My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie

Okładka książki My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie
Cornelius Hartz Wydawnictwo: Bellona historia
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2017-05-05
Data 1. wyd. pol.:
2017-05-05
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311144361
Średnia ocen

                5,1 5,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie

Średnia ocen
5,1 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
331
326

Na półkach:

Przeczytać w przypadku rzeczywistego zainteresowania.

Zawód spotyka okrutny tych, co zwiedzeni tytułem, oczekują antycznego porno. Zadziwiająco dobra pozycja. Zaskoczenie o tyle większe, że tytuł sugeruje zgoła coś innego.

Można ją uznać za skróconą wersję opracowania 'Ludzie zwyczaje i obyczaje starożytnych Grecji i Rzymu' Winniczuk, omawiającą sposób spędznia wolnego czasu przez Rzymian. Opis świąt, obyczajów, uczt, obficie wzbogacony jest o obrazowe cytaty i teksty źródłowe, wnoszące urozmaicenie. Rozprawia się także autor z częścią mitów utrwalonych przez wieki a powielanych bezkrytycznie przez współczesne media. Aż chce się krzyknąć, że 200 stron to za mało, zwłaszcza że poziom docelowej grupy czytelników niemieckich jest znacznie wyższy niż przeciętnego czytelnika polskiego. Przez tę małą objętość niektóre tematy potraktowane zdawkowo.

Niestety stawianie przez autora samego siebie w roli arbitra nowoczesnej libertyńskiej moralności kładzie się cieniem na publikcji. A już całkowicie niedopuszczalne jest pouczanie wręcz całych narodów co do zachowań seksulanych ('krucjata' dotycząca seksu grupowego). Zastanawiające w tym kontekście jest to, że państw czy kultur dopuszczających małżeństwa albo nawet seks pozamałżeński z 12- czy 13-latkami autor nie jest już tak skory pouczać. Zagadnienie to znacznie obniża wartość publikacji.

W końcowej część książki Hartz jednak nie opiera sie pokusie zadośćuczynienia lubieżnikom, którzy zwabieni tytułem sięgnęli po tę książkę i na przykładzie wybranych cesarzy prezentuje część ich perwersji.

Początek świetny, środek przyzwoity, końcówka...

Przeczytać w przypadku rzeczywistego zainteresowania.

Zawód spotyka okrutny tych, co zwiedzeni tytułem, oczekują antycznego porno. Zadziwiająco dobra pozycja. Zaskoczenie o tyle większe, że tytuł sugeruje zgoła coś innego.

Można ją uznać za skróconą wersję opracowania 'Ludzie zwyczaje i obyczaje starożytnych Grecji i Rzymu' Winniczuk, omawiającą sposób spędznia wolnego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

69 użytkowników ma tytuł My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie na półkach głównych
  • 41
  • 25
  • 3
22 użytkowników ma tytuł My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie na półkach dodatkowych
  • 10
  • 5
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

40 najsłynniejszych bitew z Indianami na zachodzie Jarosław Wojtczak
40 najsłynniejszych bitew z Indianami na zachodzie
Jarosław Wojtczak
Wiem, że każda średnio zorientowana w historii osoba wie, iż Stany Zjednoczone zostały zbudowane na krwi, nieszczęściu i tragedii rdzennych mieszkańców, ale między wiedzieć, a poczuć, jest przepaść. A książka Pana Wojtczaka, która jest opisem faktów ze świetnie wyjaśnionym historycznym tłem, daje czytelnikom poczuć tę tragedię bardzo blisko. Ta książka powinna mieć podtytuł "Dobry Indianin to martwy Indianin". Ależ jest to mocna lektura. Mocna i przerażająca. Może nie tak bardzo jak "Pochowaj me serce w Wounded Knee", ale jednak. Tak sobie uświadomiłem po przeczytaniu tej książki, że z tych 40 opisanych bitew, prawdziwymi bitwami było tylko kilka starć. Reszta to masakry, obławy i pogonie amerykańskich żołnierzy za głodnymi, słabymi i w większości przerażonymi Indianami. Więcej w tych "bitwach" zginęło kobiet i dzieci, niż wojowników. Jasne, Indianie nie byli aniołami i są tu opisy mordów Indian na białych, ale to tylko pokazuje jak zaszczuci byli ci ludzie i jak z niemocy i beznadziei rodziła się przemoc, która była tylko bezsilnym aktem zemsty. Nie zostało im nic więcej. Must have każdej osoby interesującej się Dzikim Zachodem. 9/10. "[...] Masakra nad Wounded Knee złamała resztki ich woli, a religia, która przez krótką chwilę wzbudziła w nich nadzieje na powrót do lepszego życia, samoistnie wygasła. Zrozpaczeni i pozbawieni wszelkich złudzeń, dawni władcy Wielkich Rownin zapadli w swoich rezerwatach, gdzie czekały ich już tylko beznadzieja, wstyd, bieda i alkoholizm."
Remmarc - awatar Remmarc
ocenił na 9 4 miesiące temu
Apacze Edwin Sweeney
Apacze
Edwin Sweeney
"Chcę mówić prawdę. Człowiek ma jedne usta i jeśli nie mówi prawdy, powinien być odsunięty" Cochise (co w języku Apaczów oznacza 'dąb') nie przypominał ani typowego Indianina, ani tym bardziej większości swoi pobratymców z plemienia Chiricahua. Wysoki, zbudowany niczym rzymski legionista, potrafiący wymóc posłuszeństwo na współplemieńcach samym spojrzeniem, ale też niezwykle elokwentny i oczytany. Poznajemy całe jego życie przez pryzmat samego szczepu Chokonen ale też innych odłamów Apaczów Chiricahua czyli Chihenne, Nednhi oraz Bedonkohe. Przez żywot wodza przewinęła się cała plejada postaci pogranicza, zarówno prawych, barwnych, jak i łajdaków, oszustów, zabójców. Widać, że autor jest specjalistą w dziedzinie badań nad Apaczami Chiricahua, bo dostajemy masę informacji z życia samego Cochise'a ale również całego odłamu Chiricahua, który przemierzał owiane aurą tajemniczości i magii góry Chiricahua, Dragoon - gdzie nie raz wojownicy rozpływali się w powietrzu niczym mgła. Znane jest powiedzenie o tym, że nie da się prowadzić wojny na dwa fronty. Otóż w przypadku Cochise'a i całego odłamu Chiricahua, dopóki on był wodzem, dopóty Apaczom skutecznie udawała się sztuka lawirowania pomiędzy terenami amerykańskimi i meksykańskimi, dzięki czemu był w stanie prowadzić wojnę jednocześnie ze znienawidzonymi Meksykanami i Białymi, a kiedy robiło się gorąco, uciec do jednej z wielu kryjówek w górach, które były niczym starożytny labirynt. Okrucieństwo Cochise'a wynikało nie z jego natury czy zamiłowania, ale bardziej z chęci zemsty na tych, którzy podnieśli rękę (a raczej broń) na jego rodzinę, współplemieńców. Tak jak w przypadku innych plemion indiańskich nie zawsze był w stanie zapanować nad "gorącymi głowami" młodych dikohe. W zetknięciu z kłamstwami, półprawdami i niegodziwościami Białych i Meksykanów wódz wyznawał zasadę "oko za oko". Szlachetność Cochise'a aż bije z kart książki, bo wódz miał swój kompas moralny i zawsze postępował zgodnie z nim. Nigdy nie dopuścił się czynu, który byłby plamą na jego reputacji i honorze, jeżeli wcześniej nie został do tego zmuszony w wyniku nikczemności białego człowieka. Nie oszukujmy się, Pogranicze było krainą wilków, dla którego idealnym angielskim odpowiednikiem jest wyrażenie 'survival of the fittest' czyli dobór naturalny. Miejscem, które nie wybaczało błędów, dezynwoltury czy megalomanii. Tak rodziły się legendy, ale też dochodziło do ludzkich dramatów i niebywałego, wręcz naturalistycznego okrucieństwa - można odłożyć do lamusa te ugłaskane wizje rodem z amerykańskich westernów. To była samonapędzająca się machina okrucieństwa, terroru i zbrodni, kwestią podstawową jest jednak odpowiedzenie sobie na pytanie, co było czynnikiem zapalnym lub raczej kto? Większość wielkich wodzów indiańskich, mimo częściowego zaślepienia chęcią zemsty, zdawała sobie sprawę, że na dłuższą metę nie da się wygrać wojny z białym człowiekiem, który rozprzestrzeniał się na ich ziemi niczym szarańcza, co nie zmienia faktu, że wielu masakr i zbrodni ludobójstwa można było uniknąć, gdyby tylko biały człowiek potrafił wsłuchać się w słowa wypowiadane zarówno przez Cochise'a, jak i innych wielkich wodzów indiańskich.
PedroP - awatar PedroP
ocenił na 10 8 lat temu
Złoty wiek piratów. Prawda i mity o piratach Benerson Little
Złoty wiek piratów. Prawda i mity o piratach
Benerson Little
„Dla większości z nas pirat to romantyczna figura: wolny duch, awanturnik w powiewnej koszuli, ukrywający złoto na bezludnej wyspie. Tymczasem prawdziwy pirat był kimś znacznie bardziej skomplikowanym – i o wiele bardziej niebezpiecznym”. Tymi słowami można by streścić esencję pracy Benersona Little’a. „Złoty wiek piratów. Prawda i mity o piratach” to książka, która uderza w naszą wyobraźnię niczym pełna salwa burtowa, rozbijając w pył popkulturowe wyobrażenia ukształtowane przez Hollywood. Little, będący nie tylko historykiem, ale i byłym operatorem Navy SEAL, podchodzi do tematu z pasją badacza i precyzją żołnierza, tworząc dzieło, które czyta się z zapartym tchem. Demitologizacja na pełnym morzu Głównym celem autora jest odarcie piractwa z taniego sentymentalizmu. Zapomnijcie o „spacerze po desce” – Little wyjaśnia, że piraci, jako ludzie praktyczni, nie marnowali czasu na tak widowiskowe egzekucje; jeśli ktoś miał zginąć, po prostu lądował za burtą lub kończył z kulą w potylicy. Autor rzuca światło na realia życia na pokładzie, które było dalekie od sielanki. To była egzystencja pełna gnilca, brudu i nieustannego hazardu ze śmiercią. Jednak to, co w książce najbardziej fascynuje, to nie opisy cierpienia, lecz ukazanie pirackich załóg jako precursorów demokracji. Little z entuzjazmem analizuje „piracki kodeks” – zestaw reguł, które gwarantowały każdemu członkowi załogi prawo głosu, sprawiedliwy podział łupów, a nawet prymitywny system ubezpieczeń społecznych (odszkodowania za utratę kończyny). W świecie absolutystycznych monarchii, statek piracki był paradoksalnie jednym z najbardziej wolnościowych miejsc na planecie. Taktyka walki oczami praktyka Unikalna perspektywa Little’a jako komandosa sprawia, że rozdziały poświęcone walce są absolutnym majstersztykiem. Autor analizuje potyczki nie jako chaotyczne bijatyki, ale jako starannie zaplanowane operacje psychologiczne. Dowiadujemy się, że piraci rzadko dążyli do zatopienia statku handlowego – ich celem było przejęcie nienaruszonego ładunku. Dlatego kluczowym narzędziem był terror. Czarna bandera z symbolem śmierci nie służyła do ozdoby; była komunikatem: „Poddajcie się, a przeżyjecie. Walczcie, a nie okażemy litości”. Precyzja, z jaką Little opisuje użycie kordelasów, pistoletów skałkowych czy granatów z epoki, pozwala niemal poczuć dym prochowy w nozdrzach. Jego analizy dotyczące zwrotności slupów i taktyki wykorzystywania mielizn karaibskich archipelagów dowodzą, że piraci byli genialnymi strategami, potrafiącymi wykorzystać każdą słabość potężnych, ale ociężałych okrętów królewskiej marynarki. Galeria łotrów i wizjonerów Little nie zapomina o ludziach. Portrety takich postaci jak Czarnobrody, „Czarny Bart” Roberts czy Anne Bonny są nakreślone z ogromną dbałością o detale. Autor unika czarno-białych ocen. Pokazuje piratów jako ludzi wyrzuconych poza nawias społeczeństwa, którzy w obliczu nędzy i brutalności ówczesnej marynarki handlowej wybrali „krótkie, ale wesołe życie”. To właśnie ta ludzka twarz piractwa, pełna sprzeczności, odwagi i okrucieństwa, sprawia, że książkę trudno odłożyć. Podsumowanie: Skarb wart odkrycia „Złoty wiek piratów” to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chce wyjść poza ramy fikcji literackiej. Benerson Little wykonał tytaniczną pracę, przekopując się przez archiwa, by dostarczyć nam tekst rzetelny, a jednocześnie niesamowicie barwny. Choć autor nie szczędzi szczegółów technicznych dotyczących żeglugi, podaje je w sposób tak przystępny, że nawet szczur lądowy poczuje się pewnie na pokładzie. To książka entuzjastyczna, napisana ze swadą i ogromną wiedzą. Udowadnia, że prawda o piratach jest znacznie bardziej ekscytująca niż jakikolwiek scenariusz filmowy. Po jej lekturze Jolly Roger już nigdy nie będzie wyglądał tak samo – zamiast pirackiej romantyki, dostrzeżecie na nim symbol desperackiej walki o wolność w świecie, który nie znał litości.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków Camilla Townsend
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków
Camilla Townsend
Dzieje jednego narodu… Camilla Townsend wzięła na tapet historię Azteków (choć jeśli o chodzi poprawność terminologii to powinniśmy posługiwać się pojęciem ludu Mexica, jak sami o sobie mówili, jednak termin Aztekowie na tyle ‘wrósł’ w terminologię powszechną, że nawet sama autorka od czasu do czasu posługuje się tym pojęciem). Począwszy od samych początków powstania narodu, przez budowanie państwa-miasta Tenochtitlanu aż po najazd Cortésa i życie po podboju. Autorka przedstawia nam historię znaną z innych książek, historię wielokrotnie opisywaną, więc skąd ta nowa historia w podtytule? Ano stąd, że jest to pierwsza publikacja oparta na źródłach azteckich, a nie przedstawiona z punktu widzenia Europejczyków. Stąd też książka obala część mitów, które nadal pokutują w przekonaniach ludzi współczesnych, m. in. krwawy obraz narodu azteckiego, składającego stosy krwawych ofiar. Townsend czerpie z licznych źródeł, co sprawia, że „Piąte słońce” jest dość szczegółową publikacją, a tym samym może być niekiedy przytłaczająca dla odbiorcy nie obeznanego choć trochę z tematem. Imiona, nazewnictwo w języku ludu Mexica (języku nahuatl) są dość specyficzne, więc lektura wymaga uważności i wymusza niejako powolność czytania. Na plus należy zaliczyć słowniczek zamieszczony na początku publikacji, który przybliża znaczenie azteckich i hiszpańskich nazw wykorzystywanych w tekście, co pozwala już na wstępie nieco obeznać się z terminologią. Autorka w odniesieniu do postaci posługuje się zarówno ich imionami w języku nahuatl jak i imionami w tłumaczeniu. I ten zabieg akurat, w moim odczuciu, jest nie do końca trafiony. Bowiem podczas lektury niejednokrotnie łapałam się na tym, że myślałam iż czytam o dwóch różnych osobach, a w rzeczywistości była to historia jednego człowieka w stosunku do którego autorka stosowała zamiennie oba nazewnictwa imienne. Historia, mitologia i wierzenia Azteków interesują mnie od lat (z naciskiem na te dwa ostatnie). Lektura „Piątego słońca” to faktycznie było coś odmiennego na tle innych okołoazteckich książek dostępnych na polskim rynku, które czytałam (chociażby „Aztekowie i tajemnica kalendarza” Jacka Walczaka czy starszych pozycji jak „Mitologia Azteków” Marii Frankowskiej czy „Aztekowie. Naród wybrany przez słońce” Bero i Bojanowskiego). Po pierwsze była to pozycja ściśle skupiona na historii w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, które skupiały się przede wszystkim na mitologii, wierzeniach czy sposobach odmierzania czasu (kalendarzu), a historia ludu Mexica stanowiła w nich jedynie niewielki wycinek treści. A dodatkowo w „Piątym słońcu” mamy spojrzenie ‘z pierwszej ręki’ na historię narodu azteckiego. Reasumując, „Piąte słońce” to obszerna publikacja prezentująca historię narodu azteckiego z ich punktu widzenia. Narodu fascynującego tak z punktu widzenia ich mitologii i wierzeń jak i historii. Narodu, który, choć mocno doświadczony przez życie (m. in. zdziesiątkowany przez choroby przywiezione wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, np. ospę) to trwał dalej. By przetrwać. I przetrwał. A potomkowie dawnych Azteków nadal zamieszkują teren Meksyku i posługują się swoim rdzennym językiem – językiem nahuatl. Wartościowa pozycja dla zainteresowanych tematem. Za egzemplarz do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis. https://www.instagram.com/w_otchlani_wyobrazni
Aleksandra - awatar Aleksandra
oceniła na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie

Więcej
Cornelius Hartz My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie Zobacz więcej
Cornelius Hartz My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie Zobacz więcej
Cornelius Hartz My chcemy orgii!!! Jak świętowali starożytni Rzymianie Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne