Garfield. Tłusty koci trójpak. Tom 1
Chyba każdy z nas się zgodzi, przynajmniej tak ,,do połowy szklanki pełnej”, że to herosi – typowo podręcznikowy, charyzmatyczny typ postaci - stworzeni na amerykańskiej ziemi, przez śmiałych i odważnych twórców, dali nam ,,nerdozie komiksowej”, w organizmie kultury masowej sporo paliwa dla początków współczesnej wizji i formy samego komiksu, jako tych standardowych (ale i nie tylko) sekwencyjnych narracji obrazkowych, i to bez względu na to, jaki gatunek komiks prezentuje, jaką treść przekazuje, do jakiego grona czytelników jest skierowany.
Jest wielce prawdopodobnym, i rozsądnym jest to na poważnie przypuszczać, że bez kreacji superbohaterów we wczesnych latach 30-tych i 40-tych XX wieku idea komiksu w ogóle by nie zaistniała do rozmiarów, które osiągają one obecnie. Kto wie, czy ten sławetny komiksowy rodzaj narracji pięknie współistniejący w rysunku i scenariuszU, wciąż nie zapełniałby ,,pasków” na dole codziennych czy tygodniowych wydań gazet lub magazynów pulpowych… gdyby nie idea superbohaterów wlana po raz pierwszy w dziejach całe dziesiątki lat temu w formę komiksowej opowieści. I idę się założyć, że cały wręcz organizm superbohaterskiej myśli popkulturowej, nawet kina i inne media kultury masowej, ,,no nie ma bata, ba!, kiego wała z tym” nie rozwinęłyby skrzydeł, nie uzewnętrzniłyby swych wyjątkowych form w takiej skali, jakiej obecnie popkulturo-maniacy doświadczają, gdyby nie istnienie tego o czym się niniejszym rozchodzi: cholernie ważnego dla pasji milionów ludzi, prowodyra zamkniętych w formie rysowanej opowieści w dymkach, komiksu. To dzięki artystom ,,pióra i ołówka”, którzy poświęcali całą swoją twórczą karierę, wpisaną w ich życia – bo w tej profesji mowy o emeryturze nie ma, gdyż umysł rysownika i scenarzysty jest o tyle specyficzny, że pracuje przez całe życie – przedłożoną nad inne obowiązki, rozrywki, dostawaliśmy przez blisko 100 lat, wciąż dostajemy i dostawać będziemy multum komiksów opisanych we ,,wszech-gatunku” rozrywki. To dzięki tym pracusiom o jakiejś niebywałej mitycznej sile, zamkniętej w ich umysłach i dłoniach trzymających ,,magiczne ołówki i pisaki czy długopisy”, którym nic nie jest straszne w życiu segment medium narracji graficznych stanowi nie tylko stricte przemysł z ogromnymi przychodami rok w rok na całym świecie, ale i samodzielny byt, który w nienazwany wręcz sposób jest w stanie wspierać i rozwijać popkulturę.
Komiksowi artyści, a nie zapominajmy również o kolorystach, inkerach, czy ilustratorach okładek oraz tych ,,piśmiennych”, scenarzystach, to summa summarum ludzie z inwencją, z wynalazczością, wszechstronnością, których to aż tak bogatych przymiotów artystycznych wielu kreatorów rozrywki w różnych mediach aż nadto zazdrości. I tak, do oddanych pasjogennie i zawodowo, pracusiów tego przemysłu ale i nie tylko, gdyż wielu z nich realizuje prawdziwe dzieła sztuki należą: Jack Kirby, J. Romita Jr., Carl Barks, czy… nawet ktoś jeszcze i jeszcze i jeszcze, czyli generalnie ktoś kto swoją pracą zmienia moje (ale i nie tylko!) podejście do nietuzinkowego i pełnego oryginalności w cudownie ujęty sposób komiksu, wybijającego się spośród ustandaryzowanych Uniwersów czy stylów rysunku i opowieści. I do tych mistrzów, tak kreujących myśl komiksową idącą w eter popkultury, należy od niedawna, gdy skończyłem czytać jego komiks, którego to tom no.1 niniejszym omawiam i recenzuję: James Robert Davis, moim skromnym zdaniem (i chwała Opatrzności za to, że z jego dziełem się zetknąłem) jeden z najwybitniejszych artystów narracji obrazkowych w dziejach. To Pan Davis właśnie stworzył powołując go, będąc jego rysownikiem, kolorystą i scenarzystą Świat Garfielda, losy specyficznego (a to mało powiedziane) zbyt łasego i leniwego oraz kochanie sympatycznego kocura, opowiadane w zwariowany jak w kalejdoskopie sposób. Bo któż z nas nie zna słynnego pomarańczowego i lubiącego swoją nadwagę Garfielda oraz jego psiego towarzysza i ludzkiego opiekuna, których to historie można było śledzić w paśmie antenowych kreskówek całe lata temu, w tytule ,,Garfield i przyjaciele”. To głównie przez tą animację świat dziecięcej wyobraźni mógł chłonąć to Uniwersum, tą przekomiczną i surowo-oryginalną postać; z czasem pojawiały się późniejsze bajki z tym kotem, filmy pełnometrażowe aktorskie i animowane oraz gry video czy hit kinowy sprzed kilku lat w animacji 3D, który globalnie zarobił spooore miliony.
Istnieją tacy fani i mega sympatycy Garfielda, którzy ,,odwewnętrznie” wręcz musieli poznawać go zaczynając od archetypu, od komiksu właśnie, potem idąc w chronologii form treści tego Uniwersum. I tak, osobiście jednak przyszło mi zmierzyć się z tym Światem poprzez ,,kreskówkę”, o której wyżej wspomniałem, potem bywało różnie: raz film, raz inna animacja, raz jakaś gra. Teraz, co dla mnie jest raczej normalne przyszło mi zmierzyć się z tym kocurem poprzez komiks, szczególnie poprzez tom 1 z cyklu ,,Garfield. Tłusty koci trójpak”. Rzecz jasna jego autorem jest nie kto inny, jak tylko Jim Davis, garfieldowe bóstwo i legenda, ktoś kto praktycznie całe swoje życie był i jest Garfieldem, a dzięki takiej pracy jak pilot ,,Trójpaku” (tak, to dopiero początek mojej przygody z tym cyklem! Mimo to zrobił on na mnie i tak niebagatelne wrażenie!), nie dziwię się, że za pracę w poprzednich dekadach uznawany jest za jednego z największych autorów ,,komiksowego słowa” w dziejach. Amerykanin stworzył niebagatelne Uniwersum, co by nie było z rozległą przestrzenią dla humanoidalnego, wybrednego i mocno śmieszkowego ,,kotecka” i jego przyjaciół, których to perypetie, patrząc się na sam tom 1, można nazwać ciekawą emocjonalną przygodą z mistrzowskim stylem sitcomowych gagów w tle. W tych trzech rozdziałach/księgach składających się na pilot serii naszego Garfielda Davis dopracował tak, że jego pulpowaty, milusi, ale i luzacki graficzny look idealnie przekłada dany typ osobowości ludzkiej, cechy charakteru, wyrażane przez tego rodzaju cechy i emocje na dwuwymiarową kartkę papieru, która dzięki jego pracy aż taka płaska nie jest; to samo oprócz kocurka, tyczy się sylwetek Jona, Odiego i innych. Historie, które towarzyszyły mi podczas lektury tomu dały mi dość wyraźny pogląd na to, że w ciele Garfielda żyje ciekawa, ponadprzeciętna dusza, to coś, co może swym zachowaniem rozbawić i czegoś czytelnika nauczyć. Ciało naszego ,,puszka” to tylko ciało – jest w tym przypadku dodatkiem, którego ponad dżylion-fazylionów procent wzmacnia to coś pochodzące z wnętrza, to coś, co potrafi nas radować, wprawiać w zadumę, refleksję i bardzo dobry humor.
Lektura pilotowego Garfielda Davisa, to dodatkowe spostrzeżenie: przed jego przeczytaniem zastanawiałem się bowiem, jakie jest jedno z najbardziej nietypowych komiksowych Uniwersów w dziejach, o rozmaitej, luźnej tematyce, gatunkach, w których się je opisuje, także wątkach, postaciach, stylu narracji, rysunku, kładzenia koloru i tuszu? Odpowiedź nie jest aż tak prosta do wyłożenia, nie oczywista, po trochu kontrowersyjna. I tak, z dozą z subiektywnego zacięcia i sztosiku w tym względzie można bez fanowskiej sraczki i zatwardzenia razem wziętych… odpowiedzieć: jest to nie inaczej jak tylko ,,Garfield”. Tak, dobrze czytacie: Garfield przez duże G, przy czym jeszcze kilka lat temu myślałem, że będzie to aż po wsze czasy, co w kwestii komiksu jest dla mnie specyficzne, Wszechświat Ricka i Morty’ego, czyli obrazkowe przygody najbardziej nietuzinkowego dziadka i jego zlęknionego i introwertycznego wnuczka w dziejach kultury masowej, bazujące na produkcji studia "Adult Swim", za którą odpowiadają głównie Dan Harmon i Justin Roiland. No panie koci Garfieldzie, i kto by pomyślał, cholibka, komiks w tej kwestii, hmmm, pomyślmy: iście klasyczny - w tym Uniwersum tego rodzaju medium... kupuje moje gusta w opór! Bo Garfield to Garfield - CV tego kocura jest po prostu... inne. To taki gagatek lubiący pizzę i lasagnię, który w niekonwencjonalny sposób podchodzi do kociego życia – patrz szczególnie wybija się to w drugiej księdze z tomu, zaznaczając to już na cały ,,Trójpak.
Jak widać z powyższego wstępu, także omówienia tomu 1-ego ,,Trójpaka” ów komiksowy twór Davisa, według mnie indywidualisty, ot ,,Człowieka Sztuki Komiksu”, to nie tylko stricte komiks, ale i sztuka zabawiania i uczenia ludzi. Niecodzienna fizyczna forma/budowa historii, wręcz nieforemna, bardziej elementarzowa niż komiksowa, sprawia, że Garfield dodatkowo zyskuje w swoim wydźwięku na całości! Ba! Na swej oryginalności i wyjątkowości! Przyszło temu milusińskiemu puszkowi, flegmatycznie kotełkowo podchodzącemu do żyćka.. żyć w masówce popkultury przez cały współczesny i ten starszy rys komiksowy, i to bez żadnej zmarszczki, co samo w sobie jest nie lada wyczynem. Wracając stricte do samych komiksów, i to wszystkich z 3 cykli niniejszego wydania, nie ma tu – a w przyszłych tomach też raczej będzie to samo – czegoś takiego jak ,,stabilna i konkretna fabuła”. Nie, to opowiastki ,,pasków komiksowych”, krótkie w formie pasków, góra linijka, dwie, albo najwyżej jedna strona, będące obrazem tego kim jest Garfield i jak mu się żyje z wszystkim i wszystkimi dookoła. Poznajemy świat z jego perspektywy, on do nas puszcza oko, także nie krzywi się z tego jaki jest, bo jest naturalny. Na całość tomu składa się dziesiątki jak nie setki takowych ,,pasków”, z garfieldowością najlepszego sortu, a każdy z nich to osobna, lekko i sprytnie podkreślona graficznie cząstka tego lasagnio-lubnego kocurka. Rewelacja narracyjno-obrazkowa, i tylko szkoda, że tak późno przeze mnie zaczęta.
Opinia
Kociak, klon Petae w głębi duszy zastanawia się, czy uda mu się uciec przed złym wpływem własnej genetyki. Obecnie mieszka z DogManem, ale gdy ten jest w pracy, opiekuje się nim niańka… dziwnie podobna do Peta… A Pet ma plan zemsty na DogManie. Chce użyć robota 80-HD, posłusznego tylko kociakowi. Maluch nie chce zawieść swojego taty, ale czy zgodzi się na ten nielegalny plan? I czy robot przyda się do czegokolwiek, skoro działa na baterie słoneczne i wymontowano z niego wszelką broń? I co będzie z filmem fabularnym o DogManie, który w międzyczasie kręci Hollywood?
Więcej na: https://www.monime.pl/komiks-dogman-tom-1-7/
Kociak, klon Petae w głębi duszy zastanawia się, czy uda mu się uciec przed złym wpływem własnej genetyki. Obecnie mieszka z DogManem, ale gdy ten jest w pracy, opiekuje się nim niańka… dziwnie podobna do Peta… A Pet ma plan zemsty na DogManie. Chce użyć robota 80-HD, posłusznego tylko kociakowi. Maluch nie chce zawieść swojego taty, ale czy zgodzi się na ten nielegalny...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to