Berserk #32

Okładka książki Berserk #32
Kentarō Miura Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Berserk (tom 32) komiksy
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Berserk (tom 32)
Tytuł oryginału:
ベルセルク
Data wydania:
2021-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-01
Data 1. wydania:
2009-11-25
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374719728
Tłumacz:
Paweł Dybała
Średnia ocen

                8,7 8,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Berserk #32 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Berserk #32

Średnia ocen
8,7 / 10
123 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
87
76

Na półkach:

Po odrzuceniu przez Gutsa "oferty" cesarza Ganishki, czarny szermierz wydaje na siebie wyrok śmierci. Wtem niespodziewanie zjawia się powietrzna eskadra dowodzona przez Nosferatu Zodda, jednak żadne ataki nie mogą dotknąć samego cesarza. Czarny szermierz po raz pierwszy nietypowo dla siebie łączy się ze swoim wrogiem Zoddem. Razem przebijają się przez czuły punkt potężnego apostoła. W ten sposób rozpoczyna się epicka walka, która zmierza do decydującego rozstrzygnięcia.

Po pewnej porażce główne siły cesarza złożone z ludzi i słoni zmierzają do oblężenia Vrittannis, nadciąga jednak Świetlisty Sokół, a jego siły całkowicie zmieniają sytuację na froncie. Cesarz zmuszony jest się wycofać ale wojna nie jest jeszcze rozstrzygnięta.

W tomie nie brakuje robiących ogromne wrażenie ciekawych scen batalistycznych, rysunki pola bitwy są po prostu mistrzowskie. Wojenne zgliszcza kontrastują z nieziemskimi blaskiem Griffitha. Sam Sokół zostaje ogłoszony głównodowodzącym armii Midlandu i wybrańcem, który uwolni kraj od jego wrogów.

Tym czasem nasi bohaterowie wreszcie wyruszają statkiem w morze. Schierke szkoli Farnese i uczy ją w jaki sposób używać magii. Obie bohaterki zbliżają się do siebie i wspominają swoje niedawne przygody w nowej drużynie Gutsa i w jaki sposób doświadczenia, które z nich wyniosły, na nie wpłynęły.

Akcja bardzo szybko przyspiesza, choć nie brakuje tu spokojniejszych momentów. Zdaje się jednak, że sam kulminacyjny moment Sagi Sokoła Tysiącletniego Imperium jeszcze przed nami.

Po odrzuceniu przez Gutsa "oferty" cesarza Ganishki, czarny szermierz wydaje na siebie wyrok śmierci. Wtem niespodziewanie zjawia się powietrzna eskadra dowodzona przez Nosferatu Zodda, jednak żadne ataki nie mogą dotknąć samego cesarza. Czarny szermierz po raz pierwszy nietypowo dla siebie łączy się ze swoim wrogiem Zoddem. Razem przebijają się przez czuły punkt potężnego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

254 użytkowników ma tytuł Berserk #32 na półkach głównych
  • 210
  • 44
105 użytkowników ma tytuł Berserk #32 na półkach dodatkowych
  • 39
  • 34
  • 13
  • 6
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Kentarō Miura
Kentarō Miura
Japoński mangaka, twórca serii „Berserk”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dorohedoro #1  Q-Hayashida
Dorohedoro #1
Q-Hayashida
Nie wiedziałem, co znajdę sięgając po tę mangę, ale nie sądziłem, że sprawy zajdą tak głęboko. Historia Dorohedoro jest trudna do wyjaśnienia, a w mandze Q Hayashidy sprawy stają się jeszcze bardziej skomplikowane. Sezon anime obejmujący mangę ledwo zarysowuje powierzchnię tej wielowarstwowej i złożonej historii. Co ciekawe, manga trwała 18 lat od pierwszego rozdziału do końca historii i, jak można się spodziewać, styl graficzny Q Hayashidy bardzo się rozwinął w tym czasie, od surowego i szorstkiego projektu postaci po bardziej dopracowany wygląd, który pojawił się w anime dostosowuje się. Postacie, które wyglądają wręcz źle i perwersyjnie, zyskują gładszą przewagę, nie wspominając o spójności między panelami. Przez całą książkę grafika Q Hayashidy staje się lepsza bardziej przekonująca, a jej postacie bardziej „ludzkie” (jej kobiety z biegiem czasu stają się nawet „młodsze”), a cały wygląd mangi zaczyna przypominać Katsuhiro Otomo's Akira, co jest bardzo chwalone w mojej recenzji. Jedną z atrakcji Dorohedoro jest dla mnie to, jak ta kolorowa obsada postaci łączy się i współpracuje, kiedy tylko tego potrzeba, a bohaterowie znacznie się rozwijają w mandze. Wierzcie lub nie, ale wszyscy są po prostu fajni, a ich osobiste historie są zawiłe, wzruszające i przekonujące. Każda osoba ma do odegrania określoną rolę, która pomaga rozwinąć tę złożoną historię. A skoro już o tym mowa, warstwy tej tajemniczej cebuli zostają obrane, po czym ukazuje się kilka wewnętrznych cebul z własnymi warstwami, które należy obrać. Nie wiem, czy Q Hayashida zaplanowała tę historię z wyprzedzeniem (niektóre z nich brzmią jak wprowadzenie nowej koncepcji tylko po to, aby zawiązać luźne zakończenie, a następnie się jej pozbyć), ale mnóstwo postaci i elementów wprowadzonych na początku powtarzają się i są przywracane w sposób istotny dla historii. Dostajemy mnóstwo odpowiedzi na pytania (a czytelnikowi stale przypomina się o tych rewelacjach, za co jestem jej bardzo wdzięczny), co daje niesamowitą satysfakcję. Mimo to nie jestem do końca pewien, w jaki sposób Caiman, Risu i Ebisu są w pełni powiązani w tej historii. Nie wiem, co w tym momencie powiedzieć o Dorohedoro, poza tym, że cieszę się, że ta historia dobiegła końca, mimo że będzie mi naprawdę brakować tych postaci. Ostateczny werdykt jest prosty: Dorohedoro to dziwna, ale i zarazem ciekawa manga choć kończący Arc jest nieco zagmatwany i nudny mimo wszystko! Ale poza Caimanem mój ulubieniec Chidaruma dawał fajne rozjaśnienie swoimi docinkami ;)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 7 1 rok temu
Dobranoc, Punpunie #6 Inio Asano
Dobranoc, Punpunie #6
Inio Asano
W poprzednim tomie bohater podjął bardzo kontrowersyjną decyzję, która mogła zaważyć na jego niestabilnym szczęściu. Czy mimo wszystko będzie potrafił zachować się dojrzale w zaistniałej sytuacji? Punpun decyduje się zamieszkać z Aiko. Dochodzi jednak do tragicznego zdarzenia. Oboje muszą uciekać. Początek tomu był bardzo mocny. Spodziewałem się dramatycznej sceny obyczajowej, ale fabuła poszła w bardzo szokującym kierunku. Na kolejnych stronach pokazane jest jak te wydarzenia wpłynęły bohaterów. Aiko staje się bardzo melancholijna i nie ma ochoty żyć dalej. Z kolei Punpun staje się bardzo bezwzględny i wyrachowany. Niestety czasami sceny z udziałem tych dwojga ciągnęły się i nie wnosiły nic do fabuły, ani nie miały ładunku emocjonalnego. Gdzieś w tle rozgrywa się dramat Sachi. Młoda kobieta rusza w poszukiwaniu Punpuna kontaktując się z jego bliskimi. Jest to dobre podsumowanie dotychczasowych relacji bohatera, która pokazują jak był postrzegany przez innych. W dalszym ciągu zupełnie do mnie nie przemawia wątek kultu Pegaza. Wszystkie sceny z nim związane były dla mnie męczące i niepotrzebne. Na dodatek wplątano w to dwóch kolegów Punpuna z dzieciństwa, którzy do tej pory byli ciekawymi postaciami. Graficznie Punpun przechodzi tu kolejną przemianę. Po tragicznym wydarzeniu zaczyna wyglądać jak człowiek z głową ptaka. Jego głowa ma czarną barwę i w niektórych scenach pokazane widać diabelskie rogi. Niestety tym razem wątku kultu jest zdecydowanie za dużo, żebym mógł polecić ten tom. W dalszym ciągu jednak pewne wątki są bardzo przejmujące.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Dobranoc, Punpunie #3 Inio Asano
Dobranoc, Punpunie #3
Inio Asano
Drugi tom serii skupiał się nie tylko na głównym bohaterze, ale również na jego wujku. Tym razem trochę więcej miejsca poświęcone jest jego matce. Czy będzie to równie przejmujące? Punpun jest już uczniem liceum. Marzy o swoim pierwszym stosunku seksualnym. Równocześnie gdzieś zaginął jego wujek Yuichi, a matka wdaje się w romans z żonatym mężczyzną. W tym tomie można zauważyć pewną drobną zmianę w Punpunie. W dalszym ciągu jest wycofany i bierny, ale też zaczyna przejawiać większą inicjatywę. Przy czym też w wyniku nieporozumienia lub według innej interpretacji bardzo trafnej analizy jego zachowania przekonuje się, że jego dotychczasowe działania były nic nie warte i być może trzeba zacząć podchodzić inaczej do życia. W tym tomie trochę więcej można się dowiedzieć o matce Punpuna. Nie jest to jednak tak mocny i szokujący motyw jak w przypadku Yuichiego w poprzednim tomie. Jest to bardzo prozaiczna historia o osobie, która nie powinna być rodzicem. Jest tu wprawdzie parę poruszających motywów jak chociażby jej rozmowy z młodym chłopakiem w szpitalu czy prawda na temat wydarzeń z tomu pierwszego. Za to bardzo przygnębiający jest koniec jej wątku i zupełna obojętność Punpuna, jednakże jak się spojrzy na sytuację z jego perspektywy, to niestety jest to bardzo zrozumiałe. Stosunkowo mało miejsce jest poświęcone tym razem wujkowi Yuichiemu i jego narzeczonej Midori. Jednakże już na samym początku tomu czytelnik dowiaduje się bardzo przykrych informacji na temat ich związku. Poza tym Midori odgrywa niepokojąco istotną role w życiu Punpuna. W tym tomie też swój istotny wątek dostają dwaj koledzy Punpuna - Masumi i Ko. Masumi podejmuje się tutaj pewnego ryzykownego zadania, z którego jednak wyciąga pewne wnioski. Trochę irytował mnie Ko - zarówno jego urojenia, jak i dawanie się wykorzystywać przez Masumiego. Rysunkowo zauważyłem, że zarówno Punpun jak i jego matka zmieniają się fizycznie. Punpun jest wyższy niż wcześniej i ma wyżelowane włosy, a matka zmienia fryzurę. Poza tym w bardzo specyficzny zacieniowany sposób jest pokazana pewna scena erotyczna. Ten tom jest jeszcze bardziej depresyjny niż poprzedni. Kiedy wydaje się, że wszystko idzie ku lepszemu, to szybko okazuje się, że tak naprawdę nie da się nic zmienić. Poczekam z lekturą kolejnego tomu i wezmę się za coś bardziej optymistycznego na odreagowanie.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 9 6 miesięcy temu
Saga Winlandzka #6 Makoto Yukimura
Saga Winlandzka #6
Makoto Yukimura
Szósty tom mangi Saga winlandzka zaczyna się powrotem Kanuta w rodzinne strony. Król Anglii przybył odwiedzić swojego umierającego brata, który ma przekazać mu swoją koronę. Dzięki temu Kanut stanie się jeszcze potężniejszy i będzie o krok bliżej do osiągnięcia swojego celu. Siostra władcy zauważa jak bardzo zmienił się od kiedy wraz z ojcem wyruszył na podbój Anglii. Młody wrażliwy człowiek z wcześniejszych tomów przeobraził się w wojownika i wytrawnego polityka, który zrobi wszystko by spełnić swoje marzenia. Nawet otrucie brata, nie stanowi tutaj większego problemu. Jednak Knut ma chyba sumienie, które zaczyna go coraz bardziej gnębić w postaci ściętej głowy ojca. Z kolei Thorfinn wraz ze swoim kompanem w końcu dokonali to, o czym marzyli od wielu dni. Udało im się ściąć cały las i przygotować pole pod uprawę. Zgodnie z umową z ich panem. Są teraz bardzo blisko wolności. To sprawia, że zarówno główny bohater mangi jak i jego towarzysz niedoli-Einar zaczynają zastanawiać się co dla z życiem. Obaj byli niewolnikami tyle czasu, że już zapomnieli, jak to jest decydować o własnym losie. Może warto wyruszyć w podróż i zobaczyć więcej świata? A może lepszą opcją jest pozostanie i praca na roli i tego samego pana, ale już jako wolny człowiek? Bohaterowie mają jeszcze trochę czasu na zastanowienie się, bo ich właściciel wybiera się w odwiedziny do króla z trybutem. Jako wielki właściciel ziemski potrzebuje on mieć dobre relacje z władcą, by jego ziemie były bezpieczne. Niestety nowym królem Danii jest Kanut i on ma zupełnie inne plany co do majątku swego poddanego. Czy to oznacza początek kolejnego konfliktu?
Tomek Piotrowski - awatar Tomek Piotrowski
ocenił na 9 2 dni temu
JoJo's Bizarre Adventure: Part 1 - Phantom Blood, tom 2 Hirohiko Araki
JoJo's Bizarre Adventure: Part 1 - Phantom Blood, tom 2
Hirohiko Araki
Pierwszy tom serii trochę mnie rozczarował, ale zainteresował mnie motyw maski. Liczyłem, że kolejne tomy rozwiną go w ciekawy sposób. Czy rzeczywiście tak się stało? Jojo po dramatycznej walce w posiadłości swojego ojca liczy na to, że wreszcie znalazł spokój. Jednakże zło przetrwało i ukrywa się w miasteczku Windknight’s Lot. Tym razem jednak Jojo zyskuje nowego nauczyciela. Tajemnica maski zostaje tutaj stosunkowo szybko wyjaśniona. Jest to całkiem logiczne i sensowne wyjaśnienie. Jednakże dla mnie jest trochę za proste i nie widzę specjalnie możliwości rozwinięcia go. Za to całkiem ciekawie jest tu przemyślana walka. Nie jest to zwykła naparzanka, ale trochę głębsza nauka, która wymaga uważnego treningu. Dzięki temu każde starcie jest tak naprawdę testem dla Jojo. Podobało mi się, że niemal każda nowa postać tu wprowadzona jest rozbudowana. Niemal każda ma swoją przeszłość i nie jest zwykłym workiem treningowym. Na dodatek często ich charakter odzwierciedlony jest w stylu walki. Mam mieszane uczucia co do rysunków. W dalszym ciągu uważam, że przesadnie umięśnione postacie są zbyt podobne do siebie i nie zawsze można się zorientować kto jest na danym kadrze. Z drugiej strony jednak doceniam bardzo widowiskowe walki. Tom rozczarował mnie jeśli chodzi o tajemnicę maski i przebieg fabuły. Z drugiej strony jednak pomysł na technikę sztuk walki jest dosyć interesujący. Mogę polecić głównie miłośnikom mordobicia.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 2 lata temu
Made in Abyss #1 Akihito Tsukushi
Made in Abyss #1
Akihito Tsukushi
Dzieci nie dla dzieci Chciałem ambitnie oglądać anime i porównywać do mangi. Minęło kilka miesięcy i poza notatkami nic nie mam. Trzeba zatem się ograniczyć i napisać cokolwiek. W mandze pierwszym, co rzuca się w oczy to kreska. Z jednej strony jest ona mroczna i niepokojąca z wszędzie obecnymi cieniami, z drugiej przedstawia projekty dzieci, które są słodkie (o ile autor nie przedstawia ich w dziwnych sytuacjach). Nadaje to opowiadanej historii oryginalności pod względem przedstawienia. Pozwoli to też pewnie w przyszłości na budowę niepokoju i strachu przez kontrast.  Większe i mniejsze dziecko rozmawia. Obraz zaczyna się powoli oddalać, by pokazać miasto nad Otchłanią Rozdział 1. Przedstawienie wyglądu postaci i fragmentów lokacji.  Sam świat jest definitywnie fantasy, ale w jakimś stopniu jest rozwinięty technologicznie. Mamy wymyślne tortury, ale to lokacja inspirowana lochami – Otchłań – jest rdzeniem opowieści. Ma ona poziomy, a każdy z nich nie tylko jest niebezpieczny, ale utrudnia lub wręcz uniemożliwia powrót przez tajemniczą „klątwę Otchłani”. Skoro schodzenie tam jest takie niebezpieczne, to po co próbować? Po co zejść i nie móc wrócić? W Otchłani, na dole, można znaleźć artefakty. Przedmioty starożytnych cywilizacji o najróżniejszych właściwościach, od zwykłych przedmiotów po takie zatrzymujące czas. Nic nie jest niemożliwe, nawet cyborgi. Widać te wszystkie cuda dla niektórych są warte zachodu. W teorii sam motyw schodzenia do głębi nie jest oryginalny. Można by rzec, że to zmodyfikowane lochy z DnD albo „Podróż do wnętrza Ziemi” Verne’a. Jednak podstawą jest przetworzenie tych motywów i zaprezentowanie ich we własny i oryginalny sposób. Akihito Tsukushiego się to udaje. To właśnie na samo dno tytułowej Otchłani chce udać się główna bohaterka Riko. Już na początku poznajemy jej motywację, relacje i wyjątkowe elementy, które czynią ją wyjątkową. Początkowo Riko chce tylko być jak matka, która jest jedną z najlepszych schodzących do Otchłani. Jednak w toku prologu dostaje dodatkową motywację, która pchnie ją do rozpoczęcia prawdziwej przygody. W dodatku nie tylko ona jest wyjątkowa, a jak ruszyć w dół, jak nie w wyjątkowej drużynie?  Widoczna Otchłań Rozdział 1. Otchłań.  Jeśli chodzi o anime odpowiadające temu tomowi, to nie zmienia ono wiele. Modyfikuje przede wszystkim kolejność niektórych zdarzeń, by tempo było lepsze. Nie jest to chyba nawet takie rzadkie, bo zaobserwowałem coś podobnego w „Koralinie”. Po przeczytaniu i obejrzeniu prologu trudno ocenić, które medium będzie lepsze dla historii, ale przynajmniej anime opóźnia nagość dzieci względem mangi. Pozwala to wkręcić się w historię przed wybijającymi z opowieści nieprzyjemnościami. To dopiero początek przygody, więc trudno powiedzieć, czy warto przemóc się przez wyżej wspomniane nieprzyjemne elementy. Sama fabuła jest zachęcająca, ale jeszcze wiele przed nami. Jak już to napisałem, jeśli mniej ambitniej do tego podejdę, to może nawet przeczytam (lub obejrzę) resztę. Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 7 2 miesiące temu
SPYxFAMILY tom 3 Tatsuya Endou
SPYxFAMILY tom 3
Tatsuya Endou
Coś w tym jest, że fani różnego rodzaju tworów popkultury mają tak, że w pewnych sytuacjach szukają ,,leku na nudę”, zwłaszcza jeśli ich ulubiony Świat, Uniwersum, temat, postaci i temu podobne zwyczajnie zaczynają się nudzić bądź wyczerpywać tematycznie. Nic nie jest idealne, nic nie jest wieczne, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w popkulturze dzieje się tyle, ba!, powstaje tyle… że nikt nie jest już w stanie, chyba nawet w zakresie swoich wąskich, ale i szerokich dla siebie, zainteresowań, nad tym wszystkim nadążyć. . Jednak dla wprawnego oka, a raczej duszy i ,,zmysłu doświadczenia” fana wystarczy odrobina zaangażowania, dobrej woli i zrozumienia swoich potrzeb w obrębie pielęgnowanych pasji, aby ten ,,zastój egzystencjalny”, nudę i natłok popkulturowy zniwelować. A można tego dokonać poprzez szukanie innego rozwiązania tego, co może zaoferować mi mój geekowski Świat, moi bohaterowie, po prostu dana seria lub temat, z którym jest się od dawna. Bogate i najrozmaitsze realia mangi i anime, to taki tygiel najdziwniejszych, ale i najwspanialszych rozmaitości – momentami chaotyczny, momentami aż zbyt uporządkowany – patrz ,,One Piece” mający tysiące odcinków, setki rozdziałów w mandze Świat kontra z lekka chaotyczny, choć doskonały dla wielu miłośników Multiświat Dragon Ball, mający kilka scalonych ze sobą wspólnym tematem Smoczych Kul i ,,ekipy Goku” Światów i zawierających się w ich ramach mini-serii czy pojedynczych krótkich filmów pełnometrażowych. Fani słynnego ,,OP” i np. ,,Zetki” bądź ,,Superka” nie mają prawa narzekać na nudę, ba! Geecy takowych Wszechświatów mają spore możliwości doświadczania w nich czegoś nowego, jakiejś alternatywy lub rozwiązania, którego nie można by się spodziewać. A co z Uniwersum mniej popularnym w medium mangowo-anime z kraju kwitnącej wiśni, przestrzenią wydarzeń rozgrywanych w jednym z obecnie najpopularniejszym wśród różnego typu odbiorców Uniwersów, Świecie ,,SpyXFamily”, gdzie mamy i trochę ,,familiady" i drama-komedii z motywami szpiegowskimi, gdzie po kilkudziesięciu odcinkach animacji i jednej mega dobrej ,,kinówce" (której osobiście… jeszcze nie widziałem!) nie wiadomo do końca, co w tym Wszechświecie będzie się działo, zważywszy na fakt, iż samej mangi ,,Spy’a” wyszło całkiem dużo. Czy fani mają w ogóle prawo do niepokojów; czy jest w czym przebierać do zatracenia, aby ze stoickim spokojem i w równowadze czekać na nowe zresztą długo już wyczekiwane odcinki przygód rodzinki Forgerów, które to tak naprawdę będą tą ,,pierwszą nowością w tym Uniwersum” od dawna? Nic bardziej mylnego – bolączki i rozmaite ,,bóle dupomózgowia” w tej kwestii powinno się wyrzucić do kosza. A dlaczego? Popularnie zwany ,,Spy”, to taki mocno ciekawy Świat, tak samo rozdarty, tak samo spójny, ale na tyle oryginalny, iż z całym swym grajdołkiem dotychczasowo wyprodukowanych treści w mandze i serialu oraz pełnym metrażu, który nawet gościł polskie kina, sam w sobie jest… lekiem na nudę. To brzmi dziwnie, i jest po trochu paradoksem, bo nawet gdy obejrzy się wszystkie odcinki i film po wielokroć, przeczyta się całą mangę, która w ,,SXF” do tej pory wyszła, ma się wrażenie, że robiąc kolejny ,,re-watch” anime teo i ,,re-reading” mangi można się dowiedzieć z środowiska Spy’a czegoś zupełnie nowego, jakby to było nowe jakościowo, inne niż do tej pory doświadczenie. Każda mniejsza bądź większa, ważna lub mniej istotna opowieść, wątek, relacja w ,,Spy x Family” jest dość wyjątkowa w odniesieniu do tego, co współcześnie ,,taśmowo” i dość chałturniczo produkuje się w danych Uniwersach w anime i jej adaptacji bądź źródle, czyli narracji graficznej. Luźna forma narracji potrafi się przeplatać w serduchu rzeczywistości kreowanej w ,,SXF" z komedią, czymś bardziej dramatycznym, ale i z tajemnicą, co dobrze podkreśli sentencja Edgara Allana Poego: „Czy to co widzimy okiem jest prawdą czy snem głębokim.” - a wspominam w niniejszym opracowaniu, czy też recenzjo-opinii kolejnej mangi z tego cyklu nie bez powodu. Szukając powiewu świeżości w swych popkulturowych zainteresowaniach, także inspiracji do (w końcu!) sięgnięcia po ,,watching” filmu z realiów, w których rodzinka Forgerów i miły pieseł odgrywają pierwsze skrzypce, sięgnąłem po 3 tom mangi ,,SXF” od Tatsuyi Endou. Rezultaty lektury tomu okazały się takie, jakie na wstępie oczekiwałem: pełne zadowolenie i satysfakcja na tysiąc plusów z doświadczenia tych ponad 160 stron, z każdego ich kadru, każdego rysunku i dymka umieszczonego w kadrach z tekstami postaci czy opcją ,,narratora w tle”. "SPY" dla wielu miłośników serii, bez względu na rodzaj medium, istnieje tylko jeśli chodzi o charaktery, ich CV, i kreacje głównych bohaterów. Rzecz jasna rozchodzi się o familię Forgerów oraz ewentualnie niektóre postaci poboczne mające z Forgerami ,,coś wspólnego”. Duet Anya i Bond – tak, pieseł w samej serii odcinków zrobił niesamowicie pozytywny wrażenie, dając nam ciepły, piękny w więź i emocje pomiędzy nimi, duet. Natomiast Pani Forger, czyli Yor, ale w wersji nieco bardziej agresywniej, czyli w takiej nietuzinkowej roli ,,Terminatora”, który czasem musi ,,stracić nad sobą kontrolę” i pokazać to swoje prawdziwe, kształtowane przez lata oblicze, oraz Pan Forger a.k.a. ,,zadowolony z życia psychiatra", który musi ukryć przed resztą rodziny (poza Any’ą), że nie jest tym za ,,kogo się uważa!” (to samo tyczy się Yor) ofiarowali fanom niezły tygiel komedii, akcji, familijności i specyfiki emocji, w których znajdziemy całkiem sporo ciepła, radości, smutku i tej szpiegowskiej agresji i thrillerka, które ,,stoją obok i czekają kiedy nadejść!". I tak, wszystkie te postaci, bo one, a nie sama oś fabuły, w której liczy się w ogólnym rozrachunku napięcie na linii stosunków dwóch krajów/narodów, które może doprowadzić, albo i nie do konfliktu zbrojnego, to najważniejsza rzecz w tej opowieści. One a nie miejsce, okoliczności fabularne, wątki polityczne są paliwyem, aby to wszystko wrzucało swój odpowiedni bieg, aby stało się po prostu namacalne, ciekawe i przyjemne dla każdego odbiorcy. Forgerowie i wiele z sylwetek pobocznych nie zawiodły nas i w niniejszym omawianym tomie Mangi no.3 z środowiska ,,Spy’a”, to, co ciekawe, równowaga pomiędzy wkładem w rozwój opowieści tych stu-kilkudziesięciu stron postaci: Any’i, Yor i Loida oraz wszystkiego tego, co nawinie się z sylwetek podrzędnych charakterów wokół tej trójki wyeksploatowały swe możliwości narracji na pewno nie do granic, ale do pożądanego przez odbiorcę poziomu. Poprzedni tom, to lekka przewaga Loida w tej kwestii; w tomach 1 i 2 ,,Pan Psychiatra” figurował jako – choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie - najważniejsza postać w mandze jak i anime, ale nie jako ta najlepsza; najlepsza w poprzednich komiksach serii okazała się Any’a: spajała i umacniała więź między Yor a Loidem, dorzucając od siebie sporo ,,komedyjności”, flirtu z czytelnikiem, czyli niezapomnianego uroku. Ów tom, zresztą jak poprzednie dwa, podkreśliły jedną podstawową zaletę komiksowej wersji ,,Spy’a”: mimo ,,braku koloru”, i mimo że jest to manga a nie ruchoma i żywa wersja tych historii jako anime, to w omawianym tomie i poprzednikach kreowana opowieść okazała się tak przejrzysta, że aż tak samo żywa jak ,,w pełni pokolorowany serial bądź film z realiów SXF”. To co i jak się dzieje wokół naszej rodzinki, jak to jest przedstawiane fabularnie i ,,kreską”… robi spore, pozytywne wrażenie – czytelnik może nawet nie zdawać sobie sprawy, że czyta komiks. Historia płynie sama, nasze neurony przyswajają ją jak jakiś film, jak coś co nie jest iluzją, a rozgrywa się w naszej projekcji wyobraźni, ma własne życie, dynamikę, scalone przez spójną w gatunku akcji, szpiegostwa i komedii fabułę. I chyba po dziś dzień każdego z nas, fanów ,,Spy x Family” zarówno w obu mediach będzie zastanawiać jedno: w jaki sposób Endou wpadł na tak genialne, płodne w akcję, nietuzinkowe motywy, gatunek, okoliczności rozwiązanie; w ogóle na taki ,,mangowo-anime smakołyk”, ot Uniwersum jak ,,Spy” właśnie. Jaka siła wyższa tchnęła tego artystę do zaprojektowania każdego jego milimetra czy minuty, jeśli chodzi o wersję anime, wraz z postaciami? Nie dziwę się, że ta szpiegowska treść, której całokształtu i komediowego show (bo to, co wyprawia rodzina Forgerów, czy to w omawianym tomie, czy w jej pozostałych cyklach bądź nawet w anime, nie inaczej!, zasługuje na miano komediowego, z ,,humorzastym jajem” przedstawienia, momentami aż nierealnej gry pomyłek i slapsticku) nadała nasza czwórka ,,MC” (tak, w końcu w mandze za niedługo dołączy do wyjątkowego trio poczciwy pieseł, swą aparycją i zachowaniem godnie nazwany ,,Bond”), w której ostatni, ot ,,świeży", członek tej ekipy zaprezentował się w swego rodzaju ,,zwiastunie” – duży, a raczej zbyt przerośnięty pies, o niesłychanie milusińskiej i dostojnej sylwetce, ale i sporej sile, zakończył cały tom 3. Forgerowie przymierzają się do zaopatrzenia się w psa, przeglądając jakieś katalogi w domu – robi to w większości Anya, z uśmiechem i tymi swoimi maślanymi oczami na twarzy. Z działaniami rodzinki kontrastują wymieniające się kadry z przyszłym ,,piesełem” familii, który bezdusznie traktowany jest w jakimś obskurnym, zaniedbanym schronisku dla zwierząt. Tak, kto oglądał anime ten wie, jak ,,nabycie” Bonda się zakończy, jakie z tym będą związane perypetie – dostaniemy, tak myślę, nieco dramatu, wzruszenia i gagowego śmiechu oraz dynamiki – które ukaże nam zapewne tom 4. Yor i Loid zaczęli trzecie wydanie mangi z serii ,,SXF” – wydarzenia, które rozwinęło wątek starcia ich fikcyjnego małżeństwa z bratem Yor, który co do ich relacji ma pewne wątpliwości (w końcu to szpieg, ale i co zabawne przerysowanie nadopiekuńczy brat pani Forger), a rozwinęła całkowicie nasza milusińka, Anya, poprzez wątek ,,infiltracji” szkoły, a głównie przypodobania się Damianowi Desmondowi, synowi elitarnego polityka, który (no jakże by inaczej!)… swoimi działaniami może zdestabilizować pokój między dwoma nacjami, po której to stronie jednej z nich walczy jako szpieg Loid, ale i Yor; to ich wzajemne ukrywanie się przed sobą jako szpiedzy-wojownicy jest perełką w niniejszym wydaniu, ale i w ogóle w całości komiksowej i anime. W okolicy ¾ całości tomu familia Forgerów wzięła fabułę na klatę; sądzę, że ciężar narracji, a co za tym idzie odpowiedni i dynamiczny rysunek (któremu miejscami brakowało tylko dokładności) spadł na całe ich jestestwo. Było i w owej dynamice sporo ,,komedyjek” w styli familijno-romantyczno-omyłkowym, ale nie zgubiło to siły całej przygody. Akurat tom 3, do którego idealnie na chłodnej, stalowej obwolucie polskiego wydania pasuje Yor Forger, to te ponad 160 stron fajnego, klimatycznego w gatunku komedii szpiegowskiej mięska treści, od których Forgerowie zaczną spełniać się jako rodzina, jako współgrający ze sobą mechanizm, gdzie brak jakiegokolwiek składnika może zniweczyć urok i styl działania Yor, Anyi i Loida, no i w końcu w przyszłości: ich ukochanego psiaka. Bo wszystko na to wskazuje, że czwórka ta w końcu zacznie wrzucać narracyjny wyższy bieg, nie tracąc tym samym stabilności relacji między sobą. A co do ich relacji, o ich mocnej stronie, gdzie swoje 5 minut potrafiła znaleźć nawet odrobina akcji-komedii świadczy skromny dodatek po zakończeniu wszystkich rozdziałów. Owe kilkanaście stron staje się również czymś dużo większym niżeli tylko tą ,,wisienką na torcie” tomu. To materiał ,,extra” w postaci komiksowej ekstra misji, gdzie samo słowo ,,extra” w przewrotny sposób odzwierciedla to jak cholernie nietuzinkowo prezentują się tu przygody w głównej mierze Loida i Anyi, a także ze swoim ,,gościnnym" występem Yor. No bo co by było, gdyby naszych ,,MC" w ogóle nie było? Nie do wyobrażenia jest oprzeć to Uniwersum na innych postaciach i okolicznościach.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 11 miesięcy temu
H.P. Lovecraft: Nawiedziciel mroku H.P. Lovecraft
H.P. Lovecraft: Nawiedziciel mroku
H.P. Lovecraft Gou Tanabe
Dłuższy czas zabierałem się do zakupu tej mangi. Im dłużej zwlekałem, tym bardziej czas nie działał na moją korzyść i było tylko trudniej ją zdobyć. Udało się w Gdańsku na Targach Fantastyki. W końcu mam całą trylogię! "Nawiedziciel mroku" to jedno ze znanych opowiadań mistrza grozy, twórcy kosmicznych stworów, demonów i bóstw. Nie mogło w nim zabraknąć oczywiście znanego już wszędzie Necronomiconu. Opowiadanie to przybliża nam historię Roberta Blake'a, którego dziwne sny i ciekawość zaprowadziły do tajemniczego i opuszczonego kościoła w Providence, o którym nikt nie chciał rozmawiać. Postanawia sprawdzić, jakie tajemnice kryje ów budynek. Jak to u Howarda, nie może to prowadzić do niczego dobrego. Oprócz tytułowego opowiadania znajduje się też tu krótkie "Dagon". Jest to trzeci tom mangi autorstwa Tanabe Gou, w którym czytelnik ma przyjemność zapoznać się z twórczością Lovcrafta poprzez mangę. To połączenie jest czymś niesamowitym. Kreska użyta podkreśla tutaj tylko mrok. Jest ciemno , jest wszechobecny lęk, niepewność i uczucie bezsilności wobec niewidzialnego zła. Uważam to za rewelacyjny pomysł, tym bardziej, że wiele osób nie sięgnie po książkę, zaś po komiks już tak. Wspominałem, że wraz z upływającym czasem trudniej kupić całość, gdyż wydawnictwo Studio JG postanowiło nowe wydanie wypuścić w zbiorczym jednym tomie. Polecam miłośnikom grozy, Lovcrafta, mangi i dziwnych rzeczy z kosmosu.
MyNameIsChrisCh - awatar MyNameIsChrisCh
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Berserk #32

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Berserk #32