Włodzimierz Szafrański był bez wątpienia jednym z najbardziej znanych historyków, archeologów i religioznawców (w jednym) w Polsce. Jego prace są przetłumaczone na wiele języków. Dziś mam przyjemność omówić jedną z nich, wydaną w 79 roku (Tak jak ostatnio wspominana "W kręgu Światowita" Głosika). Swoją drogą przez jedno z moich ulubionych wydawnictw - ISKRY. Nie jest najnowsza, ale nadal wystarczająco aktualna, żeby się nią zainteresować. Mimo już poważniejszych błędów merytorycznych. W każdym razie publikacja skupia się na temacie tytułowej religii Słowian i jest dość kontrowersyjna jak na swoje czasy (wystarczy spojrzeć na spis treści. Co jak co, ale Pan Włodzimierz miał poczucie humoru). Prezentuje ona bardzo szeroki zakres komentarzy z zakresu religioznawstwa. Od wykopalisk, przez polemikę z innymi badaczami po analizę miejsc kultu. Jest również próbą "naprawy" błędów w dotychczasowym myśleniu o duchowości naszych przodków. Szczególnie ważne są niektóre poruszane tematy tabu, do których nie wracamy nawet dziś, bo najwidoczniej nie dorośliśmy do nich jeszcze jako społeczeństwo. Między innymi obrzędowy (lub nie) kanibalizm wśród Słowian. Dostaniemy też całkiem sporo informacji, jakich nie widziałam w podobnych publikacjach, więc podejrzewam, że każdy znajdzie w niej coś odkrywczego pod kątem dotychczasowej, posiadanej wiedzy. Książka okraszona oczywiście zdjęciami z wykopalisk archeologicznych. Ja podczas lektury bawiłam się doskonale. Jest szalenie ciekawa, więc jeśli przymkniemy oko na pewne potknięcia dostaniemy porządną, naukową lekturę o religijności słowian.
Włodzimierz Szafrański był bez wątpienia jednym z najbardziej znanych historyków, archeologów i religioznawców (w jednym) w Polsce. Jego prace są przetłumaczone na wiele języków. Dziś mam przyjemność omówić jedną z nich, wydaną w 79 roku (Tak jak ostatnio wspominana "W kręgu Światowita" Głosika). Swoją drogą przez jedno z moich ulubionych wydawnictw - ISKRY. Nie jest...
Włodzimierz Szafrański był bez wątpienia jednym z najbardziej znanych historyków, archeologów i religioznawców (w jednym) w Polsce. Jego prace są przetłumaczone na wiele języków. Dziś mam przyjemność omówić jedną z nich, wydaną w 79 roku (Tak jak ostatnio wspominana "W kręgu Światowita" Głosika). Swoją drogą przez jedno z moich ulubionych wydawnictw - ISKRY. Nie jest najnowsza, ale nadal wystarczająco aktualna, żeby się nią zainteresować. Mimo już poważniejszych błędów merytorycznych. W każdym razie publikacja skupia się na temacie tytułowej religii Słowian i jest dość kontrowersyjna jak na swoje czasy (wystarczy spojrzeć na spis treści. Co jak co, ale Pan Włodzimierz miał poczucie humoru). Prezentuje ona bardzo szeroki zakres komentarzy z zakresu religioznawstwa. Od wykopalisk, przez polemikę z innymi badaczami po analizę miejsc kultu. Jest również próbą "naprawy" błędów w dotychczasowym myśleniu o duchowości naszych przodków. Szczególnie ważne są niektóre poruszane tematy tabu, do których nie wracamy nawet dziś, bo najwidoczniej nie dorośliśmy do nich jeszcze jako społeczeństwo. Między innymi obrzędowy (lub nie) kanibalizm wśród Słowian. Dostaniemy też całkiem sporo informacji, jakich nie widziałam w podobnych publikacjach, więc podejrzewam, że każdy znajdzie w niej coś odkrywczego pod kątem dotychczasowej, posiadanej wiedzy. Książka okraszona oczywiście zdjęciami z wykopalisk archeologicznych. Ja podczas lektury bawiłam się doskonale. Jest szalenie ciekawa, więc jeśli przymkniemy oko na pewne potknięcia dostaniemy porządną, naukową lekturę o religijności słowian.
Włodzimierz Szafrański był bez wątpienia jednym z najbardziej znanych historyków, archeologów i religioznawców (w jednym) w Polsce. Jego prace są przetłumaczone na wiele języków. Dziś mam przyjemność omówić jedną z nich, wydaną w 79 roku (Tak jak ostatnio wspominana "W kręgu Światowita" Głosika). Swoją drogą przez jedno z moich ulubionych wydawnictw - ISKRY. Nie jest...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to