Atak Tytanów #7

Okładka książki Atak Tytanów #7
Isayama Hajime Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Atak Tytanów (tom 7) komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Atak Tytanów (tom 7)
Tytuł oryginału:
進撃の巨人 (Shingeki no Kyojin)
Data wydania:
2015-09-21
Data 1. wyd. pol.:
2015-09-21
Data 1. wydania:
2013-09-24
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374714075
Tłumacz:
Paweł Dybała
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Atak Tytanów #7 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Atak Tytanów #7

Średnia ocen
8,2 / 10
282 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
947
943

Na półkach:

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

599 użytkowników ma tytuł Atak Tytanów #7 na półkach głównych
  • 505
  • 94
326 użytkowników ma tytuł Atak Tytanów #7 na półkach dodatkowych
  • 130
  • 104
  • 30
  • 30
  • 13
  • 7
  • 6
  • 6

Inne książki autora

Okładka książki Atak Tytanów - Before the Fall tom 08 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Ocena 0,0
Atak Tytanów - Before the Fall tom 08 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Okładka książki Atak Tytanów - Before the Fall tom 07 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Ocena 0,0
Atak Tytanów - Before the Fall tom 07 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Okładka książki Atak Tytanów - Before the Fall tom 6 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Ocena 0,0
Atak Tytanów - Before the Fall tom 6 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Okładka książki Atak Tytanów - Before the Fall tom 5 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Ocena 7,8
Atak Tytanów - Before the Fall tom 5 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Okładka książki Atak Tytanów - Before the Fall tom 4 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Ocena 7,2
Atak Tytanów - Before the Fall tom 4 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Okładka książki Atak Tytanów - Before the Fall tom 3 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Ocena 7,7
Atak Tytanów - Before the Fall tom 3 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Okładka książki Atak Tytanów - Before the Fall tom 2 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Ocena 7,2
Atak Tytanów - Before the Fall tom 2 Isayama Hajime, Satoshi Shiki, Ryo Suzukaze
Isayama Hajime
Isayama Hajime
Japoński autor mang, najlepiej znany z serii "Attack on Titan".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tokyo Ghoul tom 4 Sui Ishida
Tokyo Ghoul tom 4
Sui Ishida
4 tom za mną i trochę się rozczarowałem. Ta część była słabsza od poprzednich i jakoś mi się ciągnęła. I przede wszystkim była za bardzo przegadana. Ogólnie w tym tomie dowiadujemy się , że wszyscy ludzie komentują śmierć Mado , a przyjaciel Kanekiego prowadzi prywatne śledztwo o Ghoulach , a bohater martwi się , że jego kolega czegoś się domyśli i prosi go by odpuścił. Okazuję się też , że Hinami zamieszkała z Touką i Kaneki im pomaga ze sprzątaniem i układaniem rzeczy. Poznajemy też koleżankę Touki z studiów , która jest człowiekiem , ale widać , że dla Touki jest ważna. Pojawia się również nowy Ghoul , który jest nazywany Smakoszem i zjada innych Ghouli. I , gdy tylko poznaje Kanekiego od razu nabiera na niego ochoty. I namawia go na spotkanie kłamiąc , że potrzebuję przyjaciela. W pewnej chwili Kaneki poznaje żeńskiego Ghoula , która opowiada mu , że jest jeszcze inny jednooki Ghoul taki jak Kaneki, ale od dawna nikt go nie widział i w pewnej chwili chłopak dowiaduję się też od niej , że Rize , która go zaatakowała i , której części ma w sobie mogła tak naprawdę zostać zamordowana , a sprawca wykorzystał do tego Kanekiego. A pod koniec Kaneki spotyka się ze Smakoszem , który też znał Rize i w pewnej chwili Smakosz zaprowadza go do restauracji , gdzie zawsze je i nagle okazuję się , że Kaneki razem z kilkoma ludźmi ma zostać zjedzonym przez innych Ghouli(wśród nich jest też Smakosz) I wszyscy ludzie giną , ale Kaneki się nie poddaję i walczy z niewolnikiem jednego z Ghouli i podczas walki spada mu opaska i wszyscy widzą , że jest jednooki i każdy z Ghouli uznaję , że to Kaneki jest tym legendarnym jednookim Ghoulem , a Smakosz nagle zabija niewolnika i namawia innych by to jego zjedli , a sam mówi do Kanekiego , że to był tylko żart i , żeby o tym zapomniał. A sam myśli , że tak naprawdę chcę go mieć tylko dla siebie. I tak się kończy ten tom. I tak jak pisałem wcześniej trochę męczył i był słabszy. Na minus mało Touki. Jak dla mnie jest najlepsza postacią. A jej sceny z Kanekim są świetne. Na plus scena , gdy Kaneki dowiaduję się o jej przyjaciółce z uczelni i zaskoczony pyta czy ma przyjaciół , a Ona go pyta czy chcę w ryja:D Intryguję też wątek kolegi Kanekiego , który prowadzi śledztwo. Oby nic mu się nie stało. A co do Smakosza to strasznie mnie ta postać irytuję. I mam nadzieję , że nie będzie się pojawiać często
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 7 3 lata temu
All You Need Is Kill 2 Takeshi Obata
All You Need Is Kill 2
Takeshi Obata Hiroshi Sakurazaka
Hollywoodzka superprodukcja „Na skraju jutro” z wiecznie młodym Tomem Cruisem w rolach głównych, powinna być znana każdemu miłośnikowi dobrego kina sci-fi. Należy jednak przypomnieć o tym, że zanim tłumy zaczęły szturmować kinowe kasy, na rynku pojawiła się stosowna manga, a jeszcze wcześniej light novelka będąca oryginalnym materiałem źródłowym danej historii. Poniższa recenzja skupi się jednak tylko na komiksowej wersji dzieła, która nie tylko nie dobiega od filmowej adaptacji, co nawet w niektórych momentach jest odrobinę lepsza. Akcja mangi przenosi czytelnika w niedaleką przyszłość, kiedy to ludzkość uwikłana w morderczą wojnę z tajemniczym najeźdźcą, stoi na krawędzi całkowitej zagłady. Mimicy spychają ziemskie siły wojskowe do całkowitej defensywy, pochłaniając dla siebie kolejne nieliczone ziemie. Decydująca walka coraz szybciej zbliża się do rejonów Japonii, których utrzymanie może być kluczowym elementem w całej wojnie. Do obrony Kraju Kwitnącej Wiśni zostaje oddelegowany specjalny zespół sił amerykańskich pod dowództwem legendarnej pośród żołnierzy Rity Vratsky. Do boju obok doświadczonych jednostek, rusza również młody i niedoświadczony Keiji Kiriya. Los nie będzie dla niego nazbyt łaskawy i w wyniku kilku nieprzewidzianych sytuacji wpada on w nieskończoną pętlę czasową, która za każdym razem kończy się tak samo – jego śmiercią. Nieustające przekleństwo może stać się również niebywałą szansą dla ludzkości, którą chłopak musi za wszelką cenę wykorzystać. Przypuszczalnie spore grono czytelników, którzy przebrną przez zaledwie kilka początkowych rozdziałów mangi, będzie miało mocne uczucie déjà vu. Nie mówię tutaj już o dość oczywistej wariacji pomysłu z filmu Dzień świstaka. Twórca oryginalnej historii (książka) czerpie z dość wielu różnych dzieł popkulturowych, dodając do nich coś od siebie i tworząc plastyczną masę, z której tworzy naprawdę udany koncept scenariuszowy. Ryousuke Takeuchi (scenarzysta mangi) biorąc pod uwagę wysoką jakość pierwotnej historii, nie może pozwolić sobie na nadmierną twórczą ingerencję w treść, dość sztywno trzymając się jasno określonych schematów. Nie oznacza to jednak, że twórca nie dodał tutaj coś od siebie, ale będzie to mały smaczek, tylko dla kogoś kto wcześniej miał okazję czytać light novelkę. Zaserwowana tutaj historia jest bardzo prosta w swoich złożeniach: wyniszczająca wojna z obcymi i jednostka, która może przechylić szalę zwycięstwa na stronę ziemian. Twórca (w tym aspekcie cały czas mowa o autorze książki) od początku do samego końca miał jasno określony plan scenariuszowy, nastawiony głównie na widowiskową akcję, bez niepotrzebnego zagłębiania się w nadmiernie skomplikowane wątki (to właśnie dzięki temu mangę tak dobrze się „pochłania”). Cała recenzja na ; https://www.popkulturowykociolek.pl/2020/03/recenzja-mangi-all-you-need-is-kill.html
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 7 6 lat temu
5 cm na sekundę #2 Makoto Shinkai
5 cm na sekundę #2
Makoto Shinkai Yukiko Seike
Drugi tom zaczyna się od Kanae , która surfuję i postanawia wyznać miłość Takaki , ale gdy ma już to zrobić dociera do niej , że to na nic , bo wie , że bohater kieruję swój wzrok gdzie indziej. A następnie dziewczyna siedzi w domu i myśli o tym , że mimo że nie wyzna swoich uczuć to zawsze będzie kochać Takaki. Następnie mija wiele lat i Takaki jest już dorosły i pracuję , a także ma dziewczynę. Jednak w związku się nie układa , bo bohater wciąż myśli o Akari i okazuję się , że przez te wszystkie lata skrzywdził wiele kobiet i była wśród nich Kanae , która w końcu wyznała mu miłość. I w końcu związek z dziewczyną się rozpada. A potem widzimy dorosłą Akari , która niedługo bierze ślub i jadąc pociągiem przez chwilę myśli o bohaterze. I znów wracamy do Takaki i mężczyzna żyję sam i nie ma pracy , bo rzucił poprzednią. I w pewnej chwili On i Akari mijają się koło torów i po chwili do nich dociera , że się minęli , ale nie rozmawiają tylko patrzą na siebie chwilę i uśmiechają się. A potem widzimy Kanae i jakiś chłopak pyta ją o chodzenie , ale ta nie odpowiada , bo akurat dzwoni siostra , a potem Kanae znów spotyka się z tym chłopakiem i opowiada mu o swojej miłości do Takaki i niby prosi by poczekał na jej odpowiedź , ale widać , że go odrzuci , a później Kanae mówi siostrze , że nie wie co ma robić , a ta proponuję by pojechała do Tokio odnaleźć Takaki i dziewczyna jedzie i szuka go. A siostra do niej dzwoni i okazuję się , że znalazła numer do rodziców Takaki i Kanae go zapisuję , ale nie dzwoni. Zamiast tego dzwoni do chłopaka , który wciąż czeka na odpowiedź i mówi , że już jej nie zależy na odnalezieniu Takaki i ostatecznie odrzuca zakochanego chłopaka. A na sam koniec , gdy siedzi na ławce nagle ktoś przechodzi obok i dziewczyna patrzy na niego i jest naprawdę zaskoczona. I niby nie widzimy twarzy , ale możliwe , że to właśnie Takaki. I tak się kończy 2 tom , który jest też ostatnim. I szczerze sam nie wiem co powiedzieć o tej mandze. Tak jak pisałem przy poprzedniej części cała historia jest bardzo smutna. Był tam może minimalny kawałek szczęścia , gdy pokazano zaręczoną Akari. I muszę przyznać , że w tej części bohater strasznie mnie wkurzał. Ja rozumiem , że kochał Akari , ale On całkowicie utknął w przeszłości i ranił kobiety , które były w nim zakochane. Już Akari choć też o nim czasem myślała ułożyła sobie życie i była szczęśliwa choć dużo jej nie widzimy , ale skoro się żeniła to znaczy , że kochała przyszłego męża. A co do zakończenia to trudno mi sobie wyobrazić co będzie dalej. Albo Takaki po spotkaniu z Akari koło torów w końcu się ogarnął i On i Kanae będą razem i tym razem wszystko się ułoży. Albo tylko porozmawiają i każde pójdzie w swoją stronę. Jednak jakoś tak wolę myśleć , że Kanae i Takaki ostatecznie będą razem , bo Takaki zrozumiał , że musi żyć teraźniejszością , a nie przeszłością.
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 8 4 lata temu
5 cm na sekundę #1 Makoto Shinkai
5 cm na sekundę #1
Makoto Shinkai Yukiko Seike
W 1 tomie poznajemy bohaterkę(Akari) , która przenosi się do nowej szkoły podstawowej i poznaję chłopca(Takaki) , który też nie dawno się przeniósł i zaczynają spędzać razem czas , a koledzy z klasy się śmieją , że są parą. I tak mija czas i w pewnym momencie bohaterka znów się przenosi i oboje płaczą , a potem na zakończenie klasy dziewczyna wyjeżdża. Następnie wymieniają listy i czas ciągle mija i okazuję się , że bohater też się przenosi o wiele dalej. I postanawiają się spotkać. Akari ma czekać na peronie , ale gdy Takaki do niej jedzie co chwilę są jakieś postoje z powodu pogody i dociera strasznie późno , ale dziewczyna wciąż czeka i rozmawiają , jedzą , spacerują i w końcu się całują. I podczas pocałunku bohater myśli , że nie uda im się przetrwać i wie , że Akari też o tym wie. A potem zasypiają razem pod kocem i rano bohater odjeżdża. I obiecują sobie , że będą pisać. Następnie mija trochę czasu i poznajemy nastolatkę(Kanae) , która chodzi do szkoły z Takaki i jest w nim zakochana , ale nie potrafi mu tego powiedzieć. Wychodzi też na jaw , że wiadomości między Takaki ,a Akari ustały i na koniec widzimy jak Akari w swojej szkolę ma powodzenie i prosi jednego chłopaka by dał jej chwilę na odpowiedź na jego wyznanie , a potem myśli o Takaki i zastanawia się czy się w kimś zakochał. I myśli też o tym , że to co ich łączyło będzie już tylko pięknym wspomnieniem. I tak kończy się 1 tom. Historia jest w sumie bardzo dobra , ale anime było lepsze. Tutaj miałem wrażenie , że wszystko jest zbyt rozciągnięte i przede wszystkim z mangi płynie taki smutek. Miałem wrażenie , że nie ma tam żadnej radości. Nawet , gdy bohaterowie spotykają się na peronie i niby są szczęśliwi to Ja tam czułem tylko smutek. Co do bohaterów to niby fajni , ale najbardziej polubiłem Kanae i jej było mi najbardziej szkoda. Jest jeszcze jeden tom , który też przeczytam , ale manga nie trafi do moich ulubionych
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 8 4 lata temu
Istota Zła Aya Kanno
Istota Zła
Aya Kanno
Edit: Istotę zła wspominałam na tyle dobrze, że postanowiłam ją sobie powtórzyć, mając już dużo większe doświadczenie z mangą niż za pierwszym razem. Tym razem niedokładności, zwłaszcza na początku, w anatomii bohaterów trochę biły po oczach. I tak jak nienaturalne wychudzenie postaci można zakwalifikować do "indywidualnego stylu autorki", tak brak zaznaczenia pewnych mięśni czy - rozdział 3 się kłania - zupełny brak mięśni brzucha, ścięgien szyi czy zaznaczonych stawów utrudniał odbiór. Lubię się czepiać, wiem. Fabułę za to odebrałam o niebo lepiej. Akcja kręci się wokół światowej klasy przestępcy, Zena, który właściwie robi co mu się podoba, okazjonalnie dobierając sobie wspólnika dla zabawy. Szybko pojawia się wątek tajemniczej przeszłości i utraty wspomnień, a całość dzieje się na tle okupowanego kraju zdominowanego przez wojskowy porządek i rasizm. Pierwszy rozdział nie był już taki niezrozumiały jak za pierwszym czytaniem. Mamy tam długi flashback, ale bez oznaczonego początku. Był też moment plot-twistu, który już nie wiem czy był genialny, czy sztuczny... Trochę tego i tego, chyba. Aya Kanno umie robić wodę z mógzu. Kolejne marudzenie dotyczy niekonsekwencji czasowych, które samo wydawnictwo wypunktowało w przypisach. Przy drugim czytaniu i dokładnej analizie stwierdzam: autorka tk namieszała, że nie umiem ogarnąć czy były większe nieścisłości niż zaokrąglenia 22->20 albo 13->dekada. Średni spoiler: Pewne postaci mające według tekstu chyba coś koło 40+,30+ wyglądają na 20+. W fabule są modyfikacje genetyczne, które pięknie to wyjaśniają. Pewna postać zwraca nawet uwagę, że dany bohater po 10 latach nic się nie zmienił... Koniec spoilerów. Koniec końców, pogubiłam się z tymi latami. Może i jest dobrze, ale nie zamierzam z notatnikiem wertować. Jedna gwiazdka w dół. Końcówka dobra, krwawa. Waneko wydało tę mangę w formacie 2w1, przez co czytelnik dostaje w łapki grubiutką 350-stronnicową cegiełkę. Okładka miękka, obwoluta z nadrukiem. Projekt obwoluty w porządku, grzbiet nieco bez polotu, ale pasuje. Klejenie dobre, tomik wytrzymuje rozginanie przy czytaniu. Jedynie się przyczepię, że za mało mocnej, intensywnej czerni, co przy takiej tematyce odbiera sporo uroku. Wina autorki, wina papieru, wina drukarni, wina Tuska - nie wiem. Brakowało. Cena przystepna - niewątpliwie mniej niż byłoby za wydanie dwutomowe.
Rai - awatar Rai
ocenił na 7 9 lat temu
Kuroko's Basket 1 Tadatoshi Fujimaki
Kuroko's Basket 1
Tadatoshi Fujimaki
Mogę zawsze zaczynać swoje deliberacje, ot ,,recenzowskie wypociny” odnośnie mang (częściowo również produkcji anime, które na ich podstawie powstają) zwanych popularnie ,,sportówkami” od następującego zdania: ,,Nie da się nie podziwiać zyskujących coraz większą popularność, nawet i wśród zatwardziałych popkulturowych nerdów japońskich komiksów i anime o sporcie i zmaganiach atletycznych, kreowanych w oparciu o ich specyficzną narrację, szczególnie jeśli robią one na odbiorcy, i to nie na jednostce, a wręcz rzeszy fanów potężne wrażenie”. Tak, będąc geekiem od tego typu sportowych treści, nie ma szans, aby nie rozkochać się w oryginalnych, zakręconych na punkcie kreowania u swoich postaci absolutu dążenia do perfekcji w sporcie i spełnienia marzenia o byciu najlepszym, treściach japońskiej popkultury, które tak fantastycznie opowiadają o sporcie. A jeśli czyta się sporo mang z tego tytułu, szczególnie jeśli najpierw oglądało się wielosezonową ich adaptację w postaci danego ,,animu”, a potem dopiero zaczęło czytać się ,,pierwowzorowe” komiksy, i potem takowe mangi się recenzuje, tym bardziej ma się ochotę na wyrażanie szacunku do ,,sportówek” np. na każdym kroku swojego tekstu recenzenckiego czy podcastu video. Jak każda rzecz, którą zrodziła popkultura, tak i sportówki mają swoje plusy oraz wady. W większości orbitują wokół bardzo dużej ilości plusów, choć trzeba zaznaczyć, że są to raczej tytuły dla określonej niszy fanów, którzy nie wymagają, cholibka!, nie wiadomo jak głębokiego, jak bardzo wielowymiarowego dzieła do doświadczania. Z perspektywy dość osobniczej, powiedziałbym mocno indywidualnej, jako część własnego, prywatnego podejścia do tego niepotrzebnie ukrywanego pod warstwą zawodowych rozgrywek atletycznych dających multum zawodnikom miliony dolarów, błysk sławy, nieustające zainteresowanie z perspektywy sponsorów a samym sponsorom właśnie jeszcze więcej nabitych do swojej zbyt dużej ,,sakiewki” sporą ilość ,,sporto-dolarów”, czystego odcienia, jakby nieskalanego złem konsumpcjonizmu sportu, będącego w pierwotnym ujęciu instynktownym, związanym z przesuwającego grancie psycho-fizyczne danej osoby, jednym z najlepszych anime a zarazem mangą, bo to nad jej recenzjo-opinią niniejszym się pochylam, które taki rzekłbym to stanowczo ,,szacunek do archetypowej idei sportu” wyraża, oprócz pierwszego tomu ,,Kapitana Tsubasy”, którego nie tak dawno zresztą skończyłem czytać i omawiać, okazuje się być, nie inaczej!, Uniwersum Kuroko’s Basket. Tak, w końcu to tym koszykarskim tytule mowa, tytule, które w Polsce jest jednym z najbardziej poczytnych i oglądanych tworów tego nurtu, po który zaczynają sięgać osoby całkowicie nie podejrzewane o jakiekolwiek zainteresowanie anime czy mangą. I przyznam się szczerze: początkowo – co często zdarza mi się przy doświadczaniu ,,sportówek” właśnie – miałem lekkawe opory, co do tego, czy opowieść o zmaganiach koszykarzy na poziomie gimnazjalno-licealnych rozgrywek w Japonii, będzie tym kolejnym ,,sportowo-mangowo-anime” swego rodzaju strzałem w dziesiątkę, który po raz kolejny da mi motywację zarówno do pracy nad sobą, jak i do sięgania, co zabrzmi paradoksalnie, po… jeszcze większe ilości tego gatunku/nurtu wśród japońskich animacji i komiksów. Dobra moja, a może i Wy też tak macie, więc ,,dobra nasza”, że moje ,,anty-motywacje” i ,,niepotrzebne bolączki dnia zwykłego”, co do tego, czy czytanie pierwszego tomu ,,Kuroko’s Basket” będzie dobrym rozwiązaniem, mimo iż jak na razie 16 obejrzanych odcinków anime z tego Uniwersum za mną, okazały się totalnie bezpodstawne i wyczarowywane przez własną głupotę. Zresztą doświadczanie samego serialu z tego Świata, już na wstępie, okazuje się swego rodzaju nagrodą dla mnie, jako dla osoby będącej zarówno sportowcem wyczynowcem, amatorem, człowiekiem idącym przez życie m.in. przez proces sportowej (fizycznej i psychicznej sfery) samorealizacji, a także jako dla kogoś kto jest olbrzymim fanem koszykówki, szczególnie tej spod znaku najlepszej ligi Świata, NBA! A co tu dopiero pomyśleć o samej mandze z japońską koszykówką w tle. I za to kocham tego rodzaju rzeczywistości, ot wymiary sportowej rozrywki i pasji do samodoskonalenia się, bo tkwi w takich treściach, jak w mandze i anime ,,Kuroko's Basket" właśnie, tak potężna iskra. I jak to w życiu bywa skończyło się na tym, że w moim specyficznym przypadku pilot omawianego japońskiego komiksu siadł mi na gusta i guściki dość solidnie, powiedziałbym nawet iż o wiele lepiej gdybym to pierwsze z tego ,,contentu” zaczął czytać mangę właśnie, a dopiero po którymś tomie mangi zaczął oglądać anime. Co do samej opowieści Tadatoshiego Fujimakiego, dość dobrego i mającego dla konwencji ,,sportówek” dość wydatny i urokliwy w dynamice przekazywania sportowych treści sposób ich przedstawiania, mangaki, nie da się jej nie podziwiać za pomysł odpowiedniego ujęcia bezpośredniej sportowej rozrywki i tej pośredniej: ,,zakulisowości”, którą stanowią relacje tworzone przez zawodników jednej drużyny i pomiędzy przeciwnymi stronami nawzajem, a także polityczne i prywatne wątki odnoszące się do świata który sport tworzy: historia zawodników, kluby, sponsorzy, intrygi czy nawet korupcja. To, na co zwraca się w pilocie ,,Kuroko’s Basket” to szeroka dynamika ,,kreski" – z całej szaty graficznej to ona, sądzę, jest tu najrozsądniej realizowana, a nie samo ,,montowanie”, dobór kadrów, perspektywy, rodzaju ujęć. Można otworzyć tom na dowolnej stronie i nie będąc fanem tego konkretnego Uniwersum, a raczej miłośnikiem wyszukanego rysunku etc., stwierdzić: ,,O ja cię! To wygląda kapitalnie: jakby każdy rzut, każda zasłona, każda wskazówka trenera, czy dialogi na różnych polach i relacjach, tworzyły jeden iście perfekcyjny byt". Jedynie można przyczepić się to szerszych planów i rysunku/szkicu teł oraz niekiedy konturówek budujących zawodników z dość dalekiego planu. Nasz mangaka najbardziej zabrylował w owym wydaniu w samym fizycznym dynamizmie koszykówki: jego kreacje i dobór odpowiedniego nasycenia czerni, odcieni szarości i ustawienia bieli, tak aby ,,kolorystycznie” i rysunkowo na przestrzeni całości mangi okazały się one żywe, immersyjnie, dokładne, ale i pompatyczne - pobudzały ducha czytelnika do jeszcze większego, bardziej optymistycznego doświadczania tej lektury. To miała być opowieść w stylu obrazu będącego czymś nadrzędnym wobec fabuły ujętej w dymki czy kwestie narratorów. Taka też się okazała. Ów tom mogę zaliczyć do tych stricte ,,surowych” mang - ,,surowych”, czyli tego rodzaju treści, które w przypadku braku jakiegokolwiek tekstu opowiedzą się samą tylko warstwą graficzną. Mogę to podsumować następująco: ,,No Panie Fujimaki, no bracie Tadatoshi.. no nieźle!”. W całości debiutu mangi w tymże recenzowanym wydaniu ,,Kuroko’s Basket”, w jej dość awangardowo, ale i oryginalnie (także z szacunkiem do samej dyscypliny, jaką jest koszykówka: jej zasad, taktyki, dynamiki akcji etc.) kwestie fabularno-scenariuszowe, sądzę okazały się jedynie drobną niedogodnością. Nie ukrywam: apetyt na ,,więcej i lepiej” w danym tomie treści z ,,Kuroko’s…” posiadłem z powodu serialu, który jako adaptacja tejże mangi oglądam. To kwestia przyzwyczajenia, a może i odejścia od schematu najpierw oglądania ,,sportówkowego anime”, a potem czytania komiksu. Ostatecznie dostaliśmy podobnie życiową ,,sportówkę”, co do pilota mangi ,,Kapitan Tsubasa” - ,,życiową”, bo w obu przypadkach działającą jak naprawdę budzący z egzystencjalnego samorealizacyjnego letargu świetny motywator i wsparcie. I co istotne samo tło sportowo-motywacyjne nie tyczy się tu, jak w sytuacji z ,,Initial-D” czy przygód piłkarskiego geniusza Tsubasy jednej postaci, a jedynie drużyny, a najbardziej Kagamiego oraz Kuroko – dwójki niesamowitych talentów, którzy owijają sobie wokół paluszka sądzę główny trzon fabuły, który instynktownie będzie rozprowadzał ją w odpowiednich kierunkach. Sama ich obecność, kontrast, który ta dwójka tworzy nadaje, już w pierwszym jej tomie!, owej mandzie… intensywności, mimo iż można by troszku ironicznie, troszku ,,od niechcenia” rzec: przecież to tylko dwoje z kilkunastu graczy liceum Seirin, wliczając w to nietuzinkową młodą trenerkę. Drugą istotną kwestią, która ,,atakuje” w tomie dość specyficznie jest, choć to może być nieco bardziej subiektywne odczucie, to iż występuje tu całkiem spora jak na treści koszykarskie ilość wątków pobocznych, które nie dźgają fabuły, którą centralizują Kagami i Kuroko. Nie ma w tym nachalności i celowości twórcy, jakby chciał on wszystko rozciągać w tej fabule… jakby do porzygu. Fakt faktem, nie samym ,,Kuroko’s Basket” w mangach człowiek żyje. To tylko (i aż) opowieść (fikcyjna!), jednakże z prawdziwym ujęciem panujących tu, jak zresztą w naszym sportowym światku, zasad, przepisów etc… dotyczących wielu dyscyplin sportowych, w tym co logiczne jak ,,czarny chleb i czarna kawa” naszej ukochanej koszykówki. Ale, jaka to się okazała opowieść, a można to ująć prosto i następująco: przykryła swą jakością i pomysłem na oddanie realiów własnego Uniwersum, dość trudnego do przekazania ze względu na odniesienie do tego co jest sporą częścią prawdziwego życia naszej Cywilizacji, czyli sportu: wiele klasyków sci-fi, horroru, thrillera, które w mandze doświadczałem. Jest dynamicznie, konkretnie, z odpowiednią dla postaci i samej specyfiki narracji i tym japońskim ujęciu światka ,,koszykarskiego licealnego sportu", akcją, ot jej wprawnym tempem realizacji. Tak powinna wyglądać, tak być narysowana i napisana lekka, przyjemna i pasjonująca sportówka zarówno dla geeków od basketu jak i mangowych nerdów, którzy lubią sport, ale jeszcze ,,sportówek” w mandze nie czytali. Taka jak mega-dobre ,,Kuroko's Basket" no.1. Taka jest właśnie pilotowe rozdanie ,,Kuroko’s Basket”. I co istotne Tak samo jak w anime, w tej komiksowej pierwotnej wersji na starcie cyklu postaci są zabawne jak i poważne i naturalne: ich charaktery są indywidualne, dobrze przemyślane i napisane przez Fujimakiego. Wszyscy uzupełniają się wzajemnie: jeśli chodzi o swoje role w koszykarskiej rywalizacji a także współpracy w teamie, co mam na myśli w szczególności więź tworzoną w całym zespole Seirin. Nasi sportowcy nie są nudni, są sobą, kreowani są bardziej naturalnie niż ma to miejsce w lekko infantylnej mandze w porównaniu do ,,Kuroko’s Basket”: opowieści o piłkarskich przygodach Tsubasy. Trzon fabuły, o czym napomknąłem nieco wyżej ciągną na swoich barkach Kuroko i Kagami oraz trenerka Riko – podobnie jak w anime, najbardziej rzucają się oni w oczy i robią to z klasą. Mimo iż manga mija szybko, podczas lektury nie odczujemy tego, gdyż zwycięża tu specyfika oddania świata licealnej koszykówki z elementami szkolnych i prywatnych historii bohaterów. Nie odczujemy nawet jej końca – ta opowieść kończy się płynnie z zaskakującym urwaniem na pewnym pojedynku Seirin z drużyną Kise Ryoty. Jeśli tak klasowo i ze stylem ,,miód luksja" to finiszuje, to ja szukam tomu 2, i śmigiem-migiem zabieram się za jego lekturę.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Atak Tytanów #7

Więcej
Isayama Hajime Atak Tytanów #7 Zobacz więcej
Więcej