Może to znak

Okładka książki Może to znak
E.L. Shen Wydawnictwo: Wilga literatura dziecięca
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Maybe It’s a Sign
Data wydania:
2025-04-09
Data 1. wyd. pol.:
2025-04-09
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383871684
Tłumacz:
Anna Klingofer-Szostakowska
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Może to znak w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Może to znak

Średnia ocen
7,1 / 10
8 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1672
1247

Na półkach:

Książka w ciekawy sposób przedstawia temat żałoby. Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć główną bohaterkę, a z drugiej, wyczekuję kiedy zrozumie że błędnie myśli. Historia jest bardzo ciepła, przyjazna, myślę że kierowana głównie do młodszej młodzieży. Jednak i starsi mogą się dobrze bawić przy jej czytaniu.

Książka w ciekawy sposób przedstawia temat żałoby. Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć główną bohaterkę, a z drugiej, wyczekuję kiedy zrozumie że błędnie myśli. Historia jest bardzo ciepła, przyjazna, myślę że kierowana głównie do młodszej młodzieży. Jednak i starsi mogą się dobrze bawić przy jej czytaniu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

30 użytkowników ma tytuł Może to znak na półkach głównych
  • 20
  • 8
  • 2
10 użytkowników ma tytuł Może to znak na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ta słynna dziewiątka Ben Guterson
Ta słynna dziewiątka
Ben Guterson
Odkąd w moje ręce trafił pierwszy tom serii o hotelu Winterhouse nazwisko Bena Gutersona kojarzy mi się z dobrą rozrywką w literaturze dla młodszych nastolatków. Każda książka autora, jaką od tamtego czasu miałam w rękach, była satysfakcjonującą lekturą. Nie mogłam zatem przejść obojętnie obok kolejnej publikacji i chwyciłam za Tę słynną Dziewiątkę. Guterson ma talent do kreowania fantastycznych przestrzeni, w których rozgrywa się akcja jego książek. Tym razem stawia na dom handlowy, który ma aż 19 pięter. Już samo to potrafi rozpalić wyobraźnię do czerwoności. Autor doprecyzowuje swoją wizję, zabierając bohaterów w coraz to nowe rejony owego spektakularnego domu handlowego, wypełniając białe plamy na mapie przestrzeni coraz to wymyślniejszymi i bardziej ekscytującymi pomysłami. Już samo eksplorowanie tego miejsca jest świetną zabawą, ale nie tylko przestrzeń, poznawana w rozwoju fabuły, się liczy, ale i akcja. A akcja nierozerwalnie splata się z tajemnicą. Tajemnicą sięgającą dziesięcioleci wstecz, kiedy to w domu handlowym wydarzyły się niezwykłe rzeczy i kiedy narodziło się nadnaturalne zagrożenie. Żeby rozwiązać tajemnicę, a właściwie cały łańcuch tajemnic, młodzi bohaterowie muszą stawić czoła niejednej zagadce. I tu z jednej strony ukłony w stronę autora, bo udowodnił po raz kolejny, że potrafi być w tej kwestii pomysłowy, ale też ukłony w stronę redakcji i tłumaczki, bo wykonali karkołomną pracę, żeby przenieść kwintesencję zagadki zawartej w słownym szyfrze na język polski. I wszystko pozostaje spójne. W centrum wydarzeń stawia Guterson dwoje młodych bohaterów, z którymi bardzo łatwo sympatyzować. Każde z dzieci ma swoje mocne i słabe strony, ale współpracując ze sobą, mogą wiele osiągnąć. Podoba mi się, jak przekraczają swoje granice, a zwłaszcza jak Zander walczy ze swoim lękiem wysokości. Mając takich przewodników po świecie Dziewiątki i takich sojuszników w rozwiązywaniu zagadki, czytelnik nie tylko nie będzie się nudził, ale i czytał z prawdziwą przyjemnością. To książka dla wszystkich miłośników detektywistycznych historii, którzy uwielbiają zmagać się też z zagadkami. Wciągająca, z bardzo dobrym tempem akcji, sympatycznymi, dobrze wykreowanymi bohaterami, a także ogromnie pomysłową, przemyślaną przestrzenią, w której rozgrywa się akcja. Mnogość wymyślnych sklepów może się wydawać oszałamiająca, ale tylko podsyca nastrój niesamowitości i niezwykłości miejsca, które wciąż pozostaje dość niedookreślone, by pozwolić młodym umysłom fantazjować na jego temat. Świetna zabawa dla umysłu i ducha.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Podejrzany klaun Oliver Schlick
Podejrzany klaun
Oliver Schlick
Zdarza się, że ktoś boi się pająków, ciemności albo wizyty u dentysty. Ale Roryk Nieśmiał, prywatny detektyw z problemem, no cóż, nieśmiałości, ma lęk na nieco wyższym poziomie. Boi się właściwie wszystkiego, co wymaga kontaktu z ludźmi. A mimo to rozwiązuje zagadki! To tak, jakby ktoś panicznie bał się psów, a został treserem cyrkowym. A skoro o cyrku mowa ,w tej części na scenę wkracza klaun. I to nie taki, co rozdaje balony, tylko taki, przy którym nawet Joker wygląda na serdecznego wujka z urodzin. 🔎 Roryk Nieśmiał, nasz wyjątkowo skromny i ostrożny detektyw podejmuj kolejne zlecenie. Tym razem musi rozwiązać sprawę wypadku w centrum miasta. Szybko okazuje się, że za kierownicą mógł siedzieć klaun. Nie wiadomo jednak, czy to zwykły wypadek, czy ktoś naprawdę chciał się Roryka pozbyć. Z pomocą przychodzi mu jego nieoceniona asystentka Matylda. Dwunastoletnia dziewczynka o ciętym języku, błyskotliwym umyśle i odwadze, której mógłby jej pozazdrościć niejeden dorosły. Towarzyszy im także wierny cocker-spaniel, doktor Herkenrat, który, choć wygląda jak zwykły pies, potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanych momentach. Śledztwo prowadzi przez ciąg absurdalnych tropów, od tajemniczych rekwizytów cyrkowych po dziwacznych świadków, aż po sam środek mrocznej klaunady. Z każdym kolejnym odkryciem detektyw musi zmierzyć się nie tylko z zagadką, ale też z własnymi lękami. Bo czasem, by rozwiązać sprawę, trzeba zajrzeć za maskę, nie tylko klauna, lecz także własną. 🔎 „Roryk. Nieśmiały detektyw. Podejrzany klaun” to lekki, dowcipny, ale jednocześnie wciągający kryminał młodych czytelników. Oliver Schlick z humorem i ciepłem pokazuje, że nawet najbardziej nieśmiała osoba może być bohaterem i że odwaga nie polega na braku strachu, ale na działaniu mimo niego. Świetnie rozpisana relacja między Rorykiem a Matyldą dodaje książce energii i uroku, a fabuła pełna zwrotów akcji i fałszywych tropów nie pozwala się nudzić. To historia, która bawi, wciąga i daje młodym czytelnikom ciche, ale ważne przesłanie. 🔎 To książka, po której ma się ochotę uśmiechnąć, wziąć głęboki oddech i pomyśleć: może i ja też mam w sobie trochę detektywa Roryka?
Basia Ott - awatar Basia Ott
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Latawiec Barbara Kosmowska
Latawiec
Barbara Kosmowska Emilia Dziubak
Kosmowska w bardzo piękny, subtelny sposób przedstawia tutaj sytuację rozpadu rodziny. Oto bowiem tata przestaje wracać z pracy do domu, a mama jest bardzo smutna. Główny bohater, chłopiec o imieniu Mieszko musi jakoś poradzić sobie z tą dziwną dla niego sytuacją. Na szczęście Mieszko nie jest sam. Ma wspaniałą przyjaciółkę Tosię, która zawsze go wspiera. Znajduje także nowego przyjaciela. Spotyka starszego pana Alberta i obaj zostają dla siebie dziadkiem i wnukiem. Ich relacja jest pełna czułości i humoru. Z przyjemnością czyta się o kulinarnych wyczynach staruszka. Jego wspaniałą zupę Sezam Mieszko zjadał z apetytem, choć przecież nie lubił warzyw. Dziadek Albert pokazał chłopcu, gdzie mieszkają leśne zwierzęta, nauczył go nazw ptaków. Zabrał go nawet wspólnie z kolegami na wyprawę i wyjaśnił dlaczego obrączkuje się ptaki. Ale najważniejsze jest to, że pomógł Mieszkowi dokończyć budowę latawca. Mieszko miał to zrobić wspólnie z tatą, ale tata nie przychodził go odwiedzać. „Latawiec” to powieść o emocjach. O smutku i radości, o tęsknocie, o przyjaźni i zaufaniu, o strachu i miłości. Jest to także opowieść o rodzinie i o relacjach pomiędzy dziećmi i dorosłymi. W osobie dziadka Alberta Mieszko znajduje wsparcie, ale na tej przyjaźni korzysta też staruszek. Przyszywany wnuk wnosi do jego życia wiele radości. W powieści podoba mi się też sposób przedstawienia rozstania rodziców. Mama Mieszka nie umiała sobie poradzić ze swoim smutkiem. Przestała biegać, choć zawsze to lubiła i dużo płakała. Często odwiedzała ją ciocia i długo rozmawiały. Dziecku nikt nie mówił, co się dzieje, ale Mieszko ze strzępków rozmów, własnych przemyśleń i z wyobraźni budował swoje obrazy zaistniałej sytuacji. Powieść pokazuje, że warto rozmawiać nawet o trudnych sprawach. Pomimo niełatwego tematu nie jest to smutna książka. Wręcz przeciwnie. Płynie z niej dużo optymizmu i wiary w ludzi. Autorka bardzo subtelnie i z wyczuciem odmalowała tutaj dziecięce emocje. Narracja jest spokojna, ale też pełna humoru. Czytelników na pewno zainteresują pojawiające się tu koty o oryginalnych imionach i guziki, które zbierała Tosia. A tytułowy latawiec? Mieszko kochał latawce. Marzył o tym, że w przyszłości zostanie pilotem. Lubił rozmyślać o lataniu. Dziadek Albert powiedział mu kiedyś, że ludzie czasem są jak latawce. Książka Barbary Kosmowskiej „Latawiec” zachwyca swoim spokojnym stylem i głęboką treścią. Całości dopełniają piękne ilustracje wykonane przez Emilię Dziubak. Doskonale oddają klimat powieści, w której jest i nostalgia, i entuzjazm. To piękna, mądra i potrzebna książka. Może pomóc dzieciom, które mierzą się z takim problemem jak Mieszko. A czytelnicy, którzy sami nie mają takich trudności, będą mogli lepiej zrozumieć problemy koleżanek i kolegów. Ta książka zainteresuje, rozbawi, uspokoi trudne emocje i nauczy empatii.
Anna - awatar Anna
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Zagadka świątecznego puddingu Agnieszka Stelmaszyk
Zagadka świątecznego puddingu
Agnieszka Stelmaszyk Anna Oparkowska
„𝑀𝑎𝑧𝑢𝑟𝑠𝑐𝑦 𝑤 𝑝𝑜𝑑𝑟𝑜́𝑧̇𝑦. 𝑍𝑎𝑔𝑎𝑑𝑘𝑎 𝑠́𝑤𝑖𝑎̨𝑡𝑒𝑐𝑧𝑛𝑒𝑔𝑜 𝑝𝑢𝑑𝑑𝑖𝑛𝑔𝑢” 𝖠𝗇𝗇𝖺 𝖮𝗉𝖺𝗋𝗄𝗈𝗐𝗌𝗄𝖺, 𝖠𝗀𝗇𝗂𝖾𝗌𝗓𝗄𝖺 𝖲𝗍𝖾𝗅𝗆𝖺𝗌𝗓𝗒𝗄 Kolejna wciągająca i pełna humoru opowieść o przygodach sympatycznej rodziny Mazurskich, która tym razem planuje spędzić Boże Narodzenie na spokojnej, zimowej wsi. Choć ich nowo nabyty domek wciąż wymaga remontu, przygotowania do świąt ruszają z pełnym entuzjazmem. Jednak w rodzinie Mazurskich nic nigdy nie jest takie proste, jak się wydaje! Jędrek i Marcela postanawiają znaleźć idealne prezenty dla bliskich. Kiedy w antykwariacie Jędrek natrafia na starą książkę kucharską, zaczynają się tam dziać dziwne rzeczy. Jędrek będzie musiał rozwikłać zagadkę, która kryje się za znaleziskiem. Czy uda się uratować Wigilię i odkryć tajemnicę przepisów, zanim będzie za późno?   ~ Agnieszka Stelmaszyk kolejny raz udowadnia, że jest mistrzynią łączenia przygody, humoru i ciepła rodzinnych relacji. Postacie, jak zawsze, są świetnie zarysowane – każdy z członków rodziny Mazurskich ma swoje charakterystyczne cechy, które nadają historii barw. Nietuzinkowa babcia dostarcza mnóstwo śmiechu, a dzieci – bystre, pełne energii i pomysłowości – są motorem napędowym akcji. Rodzinna dynamika i ciepło relacji sprawiają, że łatwo utożsamić się z bohaterami i poczuć częścią ich przygody. Mazurscy postanawiają spędzić święta Bożego Narodzenia w domku na wsi, jednak nie jest on wystarczająco wykończony, aby spędzać tam czas - dla tej rodziny to żaden problem, kolejna książka z tej serii ponownie udowadnia. Kolejnym plusem tej pozycji są przepisy babci Henrysi jak i samej autorki, świetny pomysł na uzupełnienie! Jedyne, co można by zarzucić, to fakt, że finał zagadki mógłby być nieco bardziej rozbudowany, ale dzieciom z pewnością dostarczy on satysfakcji. Ilustracje jak zawsze w przygodach Mazurskich dodatkowo wzbogacają książkę i nadają jej przyjemnego, lekkiego tonu. 𝕎𝕤𝕡𝕠́𝕝̷𝕡𝕣𝕒𝕔𝕒: Wydawnictwo Wilga 𝕀𝕟𝕤𝕥𝕒𝕘𝕣𝕒𝕞: ebuk.pl
ebukpl - awatar ebukpl
ocenił na 10 1 rok temu
Klątwa mumii. Mazurscy w podróży Agnieszka Stelmaszyk
Klątwa mumii. Mazurscy w podróży
Agnieszka Stelmaszyk Anna Oparkowska
Agnieszka Stelmaszyk to polska pisarka urodzona 6 stycznia 1976 roku, znana przede wszystkim z książek dla dzieci i młodzieży pełnych przygód, zagadek i humoru. Debiutowała w 2007 roku zbiorem "Opowiadania z morałem", a prawdziwym przełomem w jej karierze okazała się seria "Kroniki Archeo", która od lat cieszy się dużą popularnością wśród młodych czytelników. Autorka jest z wykształcenia nauczycielką języka polskiego, choć nigdy nie pracowała w szkole – zamiast tego z pasją pisze książki, w których łączy wciągającą fabułę z ciekawostkami o świecie i historii. Jej twórczość obejmuje wiele cykli, takich jak "Mazurscy w podróży", "Klub Poszukiwaczy Przygód" czy "Alfred Wiewiór". Agnieszka Stelmaszyk mieszka z rodziną w Bydgoszczy i wciąż aktywnie tworzy nowe historie, inspirując kolejne pokolenia młodych czytelników do odkrywania świata i sięgania po książki. "Klątwa mumii" to 9 tom skierowanej do dzieci w wieku 9-12 lat serii "Mazurscy w podróży". Książka ukazała się w 2025 roku nakładem wydawnictwa Wilga i liczy sobie 304 strony. Jest to pozycja nominowana w plebiscycie Książka Roku 2025 w kategorii "Literatura dziecięca". Mazurscy zwykle podróżują po Europie, ale po pewnej burzliwej naradzie postanawiają wyruszyć w bardziej egzotyczny zakątek świata – ferie zimowe spędzą w Egipcie. Jędrek zawsze marzył, by zobaczyć piramidy i sfinksa w Gizie, a babcia Henrysia pragnęła wyruszyć tropem ulubionej pisarki Agathy Christie. Mazurscy ułożyli więc plan wycieczki i wybrali biuro podróży. Jednak gdy tylko wylądowali w Egipcie, od razu wpadli w tarapaty, a wszystko zaczęło się od zaginionych walizek. Tym razem Mazurscy będą zwiedzać starożytne grobowce i świątynie i zaproszą czytelników w magiczny rejs po Nilu, podczas którego przytrafią im się dziwne i niepokojące przygody. Czy z tymi zdarzeniami ma coś wspólnego klątwa mumii? Tego muszą się dowiedzieć, nim będzie za późno… „Klątwa mumii” to moje pierwsze (i na pewno nie ostatnie!) spotkanie z rodziną Mazurskich. Ogromnym plusem jest to, że można przeczytać tę książkę bez znajomości poprzednich tomów, bowiem historie w nich przedstawione są odrębnymi opowieściami - nie ma pomiędzy nimi nawiązań, poza głównymi bohaterami. W tym tomie Mazurscy wyruszają do fascynującego kraju starożytnych faraonów, gdzie na bohaterów czekają sekrety przeszłości, zagadki i – jak sugeruje tytuł – klątwa mumii. Pomysł na fabułę książki jest bardzo ciekawy. Autorka umiejętnie łączy elementy sensacyjnej przygody z edukacyjnymi treściami, dzięki czemu młody czytelnik nie tylko śledzi wciągającą historię, ale także zdobywa wiedzę o opisywanym miejscu. Ogromnym atutem książki jest to, że zawiera autentyczne fakty dotyczące historii i kultury odwiedzanego kraju, a także prawdziwe zdjęcia, które pozwalają lepiej wyobrazić sobie opisywane zabytki i krajobrazy. To sprawia, że lektura staje się jeszcze bardziej wartościowa i inspirująca. Opisywana historia wciąga od pierwszych stron. Dynamiczna akcja, poczucie humoru oraz sympatyczni bohaterowie sprawiają, że trudno oderwać się od książki. Czytelnik razem z Mazurskimi odkrywa tajemnice, przeżywa chwile napięcia i z zapartym tchem śledzi rozwój wydarzeń. I nie nudzi się wcale! Nawet ten dojrzały czytelnik. Choć „Klątwa mumii. Mazurscy w podróży” to już dziewiąty tom serii, książkę można bez problemu czytać bez znajomości poprzednich części. Każda część stanowi odrębną historię z tymi samymi bohaterami, dzięki czemu nowi czytelnicy szybko odnajdą się w świecie Mazurskich. "Klątwa mumii" to świetna propozycja dla dzieci i młodzieży, które lubią przygodowe opowieści z nutą tajemnicy, a przy okazji chcą dowiedzieć się czegoś ciekawego o świecie. Książka bawi, uczy i zachęca do podróżowania – zarówno tego prawdziwego, jak i literackiego. Pozycja godna polecenia nie tylko dla dzieci. WYZWANIE CZYTELNICZE - LUTY 2026 - PRZECZYTAM KSIĄŻKĘ NOMINOWANĄ W PLEBISCYCIE KSIĄŻKA ROKU 2025.
Marcela - awatar Marcela
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Lis z Martwego Lasu Marcin Minor
Lis z Martwego Lasu
Marcin Minor Aubrey Hartman
"To opowieść o śmierci. Ale także opowieść o miłości. Ale w najcichszych zakątkach tych kartek jest to roztrząsanie straty. Utraty celu. Pewności. Oczekiwań co do tego, jak powinno wyglądać życie (lub nieśmierć). A zatem jest to roztrząsanie tego, jak odpuścić. Lub, kiedy jest to właściwe, jak nie odpuszczać. Jak trzymać się, choćby delikatnie, pamięci o tym, co stracone. Bo strata, drodzy czytelnicy, jest starszą siostrą smutku." Zaczyna się mocno, bo...Bazyl nie żył. Ale był też bardzo żywy. Bazyl to lis, który mieszka w Martym Lesie, hoduje grzyby, uwielbia herbatę, kocha książki, nie znosi borsuków. Bazyl jest Przewodnikiem Wędrującym Dusz. Każde zwierzę po śmierci trafia najpierw do jego domu, a on wskazuje mu, do którego Pokoju zaświatów ma wejść, do którego najbardziej pasuje. Pomaga zwierzętom przebyć tę ostatnią drogę między śmiercią, a nieżyciem. Pewnego dnia do jego drzwi zapukała borsuczyca Coniemiara. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Bazyl za żadne skarby nie był w stanie jej przeprowadzić, tak jak pozostałych zwierząt, do jej Pokoju. I tu zaczynają się ich przygody, splątanie losu, więzi, aż do zmian, które zachodzą w obojgu dzięki tej relacji. "– Chcę powiedzieć, że każdy może otrzymać miłość – kontynuowała Coniemiara. – Ale tylko dobre dusze mogą ją dawać. " Bardzo ciekawie skonstruowana powieść, dotykająca tego, co delikatne, kruche_ tajemnicy śmierci, przejście na drugą stronę, korelacji tego, co tu i teraz, z tym co nastanie. Opowieść snuta z perspektywy zwierząt, co mnie kupiło. Bardzo polecam. Uwaga, mroczna
Ida_wrześniowa - awatar Ida_wrześniowa
oceniła na 8 14 dni temu
Wieża na krańcu czasu Ben Mantle
Wieża na krańcu czasu
Ben Mantle Amy Sparkes
Jakiś czas temu zachwyciłam się – ba, otumaniłam się wręcz pięknem i radością z dzieciństwa i tymi zabawami i postrzeganiem świata jaki jest, a jaki zmienił się podczas dorastania – bo przeczytałam „Tonję z Glimmerdalen”. To historia dziewczynki (wspaniałej Tonji), która lubiła wszystko i wszystkich, z małym jednym ludzkim wyjątkiem – właściciela ośrodka wypoczynkowego, który wprowadził najgłupszy regulamin jaki tylko można (na szczęście tylko w obrębie swojego ośrodka). Potem w moje czytelnicze ręce wpadła (jakże się cieszę) „Jania i Iwo” pióra pani Małgosi. Po niej magia piękna dziecięcych serc i oczu nadal trwały. I nie dość, że oderwałam się od rzeczywistości, to poczułam lekkość bytu, co rzadko się zdarza – a już podczas czytania, bardzo rzadko. Poczułam bliskość babusi i tatusia i dziadka siedzącego koło kredensu. Poczułam małą rączkę kolegi w swojej małej rączce, dotyk słonka o poranku i radości ze wspólnej wycieczki nad morze. Ile tego było... i jest... Ale.... Teraz zanurzyłam się w „Wieży na krańcu czasu” i znowu zegar zaczął się wygłupiać zabierając mnie do magicznej krainy wyciętej z innego świata. Oto... Dom, co ma czkawkę, mała dziewczynka Dziewiątka (mała choć duża), czarodziej Mroczysław (coś, jak taki pokręcony i przekręcony Mieczysław, który czasem coś wyczaruje, czasem nie – jak to w życiu bywa), doktor Łyżek (nie mylić z Łyżeczką) i troll Eryk. Zabawna grupa o jeszcze zabawniejszych perypetiach. Aż zastanawiam się, jak oni w tej Wieży śpią, bo skoro pod nimi światów tyle się miesza, skoro dom czasem czknie, a może nawet kichnie, to nic nie jest pewne. Każda minuta zaskakuje, podobnie jak oni wszyscy. Przyznam szczerze, że nie czytałam pierwszej części serii, czyli „Domu na skraju magii” i początek czytania nie należał do tych przyjemnych. Trudności sprawiało mi imię dziewczynki, Dziewiątka, która jawiła mi się bardziej z dziewiątką nieustępliwych huncwotów niż jedną (rezolutną) dziewczynką. Sam fakt, że to jedna, a nie dziewięć istotek jakoś trudno mi się zlepiał z fabułą. Dlatego i słowa Mroczysława czy Eryka jakoś ulatywały mi w krainę niedorzeczności. Ale... Ale po jakimś czasie wszystko nabierało innych barw i znaczenia. Wesołość akcji i trzpiotowatość to jednego pana, to drugiego. Ich strach, czy pomysły, to wszystko zaczyna tworzyć magiczny świat wyjątkowej grupki przyjaciół. Dom czka, skacze jak pionek po niezbadanej planszy światów. Wszystko jest zagadką, która jednoczy te ciepłe istotni razem. „Wieża na krańcu czasu” to obraz odwagi i prawdy zarazem. To przyjaźń, wsparcie i akceptacja słabości drugiego. To baśniowa, acz prawdziwa, historia oderwana od czasu i przestrzeni. Historia tych osób pokazuje to, co w życiu ma największą wartość, a o czym, z upływem lat i kalendarzy zapominamy – pokazuje, czym jest poleganie na sobie. Czym jest wiara w drugiego człowieka. Czym jest mobilizacja do wspólnego działania w zgodzie i radość z bycia sobą pośród innych. To historia przyjaciół, którzy uczą się pokonywać przeszkody i jednocześnie czerpią z nich to, co dobre, właściwe i rozważne (choć czasem na ową rozważność lepiej przymknąć oko). i cieszy przy okazji fakt, że takich książek jest coraz więcej. Są wypełnione niezbadanymi perypetiami, które chwytają i młodzież i dzieci i starszych (czasem i tych najstarszych). Cieszy fakt, że po takie książki się sięga, że się w nich zanurza i o nich opowiada. I nie trzeba szukać pretekstu, by je czytać. Nie ma znaczenia wiek, pogoda za oknem, czy tymczasowa nuda, którą trzeba jakoś zapchać. Na takie książki czas jest zawsze i wszędzie. One rozdmuchują mroczne chmury znad smutnej głowy, leczą ciało (bez leków z apteki i wizyty u specjalisty), poprawiają nastrój i sprawiają, że człowiek zaczyna się uśmiechać. Ot tak, sam do siebie. Do kubka z herbatą, do nadgryzionego sera, czy pomidora, co leży smutny i zapomniany. Same plusy i to w nadmiarze. I uwaga – jesteś w domu, co nie czka i nie skacze i jest ci ciepło i czujesz w sobie tyle energii, że cię wręcz rozsadza. To magia takich powieści i takich pisarzy, co lekkością pióra i frywolnością wyobraźni tworzą takie perełki w okładkach. Takie chwile warto kolekcjonować. Agnesto #agaKUSIczyta #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na 9 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Może to znak

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Może to znak