Blue shoes and happiness

Okładka książki Blue shoes and happiness autora Alexander McCall Smith, 9780349117720
Okładka książki Blue shoes and happiness
Alexander McCall Smith Wydawnictwo: Abacus Cykl: Kobieca Agencja Detektywistyczna nr 1 (tom 7) literatura piękna
247 str. 4 godz. 7 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Kobieca Agencja Detektywistyczna nr 1 (tom 7)
Liczba stron:
247
Czas czytania
4 godz. 7 min.
Język:
angielski
ISBN:
9780349117720
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Blue shoes and happiness w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Blue shoes and happiness

Średnia ocen
7,7 / 10
3 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Blue shoes and happiness

avatar
594
570

Na półkach:

o niebieskich butach było mało :) ale o tradycyjnej budowie afrykańskich kobiet dużo :)

o niebieskich butach było mało :) ale o tradycyjnej budowie afrykańskich kobiet dużo :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
14
11

Na półkach:

Bardzo sympatyczna opowieść. Jest poczucie humoru, opisy, dzięki którym bardzo łatwo wyobrazić sobie bohaterów, ich gesty i okoliczności, w których przebywają. Przyjemna zwyczajność, z której można czerpać radość.

Bardzo sympatyczna opowieść. Jest poczucie humoru, opisy, dzięki którym bardzo łatwo wyobrazić sobie bohaterów, ich gesty i okoliczności, w których przebywają. Przyjemna zwyczajność, z której można czerpać radość.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1275
1131

Na półkach: , , ,

Ja niestety nie zachwyciłam się tą książką. Nie wiem dlaczego, ale zagadki detektywistyczne nie powaliły mnie na kolana. I choć możemy dostrzec tutaj klimat afrykański i trochę kobiecego feminizmu to jakoś nie zachwyciła mnie ta książka. I ogromnie denerwuje np. Mma Makutsi chodzi przed każdym nazwiskiem właśnie takie słowo i tak cała książka, można oczopląsu od tego dostać. Rozumiem, że może tam tak trzeba, ale tłumacząc na polski język można było z tego zrezygnować. NIE POLECAM !!!

Ja niestety nie zachwyciłam się tą książką. Nie wiem dlaczego, ale zagadki detektywistyczne nie powaliły mnie na kolana. I choć możemy dostrzec tutaj klimat afrykański i trochę kobiecego feminizmu to jakoś nie zachwyciła mnie ta książka. I ogromnie denerwuje np. Mma Makutsi chodzi przed każdym nazwiskiem właśnie takie słowo i tak cała książka, można oczopląsu od tego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Blue shoes and happiness na półkach głównych
  • 45
  • 39
25 użytkowników ma tytuł Blue shoes and happiness na półkach dodatkowych
  • 13
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Alexander McCall Smith
Alexander McCall Smith
Urodzony w Zimbabwe szkocki pisarz i profesor prawa medycznego. Autor ponad 50 książek. Podstawy wykształcenia zdobywał w Bulawayo a następnie przeprowadził się do Szkocji, gdzie studiował prawo. Po powrocie do Afryki podjął pracę na uniwersytecie w Botswanie, gdzie wykładał prawo. Później osiadł na stałe w Szkocji, w Edynburgu z żoną Elizabeth (lekarka),dwoma córkami Lucy i Emily oraz kotem Gordonem. Jego hobby to gra na instrumentach dętych, jest współzałożycielem amatorskiej orkiestry "Naprawdę Straszna Orkiestra", gdzie Smith gra na fagocie a jego żona na flecie. Jest także wiceprzewodniczącym the Human Genetics Commission of the UK, przewodniczącym British Medical Journal Ethics Committee, oraz członkiem Międzynarodowej Komisji Bioetycznej przy UNESCO. Jest autorem wielu powieści i opowiadań, wiele spośród nich zdobyło duże uznanie. Szczególną popularnością cieszy się cykl detektywistyczny o Mmie Ramotswie. Pierwsza część cyklu, "Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1" (1999) zebrała szereg nagród literackich, została m.in. wybrana przez czasopismo "The Times" na książkę roku 1999, zaś jej autora obwołano pisarzem roku 2003.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kobiety w blasku słońca Frances Mayes
Kobiety w blasku słońca
Frances Mayes
Frances Mayes zdobyła popularność swoją kultową powieścią pt." Pod słońcem Toskanii", która po trzech latach od premiery doczekała się ekranizacji. Dziś chcę Was zachęcić do sięgnięcia po ostatnią książkę autorki zatytułowaną "Kobiety w blasku słońca". I tym razem pani Mayes zaprasza swoich czytelników do uroczej Toskanii, gdzie w małym miasteczku San Rocco od kilkunastu lat mieszka Kit Raine - amerykańska pisarka, która przybyła zza oceanu, zakochała się uroczej Italii i zdecydowała zamieszkać tu na stałe. Wraz z nastaniem jesieni do sąsiedniego domu sprowadzają się trzy Amerykanki. Te przesympatyczne kobiety w wieku 60+ wynajmują na cały rok dom nieopodal i chcą korzystać z życia na emeryturze. Susan, Camille i Julia pragną zwiedzać Italię, poznawać jej smaki i zapachy, ale przede wszystkim zdystansować się do dotychczasowego życia pełnego trosk i problemów codzienności. Villa Assunta z dużym ogrodem wydaje się wprost stworzona dla przedsiębiorczych kobiet, które są zauroczone tym niepowtarzalnym miejscem. Gościnność mieszkańców San Rocco i nowe perspektywy, jakie otwierają się przed każdą z bohaterek stwarzają im możliwość rozpoczęcia zupełnie nowego życia z dala od amerykańskiego południa... Fabuła bardzo interesująca, ale niestety nie zachwycił mnie styl pisarski autorki. Wydarzenia poznajemy z punktu widzenia wszystkich bohaterek, czyli czterech kobiet, które zaprzyjaźniają się ze sobą. Oprócz kolejnych rozdziałów poszczególnymi akapitami zaznaczono w treści zmiany wątków, co wiąże się w tym przypadku również ze zmianą narratora. Momentami pojawiał się chaos, przeskoki, tak, że czasem trudno było się zorientować, kto w danej chwili opowiada o wydarzeniach. Do tego duży druk, który paradoksalnie wcale nie ułatwiał czytania. To wszystko sprawiło, że pomimo uroków Italii nie potrafiłam zatracić się w lekturze tej opowieści. Warto jednak zwrócić uwagę, że z tą dosyć obszerną książką i jej przemiłymi bohaterkami można zwiedzić sporą część Włoch. Poznajemy piękno klimatycznych miast i miasteczek takich jak Wenecja, Florencja, Akwilea, Friula, Palmanova, odbywamy wycieczkę na Capri, delektujemy się prostymi potrawami regionalnej włoskiej kuchni, smakujemy przednie wina i poznajemy sympatycznych i uczynnych mieszkańców. To wszystko sprawia, że zatęskniłam za słoneczną Ilalią. Przyznaję, że jest to największy atut tej powieści. Przydałaby się jednak gdzieś na początku, lub na końcu książki niewielka poglądowa mapka z naniesionymi nazwami odwiedzanych miejscowości. Łatwiej byłoby odnieść fabułę do rzeczywistości. Autorka pisze o życiu, które często nas zaskakuje i zmusza do podejmowania trudnych decyzji. Są w nim momenty radosne, są też chwile smutne, z którymi trzeba nam się mierzyć. Jednak nic nie zastąpi prawdziwej przyjaźni, wsparcia, zrozumienia, albo choćby tylko wysłuchania. Bez względu na wiek, czy sytuację osobistą znajdujmy czas tylko dla siebie, poświęćmy go na spełnianie własnych pragnień, które przez lata być może zagubiły się gdzieś w gąszczu codzienności. Pomimo wspomnianych wyżej mankamentów "Kobiety w blasku słońca" to wartościowa opowieść, której warto poświęcić swój czas. Ponad sześćset stron pozwoli nam się dłużej delektować urokami, smakami i zapachami Italii. Zachęcam.
Mońcia_POCZYTAJKA - awatar Mońcia_POCZYTAJKA
oceniła na67 lat temu
Blisko i bezpiecznie Jan Karon
Blisko i bezpiecznie
Jan Karon
Muszę przyznać, że bardzo rzadko wybieram książki, w których dużą rolę odgrywa sielankowa atmosfera małego miasteczka. Może wynika to z faktu, iż sama mieszkam na prowincji, a „cukierkowość” niektórych powieści po prostu mnie odstrasza. Jednak w opisie „Blisko i bezpiecznie” było coś, co zmusiło mnie, by tym razem zaryzykować i udać się w literacką podróż do Mitford. Niestety już kilka minut po zamówieniu egzemplarza recenzenckiego okazało się, że będę miała okazję czytać jedenasty tom serii, którą wydawnictwo Zysk i S-ka sukcesywnie wydaje od 2008 roku. Czy więc warto zaczynać tę klimatyczną historię od środka? Zanim odpowiem na to pytanie, przybliżę nieco fabułę najnowszej odsłony cyklu stworzonego przez Jan Karon. Ojciec Tim Kavanaugh wraz z żoną wraca z wakacji w Irlandii, gdzie przeżył trudne chwile, odkrywając mroczne tajemnice swojej rodziny. Wszystko, czego teraz pragnie to odzyskać spokój ducha i nacieszyć się emeryturą, na którą przeszedł kilka lat wcześniej. Sęk w tym, iż były pastor nie potrafi przejść w stan spoczynku, zwłaszcza że po zakończeniu posługi kapłańskiej, wbrew przyjętym zasadom, pozostał wśród swoich byłych parafian, często służąc im radą i modlitwą. Po miesiącach nieobecności mężczyzna odkrywa wiele z pozoru mało istotnych różnic, które zmieniają oblicze Mitford, a to dopiero początek problemów. W niedługim czasie okazuje się, że aktualny duszpasterz Lord’s Chapel niezbyt dobrze radził sobie z integracją ze specyficzną społecznością, a do tego zdradzał żonę, z którą właśnie zamierza się rozwieść. Kongregacja próbuje nakłonić ojca Tima, by przez kilka miesięcy kierował swoją byłą parafią, ale ten się waha, zważywszy, że również inni potrzebują jego wsparcia, przeżywając swoje małe i wielkie dramaty. Tymczasem urocza właścicielka Księgarni Szczęśliwych Zakończeń, Hope, przeżywa najlepszy i zarazem najbardziej stresujący okres w swoim życiu. Gdy na teście ciążowym dziewczyna odkrywa dwie upragnione kreski, jej radość miesza się z niepokojem. Po tym, jak poroniła boi się cieszyć z dobrej nowiny, podświadomie czując, że coś jest nie w porządku. Jej złe przeczucia wkrótce okazują się uzasadnione. Lekarze diagnozują łożysko przodujące, co jest bezpośrednim zagrożeniem zarówno dla nienarodzonego dziecka, jak również przyszłej mamy. Hope musi diametralnie zmienić swoje przyzwyczajenia i modlić się o szczęśliwe rozwiązanie. I tu pojawia się kolejny problem. Kobieta nie może pozwolić sobie na zamknięcie księgarni, która jest jedynym źródłem utrzymania jej rodziny, a wizyty u lekarza przecież sporo kosztują. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest znaleźć odpowiednie zastępstwo. A może Tim Kavanaugh mógłby się tym zająć? Przecież to jedyna osoba, która zauważyła, że dom Irene McGraw jest otwarty i zapobiegł potencjalnej kradzieży. Czy to oznacza, że Mitford nie dba o swoich? Jeśli chodzi o postać Timothy’ego to okazała się ona dla mnie odwróconą wersją doktora House’a. Co mam na myśli? Otóż, o ile w sławnym serialu główny bohater wychodził z założenia, że wszyscy kłamią, o tyle nasz duchowny stoi na zgoła odmiennym stanowisku, szukając w każdym choćby okruszka dobra. Mężczyzna jest z natury introwertykiem, który od wielu lat zmaga się ze skrywaną depresją, a na co dzień robi wszystko, żeby pomagać potrzebującym. Oczywiście w imię chrześcijańskiej miłości. W tym aspekcie poznajemy również losy Sammy’ego,. Chłopak sprawia ogromne kłopoty wychowawcze, doświadczona nauczycielka muzyki, która sprawuje nad nim opiekę, powoli zaczyna tracić cierpliwość. Staje się jasne, że jeśli nic się nie mieni, siedemnastolatek w najlepszym razie wyląduje na ulicy, a w najgorszym upomni się o niego jakiś ośrodek poprawczy bądź więzienie. Przez wzgląd na adoptowanego syna, ojciec Tim podejmie ostatnią próbę ratowania młodszego brata Donoleya. Metody, którymi posłuży się Timothy, okażą się dość „rewolucyjne”, ale czy skuteczne? Muszę przyznać, że początkowo nie mogłam się wtopić w fabułę powieści i to wcale nie dlatego, że zaczęłam ten cykl od środka. To przykład bardzo klasycznego podejścia do tworzenia prozy obyczajowej. Tu akcja snuje się bardzo leniwie. Amerykańska pisarka stara się pokazać emocje i przeżycia bohaterów w szerszej perspektywie, stąd nie można tej pozycji uznać za sagę rodziną, choć znaczna część narracji to dialogi i przemyślenia byłego pastora. Każda ukazana mini historia staje się częścią większej całości, czyli dziejów prowincjonalnego miasteczka. W tym miejscu należy pochwalić autorkę a niezwykle realne przedstawienie charakterystyki malutkiej miejscowości, gdzie jest jeden sklep, wszyscy wszystkich znają, a plotki rozchodzą z prędkością światła. Znajdziemy tu więc lokalną gwiazdę, wiecznego zrzędę czy nieradzącego sobie z życiem, lekko upośledzonego chłopca o gołębim sercu. Poznamy wady i zalety braku anonimowości i problemy przekazane czasem bardzo poważnie, a niekiedy z przymrużeniem oka. Największą zaletą „Blisko i bezpiecznie” jest podwójne dno tej powieści, gdzie pod kołderką pozornie mniej ważnych wydarzeń, odkrywamy uniwersalne wartości. Tym razem Jan Karon pochyla się nad zagadnieniem wejścia w jesień życia. Autorka jakby nieco w tle pokazuje ten trudny moment w życiu człowieka. Dzięki temu wątek jest zarazem delikatny i głęboki, lecz nie przytłacza fabuły. Z wiekiem zwykle coraz trudniej przystosowujemy się do zmian i musimy zaakceptować, iż nie będziemy tak silni jak kiedyś. Amerykanka pokazuje to przez zabawne sytuacje, dając czytelnikowi bodziec do przemyśleń. Książka jest wręcz kopalnią cytatów literackich, więc jeśli je lubicie, zaopatrzcie się w notatnik. Warto też wspomnieć o polskich odniesieniach w fabule. Jedna z bohaterek, którą odnajdujemy w powieści, ma nie tylko polskie korzenie, ale jest także gwiazdą filmową. Ojciec Tim natomiast w wolnych chwilach czyta „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. Czas odpowiedzieć na pytanie, które postawiłam na wstępie. Czy cykl W moim Mitford można czytać nie po kolei? Trzeba przyznać, że Karon zrobiła wszystko by tak było. Nie musicie obawiać się, że czegoś nie zrozumiecie, bo w odpowiedniej chwili zostaną przywołane odpowiednie wspomnienia. Równocześnie te odwołania sprawiają, iż z miejsca zapragniecie sięgnąć po wcześniejsze tomy. Trzeba jednak powiedzieć otwarcie, że ta powieść dużo bardziej będzie odpowiadać babciom niż wnuczkom. Sporo miejsca autorka poświęciła na wątek religijny, stąd jeśli macie problem z aspektami wiary w powieściach, lepiej rozważcie inną lekturę. Dla mnie dużo większym problemem okazała się urywana narracja, która domyślnie przypomina czas rzeczywisty. Mimo moich zastrzeżeń, jestem przekonana, że jeszcze nie raz zawitam do Mitford, bo kto chociaż raz zawita do tego urokliwego miasteczka, będzie tam wracał regularnie. (Tekst ukazał się także na blogu pod adresem: https://inna-perspektywa.blogspot.com/2019/06/jan-karon-blisko-i-bezpiecznie.html)
Anna Dral - awatar Anna Dral
ocenił na66 lat temu
Ktokolwiek widział Colin Dexter
Ktokolwiek widział
Colin Dexter
Specyficzny kryminał. Początkowo miałam wątpliwości, ale im dalej w las, tym bardziej przekonywałam się do wizji Dextera. Inspektor Morse jest śledczym idealnym w świecie nieomylnych detektywów. I to wcale nie dlatego że w mig rozwiązuje zagadki. Morse buja w obłokach, tworzy błyskotliwe hipotezy, które co rusz musi weryfikować. Praktycznie co krok się myli, ale szybko nadrabia nową teorią, co powoduje, że czytelnik otrzymuje wiele wersji tej samej zagadki, a tym samym jego zagubienie może rosnąć. Wydawało mi się, że będzie mnie bardziej irytować ciągłe pomyłki Morse'a, ale o dziwo okazało się to niezwykle wciągające. Przypomina to także zwykłe śledztwo - stawianie teorii, sprawdzanie różnych wątków i w miarę zbierania informacji weryfikowanie nowych opowieści. Dodatkowo inspektor Morse jest interesującą postacią. Jeszcze go nie rozgryzłam, ale z pewnością rację mają jego przełożeni, którzy uważają, że buja on w obłokach. Jest to jednak zarówno pomocne w śledztwie (a z pewnością dla fabuły),jak i szkodzące. Można go też polubić, szczególnie w zestawie z sierżantem Lewisem, który ze zdziwieniem wysłuchuje kolejnych opowieści swojego przełożonego. Po "Ktokolwiek widział" sięgnęłam przypadkiem, szukając jakiegoś wciągającego kryminału. Dopiero podczas lektury uświadomiłam sobie, że kojarzę tego detektywa - z serialowej adaptacji książek (powstały dwie - "Sprawy inspektora Morse'a" z lat 80., a także nowsza - "Endeavour" będąca prequelem do książek/pierwszego serialu). Jako że widziałam tylko prequel, trudno mi powiedzieć, na ile serialowa wizja pokrywa się z oryginałem. To, co wiem, to, że z pewnością sięgnę po kolejne książki z serii. Choć akcja jest tu spokojniejsza niż w niejednym współczesnym kryminale, to czyta się to lepiej i wciągnęło mnie bardziej niż kilka ostatnich tytułów.
Maromira - awatar Maromira
oceniła na81 rok temu
W towarzystwie uroczych pań Alexander McCall Smith
W towarzystwie uroczych pań
Alexander McCall Smith
To moje pierwsze spotkanie z Alexandrem McCall Smithem i mmą Ramotswe. Muszę przyznać, że książka mi się podobała. Czytało się lekko i przyjemnie. Fajna propozycja na odmóżdżenie ;). Precious Ramotswe - ta kobieta jest po prostu przeurocza. Ma taką lekkość i czyste dobro w sobie. Zdaje się, że w każdym człowieku stara się widzieć pozytywne cechy i nie skreśla od razu ludzi. Jest właścicielką Kobiecego Biura Detektywistycznego nr 1, które dobrze prosperuje. Uwielbia swoją białą furgonetkę, która nie ma już zbyt długiego życia - mma jest do niej bardzo przywiązania i ma do niej sentyment. Po długim okresie narzeczeństwa poślubiła J.L.B Matekoniego - właściciela warsztatu. Mają dwójkę adoptowanych dzieci. Zanim jednak znalazła się w tym miejscu była maltretowana przez swojego wcześniejszego "męża" - Note. Jak się poźniej okazało ich małżeństwo było fikcją i całe szczęście. Jej asystentką jest mma Makutsi - 97% z egzaminu sekretarskiego ;),nosi wielkie okulary i nie należy do najatrakcyjniejszych kobiet. Jednak była bardzo inteligentna i na swój sposób urocza. Chciałaby wyjść za mąż, ale nie trafiłą na odpowiedniego kandydata na męża. Do czasu. Na kursie tanca poznała jąkającego się mężczyzne o imieniu Phuti Radiphuti, który się jej oświadcza przez swojego ojca i mmę poniekąd ;) (oświadczyny przyjęte). Pan Polopetsi też zasługuje na kilka zdań - jest byłym więźniem - osadzonym niesłusznie. Ma bardzo dobre serce i pomaga znaleźć białą furgonetkę po jej kradzieży. Mma Ramotswe dałą mu szansę na powrót do normalnego życia. Dała mu pracę po części w warsztacie męża i u siebie w biurze detektywistycznym. Jedyne co mnie drażniło to częste powtórzenia - mma Ramotswe, mma Makutsi po kilka razy na stonie - ale da się przeżyć. Wszystkie opisane problemy mają szczęśliwe zakończenie - tak jak pisałam prędzej idealna lektura na odmóżdżenie ;) Polecam, N.
Natalia - awatar Natalia
oceniła na68 lat temu
Prowansja od A do Z Peter Mayle
Prowansja od A do Z
Peter Mayle
Lekkie w odbiorze subiektywne kompendium wiedzy o prowqancsji, od strony tkultury, języka, kuchni i tamtejszych zwyczajów pisane z perspektywy Anglika zakochanego w regionie, zaznajomionego z Francuzami i ich specyficznymi zachowaniami. Szkoda, że hasła są podawane w oryginale bez tłumaczenia bo osoba nieznająca francuskiego ma czasem niezłą zagwozdkę gdy autor namiętnie wplata urywki francuskie, nie zawsze zrozumiale z kontekstu. Najciekawsze wpisy koncentrują się na języku, potrawach jak anchoiade, ważnej obecności aioli w kuchni prowansalskiej, którym to odorem wszyscy są przesiąknięci, o deserze o nazwie trzynastka, pastis, ziołach prowansalskich itp. Pokazuje obrazowoścćjęzyka, idiomy związane z jedzeniem, tyrudny dialekt prowansalski. Autor rozwodzi się nad zdobyczami cywilizacji i kultury które powstały w tym regionie, przedstawia anegdoty z życia prowansalskich artystów ( malarzy, pisarzy i rzeźbiarzy) Opisuje polowanie na trufle przy udziale psów bo świnie niechętnie oddawały ludziom trudno zdobyte smakołyki, dziwi się prowansalskiemu przywiązaniu do boskiego Markiza de Sade, upodobaniu do fetes votives, wzmiankuje o osławionym więzieniu If, de Chateau, trunku kir provencal, lawendzie, targach w małych uroczych prowasalskich miasteczkach. Doskonałe uzupełnienie tradycyjnych przewodników, pełne humoru i dystansu do opisywanych spraw. Czuje się, że Mayle radykalnie sfrancuział i z przyjemnością czyta się ten tomik ciekawostek.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na610 lat temu
Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju Georges Flipo
Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju
Georges Flipo
Nie czytałam, co prawda pierwszej części książki autorstwa Pana Georges Flipo o pracy Komisarz Viviane Lancier z III Wydziału Kryminalnego Policji, ale można wiele wywnioskować, kiedy zapoznaje się z początkowymi wątkami umieszczonymi w tej kryminalnej niezwykle zaprezentowanej powieści. Komisarz Viviane Lancier jako główna bohaterka kryminału autorstwa Pana Georges Flipo pt. ''Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju'' skrywa w sobie bardzo dużo wad i zalet. W sprawach zawodowych jest na ogół zasadnicza, pracowita, spostrzegawcza, dokładna. Bawiły mnie jedynie w trakcie czytania te momenty jej zachowania, kiedy robiła zakupy. Odnosiłam wrażenie, że nie lubi ich wykonywać, gdyż często podczas nich jest zamyślona. Nie ukrywam, że kiedy zapoznawałam, się z całościową treścią tego kryminału to zastanawiałam, się czemu Pani komisarz, zamiast myśleć, pod względem miłosnym to zbyt często fantazjowała, nadając przy tym zbyt dużą liczbę cech charakteru pracujących z nią podwładnymi. Zwróciłam uwagę na tutaj na charakter podejścia pracy pani komisarz, która nie była zadowolona od samego początku, że musi wyjechać i działać w nowej sprawie zabójstwa jako incognito. Trudno było mi tak naprawdę rozszyfrować jej nietypowe zachowania, gdyż ona sama była dla mnie największą zagadką oraz charakter pracy, z którym musiała się na ten czas zmagać. Być może autor chciał tutaj jej osobę przedstawić, że jako kobieta nie jest łatwo, gdyż kręcą się wokół niej koledzy z pracy, którzy mogą jej zazdrościć lub życzyć źle. Najbardziej podobał mi się porucznik Willy, który bardzo się stara być pracowity i pomysłowy. Nie poddaje się i wciąż szuka nowych rozwiązań zagadki, a przy okazji stara się stworzyć w trakcie wykonywanej pracy odpowiednią atmosferę. Poznajemy tu mocne i słabe charaktery bohaterów, ale nie ukrywam, że nie brakuje tu opisanych sytuacji bardzo zabawnych, które dla co poniektórych zachowania bohaterów drugoplanowych są dla mnie nieco niezrozumiałe. Przyznam, że wyjątkowo autor utrudniał, kim kto ukrywa się pod maską prawdziwego mordercy, a to daje wiele do myślenia, gdy zapoznajemy się z główną jej treścią tematyczną. Oficynie Literackiej Noir sur Blanc dziękuję za podarowanie mi do zrecenzowania egzemplarza książki autorstwa Pana Georges Flipo pt. ''Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju''. Polecam przeczytać ten kryminał.
Anna - awatar Anna
oceniła na85 lat temu
Barcelona Noir praca zbiorowa
Barcelona Noir
praca zbiorowa Santiago Roncagliolo Jordi Sierra i Fabra Audreu Martin Lolita Bosh Francisco González Ledesma Isabel Franc Valerie Miles
Kolejne miasto pokazane od tej ciemniejszej strony, tym razem piękna Barcelona. I kolejna już porcja mrocznych, nierzadko brutalnych opowiadań składających się na panoramę tej mniej przyjaznej odsłony Barcelony. Aczkolwiek muszę przyznać, że jednak „Meksyk Noir” było mocniejsze i bardziej dosadne. Jak każdy zbiór tak i ten składa się z bardzo różnych opowiadań nie tylko jeśli chodzi o styl ale i o poziom równości. Jak zwykle znalazły się w zbiorze rzeczy, które zupełnie mi nie przypadły do gustu („Na tym świecie i w tamtym czasie gdy umarła Mercedes” czy „Zagadka jej głosu”) ale było ich niewiele. Całość ogólnie uważam za bardzo dobrą. Co prawda nie ma w tym zbiorze niczego, co wybijałoby się ponad wszystko inne niemniej jednak było kilka jaśniejszych momentów jak np. „Płynne krokieciki”, „Ofiara”, „Cienie Brawnera”, „Wyższe sfery”, „Zerwać księżyc” czy „Chudy urok Chinki”. Są też dwa opowiadania – koniec końców ciekawe – ale nijak nie pasujące mi do klimatu noir a mianowicie „Klient ma zawsze rację” i „O policjancie, który kochał książki”. Moim zdaniem wyłamują się z konwencji i chociaż obie historie były całkiem interesujące tak jednak nie „współbrzmią” z resztą. Całość jak najbardziej polecam.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na75 lat temu
Zajazd „Jerozolima” Martha Grimes
Zajazd „Jerozolima”
Martha Grimes
„Jest Pan albo niezwykłym detektywem, albo okropnym romantykiem.” W piątym tomie przygód inspektora Scotland Yardu udajemy się w okolice Newcastle. Richard Jury spędza tam świąteczny czas. Podczas zwiedzania okolicy poznaje tajemniczą kobietę. Jury jest zafascynowany Helen Minton i chętnie umawia się na kolejne spotkanie. Kiedy na nie przybywa, okazuje się, że Helen nie żyje. Wszystko wskazuje na samobójstwo. Jednak Jury w to nie wierzy i dyskretnie rozpoczyna prywatne śledztwo, które zaprowadzi go w kręgi angielskiej arystokracji. Wbrew początkowym planom swoje święta Jury spędzi wiejskiej posiadłości rozwiązując sprawę dwóch morderstw. W wigilijnej kolacji będą mu towarzyszyć starzy znajomymi: Melrose Plant i jego ciotka Agatha, ale także zabójca... 🧐☠️ „W tym domu siadanie do kolacji nie przedstawia kłopotu, martwi mnie raczej podnoszenie się zza stołu.” Raczej nie jestem osobą, która w okresie świątecznym szuka korespondujących z nim lektur. „Zajazd Jerozolima” trafił mi się przypadkiem, akurat teraz, jako kolejny jednego z ulubionych cykli. Sięgnęłam po tę lekturę, ponieważ wiedziałam, że to „pewniak”, który zagwarantuje miłe spędzenie kilku wolnych świątecznych dni. Oczywiście czytanie go w tym czasie tylko „podkręciło” klimat tej historii. Bo po co rozmawiać przy świątecznym stole o polityce, skoro można o morderstwie 😉 „Zajazd Jerozolima” okazał się najlepszym tomem tego cyklu. Może właśnie dzięki temu klimatowi 😉, bo przecież wszystkie poprzednie również bardzo mi się podobały. I tak jak wcześniej mamy tu galerię niesamowitych postaci, w tym, jak to u Grimes, świetnie sportretowanych postaci dziecięcych. Fabuła jest dynamiczna, a sprawa kryminalna ciekawa, dzięki czemu czyta się szybko i płynnie. Zawsze przy okazji książek autorstwa Marhy Grimes zastanawiam się jak to się dzieje, że Amerykanka potrafiła napisać tak bardzo angielskie kryminały. Świetne to jest...tak po prostu doskonałe! Bez udziwnień, proste, w odpowiednim klimacie i tempie poprowadzone historie, których nie powstydziliby się najlepsi angielscy autorzy kryminałów. Jak zawsze polecam ten mało znany (a szkoda!) amerykańsko-angielski cykl kryminalny 🤩
CzyTa - awatar CzyTa
oceniła na84 lata temu

Cytaty z książki Blue shoes and happiness

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Blue shoes and happiness