najbliższych. Powieść pokazująca, że można wiele, wystarczy tylko chcieć a reszta potoczy się sama.
Bardzo wzruszająca i piękna historia o miłości do najbliższych. Powieść pokazująca, że można wiele, wystarczy tylko chcieć a reszta potoczy się sama.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek jest nudny jak flaki z olejem. Jakaś nudna sielanka, małżeństwo bardzo religijne, syn trochę mniej, albo i wcale. Ale to przecież nie przestępstwo, że jest się kimś antyspołecznym.
Nawet zapowiedziana kuzynka z Ameryki, to jakaś babka w średnim wieku...
Masz ochotę książkę odłożyć, żeby się nie męczyć.
Kilka stron później kuzynka odkrywa, że "wyrodny" syn jest alkoholikiem- wielkie mi co...Wszyscy postanawiają zmienić coś w swoim życiu pod wpływem tylko i wyłącznie trafnie zadawanych pytań i przytaczania trafnie dobranych historyjek z życia rzeczonej kuzynki. Element psychologii...
Ale to nie kuzynka jest głównym bohaterem, a ten antyspołeczny chłopak mający kłopot z alkoholem. Ja też mu nie dawałam szans na rozwój...
Za sprawą jednego telefonu wszystko wywraca się do góry nogami. Noel po pijaku nabroił, czego nawet nie pamięta, za chwilkę urodzi mu się dziecko, a on musi stanąć na wysokości zadania, bo mama nie przeżyje cesarskiego cięcia z powodu choroby...BUUUUM
I co? I zaczynam faceta lubić, bo wreszcie nabiera odpowiedzialności za swoje życie i życie maleństwa. Całe sąsiedztwo, mimo własnych dramatów, pomaga mu w tym. Zadanie jest dość utrudnione przez namolną, przeczuloną i wiedźmowatą pracownicę opieki społecznej. Mimo tylu wysiłków, nauki opieki nad dzieckiem, podjęcia leczenia odwykowego, rzetelnej pracy, uczestniczenia w podnoszeniu swoich kwalifikacji, baba bezczelnie go nachodzi, nachodzi sąsiadów, wtyka wszędzie swój nos...Ja dawno pokazałabym jej drzwi, a ten bohater ją znosi w imię większego dobra. Czy zdoła utrzymać opiekę nad małą księżniczką?
Warto przeczytać...
Początek jest nudny jak flaki z olejem. Jakaś nudna sielanka, małżeństwo bardzo religijne, syn trochę mniej, albo i wcale. Ale to przecież nie przestępstwo, że jest się kimś antyspołecznym.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawet zapowiedziana kuzynka z Ameryki, to jakaś babka w średnim wieku...
Masz ochotę książkę odłożyć, żeby się nie męczyć.
Kilka stron później kuzynka odkrywa, że "wyrodny" syn jest...
Ta książka wzbudziłam we mnie pełnie optymizmu, po burzy zawsze wyjdzie słońce. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
Pięknie ukazane początek życia małej Franki. Walka o nią.
Bardzo mi się podobało sąsiedzka pomoc. Tego w ostatnich latach jakoś u nas zniknęło. Żyjemy tylko swoim życiem.
Ta książka wzbudziłam we mnie pełnie optymizmu, po burzy zawsze wyjdzie słońce. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie ukazane początek życia małej Franki. Walka o nią.
Bardzo mi się podobało sąsiedzka pomoc. Tego w ostatnich latach jakoś u nas zniknęło. Żyjemy tylko swoim życiem.
Moje spotkanie z "Małą Frankie" było dość przypadkowe, ponieważ pani w bibliotece pomyłkowo wpisała mi taką rezerwację. A skoro książka trafiła już na moje konto to postanowiłam ją przeczytać, tym bardziej, że opis na okładce zapowiadał naprawdę obiecującą lekturę. Jak dotąd nie czytałam żadnej powieści Maeve Binchy, chociaż autorka wydała już wiele książek i pomyślałam, że miło będzie zapoznać się z jej piórem.
Fabuła powieści jest naprawdę interesująca, bo oto w Dublinie przy ulicy św. Jarlata zamieszkują sami mili, pogodni i niezwykle uczynni ludzie. Do tego kręgu trafia Emily, która po latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych odwiedza swego wuja Charlesa, jego żonę i syna. Kobieta pragnie poznać rodzinę, wrócić do swoich korzeni, zobaczyć kraj, z którego pochodził jej zmarły ojciec. Odwiedziny przedłużają się, a Emily zaczyna czuć się w Irlandii jak w domu. Jej obecność przynosi rodzinie i sąsiadom wiele radości, a zaradność i przedsiębiorczość owocuje wieloma nowymi pomysłami. Po krótkim czasie nikt na ulicy św. Jarlata nie wyobraża sobie już życia bez tej kobiety. W tym samym czasie Noel - wujeczny brat Emily dowiaduje się, że zostanie ojcem, a matką dziecka jest Stella - przypadkowa dziewczyna, którą poznał na jednej z zakrapianych imprez. Kiedy mija pierwszy szok, Noel dowiaduje się, że będzie musiał sam wychowywać swoje dziecko, ponieważ Stella jest nieuleczalnie chora i narodziny córki będą połączone z jej śmiercią. Mężczyzna sam ze sobą ma wiele problemów, ale ostatecznie obiecuje Stelli, że zajmie się dzieckiem, tak, by dziewczynka nie trafiła do rodziny zastępczej. Aby tego dokonać Noel musi diametralnie zmienić swoje życie, zerwać z nałogiem, zapisać się na kursy, żeby w przyszłości otrzymać lepszą pracę i przede wszystkim przygotować wszystko na pojawienie się dziecka. We wszystkie te przygotowania włącza się Emily oraz sąsiedzi i przyjaciele z ulicy św. Jarlata. Każdy krok Noela jest bacznie obserwowany przez Moirę - pracownicę opieki społecznej, prawdziwą harpię, która czyha na każde nawet najmniejsze potknięcie przyszłego ojca, tak, by mieć pretekst do zabrania mężczyźnie dziecka i oddania dziewczynki do adopcji.
Czy Noel zachowa prawo opieki nad córką? Czy uda mu się wytrwać w swoich postanowieniach? Co jeszcze wydarzy się wśród mieszkańców ulicy św. Jarlata?
Jak sami zauważyliście moje krótkie naprowadzenie na wydarzenia zapowiada całkiem ciekawą historię. Nietuzinkowi ludzie, interesujące charaktery, wiele wątków, mnóstwo wydarzeń, ale niestety... zero emocji. Trudno mi stwierdzić po lekturze jednej powieści, czy autorka ma po prostu taki sposób pisania, czy tej książce zabrakło czegoś bardzo istotnego. W moim przekonaniu problem adopcji, wychodzenia z nałogu, walka z samym sobą i własnymi słabościami to tematy, które wywołują różne osobiste emocje, odczucia, wrażenia. A podczas lektury tej powieści nic takiego się nie dzieje. Ta, bardzo ważna, moim zdaniem, sfera odbioru wydarzeń jakby w ogóle nie istnieje, mamy za to suchy opis, podanie faktów i tyle. Na ponad 400 stronach może dwa, czy trzy razy zdarzyło mi się lekko wzruszyć i to też bez przesady.
Dlatego nie oceniam tej książki zbyt wysoko. Sześć gwiazdek jest tylko za interesującą fabułę, pomysł i bohaterów. Sama nie wiem, czy odważę się jeszcze na jakąś inną powieść autorki, w obawie, że znów otrzymam suche fakty. Zobaczymy..., a Wy przeczytajcie "Małą Frankie" i oceńcie sami.
Moje spotkanie z "Małą Frankie" było dość przypadkowe, ponieważ pani w bibliotece pomyłkowo wpisała mi taką rezerwację. A skoro książka trafiła już na moje konto to postanowiłam ją przeczytać, tym bardziej, że opis na okładce zapowiadał naprawdę obiecującą lekturę. Jak dotąd nie czytałam żadnej powieści Maeve Binchy, chociaż autorka wydała już wiele książek i pomyślałam, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze co mi przychodzi na myśl po przeczytaniu tej książki to: nadzieja na lepsze jutro. ... książka może zbyt idylliczna i trochę nierzeczywista jak na nasze czasy (a szkoda bo sama bym bardzo ch ciała zyc wv takim swiecie...) bo pokazuje piękny mały świat sąsiedzki gdzie każdy może liczyć na pomoc i wsparcie innych, gdzie szukać się dobrą w każdym człowieku nawet gdy postępuje źle... czytałam z zainteresowaniem, ciekawa dalszych losów małej Frankie i zachwycona spokojem miasteczka gdzie rozgrywa sie historia. Polecam wiec wszystkim bo dodaje otuchy i pomaga uwierzyć we własne siły...
Pierwsze co mi przychodzi na myśl po przeczytaniu tej książki to: nadzieja na lepsze jutro. ... książka może zbyt idylliczna i trochę nierzeczywista jak na nasze czasy (a szkoda bo sama bym bardzo ch ciała zyc wv takim swiecie...) bo pokazuje piękny mały świat sąsiedzki gdzie każdy może liczyć na pomoc i wsparcie innych, gdzie szukać się dobrą w każdym człowieku nawet gdy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPełna optymizmu opowieść o tym, że każdy zasługuje na drugą szansę. Momentami fabuła jest jak bajka, pojawia się "idealna ciocia z Ameryki"-takie panaceum na całe zło. Fajnie się czyta, lektura na depresyjne dni.
Pełna optymizmu opowieść o tym, że każdy zasługuje na drugą szansę. Momentami fabuła jest jak bajka, pojawia się "idealna ciocia z Ameryki"-takie panaceum na całe zło. Fajnie się czyta, lektura na depresyjne dni.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze się czyta, przyjemna historia, optymistyczna - ludzie mieszkający na jednej ulicy borykają się ze swoimi kłopotami, ale wszyscy są uduchowieniem dobra, życzliwości i serdeczności; pomagają sobie nawzajem jak tylko mogą; pozbawieni są takich cech jak zazdrość, złośliwość czy plotkarstwo... Sama sielanka...
Ale takie książki też są potrzebne!!!
Za tydzień pewnie będę się zastanawiać o czym była ta książka, ale mimo to POLECAM!
Dobrze się czyta, przyjemna historia, optymistyczna - ludzie mieszkający na jednej ulicy borykają się ze swoimi kłopotami, ale wszyscy są uduchowieniem dobra, życzliwości i serdeczności; pomagają sobie nawzajem jak tylko mogą; pozbawieni są takich cech jak zazdrość, złośliwość czy plotkarstwo... Sama sielanka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAle takie książki też są potrzebne!!!
Za tydzień pewnie będę...
“Minding Frankie” to lektura lekka i przyjemna, czasem ckliwa i przewidywalna, ale niczego więcej po niej sobie nie obiecywałam. Książka krzepi i daje nadzieję na to, że każdy dostaje szansę na szczęśliwe życie. Czasem jednak trzeba zaryzykować nawet, jeśli ma to wywrócić dotychczasowy porządek do góry nogami. I tak też się dzieje, kiedy w małej społeczności pojawiają sie dwie osoby – Emily, członek rodziny zza oceanu oraz niemowlę, Frankie.
“Minding Frankie” to lektura lekka i przyjemna, czasem ckliwa i przewidywalna, ale niczego więcej po niej sobie nie obiecywałam. Książka krzepi i daje nadzieję na to, że każdy dostaje szansę na szczęśliwe życie. Czasem jednak trzeba zaryzykować nawet, jeśli ma to wywrócić dotychczasowy porządek do góry nogami. I tak też się dzieje, kiedy w małej społeczności pojawiają sie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostanowiłam, że w końcu wezmę się w garść i nadrobię recenzenckie zaległości, które niestety pojawiły się przez mój brak weny. Nie lubię pisać na siłę i wychodzę z założenia, że jest to bez sensu, bo tak naprawdę doskonale to widać. Tak więc dzisiaj zaczynam z nadzieją, że pomysły, które jeszcze przed chwilą kłębiły się w mojej głowie zostaną w niej trochę dłużej i uda mi się dzisiaj coś naskrobać. Do przeczytania tej historii zachęcił mnie jej opis, który od samego początku wydawał mi się interesujący i to właśnie dzięki niemu postanowiłam dać szansę autorce i przekonać się czy zachwyci mnie ona swoją twórczością. Teraz z chęcią podzielę się z Wami moimi wrażeniami z lektury i być może dzięki temu przekonam Was, że warto sięgnąć po ten tytuł.
Kiedy Emily postanawia odwiedzić swoją rodzinę w Dublinie nie spodziewa się, że zastanie ją tak rozbitą. Syn pana Lyncha popada w coraz większy alkoholizm, a do tego traci wszelkie ambicje. Jego ojciec niedawno stracił pracę, a matka nie potrafi pogodzić się ze swoim losem i wyborami swojej rodziny. Emily stara się w jakiś sposób wpłynąć na chłopaka i jego życie, jednak sytuacja jeszcze bardziej się pogarsza gdy na jego drodze pojawia się Stella - śmiertelnie chora dziewczyna w zaawansowanej ciąży, która twierdzi, że to własnie Noel jest ojcem dziecka. Czy najbliższe osoby z otoczenia chłopaka będą w stanie pomóc mu wyjść z nałogu i podjąć się opieki nad Frankie, co wcale nie będzie takie proste, ponieważ jego sprawą zajmuje się Moira - kobieta z opieki społecznej widząca same minusy jego osoby, która absolutnie nie wierzy w jego przemianę? Jak potoczą się losy małej Frankie, która w tym całym zamieszaniu jest całkowicie niewinna?
Autorka wykreowała wszystkich bohaterów tej powieści bardzo realistycznie, dzięki czemu bez żadnych przeszkód mogłam uwierzyć w ich historię. Noel to postać, która na samym początku strasznie mnie irytowała, głównie przez to, że nie rozumiałam jak można tak okropnie marnować sobie życie, jednak w miarę upływu czasu, gdy Maeve Binchy pokazała jak chłopak walczy sam ze sobą i stara się poprawić swoje zachowanie, moje nastawienie do niego również uległo zmianie. Emily to osoba, z którą chyba najbardziej się zżyłam i nie wyobrażam sobie tej historii bez niej. Oczywiście mamy tutaj jeszcze Moirę - typowego urzędnika, którego nikt nie lubi. Kobieta ciągle się czegoś czepia i szuka dziury w całym, więc po prostu nie dało się poczuć do niej sympatii.
Autorka stworzyła historię niewątpliwie chwytającą za serce, której nie da się tak po prostu zapomnieć. Język jakim napisana jest ta powieść jest prosty i lekki, dzięki czemu pozwala odprężyć się przy lekturze. To wszystko sprawia, że książkę czyta się naprawdę bardzo szybko i przyjemnie, a strony same przewracają nam się między palcami. Myślę, że wy również docenicie to w jaki sposób Maeve Binchy wyraża wszystkie emocje i jak pięknie opisuje nam losy głównych bohaterów.
Akcja "Małej Frankie" jest zaskakująca i od samego początku bardzo intryguje. Nie można być obojętnym na wydarzenia jakie spotykają głównych bohaterów, a autorce nie brakuje pomysłów na poprowadzenie dalszej części opowieści. Książka do samego końca trzyma w napięciu i cały czas nie możemy być pewni w stu procentach tego co za chwilę się wydarzy, co oczywiście jest ogromnym plusem dla tej pozycji i jej autorki.
Postanowiłam, że w końcu wezmę się w garść i nadrobię recenzenckie zaległości, które niestety pojawiły się przez mój brak weny. Nie lubię pisać na siłę i wychodzę z założenia, że jest to bez sensu, bo tak naprawdę doskonale to widać. Tak więc dzisiaj zaczynam z nadzieją, że pomysły, które jeszcze przed chwilą kłębiły się w mojej głowie zostaną w niej trochę dłużej i uda mi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChcecie bajki, oto bajka, w której występują dobre wróżki i złe czarownice, ale jak to w bajkach bywa dobro nad złem zwycięża, a w nas pozostaje nadzieja na to, że ten świat, choć czasami bywa nieprzychylny, jednak nie jest taki straszny, gdy wokół siebie mamy przyjaciół.
Emily jest już dojrzałą kobietą. Gdy rezygnuje z pracy, bierze swoje wszystkie oszczędności i postanawia opuścić Nowy Jork, by odwiedzić swoją rodzinę w Dublinie.
Lynchowie, krewni Emily, mieszkają przy ul. Świętego Jarlata. Tu również mieszka Declan- przesympatyczny młody doktor z rodziną i jeszcze kilkoro uroczych ludzi. Tworzą oni bardzo zgraną sąsiedzką brać. Jednak za drzwiami domu Lynchów sytuacja nie jest zbyt ciekawa. Charles został wyrzucony z pracy, jego syn, Noel, jest alkoholikiem i leniem bez ambicji. Do tego pojawia się Stella, która jest śmiertelnie chora i twierdzi, że nosi pod sercem dziecko Noela.
To jest oś konstrukcyjna „Małej Frankie" wokół której narastają kolejne wątki.
Nie ma co ukrywać, Stella umiera i Noel zostaje rzucony na głęboką wodę, musi w bardzo krótkim czasie dorosnąć, by zająć się swoim dzieckiem. Rzuca alkohol, wyprowadza się od rodziców i próbuje ogarnąć nową rzeczywistość. Idzie mu raz lepiej, raz gorzej, ale dzięki pomocy przyjaciół, udaje mu się poradzić sobie z przeviwnościami, a w szczególności z jednym problemem- Moirą, pracownicą opieki społecznej, która się na niego uwzięła.
Emily jest niewątpliwie dobrym duchem tej opowieści, to ona motywuje wszystkich bohaterów do zmiany swojego życia. Dzięki kuzynce Charles nie poddaje się i znajduje nową pracę, która mu daje mnóstwo radości, do tego wraz z żoną organizują zbiórkę pieniędzy na postawienie pomnika św. Jarlata. Emily też nie próżnuje, nie przyjechała do rodziny na wakacje, co chwilę jest w ruchu, zakłada sklepik z odzieżą używaną, pomaga przy ogródkach, poznaje mieszkańców z dzielnicy i ze wszystkimi nawiązuje dobre relacje. Jest bardzo otwarta i przypomina dobrą wróżkę.
Chcecie bajki, oto bajka, w której występują dobre wróżki i złe czarownice, ale jak to w bajkach bywa dobro nad złem zwycięża, a w nas pozostaje nadzieja na to, że ten świat, choć czasami bywa nieprzychylny, jednak nie jest taki straszny, gdy wokół siebie mamy przyjaciół.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEmily jest już dojrzałą kobietą. Gdy rezygnuje z pracy, bierze swoje wszystkie oszczędności i...