Slaine: Świt wojownika

Okładka książki Slaine: Świt wojownika autora Massimo Belardinelli, Angie Kincaid, Mike McMahon, Pat Mills, 9788394593025
Okładka książki Slaine: Świt wojownika
Pat MillsMike McMahon Wydawnictwo: Studio Lain Cykl: Slaine (tom 1) komiksy
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Slaine (tom 1)
Tytuł oryginału:
Sláine: Warrior's Dawn
Data wydania:
2016-10-07
Data 1. wyd. pol.:
2016-10-07
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394593025
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Slaine: Świt wojownika w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Slaine: Świt wojownika

Średnia ocen
7,2 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Slaine: Świt wojownika

Poznaj innych czytelników

26 użytkowników ma tytuł Slaine: Świt wojownika na półkach głównych
  • 17
  • 9
22 użytkowników ma tytuł Slaine: Świt wojownika na półkach dodatkowych
  • 10
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Slaine: Świt wojownika

Inne książki autora

Okładka książki ABC Warriors - Tom 1: Wojna wołżańska Clint Langley, Pat Mills
Ocena 8,3
ABC Warriors - Tom 1: Wojna wołżańska Clint Langley, Pat Mills
Okładka książki ABC Warriors - Tom 2: Powroty Clint Langley, Pat Mills
Ocena 7,7
ABC Warriors - Tom 2: Powroty Clint Langley, Pat Mills
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 50 Xavier Dorison, Igort, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Maciej Sieńczyk, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec
Ocena 7,3
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 50 Xavier Dorison, Igort, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Maciej Sieńczyk, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 49 Philippe Caza, Luko Czakowski, Gerry Finley-Day, Grzegorz Janusz, Kajetan Kusina, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Daniel Odija, Michał Śledziński, Wojciech Stefaniec, Kelly Thompson, Jim Watson
Ocena 6,2
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 49 Philippe Caza, Luko Czakowski, Gerry Finley-Day, Grzegorz Janusz, Kajetan Kusina, Pat Mills, Bartosz Minkiewicz, Daniel Odija, Michał Śledziński, Wojciech Stefaniec, Kelly Thompson, Jim Watson
Okładka książki Slaine: Pogromca smoków Leonardo Manco, Pat Mills
Ocena 5,8
Slaine: Pogromca smoków Leonardo Manco, Pat Mills

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Catwoman: Nie ma lekko Cameron Stewart
Catwoman: Nie ma lekko
Cameron Stewart Ed Brubaker Brad Rader
Pierwszy tom komiksów o Catwoman bardzo dobrze przemodelował tytułową bohaterką i był autentycznie wciągający. Jednocześni nawiązania do szerszego uniwersum DC były bardzo ograniczone, dzięki czemu nowi czytelnicy nie powinni się byli czuć zagubieni. Jednakże końcówka poprzedniego tomu zwiastowała większy udział jednego z wrogów Batmana. Czy większy udział szerszego uniwersum DC nie zaszkodził tej serii? Tom otwiera historia „Przejażdżka”. Zbliża się proces dawnej koleżanki Seliny, której grozi kara śmierci. Główna bohatera postanawia bez względu na wszystko pomóc przyjaciółce. Opowieść ta dosyć dobre pokazuje, że prawo niekoniecznie oznacza sprawiedliwość. Oskarżona była tu w głównej mierze ofiarą, ale niestety system nie przewiduje dla niej żadnych okoliczności łagodzących. Dużo jest tu też retrospekcji pokazujących, że dziewczyna była zawsze gotowa do poświęceń dla przyjaciół. Ostatecznie jednak nie prowadzi to do większych rozważań, ale brawurowego wątku sensacyjnego, który jest jednak nawet poruszający. Z kolei w drugiej opowieści czyli w „Ostatnim raporcie” Catwoman postanawia włamać się do rezydencji handlarki narkotyków. W tym czasie w budynku jest przetrzymywany agent FBI, a okolica jest obserwowana przez innych agentów. Nie jest to specjalnie skomplikowana opowieść- ot, typowy skok Seliny, tylko z udziałem wielu stron. Trochę obawiałem się, że bohaterka zbyt łatwo poradzi sobie z całą sytuacją, ale pokazane jest, że nie wszystko przewidziała. Podobało mi się, że część historii opowiedziana jest z punktu widzenia jednego z agentów, co pokazuje jak bohaterka wpływa na przeciętnych stróżów praca. Ta część tomu został zilustrowana przez Brada Radera. Jego kreska wydawała mi się często zbyt prosta, ale jednocześnie dobrze udaje mu się oddać dynamikę pewnych scen. Kolejna opowieść to „Nieugięta” i składa się aż z pięciu części. Dzięki staraniom Seliny udaje się otworzyć centrum osiedlowe w East Endzie. Na dodatek główna bohaterka ponownie nawiązuje kontakt ze swoją siostrą, a także dawną koleżanką. Niestety na bohaterkę czyha bardzo groźny przeciwnik. Jest to bardzo emocjonalna opowieść. Najpierw czytelnik może śledzić jak wiele bohaterce udaje się osiągnąć, by następnie być świadkiem tego jak to wszystko się rozpada. Naprawdę można empatyzować z Catwoman, kiedy jest wściekła na swoich prześladowców. Nie przeszkadza tu zupełnie udział bardziej znanego czarnego charakteru, który jednak moim zdaniem mógł się bardziej wykazać w finale, bo nie różnił się od wielu innych gangsterów. Jest to dosyć tragiczna opowieść, która pomimo względnego szczęśliwego zakończenia jest bardzo gorzka dla wszystkich bohaterów. Konsekwencją tej opowieści jest „Nie ma lekko”. Mniej tutaj jest wątków sensacyjnych, a więcej skupienia się na relacji między postaciami i ich warstwie psychologicznej. Pojawia się tu pewne elementy kryminalne, ale stanowią one swego rodzaju komentarz do sytuacji bohaterów. Pokazane jest jak poszczególne postacie radzą sobie z traumą, co naprawdę jest poruszające. Tutaj rysuje Javier Pulido. Jego kreska początkowo odrzucała mnie swoją prostotą i chwilę mi zajęło zanim się do niej przyzwyczaiłem. Jednakże pasuje ona do obyczajowej opowieści niemal bez scen akcji i czasami byłem aż zdziwiony ile emocji udaje się oddać w przypadku poszczególnych bohaterów. Ostatnią dłuższą opowieścią jest „Dzika jazda”. Selina zabiera Holly w podróż samochodem. Po drodze zwiedzą parę różnych miast, a główna bohaterka będzie musiała też unikać ataków ze strony bliskowschodnich wojowników. Historia ta świetnie łączy wątki obyczajowe z sensacyjnymi. Holly może tutaj nie tylko zrelaksować się psychicznie, ale również przejść trening fizyczny, który może sprawić, że w przyszłości będzie jeszcze bardziej pomocna. Na dodatek finał jej wątku jest naprawdę wzruszający i stanowi bardzo zaskakujące spuentowanie całej opowieści. Jest tu też jednak miejsce na walki, pościgi czy włamania. Trochę nie podobała mi się jednak pewna scena na początku opowieści, która trochę wydawała się aż zbyt okrutna jak na te postacie. Poza tym też uważam, że przeciwnicy, z którymi tu walczy Catwoman są bardzo bezosobowi i ciężko mi ich brać na poważnie. Na szczęście ich same występy nie są zupełnie na serio i czasami można się uśmiechnąć na widok tego jaki kontrast stanowią dla danej sceny. Mam nadzieję jednak, że ten wątek będzie rozwinięty w kolejnym tomie. Ta historia ma chyba najwięcej odniesień do większego uniwersum DC. Bohaterki odwiedzają parę fikcyjnych miast tego uniwersum, a także pojawiają się różni superbohaterowie czy superzłoczyńcy. Niestety nie ma tu żadnych przypisów, więc mniej zorientowany czytelnik może być zupełnie zagubiony. Jeśli ktoś jednak zna te postacie tak jak ja to może się cieszyć z tego jak wszystko fajnie się łączy. Zarówno za rysunki w „Nieugiętej”, jak i w „Dzikiej jeździe” odpowiada znany z poprzedniego tomu Cameron Stewart. Jest on dosyć dokładny, a także potrafi dobrze narysować sceny akcji. Nie ma tu jednak niczego, co by mnie zachwyciło. Tom zamyka parę krótszych opowieści wydanych oryginalnie jako „Catwoman – Geneza i Tajne Akta”. Poza komiksami są tu też krótkie dotychczasowe biografie czterech najważniejszych postaci tomu, a także galeria grafik. Nie rekompensuje to wprawdzie braku przypisów w „Dzikiej jeździe”, ale i tak mogą być one pomocne dla części czytelników. Pierwszą historyjką jest „Wiele żyć Catwoman”. Jest to typowa historia, gdzie paru przestępców omawia to jak oni postrzegają superbohaterkę. Tutaj jest to okazja do pokazania jak zmieniała się ta postać na przestrzeni komiksów, chociaż jednocześnie moim zdaniem ktoś nieznający komiksów z tą postacią może czuć się zagubiony. Ogólnie jednak sympatyczna opowieść zilustrowana kanciastym stylem Michaela Avona Oeminga. Swoje pięć minut ma też detektyw Slam Bradley w historii „Sprawa McSweeneya”. Jest to typowa sprawa poszukiwania zaginionej osoby, która ma jednak mocną koncówkę. Cameron Stewart jak zawsze świetnie się sprawdza jako rysownik. Historia „Czemu Holly jednak żyje?” stanowi komentarz do komiksów superbohaterskich w postaci rozmowy Holly i Seliny. Krytykowane są tu pewne schematy, od których ksama seria o Catwoman nie potrafi uciec. Przy tym też rysownik Eric Shanower przyłącza się do dowcipów rysując dosyć absurdalne kostiumy bohaterki. Ostatnim komiksem tomu jest „Odpowiednie planowanie”. Stanowi on tak naprawdę wstęp do „Nieugiętej” i skupia się na głównym czarnym charakterze tej historii. Uważam jednak, że niewiele wnosi do postaci, chociaż rysunki Camerona Stewarta są bardzo przyzwoite. Podobnie jak poprzedni tom jest to świetny komiks. Jest tu zarówno dużo wątków sensacyjnych, jak i obyczajowych, co sprawia, że postacie są bardziej wiarygodne. Należy jednak pamiętać, że tutaj mogą być pewne nawiązania niezrozumiałe dla laików w kwestii tego uniwersum.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na84 lata temu
Sędzia Dredd - Mroczna Sprawiedliwość John Wagner
Sędzia Dredd - Mroczna Sprawiedliwość
John Wagner Greg Staples
Do Dredda podchodzę po raz trzeci i dopiero Mroczna sprawiedliwość zagrała. Na pierwszy ogień poszły Kompletne akta 13, ale przedstawione w nich historie niespecjalnie mnie zainteresowały. Od zachwalanej wszędzie Ameryki odpadłem po pierwszej części. Mroczna sprawiedliwość z nawiązką zrekompensowała wcześniejsze rozczarowania. Opowieść liczy sobie zaledwie sześćdziesiąt sześć stron, każda jest jednak wyjątkowa. Ilustracje wykonane przez Grega Staples'a to małe i duże arcydzieła. Graficznie Mroczna sprawiedliwość jest bezbłędna. Każda karta to wyborna i wyrafinowana uczta dla oczu. Szkoda tylko że opowieść którą snują Wagner i Staples jest taka krótka. W posłowiu Greg Staples napisał że nad albumem pracował blisko dwa lata. Mimo wszystko uważam że historia nabrałaby głębi i charakteru gdyby podwoiła objętość. Mroczna sprawiedliwość to w gruncie rzeczy space horror. Na początku do wrót starej posiadłości nieśmiało puka klasyczna powieść grozy, ale to zaledwie kilka kadrów. Demoniczne opętania i czarna magia również są obecne. Wspomniana posiadłość to najwspanialsza ilustracja w całej powieści, sporo czasu poświęciłem na jej oglądanie. Space horror, z nieodłącznymi atrybutami - samotnością i krzykiem rozbrzmiewającym w kosmicznej pustce. Niestety jednego i drugiego zbyt wiele nie uświadczymy. Mrocznej sprawiedliwości bliżej do Aliens Camerona, niż Aliena Scotta. Szkoda bowiem potencjał jest olbrzymi. Mroczni sędziowie to przerażające istoty. Prym pod tym względem wiedzie Sędzia Strach. Za sprawą samego tylko Stracha można by puścić wodzy szaleństwa i koszmaru, tymczasem autorzy ograniczyli się do krótkiego incydentu z małym Mitchem, skwitowanego przez Sędzię Anderson słowami: "Widział coś, czego nie powinno widzieć żadne dziecko". Myślę że widział coś, czego nie powinien widzieć żaden człowiek, nie tylko dziecko. Po ujrzeniu oblicza Stracha chłopak popadł w katatoniczne odrętwienie. Jakie koszmary zesłał na chłopca Mroczny Sędzia? Ile szaleństwa i niewypowiedzianej grozy zdołał wsączyć do dziecięcego umysłu? Tego autorzy nie zdradzili, a szkoda. Wielka szkoda. Ciekawa jest także pojawiająca się na początku postać Roberto Smitha, który jak gdyby nigdy nic, zdołał uwięzić trzech sędziów poszukiwanych później przez Śmierć. Kim jest człowiek który tego dokonał? To pytanie również pozostaje bez odpowiedzi. Gdyby wydłużyć historię, zwolnić tempo akcji, atmosferę okrętu Mayflower doprawić niepewnością i złudnym poczuciem bezpieczeństwa. Przybliżyć nieco bohaterów drugoplanowych, podbijając jednocześnie poziom ich osamotnienia i zagubienia, a Strachowi i pozostałym Sędziom pozwolić rozwinąć skrzydła, byłoby idealnie. Wymienione elementy są oczywiście obecne w Mrocznej sprawiedliwości, ale w zbyt niskim stężeniu. Pomimo niezbyt satysfakcjonującej długości i trochę rozczarowującego zakończenia, za same tylko ilustracje należy się wysoka ocena. Za przyjemność oglądania Mrocznej sprawiedliwości zdecydowane 5/7. Warto też wspomnieć o ponad dwudziestu stronach materiałów dodatkowych, zapewniających jeszcze więcej doznań wizualnych. Nadzieję pokładam w Upadku martwego świata, Szambali i Powrocie do Szambali które zdają się zawierać interesujące mnie elementy. Mimo uwielbienia dla cyberpunku, chyba nie znajdę wspólnego języka z Sędzią Dreddem, za to groza Mrocznych sędziów urzekła mnie już od samego początku.
Horyzont_Snu - awatar Horyzont_Snu
ocenił na73 lata temu
Okko - 1 - Cykl Wody Humbert Chabuel
Okko - 1 - Cykl Wody
Humbert Chabuel
Szata graficzna cud-miód! Nie jest to fotorealizm, w żadnym wypadku, ale kreska trzyma równy, wysoki poziom, a całość wykonana jest w doskonale dobranych do sytuacji i nieprzejaskrawionych barwach. Świat Okko czerpie garściami z faudalnej Japonii, co bardzo mnie cieszy, bo lubię takie klimaty, ale robi to trochę niezdarnie. Gejsza niekoniecznie musiała być dziwką, a już na pewno nie wyłącznie dziwką - to najbardziej widoczny błąd, ale popełniany w okołojapońskich dziełach często. Moim zdaniem autor niepotrzebnie użył tego słowa zamiast rodzimej 'prostytutki'. No właśnie, mieliśmy tu prawdziwy potok nazw zapożyczonych z japońskiego, chociaż, jako fanka historycznych anime, praktycznie wszystkie znałam. Rzecz w tym, że naginatę można nazwać po prostu włócznią. Statek, jak mu tam było - co jest złego w słowie 'łódź'? Może autor sądził, że będzie klimatycznie (wydawnictwa nie winię)? Odnośniki nie są klimatyczne, panie Hub. Zwłaszcza, gdy słowo 'gejsza' stosuje się źle, a Okko jest z jakiegoś powodu 'samurajem bez pana', kiedy aż prosiłoby się wstawić 'ronin'. Mam też zarzut do wydawnictwa!!! Czemu ZA KAŻDYM RAZEM stał potrójny wykrzyknik, nawet w miejscach, gdzie jeden byłby zbędny??! O tak właśnie, w środku tekstu!!! Wyglądało to jak na załączonym przykładzie - aż kłuło w oczy. Fabuła ciekawie poprowadzona, nawet jeśli nieszczególnie oryginalna, ale nazbyt pośpieszona. O bohaterach wiemy dość, by rozumieć ich role, jednak zachowali sporo tajemnic na późniejsze tomy. Niestety, z głównej intrygi mało co czytelnik rozumiał, dopóki narrator, będący jednym z bohaterów spisującym swoje przygody lata później, nie objaśnił sprawy. Ocenę ocalił komiksowi fakt, że wtedy naprawdę wszystko dobrze się domknęło i wyjasniło. Maruda ze mnie niepoprawna, ale dobrze się przy Okko bawiłam i chętnie siegnę po kolejne tomy czekające na mojej półeczce. Podsumowując, wyjątkowo przyjemna dla oka, nawet jeśki niezbyt wymagająca rozrywka, z potencjałem na następne tomy.
Rai - awatar Rai
ocenił na77 lat temu
Jessica Jones: Alias, tom 1 Brian Michael Bendis
Jessica Jones: Alias, tom 1
Brian Michael Bendis Bill Sienkiewicz Matt Hollingsworth Michael Gaydos
Ocena całej serii: Klękajcie narody. A w każdym razie siadajcie na lepkim stołku w ciemnym barze i odpalajcie szluga. Niby wiedziałem że będzie dobrze. Jessica Jones to stanowczo mój ulubiony serial marvelowski, oglądany na dawno zanim zacząłem się interesować amerykańskim komiksem. Ale komiks to jest zupełnie inna liga. Jest to komiks „superhero” absolutnie najwyższych lotów, przez to że jest jednym z przedstawicieli tego najniższego, przyziemnego, ulicznego, realistycznego nurtu. Chyba jedynie Daredevil (również pisany przez Bendisa) był na porównywalnym poziomie. Ale tu jest więcej smutku, rezygnacji, żalu - tego co w komiksach najlepsze. Ciężko o bardziej “uliczny” punkt wyjścia niż motyw detektywistyczny. Jessica, kiedyś superbohaterka, obecnie jest prywatnym detektywem. Nie ukrywa swojej przeszłości, ale też nie jest z niej przesadnie dumna. Nie wypaliło, z czegoś trzeba żyć. Jessica pracuje, ale też obserwuje jaki stosunek do superbohaterów mają zwykli ludzie. Żyje. Randkuje. Próbuje się pozbierać po nieznanych czytelnikowi z początku traumach. Szuka bliskości, choć ma poważny konflikt z samą sobą. Wszystkie wątki detektywistyczne są tu niesamowicie pomysłowe, świetnie napisane i zaskakujące, ale najbardziej zaskakuje poziom człowieczeństwa. Jest to Marvel z serii MAX, czyli dla dorosłego czytelnika. Ale nie oznacza to tylko kilku przekleństw wplątanych w dialogi. Jest tu też ogrom prawdziwych, przyziemnych dramatów, błędów i szokujących doświadczeń, a to wszystko pokazane z perspektywy być może najbardziej ludzkiej bohaterki Marvela w historii. Absolutnie, ze wszech miar polecam. Bardzo. Serio. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na86 miesięcy temu
Rachel Rising tom 1: Cień śmierci Terry Moore
Rachel Rising tom 1: Cień śmierci
Terry Moore
Dobry początek to połowa sukcesu. Jak przyciągnąć czytelnika, jak to zrobić, by pozostał, a najlepiej chciał jeszcze więcej? A może by tak w pierwszej scenie pokazać jak z płytkiego grobu wydobywa się, nie bez kłopotu, wcale nie łatwo, z wyraźnym wysiłkiem atrakcyjna kobieta? A na jej karku jest paskudny ślad po czymś, co zostało uprzednio mocno zaciśnięte… No i już wiesz, że siedmiotomowa seria Rachel Rising będzie świetna. Tym razem Terry Moore opowiada swoją historię w obrębie gatunku grozy, w którym czytelnikom przyjdzie zmierzyć się z prawdziwym złem, takim że Stephen King by się nie powstydził tego typu kreacji. Jednak całe to zło jest jedynie tłem. Zupełnie jak w cyklu Echo, Moore wykorzystuje znany motyw (tam science fiction, tu horror) to pokazania nam świetnie napisanych bohaterów, takich prawdziwych, bardzo realistycznych, z którymi natychmiast można się utożsamić, wczuć w ich rolę, poczuć ich emocje. To ogromna zaleta tego Twórcy, jego bohaterowie naprawdę zdają się żyć. Warto też dodać, że Terry Moore doskonale zdaje sobie sprawę z reguł, jakie tworzą horror. I postanowił ich nie zmieniać. A na domiar tego, mimo że zachował zasady, i tak wybrnął z opowieści w taki sposób, że bohaterów będzie można wykorzystać ponownie, bo ja tu widzę pewien schemat, i już się cieszę na to, Terry Moore sobie wykoncypował ze swoimi opowieściami.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na77 miesięcy temu
Velvet #2 - Tajne życie umarlaków Steve Epting
Velvet #2 - Tajne życie umarlaków
Steve Epting Ed Brubaker
Pierwszy tom "Velvet" czytało mi się bardzo przyjemnie, choć niczym specjalnie mnie nie zaskoczył. Drugi w praktyce dał mi wszystko to czego oczekiwałem od komiksu opowiadającego historię o wojnie szpiegów. Czy też "grze" jak to nazywają sami bohaterowie tej opowieści. Zatem wciąż mamy tutaj wszelkie sprawdzone chwyty z filmów o Jasonie Bournie czy Jamesie Bondzie, tyle że główna postać to seksowna kobieta, niekoniecznie w sukience. Tytułowa Velvet Templeton powoli zaczyna odkrywać kolejne zakamarki gry prowadzonej za jej plecami. Dowiaduje się, że jej mąż, zresztą też tajniak, niesłusznie posądzony o bycie podwójnym agentem, zginął niepotrzebnie, ktoś tuszuje sprawę z przeszłości na którą wpadł X-14, a sama Velvet nie tylko jest kozłem ofiarnym, ale i niewygodnym fragmentem całej układanki. Tak przedstawia się rys fabularny drugiego tomu i jedno trzeba przyznać - w swej, skądinąd sztampowej formie, wypada doskonale. Całość czyta się naprawdę przyjemnie oraz szybko. Akcja kipi tutaj na każdym kroku, jednak nie mamy jej przesytu, zatem nie jesteśmy zmęczeni dość spora liczbą pościgów, strzelanin i podchodów. Z drugiej strony ma się wrażenie, że zawód szpiega w komiksach czy filmach jest przedstawiany za bardzo na wyrost. Bardziej to przypomina starcie na pierwszej linii frontu niż skryte działanie, o którym tyle się mówi. Niemniej do czegoś podobnego przyzwyczaiły nas już filmy z Agentem 007, który potrafił prowadzić pościg czołgiem po ulicach zatłoczonego miasta, rozwalając przy tym wszystko na swej drodze. Na szczęście aż tak absurdalnych akcji tu nie uświadczymy, jednak kilka kaskaderskich popisów w mojej opinii było zbyt mocno naciąganych. W przypadku fabuły to co najbardziej boli to przewidywalność. Bohaterowie w wielu miejscach są bardzo schematyczni i czuć aż za nadto kalkę z kilku filmów tego typu. To sprawia, że w praktyce nic tutaj nie zaskoczy osoby dobrze poruszającej się w książkach czy filmach szpiegowskich. Niestety łatwo nam przez to przewidzieć kto robi tutaj faktycznie za pomagiera, a kto ma brudne ręce i tylko gra pozornie dobrodusznego przyjaciela. Już z końcem pierwszego albumu miałem swoją teorię dla całego spisku, jednak brakowało mi dowodów. Po przeczytaniu tego tomu już kilka mam, choć są dość kruche, jednak praktycznie wszystkie moje podejrzenia się sprawdziły. Czy jakoś mocno odebrało mi to radość z lektury? Niespecjalnie, choć wolałbym zostać pozytywnie zaskoczony niż patrzeć jak wszystko dzieje się z godnie z moimi domysłami. Z całej plejady postaci najciekawiej wypada niejaki Roberts, Gość ma dość niski poziom uprawnień na tle głównej bohaterki, przełożeni kryją przed nim masę faktów, a on sam ścigając Velvet zarobił już zbyt wiele razy po pysku. W tym tomie nie jest inaczej i znów dostaje łupnia, choć w przeciwieństwie do innych agentów terenowych, Roberts zaczyna faktycznie myśleć jak jego przeciwniczka. Dzięki temu wprowadza troszkę świeżości do oklepanego motywu zdrajcy oraz jako jedyny bohater wypada realistycznie. Czasem zresztą było mi gościa zwyczajnie szkoda gdy oglądałem jak po raz kolejny wpada w ślepy zaułek czy ląduje na pogotowiu gdzie zakładano mu nowe opatrunki, do i tak już bogatej kolekcji zdobiącej jego ciało. Serio, facet nie ma lekkiego życia. Jeśli idzie o część czysto wizualną to komiks nadal bardzo mocno się broni na tym polu. Praca duetu Epting (rysunek) i Breitweiser (kolor) przynosi bardzo wymierne efekty, w postaci pełnego klimatu obrazu, przykuwającego oko nawet niedoświadczonego czytelnika. Czuć tu na każdym kroku klimat szpiegowskiej intrygi, podwójnej gry agentów i zabójczych pościgów za celem. Do tego sceny w deszczu są zrobione rewelacyjnie, a całość ma w sobie coś czego brakuje filmom o Jamesie Bondzie - nutę realizmu. Po raz kolejny tez bardzo podobał mi się rysunek twarzy, gdyż to dzięki niemu zapamiętałem poszczególne postacie, nie zaś za sprawą ich czynów. No może z wyjątkiem agenta Robertsa, który po buźce dostaje od początku serii zbyt często. W praktyce jak tak dalej pójdzie to facet będzie chodził z turbanem na głowie. Drugi tom "Velvet" mnie nie rozczarował, choć finalnie też nie zachwycił. To nadal świetna lektura szpiegowska, ale w moim wypadku na raz. Boję się tylko tego, że trzeci tom rozegra się tak jak to sobie rozpisałem w myślach po finale tego albumu. Co prawda liczę na choćby lekki zwrot akcji, który mnie zadziwi, niemniej nie zdziwię się jeśli to nie nastąpi. Z drugiej strony nawet jeśli do tego dojdzie, to i tak uważam "Velvet" za bardzo dobry komiks szpiegowski. Wiecie, to jak z serią "Mission: Imposible" - niby w kółko to samo, niby odgrzewany kotlet z masą nieprawdopodobnych akcji, a mimo to chętnie sięga się po kolejną część i wraca do tej pierwszej. Tu jest podobnie, tylko że okres w którym rozgrywa się fabuła jest ciekawszy, a i samych niedorzeczności kaskaderskich jest tu znacznie mniej.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Miracleman - Złota Era Neil Gaiman
Miracleman - Złota Era
Neil Gaiman Mark Buckingham
Długo się łasiłem aby przeczytać ,,Miracleman. Złota Era". Szukałem pretekstu, chęci aż w końcu znalazłem i zabrałem się za historię jednego z bardziej przełomowych bohaterów komiksowych. Gaiman poniekąd porzuca, ale także kontynuuje wątki podjęte przez Alana Morra w 3 księgach przygód Miraclemana. Porzuca, ponieważ w tych mikrofabułkach jest stosunków mało tytułowego herosa. Kontynuuje, ponieważ pokazuje zwykłych ludzi żyjących w utopijnym świecie rządzonym przez Miraclamena, który ma takie a nie inne doświadczenia życiowe. Jakbym miał jednym zdaniem opisać komiks to powiedziałbym, że jest to ,,Superman. Czerwony Syn" zrobiony dobrze, wręcz wyśmienicie. Całość składa się z niepowiązanych ze sobą mikrohistoryjek, które na końcu są spięte śliczną klamrą. Historyjki mają różną narrację, styl, bohaterów oraz wartość emocjonalną (jedne są bardziej przyziemne, drugie wręcz transcedencjalne). Gaiman w tym dziele pokazuje jak doskonale umie żonglować tematami oraz stylem (w tym dziele możemy spotkać androida Andiego Warhola oraz przeczytać dedykowaną bajkę na dobranoc). Efekt jest naprawdę doskonały. Sukurs fabule idzie także oszałamiające rysunki Marka Buckinghama. Jego kreska tak samo jak fabuła jest dziwna, oryginalna oraz nietuzinkowa (w szczególności widać to w historyjce o Warhole, która wgniata w fotel i nawiązuje do twórczości tego artysty). Gorąco polecam, choć komiks nie jest skierowany dla wszystkich. Jeśli cenisz Gaimana, nietuzinkową, filozoficzną wręcz fabułę albo jesteś ciekaw co się stało z Miraclemena to ten komiks jest zdecydowanie dla Was. Reszta czyta na własną odpowiedzialność, choć będziecie bardziej zadowoleni niż rozczarowani całością 😊
roman1408 - awatar roman1408
ocenił na95 lat temu
Batman - Rok setny i inne opowieści Ted McKeever
Batman - Rok setny i inne opowieści
Ted McKeever José Villarrubia Paul Pope
Batman i rok setny jego działalności, a w Gotham City cały czas mnóstwo brudnej roboty do wykonania. Czwarta dekada XXI wieku stoi pod znakiem wielkiej inwigilacji mieszkańców miasta, pozbawionych prawa do prywatności. Mroczny Rycerz pojawia się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu i nawet nie lokalna, lecz federalna policja, szykuje na niego potężną obławę. Tak w skrócie można opisać komiks "Batman - rok setny". W tomie otrzymujemy jeszcze historyjkę o Mrocznym Rycerzu, osadzoną w nazistowskich Niemczech w przededniu wybuchu II wojny światowej. Batman działa w Berlinie, którego nastroje są już zdecydowanie antysemickie. Album zwieńczony jest krótkimi shotami o Robinie (Cudowny Chłopiec znajduje się w poważnych tarapatach) oraz o... złamanym nosie Batmana (albo, jak rzekłby Alfred, utraconym dziewictwie). Lwią część wydania stanowi komiks "Batman - rok setny", więc w recenzji skupię się tylko na nim. Jest to alternatywna historia, lecz niepozbawiona nawiązań do klasyki kanonu ("Rok Pierwszy" czy "Powrót Mrocznego Rycerza"). Autor stara się utrwalić mit o Batmanie jako o postaci, która nie przemija, pomimo zmieniających się czasów, ustrojów politycznych i realiów życia codziennego. Komiks przekonująco pokazuje, że ten bohater o duszy samotnika, swej krucjaty w żadnym wypadku nie mógłby prowadzić samodzielnie. W tej historii ładnie wyeksponowano przyjaciół Batmana, Jima Gordona oraz ich rolę w zwalczaniu zła trapiącego ludność Gotham. Na końcu słów parę o szacie graficznej. Cóż, komiks jest brzydki, ale wydaje mi się, że taki właśnie miał być. Strój Batmana, jego mimika twarzy, wygląd motocykla - to wszystko jest trochę groteskowe, a trochę paskudne. Natomiast mam wrażenie, że taka niechlujna stylistyka ma budować klimat opowieści, pokazywać wciąż zepsute Gotham, beznadziejność na szczeblach władzy i w służbach. Na pewno warto pochwalić kolory oraz kadry przedstawiające rannego Batmana. Natomiast zdaję sobie sprawę, że warstwa graficzna niejednego może odrzucić od tego - bądź co bądź - solidnego komiksu.
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Slaine: Świt wojownika

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Slaine: Świt wojownika