rozwiń zwiń

Cytadela Autarchy

Okładka książki Cytadela Autarchy
Gene Wolfe Wydawnictwo: Książnica Cykl: Księga Nowego Słońca (tom 4) Seria: Książnica kieszonkowa fantasy, science fiction
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Księga Nowego Słońca (tom 4)
Seria:
Książnica kieszonkowa
Tytuł oryginału:
The Citadel of the Autarch
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Data 1. wydania:
1983-01-01
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324575084
Tłumacz:
Arkadiusz Nakoniecznik
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cytadela Autarchy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Cytadela Autarchy



książek na półce przeczytane 363 napisanych opinii 242

Oceny książki Cytadela Autarchy

Średnia ocen
7,5 / 10
275 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
623
242

Na półkach:

Arcydzieło. Klimat, pomysły, scenerie, pewne klamry, mistrzostwo. Magia tej serii kiedy mózg już się z nią zsynchronizuje jest oszałamiająca.

Ale… Ale ja mam cały czas tak wiele pytań! Tak wiele.
Słyszałem, że piąty tom jest nieco za bardzo wyjaśniający, niejako wymuszony przez wydawcę.

I mam to gdzieś. Chcę wiedzieć więcej. Co tu się do jasnej ciasnej dzieje! Już za niego łapię.

Arcydzieło. Klimat, pomysły, scenerie, pewne klamry, mistrzostwo. Magia tej serii kiedy mózg już się z nią zsynchronizuje jest oszałamiająca.

Ale… Ale ja mam cały czas tak wiele pytań! Tak wiele.
Słyszałem, że piąty tom jest nieco za bardzo wyjaśniający, niejako wymuszony przez wydawcę.

I mam to gdzieś. Chcę wiedzieć więcej. Co tu się do jasnej ciasnej dzieje! Już za...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

648 użytkowników ma tytuł Cytadela Autarchy na półkach głównych
  • 374
  • 266
  • 8
213 użytkowników ma tytuł Cytadela Autarchy na półkach dodatkowych
  • 149
  • 24
  • 18
  • 11
  • 5
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Cytadela Autarchy

Inne książki autora

Okładka książki The Time Travellers Almanac Part IV - Communiqués Isaac Asimov, Edward Frederick Benson, Richard Bowes, Molly Brown, Karen Haber, Nalo Hopkinson, Geoffrey A. Landis, Tanith Lee, Bob Leman, Adam Roberts, Kristine Kathryn Rusch, Pamela Sargent, Charles Stross, Harry Turtledove, Ann VanderMeer, Jeff VanderMeer, Carrie Vaughn, Gene Wolfe
Ocena 8,0
The Time Travellers Almanac Part IV - Communiqués Isaac Asimov, Edward Frederick Benson, Richard Bowes, Molly Brown, Karen Haber, Nalo Hopkinson, Geoffrey A. Landis, Tanith Lee, Bob Leman, Adam Roberts, Kristine Kathryn Rusch, Pamela Sargent, Charles Stross, Harry Turtledove, Ann VanderMeer, Jeff VanderMeer, Carrie Vaughn, Gene Wolfe
Okładka książki The Time Travellers Almanac Part 3 - Mazes & Traps Barrington J. Bayley, Peter Crowther, Greg Egan, Joe R. Lansdale, David I. Masson, Kim Newman, Tony Pi, Eric Frank Russell, Norman Spinrad, Theodore Sturgeon, Adrian Tchaikovsky, Karin Tidbeck, Ann VanderMeer, Jeff VanderMeer, Gene Wolfe
Ocena 0,0
The Time Travellers Almanac Part 3 - Mazes & Traps Barrington J. Bayley, Peter Crowther, Greg Egan, Joe R. Lansdale, David I. Masson, Kim Newman, Tony Pi, Eric Frank Russell, Norman Spinrad, Theodore Sturgeon, Adrian Tchaikovsky, Karin Tidbeck, Ann VanderMeer, Jeff VanderMeer, Gene Wolfe
Gene Wolfe
Gene Wolfe
Gene Rodman Wolfe, urodzony na Brooklynie w Nowym Jorku w 1931 roku amerykański pisarz fantasy, science fiction i literatury grozy. Wielokrotny laureat najważniejszych nagród w świecie fantastyki. Z wykształcenia inżynier mechanik - ukończył Uniwersytet w Houston. Jako dziecko przeszedł polio. Wcielony do armii, wziął udział w wojnie w Korei. Był autorem m.in. książek składających się na serie „The Book of the New Sun” (Księga Nowego Słońca) i „The Book of the Long Sun” (Księga Długiego Słońca). Opowiadają one historię świata, gdzie ziemia się starzeje a słońce gaśnie. Młody kat o imieniu Severian, którego przymiotem jest to, że nigdy niczego nie zapomina, zostaje wygnany z konfraterni. Gene Wolfe nie był autorem bestsellerów czytelniczych, ale jest pisarzem bardzo poważanym przez krytyków i kolegów po piórze. Michael Swanwick nazwał go najwybitniejszym żyjącym pisarzem science fiction na świecie. Jest to zasługą niezwykle erudycyjnej prozy, błyskotliwego języka, niesłychanej pomysłowości pisarza. W twórczości Wolfe'a, żarliwego katolika, religia i religijność odgrywały wielkią rolę. Wolfe zmarł w swoim domu w Peorii z powodu choroby serca 14 kwietnia 2019 r. w wieku 87 lat.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zielona perła Jack Vance
Zielona perła
Jack Vance
Bardzo podoba mi się ta seria, chociaż myślę, że na dzisiejsze standardy jest bardzo specyficzna, ale to właśnie czyni ją niezwykłą w moich oczach. Podoba mi się zwłaszcza baśniowość "Lyonesse", której w "Zielonej perle" rzecz jasna nie brakuje. Tęsknię właśnie za tego typu fantastyką i to tęsknię mocno - z jednej strony baśniową, ale jednocześnie nie bardzo naiwną i niezbyt cukierkową. Trylogia Vance'a jest właśnie odpowiedzią na tę tęsknotę i trochę wypełnia lukę w moim sercu. Co prawda "Zielona perła" podobnie jak poprzedni tom cierpi na nadmiar dłużyzn, choć trzeba też uczciwie przyznać, że nie ma ich w niej tyle ile było w jej poprzedniczce. Zwłaszcza druga połowa jest ciekawsza i angażująca. Postaci są raczej proste pod względem ich kreacji, z małymi wyjątkami, ale nie przeszkadza mi to specjalnie. Nie ukrywam, że czytam tę trylogię głównie dla klimatu i inne kwestie są dla mnie raczej drugorzędne, niemniej poczynania postaci śledziło się dobrze. Co do klimatu - moim zdaniem klimat jest niepodrabialny. Gdy czytam opisy świata lub momenty, w których bohaterowie podróżują mam przed oczami mapy z gry Heroes of Might nad Magic 3 - dokładnie tak się czułam podczas lektury, jakbym swoim bohaterem przemierzała tajemniczą i magiczną krainę, pełna kręgów z grzybów, trollowych mostów i chatek czarownic. Dla mnie to było coś cudownego. Z pewnością niedługo sięgnę po trzeci tom - nie tylko po to, żeby odhaczyć kolejną skończoną serię, ale również po to, by poznać koniec tej historii i pobyć jeszcze przez chwilę w tym magicznym świecie.
Lynx - awatar Lynx
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Las ożywionego mitu Robert Holdstock
Las ożywionego mitu
Robert Holdstock
Utytułowana, nietuzinkowa powieść, niedająca się jednoznacznie zaszufladkować. Formalnie rzecz biorąc jest to fantasy, ale z rodzaju problemowych, nieledwie filozoficznych, czyli mocno odbiegających od powszechnego pojęcia o tym gatunku (no wiecie, smoki, rycerze i chutliwe księżniczki). Przy tym jest to powieść wyraźnie wpasowująca się w dawny rodzaj narracji, typowo brytyjski, z powolnym wprowadzaniem informacji i budowaniem otoczki tchnącej w jakiś sposób staroświeckością (powrót z wojny, upadająca rezydencja, rodzinne tajemnice). O co w niej konkretnie chodzi? O specyficzne działanie lasu sąsiadującego z rezydencją. Lasu małego optycznie, ale w rzeczywistości wykraczającego poza nasz wymiar i w środku po prostu gigantycznego, będącego fragmentem pierwotnej kniei. Trudno jednak wejść do niego na więcej niż kilkadziesiąt metrów, a do tego ma specyficzną cechę - potrafi wyciągać z podświadomości człowieka (wyłącznie takiego, co to jest świadomy istnienia zjawiska) wzorce mitów i powoływać do życia tzw. mitotwory, czyli ludzi (i nie tylko) będących prawzorcami postaci przewijających się przez legendy i mitologię (np. kobieta będąca pierwowzorem Ginewry). Idea takiego lasu i powstawania mitotworów jest fascynująca i przemyślana na wielu poziomach, gorzej jednak poszło z samą konstrukcją fabuły. Została ona podzielona na trzy bloki, z czego pierwsza dwa - nie oszukujmy się - są dość nudne, bo jeden podaje podstawową wiedzę o badaniach prowadzonych przez ojca bohatera i o samym zjawisku, a drugi w zasadzie koncentruje się na codziennym życiu bohatera i na jego rozwijającym się romansie z Guiwenneth. Przy czym jej obecność niczego nie wyjaśnia, bo bohater nie zna jej języka i nie są w stanie tak naprawdę się dogadać. Dopiero trzecia część, z wyprawą do lasu, serwuje coś, co można nazwać akcją. No ale trzeba najpierw "przegryźć się" przez blisko dwieście stron, czyli więcej niż połowę objętości. Mimo to warto się zapoznać z "Lasem ożywionego mitu", bo to zupełnie nietypowe doświadczenie literackie, w dodatku zmuszające chwilami do intelektualnego zmierzenia się z wcale nie tak prostymi konceptami antropologicznymi. Dodatkowy plus dla wydawcy za sensowne posłowie, choć równocześnie szkoda, że ograniczył się do wznowienia pierwszych dwóch tomów, nie wydając kolejnych pięciu, które wciąż pozostają u nas nieznane.
Jale - awatar Jale
ocenił na 7 3 miesiące temu
Miecz Liktora Gene Wolfe
Miecz Liktora
Gene Wolfe
Trzeci tom ponownie eskaluje tripowatość i oniryczną niejasność serii na kolejny poziom. Trudno nawet opisać co tu się nie dzieje. Ku mojemu szokowi zagadki dalej się piętrzą, a gdy za każdym razem sądziłem, że zbliżam się do jakiejś odpowiedzi okazywało się, że ponownie był to mylny trop, a zaraz za nim wyskakiwały kolejne tajemnice. Nastrój tego tomu jest chyba najsmutniejszy i najbardziej ponury. Być może z powodu podcięcia relacji protagonisty z przewijającymi się dotychczas kompanami. Severian jest tu bowiem najbardziej samotny. Wędruje sam, a gdy dochodzi do jakichś większych interakcji niezawodnie kończą się one tragicznie. Zaskoczyło mnie trochę to wzmożenie ponurego klimatu (nie żeby do tej pory było wesoło ale tutaj deprecha jest tak gęsta, że można ją ciąć) podobnie jak całkiem mocne elementy horroru w niektórych fragmentach. Naprawdę przerażające. Zakończenie jest oczywiście urwane w tradycyjnym stylu, a sam finał wywraca wiele dotychczasowych motywów do góry nogami. Całościowo tom ten podobał mi się troszkę mniej od poprzedniego. Być może był po prostu dla mnie aż zbyt ponury. Jednak wciąż był wyśmienitym doświadczeniem, swoistą mentalną gimnastyką z autorem i narratorem, którzy manipulują, oszukują i bawią się z czytelnikiem nierzadko atakując poniżej pasa (choć otwarcie, od początku nie kryjąc że gra ta będzie nieuczciwie trudna). Jest to literatura nie dla każdego. W żadnym wypadku nie jest to ot przygoda scifi czy fantasty czy SFantasy – jak kto, zwał, do przeżycia. Jest to raczej meta łamigłówka, zestaw literackich zagadek w fascynującym, poetyckim opakowaniu. Główną satysfakcję daje tu rozkminianie wtf, wyłapywanie niuansów i budowanie faktycznej sytuacji z porozrzucanych puzzli informacji. Chociaż jeżeli ktoś dotarł aż tutaj to pewnie bakcyla łamigłówkowego już załapał. Pozostali, bardzo słusznie porzucili ten trip już po pierwszym tomie. Oby tylko zbliżający się payoff satysfakcjonująco kliknął.
Szychowaty - awatar Szychowaty
ocenił na 8 2 lata temu
Pazur łagodziciela Gene Wolfe
Pazur łagodziciela
Gene Wolfe
Drugi tom podobał mi się jeszcze bardziej. Choć jeśli komuś pierwszy nie podpasował to ten już go zupełnie odrzuci. Weszliśmy tu zdecydowania na kolejny poziom trudności. Oprócz bowiem ciężkiego do ogarnięcia miejsca akcji i onirycznej dziwności poprzedniej części tutaj dochodzą jeszcze zupełnie inne utrudnienia. Będące właściwie swoistymi łamigłówkami. Autor już bez skrępowania oraz bez skrupułów bawi się z nami w zagadki i tajemnice i to w praktycznie każdej scenie. Każe nam się domyślać i spekulować kim lub czym są występujące w niej postacie, istoty czy przedmioty. Porzuca nas często tuż na moment przed wyjaśnieniami i zaczyna piętrzyć zupełnie nowe wątpliwości. Nierzadko konkretne sceny i sekwencje są czymś zupełnie innym niż wynikałoby z czystego, fonetycznego odczytywania składających się na opisujące je zdania wyrazów. W życiu nie przypuszczałem, że można tak plastycznie „nie pisać” tego o co chodzi i ukrywać to w zasadzie poza tekstem. Na taką wielką skalę manipulując czytelnikiem. A jeśli o manipulacjach mowa, to w tym tomie bardzo odczuwalne staje się też wrażenie, że przede wszystkim główny bohater manipuluje nami jako czytelnikami. Że mamy tu do czynienia z niezaufanym narratorem, tzw. unreliable narrator, będącym jednocześnie protagonistą. (kojarzycie film American Psycho, to ten motyw). Protagonistą, który opisuje rzeczywistość i wydarzenia wybiórczo, urywa wątki wedle swojego uznania, zmienia wydźwięk sytuacji, być może nie uciekając się do kłamstw ale stojąc na samiutkiej ich krawędzi. Protagonistą o cechach socjopatycznych i potencjalnie wątpliwej moralności, choć w swoich oczach zawsze pomocnym i oddanym. Bohaterem zdolnym być może nawet do gwałtu, potrafiącym wmówić sobie słuszne motywy bądź bagatelizując rzeczy dla niego niewygodne. Do tych wszystkich utrudnień poznawczych dodajmy teraz cały ten kosmiczny świat, jego wizję, lore (a wydaje się ono być przepotężne w swojej skali), a także oniryczność, obcość i tajemniczość zawartą w każdym aspekcie książki, a dostaniemy naprawdę niesamowitą przygodę łamigłówkową. Mało tego, w książce też pojawia się np. inna historia opowiadana w niej jako baśń. Raz nawet podczas pewnej sztuki teatralnej forma literacka książki w pełni przeskoczyła na dramat. Co do świata, wszystko w nim jest fascynujące i oddziałuje na wyobraźnię, choć przede wszystkim wzbudzając niepokój. Muszę przyznać, że tego typu literatury wcześniej w takiej skali jeszcze nie spotkałem. Do tego nie działa ona na mnie w żaden sposób frustrująco czy irytująco. Wręcz przeciwnie, wciąga oraz zachęca do analizowania i rozkładania na czynniki pierwsze. Ba, nawet do rozważania czytania od nowa bądź powtarzania poszczególnych fragmentów. Czy ośmielę się stwierdzić, że wiem co właściwie przed chwilą przeczytałem. Chyba jeszcze nie końca. W zasadzie jestem jeszcze daleki od zrozumienia. Ale już biorę się za kolejny tom, a "payoff", jak słyszałem i na co liczę, po całym tym pięcioksięgu powinien być satysfakcjonujący.
Szychowaty - awatar Szychowaty
ocenił na 9 2 lata temu
Zobaczyć Lankmar i umrzeć Fritz Leiber
Zobaczyć Lankmar i umrzeć
Fritz Leiber
Wieloletnim miłośnikom fantastyki, a dokładniej fantasy, Fritza Leibera raczej nie trzeba przedstawiać, ale wiele osób, które z tym gatunkiem miało pobieżny kontakt, nie słyszało o tym autorze. Tymczasem to jeden z pionierów literatury spod znaku miecza i magii. Jego dwóch najważniejszych bohaterów – Fafryd (ang. Fafhrd) i Szary Kocur (ang. Gray Mouser) – po raz pierwszy pojawiło się w sierpniu 1939 r. w magazynie „Unknown” w opowiadaniu „Two Sought Adventure” (dzisiaj znanym jako „The Jewels In The Forest”, u nas zaś jako „Klejnoty w lesie”), a więc zaledwie dwa lata po tym, jak J.R.R. Tolkien wyciągnął z nory Bilbo Bagginsa i wydelegował go w niebezpieczną wyprawę na wschód. Zestawienie z „Hobbitem” jest dość istotne, bo choć jego główny bohater został zatrudniony przez krasnoludów jako włamywacz i de facto złodziej, to sama powieść ma baśniowy charakter i uznawana jest za utwór dla dzieci (jasne!), tymczasem w Leiberowskim świecie awanturników i złodziei, Nehwon, dobro i zło są mniej uchwytne, czy też może należałoby powiedzieć – zło jest łatwo uchwytne, a żeby znaleźć dobro, trzeba się porządnie napocić. W Polsce cykl przygód Fafryda i Szarego Kocura wydał w sześciu tomach Solaris. Omawiane tu „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, pierwsze z serii, jest połączeniem dwóch angielskich zbiorów: „Swords and Deviltry” (1970) i „Swords Against Death” (1970), w których znajdowało się 13 opowiadań i autorska przedmowa. Znaną przestrogę „nie oceniaj książki po okładce” można ilustrować przykładem polskiego wydania pierwszego tomu. Wygenerowana grafika przywodzi na myśl gry komputerowe z przełomu wieków i zwiastuje raczej trywialną rozrywkę. W istocie jest inaczej, bo choć dzisiaj – z perspektywy lat – koncept dwóch wolnych duchów, różniących się charakterem i wyglądem, wędrujących przez świat i wychodzących cało z każdej opresji może wydawać się wtórny i banalny, to jednak właśnie Leiber był pionierem tego typu fantastyki, co więcej, jest jeszcze strona formalna, świadcząca o całkiem sporym talencie pisarskim. Naturalnie ocenianie strony formalnej na podstawie przekładu nie daje stuprocentowej gwarancji słuszności, ale zamaszysty, barwny styl to raczej nie inwencja tłumacza. Wśród 13 opowiadań znajdujemy origin stories bohaterów („Kobiety ze śnieżnego klanu” i „Jądro nienawiści”), o wiele bardziej „psychologiczne” od pozostałych, poniekąd traktujące o dojrzewaniu Fafryda i Szarego Kocura, następnie mamy zaś tytułowe „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, w którym obaj mężczyźni po raz pierwszy się spotykają i zawiązują przyjaźń, w czym niebagatelną rolę odgrywa traumatyczne, formujące ich na lata doświadczenie. W kolejnym opowiadaniu, krótkim „Zaklętym kole”, gdzie wyruszają razem w świat, możemy przeczytać następujące słowa, całkiem zgrabnie ujmujące charakter dwójki bohaterów i szerzej – samych opowiadań: „Doszły im nowe blizny i kwalifikacje, mieli więcej litości i zrozumienia dla ludzi. Brali świat na pół poważnie, ale też potrafili pokłonić się przed jego tajemnicami. Wewnętrzne udręki czasem kwitowali śmiechem, a czasem nieprzeniknioną miną. Fafryd skrywał w sobie barbarzyńską naturę, Kocur – podłe pochodzenie. Na zewnątrz bywali weseli, beztroscy i zrównoważeni, lecz serca nadal krwawiły, duchy Wlany i Iwrian nawiedzały ich w snach i na jawie. Nie utrzymywali więc zażyłych stosunków z kobietami, bo już te powierzchowne przynosiły im więcej zgryzoty niż radości. Ich przyjaźń stała się twarda jak skała, silna jak żelazo, lecz woleli się zamykać przed innymi ludźmi. Jeśli mowa o nastrojach, to najczęściej popadali w melancholię, którą nieraz ukrywali nawet przed sobą nawzajem”*. Niektórzy zarzucają Leiberowi, że poza origin stories bohaterowie ulegają petryfikacji – że już nie ewoluują. Nie wiem, jak wygląda to w kolejnych tomach, mogę oceniać tylko na podstawie tego, niemniej za kluczowe uznaję wydarzenie z „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, które Fafryda i Szarego Kocura pozostawia w stanie półdojrzałości. To, co wyprowadziło ich bowiem w stronę dorosłości w origin stories, zostało im nagle odebrane na wczesnym etapie życia i koniec końców nie pozwoliło się w pełni uformować, stąd awanturnictwo i nonszalancja, stąd też pewna prostolinijność obu postaci i nieustanna pogoń za przygodą w późniejszych opowiadaniach. A w tych, jak napisałem, co prawda rozwiązania mają podobny schemat (jeden ratuje drugiego, a walki mają dość oczywisty finał), ale sam opis historii, a także kreacje miejsc i antagonistów mają swój urok, są plastyczne i intrygujące. Leiber umiał też połączyć zawadiactwo i dezynwolturę bohaterów z delikatną aurą dekadencji i melancholii – bo chociaż Newhon to świat występny, rozpustny i pełen egoizmu, to zło nie jest ukazane w sposób naturalistyczny (mimo że makabra jest obecna), ale raczej bliski powieści łotrzykowskiej. To, a także wspomniany barwny język, sprawia, że znaczenie Leibera nie ogranicza się do dzierżenia palmy pierwszeństwa w ramach gatunku, a jego opowiadania wykraczają poza „generyczne” fantasy. * F. Leiber, „Zaklęte koło” [w:] „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, tłum. D. Kopociński, Olsztyn 2004, s. 209.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na 9 2 lata temu
Człowiek w labiryncie / Stacja Hawksbilla Robert Silverberg
Człowiek w labiryncie / Stacja Hawksbilla
Robert Silverberg
Dwie niewielkie powieści napisane w końcówce lat sześćdziesiątych. Z dzisiejszej perspektywy to era "klasycznej" amerykańskiej literatury science fiction. Człowiek w labiryncie Jest opowieścią o odludku, obdarzonym przez obcych *skazą* psioniczną odstręczającą innych ludzi. Gdy ludzkość zacznie go jednak znowu potrzebować - takim, jaki jest - trzeba go skłonić do opuszczenia dobrowolnie wybranego odosobnienia-azylu. To zagadkowe miasto-labirynt, nigdy z powodzeniem nie spenetrowane i nie zbadane. Twór zapomnianych, *pradawnych* obcych, najeżony mnóstwem pułapek zabijających wszelkich intruzów. Choć okrzyknięta najlepszym dziełem Silverberga, trochę razi *strasznymi* a (jak dla mnie) raczej tandeciarskimi rekwizytami. Te wszystkie zapadnie, pola ognia, mrowia ostrzy i miażdżące bramy od lat sześćdziesiątych trochę się już chyba opatrzyły. Choć może tylko mnie (z racji wieku)? Niewykluczone, że w badziewiastym filmie z Netflixa wciąż budziłyby entuzjazm. Swoją drogą, trochę dziwne, że nigdy tego nie sfilmowano. Ani zmagania ze *strasznymi* pułapkami, ani nieprzesadne wyrafinowanie *psychologicznych* podchodów z odmawiającym współpracy Richardem Mullerem, nie rzuciły mnie na kolana nad finezją i głębią tej powieści. Ot - taką właśnie masówkę SF wtedy pisano. Czytano. I tyle. Większe wrażenie wywarła na mnie: Stacja Hawksbilla Miłośnikom wyskakujących ostrzy i miażdżących bram należy się ostrzeżenie, że to - dla odmiany - niespieszna, refleksyjna opowieść pozbawiona dramatycznej akcji. Narracja prowadzona dwutorowo: Pierwszoplanowa - o przywódcy obozu zesłańców politycznych. Podstarzałych weteranów-wichrzycieli stopniowo tracących rozum po przeniesieniu przez władze w czasie o miliard lat wstecz. Pozostawieni sami sobie w zamierzchłej, jałowej kambryjskiej przeszłości, bez nadzorców czy strażników, skoro nie mają dokąd uciec i dla nikogo (poza sobą) i niczego nie stanowią zagrożenia. Drugi plan to retrospektywa historii życia "zawodowego rewolucjonisty" Jima Barretta, przez lata konspirującego przeciwko totalitarnym rządom, które przejęły władzę w USA. Niestrudzenie - choć z coraz mniejszym zasobem wiary i złudzeń - "przygotowującego grunt" dla rewolucji (wciąż tak samo odległej - jak horyzont) mającej przywrócić prawa człowieka i starą konstytucję. Datowanie epok geologicznych i ich realia nie zgadzają się z obecnym stanem wiedzy paleontologicznej. Jednak ta powieść ujęła mnie swoim specyficznym klimatem i melancholijnym nastrojem. Niespieszne tempo, bez fajerwerków (poza materializacjami przy transferach z "górnoczasu"). Ale ma w sobie to nieuchwytne *coś*, co zapamiętuje się trochę dłużej, niż zajmuje zamknięcie okładki książki po przeczytaniu.
Krzysztof - awatar Krzysztof
ocenił na 7 1 rok temu
Miasta pod skałą Marek S. Huberath
Miasta pod skałą
Marek S. Huberath
"Każdy ma swoje piekło. Nie ma dwóch identycznych życiorysów, nie może być dwóch identycznych kar." Uff. To była długa przygoda. Długa ale bardzo satysfakcjonująca. Marek S. Huberath po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem science fiction/fantastyki religijnej. Będąc umysłem ścisłym (autor jest profesorem fizyki na UJ) jego erudycją, wykorzystanie apokryfów, malowanie słowem obrazy rodem z Boscha, Beksińskiego czy Goi wręcz onieśmiela. Wykorzystanie klasyki literatury światowej, bo czytając te książkę przychodzi nam na myśl Dante czy Owidiusz, jest absolutnie fenomenalne. O fabule słów kilka. Wydaje się, że historia jest absurdalnie prosta: oto profesor historii cywilizacji Humphrey Adams podczas spaceru po Wiecznym Mieście odkrywa w Murze Leona furtkę przez którą przechodzi. Trafia do tuneli, które do złudzenia przypominają podziemia Muzeum Watykańskiego. Okazuje się jednak, że wypełnione są one rzeźbami, które zachowują się jak mechaniczne roboty. Przechodząc przez kolejne drzwi i łamiąc pieczęcie opisane "SILVESTERE" dostaje się do totalitarnego miasta przewodniczącego Nero, który do złudzenia przypomina Rzym ale z komunistycznym sznytem - wszyscy są tutaj podsłuchiwani a wszystko co spotyka bohatera ma jakiś dziwny, diabelski wydźwięk. Uciekając z Miasta pod Skałą trafia do kolejnego - Krum. Jednocześnie przenosi się do czasów przypominających czasy Jezusa i zostaje niewolnikiem... Książka ta w moim odczuciu jest książką skończoną. Nic nie powinno się do niej dodawać. Autor pisał ją blisko 10 lat, stąd imponujące rozmiary ale w żadnym momencie jej czytania nie odczuwałem znużenia, chociaz Huberath nie ustrzegł się paru potknięć. Niesamowite opisy piekła, dziwne gabery przypominające najbardziej diaboliczne demony, korowody grzeszników pochłanianych przez Wieczne Ognie, rzymscy legioniści, Azazel, Behemot, Lilith. Przerażająca wizja piekła w której jednocześnie kryje się to, co chyba dla każdego człowieka jest najważniejsze - Miłość. Historia Adamsa to też przerysowana historia Adama, który spotyka swoją Ewę i niczym w Piekle Dantego podąża przez kolejne kręgi, żeby odkryć siebie i odnaleźć drogę na powierzchnię - ale czy do Zbawienia?
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 8 1 rok temu
Obcy w obcym kraju Robert A. Heinlein
Obcy w obcym kraju
Robert A. Heinlein
Są takie powieści, które pozostawiają w nas głęboki ślad. Nie z uwagi na ciekawe wynalazki, przedziwnych obcych, czy odjechane kosmiczne koncepcje. Zamiast tychże, chwyta nas za serce coś o wiele bliższego. Coś wewnętrznego. Coś, z czym możemy się zidentyfikować tu i teraz niezależnie od miejsca pochodzenia, wieku, czy przekonań. Jakże często myślimy o czymś, co wydaje nam się, że znamy, ale tak naprawdę znamy tylko powierzchownie? Coś, co widzimy przez naszą własną lupkę o nazwie “wydaje mi się, że”? Nie ma w tym nic złego. Nie jesteśmy w stanie zgłębić wszystkiego, dojść do sedna każdego pomysłu. Z każdą kolejną napotkaną koncepcją staje się to po prostu niemożliwe. Posługujemy się więc często pewnymi uproszczeniami, żyjemy w iluzji wynikającej z niepełnego zrozumienia świata. Dzieje się tak zwłaszcza w dobie socjalmediów, gdy zamiast czytać artykuł zdarza nam się przemknąć tylko wzrokiem po jego nagłówku. Jakże łatwo jest wyrobić sobie opinię na podstawie niepełnego obrazu. A co gdyby istniał sposób na dokładne zrozumienie, przyswojenie sobie informacji tak precyzyjnie, że czujemy, jak z nas wypływa i nie mamy żadnej wątpliwości, że pojęliśmy coś dogłębnie? Taki sposób rozumowania lub pojmowania rzeczywistości przejawia bohater pewnej wyjątkowej powieści, w której jego filozoficzny punkt widzenia znokautował prawym prostym mój obraz świata. Więcej na kanale "Mutahominid"
Karol Ligecki - awatar Karol Ligecki
ocenił na 8 2 miesiące temu

Cytaty z książki Cytadela Autarchy

Więcej
Gene Wolfe Cytadela Autarchy Zobacz więcej
Więcej