Elizabeth Taylor i Richard Burton

Okładka książki Elizabeth Taylor i Richard Burton
Christa Maerker Wydawnictwo: Prószyński i S-ka biografia, autobiografia, pamiętnik
303 str. 5 godz. 3 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Wir haben uns verzweifelt geliebt. Elizabeth Taylor und Richard Burton
Data wydania:
2012-07-19
Data 1. wyd. pol.:
2012-07-19
Liczba stron:
303
Czas czytania
5 godz. 3 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378392446
Tłumacz:
Jolanta Jasińska-Dunalewicz
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Elizabeth Taylor i Richard Burton w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Elizabeth Taylor i Richard Burton

Średnia ocen
6,4 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1308
368

Na półkach: , ,

dla mnie troszkę słaba i zdecydowanie chaotyczna, nie mogłam przyporządkować niektórych zdarzeń do odpowiedniego okresu, moim zdaniem książka idealnie nadaje się dla fanów, a nie dla "początkujących", którzy chcą dowiedzieć się czegoś na temat tego burzliwego związku

dla mnie troszkę słaba i zdecydowanie chaotyczna, nie mogłam przyporządkować niektórych zdarzeń do odpowiedniego okresu, moim zdaniem książka idealnie nadaje się dla fanów, a nie dla "początkujących", którzy chcą dowiedzieć się czegoś na temat tego burzliwego związku

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

89 użytkowników ma tytuł Elizabeth Taylor i Richard Burton na półkach głównych
  • 56
  • 32
  • 1
34 użytkowników ma tytuł Elizabeth Taylor i Richard Burton na półkach dodatkowych
  • 21
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Elizabeth Taylor i Richard Burton

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Elizabeth Taylor. Dama, kochanka, legenda David Bret
Elizabeth Taylor. Dama, kochanka, legenda
David Bret
Aktorkę i zarazem bohaterkę tej książki znałam z otaczającej ją legendy jednej z największych gwiazd Hollywood i kilku filmów, w których grała swoje role. Z uwagą zatem obejrzałam poświęcony jej dokument biograficzny na jednym z kanałów telewizyjnych. Z jeszcze większym zaciekawieniem sięgnęłam po jej najnowszą biografię, licząc na poszerzenie ujrzanego obrazu dziecka zniewolonego przez matkę i media. Liczyłam na tę ujętą w podtytule damę, kochankę i legendę. Na swoje nieszczęście nie przywiązałam uwagi do słowa „sensacyjna”, umieszczonego w krótkiej informacji w dolnym rogu okładki tytułowej: sensacyjna nowa biografia. I to był mój błąd! Wprawdzie znałam zasadę, że we wszelkich dokumentach, a zwłaszcza w umowach najważniejszy jest drobny druk umieszczany u dołu, ale nie przypuszczałam, że ta reguła dotyczy również książek. Ta niepozorna informacja była właściwie podstawowym pryzmatem, przez który autor patrzył na życie aktorki, decydującym o charakterze tej biografii. Słowo „sensacja” zobowiązywało, więc autor uczynił wszystko, żeby nowa biografia taką właśnie była. I taką była, a nawet powiem więcej – była momentami szokująca! Właściwie przypominała chronologiczne zestawienie artykułów przedrukowanych prosto z tak zwanej prasy brukowej na temat aktorki, jej rodziny, przyjaciół, znajomych i środowiska, w którym żyła i w którym pracowała, od narodzin do śmierci. Nawet tytuły rozdziałów przypominały krzykliwe nagłówki, charakterystyczne dla kolorowej prasy. A same informacje o autorce niepewne (brak bibliografii źródeł informacji), przytaczane za innymi mediami lub od osób trzecich. Częściej negatywne i złośliwe, rzadziej pochlebne. Czasami nie tyle sensacyjne, ile szokujące swoją wulgarnością („głośno bekała i puszczała wiatry przy stole przy gościach"), bezpośredniością balansującą na pograniczu taktu i dobrego smaku ("maraton-ruchaton" jako rozrywka znudzonych aktorów) i zaglądaniem wszystkim pod kołdrę (sadomasochistyczne upodobania seksualne, wszechobecny biseksualizm środowiska aktorskiego i rodzinnego). Autor nie opowiadał legendy, nawet jej nie tworzył. Brutalnie i bezwzględnie aktorkę z niej odzierał, wręcz niszczył. Był przy tym jednak niewiarygodny. Często używał pojęć wyrażających tylko prawdopodobieństwo informacji typu: "podobno, nie wiadomo dokładnie, inne źródła podają" (lecz nie wiadomo jakie), "chyba, mówiono, że, według reporterów" (nie wiadomo jakich), tworząc na ich niepewnej i ogólnikowej podstawie obraz aktorki zbudowany z plotek, pomówień, nadinterpretacji i przeinaczeń, bez tła społecznego i rzetelnego omówienia dorobku filmowego. To z kolei prowadziło autora do niekonsekwencji i błędów logicznych, by w jednym miejscu skomentować postanowienie Elizabeth Taylor ("Nie chcę więcej słyszeć o tym mężczyźnie".), po rozwodzie z pierwszym mężem Nickym Hiltonem, w taki sposób – "I trzeba przyznać, że słowa dotrzymała". Co mu nie przeszkadzało, by osiem stron dalej rozpisywać się o ich wspólnej kolacji. Takich niekonsekwencji wzbudzających moją nieufność wobec rzetelności autora było więcej. I żeby te sensacje jeszcze ubarwić, podlewał je sosem złośliwych, ironicznych i nienawistnych komentarzy Marleny Dietrich, pochodzących z przeprowadzonego z nią wywiadu, które brzmiały jak pohukujący głos zza grobu. Ale, ale! Kiedy minął mi szok, kiedy przyzwyczaiłam się do charakteru czytanej biografii, zaakceptowałam w końcu jej nieformalną i nieautoryzowaną przez aktorkę formułę, która na wieść o tym, że się taka ukaże (wydano ją pośmiertnie) powiedziała, że "David Bret jest dupkiem, ale że da się go lubić". I muszę przyznać jej rację w pełnym znaczeniu tego zdania! Autor jest drapieżnikiem medialnym żerującym na najbardziej intymnej, ciemnej, osobistej (o ile jest to prawda!) stronie życia aktorki, który, muszę obiektywnie przyznać, zrobił to znakomicie. Operując dobrym warsztatem literackim, wiedział, co chce napisać, w jaki sposób i dla kogo, zachowując podziw i szacunek dla aktorki w jednej kwestii – jako prekursorki walki z AIDS. Książkę zakończył poglądem wyrażającym (pomimo całych hektolitrów wcześniej wylanych brudów) jego szacunek dla niej – "Nie podlega dyskusji, że Elizabeth Taylor była ostatnią z wielkich w Hollywood. Większość jej współczesnych – z wyjątkiem Garbo, Streisand i Dietrich – musiała żyć w cieniu jej blasku. Żadna ze współczesnych gwiazd nie jest godna, żeby się chociaż otrzeć o ten cień". Gdybym nie zdążyła poznać mentalności autora, pomyślałabym, że to wzruszające, ale nie daję sobie ręki uciąć, że dopisał to po śmierci Elizabeth, bo o zmarłych nie należy mówić źle. W przypadku autora chyba TYLKO źle. Pochwalny Epilog pełen dobrych, pośmiertnych słów o aktorce padających z ust innych, raził kontrastowością wypowiedzi z pierwszym zdaniem we Wprowadzeniu – "Elizabeth Taylor przejdzie do historii jako kobieta, której udało się zrobić więcej indyków niż dobrych filmów, i jako aktorka, której ekranowy głos nieraz potrafił zachrypieć i która rzadko dorównywała poziomem swej gry kolegom z planu". Śmiałam się sama z siebie, czytając tę sensacyjną biografię, bo z jednej strony zżymałam się na autora i jego „dzieło”, a z drugiej wciągałam gładko tę jego opowieść, jak głodny makaron, zżymając się z kolei na siebie, że ujawniła we mnie tę żądną sensacji z życia gwiazd hienę. I nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Zwłaszcza że książka pięknie wydana, w twardej oprawie i z fotografiami ilustrującymi tekst. Jednak najpiękniejsze zdjęcie aktorki ujrzałam z tyłu książki. To jeszcze ta Elizabeth, której najpiękniejszą ozdobą nie są diamenty, ale dziewczęce spojrzenie i uśmiech. Dziewczyny, która właśnie wchodziła w dorosłe życie, pragnąc być tylko kochaną i szczęśliwą. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 4 lata temu
... własnymi słowami Marilyn Monroe Guus Luijters
... własnymi słowami Marilyn Monroe
Guus Luijters
Książka Guusa Luijtersa jest zbiorem wypowiedzi słynnej aktorki, które tym samym układają się w opowieść snutą słowami Marilyn Monroe - począwszy od dzieciństwa, przez początki kariery, aż po bycie wielką gwiazdą na miarę swoich czasów i wszechczasów. W owych cytatach Marilyn porusza tematy takie jak miłość, życie, seks, kariera, sława, stosunki międzyludzkie. Czytając tę książkę mamy więc obraz nie tylko tego jaką osobą była Monroe, ale też jakie były jej poglądy na toczące się wokół niej sprawy oraz jaki był świat widziany jej oczami. Jej świat - świat gwiazdy ówczesnego hollywoodzkiego kina. Natomiast patrząc na pierwsze rozdziały dotyczące spojrzenia aktorki na jej dzieciństwo, jawi się nam smutny obraz nieszczęśliwego dziecka, wychowującego się - początkowo - w niepełnej rodzinie, z czasem w sierocińcu, do którego oddała ją jej własna matka. Nie trudno więc wysnuć wniosków na temat małej Normy Jean oraz tego jak jej dzieciństwo wpłynęło na późniejsze życie już dorosłej Marilyn Monroe. Książka Guusa Luijtersa nie jest typową biografią, gdyż niewiele słów pochodzi od samego Autora. W tym opracowaniu oddał on głos samej Marilyn. I tak oto widzimy piękną, podziwianą przez kobiety, pożądaną przez mężczyzn kobietę, aktorkę o niezbyt wielkim talencie, aczkolwiek mającą marzenie nauczyć się gry aktorskiej. Widzimy osobę - wbrew pozorom - bardzo nieśmiałą, mającą swoje marzenia i pragnienia, radości i smutki, usilnie poszukującą ojca, którego szukała u mężczyzn, z którymi się wiązała, a którzy nie zawsze byli dla niej odpowiedni. Bardzo dużym plusem tej niedługiej książki są liczne fotografie Marilyn Monroe z różnych okresów jej życia, fotosy z filmów oraz bankietów. Fotografie są dobrej jakości, sporo z nich jest dużego rozmiaru. Można by pomyśleć, że tekstu w niej niewiele, a więcej jest zdjęć. Myślę jednak, że ta ilość jest wyważona, a zaważywszy na to, że w wypowiedziach Marilyn znajduje się sporo wartościowych rzeczy, nad którymi można się pochylić na dłużej oraz, które nie raz spokojnie mogłyby być cytatami. Dlatego dawkowałam sobie lekturę na kilka wieczorów. Dodatkowym atutem jest też zamieszczenie rozdziału ze spisem filmów, w których wystąpiła Marilyn, ułożonych chronologicznie. Każdy posiada wymienionych najważniejszych twórców, tytuł zagraniczny i polski (jeśli istnieje) oraz krótki zarys fabuły. Większość tytułów posiada też odpowiadający mu kadr, umieszczony obok opisu filmu, którego dotyczy. Zauważyłam jedynie dwa minusy. Pierwszy to fakt, iż fotografie są jedynie czarno-białe, nawet te, które znamy w kolorze. Drugi minus dotyczy umieszczenia w paru miejscach wytłuszczonym drukiem fragmentów tekstu już użytego, bądź mającego pojawić się w niedługim czasie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyż taki zabieg bywa stosowany - choć ja spotkałam się z nim raczej w czasopismach. Jedyne, do czego mogłabym się w tym momencie "przyczepić" to fakt, iż akurat te fragmenty, które wybrano chyba tylko po to by zwrócić uwagę na jakieś ważne stwierdzenie, które padło bądź ma paść (bo, jak mniemam, chyba temu ma służyć ten zabieg) często nie jest tutaj - w mojej opinii - ani ważne, ani wartościowe. Natomiast te fragmenty, które rzeczywiście mogłyby być cytatami i niosą ze sobą jakiś przekaz takiego wytłuszczenia, ani powtórzenia nie mają. Dlatego nie bardzo rozumiem celowość wytłuszczenia i zwracania ponownej uwagi na tekst, który akurat nie ma większej wagi w danym momencie. Polecam ten tytuł głównie dla fanów Marilyn Monroe. Choć przypuszczam, że nie będąc jej fanem można się skusić na "... własnymi słowami (...)" choćby z czystej ciekawości: "co też ta Marilyn miała do powiedzenia." Opinia opublikowana na moim blogu: https://literackiepodrozebooki.blogspot.com/2024/02/wasnymi-sowami-marilyn-monroe.html
Booka - awatar Booka
oceniła na 6 2 lata temu
Sophia Loren. Życie jak film Silvana Giacobini
Sophia Loren. Życie jak film
Silvana Giacobini
Zgadzam się z jedną recenzentką, ze nacisk położóno tutaj na miłosne ekscesy gwiazdy. Stosunkowo dużó jest wątków pobocznych,przez kilkanaście stron autorka rozwija wątek Audrey hepburn,innych pobocznych postaci, jak np. orientacji seksualnej Rocka Hudsona czy cary'ego Granta. Sophia Loren też została wymyśłona, jako nastolatka trafiła do filmui na szcżęście zauważył ją możny protektorczyli producent Carlo Ponti. Mieszkałą z dziadkami,matka Giuseppina miała na koncie nieudany związek i dwie córeczki z letkiewiczem, no i dopingowała córkę wdrodze do sławy. Młoda zaznała co to głód, trudne warunki czy wojna. Zachwyciła surowym pięknem, twarzą,w której wyraziste byłyogromne oczy. Rywlizowała z inną włoską pięknością o względy widowni,czyli Giną Lollobrygidą. Niesamowicie pracowita, cyzelowała angielski, poświęciła się rozkręcaniu kariery,której nigdy nie było jej partnerowi dosyć. Jako 18latka wzięła z nim potajemny ślub,nic nie warty, bo miał już ślubną żónę. Musiała poczekać kilkanaście lat,by wreszcie być legalną małżonką. To jej agent kierował jej karierą, musiała odłożyć urodzenie dzieci na po 30stce. Przynajmniej dwukrotnie przeżyła też poronienia. A w Hollywood grała z największymi jak Rock Hudson,Gregory Peck, David Niven, Anthony Quinn, Peter O'toole czy Cary Grant,nawet u boku reżysera Chaplina. Ikona mody, elegancka jako babcia w Pret a porter Altmana. Niestetymało dowiadujemy się o jej technice gry, ulubionych reżyserach, meandrach kariery. Na doczepkę dostajemy wzloty i upadki Carla Pontiego, zatrzymanego pod zarzutem machlojek finansowych,o których rzekomo nie wiedziała.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 6 lat temu
Sinatra. Miłość, muzyka, mafia Anthony Summers
Sinatra. Miłość, muzyka, mafia
Anthony Summers Robbyn Swan
„Wszystkie jego dowcipy i żartobliwe uwagi […] wywoływały śmiech w reżyserce, ale po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że śmiano się o wiele głośniej, niż wskazywałaby na to jakość żartów. […] Zupełnie jakby te wszystkie obecne tam osoby zmuszały się do śmiechu. Dziwne jednak było to, że oddzielało ich od niego podwójne okno, więc nie mógł ich słyszeć i w żaden sposób nie mógł wiedzieć, kto śmiał się z jego żartów najgłośniej, a mimo to i tak w ten sposób reagowali”*. Muszę przyznać, że kiedy natrafiłam na przytoczony fragment w książce „Sinatra. Miłość, muzyka mafia”, doznałam pewnego rodzaju konsternacji. Pojawiło się, bowiem we mnie pytanie czy opisany śmiech był wyrazem bezbrzeżnego podziwu czy raczej oznaką strachu. W trakcie lektury biografii słynnego artysty to uczucie niepewności towarzyszyło mi wiele razy. Wszystko za sprawą faktu, iż słynny „Głos”, jak nazywano Sinatrę za czasów jego pierwszych, wielkich przebojów, uosabiał w sobie światło i ciemność, które istniały jakby obok siebie przez lata wykuwając jego legendę. Podróż zaczynamy jednak w Hoboken w stanie New Jersey w Stanach Zjednoczonych, gdzie osiedlił się dziadek jednej z najjaśniejszych gwiazd amerykańskiej muzyki popularnej. Rodzina Sinatrów miała swoje korzenie prawdopodobnie w Agrigento we Włoszech, czyli w regionie, gdzie narodziła się sycylijska mafia. Jest to o tyle istotne, iż istnieje wiele dowodów, że gdyby nie ta słynna organizacja przestępcza - w tym jej szef Lucky Luciano - talent wokalny chuderlawego chłopaka nigdy nie zostałby zauważony. Jednak zanim Frankie wylądował na ulicy, by początkowo śpiewać w nocnych klubach o wątpliwej renomie, jego dzieciństwo nie przypominało sielanki. Życiem przyszłego wokalisty i aktora zawiadywała apodyktyczna matka, która na skutek komplikacji porodowych, doczekała się tylko jednego dziecka. To wydarzenie sprawiło, że kobieta przelała na jedynaka wszystkie swoje zawyżone oczekiwania i frustracje. Frank już wkrótce uciekł w świat młodzieńczego buntu, przez który ostatecznie nie skończył szkoły średniej i został wyrzucony z domu. Ta sytuacja zaowocowała zerwaniem więzi rodzinnych na ok. dwa lata. Można przypuszczać, że to właśnie wówczas narodziła się fascynacja nastolatka jazzem i twórczością Binga Crosby’ego. Buńczuczny chłopak już wówczas mówił, że marzy by być największym wokalistą świata, lecz minęło kilka dobrych lat, zanim to pragnienie zaczęło się spełniać. Według relacji pierwszych współpracowników Sinatry, nie grzeszył on wówczas talentem, ale niewątpliwie zwracał uwagę kobiet. Może właśnie ten fakt sprawił, że zainteresował się nim uznany trębacz Henry James, a następnie Tommy Dorsey, któremu Frank zawdzięczał pierwszy szczyt swojej kilkudziesięcioletniej kariery, obfitującej w cudowne wzloty i niedające się z niczym porównać upadki. Sinatra postawił wszystko na jedną kartę. Zaczął brać lekcje emisji głosu, by po kilku latach opuścić swojego mentora i zacząć karierę solową. Właśnie wówczas stało się coś niezwykłego. 30 grudnia 1942r. Sinatra na zaproszenie Boba Weitmana zaśpiewał w Paramount Theatre w Nowym Jorku. Tego wieczoru zaczęła się pierwsza w dziejach muzyki zbiorowa histeria. Artysta występował przez dziewięć dni z rzędu przez kilka godzin dziennie przed grupą kilku tysięcy rozwrzeszczanych nastolatek, które mdlały na jego widok. Relacje niektórych świadków tych wydarzeń mówią nawet o tym, że nieletnie „podkolanówki”, okupowały salę koncertową, tylko po to, aby jeszcze raz usłyszeć Frankie’go. Jaki był powód tego zbiorowego szaleństwa? Czy można je wytłumaczyć tym, że Sinatra po latach będzie uznawany za jednego z mistrzów frazowania? A może prawda tkwi gdzie indziej? ` Część znawców uważa, że tamtego wieczoru nie wygrał talent, lecz wyrachowane oszustwo. Z dzisiejszej perspektywy już wiemy, że Frank Sinatra był wspierany przez mafię, choć on sam przez całe życie konsekwentnie temu zaprzeczał. Przebieg jego kariery zdaje się jednak dowodzić, iż celowo mijał się z prawdą. Świadczy o tym chociażby zatrudnienie wątłego chłopaka w klubie Rustic Cabin, gdzie stołowali się szefowie gangsterskiego półświatka. To właśnie oni sporo zainwestowali w talent młodego wokalisty w nadziei, że ta inwestycja kiedyś się zwróci. Sam zainteresowany zdawał się nie przykładać dużej wagi do podejmowanego ryzyka. Uwielbiał życie na wysokim poziomie i póki mógł zapewniać swoim mocodawcom usługi pań lekkich obyczajów, czuł się bezpiecznie. Oczywiście, wiązało się to ze strachem, ale Sinatra w jakimś sensie podziwiał bandytów, od których był finansowo uzależniony. Dostrzegł to m.in. Francis Ford Coppola, który chciał na kanwie życiorysu piosenkarza stworzyć jedną z postaci w filmie „Ojciec Chrzestny”, jednak groźba pozwu ze strony artysty sprawiła, że ograniczono się tylko do jednej nic nieznaczącej sceny, w której jakiś muzyk przychodzi do don Corleone, by prosić go o pieniądze. Warto przy tej okazji nadmienić, że w książce Anthony’ego Summersa i Robbyna Swana znajdziemy kilka rozdziałów o związkach Sinatry, a także amerykańskiej mafii z kampanią wyborczą Johna F. Kennedy’ego, które rzucają ciekawe światło na jedną z potencjalnych przyczyn tragicznej śmierci 35. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Obok mrocznej strony życia Sinatry, o której niektórzy nie mieli pojęcia, istniał też bard, którego głos był nagrywany na winylach, by wspierać morale amerykańskich żołnierzy na frontach II wojny światowej. Mężczyzna był wykonawcą blisko tysiąca utworów (zarówno coverów, jak również kompozycji tworzonych specjalnie dla niego). Frank był uzależniony od sceny, pomimo że miewał momenty, w których się z nią żegnał. Lata jego najmniej znanych płyt przypadły na czas ogromnej rewolucji w muzyce rozrywkowej. Gdy swoje triumfy święcił najpierw Elvis Presley, a później The Rolling Stones, Sinatra twierdził, że jest obrońcą tego, co jest prawdziwą muzyką. Artysta mógł sobie pozwolić na komfort bycia sobą również z racji ogromnego majątku, który nie pochodził tylko z legalnych źródeł. Można powiedzieć, że w właśnie dzięki tej nieustępliwości, wokalista u kresu swojego życia doświadczył drugiego szczytu kariery, który przypieczętował jego legendę. Frank, będąc wnukiem włoskiego imigranta, celowo nie chodził do restauracji, w których nie obsługiwano jego czarnoskórych muzyków. Równocześnie w swojej imprezowo-artystycznej grupie Szczurze Stado sypał jak z rękawa pijacko-rasistowskimi żartami. Mogłoby się wydawać, iż na takiej skali sprzeczności nie da się być autentycznym, ale amerykański wokalista niczego w tej kwestii nie udawał Pomimo że uwielbiał splendor i otaczanie się drogimi przedmiotami, to pomagał obcym sobie ludziom podczas gdy rodzina nie mogła doprosić się o jego uwagę. Frank Sinatra był czterokrotnie żonaty, ale niemal wszystkie jego związki kończyły się fiaskiem. Pomimo że przy boku Barbary Marx mężczyzna odnalazł spokój w ostatnich dekadach życia, to wydaje się, że prawdziwą miłość spotkał wiele lat wcześniej w osobie swojej drugiej żony. Mężczyzna poznał Avę Gardner na okrągłym jubileuszu studia filmowego, dla którego wspólnie pracowali. On był już wówczas uznanym aktorem i piosenkarzem, a ona jaśniała blaskiem wschodzącej wielkiej gwiazdy Hollywood. Niemal od razu parę połączyło gorące i wyniszczające uczucie. Na pozór stworzeni dla siebie, nie mogli i nie umieli ze sobą być. To co łączyło ich najbardziej to ogromne ego, które nie pomaga w budowaniu trwałych relacji. Frank był zafascynowany pięknem kobiet. Jedne z nich traktował jak księżniczki, a inne zmuszał do aktów seksualnych wbrew ich woli. Ava natomiast nie pozostawała mu dłużna mając słabość do mężczyzn o latynoskiej urodzie. Kobieta kilkukrotnie dokonała aborcji wbrew woli Franka, bo bała się utraty idealnej sylwetki. Największym problemem pary było jednak ich wspólne uzależnienie od alkoholu. Ava po upiciu się padała nieprzytomna lub podejmowała spektakularne próby samobójcze. Z kolei jej mąż - wysokofunkcjonujący alkoholik – po opróżnieniu kolejnego kieliszka miał tendencję do bicia i grożenia śmiercią tym, którzy go nie doceniali Choć wybuchowość mężczyzny poniekąd doprowadziła do szybkiego rozwodu, piękna brunetka już na zawsze została dla niego punktem odniesienia i to jej cech szukał w późniejszych małżeństwach. Niewątpliwie Summersowi i Swanowi udało się dość skrupulatnie przedstawić dwie twarze wielkiego artysty, co można uznać za spory sukces z racji tego, iż nie wszyscy członkowie rodziny Sinatry zgodzili się na udzielenie wywiadów, będących kanwą do snucia rozważań o życiu niezwykle skomplikowanego człowieka. Mnóstwo materiałów prasowych oraz dotarcie do kilkuset osób, które miały bezpośredni lub pośredni kontakt z gwiazdorem, pozwoliło niemal całkowicie wypełnić tę lukę, dzięki czemu czytelnik podczas lektury, skutecznie lawiruje pomiędzy bezgranicznym podziwem dla talentu wokalnego bohatera i obrzydzeniem, gdy poznaje jego niezwykle niebezpieczny i wybuchowy charakter. Drobiazgowy opis bogactw zdobytych przez Sinatrę imponuje, choć nie wiem, co kierowało autorami, że musieli podawać cenę każdego posiadanego przez niego przedmiotu i to przed i po denominacji dolara. Niewątpliwie jednak udało im się doskonale opisać całą dyskografię Amerykanina. Generalnie „Miłość, muzykę i mafię” powinien przeczytać każdy fan Franka Sinatry, by przekonać się, że nie ma na świecie ludzi nieskazitelnych, a za największą sławę, często płaci się niezbyt udanym życiem osobistym. --- * A. Summers, R. Swan, Sinatra. Miłość, muzyka, mafia, Nowy Styl Wydawnictwo Książkowe, Warszawa 2007, s. 447 (wg. zdygitalizowanej wersji, dokonanej przez Krajowy Depozyt Biblioteczny)
Anna Dral - awatar Anna Dral
ocenił na 8 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Elizabeth Taylor i Richard Burton

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Elizabeth Taylor i Richard Burton