Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał

Okładka książki Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał
Peter Johannes Blok Wydawnictwo: Napoleon V historia
225 str. 3 godz. 45 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2018-01-31
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-31
Liczba stron:
225
Czas czytania
3 godz. 45 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378895879
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał

Średnia ocen
6,5 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
499
245

Na półkach: , , ,

Książka ma swoje lata, jednak warta przeczytania. Nie znajdziemy tu przypisów czysto naukowych, a o bibliografii można zapomnieć. Jednak opowieść, bo tak bym to nazwał, czyta się dobrze, sporo szczegółów. Nie lubię morza i nie kryje się z tym, jednak gdzieś tam wojskowość niderlandzka na tyle mnie interesuje, że sięgnąłem po książkę. Warto, choć może co niektórych przynudzić.

Książka ma swoje lata, jednak warta przeczytania. Nie znajdziemy tu przypisów czysto naukowych, a o bibliografii można zapomnieć. Jednak opowieść, bo tak bym to nazwał, czyta się dobrze, sporo szczegółów. Nie lubię morza i nie kryje się z tym, jednak gdzieś tam wojskowość niderlandzka na tyle mnie interesuje, że sięgnąłem po książkę. Warto, choć może co niektórych przynudzić.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

41 użytkowników ma tytuł Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał na półkach głównych
  • 26
  • 15
26 użytkowników ma tytuł Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał na półkach dodatkowych
  • 15
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Lata wojen Peter Englund
Lata wojen
Peter Englund
Modelowa historyczna książka popularnonaukowa. Autor przedstawia kluczowy okres w historii Szwecji, czyli lata 1625 – 1656, wybierając sobie za bohatera Erika Jönssona Dahlberga, późniejszą ważną postać z historii tego kraju. Nie jest to przy tym biografia czy podręcznik historii politycznej, czy nawet esej bądź publicystyka historyczna. Najlepszą definicją byłoby określenie tej pozycji, jako popularnonaukowej monografii XVII-wiecznej wojny, sposobów jej prowadzenia i konsekwencji. Pokazując losy bohatera, Erika - na razie Jönssona, autor wyjaśniając tło wydarzeń omawia genezę i przyczyny wojny trzydziestoletniej, jej przebieg, główne bitwy, rokowania pokojowe, a przede wszystkim wojenne realia, z lubością pomijane przez historyków. Gdy Erik lub inne postacie bądź wydarzenia historyczne stykają się z jakimś problemem, autor opisuje jak sobie radzono z nim w XVII wieku (np. edukacja dzieci, ówczesne zwyczaje żywieniowe, stroje, działanie poczty, logistyka transportów wojskowych etc.). Zasadniczo kulisy treści ograniczają się do basenu Morza Śródziemnego oraz krajów zaangażowanych w wojnę trzydziestoletnią (i Rzeczpospolitej Obojga Narodów), ale są krótkie wypady do Nowego Świata, Stambułu czy wybrzeży Afryki. Książka rozpoczyna się odpisu bitwy pod Warszawą, niezbyt miłego oczom czytelników przyzwyczajonych do bogoojczyźnianego stylu pisania o wojnach naszych przodków (ani naszym wikipedystom, którzy nie chcą się przyznać do przegranej w tej batalii). Pokazuje archaiczność ówczesnego modelu polskiej wojskowości, w tym husarii, wielbionej przez fanów polityki historycznej. Autor trafnie zauważył, że zarówno ta formacja,jak i reszta polskiej kawalerii sprawdzała się w walkach z wrogami ze wschodu (Tatarzy, Turcy, Moskwa), ale już nie z zachodnimi (i istotnie, poza Kircholmem i małą bitwą pod Trzcianą nasza konnica nie radziła sobie ze Szwedami). Wbrew niektórym opiniom Englund nie oszczędza swoich rodaków. System polityczno-ekonomiczny Szwecji był delikatnie mówiąc daleki od ideału. Armia wcale tak dobrze nie wyekwipowana ani zorganizowana (aczkolwiek lepiej od naszej oraz habsburskiej), a jej dowódcy byli przede wszystkim pazerni na łupy. Opis wygranych bitew nie pokazuje „chwały szwedzkiego oręża”, tylko „krew pot i łzy” na polu walki oraz ogromną niekompetencję dowódców stron przeciwnych. Zamiast zalewu nazw i nazwisk mnóstwo łatwo przyswajanych informacji – np. o tym, że większość strat wśród żołnierzy była spowodowana chorobami i dezercjami, a nie śmiercią na polu bitwy, trupy były odzierane z odzieży i wszystkiego co wartościowe, w szwedzkiej armii tylko 1 na 12 żołnierzy pochodził z terenu tego kraju (w którym nota bene nie było pańszczyzny), a w riksdagu swoje przedstawicielstwo mieli nawet chłopi, królowa Krystyna nie była ani ładna ani romantyczna, ani cnotliwa, geneza szwedzkiego pieczywa chrupkiego miała bardzo przyziemny charakter, zdobyte armaty często były bezwartościowe z uwagi na inny kaliber kul, a Wiedeń był wówczas dużo mniejszy od Pragi. Natomiast, o czym autor nie pisze wprost, jednym w czym ówczesna Szwecja górowała nad resztą krajów europejskich był stosunkowo łatwy awans do elity. I dla ludzi wywodzących się z chłopstwa, jak bohater książki jak i dla obcych oficerów (głównie Niemców), kupców i przemysłowców (głównie Holendrów), później przeważnie uszlachcanych. I te różnice w kompetencjach m.in. dowódców czy organizatorów funkcjonowania armii były tak naprawdę siłą ówczesnego kraju Trzech Koron. To wszystko pokazuje bardzo dobre rozłożenie akcentów pomiędzy historię elit, a całej reszty ówczesnych społeczeństw. Ale w beczce miodu jest i łyżka dziegciu. Przekład tragiczny pod względem kulturowym i fatalna redakcja. Tłumacz nie wiedział, a wydawca nie sprawdził, że m.in. Brünn to nic innego jak morawskie Brno. Trier to Trewir, a Regensburg to Ratyzbona. Lewobrzeżna Praga to Mala Strana, a nie Małe Miejsce, a "Dyna" to po polsku Dźwina, uchodząca do Bałtyku w Rydze (i bitwa nad Dźwiną a nie pod Dyną). Źle wygląda nie stosowanie imion i nazwisk części panujących zgodnie z obowiązująca u nas tradycją. Czyli jest jeszcze cesarz Ferdynand II i III, ale zamiast Jerzego Rakoczego pojawia się … Georg (jeśli już to powinien występować jako György) Rakoczi, zamiast elektora saskiego Jana Jerzego – Johan Georg von Sachsen, a w miejsce elektora brandenburskiego Jerzego Wilhelma – Georg Wilhelm von Brandenburg. Książęta Kolonii i Moguncji byli arcybiskupami tych archidiecezji, a nie władcami. W husarii służyli husarze, a nie huzarzy, którzy posługiwali się nie lancami, a znacznie dłuższymi kopiami itd. Nie wystarczy znać język, trzeba bardzo dobrze rozumieć treść tłumaczonego dzieła. Brakuje też objaśnień wielu terminów czy wyjaśnień związanych z nazwami geograficznymi czy poszczególnymi postaciami historycznymi. To wszystko wpływa niestety na ocenę całości. Tym niemniej książkę, mimo jej solidnej objętości (800 storn) pochłania się szybko i z dużą satysfakcją. Tym bardziej, że odbrązawia dawne „sztuki” – zarówno wojenną, jak i dyplomatyczną.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 3 lata temu
Imperium hiszpańskie. Dzieje rozkwitu i upadku Henry Kamen
Imperium hiszpańskie. Dzieje rozkwitu i upadku
Henry Kamen
Imperium Hiszpańskie Dzieje rozkwitu i upadku, jest książką z jednej strony ciekawą i interesującą, zawierająca dużo informacji,dotyczących gospodarki,militariów i wojnach ,polityki prowadzonej przez rządzących tych imperium. Fakt że dla Mnie przedstawienie udziału Hiszpanii w wojnach włoskich 1494-1559, wojnie trzydziestoletniej 1618-1648 czy wojnie o sukcesję hiszpańską 1701-1714 przedstawione jest skrótowo,ale można stwierdzić że merytorycznie i bez większych błędów. W jednej sprawie uważam że autor skrzywdził trochę Hiszpanów, pomijając ich wkład kulturalny , może nie był ilościowo duży jednak był . Uważam że ,autor sugerując się,że we wkład w powstanie i rozwój imperium zaangażowani byli Włosi ,Indianie różnych plemion Ameryk Północnej czy Południowej ,czy Niemcy i Chińczycy a nawet było o Polakach i niewolnikach murzyńskich nie minął się zbytnio z prawdą, czasy są globalne , promuje się teraz aż nadto pokrzywdzone rasy , umieszczając np. czarnoskórych aktorów w postacie historyczne czy książkowe które były białe no i to że książka była pisana w Barcelonie a wiadomo Katalończycy nie pałają zbytnią miłością do Hiszpanii. Mimo to książka jest wciągająca gdyż dużo było relacji świadków epoki, o innych stronach świata i podbojach ,oraz gospodarowaniu na tych terenach. Natomiast poważnym minusem jest brak przedstawienia wojen wyzwoleńczych w Amerykach , na Filipinach czy na Kubie ,bo to definiuje dopiero podtytuł Dzieje rozkwitu i upadku.
Artur Górny - awatar Artur Górny
ocenił na 7 1 rok temu
Wojna trzydziestoletnia 1618-1648. Tragedia Europy Peter H. Wilson
Wojna trzydziestoletnia 1618-1648. Tragedia Europy
Peter H. Wilson
Po czterokrotnym przeczytaniu tej pozycji w ciągu ostatnich 5 lat, w końcu czuję się na siłach by wystawić jej ocenę. Obszerna tematycznie - dająca znakomite podstawy. Należy podkreślić, że mimo wszystko pozostaje to dziełem absolutnie bazowym i w p r o w a d z a j ą c y m do tematu wojny trzydziestoletniej. Brak rozwinięcia wielu tematów nadrabia naprawdę mistrzowskimi wskazówkami bibliograficznymi zamieszczonymi w przypisach. Podnoszono kilkukrotnie, że Wilson zdaje się faworyzować stronę habsburską i bawarską. W kilku miejscach jest to rzeczywiście widoczne, ale autor zdaje się raczej po prostu zlikwidować istniejące w historiografii mity stworzone przez hagiografów czy to Gustawa Adolfa (demitologizacja bitwy pod Lutzen jako wielkiej wygranej szwedzkiej) czy d'Enghiena (Rocroi w wydaniu Wilsona nie jest wcale jakieś bardzo zatrważające). Wykorzystuje też okazje by podnieść z błota zapomnienia kilku wybitnych dowódców wojny (e.g. Mercy czy Guebriant), dotychczas ocenianych jako średnich lub niewspominanych. Nie boi się krytykować spostrzeżeń wcześniejszych autorów (lady Wedgewood czy też samego wielkiego Parkera) - plus za odwagę. Wilson również bardzo bezkompromisowo rozlicza czarną legendę Wallensteina jako rzekomego zdrajcy. Pod względem sposobu napisania, rozmiaru i doboru treści - dzieło doskonałe. Ma oczywiście również (co prawda nieliczne) błędy merytoryczne - te drobne, niewielkie literówki (e.g. pomyłka przy dacie ordynacji Reichskammergericht wprowadzającej procedurę wizytacji), ale również nieco większe - co prawda obecne właściwie we wszystkich większych opracowaniach dotyczących omawianego tematu (S. Murdoch parę lat temu już wykazał, że opis bitwy pod Lemgo, który znajdujemy m.in. u Wilsona to absolutna bzdura, niemająca pokrycia w źródłach). Mimo wszystko jest to absolutnie najlepsza dostępna na rynku pozycja wprowadzająca do tematyki wojny trzydziestoletniej - przez wiele lat będzie najpewniej stanowić podstawową literaturę w temacie największego konfliktu nowożytnej Europy.
Meribbaal - awatar Meribbaal
ocenił na 9 1 rok temu
Burzliwe dzieje kalifatu bagdadzkiego Jerzy Hauziński
Burzliwe dzieje kalifatu bagdadzkiego
Jerzy Hauziński
Znakomita, choć niełatwa lektura. Niczym w książce telefonicznej roi się tu od wieloczłonowych imion i nazwisk, tysięcy szczegółów zupełnie nie do zapamiętania przy powierzchownej lekturze. Czy wyrwany w nocy ze snu opowiem, czym dokładnie różniły się rządy kalifa Al-Muktafiego od Al-Muktadiego albo kalifa Al-Mutamida od Al-Mutadida? Oczywiście nie, będę potrzebował zerknąć na daty panowania tych władców, żeby przywołać cień wiedzy, jaki wyniosłem z tej książki. Ważniejsze od detali były dla mnie ogólne zarysy. Książka Hauzińskiego uzmysławia, jak z biegiem kolejnych stuleci rozpadała się "ummah" czasów Mahometa, czyli mityczna jedność świata islamu - zarówno z powodu lokalnych partykularyzmów, politycznych rywalizacji, jak i waśni etnicznych oraz konfliktów religijnych, nierzadko trwających do dziś. Książka koncentruje się na dziejach politycznych kalifatu, jedynie dwa rozdziały przedstawiają bujny rozwój kultury i sztuki tamtych czasów. Hauziński podjął się trudnego zadania uszycia spójnej narracji z mnóstwa nierzadko sprzecznych ze sobą źródeł arabskich/muzułmańskich. Ponieważ osiągnął mistrzostwo świata w upychaniu jak największej liczby szczegółów na jedną stronę, czytelnik otrzymuje niemal pełny przegląd generalnej sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie we wczesnym i pełnym średniowieczu. Na kartach książki, momentami napisanej niczym powieść szkatułkowa, pojawiają się i przemijają kolejne potęgi. Nic nie trwa wiecznie i tak, jak kalifat przeszedł w wyniku zbrojnego przewrotu z rąk Umajjadów w ręce Abbasydów, tak lejce realnej władzy trafiają w kolejnych stuleciach m.in. do Barmakidów (potężni wezyrowie kalifa), Tahirydów (kolejni poplecznicy, którzy zakładają własne państwo w Chorasanie, a potem tracą je na rzecz Samanidów), Furatydów (znów ród wezyrów), pomniejszych sekt i ruchów, jak karmatów (Bahrajn i okolice) czy ismailitów (północny Iran), Zajirydów, Bujidów/Dajlamitów (dominacja w latach 945-1055), później do Wielkich Seldżuków, Ildegizydów z Azerbejdżanu, władców sułtanatu Chorezmu, a na końcu Mongołów, którzy brutalnie zlikwidują kalifat i wymordują mieszkańców jego stolicy. To tylko niektórzy z "bohaterów" tej książki. Po kolei spod bezpośrednich rządów kalifatu odpadają kolejne ziemie, które stają się udzielnymi państwami. Jedynie luźno uznają zwierzchnictwo kalifów, którzy z władców uniwersalnego imperium stają się kimś w rodzaju "sunnickich papieży" Bagdadu, obdarzonych patrymonium ograniczonym do dorzecza Eufratu i Tygrysu. Z biegiem lat kolejni Abbasydzi coraz bardziej zamykają się w "złotej klatce" swoich pałaców i haremów, a realna władza przechodzi najpierw w ręce wezyrów, potem dowódców wojsk najemnych/niewolniczych, lokalnych dynastów, a później seldżuckich sułtanów i innych. Co pewien czas kalifowie podejmują bardziej lub mniej udane próby emancypacji i odzyskania władzy nad światem islamu, często przy udziale skrytobójstw i spisków, ale tej loterii kładzie kres Hulagu i jego horda. Ostatni rozdział to postscriptum przedstawiające późniejsze losy marionetkowych kalifów z Kairu oraz próby kontynuacji tej instytucji od Osmanów do Daesh/ISIS. W zorientowaniu się w tym kalejdoskopie nie pomaga brak choćby spisu władców kalifatu z datami panowania, kilku bardziej szczegółowych map, jak również drzew genealogicznych głównych rodów. Warto przed lekturą poczytać np. Hugh Kennedy'ego, który opisując krótsze okresy (630-750 i 750-850) dobrze wprowadza laików (jak ja) w pełną niuansów tematykę rozkwitu świata islamu. Mnie najbardziej zaintrygowały ówczesne sprzeczności i specyfika tamtych czasów. I tak np. Hauziński wspomina, że w ramach rozejmów wymuszano od pokonanych daniny cennych manuskryptów, a elita Bagdadu posiadała biblioteki sięgające kilkunastu tysięcy woluminów, studiowano Arystotelesa, Platona, świetnie rozwijała się matematyka, astronomia. Jednocześnie tej wyrafinowanej kulturze towarzyszą regularnie krwawe zamieszki (ciągnięcie obalonego wezyra za genitalia po ulicach, str. 375), a tarcia na szczycie niosą ze sobą niewyobrażalne okrucieństwa, jak np. ugotowanie żywcem jednego z kalifów we wrzątku (str. 370-371). Ciekawe są zagmatwane kwestie tolerancji i nietolerancji, bo z jednej strony na służbie kalifów w XII wieku pozostają przyboczne gwardie armeńskie czy bizantyńskie (str. 359), a Mongołowie w 1258 oszczędzają dzielnicę bagdadzkich nestorian, z drugiej strony kalifat jest orientalną teokracją i państwem niewolniczym, który błogosławi walczącym z krzyżowcami, a w innych okresach brutalnie niszczy "wyznawców magów" w Iranie (Zaratustry), okresowo prześladuje chrześcijańskich poddanych (str. 145), czy toczy brutalną "świętą wojnę" z Bizancjum. Hauziński ciekawie opisuje nawet ówczesne spory teologiczne. Intrygują wzmianki o buntach kolejnych samozwańczych "proroków utajonych", którzy marzyli o powtórzeniu sukcesu Mahometa i założeniu własnej religii. Jednocześnie zdarzało się, że władzę w kalifacie kontrolowały przez pewien czas kobiety (matki kalifów lub faworyty, np. str. 73), a surowe zasady islamu nie przeszkadzały w nieokiełznanej rozpuście. Być może właśnie ta mieszanka rozumu z szaleństwem i pobożności z rozpasaniem sprawia, że dzieje świata islamu są tak ciekawe. Warto podjąć wysiłek i przeczytać całość. Wiedza na temat średniowiecznych dziejów świata islamu wydaje się niezbędna zarówno do zrozumienia współczesności (sunnici vs szyici, perski Iran vs część krajów arabskich itd.), jak i dziejów dawniejszych, np. Bizancjum (bizantyjska rekonkwista z X wieku nieprzypadkowo zbiegła się z potężnymi wstrząsami i walką o władzę w kalifacie) oraz wypraw krzyżowych (warto pamiętać, że w ich trakcie uwaga Bagdadu była zaabsorbowana głównie problemami na innym kierunku - na wschodzie, a muzułmanie spędzali jeszcze więcej czasu na walce między sobą, co z krzyżowcami, nawet za czasów "jednoczycieli" w rodzaju Saladyna). "Burzliwe dzieje kalifatu" to książka do wielokrotnego korzystania, będę wracał.
rocombey - awatar rocombey
ocenił na 8 1 rok temu
Wojna trzydziestoletnia. Europa i świat 1618-1648 Göran Larsson
Wojna trzydziestoletnia. Europa i świat 1618-1648
Göran Larsson Lars Ericson Wolke Nils Erik Villstrand
Bardzo dobrze napisana ksiazka popularno naukowa. Czyta sie jak dobra powiesc. Ksiazka jest podsumowaniem 30 letniego konfliktu, ktory wplynal na historie i ksztalt calej Europy, a o ktorym przecietny Polak wie tylko tyle, ze byl to religijny zgrzyt ,ktory przeciagnal sie na 30 lat i za scene obral sobie glownie tereny dzisiejszych Niemiec i Czech. To, ze mial tez niebagatelny wplyw na losy naszego kraju jest raczej pomijane. Autorzy, mimo ze Szwedzi, zachowuja surowy objektywizm nawet mimo tak wielkiego zaangazowania ich ojczyzny w te wojne. Z rownym szacunkiem traktuje sie wszystkie strony konfliktu. Nie ma tuaj popularnego w tego typu publikacjach nadmiernego gloryfikowania wlasngeo narodu. Szczerze mowiac, biorac do reki ksiazke, obawialem sie, ze bedzie to ostra krytyka linini katolickiej a w nastepnej kolejnosci protestanckiej przez pisarzy wywodzacych sie z co by tu nie mowic neoliberalnej Szwecji. Szczegolnie majac na uwadze, jak straszne zbrodnie popelnione zostaly podzczas tej wojny. Po przeczytaniu kilkunastu stron, musialem autorom zwrocic honor. Ciekaw jestem, czy autorzy napisali cos podobnego o czasch Karola Gustawa, bo chetnie bym zakupil cos takeigo, gdyby przetlumaczono to i wydano w Polsce. Na koniec wawrto zwrocic uwage na ladna szate graficzna wewnatrz ksiazki, niemniej jednak jakosc wykonania okladki pozostawia wiele to zyczenia, juz po kilku posiedzenich z lektura zrobily mi sie na rogach okladki pedzle. Kolejny duzy minus to brak indeksu w ksiazce popularno ale jednak naukowej z nieprzebrana iloscia nazw wlasnych, w XXI wieku to zbrodnia. Ksiazka na pewno nie jest doglebna analiza a jedynie ciekawym podsumowaniem konfliktu ze wzgledu na jego zlozonosc i objetosc. Warta jest jednak przeczytania , polecam.
supermariobros - awatar supermariobros
ocenił na 8 12 lat temu
Hunowie Edward Arthur Thompson
Hunowie
Edward Arthur Thompson
Atylla w kronikach nazywany jest "Biczem Bożym". Tę obrazową metaforę można rozszerzyć na losy Hunów jako ludu. Pojawili się błyskawicznie, narobili gigantycznego hałasu i szkód, po czym równie błyskawicznie zwinęli się z kart historii. Dość powiedzieć, że ich byt na ziemiach naddunajskich to raptem 80 lat. Książka E.A. Thompsona opisuje ich rozwój poprzez podporządkowanie innych ludów koczowniczych (Alanów, Scytów), krótkotrwały wpływ na politykę cesarzy wschodniego i zachodniego Rzymu oraz spektakularny rozpad po śmierci Atylli. Jak pisze autor Hunowie, podobnie jak inne ludy koczownicze w historii, byli luźną konfederacją plemion rabusiów bydła, niezdolnymi do opanowania rolnictwa. Ich byt poza stepem zależał od wiecznych wojen, łupów i handlu wymiennym z ludami stojącymi na wyższym stopniu rozwoju. Bez podbojów i podporządkowania sobie innych ludów nie przetrwaliby w warunkach osiadłych. Z kolei im więcej ludów ujarzmiali tym większe było ryzyko, że któryś z nich podniesie bunt i rozbije ich hegemonię. W tym mechanizmie autodestrukcyjnym autor widzi przyczynę nagłego załamania imperium Hunów po śmierci Atylli. Żaden z jego synów nie był na tyle obdarzony talentem wojskowym, aby podporządkować sobie pozostałych. Autor w zasadzie opiera się w całości na rzymskich tekstach pisanych, bo jako koczownicy Hunowie nie zostawili zbyt wielu śladów kultury materialnej. W swym wywodzie koncentruje się - co nie zaskakuje - na panowaniu Bedy oraz Atylli i jego stosunkach z dworami w Rawennie i Konstantynopolu. Do samego "Bicza Bożego" autor ma stosunek demaskatorski, nie widzi w nim ani wielkiego wojownika, ani dyplomaty. Raczej efekt stopniowego tworzenia się nowej klasy wyższej, której wpływy nie wynikają już z talentów wodzowskich, a ze zgromadzonego majątku. Książka "ucina się" na krótkich losach synów Atylli. Można żałować, że Thompson nie pokusił się o rozszerzenie jej o wątek etnogenezy Protobułgarów. Krótka, ale solidna mimo, że pierwsze wydanie pochodzi z 1948 roku.
Borowik - awatar Borowik
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Sztuka wojenna Turków Osmańskich 1500-1700 Rhoads Murphey
Sztuka wojenna Turków Osmańskich 1500-1700
Rhoads Murphey
Bardzo ciekawa praca, bo zajmująca się wieloma aspektami szeroko rozumianej wojskowości Osmanów w epoce nowożytnej. Szczerze miałem już trochę dość Turków, jednak okazało się, że nie ma tu zbytnio szerokich opisów dotyczących podziałów wojska i tego jak wyglądało (czyli coś co większość robi). Zatem co mamy? Dość dużo informacji o samej organizacji machiny wojennej Turków. Kwestie logistyczne, finansowe, ludnościowe, itp. Sporo miejsca zajmują względy psychologiczne - przy okazji obalając pewne mity odnośnie życia w Imperium. Najważniejsze jednostki zostały, owszem, przedstawione, ale ukazywane są plusy i minusy w takim a nie innym rodzaju wojska. Autor pokusił się o pewne porównania - przykładowo etyka wojenna Turków i Tatarów (na korzyść tych pierwszych). Bije też fakt, że Imperium Osmańskie stało zdecydowanie wyżej w takich aspektach, jak organizacja, finansowanie i prowadzenie wojen z wieloma przeciwnikami naraz. Potrafiło prowadzić wieloletnie konflikty zbrojne, doprowadzając w końcu do jego końca - przykład Kandii. Przy okazji widzimy też ciemniejsze strony czy raczej problemy kolosa - cięcie kosztów tam gdzie można, trudne wybory co do pierwszeństwa między wojskiem lądowym a morskim. Jak dla mnie jest to ciekawa lektura, poszerzająca horyzonty na temat wojska Osmanów, a przy okazji ukazująca jak skomplikowanym tworem było całe wojsko tureckie.
bastek497 - awatar bastek497
ocenił na 7 4 lata temu

Cytaty z książki Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Michiel de Ruyter. Najwybitniejszy holenderski admirał


Ciekawostki historyczne